Drony BlackJack z USA dla specjalsów. Dlaczego nie produkujemy bezzałogowców w Polsce? [OPINIA]

24 kwietnia 2018, 14:27
BlackJack
Fot. US Navy
Reklama

Pozyskanie jednego zestawu dronów RQ-21A Blackjack dla Wojsk Specjalnych to kolejny dowód, że w Polsce łatwiej jest pozyskać coś za granicą niż zbudować na miejscu. W przypadku dronów odbywa się to poprzez konsekwentne odwlekanie decyzji nie tylko co do samych zakupów, ale również jeżeli chodzi o definiowanie priorytetów i zatwierdzenie choćby zgrubnego harmonogramu ich realizacji.

Drony RQ-21A Blackjack zaliczane są do tzw. trzeciej grupy bezzałogowców ważących od 25 do 600 kg. Tak więc Polska formalnie otrzyma sprzęt, którego wcześniej nie było na uzbrojeniu Sił Zbrojnych RP. Drony wykorzystywane w polskiej armii, w tym przede wszystkim: typu Neox (ITWL), Warmate (WB Electronics) i FlyEye (WB Electronics) zaliczane są bowiem do I i II grupy (ważących do 10 kg i od 10-55 kg).

Postęp jest jednak tylko pozorny, ponieważ wraz z pozyskanym za granicą sprzętem nie uzyskano tego co najważniejsze: nowych i pożądanych zdolności dla całych Sił Zbrojnych RP. Prawdą jest, że drony Blackjack są większe od wcześniej wykorzystywanych w Polsce bezzałogowców rozpoznawczych mając długość 2,5 m, rozpiętość skrzydeł 4,9 m i maksymalną masę startową do 61 kg. Dla porównania Neoxy mają długość 1,46 m rozpiętość skrzydeł 2,59 m i ważą około 9-11 kg, natomiast FlyEye: 1,9 m (długość), 3,6 m (rozpiętość skrzydeł) i ważą 11 kg.

Większa masa startowa Blackjacków pozwala na zabranie większego zapasu paliwa, a więc na zwiększenie autonomiczności nawet do ponad 16 godzin. Dla porównania - według powszechnie dostępnych informacji, przekazywanych wcześniej przez producentów - Neox może latać przez półtorej godziny a FlyEye „tylko” dwukrotnie dłużej. Jak się jednak okazuje autonomiczność nie jest w tym przypadku najważniejszym parametrem, ale przede wszystkim promień działania. W przypadku Neoxów mamy do czynienia rzeczywiście z dronami bezpośredniego wsparcia – działających do zasięgu do 10 km i na pułapie operacyjnym od 100 do 1000 m. Jednak FlyEye może już latać w promieniu do 50 km od stacji naziemnej (a nawet do 200 km w locie poza zasięgiem) i na pułapie do 4000 m.

Ministerstwo Obrony Narodowej tłumaczy, że drony Black Jack zakupiono ze środków amerykańskiej pomocy wojskowej. Będą one używane przez Wojska Specjalne. - RQ-21A zostały zakupione na potrzeby Wojsk Specjalnych. RQ-21A dostarczać będą dane obrazowe wykonywane z powietrza w trakcie realizacji misji w czasie rzeczywistym. Odpowiedź na szczegółowe pytania dotyczące przeznaczenia i zadań RQ-21A nie mogą być udzielone ze względu na bezpieczeństwo państwa w zakresie zachowania skrytości działania - poinformował Defence24.pl Oddział Mediów MON.

Resort dodaje, że z uwagi na fakt iż drony zostały zakupione ze środków USA, nie rozważano pozyskania BSL od polskich producentów - RQ-21A pozyskiwano z celowych środków pomocowych rządu USA w związku z tym nie rozważano oferty polskich producentów. - poinformowało MON. 

Blackjacki mogą latać w promieniu do 100 km i do pułapu 5900 m, a więc postęp w porównaniu do FlyEye nie jest już tak wielki, a co więcej – nie zaspokaja potrzeb polskich Sił Zbrojnych. Świadczy o tym chociażby sposób działania Ośrodka szkolenia obsług systemów bezzałogowych statków powietrznych w Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych (WSOSP) w Dęblinie.

Zgodnie z przyjętym w Siłach Zbrojnych RP podziałem, w ośrodku tym trenuje się przede wszystkim dwie klasy specjalistów:

  • operatorów – a więc osoby kierujące działaniem bezzałogowców o wadze do 150 kg;
  • pilotów i operatorów dronów taktycznych oraz MALE - średniego pułapu oraz dużej autonomiczności (w przypadku większych bezzałogowców zadania dzieli się już pomiędzy dwuosobową obsługą, a dron niewiele różni się od załogowych statków powietrznych).

Trzymając się tego podziału widać, że piloci dronów w Polsce nadal nie będą mieli na czym pracować i wprowadzenie BlackJacków tej sytuacji nie poprawi, w kontekście całej armii.

Czego rzeczywiście najbardziej potrzebują polskie Siły Zbrojne?

Zestaw RQ-21A Blackjack niewątpliwie przyda się polskiej armii (szczególnie Wojskom Specjalnym, ściśle współpracującym z sojusznikami), ale na pewno nie był to zakup priorytetowy, diametralnie zmieniający sytuację w tej dziedzinie. Siły Zbrojne RP już od kilkunastu lat potrzebują bowiem dronów większych, które mogłyby działać na średnich pułapach przez wiele godzin i co najważniejsze: kilkaset kilometrów od stacji bazowej.

To rozpoznanie dalekiego zasięgu nie jest jakimś, kolejnym wymysłem mundurowych, ale wynika z konieczności efektywnego wykorzystania już kupionych lub właśnie wprowadzanych systemów uzbrojenia i to praktycznie we wszystkich Rodzajach Sił Zbrojnych: nie tylko w Wojskach Specjalnych, ale też w Siłach Powietrznych, Wojskach Lądowych oraz w Marynarce Wojennej. Drony BlackJack nie zaspokoją więc na przykład Nadbrzeżnych Dywizjonów Rakietowych, które są wyposażone w norweskie rakiety przeciwokrętowe NSM o zasięgu ponad 220 km. W tym przypadku jeden z najnowocześniejszych na świecie systemów uzbrojenia w swojej klasie może więc być nadal wykorzystany tylko w około 1/6 swoich możliwości zasięgowych.

Jeszcze gorsza sytuacja jest w Siłach Powietrznych, które już otrzymały pociski AGM-158 JASSM (Joint Air-to-Surface Standoff Missile) o zasięgu około 370 km i mają otrzymać lecące 700 km dalej pociski JASSM-ER. O systemie wskazywania celów dla tego rodzaju uzbrojenia na razie tylko się mówi i być może skończy się również na zakupie interwencyjnym – w ramach tzw. „pilnej potrzeby operacyjnej”.

Tym bardziej, że swoje potrzeby mają również Wojska Lądowe. Jeżeli powiedzie się bowiem zakup wyrzutni rakietowych „Homar” to pojawi się konieczność wskazywania celów na zasięgu większym niż 360 km od stanowisk ogniowych. Oczywiście można Blackjacki wykorzystywać już teraz do kierowania ogniem armatohaubic AHS „Krab” i wyrzutni rakietowych WR-40 „Langusta”, ale te systemy uzbrojenia mają zasięg „jedynie” do 40 km. Można więc spokojnie dla ich potrzeb wykorzystywać tańsze i łatwiejsze w eksploatacji polskie drony Flyeye.

Jak czegoś nie kupić w polskim przemyśle?

Zestaw Black Jack został zakupiony ze środków zewnętrznych. Prawdopodobnie jednak, tak jak w wypadku samolotów Hercules czy okrętów Perry później trzeba będzie Amerykanom płacić za pomoc w eksploatacji systemu. W produkcję bezzałogowców i niezbędnego do ich obsługi wyposażenia maja być bowiem zaangażowane głównie: zakłady Insitu Inc. w Bingen w stanie Waszyngton i w Hood River w stanie Oregon.

Tymczasem w tej klasie bezzałogowców polski przemysł bardzo dobrze by sobie sam poradził, w oparciu o doświadczenia z już wykorzystywanych w Siłach Zbrojnych dronów. Polskie wojsko do perfekcji opanowało jednak: przesuwanie terminów, prowadzenie niekończących się negocjacji, dialogów technicznych i analiz. Później z reguły dostrzega się pilną potrzebę operacyjną i dokonuje zakupu z półki bez utrudnień związanych np. z nadzorowaniem i prowadzeniem badań oraz wydawaniem odpowiednich certyfikatów.

W taki właśnie sposób wprowadzono do Wojsk Specjalnych w 2010 r. zestaw dronów Scan Eagle, których zakup Amerykanie sami sfinansowali w ramach programu FMF (Foreign Military Financing). Są to drony o długości 1,2 m, rozpiętości skrzydeł 3,1 m i masie startowej 18 kg. Mogłyby więc być opracowane i produkowane w Polsce, pod warunkiem, że ktoś by takie zlecenie złożył. Pozyskanie w podobnej formie dronów Blackjack świadczy o tym, że osiem lat od 2010 r. tak naprawdę zmarnowano.

A przecież polski przemysł (oraz zagraniczny) deklarował współpracę za własne pieniądze przygotowując projekty lotniczych systemów bezzałogowych, których wcześniej w Siłach Zbrojnych nie było. Rozwiązaniem, które można by było zaadoptować dla potrzeb Nadbrzeżnych Dywizjonów Rakietowych mógłby być np. opracowany przez firmę WB Electronics polski dron FlySAR. Jest to platforma o tyle przydatna, że przystosowano ją do przenoszenia opracowanego przez Wojskową Akademię Techniczną radaru z syntetyczną aperturą SAR (Synthetic Aperture Radar) w ramach programu finansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Dron ma rozpiętość skrzydeł 5,7 m, długość 3,19 m i może latać z prędkością maksymalną do 160 km/h. Na maksymalną masę startową FlySAR (110 kg) składa się m.in. ładunek użyteczny o wadze około 45 kg. Można więc zabierać większą ilość paliwa zwiększająca czas trwania lotu do ponad 15 godzin.

Innym dronem „średnim” proponowanym przez WB Electronics jest „Manta”. Również ten bezzałogowiec otrzymał odpowiedni certyfikat Urzędu Lotnictwa Cywilnego. „Manty” są proponowane zarówno w wersji klasycznej (startującej poziomo z płaszczyzn startowych), jak też w wariancie pionowego startu. Są one dodatkowo wyposażone w unikalny spalinowo-elektryczny napęd hybrydowy, który zapewnia większe osiągi zarówno jeżeli chodzi o zasięg (200 km od nadajnika), pułap (powyżej 5000 m) jak i autonomiczność (ponad 12 godzin).

Szeroką ofertę współpracy składają również firmy zagraniczne. Szczególnie aktywna jest firma Thales UK, która od kilku lat prezentuje w Polsce swój system bezzałogowy Watchkeeper (na potrzeby programu „Gryf”). Wytypowano zostały już należące do Polskiej Grupy Zbrojeniowej firmy mogące wziąć udział w produkcji: w tym przede wszystkim WZL nr 2 (jako centrum kompetencyjne i integrator), WZL nr 1 (odpowiedzialny za struktury kompozytowe) i PIT-RADWAR (spółka odpowiedzialna za systemy łączności). Watchkeeper jest o tyle interesujący, ze jest proponowany również w wersji uzbrojonej z podwieszonymi małymi, kierowanymi pociskami rakietowymi FFLMM Fury.

Ale swoje drony prezentują także firmy izraelskie. One również chciałyby uczestniczyć w budowie floty dronów dla polskich Sił Zbrojnych, o ile ktoś rzeczywiście powiedziałby dokładnie co jest potrzebne, ile i według jakiego harmonogramu. Jak na razie pojawiają się jednak jedynie kolejne kryptonimy („Orlik”, „Gryf” itp.), kolejne deklaracje zakupu „tysięcy dronów” oraz praktycznie bezprzetargowe zakupy „w ramach pilnej potrzeby operacyjnej”. 

Tymczasem Siły Zbrojne nie potrzebują kolejnych zestawów dronów – nawet tych najlepszych, ale konkretnego planu działania, który będzie nawet powoli, ale za to systematycznie realizowany we współpracy z polskim przemysłem. Być może nie będą to wtedy systemy najnowszej generacji, ale będą produkowane masowo i za niewielkie pieniądze, które zresztą pozostaną w kraju.

Przeżywalność dronów na współczesnym polu walki jest niewielka. Dlatego to nie tylko jakość ale również ilość zastosowanych systemów zadecyduje o tym, czy dana informacja o celach ataku zostanie przekazana dla systemów ogniowych, czy też nie.

W Polsce niesłusznie uznano budowę dronów za zadanie niezwykle skomplikowane. Tymczasem lekki i wytrzymały płatowiec można zaprojektować i zbudować naprawdę za niewielkie pieniądze. Problemem jest więc tak naprawdę tylko system łączności i pozycjonowania, które ostatecznie można kupić i produkować na licencji. Rozwiązań jest mnóstwo, ale jak pokazało pozyskanie zestawu RQ-21A Blackjack nikt w polskiej armii nie zamierza na razie z nich skorzystać.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 29
Reklama
jon
niedziela, 19 sierpnia 2018, 10:29

Wiedza osoby piszącej artykuł na temat zestawu SCAN EAGLE i RQ-21A Blackjack jest zerowa jezeli chodzi o parametry i mozliwosci operacyjne tych platform.

asd
czwartek, 26 lipca 2018, 15:20

Bez zastosowania silników odrzutowych te wszystkie drony pozostaną jedynie zabawkami z silniczkami na baterię.

Bartek
niedziela, 6 maja 2018, 05:56

Zakup jakiegokolwiek sprzętu uzbrojenia dla wojsk specjalnych to jak wyrzucenie pieniędzy w błoto. Ci tzw. komandosi stanowią tylko zaplecze dla amerykanów jak trzeba wysłać kogoś do Afganistanu lub w inny rejon zapalny świata gdzie Amerykanie widzą swój interes. Za pieniądze Polskiego podatnika urządzają sobie wyjazdy do Afganistanu a w Polsce nie ma z nich żadnego pożytku. Lepiej już zainwestować w policyjnych antyterrorystów lub strażaków, którzy narażają swoje zdrowie a często i życie w kraju na co dzień. Robią z tych tzw. komandosów w mediach gwiazdorów a tak naprawdę to tylko przerost formy nad treścią. Wysłać ich jeszcze do tańca z gwiazdami i niech tam się lansują.

Lucjan 3
czwartek, 26 kwietnia 2018, 14:20

Od prywaciarza nie kupią i już ! Nie bo nie.

marian
środa, 25 kwietnia 2018, 19:47

porażajacy tekst - nic tylko usiąść i płakać a brzydkie słowa cisną się same na usta

Dario
czwartek, 26 kwietnia 2018, 07:49

sledze od dluzszego czasu aspekty zwiazane z tzw trudnościami w naszych silach zbrojnych ale nie tylko. Polecam serdecznei miesiecznik Raport. I niestety konkluzje sa takie. Wraz zaawansowaniem postepu technologicznego ktory wymusza w sposob rownocenny wspoldzilanie roznych technologii zaczynamy sie gubic, jako nacja i to bedzie chyba postepowac. Spoleczensta ktore , zwlaszcza po alkoholu , lubimy krytykowac, radza sobie z tym w sposob o wiel bardziej efektywny. Konkludujac: organizacyjnie jestesmy w poblizu Cyganow albo i i nizej bo nie slyszalem jeszcze o Cyganach ktorzey by sie wzajemnie zwalczali. Bo do Rumunów nam daleko. Nie wspominajc o Rosjanach. Chyba tylko modlitwa..

obserwator
czwartek, 26 kwietnia 2018, 11:50

Myślę, że patrząc wstecz nie należy obrażać Cyganów ... oni lepiej poradziliby sobie w takich przypadkach. Ale tak na poważnie. Podstawowy błąd naszych rządzących jest uleganie manii wielkości. Nasz przemysł nie jest w stanie zaproponować wszystkiego co jest potrzebne na współczesnym polu walki. Musimy zdecydować się na kierunki produkcji. Drugim czynnikiem jest \"całkowite rozmycie odpowiedzialności\" w MON. Od 2005 r. jest coraz gorsza decyzyjność w tym resorcie. Tak przy okazji, bezzałogowce i systemy pola walki (BMS) są jednym z niewielu obszarów, gdzie jeszcze możemy liczyć się na świecie, ale dopuśćmy do rynku wojskowego naszych prywatnych producentów.

ADAM
środa, 25 kwietnia 2018, 12:37

nasi studenci (rzeszów, wawa, wrocław, białystok i inne) zajmują czołowe lokaty w konkursach na samoloty (modele) latające. wygrywają konkursy na największy udźwig, najdłuższy czas lotu , inne. Co się z tymi ludźmi dzieje?. Przed wojną 3 młodych matematyków rozwaliło niemiecką enigmę. A nasi najzdolniejsi puszczani są w świat??? HORRENDUM. Mając takich inżynierów powinniśmy sami produkować we wszystkich wagach bezzałogowce, w dodatku bijące na głowę konkurentów. Pogońcie z WP starych ( ponad 50 letnich decydentów i dowódców) bo oni patrzeć do przodu nie umieją ( a może są inne powody?.

Wawiak
piątek, 27 kwietnia 2018, 12:56

Ci młodzi, zdolni i z sukcesami idą pracować np. do Boeinga (lub innej dużej i bardzo dobrze płacącej firmy zagranicznej), w efekcie czego zapewne spora część z nich wyjeżdża. Wysoka pensja to tylko jeden z kilku powodów. Ci, którzy chcieli by coś zrobić w Polsce stykają się z \"proza życia\": w firmach sztywna hierarchia blokująca zdolniejszych (11te - nie wychylaj się), na własną działalność ciężko zdobyć środki, państwo słaba ochrona własności intelektualnej oraz własnych innowacyjnych firm... pewnie znajda się i inne powody.

Zajac
czwartek, 26 kwietnia 2018, 00:44

Sa inne powody.

MAX13
czwartek, 26 kwietnia 2018, 10:24

Jestem zainteresowany poznaniem tych powodów. Tylko o budżecie proszę nie pisać bo mieliśmy ich już z 30.

Marek1
środa, 25 kwietnia 2018, 09:05

...\"MON i WP do perfekcji opanowało przesuwanie terminów, prowadzenie niekończących się negocjacji, dialogów technicznych i analiz. Później z reguły dostrzega się pilną potrzebę operacyjną i dokonuje zakupu z półki bez utrudnień związanych np. z nadzorowaniem i prowadzeniem badań oraz wydawaniem odpowiednich certyfikatów\" ... i to jest właśnie ISTOTA fatalnego stanu w jakim znajduje się potencjał bojowy PSZ. Kolejny raz zapytam, czy to jeszcze totalny brak kompetencji/dyletantyzm decydentów z MON/WP/PGZ, czy już konsekwentne sabotowanie wszelkich działań mających podnieść potencjał bojowy wojsk ??

Lazy Lazer
czwartek, 26 kwietnia 2018, 00:45

Na to pytanie odpowiedzi byly podane wielokrotnie. To po co bic piane, skoro wszystko bylo powiedziane.

Fred
środa, 25 kwietnia 2018, 08:42

Żeby taka sytuacja miała miejsce w Rosji to by niektórzy skończyliby na odsiadce 25 lat w kolonii karnej.

Voodoo
wtorek, 24 kwietnia 2018, 23:33

P.red. Dura...mam nadzieję że zadaje pytanie w formie retorycznej...dopoki w Polsce nie będzie polityków pro państwowych dopóty nie będzie polskiej myśli technicznej i tego nie zmieni zaklinanie rzeczywistości. Niemiecka polityka gospodarczo-spoleczna każdych rządów myśli co będzie za 20-30 lat u nas.....czy wygramy następne wybory....u nich każdy urzędnik państwowy jest obligowany baaa ( ma to we krwi) korzystanie tylko z państwowych środków transportu u nas ciągle \"folwarczne\" myślenie jak mam władzę mogę wszystko i nie muszę się tłumaczyć. Ulubiony mój przykład to 1945-1970 u Niemców i u nas 1989-2004....ten sam okres czasowy a jaka różnica gospodarczo-spoleczna....tak tak wiem plan Marchalla itd....tylko Niemcy byli zrownani z ziemią i zero i wszystko od nowa.....a u nas ani jeden most nie był do odbudowy i pełny przemysł....u nich nikt nawet nie pomyśli o powrocie do kary śmierci.... za to u Polaków jak najbardziej Państwo ma karać śmiercią własnych obywateli....spolecznie to ich nie dogonimy i za 50 lat...u nich inż syryjscy ( nota bene ksztalceni m.in w Polsce) będą obejmować różne zawody gdzie Niemcom się nie chce a my będziemy się żegnać z kolejnymi wyksztalconymi polskimi emigrantami

West
wtorek, 24 kwietnia 2018, 23:29

Drony kupiono dla operatorów służących dla armii amerykańskiej. Oni mają inne priorytety i nieograniczony budżet.

PRS
wtorek, 24 kwietnia 2018, 23:14

Bardzo dobry artykuł Panie Komandorze. Dodałbym tylko ile w sumie milionów złotych zostało ,,wyprowadzone\" z budżetu państwa w ramach prac naukowo-badawczych, konkursów, grantów, etc. poprzez Komitet Badań Naukowych i jego wcześniejsze/późniejsze mutacje, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwo Gospodarki oraz ... MON i jakie były praktyczne efekty... tego swoistego wydawnictwa pieniędzy podatników. Zacznijmy produkować w stopniu masowym to co sfinansowaliśmy. I nie tyczy się to tylko dronów latających ale pojazdów lądowych i potrafiących pływać. ,,Blackjacki mogą latać w promieniu do 100 km i do pułapu 5900 m, a więc postęp w porównaniu do FlyEye nie jest już tak wielki, a co więcej – nie zaspokaja potrzeb polskich Sił Zbrojnych.\" Przeciwnie - postęp jest bardzo duży. Bo Blackjacki mogą być sterowane spoza zasięgu artylerii lufowej i co najważniejsze na pułapie niedostępnym dla 9M36-1 od Strzały 3 i 9M39 od Igły czy też innych PPZRów. Ogólnie Wojska Specjalne same kupują i zamawiają to co chcą i co można pozyskać (wszelkimi kanałami). Taka specyfika tego rodzaju Sił Zbrojnych. Czy zaspakajają ich potrzeby? Tego się nigdy oficjalnie nie dowiemy. Oczywiście gdyby MON np. zakupił większą ilość zestawów na potrzeby np. Artylerii i Wojsk Rakietowych to byłby swoisty cios wymierzony w nasze ośrodki naukowo-badawcze. Niebezpieczeństwo jest takie, że po wprowadzeniu oficjalnie na stan SZ może dokonać przyspieszonego większego zakupu tłumacząc jak zawsze kwestiami uproszczonej logistyki, szkolenia operatorów, etc. Bzdurna śpiewka jest zawsze taka sama. Z drugiej strony zagraniczne firmy, w szczególności amerykańskie, załatwiają w bezpośrednich działaniach swojego rządu tego typu ,,prezenty\". Przytoczone w art. fregaty typu OHP otwierają długą listę... kosztownych prezentów od Wujka Sama.

Zajac
czwartek, 26 kwietnia 2018, 00:48

Budzdet MONu na 2018 juz dawno zostal wydany. A dyskutanci nadal prowadza porady i dorady co najlepiej kupc :^))

mgr historii
wtorek, 24 kwietnia 2018, 22:44

Bo prywatne firmy sa niemile widziane.Wyszloby ze prywatny podmiot gospodarczy zajmujacy sie tematyka militarna bylby o 300% efektywniejszy niz państwowe molochy.Niestety cala prawda i nie da sie ukryc.

Ja tylko zapytam.
środa, 25 kwietnia 2018, 10:42

Panie lub pani „ mgr historii” jak to się dzieje, że dajmy na to państwowe izraelskie koncerny INI, IMI ta dobrze sobie radzą.

Bardzo Jasnowłosa
środa, 25 kwietnia 2018, 20:52

gdyż oni nie okradają sami siebie. Taka inna mentalność i intelekt.

Jasnowłosy
czwartek, 26 kwietnia 2018, 10:12

A w tym przypadku całkowicie nie trafione korupcja i przekupstwo na porządku dziennym.

Bradzo Jasnowłosa
czwartek, 26 kwietnia 2018, 19:04

np. taka merkava - dowód ich korupcji. 1500 sztuk z własnych fabryk dla własnej armii. gdyby nie korupcja i przekupstwo to kupiliby za granicą, lepsze i tańsze . A Żelazna Kopuła - to dopiero afera.

To Ja
wtorek, 24 kwietnia 2018, 18:43

W artykule nie wymieniono polskiego drona E-310

yaro
wtorek, 24 kwietnia 2018, 17:01

Bo król jest nagi. Nie potrafimy. Mamy sprawczą niemoc do wszystkiego. Zlikwidowalismy rodzimy przemysł, rodzimą myśl technologiczną, staliśmy sie montownią europy a do tego obniżyliśmy wyraźnie poziom nauczania. Jak to mawiają, chcieliście to macie.

Stolarz
środa, 25 kwietnia 2018, 19:48

A co pan „yaro” zrobił aby ubrać króla. Ja mam przycięte profile styropian taśma przygotowana silnik leci z ALL elektronikę kupiłem na ale drogo właśnie strugam drugie skrzydło. Zamówienie na eksport do S…. .

Reward
środa, 25 kwietnia 2018, 09:02

Bzdury gadasz. Akurat w tym temacie eksportujemy najnowsze technologie. Tylko nasze wojsko woli kupować w USA albo Izraelu.

Zajac
czwartek, 26 kwietnia 2018, 00:51

Polska nic nie eksportuje ! Z wyjatkiem kapusty, kartofli, jablek i marchwi. No jeszcze tania sile robocza ...

yaro
środa, 25 kwietnia 2018, 13:14

To wymień te najnowsze technologie i co produkujemy a nie pusto gadasz.

Tweets Defence24