Reklama
Reklama

Eurosatory 2018: GLSDB – bomba „zrzucana” z ziemi

23 czerwca 2018, 12:53
glsdb-top
Fot. Saab

Jednym z produktów koncernu Saab najmocniej promowanych podczas międzynarodowych targach uzbrojenia i sprzętu wojskowego Eurosatory 2018 w Paryżu była rakietobomba GLSDB. Amunicja ta jest proponowana m.in. dla amerykańskich wyrzutni lądowych „ziemia-ziemia” MLRS i HIMARS i polskich typu „Homar”.

Zobacz też: Raport specjalny Defence24.pl z targów Eurosatory 2018

Amunicja GLSDB (Ground Launched Small Diameter Bomb) to tak naprawdę „zwykłe” bomby lotnicze, które nie są przenoszone przez samolot, ale wynoszone przez silnik rakietowy od pocisku rakietowego „ziemia - ziemia”. Dzięki temu uzyskano rozwiązanie stosunkowo tanie, które poprzez zastosowanie istniejących już i sprawdzonych elementów powstało bardzo szybko (ograniczono tym samy koszty fazy badawczo-rozwojowej i zmniejszono do minimum ryzyko niepowodzenia całego programu).

Rakietobomby GLSDB w Paryżu prezentowane były tylko przez szwedzki koncern Saab, ale w rzeczywistości dużą rolę w ich opracowaniu miał amerykański koncern Boeing. Jest to o tyle zrozumiałe, że w nowej amunicji połączono silniki rakietowych pocisków M26 (produkowanych przez NAMMO) i bomb kierowanych GBU-39B SDB I (Small Diameter Bomb Increment I) o masie 110 kg, których producentem jest właśnie Boeing.

image
Budowa amunicji GLSDB. Fot. Saab/Boeing

Połączenie przez Szwedów tych dwóch elementów pozwoliło uzyskać całkowicie nowe uzbrojenie precyzyjne dla artylerii rakietowej, które - dzięki zastosowaniu bomb szybujących - ma dodatkowo wydłużony zasięg w porównaniu do standardowych rakiet z silnikami M26. Zadanie ułatwiała sama konstrukcja bomby SDB-1, która przy złożonych skrzydłach ma niewielką średnicę 0,19 m (przy kalibrze pocisku M26  - 227 mm z czterema odchylanymi po opuszczeniu wyrzutni powierzchniami stabilizującymi i nośnymi). Natomiast po rozłożeniu skrzydeł przez bombę jej rozpiętość zwiększa się do 1,38 m.

image
Model amunicji GLSDB z bombą SDB-1 o rozłożonych skrzydłach na stanowisku wystawienniczym koncernu Saab na Eurosatory 2018 w Paryżu. Fot. M.Dura

Na stosunkowo niewielką ceną GLSDB wpływa też fakt, że nadal istnieje duży zapas niezużytych silników rakietowych pozostałych po zniszczonych głowicach kasetowych z pocisków M26. Szwedzi zaproponowali stosunkowo prosty sposób na ich wykorzystanie bez konieczności przeprowadzenia drogiego i trudnego recyklingu. Amunicja GLSDB została tak pomyślana, by bez żadnych prac adaptacyjnych mogła zastać zastosowana na wyrzutni lądowej systemu M270/A1/B1 Multiple Launch Rocket System (MLRS) lub jego lżejszej wersji High Mobility Artillery Rocket System (HIMARS).

image
Porównanie sposobu ataku przeprowadzonego amunicją GLSDB z wyrzutni lądowych oraz bombami szybującymi SDB zrzucanymi z samolotów . Fot. Saab/Boeing/M.Dura

Ze szwedzkiej prezentacji wynika, że głównym systemem naprowadzania nowych rakietobomb ma być GPS, ale w odniesieniu do celów ruchomych może być wykorzystany system naprowadzania laserowego. Szwedzi podkreślają, że naprowadzanie za pomocą GPS jest szczególnie odporne na zakłócanie, gdyż odbiornik na GLSDB jest wielokanałowy o kilku kierunkowych antenach na różne satelity i ich jednoczesne zakłócenie jest bardzo trudne. Dodatkowo, systemy zakłócające, działające w czasie lotu bomby, nie mogą przerwać jej zadania, ponieważ w czasie trwania zakłóceń kierowanie amunicją przejmuje pokładowy system nawigacji inercyjnej INS (do czasu zaniknięcia zakłóceń po przelocie nad bronionym w ten sposób obszarem).

W GLSDB zastosowano typową bombę SDB I zachowując jej wszystkie zalety i możliwości bojowe. Bomba ta ma stosunkowo niedużą, odłamkowo-burzącą głowice bojową (o masie 93 kg), która nie powoduje dużych strat ubocznych, ale jest w stanie przebić się przez dziewięćdziesięciocentymetrową warstwę zbrojonego betonu. Może więc być również wykorzystywany do zwalczania celów w miastach – szczególnie jeżeli wykorzysta się naprowadzanie laserowe, pozwalające na jej kontrolowanie do końca celu ataku. Sprzyja temu celność głowicy bojowej, którą Amerykanie określają na mniej niż 1 m (CEP50~1 m) w każdych warunkach atmosferycznych.

SDB I to typowa bomba szybująca, która po zrzuceniu z samolotu z odpowiedniego pułapu może przelecieć do celu odległego o nawet 110 km. Jeżeli więc samo pocisk rakietowy ma zasięg maksymalnie do 45 km (wersja M26A1), to z bombą SDB-1 promień rażenia może się zwiększyć nawet do 150 km od wyrzutni. Zadaniem pocisku rakietowego jest w tym przypadku jedynie wyniesienie bomby na jak największą wysokość i nadanie jej jak największej prędkości. Elementem zupełnie nowym w tym rozwiązaniu jest adapter IA (Interstage Adapter) łączący silnik M26 z SDB-1 i jednocześnie pozwalający na ich rozdzielenie we wskazanym momencie.

image
Porównanie zasięgów amunicji, która może być wykorzystywana przez rakietowe wyrzutnie naziemne MLRS. Fot. Saab/Boeing

Szwedzi wskazywali w Paryżu na zupełnie nowe możliwości dla stworzonego w ten sposób systemu uzbrojenia. Podkreślali m.in. że rakietowe systemy artyleryjskie dzięki amunicji GLSDB mogą atakować obiekty znajdujące się w kącie 360° wokół wyrzutni Bomby szybujące mogą bowiem dokonać zwrotu o 180° i razić cele znajdujące się również poza osią strzału naziemnego zestawu rakietowego (kosztem zmniejszenia zasięgu do 70 km przy strzelaniu 180º do tyłu i do 115 km przy strzelaniu pod kątem 90º na boki od osi wyrzutni).

System może dodatkowo zaplanować atak salwą: wielokierunkowy i pod różnymi katami na jeden obiekt, co może być szczególnie przydatne w przypadku atakowania dużych okrętów i silnie bronionych obiektów (przeciążając lokalne systemy przeciwlotnicze). Sprzyja temu fakt, że bomba szybująca może manewrować – omijając np. różnego rodzaju przeszkody terenowe.

image
Rakietobomby GLSDB mogą atakować cele w kącie 360 stopni wokół wyrzutni, również takie, które znajdują się np. na przeciwległych stokach gór lub w wąwozach. Fot. Saab/Boeing

Jest to również ważne dla samych wyrzutni, ponieważ przeciwnik śledząc tor lotu nadlatującego pocisku nie ma możliwości określenia pozycji stanowiska ogniowego i przeprowadzenia np. ostrzału kontrbateryjnego. Zdolność do wykonywania manewrów przez GLSDB zwiększa zakres celów, jaki może być rażony przez naziemne systemy rakietowe. Dzięki nowej amunicji można bowiem będzie np. atakować obiekty znajdujące się na przeciwnych zboczach gór i wzgórz, ukrytych pomiędzy wysokimi budynkami lub w wąwozach. Dodatkowo będzie można wybierać pomiędzy wybuchem z opóźnieniem (do np. niszczenia wnętrza bunkrów lub hangarów), wybuchem powietrznym (do rażenia jak największej powierzchni) i zapalnikiem uderzeniowym.

Dużą zaletą nowej amunicji jest prostota jej obsługi codziennej i w czasie przygotowania do strzelania. Rakietobomby GLSDB mogą więc być instalowane po sześć do standardowych kontenerów startowych i ładowane na specjalistyczne podwozia MLRS, HIMARS i w przyszłości na polskich „Homarach”. Amunicję to jednak można również montować w zwykłych kontenerach, a nawet na prowizorycznie przygotowanych stelażach. Sam fakt, że bomba może później zawrócić, pozwala na dowolne ustawienie platformy startowej w taki sposób, by gazy wylotowe nie zrobiły większych szkód w otoczeniu.

image
Amunicji GLSDB może być odpalana nie tylko ze specjalistycznych wyrzutni, ale również z doraźnie przygotowanych platform startowych, a nawet standardowych kontenerów. Fot. Saab/Boeing

 „Zapakowanie” amunicji GLSDB do standardowych kontenerów oraz uproszczona procedura przygotowania do startu oznacza, że nowe uzbrojenie może być z łatwością zainstalowane na dowolnych okrętach, dając im możliwość zwalczania obiektów lądowych. Kontener z rakietobombami można też ukryć na ciągnikach samochodowych tworząc w ten sposób tanie i trudne do wykrycia, mobilne wyrzutnie lądowe. Taką taktykę działania planują wprowadzić Rosjanie.

Zobacz też: Raport specjalny Defence24.pl z targów Eurosatory 2018

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 18
Reklama
czepialski
poniedziałek, 25 czerwca 2018, 20:35

Panie „papuga” oczywiście, że jest problemem gdyż silnik M26 to średnica 227 mm, którego Lynx nie obsługuje. I tak na koniec, w jakim celu dublować i ponosić koszty na system, który jest mniej elastyczny i spełnia standardu NATO, którego w Europie się nie używa.

Polak z Polski
poniedziałek, 25 czerwca 2018, 15:51

Kupić licencję i robimy.

papuga
poniedziałek, 25 czerwca 2018, 12:42

Jak jeden z forumowiczów zwrócił uwagę, obok mamy artykuł o izraelskim Lynxie. Odpalanie GLSDB z tej samej wrzutni chyba nie byłoby problemem. Wtedy powstaje system z niesłychanie bogatą paletą amunicji rakietowej.

czepialski
poniedziałek, 25 czerwca 2018, 02:02

Panie Stary Grzyb popieram prawie w 100% może tylko z tymi kosztami coś bym zmienił szacunkowo silnik + SBM to 110 tys USD price list.

Stary Grzyb
niedziela, 24 czerwca 2018, 14:38

Bomba GBU-39 kosztuje 40 tys. USD w wersji kierowanej w systemie bezwładnościowym + GPS, oraz 250 tys. USD w wersji wyposażonej dodatkowo w punktowe naprowadzanie termowizyjne i radarowe (oba łącznie) w terminalnej fazie lotu (co umożliwia niszczenie czołgów w ruchu, artylerii samobieżnej, ruchomych punktów dowodzenia, itd). Innymi słowy, przy mieszance 50/50 koszt bomby wynosi 150 tys. USD, a przy mieszance 90/10 60 tys. USD. Przyjmijmy, że silnik plus moduł łączący to kolejne 40 tys. USD, choć to raczej górne oszacowanie, biorąc pod uwagę np. cenę kompletnych rakiet APKWS. Polska - jako jeden z nielicznych krajów dysponuje dodatkowo technologią produkcji głowic kasetowych, a opracowanie ustawianych na pace zmilitaryzowanej ciężarówki kontenerów startowych chyba nie przekracza możliwości PGZ. Radary \"Liwiec\" istnieją (owszem, trzeba by ich zakupić 100, a nie 10), systemy kierowania ogniem dywizjonów \"Krabów\" równeż. Mało tego, jeśli opracowany prywatnie Flaris LAR-1 faktycznie przeszedł próby naziemne i przejdzie w tym roku próby lotne, to nagle mamy bazę do szybkiego powstania polskiego drona klasy HALE, i to z ciekawymi cechami w rodzaju możliwości zapakowania go do kontenera czy startu z dróg albo równych powierzchni trawiastych. Może by więc tak, do mrówy nędzy, zebrać to wszystko do kupy, nabyć licencję na szwedzko-amerykańską rakietobombę, uruchomić produkcję elementów krajowych, i kosztem powiedzmy 1 mld USD (z czego wszystko, poza kosztami zakupu licencji, pozostanie w kraju i ułatwi stałe rozbudowywanie zapasów amunicji) dać Wojskom Artyleryjskim realną możliwość zmasowanego niszczenia przemieszczających się jednostek pancernych i zmechanizowanych z odległości 120 - 150 kilometrów, na dodatek z mobilnych i trudnowykrywalnych platform artyleryjskich? Na marginesie - do zamknięcia Przesmyku Suwalskiego czy zneutralizowania Obwodu Kaliningradzkiego system jak znalazł.

podatnik polski
niedziela, 24 czerwca 2018, 14:14

Od dawna to tłumaczę, że artyleria, co udowodniła Rosja, wyeliminowała w zasadzie lotnictwo bezpośredniego wsparcia na nowoczesnym polu walki, bo samoloty szturmowe czy helikoptery nie mają szans na przeżycie w pobliżu frontu z nieprzyjacielem na poziomie przełomu XX/XXIw. Latać Apache, A-10 czy F-35 to można nad poganiaczami wielbłądów ale nie w pobliżu rosyjskich kolumn pancernych z Pancyrami, Torami i Bukami, a przy nowoczesnych cyfrowych SKO, to nawet w pobliżu rosyjskich transporterów bez osłony opl, bo bez przyczyny nie wprowadzają stabilizowanych 57mm z kątem podniesienia 75 stopni i wypasioną cyfrową optyką IR i TV, dalmierzem laserowym i sieciocentrycznością, a nowe rosyjskie ppk również świetnie nadają się przeciw helikopterom. Tutaj jacyś nawiedzeńcy nawołują do kupna AH-64: Hindusi niedawno kupili 6 szt. za absurdalną cenę prawie 140 mln$ sztuka! Jaką wypasioną artylerię + drony do jej kierowania można mieć za prawie miliard dolarów!

Proste sprawy do odrobienia lekcji
niedziela, 24 czerwca 2018, 12:31

No cóż - odkrywanie Ameryki - czyli podstawy RMA. Wszystko sprowadza się do wpięcia w system sieciocentryczny zmodularyzowanych efektorów, sensorów i ich nosicieli. Gdzie nadrzędnym parasolem strategicznym \"nr 1\", umożliwiającym działanie tych systemów, jest saturacyjny system antydostepowy A2/AD obejmujący szczelnie i nadmiarowo całą Polskę plus strefę głębi bezpieczeństwa strategicznego . Oczywiście z własnym suwerennym rozległym systemem pozycjonowania oraz z WRE rozciągniętym na cyberprzestzeń. Gdzie w ostatnim wypadku wojna \"na ostro\" musi być na 100% wygrana już w czasie pokoju. Notabene w opisie zabrakło koniecznego elementu RMA - czyli dronizacji - zwłaszcza nosicieli dla efektorów. Czyli drony wirnikowe, płatowe, także aerostaty [zwłaszcza na pułapach 20/40+ km]. Bo rzeczywisty czas \"dostarczenia\" danego efektora w rejon odpalenia [kłania się wydłużenie efektywnego zasięgu dzięki zasięgowi, pułapowi i prędkości drona] to dla dronów latających jest o rząd wielkości krótszy od czasu przerzutu do strefy odpalenia nośników kołowych, nie mówiąc o gąsienicowych. Gdzie drony winny być konstruowane pod odległości geografii Polski i polskiego TDW. Czasami czuję się jak nauczyciel w pierwszej klasie podstawówki...gdy dziatwa dalej chce igrać w piaskownicy starymi zabaweczkami...a tu jakaś nauka pisania i czytania i rachowania...

tyle
niedziela, 24 czerwca 2018, 11:36

Bardzo interesujący system. Przy odpowiedniej skali w znaczący sposób podniósłby nasz potencjał odstraszania . Swoją drogą , celność rakietobomb robi wrażenie.

BRZDĄC
niedziela, 24 czerwca 2018, 01:56

świetna i tania sprawa....dla Polski widzę to tak usprawnić pociski od \"Langusty\" jak prezentuje artykuł i zbudować w oparciu o modyfikowane pociski i zapomnianą polską wyrzutnie rakietową WP-8z.. system bojowy którego mógłby ciągnąć czy BWP, czy każdy inny pojazd z hakiem ....mamy wszystko ..wyrzutnie , pociski , ciągniki ....pytanie czy umysły MON i politycznych decydentów to pojmą ......

asd
niedziela, 24 czerwca 2018, 01:05

Kolejny krok: drony zrzucane z powietrza tym samym systemem.

o2ns
sobota, 23 czerwca 2018, 22:33

Coś wspaniałego, ciężarówki zakupić zainstalować i rozlokować

Wojciech
sobota, 23 czerwca 2018, 21:35

Wow.

czepialski
sobota, 23 czerwca 2018, 21:01

To jest to, co nam jest potrzebne. I niema, co zastanawiać się nad innymi propozycjami szczególnie IMI.

Pan
sobota, 23 czerwca 2018, 20:25

Spoko amunicja.

Fred
sobota, 23 czerwca 2018, 17:17

Świetne rozwiązanie, brawo dla Szwedów. Oto częściowa recepta na bolączki Homara od LM.

Davien
sobota, 23 czerwca 2018, 17:05

Bardzo ciekawe i dobre rozwiązanie, spory plus dla systemu MLRS.

Admin
sobota, 23 czerwca 2018, 15:26

Fajnie, tylko my Homara nie mamy i ostatnio zapadła w tej sprawie grobowa cisza. Także bardzo interesujący patent szwedzko-amerykański to dla nas tylko ciekawostka, nawet w sytuacji, gdy można taką broń wykorzystać ze zwykłych stelaży, w wersji stacjonarnej (czy na okrętach - aż się prosi by posadzić to, to na naszych jednostkach transportowo-miniowych... chyba taniej się nie da). No ale, żeby kupić to trzeba mieć jaja. U nas jak jaj kierownictwo MON nie ma, nic nie zrobi bez rozstrzygnięcia Homara, a tego nie będzie, bo nie będzie (kasa, indolencja, brak decyzyjności)

Tomek
sobota, 23 czerwca 2018, 15:25

Masowo produkować ciągniki Jelcza i wsadzić na nie te wyrzutnie. Tani i dostępny w krótkim czasie Homar bez konieczności dostosowania przemysłu do nowych technologii i nadwyrężania budżetu państwa.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama