Fiasko kampanii powietrznej wymierzonej w Państwo Islamskie. 6 powodów

27 października 2014, 18:45
Fot. Petty Officer 3rd Class Brian Stephens/US Navy.
Efektywność działań podejmowanych przeciwko ISIS budzi wątpliwości. Na zdjęciu F-15E nad Afganistanem. Fot. Staff Sgt. Aaron Allmon/USAF.
Lądowanie myśliwca F/A-18C Hornet na lotniskowcu USS George H.W Bush. Fot. Mass Communication Specialist 3rd Class Brian Stephens/US Navy.
Pojawiają się głosy o konieczności włączenia do działań szturmowców A-10. Fot. Master Sgt. Robert Wieland/USAF.
Reklama

Trwająca już dłuższy czas kampania powietrzna przeciwko ISIL/ISIS/IS – najpierw w Iraku, a następnie w Syrii - nie przynosi oczekiwanych korzyści. Coraz liczniejsze są głosy, które wskazują, że bez interwencji lądowej Państwa Islamskiego (kalifatu) zniszczyć się nie da. Biorąc pod uwagę oczekiwania polityczno-wojskowe operacja powietrzna jest całkowicie nieefektywna. Jakie są tego przyczyny?

1. Zbyt małe siły

Mimo, że w akcję zaangażowanych jest wiele państw, nie tylko z grona państw NATO, które na pozór wydzieliły dużą liczbę statków powietrznych środki są nader skromne. Jeśli odliczymy samoloty dedykowane do transportu powietrznego, albo rozpoznania okaże się, że maszyn stricte bojowych wykonujących uderzenia jest relatywnie niewiele. Do tego dochodzą jeszcze ograniczenia krajowe - bardzo często jest tak, że misje zagraniczne obwarowane są pewnymi ograniczeniami jakie poszczególne kraje narzucają swoim kontyngentom. Tak jest i teraz. Przykładowo niektóre kraje ograniczyły akcje bojowe jedynie do Iraku, z kolei kanadyjski komponent powietrzny do niedawna wykonywał jedynie loty transportowe.

2. Zbyt mała intensywność nalotów

Ilość samolotolotów przypadająca na jeden dzień „bojowy” nie poraża. Niektórzy nawet twierdzą, że nie można mówić o kampanii, skoro intensywność akcji lotniczych jest znacząco mniejsza w porównaniu z wszystkimi dotychczasowymi kampaniami powietrznymi. Ilość lotów bojowych ogranicza także przestrzeń – maszyny uderzeniowe rozlokowane są daleko od celów, co wymusza długotrwałe i kosztowne loty (nawet z 2-3 tankowaniami powietrznymi). F-22 Raptor czy Rafale wykonują misje w sposób efektowny, ale w ogólnym rachunku mało efektywny – w tym kontekście mówi się o potrzebie nalotów z małą prędkością i na niskim pułapie, z długim czasem „wiszenia” nad zadanym rejonem (stąd mówi się o potrzebie wykorzystania bojowego szturmowych A-10 Warthog).

Pojawiają się głosy o konieczności włączenia do działań szturmowców A-10. Fot. Master Sgt. Robert Wieland/USAF.

3. Problemy z rozpoznaniem i identyfikacją celów

Nie dość, że maszyn bojowych nie jest wiele, a intensywność lotów niska, to jeszcze znacząca część akcji bojowych nie kończy się rozpoznaniem, identyfikacją i zniszczeniem celów – duży odsetek samolotów uderzeniowych wraca do bazy z podwieszonym ładunkiem. Wyraźnie wskazać tu należy adaptację sił bojowych ISIL/IS do warunków kampanii powietrznej.

Istnieje szereg elementów, które powodują, że struktury administracyjne i bojowe kalifatu nie odnoszą istotnego uszczerbku w wyniku wielotygodniowej akcji bojowej. Pomijając już fakt, że naloty nie mogą zneutralizować finansowania kalifatu, ani odzyskać terenu, także – w skali globalnej – bojownicy odnoszą marginalne straty w potencjale bojowym. Naloty są uciążliwe, ale zasadniczo podjęto szereg kroków ku temu, żeby zminimalizować ich skuteczność – utrudnić rozpoznanie, identyfikację i sam proces bombardowania. To ostatnie jest oczywiście najtrudniejsze jako, że używana jest wyłącznie amunicja precyzyjna, ale nie niemożliwe – można się „wtopić” w tłum lub otoczyć „żywymi tarczami” z zakładników, żeby uniknąć ataku.

W wyniku adaptacji bojowników do nowych warunków można wskazać, że:

- wiele obiektów infrastrukturalnych zostało zniszczonych, co ukazywane jest statystycznie za sukces, podczas gdy były już nieużytkowane bądź opuszczone. Przykładowo pojawiają się głosy, że bombardowane obozy szkoleniowe zostały już opuszczone – zostało przewidziane ich zniszczenie i podjęte odpowiednie kroki zaradcze, np. przeniesiono ich infrastrukturę i personel w inne miejsca.

- bojownicy rozproszyli się w terenie i wtopili w ludność cywilną, co utrudnia, bądź całkowicie uniemożliwia, skuteczne rozpoznane i identyfikację z powietrza (via samoloty, bezzałogowce i satelity). Z budynków czy obozów zniknęły czarne flagi radykałów, zaprzestano wykorzystywania telefonów komórkowych i radia, zminimalizowano przemieszczanie się w dzień, zaczęto rutynowo ukrywać sprzęt i ludzi (np. wozy bojowe pod mostami) itd.

W efekcie wiele misji kończy się powrotem do bazy z podwieszonym uzbrojeniem. Przykładowo Tornada RAF-u wykonały pięć kolejnych misji bez zrzutu bomb i dopiero szósta misja zakończyła się atakiem i zniszczeniem celu. W skrajnych ocenach twierdzi się nawet, że jedynie ok. 10% misji bojowych kończy się skutecznym atakiem na cele (zrzuceniem bomb).

Do tego dochodzi brak efektywnego wywiadu (np. w Syrii) i skutecznego naprowadzania z ziemi (kontrolerzy z sił specjalnych JTAC (Joint Terminal Air Controllers) zwiększyliby skuteczność misji, ale na razie nie ma mowy, żeby takowi pojawili się np. na terenie Syrii). Wszystko to powoduje, że łańcuch identyfikacji i niszczenia celów – tzw. kill-chain - jest  skomplikowany i nieefektywny. W zmieniającym się środowisku walki piloci zazwyczaj nie mają pełnej taktycznej świadomości sytuacyjnej, co prowadzi często do zaniechania ataku, jeśli nie ma stuprocentowej pewności, że to autoryzowany cel (np. pikap z bojownikami ISIS/IS).

4. Ograniczenia obiektywne wynikające z natury akcji powietrznej

Misje powietrzne ze swojej natury nie mogą uderzyć w system finansowy oraz rekrutacyjny kalifatu, a to właśnie te dwa elementy są niezwykle istotne i stanowią o sile ISIS/IS. Bez akcji lądowej nie można także prowadzić rekonkwisty na ziemi. Podkreśla się, że po dwóch miesiącach kampanii powietrznej nie odbito z rąk fundamentalistów ani jednego miasta (bo tego lotnictwem fizycznie zrobić się nie da) – de facto terytorialny stan posiadania ISIS/IS nie zmniejszył się (vide publikowane regularnie przez „Institute for the Study of War” mapy Iraku).

Mając nieograniczone finansowanie i struktury lokalne kontrolujące teren można bez trudności prowadzić rekrutację i uzupełniać przerzedzone atakami z powietrza szeregi. W tym kontekście sukcesy taktyczne nie mają przełożenia na wymierne sukcesy strategiczne.

5. PR zamiast osiągania celów strategicznych

Operacja powietrzna nie realizuje zakładanych celów strategicznych, a ma się wrażenie, że w niektórych krajach polityka i piar jest celem samym w sobie (np. dla Baracka Obamy jest to strategia „przetrwania” problemu, z kolei dla Paryża promowanie własnego sprzętu – samolotów Rafale etc.).

Emerytowany amerykański generał, James M. Dubik, na łamach „Washington Times” powątpiewał w sierpniu w skuteczność kampanii powietrznej nad Irakiem podkreślając, że najpewniej nie zrealizuje ona zakładanych głównych celów strategicznych – utrzymania jedności Iraku i zniszczenia ISIS/IS. Atak na pozycje fundamentalistów oceniał jako konieczny, ale niewystarczający (necessary but not sufficient). Także inni eksperci i oficerowie już wówczas wskazywali, że administracja Obamy nie ma strategicznej wizji „co dalej”, a zakładanych celów nie da się osiągnąć bez operacji lądowej. Inny emerytowany generał, Dell Dailey, ekspert w operacjach specjalnych i kontrterrorystycznych, stwierdził, że wydanie rozkazu ataków powietrznych bez planu, pokazuje, że Waszyngton nie ma przemyślanej, racjonalnej, strategicznej wizji konfrontacji (shows a lack of strategic vision). W tym kontekście trudno mówić o czymś więcej, niż sukcesie taktycznym (a i ten jest dość wątpliwy), jeśli szacuje się, że po dwóch miesiącach kampanii zabito kilkuset islamistów (są szacunki mówiące o zabitych 500-550 bojownikach, głównie ISIS/IS), wobec 20-30 tys.

6. Koszty operacji

Nie można nie wspomnieć o kosztach operacji, które są ogromne i w dłuższej perspektywie mogą mieć przełożenie na kluczowe decyzje, np. o kontynuacji lub przedłużeniu misji. Waszyngton poinformował oficjalnie, że dzienny koszt operacji nad Irakiem i Syrią wynosi 7-10 mln USD. O ile dla Stanów Zjednoczonych koszty nie wydają się elementem kluczowym, to jednakże mogą być znaczącym obciążeniem dla krajów sojuszniczych, o istotnie mniejszym potencjale finansowym, np. Danii, czy Holandii itd. W dłuższej perspektywie czasowej mogą podnieść się głosy o marnowaniu pieniędzy podatników. Dla ilustracji problemu można powołać się na przykład jednej z francuskich akcji: dwa Rafale wykonujące atak musiały tankować trzykrotnie, żeby zrzucić 4 bomby kierowane laserowo GBU-12 na skład zaopatrzeniowy; dodatkowo w operację zaangażowany był rozpoznawczy Atlantique 2 (notabene samoloty rozpoznawcze wykonują długotrwałe misje).

Oczywiście koszty generuje także samo użycie amunicji precyzyjnej (bomb i rakiet), m.in. GBU-12, Paveway IV, Brimstone, nie wpominąjąc o pociskach manewrujących. Ten problem został już zauważony. Przykładowo na łamach The Guardian ukazał się z końcem września artykuł o znamiennym tytule „Bombardowanie ISIS będzie daremne - i kosztowne” (Bombing Isis will be futile – and expensive). R. Norton-Taylor przypomina na wstępie, że operacje powietrzne nie były decydujące dla sukcesu w żadnym z dotychczasowych konfliktów (często były kontproduktywne, nazbyt kosztowne, a czasami miały skutki uboczne, jak np. w Libii, gdzie bombardowania magazynów wojskowych spowodowały ogólną dostepność środków typu MANPADs dla różnych organizacji paramilitarnych i terrorystycznych), a następnie wylicza szacunkowe koszty stosowania broni precyzyjnej: rakieta Brimstone 100 tys. funtów, bomba Paveway IV 30 tys., pociski manewrujące Storm Shadow ok. 790 tys.

Marcin Gawęda


Absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Publicysta wojskowy, pisze dla magazynów branżowych, autor serii książek wydanej przez WarBook.

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 35
Reklama
Mirosław Znamirowski
wtorek, 28 października 2014, 10:33

"Pojawiają się głosy o konieczności włączenia do działań szturmowców A-10." Hmm. A czy nie powinny się raczej pojawiać głosy o konieczności włączenia do działań samolotów AC-130. Skoro Gunshipy sprawdziły się w niszczeniu wietnamskich ciężarówek w dżunglach Azji Południowo-wschodniej, to pewnie dały by też sobie radę z armadą pickupów islamskich fundamentalistów. Oczywiście istnieje zagrożenie ze strony posiadanych przez islamistów naramiennych wyrzutni rakiet przeciwlotniczych, ale gdyby te samoloty operowały jedynie w nocy, to ryzyko zestrzelenia było by zminimalizowane.

qwerty
wtorek, 28 października 2014, 11:26

Bardzo łatwo namierzyć takiego gunshipa w nocy, gdyż strzelając z minigunów na każde 10 pocisków jest jeden smugowy co przy szybkostrzelności rzędu 2000 - 6000 rpm daje piękny warkocz kolorowego ognia lecacy w dół. Nie bez powodu były zatem nazywane "puff the magic dragon". Ektremalnie efektywna broń przeciwko sile żywej i lekkim pojazdom lecz zarazem podatna na ogień plot.

kez87
wtorek, 28 października 2014, 10:09

Powód 7 - tania ropa od ISIL tak naprawdę jest na rękę UE i Izraelowi zważywszy na ich antyrosyjskie ambicje. "O.K." opowiada,że za ISIL odpowiadają Kurdowie i Assad - którzy przecież od początku walczą z tymi bandytami.Rzecz w tym,że ta cała "Syryjska Opozycja" to tak naprawdę baza ochotników albo łatwy łup dla ISIL,a USA i sojusznicy mają interes w pogarszaniu się sytuacji - wbrew deklaracjom.Wystarczy spojrzeć na wskaźniki giełdowe."Rosja dostaje po łapach" tylko dzięki "Saudyjskiej" ropie ? Jakoś "dziwnie" spadek cen ropy zaczyna się od sukcesów ISIL... Oni sprzedają swoją ropę za 1/3 ceny.80 tysięcy baryłek ropy dziennie OFICJALNIE to może nie jest dużo skoro to tylko promil światowego wydobycia za 2013.Ale to są dane oficjalne - "Iraq energy institute" ma siedzibę w Londynie. Nawet zresztą 80 tysięcy tanich baryłek ropy dziennie to interes życia dla niektórych,i chyba trochę więcej niż potrzebowałoby jedno państwo.Ta ropa trafia niewątpliwie do Europy,o czym wspominają m.in. Izraelczycy (http://www.israelnationalnews.com/News/News.aspx/184823 ),są jednak też plotki, że "legalizacja" ropy ISIL odbywa się właśnie w Izraelu - choć może to być mylone z kurdyjską ropą.O ile ona rzeczywiście jest Kurdyjska... Ponadto Turecka opozycja oskarża syna Erdogana o to,że handluje ropą ISIL: http://www.awdnews.com/top-news/10071-turkish-opposition-parties-accuse-president-erdo%C4%9Fan%E2%80%99s-son-of-smuggling-isis%E2%80%99-crude-oil.html

ja
wtorek, 28 października 2014, 22:53

Tej ropy od ISIL to jest tyle co kot napłakał..... A Ty piszesz, że można tym Rosję rzucić na kolana. Oni mają tylko dostęp do niektórych syryjskich pól. Irackie zasoby są wielokrotnie większe......

Hades
wtorek, 28 października 2014, 08:10

Dziwne, jeszcze przedwczoraj czytalem, ze w Iraku Kurdowie i tchórzliwa "Armia Iracka" odbili dwa miasta z rak dzihadystów. Moze nareszcie jakies prawdziwe informacje?

oolp
poniedziałek, 27 października 2014, 23:14

Taki A-10 by się nam przydał :)

Sky
wtorek, 28 października 2014, 14:06

Niby do czego? Na pokazy lotniczne?

arcz
wtorek, 28 października 2014, 18:12

Proszę o odpowiedź dlaczego autor używa tych angielskich wstawek w nawiasach? Jest to dość irytuje.

qwerty
poniedziałek, 27 października 2014, 21:34

A niech sobie to państwo powstanie. A muzułmanie z Europy mogą sobie doń wyjechać.

Apis
wtorek, 28 października 2014, 09:01

Jeżeli przyzwoli się na oficjalne powstanie PI, to faktycznie muzułmańscy ekstremiści wyjadą, ale do Europy rościć sobie prawa do kolejnych terytoriów... Obecnie wszędzie tam, gdzie posiadają duży odsetek mniejszości narodowej, dążą do powstawania Kalifatów (Filipiny, Nigeria, Kamerun, itd.). Nie można tego lekceważyć. A przez ich fanatyczne interpretowanie Koranu, będą się tłukli dopóki tylko istnieje Islam.

qwerty
poniedziałek, 27 października 2014, 21:31

To państwo to raczej problem Turcji czy Arabii Saudyjskiej niż USA, więc niech one interweniują. W końcu po co im tyle drogiego uzbrojenia, które kupowały w ostatnich latach?

TAN
poniedziałek, 27 października 2014, 21:10

Jak zawsze ciekawa analiza. Jest rzeczą oczywistą, że bez wsparcia jednostek specjalnych nie da się prowadzić skutecznej kampanii powietrznej przeciw tego rodzaju przeciwnikowi. Konieczne wydaje się wykorzystanie A-10 i Apaczów. W wypadku Kobane chyba lotnictwo przyczyniło się do utrzymania miasta. Teoretycznie tam powinno dojść do wykrwawienia się ISIS

z prawej flanki
poniedziałek, 27 października 2014, 21:09

podobnie było w Afganistanie w trakcie operacji Enduring Freedom ; tak na dobrą sprawę już po kilku dniach zabrakło wartościowych celów a operację powietrzną kontynuowano głównie ze względów propagandowych. Oczywiście w jakimś tam zakresie skutek owe bombardowania odniosły ,ale gdyby wtedy komuś wpadła podobna myśl do głowy ,że jeno samymi nalotami na pozycje (?) Talibanu i al-Kaidy można rozbić struktury ich "państwa" - to zapewne do dzisiaj bin Laden cieszyłby się życiem i zdrowiem... .Obecna "ofensywa" powietrzna przeciwko owemu "kalifatowi islamskiemu" - to przecież nic innego jak kolejny unik Obamy w celu odwlekania rzeczywistych rozwiązań militarnych w/s IS. Jednym słowem ; strata czasu i pieniędzy ,albo inaczej - oddanie tego czasu samym islamistom na okrzepnięcie ,dozbrojenie się i przegrupowanie do kolejnego podboju. Zegar tyka na ich korzyść.

Wacieńka
wtorek, 28 października 2014, 09:18

Szerzej nawet. Ani Obama ani Zachód niczego jeszcze nie zrozumieli. Tu potrzebna jest precyzyjna wielomiesięczna inwigilacja, punktowe uderzenia w dowódców IS, paraliżowanie wydobycia i sprzedaży ropy. Tropienie przepływów gotówki. Podstawianie niby porzuconych pojazdu z ukrytymi nadajnikami GPS itd, itp.Sztab ludzi i najnowsza technika muszą analizować sytuację dzień i noc. A potem uderzać.

O.K.
poniedziałek, 27 października 2014, 22:13

Tyle że w Afganistanie były siły lądowe -tzw. Sojusz Północny plemion tadżyckich i uzbeckich który ostatecznie przy wsparciu lotniczym USA i sojuszników pokonał Talibów i opanował całe terytorium Afganistanu. Dziś w Iraku i Syrii też są siły lądowe -siły prawowitego rządu irackiego oraz Kurdów, a także przynajmniej teoretycznie jeszcze FSA. I to oni powinni byli zrobić porządek. W praktyce jednak żeby ustabilizować sytuację, potrzeba po prostu zniszczyć reżim Assada. I nie iść na żadne polityczne ustępstwa wobec terrorystów. Na szubienice z nimi, żadnych amnestii!

księgowy
sobota, 1 listopada 2014, 13:42

1 rakieta Brimstone - 100 tys. funtów. Teraz trzeba przeliczyć stosunek opłacalności ostrzału do ilości cywili ściętych i wypatroszonych, wtedy decydenci zdecydują czy wywiesić białą flagę, czy jednak łaskawie zacząć zwalczać oszołomów. Jeśli chcą mieć rzeź niewiniątek nad Tamizą to niech sobie płaczą nad kosztem odpalenia rakiet.

Wojmił
poniedziałek, 27 października 2014, 20:54

kurde przecież to już dawno pisaliśmy, że tak będzie... wystarczyło skleić przewidywania z wielu komentarzy tutaj gdy naloty się zaczęły...

tank_buster
poniedziałek, 27 października 2014, 20:53

Jak się prowadzi wojnę w sposób nieekonomiczny, to nic dziwnego, że koszty powodują jej niepowodzenie. Do polowania na bojowników IS nadają się drony takie jak MQ-9 Reaper, ze względu na dużą długotrwałość lotu (kilkanaście h) i niski koszt godziny lotu (kilka tys. USD), a nie myśliwce, u których wynosi ona kilkadziesiąt tys. USD i które mogą przebywać kilka godzin w powietrzu. Powstało tyle typów taniej i lekkiej amunicji lotniczej, a wystrzeliwuje się drogie Hellfire i Brimstone. Do zniszczenia pick-upa nie trzeba głowicy tandemowej, która swoje też kosztuje. Walka w taki kosztowny sposób jest kolejnym działaniem Amerykanów, którym pokazują, że wcale nie chcą zrobić porządku z IS. Ofensywa lądowa niewiele da, ponieważ w jej razie bojownicy wtopią się w tłum i ograniczą swoje działania do minimum. Do czego wtedy będą strzelać zachodnie wojska? Użycie sił ciężkich będzie tak samo efektywne jak obecnie lotnictwo - mało sukcesów i duże koszty utrzymania liczone w milionach USD na dzień.

GLON
poniedziałek, 27 października 2014, 23:01

A która wojna jest w założeniu ekonomiczna? To państwo płaci za wojowanie a zarabiają korporacje sprzedające broń.To czy drony nadają się do tej zabawy najwyraźniej sami Amerykanie nie wiedza z prostego powodu:Rozpoznanie-i padło to w artykule.Na terytoriach objętych walka jest nielichy kocioł i zarówno ISIL jak i wiele prowadzących walke ugrupowan posiada sprzet zarówno zdobyczny powszechnie znany jak i bardzo nowoczesny "kupiony w pierwszym lepszym sklepie" cytując klasyka.Iran np.ma bardzo duzą chrapkę na sciągnięcie MQ-9 do siebie a mają już w tym wprawe.W rejonie są również silne wpływy rosyjskie czy też chińskie lub indyjskie bo na tym bałaganie sami mogą zapewne coś ugrać.Sprawa kosztów:Najwspanialszy Naród Świata udowadniał już nie raz że nie liczy się z kosztami jeśli idzie o zysk chociaż ostatnio przejechali się nieco i może to hamuje krzewiciela demokracji jakim jest rzekomo USA.Sprawa polityki-żeby zniszczyć ISIL trzeba wzmocnić Kurdów a szczególnie PPK na który Turcja ma alergię i nigdy na to nie pojdzie-szybciej będzie się przygladac jak się nawzajem wykrwawia.Natomiast sami Kurdowie dostają wysypki na wszelkie propozycje USA bo doskonale zdają sobie sprawę ze zostali popisowo wysterowani po inwazji na Irak gdzie USA obiecali im daleko idaca suwerenność w zamian za wspolprace w obaleniu Saddama

O.K.
poniedziałek, 27 października 2014, 22:19

>Do czego wtedy będą strzelać zachodnie wojska? W potylice wyciągniętych z nory terrorystów, otrzymanych dzięki informacjom uzyskanym od miejscowej ludności (stawka 1000 $ od głowy terrorysty). Wszyscy "dobrzy" będą się cieszyć -i ludność miejscowa i większość zachodnich społeczeństw. Tylko ci źli -sami terroryści, bandyckie reżimy w rodzaju Iranu i Syrii oraz antyamerykańskie lewactwo będą płakać. Jest to brutalne, ale niestety nie ma innego sposobu -te istoty człekopodobne z ISIS tylko taki jeżyk rozumieją. Tylko takimi bezwzględnymi metodami można zwalczyć tego raka.

Zenek
wtorek, 28 października 2014, 16:16

Po prostu nikomu (wbrew werbalnym deklaracjom) nie zależy aż tak, żeby Państwo Islamskie skutecznie zlikwidować. Kolejna dziwna wojna. Interesy USA wobec PI nie są jak widać do końca jednoznaczne i priorytetowe.

JMK
wtorek, 28 października 2014, 16:15

Czytam te komentarze poniżej i nie mogę się nadziwić głupocie większości tu piszących. Sam artykuł jest zresztą podobny. Wszyscy siedzą wygodnie przed kompami i piszą co to powinno się zrobić aby ta przeklęta wojna dalej trwała. Znów potrzebna kolejna wojna aby napchać kieszenie bankierów i akcjonariuszy firm zbrojeniowych. Ile jeszcze ...? Wcale się nie dziwie tym wszystkim, którzy walczą z "amerykańska demokracją" na całym świecie. Czekam tylko kiedy my sami w Polsce obudzimy się z letargu . Na razie polecam lekturę - "Chatę wuja Toma" i ..naszą Konstytucje z 1997 roku - szczególnie artykuł 220 pkt.2 ! Ciekawe co by było gdyby Yankesi wreszcie pojechali sobie do domu ? Przestali wszczynać awantury na całym świecie a zajęli się tym kto tak naprawdę rządzi w Stanach ?

czarnomorskie samotopy
środa, 29 października 2014, 09:57

co by było? Europejska Republika Rad ze stolicą w Moskwie...

jos
środa, 29 października 2014, 09:56

Wyjadą amerykanie, przyjadą inni. Dość naiwne jest myślenie, że wszyscy się będą kochać i nie będą chcieli innych zdominować. Wybór nie jest między jankesami i powszechną miłością bliźniego ale między jankesami a rosjanami, chińczykami, irańczykami, islamistami, ortodoksami, alterglobalistami itd, itp, można mnożyć do woli. Dominacja jankesów ma jednak dość istotne dla nas zalety. (Ale zawsze warto patrzeć im na ręce)

sda
środa, 29 października 2014, 02:25

Ty w ogóle wiesz co tam się dzieje?

ja
wtorek, 28 października 2014, 22:48

Gdyby siedzieli ciągle w domu to nie wiadomo jak skończyłyby się dwie wojny światowe i jak wyglądałaby dziś Europa....

kzet69
poniedziałek, 27 października 2014, 20:17

Pytanie tylko kto ma tę operację lądową przeprowadzić, skoro Kurdom brak na to siły, Turcja nie w tym żadnego interesu (a przynajmniej tak uważa Erdogan) a USA specjalnie jakoś nie mają ochoty...

zdz
poniedziałek, 27 października 2014, 20:14

Niestety faktycznie wydaje się że dotychczasowe działania przeciwko ISIIS nalezy nazwać fiaskiem . Zreszta jak wynika z doświadczen akcji w Afganistanie i Iraku nawet akcja lądowa nie daje nadziei na powodzenie . Walka z partyzantką jest zawsze trudna i mało efektywna . jednak dziwię się że nie podjęto pewnych , z mojego punktu widzenia - oczywistych działań . Chodzi mi o to że ISIS z powodzeniem wykorzystuje wszelkie zdobycze współczesnej techniki . Należałoby zaciągnąć "Żelazną Kurtynę" i otoczyć kordonem sanitarnym "zarażony " teren . Cofnąć ich cywilizacyjnie do XIX-tego wieku . Pozbawić internetu , zniszczyć ośrodki emisyjne komunikacji i mediów , zakłócać naziemne i blokować transmisje satelitarne , atakować wszelkie transporty : ludzi , towarów , paliwa , żywności i broni . Zniszczyć przemysł . Jak przyjdzie im jeździć na wielbłądach to może odpuszczą . To może nie- medialne i nie-humanitarne ale chyba jedyne skuteczne . Przytocze pewien żart : W Londynie do taksówki wsiada muzułmanin . Kierowca słucha w radiu muzyki rozrywkowej . Pasażer żąda by wyłączył "bo w czasach Proroka takiej muzyki nie było " . Na to kierowca się zatrzymuje , otwiera drzwi i żąda : "to wypie..laj i poczekaj na wielbłąda "

meryt
poniedziałek, 27 października 2014, 19:59

Gorąco się zgadzam z autorem. Co prawda, pomysł nalotów oceniam jako pozytywny, ale powinna za tym iść większa operacja lądowa państw arabskich i - chyba czas to powiedzieć i dać przyzwolenie na arenie międzynarodowej - Turcji przy jej granicach.

klinok
poniedziałek, 27 października 2014, 23:05

Ciekawa teza-to tak jakbyś ogłosił w Gosciu Niedzielnym chęc marszu na Watykan najlepiej na Wadowickim rynku w dzień urodzin JPII.Na szczęście Inkwizycja już nie pali na stosach

O.K.
poniedziałek, 27 października 2014, 19:53

Takie są efekty tzw. "politycznych rozwiązań" kryzysu w Iraku i ulegania naciskom tzw. "przeciwników wojny w Iraku" (a tak naprawdę przygłupawych anty-amerykańskich lewaków). Czy nikt, żaden analityk czy polityk, nie rozumie skąd się tak naprawdę wział ISIS? Że są to tak naprawdę ludzie z dawnej saddamowskiej bezpieki, którzy jeszcze PRZED wojną w 2003, zostali przeszkoleni na działających na tyłach Amerykanów komandosów, swoisty Wehrwolf. Saddam liczył że z ich pomocą odzyska władzę po ucieczce zniewieściałych Amerykanów, się przeliczył, ale cały jego aparat terroru przetrwał nienaruszony. A następnie przeszedł pod komendę wywiadu syryjskiego, działając pod szyldem Al-Kaidy -z prostej przyczyny, Baszar al Assad, rządzący Syrią gangster wiedział że kiedyś to on może podzielić los Saddama. Tak samo myśleli irańscy ajatollachowie. To właśnie Syria i Iran stoją za terrorem w Iraku. Bez ich sponsoringu to terroryzm wygasłby już z 10 lat temu. Ale te bandyckie reżimy wiedziały doskonale że im dłużej Amerykanie ugrzęzną w Iraku, tym dłużej nie będą w stanie rozliczyć ich z ich zbrodni. Dlaczego w Iraku cackano się tak długo? Ano jest to wina antyamerykańskich mediów, i obozu tzw. "antywojennego", oraz niewyobrażalnego frajerstwa Amerykanów. Tam było doskonale wiadomo kto stoi za terrorem. Lecz gdy tylko aresztowano tych łajdaków, zaraz lewactwo krzyczało jacy to Amerykanie źli i okrutni, i że w Iraku należy dążyć do "narodowego pojednania". No i w ramach tego "pojednania" ogłaszano amnestie, gesty dobrej woli, i wypuszczano złapanych saddamowskich zbrodniarzy. Ci się rozbuchali, bo w ten sposób zapewniono im totalną BEZKARNOŚĆ. Dolicz do tego totalny chaos informacyjny, kłamstwa powtarzane przez lewackie media, krótkowzroczność polityków, półgłówkowatość i brak jaj u wojskowych (żaden nic nie zrozumiał, ani nie przeciwstawił się idiotycznym decyzjom politycznym!) i mamy co mamy. Taka postawa po wycofaniu Amerykanów została odziedziczona przez iracki rzad -tak ich Zachód nauczył. I teraz pół Iraku jest pod kontrolą saddamowców sprzymiezonych z islamistami -mających (dzięki ciągłym amnestiom rzecz jasna) opinię "niezwyciężonych". Wiadomo jak to działa na morale irackich wojsk... To nie przypadek że ISIS działa w Syrii. Kiedy w 2011 wybuchło tam powstanie, główną siłą była prozachodnia i prodemokratyczna Wolna Armia Syrii. I OBOWIĄZKIEM Zachodu było wówczas interweniować, obalić ludobójcę Baszara al Assada i zaprowadzić (siłowo!) demokratyczny porządek. Ale Zachód stchórzył. Stchórzył bo był zmęczony użeraniem się w Iraku i Afganistanie (a nie mógł wygrać tylko przez własną głupotę, sił i środków miał aż nadto). Stchórzył bo John Kerry, na własne życzenie dał się zrobić jak dziecko Ruskim, widzącym w Syrii swego ostatniego na Bliskim Wschodzie wasala. A przede wszystkim stchórzył ze względu na iście genialną podwójną grę Baszara al Assada. Skąd islamiści się wzięli w Syrii? Ano bardzo prosto, zostali oni sprowadzeni z Iraku... przez Baszara al Assada! To on ich przecież sponsoruje! To on ich zawezwał, i przedstawił się jako... OFIARA(!) terroryzmu islamskiego! Dając w ten sposób Zachodowi fałszywy dylemat, albo ja, albo islamiści. Ci drudzy tak naprawdę nie są dla Assada zagrożeniem -tym byłaby interwencja wojskowa Zachodu. Ten jednak, zgnuśniały i zniechęcony, po prostu ZDRADZIŁ siły prodemokratyczne w Syrii. Czyniąc w ten sposób NIEWYBACZALNY BŁĄD, bo dając tym ludziom jedyną alternatywę w postaci islamistów. Których ich sponsor i (jedynie oficjalny) wróg może spokojnie zepchnąć, ano gdzie? Do Iraku -doprowadzając tamtejszy prozachodni rząd na skraj upadku. Wkrótce możemy spodziewać się "bratniej pomocy" Iranu i przejęcia kontroli nad tamtejszym szyickim południem. Do tego te dwa zbrodnicze reżimy dążyły od początku. Tak w skrócie wygląda analiza wojny w Iraku. Współpraca ISIS z Asadem: http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/middleeast/syria/10585391/Syrias-Assad-accused-of-boosting-al-Qaeda-with-secret-oil-deals.html http://www.powerlineblog.com/archives/2014/07/the-isis-assad-alliance.php Tu jest wspaniały wywiad na temat powiązań ISIS z saddamowcami: http://rudaw.net/mobile/english/interview/29062014

staszek
wtorek, 28 października 2014, 14:36

co do postsaddamowskich irackich oficerow we właedzach IS to zgoda ale co do pozostałych dywagacji to mylisz się: Assad z Syrii nie sponsoruje IS bo IS chce go zabic podobnie jak FSA. IS to kalifat czyli pomieszanie islamskiej ekspansji z religia islamską dlatego IS jako sunnicka frakcja chce zniszczyć Assada, Iran - jako szylitow (alawitow), dlatego tez IS morduje jazydow i chrześcijan. Natomiast nie ulega wątpliwości ze FSA początkowo był sponsorowany przez USa i Izrael a pewenie i sunnicka Arabie Saudyjską. Coż kiedy tzwe bojownicy FSA i wszelkiej masci terroryści w Syrii odpuścili sobie wojne z Assadem i skierowali się do słabego Iraku. A w Iraku szyicka włądza nie miała poparcia sunnickiej wielszosci.. efektem są kleski irackiej armii i zdobycze terytorialne oraz militarne IS..... Skoro IS planuje podboje w Arabii Saudyjskiej to może bogaci szejkowie wreszcie rusza swoje wojska to operacji lądowej.......,

bjs
wtorek, 28 października 2014, 08:14

Nie myślałeś żeby zostać nadwornym doradcą Michnika? Nadawał byś się do tamtego teamu.

Wojmił
wtorek, 28 października 2014, 06:45

to właśnie Bush wplątując nieumiejętnie USA w wojnę w Iraku i w Afganistanie (Ta akurat słuszna była) i prowadząc je nieumiejętnie spowodował, że amerykanie nie chcą już więcej strat i zgadzają się tylko na operację powietrzną.. a swoimi głupawymi linkami do podejrzanych stron nikogo nie przekonasz, że Asad współpracuje z ISIS...

[sic!]
poniedziałek, 3 listopada 2014, 15:37

www.youtube.com/watch?v=JUX3kZmp6oE ??? - co o tym myślicie?

Tweets Defence24