Reklama
Reklama
Reklama

Erdogan: Turcja liczy na wspólną produkcję S-400 i jest zainteresowana S-500

13 października 2017, 12:56
Elementy przeciwlotniczego zestawu S-400. Fot. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oświadczył, że nie ma żadnych problemów z planowanym zakupem rosyjskich systemów rakietowych ziemia-powietrze S-400; ponadto prowadzone były rozmowy w sprawie systemów S-500 - poinformowały w piątek tureckie media. 

Wypowiadając się dla prasy podczas powrotnego lotu z zagranicznych wizyt, Erdogan powiedział, że na pierwszym etapie zakupu S-400 nie będzie wspólnej produkcji, ale na drugim etapie, "jeśli Bóg pozwoli, zostaną podjęte kroki w sprawie wspólnej produkcji". 

Wybór S-400 na turecki system obrony powietrznej byłby też bardzo wyraźnym sygnałem zbliżenia obu krajów. Zakup rosyjskiego systemu stawia jednak pod znakiem zapytania bezpieczeństwo systemów teleinformatycznych całego Sojuszu Północnoatlantyckiego do którego włączona jest turecka obrona powietrzna. Eksperci zwracają przy tym uwagę, że ma to większe znaczenie niż ewentualny wybór chińskiego HQ-9, z którego zakupu Ankara wycofała się w 2015 roku pod wpływem nacisków sojuszników z NATO.

Przeciwlotniczy system dalekiego i średniego zasięgu S-400 Triumf jest zdolny do zwalczania wszystkich środków napadu powietrznego i kosmicznego, z wyjątkiem międzykontynentalnych pocisków balistycznych. Z obecnie stosowanymi pociskami starszego systemu S-300, jakie prawdopodobnie zaoferowano Turcji, S-400 może razić cele na odległości do 240 km. 

Czytaj też: Rosyjska „prawda” o systemie S-400

S-500 ma być zaawansowaną wersją systemu S-400, z dedykowanymi efektorami przeznaczonymi do przechwytywania pocisków balistycznych na wysokości do 200 km. S-500 ma mieć możliwość korzystania z kilku różnych efektorów, odmiennych do przechwytywania celów powietrznych i balistycznych. Producent podaje, że system składa się z dwóch niezależnych podsystemów, dysponujących własnymi radarami AESA. Nowy system obrony będzie wykorzystywał pociski używane obecnie w systemie S-400, jak też trzy dodatkowe pociski zaprojektowane specjalnie dla niego - w tym 40N6M o zasięgu - wg. producenta - 600 km. Dwa pozostałe pociski mają być wykorzystywane przeciwko pociskom balistycznym średniego zasięgu i pociskom ICBM w środkowej i ostatniej fazie lotu. Na dzień dzisiejszy nieznane są jednak bliższe szczegóły dotyczące możliwości sprzedaży tej broni do Turcji. 

Jak donosi Reuters w tym tygodniu sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg stwierdził, że Turcja nie szuka powodu do konfliktu z USA i dlatego prowadzi także rozmowy o zakupie analogicznych do S-400 systemów obrony powietrznej z Francją i Włochami. 

Czytaj też: S-500 ma wejść do służby za dwa lata. Nowy rosyjski system obrony powietrznej

PAP/Defence24.pl

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 15
Reklama
małe be
sobota, 14 października 2017, 02:10

same te systemy przeciwlotnicze być może są nawet niezłe (choć jakoś brak raportów - a producent by się pochwalił). natomiast o całości decyduje więcej czynników. to dlatego armia rosji modernizuje system dowodzenia i zwiadu. a mają do nadrobienia ze 20 lat. nie w perełkach, które każda armia ma a w szerokim potencjale bojowym. w pewnym sensie jednak jednego nie zmienią. wszyscy kradną tam, obowiązuje selekcja negatywna, morale leży (jak na to patrzy). propaganda nieco pomaga, ale jak spojrzeć w jakim tempie i jakości rozwija się armia np. chrl to można się tylko pośmiać. i nic nie poradzą. rosja to kraj III świata. i raczej bez szans na osiągnięcie potęgi z czasów minionych. i w sumie mogą sprzedawać s-400 s-500 s-sreścset. przeca sami wiedzą , że jedynie co się liczy to atom.

Tomek72
niedziela, 15 października 2017, 11:43

Czegoś tu nie rozumiem Kraj NATOwski liczy na wspólną produkcję uzbrojenia z Rosją ? Rosjanie nie są idiotami i nie będę podawali na tacy Turkom > Amerykanom swoich technologii. Czy Turcja "JESZCZE jest" w NATO?

