Drony powietrzne przeciwko okrętom podwodnym

7 lutego 2021, 09:26
87abfb75-5a14-43b4-a58f-1b0658f113af-prv
Fot. Northrop Grumman
Reklama

Amerykanie wyposażyli śmigłowiec Bell 407 w zrzutnię pław hydroakustycznych, która pozwoli w przyszłości na wykorzystanie amerykańskich dronów Fire Scout do poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych. Podobne prace realizują Europejczycy skupieni wokół koncernu Leonardo.

Celem prac prowadzonych przez koncern Northrop Grumman i brytyjską firmę Ultra było zaprezentowanie systemu pozwalającego na wykorzystanie bezzałogowych aparatów latających do zwalczania okrętów podwodnych (ZOP). Prace te polegały ma wyposażeniu helikoptera Bell 407 w odpowiedni zestaw sprzętu hydroakustycznego i łączności, - helikoptera, który w testach gra rolę bezzałogowego śmigłowca MQ-8C Fire Scout. Na pokładzie statku powietrznego umieszczono więc zrzutnię sonoboi, system odbiorczy oraz układ obróbki i analizy sygnału.

Próba takiego zestaw, którą przeprowadzono 29 października 2020 roku, była jednocześnie pierwszym przypadkiem zastosowania zastępczego bezzałogowego systemu latającego w pionie (VTUAS) do multistatycznych poszukiwań akustycznych okrętów podwodnych na dużym akwenie. Zadanie było o tyle trudne, że załoga śmigłowca Bell 407 zajmowała się tylko pilotowaniem statku powietrznego. Natomiast cały system pław hydroakustycznych był kontrolowany z ziemi, która dodatkowo korzystała z opracowywanej w ten sposób informacji – rozsyłając ją po całym świecie.

„Dodanie zdolności ZOP do już istniejących możliwości wielozadaniowych dronów Fire Scout jeszcze bardziej ulepszy tę bardzo wszechstronną platformę. Ta funkcja ZOP zapewni dowódcom elastyczność w stosowaniu nie tylko systemów bezzałogowych w tej konkretnej roli ZOP, ale także zwiększoną dostępność załogowych samolotów do realizowania rozszerzonego zestawu zadań. Zwiększyłoby to całkowity efekt osiągnięty przez jednoczesne zastosowanie kombinacji platform załogowych i bezzałogowych”.

Dan Redman - szef d/s wyposażenia systemu Fire Scout w koncernie Northrop Grumman.

Na obecnym etapie prace są realizowane głównie z funduszy zainwestowanych przez obie firmy. Amerykańska marynarka wojenna nie jest bowiem jak na razie zainteresowana szybkim przystosowaniem bezzałogowych pionowzlotów do zadań ZOP nie ustalając nawet szczegółowych wymagań na tego rodzaju systemy. Z drugiej jednak strony przedstawiciele US Navy na bieżąco śledzą postępy prac i wspierają je organizacyjnie i specjalistycznie.

image
Reklama

Jak na razie bezzałogowe śmigłowce MQ-8C Fire Scout mogą więc realizować misje patrolowo-rozpoznawcze, jednak w o wiele większym zakresie niż helikoptery załogowe. Drony nie muszą bowiem zabierać całego zestawu sprzętu potrzebnego dla pilotów, a jego miejsce może np. zająć dodatkowe paliwo. System MQ-8C Fire Scout może w ten sposób przebywać w powietrzu nawet dłużej niż 12 godzin. Dla przykładu śmigłowiec Bell 407 ma możliwość latania w standardowej wersji nieco ponad 4 godziny.

Amerykanie nie są jedyni w pracach nad wykorzystaniem powietrznych, bezzałogowych pionowzlotów w misjach ZOP. Podobne działania podjęto już w 2018 roku w Europie. Firmy Leonardo, Ultra Electronics Command & Sonar Systems i L3 Technologies zadziałał jednak w o wiele szerszym zakresie niż Amerykanie i zaproponowali dla dronów kompleks poszukiwania okrętów podwodnych, który składał się z: procesora hydroakustyczna, pław hydroakustycznych oraz … lotniczego sonaru opuszczanego – którego na śmigłowcu Bell 407 jak na razie nie zainstalowano. O postępach tych prac jak na razie się nie informuje, jednak z amerykańskiego komunikatu wynika bezpośrednio, że „europejski” zestaw dla dronów nie został jeszcze zamontowany na konkretnej platformie i sprawdzony w locie.

image
Firma Ultra jako jedyna proponuje małe pławy hydroakustyczne, które mogą być przenoszone przez drony. Fot. M.Dura

 Wszystkie te prace były możliwe tylko dzięki temu, że firma Ultra Electronics opracowała nowej generacji, miniaturowe pławy hydroakustyczne, których wielkość pozwala na umieszczenie ich również na niewielkich z założenia, bezzałogowych systemach powietrznych.

Co ciekawe ze zdjęć zamieszczonych z prób przeprowadzonych przez Amerykanów wynika wyraźnie, że zastosowano w nich nieco większe sonoboje rozmiaru G. Dodatkowo zrzutnia zainstalowana na statku powietrznym nie jest rozwiązaniem docelowym, ale prowizorycznym. Amerykanom chodziło więc najprawdopodobniej jedynie o to, by pokazać, że można kierować zdalnie zrzutem pław oraz obróbką uzyskanych z nich sygnałów. Budowę konkretnych rozwiązań pozostawiono natomiast na później - licząc na wsparcie finansowe amerykańskiej marynarki wojennej.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 18
Reklama
ito
wtorek, 9 lutego 2021, 12:14

Temat, którym powinniśmy się mocno zainteresować. Z okrętami przenoszącymi śmigłowce u nas cienko, i to się raczej nie zmieni, ze śmigłowcami też cienko, choć może kiedyś będzie lepiej, a potrzeby w zwalczaniu OP mamy spore. Nawet jeśli tylko chcielibyśmy odsunąć zagrożenie na trochę mil od naszego brzegu. Przeniesienie sensorów na drony pozwoliłoby wyposażyć w zdolność wykrywania OP na rozsądnych dystansach zdecydowanie mniejsze jednostki. W pociski (torpedy, takietotorpedy) można wyposażyć, wzorem ruskich Karakutów, platformy będące wyłącznie podstawami pod wyrzutnie. Albo, w warunkach południowego Bałtyku i rakietotorped- strzelać według wskazań tych sensorów wręcz z brzegu.

Swój
niedziela, 7 lutego 2021, 18:28

I poco Polsce okręty podwodne skoro w baltyku sadzawce są widoczne jak na dloni

ito
wtorek, 9 lutego 2021, 11:57

Oczywiście nie masz pojęcia, o czym piszesz- na Pacyfiku czy Morzu Śródziemnym z powietrza widać nawet na kilkadziesiąt metrów w głąb. Na północnym Atlantyku- do kilkunastu metrów. Na Bałtyku- często zanurzenie peryskopowe wystarczy, żeby na powierzchni nie było widać nawet cienia. Bałtyk jest wyjątkowo trudnym i niewdzięcznym akwenem jeśli chodzi o zwalczanie OP- liczne termo i halokliny, których układ i rozmieszczenie zmienia się z porami roku czy choćby zmianami wiatru, ogłupiają sonary, a masy żelaznego śmiecia zalegające na dnie- magnetometry. Znamy historię kiedy jeszcze polski foxtrot robił za cel na manewrach NATO w zwalczaniu OP. NATOwski zespół zorientował się, że jest w pobliżu kiedy polski okręt zebrał namiar do NIEKIEROWANEGO (!!!) strzału torpedowego na francuską fregatę.

Fanklub Daviena
poniedziałek, 8 lutego 2021, 11:46

Bałtyk akurat jest dobry dla MAŁYCH okrętów podwodnych: jest hałaśliwy, ma duży ruch statków, ma pełno zatopionych wraków, zmienne zasolenie i temperatury (anomalie akustyczne) i ma pełno anomalii magnetycznych. I jest też dla nich niebezpieczny: pełno na nim obszarów "Rejon zatopionej amunicji. Ostrzega się okręty podwodne przed kładzeniem się na dno"... :D

Pim
niedziela, 7 lutego 2021, 20:56

Akurat Bałtyk pod kątem hydroakustyki to bardzo wysoko postawiona poprzeczka. To trudny akwen.

Alaris
niedziela, 7 lutego 2021, 20:00

No właśnie co ciekawe nie. OP jak na przykład A26, które mogą kłaść się na dnie z racji budowy i zróżnicowania dna Bałtyku są bardzo trudne do wykrycia i zniszczenia. Nawet mimo że Bałtyk to płytkie morze, OP stanowią duże zagrożenie i są jedyną możliwością wymuszenia na Rosji zwiększenia wydatków na morzu.

BUBA
niedziela, 7 lutego 2021, 17:03

A wiec jeden dron wartosci kikkunastu tysiecy i byl sobie OP. Czyli jakie maja szanse przezycia OP na Baltyku.

Hektor
niedziela, 7 lutego 2021, 19:13

Zwyczajny śmigłowiec Bell 407 w najtańszej wersji kosztuje ponad 2,5 miliona dolarów. Po przerobieniu na drona MQ-8C Fire Scout cena zapewne rośnie kilkukrotnie. I najważniejsze. Ten dron może wykryć okręt podwodny jeśli znajdzie się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze, ale go nie zniszczy, bo nie przenosi żadnego uzbrojenia ZOP. Do zniszczenia okrętu podwodnego potrzeba będzie jeszcze okrętu albo śmigłowca albo samolotu ZOP.

Alaris
niedziela, 7 lutego 2021, 18:18

Tylko że teraz sobie pomyśl ile czasu potrwa wdrożenie tego do wojska, ile krajów basenu Morza Bałtyckiego ma zdolność do opracowania takiej technologii i czy ta technologia przyda się na Bałtyku. OP w naszych warunkach raczej będą atakować z zasadzki, leżąc na dnie a w takich warunkach sonar jest zupełnie nie skuteczny. Ponad to aby to wykorzystać trzeba mieć nowoczesne sił ZOP a tych Rosja nie posiada. Więc nadal OP mają sens nawet na naszym akwenie

oskarm
poniedziałek, 8 lutego 2021, 09:47

@Alaris - aktywne sonary jak najbardziej są w stanie wykrywać OP leżące na dnie. Może u Rosjan nie wszystkie elementy systemu ZOP są nowoczesne, ale wiele z nich to światowa czołówka a do tego znają dobrze akwen, więc potrafią je wykorzystywać.

SWW
niedziela, 7 lutego 2021, 18:00

To już nawet nie chodzi o to czy inne morze czy ocean. Największa przeżywalność okrętów podwodnych w czasie konfliktu zbrojnego to już melodia przeszłości.

Fanklub Daviena
niedziela, 7 lutego 2021, 11:37

Ale to przestarzałe... Tymczasem Chińczycy zapowiedzieli, że na swoich dronach umieszczą właśnie opracowywane magnetometry kwantowe o zasięgu co najmniej 6km a wg Chińczyków bez trudu uda się w nich osiągnąć 12km i będą się śmiali z takich zabytkowych metod jak kosztowne pławy. Niezłe osiągnięcia ma też Australia. Co prawda nie potrafi zrobić tak małych magnetometrów kwantowych by dało się je zabrać na drona czy nawet samolot, ale Australijczycy zapowiedzieli, że pokryją dno morskie w rejonie Australii takim magnetometrami kwantowymi. A zacofane USA cieszy się z Bell 407 z bojami hydroakustycznymi. Żałosne... :D

Davien
poniedziałek, 8 lutego 2021, 10:29

Ale wiesz funku że do roku 2100 troche brakuje więc daruj sobie ta fantastykę nienaukową:)

Sławek Aalsmeer
niedziela, 7 lutego 2021, 18:39

Ten Davien to musi być ktoś ważny lub bardzo mądry że ma nawet swój fanklub...kolega z jego imieniem w nicku też wydaje się troche ważniejszy... :) Proszę sie tylko nie obrażać, po prostu mnie to zaciekawiło

Alaris
niedziela, 7 lutego 2021, 18:24

Tiia żałosne. Tylko że pojawia się pewien aneks w postaci tego czy faktycznie to robią. Chiny toczą w zaawansowanym stopniu wojnę medialną, a taka informacja mocno uderza w amerykańską flotę podwodną. Nie mniej zarówno jedna jak i druga technologia ( przy założeniu że faktycznie Chińczykom udają się prace) stoi znacznie ponad tym co aktualnie ma Rosja. Na morzu Rosja jest na +/- poziomie Indii i już dawno jej sił oceanicznych nie traktuje się na poważnie.

Eee tam
niedziela, 7 lutego 2021, 15:04

Skoro o tym głośno Chińczycy mówią znaczy tego nie mają albo mają tylko że to nie działa

Fanklub Daviena
poniedziałek, 8 lutego 2021, 12:02

Tak trudno znaleźć to w sieci? Wszyscy, poza Davienem, wiedzą, że Chiny w fizyce kwantowej wyprzedzają USA o dziesięciolecia. Gdy Chiny ZADEMONSTROWAŁY (Szanghaj - Wiedeń) łączność satelitarną z szyfrowaniem kwantowym na tysiące km, jakie jest największe osiągnięcie USA na tym polu? 47km? Pentagon właśnie płacze i wydał raport, że z powodu beznadziejnego szkolnictwa STEM w USA nie ma żołnierzy z odpowiednimi kwalifikacjami i uważa to za największe zagrożenie na przyszłość. Nawet Rosja mająca 2x mniej ludności obecnie kształci... 4x(!!!!) więcej inżynierów niż USA!!! W USA na kierunkach STEM na uczelniach osoby urodzone w USA stanowią obecnie zaledwie 19% studentów a 53% stanowią Chińczycy i Hindusi. Tymczasem Trampek zabronił zatrudniania obcokrajowców w amerykańskich firmach hi-tec i zbrojeniowych! Popatrz na ostatnie samodzielne "osiągnięcia" USA: LCS, Zumwalt, KC-46, F-35, USS Gerald Ford... :D

niedziela, 7 lutego 2021, 18:29

Czego oni nie mają , ale szybko mogą mieć jak gdzieś

Tweets Defence24