Francuscy, amerykańscy i japońscy żołnierze wspólnie ćwiczą na lądzie

11 maja 2021, 10:42
1076px-6D-1_(協同転地演習・着上陸訓練)_R_教育訓練等_23
Zdjęcie ilustracyjne, fot. By Rikujojieitai Boueisho, licencja CC BY-SA 3.0, commons.wikimedia.org
Reklama

Japończycy, Amerykanie i Francuzi wspólnie "odbiją" zajęte wyspy, a na wodzie będzie ich wspierała jeszcze jednostka należąca do australijskiej floty. Tak w gruncie rzeczy można uprościć plany względem jednego z najnowszych przedsięwzięć szkoleniowych w rejonie Indo-Pacyfiku, które tym razem ma być prowadzone we wszystkich klasycznych domenach. Ukazując coraz bliższą kooperację Japonii z tradycyjnymi sojusznikami regionalnymi (Australia i Stany Zjednoczone), ale też poszukiwania platformy rozwoju kooperacji wojskowej z państwami europejskimi również żywotnie zainteresowanymi rozgrywką w rejonie indopacyficznym.

Japońskie Siły Samoobrony wykazują coraz większą aktywność szkoleniową w obrębie przedsięwzięć międzynarodowych, angażujących sojuszników z całego świata. Przykładem są manewry wojskowe, które startują od wtorku w południowo-zachodniej części Japonii. Mają to być pierwsze w historii ćwiczenia japońsko-amerykańsko-francusko-australijskie prowadzone wielodomenowo. Ich scenariusz zakłada epizody lądowe, powietrzne oraz morskie. Nie można bowiem zapomnieć, że już w maju 2019 r. doszło do wspólnych ćwiczeń morskich wspomnianych państw. Wówczas, na wodach Zatoki Bengalskiej francuska lotniskowcowa grupa uderzeniowa FS Charles de Gaulle spotkała się z niszczyciele US Navy USS William P. Lawrence, australijską fregatą HMAS Toowoomba oraz okrętem podwodnym HMAS Collins, japońskim śmigłowcowcem JS Izumo i wspierającym go niszczycielem JS Murasame.

Jednakże obecne ćwiczenia są rozszerzone o sferę działań lądowych co stanowi znaczną nowość. Nikt już nie ukrywa, że rozpoczęte manewry są sygnałem możliwości sojuszniczej oraz koalicyjnej możliwości współdziałania państw zaniepokojonych rosnącym potencjałem wojskowym Chin i, a może przede wszystkim, związanymi z nim roszczeniami wobec konkretnych terytoriów spornych. Australia, Japonia i przede wszystkim Stany Zjednoczone już od dłuższego czasu sygnalizują swoją determinację w przeciwstawianiu się wszelkim ograniczeniom w wolności żeglugi w rejonie Indo-Pacyfiku, jak również deklarują potrzebne do odstraszania reformy własnych zasobów obronnych. Obecnie Francja, także posiadająca własne interesy w regionie coraz głośniej deklaruje własne stanowisko, tworzące z Paryża potencjalnie cennego koalicjanta Waszyngtonu, Tokio oraz Canberry.

Z racji specyfiki Indo-Pacyfiku część morska rozpoczętych manewrów międzynarodowych jest najbardziej rozbudowana, gdyż ma wziąć w niej udział japoński okręt podwodny oraz sześć japońskich jednostek nawodnych, a także dwa okręty francuskie oraz po jednym amerykańskim i australijskim. Na lądzie ma trenować ok. 300 żołnierzy, z wyłączeniem strony australijskiej, która jest zaangażowana jedynie w część morską. W kwietniu, o organizacji tego rodzaju przedsięwzięcia szkoleniowego dedykowanego zwiększaniu zdolności do prowadzenia operacji połączonych w obronie wysp, miał zakomunikować minister obrony Nobuo Kishi. Wskazano wówczas, że epicentrum ćwiczeń będzie wyspa Kiusiu. Doprecyzowując mowa jest o wspólnych manewrach od 11 do 17 maja w Camp Ainoura, w prefekturze Nagasaki. Wybór miejsca ma znaczenie geostrategiczne, ale również wysoce praktyczne pod względem militarnym. We wspomnianej bazie stacjonuje Amphibious Rapid Deployment Brigade (powołana w marcu 2018 r., licząca ponad 2 tys. wojskowych i wyposażona w sprzęt niezbędny do prowadzenia desantów morskich, w tym amfibie AAV-7), a więc jednostka dedykowana możliwości reagowania kryzysowego w przypadku zagrożenia którejś z wysp należących do Japonii.

To właśnie z tej jednostki ma być zaangażowanych ok. 100 japońskich marines, zaś Francja i Stany Zjednoczone (US Marines) mają wydzielić na ćwiczenia po ok. 60 żołnierzy. Zaznaczono również, że same ćwiczenia obywają się również na poligonie Kirishima, w prefekturach Miyazaki i Kagoshima oraz na morzu oraz w przestrzeni powietrznej na zachód od wyspy Kiusiu. Francuski komponent przeznaczony do działań lądowych przybył do Japonii w ramach rejsu amfibijnej grupy szybkiego reagowania, płynącej z Europy do Indo-Pacyfiku zgodnie z misją Jeanne D`Arc 2021. Na pokładzie francuskiej  jednostki desantowej ma znajdować się 155 żołnierzy z 6e Brigade légère blindée, a także kompanii dowodzenia z 2e Régiment étranger d'infantrie, sekcji z 13e demi-brigade de Légion étrangère, a także plutonu pancernego z 1er Régiment de Saphis, jak i dwie sekcje bojowe z 31e Régiment du Génie; sekcja artylerii AAW z 54e Régiment d'artillerie; zespół JTAC z 3e Régiment d'artilllerie de marine. Amerykanie zapewne wydzielą do ćwiczeń jednostki Marines (III MEF), które na stałe są obecne w rejonie odpowiedzialności Dowództwa Indo-Pacyfiku (US INDOPACOM).

Japonia czeka również na inne równie symboliczne przedsięwzięcia szkoleniowe z partnerami europejskimi. Brytyjska Royal Navy ma wysłać w region swój nowy lotniskowiec HMS Queen Elizabeth. Tym samym, jeszcze tej wiosny japońskie siły będą mogły symbolicznie i praktycznie kooperować z brytyjską lotniskowcową grupą uderzeniową. Nie można również pomijać faktu, że również Niemcy zapowiedziały azjatycki rejs swojej fregaty i także w przypadku tej wizyty strona japońska proponowała już wspólne przedsięwzięcia szkoleniowe. Podkreślenia wymaga również to, że w maju prowadzone były także wspólne ćwiczenia jednostek działających w ramach misji Unii Europejskiej EU NAVFOR Somalia (op. Atalanta) i Japonii.

Reklama
Link: https://sklep.defence24.pl/produkt/polityka-obronna-i-bezpieczenstwa-narodowego-nowej-zelandii-w-xxi-wieku/
Reklama

10 maja w rejonie portu Dżibuti trenowano współpracę w działaniach antypirackich.  Zaangażowana została włoska fregata Carabiniere, samolot rozpoznawczy delegowany do EU NAVAFOR (P-3M) oaz japoński niszczyciel Setogiri. Japońsko-unijne ćwiczenia były oczywiście wspierane przez lokalne zasoby straży wybrzeża z Dżibuti. W ciągu 20 godzinnego przedsięwzięcia szkoleniowego testowano możliwość wspólnych działań na morzu, lądowania śmigłowców pokładowych ze wspomnianych jednostek na pokładach. Testowane było również połączone działanie morskie w warunkach nocnych, dedykowane wykrywaniu i przeciwdziałaniu piractwu.

Sprawa rozwijania silnych relacji wojskowych z państwami europejskimi, ze szczególnym uwzględnieniem formatu natowskiego była w Japonii obecna od dłuższego czasu m.in. za sprawą koncepcji strategicznych wysuwanych przez byłego premiera Shinzo Abe. Dziś, bez głośnych deklaracji praktycznie widać, że wojskowi coraz bardziej kooperują ze sobą. Stanowi to niewątpliwie naturalną kolej rzeczy, jeśli spojrzy się na potrzeby obronne przy założeniu nagłego działania oraz wymogu uzyskania interoperacyjności na specyficznym, współczesnym polu walki kreowanym pod kątem Indo-Pacyfiku.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 6
Reklama
ret
środa, 12 maja 2021, 15:44

Niezły zestaw. Przegrani konfliktów w Indochinach.

realizm
środa, 12 maja 2021, 11:15

Chińczycy, jako dobrzy komuniści, będą oczywiście straszyć, prężyć muskuły i testować na ile mogą się posunąć – zgodnie z leninowską zasadą pchnięcia bagnetem: jeśli nie napotkasz oporu pchnij mocniej, jeśli napotkasz, wycofaj się. Zatem ze strony bloku rosyjsko- chińsko- północnokoreańskiego, teoretycznie nieprzewidywalnego, można spodziewać constans – eskalowania napięcia. Ale Chińczycy wyżej d… nie podskoczą – wystarczy przyjrzeć się mapie i opasującemu ich kordonowi: na lądzie takie kraje jak Pakistan i Indie ze swoimi strefami buforowymi, na morzu Australia, Filipiny, Tajwan, Korea Południowa i w pierwszym rzędzie kraj Kwitnącej Wiśni z jego potężną w czasie pokoju armią, której siła momentalnie może być zwilokrotniona momentalnie. A dodatkowo wsparcie mocarstw postkolonialnych – Francja i Wielka Brytania, no i oczywiście Wuj Sam. Chińczycy – jak to komuniści oczywiście wykorzystują swoją podstawową broń, propagandę i dezinformację, eskalowanie napięcia i strachu. Jednak patrząc realnie, bez emocji, nie są w stanie wygrać tej wojny. Jeśli USA miałyby prezydenta formatu Reagana, Eisenhowera czy Roosevelta świat dosyć szybko ujrzałby definitywny upadek komunizmu. Mają dziś jednak słabego Bidena. I to jest istotą rzeczy: komunizm jest silny wyłącznie słabością wolnego świata, jego naturalnym zróżnicowaniem. Jednak zagrożenie zewnętrzne szybko niweluje różnice i sojusze tworzą się samoistnie, naturą rzeczy. Zatem im bardziej Chińczycy będą naciskać, tym większy napotkają opór, zaś ich ekspansywna gospodarka oparta na eksporcie, szybko straci swój impet wobec blokady ekonomicznej. Musieliby zdecydować się szybką wojenkę, a to dla nich potężne ryzyko. Są w pozycji patowej i tak naprawdę nie mają zbyt wielkiego pola manewru.

Monkey
wtorek, 11 maja 2021, 21:56

I tak Japończycy powoli, ale skutecznie z pomoca zagranicznych partnerów wrócą do należnej im pozycji mocarstwa. Nie tylko regionalnego, podejrzewam.

Kłopotek
czwartek, 13 maja 2021, 03:42

Nie bo demografia im nie pozwoli

rmarcin555
środa, 12 maja 2021, 09:11

@Monkey. Koniecznie. Cała Azja nie może się doczekać widoku japońskich żołnierzy. Poza tym, nie ta demografia i nie te zasoby.

Nihonjin
środa, 19 maja 2021, 22:42

Demografia może i nie, ale kasę mają.

Tweets Defence24