pg
piątek, 13 października 2017, 14:29

Nie oceniając efektywności systemu S-400 - bo jak na razie nie było okazji, żeby ją zweryfikować - mam wrażenie, że jest tu dużo propagandy, a mniej rzeczywistego rozwoju. S-400 to S-400, ale z efektorami od S-300, bo tych od S-400 to jeszcze nie ma, ale pewnie już niedługo będą, albo może już nawet są, ale to albo tamto. I oczywiście ma zasięg x km, tylko że z efektorami, których nie ma, bo z tymi, co już są, to już tylko y. A jak już będą te efektory od S-400, to wtedy będzie już S-500, który będzie miał jeszcze dodatkowe efektory, i zapewne wtedy będziemy już rozmawiać o S-600 itd. Gdyby to był jakiś zachodni system, to pewnie nazywałby się cały czas tak samo, co najwyżej byłoby oznaczenie jakiejś kolejnej modyfikacji. No ale oczywiście wiadomo - S-400 "nie ma odpowiednika", więc jest to tylko teoretyczne rozważanie. Swoją drogą to już tyle lat się słyszy o tych rosyjskich (czyli w większości radzieckich) cudownych broniach, które niestety po praktycznej weryfikacji nie okazują się już tak cudowne, żeby nie powiedzieć, że się wręcz kompromitują. Ale - wiadomo - a to Arab pilotował, a to wersja okrojona, czy co tam jeszcze komu przyjdzie do głowy - zawsze jakiś argument się znajdzie.

Prosty Sołdatmen
piątek, 13 października 2017, 21:44

Tak to jest, że jak dotąd żaden obiekt chroniony przez S-400 nie został zaatakowany, więc ta broń się nie wykazała, ale to tylko świadczy o jej skuteczności, nikt jak na razie nie chce udowodnić, jaki to S-400 niby złom :)

yaro
piątek, 13 października 2017, 15:36

czyli wg. Ciebie, Chiny, Indie, Turcja, AS kupiły propagandę ? Rozumiem, że w jednym kraju mogą sie wojskowi nie znac i kupic propagandę, ale ilosc krajów które juz kupiły (a producent mówi, że sa w przygotowaniu nastepne zamówienia) raczej wyklucza brak znajomości wojskowych o systemach OPL.

LL
piątek, 13 października 2017, 13:29

Mam pytanie do tych, którrzy naśmiewają się z rosyjskich systemów: czy zdecydowaliby się na zajęcie miejsca w jakimkolwiek obecnie istniejącym samolocie i na przelecenie w towarzystwie stu podobnych samolotów nad Moskwą, wiedząc, że rosyjskaOP będzie te samoloty zwalczała? Ja bym się jednak nie zdecydował.

Polanski
piątek, 13 października 2017, 17:37

A ja mam pytanie do tych, którzy naśmiewają się z zachodnich samolotów - czy zdecydowałbyś się zająć miejsce w kabinie takiego radaru z S-400 i namierzyć samolot lecący prosto na Ciebie? Ja bym się nie zdecydował.

Marc4n
piątek, 13 października 2017, 17:03

Kiedyś sportowy samolocik wylądował na Placu Czerwonym:-)

bok
piątek, 13 października 2017, 16:58

Najpierw, towarzyszu miły, wam to OPL wyłączymy, bo tak to się robi.

edek47
piątek, 13 października 2017, 16:47

SR-74 latał i za chwilę zrobi to samo jego następca SR-75

Kiks
piątek, 13 października 2017, 16:47

I? Rachunek prawdopodobieństwa. Coś zawsze zostanie zestrzelone. Pytanie na kogo trafi. Nie oznacza to jednak, że to coś ma 100% skuteczność, a tak ruscy twierdzą na każdym kroku przy okazji prezentowania jakiejkolwiek ich broni. Ich nigdy prawa fizyki nie obowiązują. Trzeba jednak przyznać, biorąc pod uwage historię ich "wynalaczości", że mają czasem szalone i głupie pomysły, których nikt na Zachodzie nie brałby pod uwagę, choćby z uwagi na marnowanie pieniędzy. Ale czasem z tego szaleństwa biorą się przypadkowe i dobre rozwiązania, które można wykorzystać gdzie indziej.

ZZ
piątek, 13 października 2017, 16:25

Podobno nie ma głupich pytań - ale tutaj widzimy wyjątek. A te samoloty będą mogły zwalczać rosyjską OPL? Bo jeśli tak, to biorę F-22 wypakowane AARGM, i można lecieć. Jeśli nie - no to mamy sytuację typu: "niby ten Joshua to taki super bokser, ale jakby go związać to bym wygrał".

Davien
piątek, 13 października 2017, 16:10

W F-22 lub B-2 to by sie mogło udać, bo S-400 nie jest za bardzo w stanie nawet namierzyc stealth, a co dopiero ich zwalczać.

zyg
piątek, 13 października 2017, 16:09

zapytaj Matthiasa Rusta. Za odpowiednią sumę prawdopodobnie powtórzy wyczyn i znajdzie 100 podobnych psychicznych którzy mu będą towarzyszyć? Większośc z nich wylądowałaby na placu czerwonym minus błędy w nawigacji...

Marek
piątek, 13 października 2017, 15:42

Był taki jeden Niemiec swego czasu. Przeleciał skromniuśką Cessną pół Matiuszki Rassiji, po czym wylądował sobie najspokojniej na Placu Czerwonym. Podobno Rosjanie doskonale go widzieli i nie spruli tego samolotu z dobroci serca. Jakby jednak nie było, bez wątpienia przelot ten był niewątpliwą atrakcją zważywszy, że incydent miał miejsce w dniu święta rosyjskich pograniczników.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama