Francuscy żołnierze jako "wartownicy" w miastach

10 sierpnia 2017, 13:44
Fot. Armée de Terre, Facebook

Polemika w sprawie używania żołnierzy do antyterrorystycznej operacji "Sentinelle” (wartownik), polegającej na obecności uzbrojonych patroli w miastach, trwa. W całej Francji uczestniczy w niej około 7 tys. żołnierzy. 

W środę ok. godz. ósmej samochód marki BMW wjechał w grupę wojskowych na ulicy paryskiego przedmieścia Levallois-Perret. Wojskowi wychodzili na służbę z budynku, w którym są zakwaterowani. Zaparkowany w tej spokojnej ślepej ulicy samochód, w którym siedział tylko kierowca, najpierw ruszył ostro przyspieszając w stronę sześciu żołnierzy, następnie odjechał zwiększając szybkość.

Choć w pobliżu było wielu uzbrojonych wojskowych, żaden nie użył broni. Auto zostało rozpoznane dzięki kamerom monitoringu. Był to wynajęty samochód, wyposażony w pozwalające go zlokalizować urządzenie GPS. W Levallois-Perret znajduje się siedziba DST, czyli francuskiego kontrwywiadu.

Czytaj więcej: Europa nie będzie „drugim Izraelem”. Żołnierze na ulicach to półśrodek [OPINIA]

 

Podejrzanego o dokonanie zamachu policja zatrzymała, gdy tym samym BMW jechał autostradą A16 w kierunku Calais na północy Francji. Nie był uzbrojony, ale uciekając uderzył w inne pojazdy. Policjanci zranili go, a zbłąkana kula trafiła w jednego z funkcjonariuszy.

Według radia publicznego France Info, podejrzany jest Algierczykiem nielegalnie przebywającym we Francji, znanym policji z popełnienia drobnych wykroczeń, ale nie figuruje w kartotece zradykalizowanych islamistów.

Francuska minister sił zbrojnych Florence Parly, która odwiedziła rannych w szpitalu, wyraziła radość, że „szczęśliwie żołnierze są lżej ranni niż się wydawało”, i dodała: „Ten zamach pokazuje, że operacja «Sentinelle» jest obecnie bardziej konieczna niż kiedykolwiek”. Minister spraw wewnętrznych Gerard Collomb przyznał: „zagrożenie wciąż jest ekstremalne, a nasze siły bezpieczeństwa, nasze siły wojskowe wciąż brane są na cel”.

Wojskowych z operacji "Sentinelle" zaatakowano co najmniej pięć razy. W styczniu 2016 r. samochód najechał na 4 żołnierzy przed meczetem w Valence na południowym zachodzie kraju. W lutym 2016 r. egipski terrorysta rzucił się z maczetą na wojskowego wartownika przy wejściu do Luwru. W marcu br. patrol operacji "Sentinelle” zaatakowany został przez terrorystę na paryskim lotnisku Orly. 5 sierpnia mężczyzna z nożem zatrzymany został pod wieżą Eiffla. 9 sierpnia doszło do zamachu w Levallois.

Sebastien Pietrasanta, były mer sąsiadującego z Levallois-Perret Asniers, brak reakcji wojskowych usprawiedliwiał tym, że „bardzo trudno być bez przerwy przygotowanym, a szczególnie w momencie przejmowania służby, kiedy ma się trochę mniejszą uwagę”.

Natomiast ekspert występujący w żydowskim radiu paryskim RCJ porównał poranną reakcję żołnierzy francuskich z tym, jak zachowują się wojskowi izraelscy, którzy „nawet nie będąc na służbie, w podobnej sytuacji za każdym razem potrafili zneutralizować terrorystów”.

W tym miejscu warto dodać, że użycie żołnierzy do misji o podobnym charakterze w naturalny sposób ogranicza możliwości ich szkolenia do podstawowych zadań. Wiadomo, że w operacji uczestniczą na przykład czołgiści, czy artylerzyści. Pełnienie zadań z zakresu ochrony antyterrorystycznej wpływa też na możliwość użycia francuskich wojsk na wschodniej flance NATO, i może być jednym z powodem dość ograniczonego (w stosunku do ogólnego potencjału) zaangażowania Paryża.

Prezes Centre d’Analyse du Terrorisme (Ośrodek Analizy Terroryzmu, CAT) Jean-Charles Brisard zwrócił uwagę, że „ponad połowa zamachów terrorystycznych skierowana jest we Francji przeciw żołnierzom i policjantom”.

„Żołnierze – podkreślił – są z jednej strony łatwym celem, a z drugiej bardzo ważnym ze względu na ładunek symboliczny". Jego zdaniem władze odpowiadają za „pułapkę, która zatrzaskuje się na ogromnej liczbie (osób) zmobilizowanych do tej mało użytecznej w praktyce operacji”.

Jean-Charles Brisard, podobnie jak inni eksperci, wskazuje na to, że „żołnierze to nie są policjanci i brak im wyszkolenia policyjnego. Ludziom ich obecność się podoba, ale operacja «Sentinelle» tworzy zagrożenie dla wojskowych”.

Inny znawca problemu, Elie Tenenbaum z Institut français des relations internationales (Francuski Instytut Stosunków Międzynarodowych IFRI), zwraca uwagę, że „poza zabezpieczeniem jednej z ulic 13 listopada 2015, w noc masakry w klubie Bataclan, żołnierze operacji «Sentinelle» interweniowali jedynie we własnej obronie”. Według przeprowadzonego przez IFRI badania, żołnierze operacji "Sentinelle” są zaczepiani średnio pięć razy dziennie. Są to głównie agresje słowne, ale i fizyczne.

Niebędący już w czynnej służbie generał Vincent Desportes wezwał w wystąpieniu radiowym do „jak najszybszego zakończenia tej operacji, w której żołnierze, przygotowani do innych zadań, służą za cel terrorystom”. Według generała mobilizacja tak wielkiej liczby ludzi dezorganizuje siły zbrojne przeciążone licznymi misjami zagranicznymi.

Nathalie Goulet, wiceprzewodnicząca senackiej komisji spraw zagranicznych i obrony, nie krytykując samej operacji "Sentinelle", uznała, że to niewystarczający budżet obronny i dodatkowe w nim cięcia powodują, że żołnierze są przemęczeni i nie mają wystarczającego sprzętu, co utrudnia ich działanie w operacjach zagranicznych i zmniejsza skuteczność w walce z terroryzmem.

JP/PAP

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 4
Reklama
Aż się słabo robi
czwartek, 10 sierpnia 2017, 15:17

U nas jak w 81 rząd którego nikt nie popierał ani nie wybrał wysłał wojsko na ulice to cały zachód nałożył na nas sankcje. Komuniści mieli je gdzieś bo i tak niczego im nie brakowało, jedyne co to cierpiał zwykli ludzie którzy nienawidzili komuchów. W Belgii, Francji czy Niemczech demokratycznie wybrane rządy wysyłają wojsko na ulice ale to nas chcą uczyć demokracji i podobno to u nas jest ona zagrożona. Ot takie standardy liberałów.

Marek
czwartek, 10 sierpnia 2017, 21:46

Oni powinni wysłać wojsko na ulice. Już dawno. Tyle, że to co wysłali, wysłali kierując się obecnym systemem europejskich bezwartości. Lewicowo i po liberalnemu. Skutkiem tego cierpią po lewicowemu i liberalnemu Bogu ducha winni rdzenni mieszkańcy, na spółkę z tymi, których należy spacyfikować. Zauważ, że im przez liberalno - lewicowe usta nawet nie chce przejść to, kim są nękający ich terroryści.

d/
czwartek, 10 sierpnia 2017, 14:03

może to Izrael ma ten temat lepiej rozpracowany ?

Ja
czwartek, 10 sierpnia 2017, 15:43

Oczywiscie że ma, tylko że Izraelowi na ręke jest wojna europy z islamem. Tak że ataki terrorystyczne w europie to nadzieją na to że Izrael przetrwa, będą mieli nowych sojuszików antyarabskich. Dla Izraela czym więcej terroryzmu islamskiego w europie tym lepiej.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama