Reklama

Donald Trump bez spójnej strategii dla Bliskiego Wschodu [WYWIAD]

25 stycznia 2020, 09:42
200104-M-ZX256-1075A (3)
US Marine w Bagdadzie, fot. Marine Corps Sgt. Kyle Talbot, DoD, domena publiczna

Zarówno Barack Obama jak i George W. Bush mieli jakąś wizję polityki bliskowschodniej – można ją krytykować lub nie, ale strategia była dostrzegalna. W odniesieniu do Donalda Trumpa nie dostrzegam spójnej koncepcji, twierdzi Luciano Zaccara na co dzień ekspert Centrum Badań nad Zatoką (Gulf Studies Center) Uniwersytetu Katarskiego, w udzielonym dla Defence24.pl wywiadzie.

Robert Czulda, Defence24: Teraz wiele mówi się o ostatnim ataku rakietowym sił irańskich na cele w Iraku. Ale cofnijmy się do wydarzeń wcześniejszych. W ostatnich miesiącach byliśmy świadkami serii incydentów na wodach Zatoki Perskiej oraz na Morzu Czerwonym – zaatakowano tankowce, saudyjską rafinerię oraz zestrzelono amerykańskiego bezzałogowca. Jak odczytuje pan te wydarzenia oraz irańskie intencje?

Luciano Zaccara, Centrum Badań nad Zatoką (Gulf Studies Center) Uniwersytetu Katarskiego: W pierwszej chwili wydawało się, że incydenty te nie są dla Iranu korzystne. Doszło bowiem do nich mniej więcej w momencie, w którym liczono na pewien przełom – w tym na spotkanie prezydenta Iranu Hasana Rouhaniego z prezydentem Trumptem podczas posiedzenia ONZ w Nowym Jorku. Incydenty storpedowały takie nadzieje. Teraz jednak dominuje inna perspektywa – tymi działaniami Teheran wysłał bardzo klarowną wiadomość do monarchii w Zatoce Perskiej. Przesłanie było jasne – w razie wojny z Iranem żadne arabskie państwo nie będzie bezpieczne. Teheran zasygnalizował, że należy z nim rozmawiać, bo może zarówno pomóc rozwiązać problemy, jak i w razie konieczności je bezkarnie tworzyć. Wiadomość została odebrana i zrozumiana. Nie tylko nie doszło do retorsji – również ze strony Stanów Zjednoczonych - ale co więcej takie państwa jak Zjednoczone Emiraty Arabskie zaczęły łagodzić swoje antyirańskie stanowisko. Zmieniła się także ocena ryzyka wojny – stało się nagle bardzo wyraźne, że nikt jej w regionie nie chce.

Później mieliśmy gwałtowne protesty w Iranie. Czy obecna fala niezadowolenia różni się czymś od poprzednich?

Protesty wydają się być większe niż w 2017 i 2018 roku. Były też dużo brutalniejsze niż te wcześniejsze – zarówno ze strony demonstrantów, jak i władzy. W 2017 roku reżim w dużym stopniu podchodził do protestów biernie, chcąc je przeczekać, podczas gdy teraz przystąpiono do siłowych represji. Druga zasadnicza różnica polega na tym, że o ile podczas poprzednich zamieszek opozycja ostro krytykowała prezydenta Rouhaniego, to teraz powstrzymano się od takiej retoryki. Odczytuję to jako przeświadczenie członków reżimu, że muszą pozostać zjednoczeni w obliczu problemów.

image
Luciano Zaccara, Centrum Badań nad Zatoką (Gulf Studies Center) Uniwersytetu Katarskiego

Iskrą było drastyczne podniesienie cen paliwa. Czy można to odczytywać jako potwierdzenie doniesień o fatalnej sytuacji budżetu Iranu?

Nie były to pierwsze podwyżki tego typu. Benzyna w Iranie jest bardzo tania – państwo ją dotuje. Był to najbardziej naturalny ruch w sytuacji problemów finansowych, wywołanych trudnościami z eksportem ropy naftowej. W wyniku powtórnego nałożenia sankcji sprzedaż surowca spadła do mniej niż miliona baryłek ropy naftowej dziennie. Wbrew doniesieniom decyzja nie została jednak podjęta przez noc. Irańczycy wiedzieli, że to nastąpi. Jedynie data wprowadzenia podwyżki nie była publicznie znana. Taka decyzja ma jednak społeczne konsekwencje – te dotknęły znaczną część irańskiego społeczeństwa, które musi borykać się z efektami sankcji i kumulującymi się problemami gospodarczymi. Ludzie wiedzą jednak, że nawet jeśli protestują na ulicach to koniec końców i tak muszą iść do pracy i jakoś rodzie radzić w tej sytuacji.

Protesty dotykają nie tylko Iranu, ale także Iraku i Libanu. Pojawiają się doniesienia o rosnącym niezadowoleniu w Jordanii. Co mówi to o kondycji całego regionu – niemal dekadę od rozpoczęcia Arabskiej Wiosny?

Ludzie – nie tylko na obszarze Bliskiego Wschodu –  są zmęczeni politykami, którzy nie spełniają składanych obietnic. Wystarczy spojrzeć na falę protestów, która przelewa się przez Amerykę Łacińską, Algierię, Sudan, Irak, Liban czy też Francję. Każdy z nich ma swój własny ideologiczny wymiar, ale to co je łączy to rozczarowanie sposobem prowadzenia polityki. Niezależnie czy mówimy o systemie świeckim, religijnym, lewicowym, prawicowym, republikańskim czy monarchicznym, społeczeństwa coraz wyraźniej dochodzą do wniosku, że politycy nie liczą się z ich głosem i problemami, a niewielka elita zawsze wychodzi z kryzysu bez szwanku.

Iran nie jest więc wyjątkowy?

Tak uważam. Nie sądzę, aby głównym powodem było niezadowolenie z charakteru ustroju ich państwa. Podobnie jak w Ameryce Łacińskiej, gniew zwykłych ludzi wywołuje korupcja i brak rozwoju gospodarczego. Najbardziej niebezpieczna sytuacja jest, gdy ludzie uznają, że nie mają już nic do stracenia – dotyczy to zarówno Wenezueli, rządzonej przez lewicę, jak i Chile, gdzie prezydentem jest gospodarczy liberał. Przywódcy na Bliskim Wschodzie mają tego świadomość – zrozumieli, że nie są w stanie przed tym się ochronić i w razie protestów mogą zostać obaleni, niezależnie czy prowadzą prozachodnią politykę, czy nie.

Jak oceniłby pan bliskowschodnią politykę Donalda Trumpa w porównaniu z Barackiem Obamą?

Zarówno Barack Obama jak i George W. Bush mieli jakąś wizję polityki bliskowschodniej – można ją krytykować lub nie, ale strategia była dostrzegalna. W odniesieniu do Donalda Trumpa nie dostrzegam spójnej koncepcji. Stałym elementem polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych – czy to wobec Bliskiego Wschodu, czy też Ameryki Łacińskiej – było promowanie demokracji. Teraz tego elementu nie ma – Trump nie przejmuje się ani demokracją, ani prawami człowieka, a skoro tak to jak zachować i wzmacniać te wartości w skali świata? Teraz każdy patrzy tylko na swoje własne interesy. Jedynie Europa stara się je promować, ale jest za słaba, aby dokonać implementacji swojej wizji. Przesłanie Trumpa jest proste – mniejsze zaangażowanie Stanów Zjednoczonych oraz przerzucanie bezpieczeństwa innych państw na ich przywódców, którzy jednocześnie dostają wolną rękę w polityce wewnętrznej, także w zakresie interpretowania praw człowieka.

Czy w zmieniającej się strukturze sił na Bliskim Wschodzie Chiny i Rosja mogą odegrać większą rolę?

Krajobraz strategiczny już się zmienia choć jednocześnie nie widać, aby Chiny były zainteresowane działaniami militarnymi i politycznymi w regionie. Dla Pekinu najważniejszy jest bilans finansowy – dlatego też Chińczycy nigdy nie opowiedzieli się za żadną ze stron w saudyjsko-irańskim sporze. To w pewnym sensie polityka podobna do amerykańskiej – Biały Dom chce zachować dominację na Bliskim Wschodzie bez nadmiernego angażowania się, podczas gdy Chiny chcą w ten sposób zwiększyć swoją potęgę gospodarczą. Znamienne jest, że od Pekinu nikt nie oczekuje nawet, aby stanął po którejś ze stron – to dla wszystkich relacja czysto biznesowa.

Krajobraz strategiczny już się zmienia choć jednocześnie nie widać, aby Chiny były zainteresowane działaniami militarnymi i politycznymi w regionie. Dla Pekinu najważniejszy jest bilans finansowy – dlatego też Chińczycy nigdy nie opowiedzieli się za żadną ze stron w saudyjsko-irańskim sporze.

W przypadku Rosjan jest nieco inaczej, bowiem są politycznie zaangażowani w Syrii. Niemniej jednak nie sądzę, aby chcieli zwiększać swoje wpływy w innych państwach. Tym bardziej, że również starają się unikać stawania po którejkolwiek ze stron. Dotyczy to chociażby relacji z Arabią Saudyjską, które są bardzo bliskie pomimo współpracy rosyjsko-irańskiej.

Czy państwa GCC (Gulf Cooperation Council) – Arabia Saudyjska, Kuwejt, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, Oman) – są zadowolone z obecnej polityki amerykańskiej?

Stosunek państw GCC wobec Stanów Zjednoczonych często ulega zmianie. Na początku bardzo negatywnie podchodzili do Baracka Obamy, obawiając się, że zmniejszy on zaangażowanie w regionie. Wybór Trumpa został przywitany z dużym zadowoleniem, ale teraz – w wyniku ostatnich decyzji Białego Domu – wyraźnie dostrzec można rozczarowanie i przekonanie, że Stany Zjednoczone porzucają zobowiązania wobec arabskich monarchii w Zatoce Perskiej. To realizacja interesu Iranu, który chciał uzmysłowić tym państwom, że w razie problemów Amerykanie nie zapewnią im bezpieczeństwa.

W GCC państwem wiodącym jest Arabia Saudyjska. Jak ona podchodzi do rozwoju wydarzeń w regionie?

Arabia Saudyjska zdała sobie sprawę, że jest osamotniona – potrzebuje wsparcia. Znamienne jest, że gdy w 2019 roku irańskie tankowce zostały ostrzelane na wodach Morza Czerwonego, Iran oskarżył Izrael, a nie Arabię Saudyjską chociaż co incydentów doszło w pobliżu saudyjskiego wybrzeża. Teheran uznał, że Rijad nie przeprowadziłby samemu takiej akcji. Widać wyraźnie, że nikt nie chce wybuchu wojny – dotyczy to także Iranu, który uczestniczy w tej ryzykownej grze nerwów. Póki co nikt nie zginął, ale co będzie, jeśli w kolejnym incydencie będzie inaczej? Decydenci w Teheranie zdają się uważać, że potrafią dobrze rozgrywać napięciem i osiągać dzięki temu wymierne korzyści.

Jak Iran podchodzi do kryzysu w łonie GCC, to jest do trwającej blokady Kataru przez pozostałych członków tej organizacji?

Dla Iranu korzystne jest, aby kryzys w łonie GCC trwał. Nie oznacza to oczywiście, że Teheran kryzys ten sprowokował, ale był jednym z jego powodów. Głównym żądaniem Arabii Saudyjskiej wobec Kataru było wszak zerwanie relacji z Iranem. Emir Tamim ibn Hamad Al Sani wypowiadał się z uznaniem o irańskiej potędze. To wywołało reakcję Rijadu. Teheran ma tego świadomość i próbuje utrzymać brak jedności w łonie państw GCC.

Niemniej jednak nie tylko Katar ma dobre relacje z Iranem. To również Oman i Kuwejt.  Wszystkie one mogą poprawnie ułożyć sobie relacje z Teheranem.

Oczywiście, że mogą, ale to nie znaczy, że ufają Iranowi. Wyjątkiem jest Arabia Saudyjska, która nie może czuć się bezpieczna mając obok siebie Iran. Wynika to ze strukturalnych ograniczeń tego państwa, co sprowadza się do ciągłej obawy Rijadu co do legitymacji monarszej władzy. Dla Arabii Saudyjskiej zagrożeniem są środowiska religijne i świeckie, umiarkowani i fundamentaliści.

Arabia Saudyjska zdała sobie sprawę, że jest osamotniona – potrzebuje wsparcia. Znamienne jest, że gdy w 2019 roku irańskie tankowce zostały ostrzelane na wodach Morza Czerwonego, Iran oskarżył Izrael, a nie Arabię Saudyjską chociaż co incydentów doszło w pobliżu saudyjskiego wybrzeża. Teheran uznał, że Rijad nie przeprowadziłby samemu takiej akcji.

Dlaczego król Salman tak zdecydowanie stara się wprowadzać obecnie reformy? Wynika to z braku poczucia bezpieczeństwa. Ciągła obawa przed wypowiedzeniem posłuszeństwa przez własne społeczeństwo to immanentna cecha wielu państw w regionie – Arabia Saudyjska jest takim przykładem. Tak niepewne swojej przyszłości rządy boją się wszystkich, którzy mogą zmobilizować przeciwko nim opozycję. Dla autorytarnego reżimu nie ma niczego gorszego niż społeczeństwo, które nagle przestaje się go obawiać i wychodzi na ulice. Dotyczy to szczególnie tych rządów, które mają świadomość, że nie spełniają społecznych oczekiwań.

Arabia Saudyjska jest przecież bardzo bogatym państwem – czy Saudyjczycy nie opływają w luksusy?

To nieprawda. Wysoki poziom powszechnego bogactwa występuje w Katarze i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, do pewnego stopnia w Kuwejcie, ale na pewno nie w Arabii Saudyjskiej, Omanie, czy w Bahrajnie. Arabia Saudyjska to nadal społeczeństwo plemienne – wiele plemion nie jest beneficjentami obecnej polityki. Oznacza to, że nie brakuje osób gotowych zakwestionować obecny stan rzeczy, a z punktu widzenia autorytarnych władz każda osoba, kto ma inne zdanie jest zagrożeniem. Iran nie obawia się Arabii Saudyjskiej, ale Arabia Saudyjska obawia się Iranu.

Jeśli dobrze rozumiem to władza w takim państwie jak Katar czuje się pewniej i dzięki temu może aktywniej działać na arenie międzynarodowej?

W przypadku Kataru władza z większym optymizmem patrzy w przyszłość, bo wie, ze spełnia oczekiwania społeczne. Skoro ludzie są generalnie zadowoleni to nie ma powodu zakładać, że będą chcieli obalić rząd. Jeżeli już miałoby do tego dojść to ze strony członków rodziny, a nie obywateli – dość przypomnieć poprzedniego emira Hamada, który w 1995 roku obalił własnego ojca. Blokada Kataru jedynie zwiększyła popularność emira – wszędzie można dostrzec podobizny Hamina. To spora różnica, bo wcześniej nie eksponowano wizerunku emira Hamada. Takie poczucie bezpieczeństwa wewnętrznego zwiększa odwagę władz w polityce zagranicznej. Nie jest więc przypadkiem, że Katar nie ma sporów z Iranem.

Czy w takim razie region nie jest zakładnikiem Arabii Saudyjskiej, której działaniem w dużym stopniu kieruje strach?

Brak poczucia bezpieczeństwa ze strony władz Arabii Saudyjskiej i próba narzucenia swojej wizji zagrożeń innym państwom to w moim odczuciu pierwotna przyczyna kryzysu.

Czy poprzez wprowadzanie blokady Kataru Rijad chciał zademonstrować innym partnerom z GCC czym kończy się zbytnia samodzielność i zbliżenie z Iranem?

Rijad chciał udowodnić, że jest w stanie zmusić Katar do opowiedzenia się po jednej ze stron. Ale nie był w stanie tego zrobić, bowiem Katar musi brać pod uwagę inne czynniki, jak choćby konieczność współpracy energetycznej z Iranem. Oba państwa współdzielą pole gazowe na wodach Zatoki Perskiej. Irańczycy mają świadomość tego, że Katar musi balansować – dlatego też Teheran działa pragmatycznie i nie krytykuje Kataru, nawet jeśli ten bierze udział w wojnie w Jemenie lub prowadzi w Syrii działania niezgodne z irańską racją stanu. Irańczycy nie są z tego zadowoleni, ale są świadomi ograniczeń w swobodzie Kataru.

Czy dojdzie do zjednoczenia GCC?

Póki co izolacja Kataru trwa, ale w końcu tak się stanie. Władze Kataru mają świadomość, że prędzej czy później przełom zostanie osiągnięty i dojdzie do normalizacji w relacjach z Arabią Saudyjską. Nie sądzę jednak, aby pełne zaufanie udało się kiedykolwiek odzyskać. Katar wie, że nie może już popełnić wcześniejszych błędów i w pełni ufać Rijadowi. Co do normalizacji ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi to Katar nie czuje takiej presji – nie są one aż tak istotne. Pewne decyzje prowadzące do zbliżenia zostały już podjęte. Przykładem jest udział zarówno Zjednoczonych Emiratów Arabskich jak i Arabii Saudyjskiej w piłkarskim Arabian Gulf Cup, rozgrywanym na przełomie listopada i grudnia w Katarze.

Warto przypomnieć też niedawne wydarzenia – ze stycznia 2019 roku, kiedy to katarska reprezentacja w piłce nożnej grała w Abu Zabi przeciwko Zjednoczonym Emiratom Arabskim w Pucharze Azji. Katarczycy nie mieli prawa przyjazdu. W katarskich piłkarzy ciskano różnymi przedmiotami. Jedynymi, którzy wspierali katarski zespół na stadionie byli kibice z Omanu. Emiracka policja próbowała im zabrać katarskie flagi. Był to wyraźny sygnał, że nie tylko rządy, ale i społeczeństwa są mocno podzielone. Oznacza to, że zasypanie różnic będzie trudne.

Dziękuję za rozmowę.

Luciano Zaccara – ekspert Centrum Badań nad Zatoką (Gulf Studies Center) Uniwersytetu Katarskiego, wykładowca wizytujący i badacz Georgetown University w Katarze oraz Centrum Studiów Irańskich i Perskich Uniwersytetu Princeton w Stanach Zjednoczonych. Dyrektor Obserwatorium Polityki i Wyborów Świata Arabskiego i Muzułmańskiego w Hiszpanii.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 45
Reklama
Derwisz
piątek, 14 lutego 2020, 14:02

Analityk z Doha ktory o mały włos nie podzielił losu braci irańskich Gdyby nie ts baza lotnicza to i wam by fundusze zablokowano

Analityk inż. MAZUR
niedziela, 9 lutego 2020, 19:50

Opowiadacie bez wspólnej strategii - panowie w ząbek czesani? Trump robi interesy i kasę, co go obchodzą strategie? Będzie chciał to uzyska poparcie za koraliki dla tych nic nie znaczących w NATO państw. Im może sprzedawać makiety F-35, politycy na tym się nie znaja, a jak nawet to by wyszło to kto USA zabroni? A politycy cieszą że F-35 będzie i że szystkich swych sąsiadów w końcu wykończą. Terapia u psychiatry by się przydała, no ale kto polityków zmusi? Jak Trumpowi to nie przeszkadza, bo decyzje dla F-35 wydaje USA.

szokers
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 20:26

Jak widzę niektórzy gotowi są analitykowi odmówić nie tylko kompetencji ale nawet uczciwych motywacji z tego tylko powodu, że jego wnioski nie pokrywają się z wydumaną wizją świata jaki owi niektórzy sobie wykuli na własny użytek. "Bardzo bym chciał żeby było tak i tak więc każdy kto sądzi inaczej myli się a tak w ogóle to jest trollem. No i mamy co mamy czyli wywiad jest z gościem, który pół życia zajmuje się analizą sytuacji na Bliskich Wschodzie dla przeróżnych ośrodków i agend (także rządowych) ale i tak część wypowiadających się wie, że on się myli i nie ma racji bo oni wiedzą lepiej bo znają i widzieli świat. No bo kiedyś byli w Chorwacji i Tunezji na "olinkluziw" i czasem czytają gazetę. No ludzie...

sdf
piątek, 31 stycznia 2020, 09:38

100/100

Fanklub Daviena
niedziela, 26 stycznia 2020, 14:33

Trudno mieć spójną strategię jak interesy USA i Izraela się rozjechały i amerykańska dyplomacja i wojsko nie może się zdecydować czy na Bliskim Wschodzie ważniejsze są interesy USA czy Izraela... :)

r
niedziela, 26 stycznia 2020, 00:52

Amerykanie dziesiątki lat odwalali tam czarna robotę i już wystarczy, Trump ma poważniejsze wyzwania niż plemiona na pustyniach Mezopotamii które nie potrafią się rządzić na swoim podwórku.

MAZU
sobota, 25 stycznia 2020, 15:34

Luciano Zaccara jest "ruskim" ..... . Na zdjęciu widać typowego "szczura". Zarówno Busz J jak i Barako byli co najmniej kretynami (Busz na pewno, zaś BO był typową "wtyką" szantażowaną własnym aktem urodzenia, jako urodzony poza terytorium USA). Obaj "panowie" narobili dla USA i Świata bardzo dużo szkód. Przy nich Donald T to inna, wyższa liga. A teraz zapraszam troli. M

CdM
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 15:15

Dobrze to ująłeś, Trump to wyższa liga (czyli: szkody w dużo wyższym tempie i natężeniu).

Cóż
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 10:52

Po co trollować skoro sam to robisz

Xd
sobota, 25 stycznia 2020, 14:14

To wg słów tego eksperta (modne słowo) zagrożeniem pokoju w tym regionie nie jest iran a największy sojusznik usa w regionie i klient amerykańskiego i brytyjskiego przemysłu zbrojeniowego który to przemysł zarobił by dodatkowe mld dolarów na ewentualnej wojnie

Pentagram
sobota, 25 stycznia 2020, 12:36

Strategia jest spójną Izrael 2030 Koniec z polityką Obamy kiss &tell

Stary Grzyb
sobota, 25 stycznia 2020, 11:31

Szanowny panie Zaccara, strategia prezydenta Trumpa wobec Bliskiego Wschodu jest wbrew pańskim wywodom jasna. Można by ją opisywać wymyślnym językiem, ale lepszy będzie krótka, konkretna definicja. Pozwolę sobie w tym celu zacytować Boya-Żeleńskiego: "- Pan jest przeciwnego zdania? - W pysk szmondaka bez gadania!". Skutków tej własnie strategii - o wiele za późno, to fakt - doświadczył właśnie herszt irańskich państwowych bojówek terrorystycznych, Kasem Sulejmani. Z miejsca pomogło - ajatollahowie od razu wzięli ogon pod siebie, po operetkowym odwecie rzucili się na wyprzódki zapewniać, że to już koniec zemsty, a wojny absolutnie nie chcą, o blokowaniu cieśniny Ormuz ani słowa, ataki na tankowce ustały jak ręką odjął, do protestujących przeciw reżimowi mułłów Irańczyków nikt nie strzela (chociaż wznoszą okrzyki "śmierć dyktatorowi", czyli nietykalnemu dotąd "najwyższemu przywódcy"), itd., itp. I oczywiście słusznie zwinęli kitę - dotarło do nich, że każdy z nich może zostać osobiście rozwalony w każdej chwili, ot tak, pstryknięciem palców. I to jest własnie jedynie słuszna, kompleksowa strategia wobec wszelkich bliskowschodnich (i nie tylko) kacyków - podskocz poważnie Stanom Zjednoczonym, a zaraz szlag cię trafi. Nie w postaci nawoływań (te są zbędne), negocjacji i traktatów (te też są zbędne), czy nawet sankcji (te, owszem, są potrzebne i powinny być niszczące, ale nie mają dość bezpośredniego, natychmiastowego wydźwięku), tylko z mety w łeb tak, żeby największy cały kawałek, po którym zdołano zidentyfikować trafionego, to była dłoń z sygnetem, resztę rozniosło w drebiezgi. Żadne wymyślne filozofie, "nation building", i inne temu podobne. Należy stosować zrozumiałe środki perswazji - w tamtejszej "kulturze politycznej" jest to korbacz na bieżąco i katowski miecz w przypadku poważniejszych problemów. Oby prezydent Trump w pełni to rozumiał i, przede wszystkim, stosował konsekwentnie i do skutku, czyli do wyszkolenia tamtejszych "przywódców" tak, że jak dzwoni do nich sierżant US Marines, to podrywają się na baczność, wywracając z rozpędu biurko i fotel, po czym krzyczą "Gotów do wykonania rozkazu!" zanim jeszcze ten sierżant stwierdzi, o co mu chodzi - bo w przeciwnym razie identyfikacja "przywódcy" nastąpi skutkiem odnalezienia wspomnianej dłoni z sygnetem. Co ważne, ta technika wychowawcza nie czyni krzywdy tamtejszym zwykłym ludziom, którzy w zasadniczej większości są przecież ofiarami, a nie poplecznikami, swoich "władz".

Psychoterapeuta
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 00:36

Większe bzdury to już naprawdę trudno wymyślić. No dotarło. Wycofali się z porozumienia atomowego, 1 mln Irakijczyków na ulicach z rzadaniem wyjazdu Amerykanów z Iraku, kolejne rakiety spadają na ambasadę amerykańska, coraz trudniej o sojuszników na bliskim wschodzie i jedynie utrzymuje ich jeszcze przy USA podarowana kasa, kilka milionów Irańczyków na ulicach z poparciem dla allatojachow - no sukcesy ze ho,ho. No ale jak się wszystkie problemy rozwiązuje siła i przemocą - to jakie poglądy można mieć na życie. Polityka to nie tresura, ale jak widać nie wszyscy to rozumieją i tęsknią za fala .

terapeuta
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 13:13

Tego typu konfabulacje to wynik bezgranicznego uwielbienia dla "wielkiego Ronalda Regana" oraz np .Pattona i bałwochwalczej wiary w amerykańską "wyjątkowość". Taka swoista "polska murzyńskość" cytując Sikorskiego. Znany jest cały szereg podobnych "przypadków".

Stary Grzyb
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 11:31

Porozumienie olewali od pierwszego dnia po jego podpisaniu, "manifestacje poparcia" są organizowane przez te same "władze", które tysiącami rozstrzeliwują na ulicach ludzi wyrażających rzeczywiste uczucia wobec ajatollahów, "zielona strefa" w Bagdadzie jest od czasu do czasu ostrzeliwana katiuszami nie od wczoraj, itd., itp. Jedyna zrozumiała na Bliskim Wschodzie polityka to pałka, a konkretnie w przypadku ajatollahów bezwzględne, łamiące gospodarkę sankcje, militarne likwidowanie podskoków w rodzaju prób blokowania cieśniny Ormuz (vide operacja "Praying Mantis"), i selektywny odstrzał hersztów.

Zgredzio
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 20:30

Jesteś w stanie Grzyb wymienić nam jakikolwiek przykład złamania porozumienia atomowego? Bo nic a nic nie znalazłem. A skoro mówisz ze tak było to chyba wiesz co mówisz? Wiesz?

psychoterapeuta
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 15:43

E tam napisz od razu milionami roztrzeliwują - tak będzie bardziej wiarygodnie. Media robią ludziom wodę w głowie, a rozstrzyganie konfliktów przy pomocy pałki jest charakterystyczne dla ludzi prymitywnych - jak pod budką z piwem - ten sam poziom intelektualny. Ale cóż jak ktoś był bity od dziecka to w ten właśnie sposób postrzega rozwiązanie każdej sprawy.

CdM
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 15:32

"Porozumienie olewali" - to kłamstwo, żadnych dowodów na to nie masz; żadna organizacja kontrolująca nie zgłaszała poważniejszych problemów. Nawet Bibi na słynnej konferencji strzelał z mokrych kapiszonów (miał pretensje, że Iran robi rzeczy, których porozumienie nie dotykało w ogóle)

Wielki szu
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 14:03

A możesz nam przybliżyć na czym dokładnie polegało łamanie porozumienia atomowego "od pierwszego dnia po jego podpisaniu"? Byłbym wdzięczny gdybyś nam wymienił chociaż kilka przykładów.

stary prypeć
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 13:51

Co za bzdury x2. Przestrzegali porozumienia, nawet w Iranie były kontrole ONZ i w raportach stwierdzano brak naruszeń. Naruszenia zaczęły się po cyrkach Trumpa ze zrywaniem porozumienia. Myślałem, że ślepa miłość do USA to domena dejwiena, ale widocznie jest was więcej na tym forum.

laik, zupełny laik
niedziela, 26 stycznia 2020, 23:07

Bardzo trafnie. Należałoby jeszcze wspomnieć o izraelskich organizacjach lobbystycznych w Waszyngtonie i że obecnie interesy USA i Izraela w tym regionie powoli się rozchodzą, a przynajmniej nie są już priorytetem dla USA.

Stary Grzyb
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 11:34

USA powoli przestają być zainteresowane ropą z tego regionu, ale wspomniane organizacje lobbystyczne Izraela i obecność Rosji uniemożliwiają Amerykanom pełne wycofanie się, zresztą nie byłoby to słuszne z punktu widzenia globalnej pozycji USA.

Stara prawda
niedziela, 26 stycznia 2020, 22:00

Po prawdzie o Rosji zdanie mam jak najgorsze ale to święte przekonanie, że wielki brat zza oceanu jest dobry, prawy i dba o dobro zwykłego człowieka i wolność jawi mi się jako naiwność lvl 99.

Stary Grzyb
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 11:37

Dobroć, prawość i dbanie o człowieka interesują mnie średnio, natomiast zwalczanie Rosji leży w fundamentalnym interesie narodowym Polski, więc jak długo USA są globalnym wrogiem Rosji, tak długo są OK, a reszta to szczegóły bez większego znaczenia.

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
niedziela, 26 stycznia 2020, 14:16

Dokładnie tak.

Patrzę patrzę
niedziela, 26 stycznia 2020, 12:57

Perspektywa jak w starych, dobrych filmach amerykańskiego kina akcji. Rambo polityki międzynarodowej normalnie.

terapeuta
niedziela, 26 stycznia 2020, 12:54

Stan jak widać jest poważny ale w dobie dzisiejszej nowoczesnej farmakologii jest szansa. Może nie na całkowity regres ale na znaczną poprawę czego szczerze życzę.

say69mat
niedziela, 26 stycznia 2020, 07:21

W odniesieniu do oceny irańskich elit religijnych, Pan się raczy mylić. Ponieważ w obszarze koncepcji edukacji religijnej i realizacji religijności w wymiarze społecznym jest wpisana potrzeba 'śmierci za ideę'. Jako aktu poświęcenia i spełnienia wyznawcy Islamu wobec zagrożeń zewnętrznych. Tak więc perspektywa śmierci, nie jest barierą psychologiczną warunkującą wybory indywidualne oraz podejmowane decyzje w wymiarze politycznym i wojskowym. Zasadniczy problem Islamu polega na błędnej interpretacji koncepcji Bożej obecności, która wymaga ofiar z ludzi dla realizacji porządku religijnego w wymiarze społecznym. Stąd, w obszarze Islamu łatwiej jest o pełnego poświęcenia 'martyra' niż o ... pokój

zaciekawiony
niedziela, 26 stycznia 2020, 00:19

Oho. Kolejny realista co to chce wszystkich po kątach rozstawiać. Przypominam, że taki sposób obchodzenia się z innymi to stosował Związek Radziecki czy powojenna, kolonialna Francja. Jak to się skończyło dla jednych i drugich to wiemy z historii. Świat jest zbyt złożonym miejscem by dało się trzymać wszystkich pod butem. Stany zawsze umiały postępować inaczej, zachęcać, kusić, nagradzać i być przewidywalnym partnerem. I na tym zbudowały swój wyjątkowy status. Postępowanie obecnego prezydenta roztrwania ten zgromadzony kapitał w zastraszającym tempie. Efektem jest nie tyle utrata autorytetu co doprowadzenie do sytuacji gdy inni (nawet bliscy przyjaciele) zaczynają szukać innych alternatyw, wzajemnie się dogadywać i otwierać się na współpracę z takimi na przykład Chinami, które dzisiaj dla wielu stają się alternatywą. Zgrywanie Rambo to gra na krótką metę. I w samych USA powszechnie się to dostrzega, nawet w republikańskiej proweniencji think tankach czy mediach.

asad
sobota, 25 stycznia 2020, 22:42

W punkt.

MAZU
sobota, 25 stycznia 2020, 22:25

Pełne poparcie. Mam nadzieję, że również dotrze to do kremla. M

pragmatyk
sobota, 25 stycznia 2020, 21:00

Przypomniały mi się Węgry i Czechosłowacja ,chyba brałeś w tym udział.

Stary Grzyb
niedziela, 26 stycznia 2020, 16:34

Nie bredź. Na Węgrzech i w Czechosłowacji bolszewicka zaraza stłumiła próby Węgrów i Czechów wyrwania się z jej jarzma, likwidując Sulejmaniego Amerykanie sprzątnęli łotra, który szerzył terror w regionie i masowo mordował obywateli własnego kraju.

CdM
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 15:25

...łotra, który miał tak wysokie poparcie, że wygrałby w cuglach wybory prezydenckie (zresztą dlatego pojawiły się teorie, że ktoś go Amerykanom celowo wystawił).

Cóż
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 10:54

Bo chyba ją przedawkowałeś

Cóż
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 10:54

Jak nazywa się amerykańska Prawda?

sża
sobota, 25 stycznia 2020, 20:14

Pomijając już wszystko inne, taka strategia to czysty terroryzm.

sobota, 25 stycznia 2020, 19:19

Szanowny Panie Stary Grzyb.Pan tak serio?Taką ma Pan wizję polityki międzynarodowej?A co jak do nas zadzwoni sierżant marines?

CdM
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 15:27

Po co pytasz, przecież nasze władze już teraz reagują na amerykańskie instrukcje dokładnie tak, jak Grzyb chce aby reagowali watażkowie z bliskiego Wschodu.

Stary Grzyb
niedziela, 26 stycznia 2020, 16:38

Będzie mógł sobie pogadać z zakumplowanym sierżantem 6BPD lub Pułku Komandosów w Lublińcu.

sobota, 25 stycznia 2020, 19:14

Szanowny Panie Stary Grzybie.Uważa Pan ,że polityka międzynarodowa rządzi się tymi samymi zasadami co kłutnia pod budką z piwem?Że wyrazem potęgi państwa jest możliwość zmasakrowania kogoś tak że została "dłoń z sygnetem"?Że USA wygrało bo ajatollahowie nic nie mówią?Poczekamy zobaczymy.Wybory prezydenckie też nied

Stary Grzyb
niedziela, 26 stycznia 2020, 16:40

Różnią się stosowanymi środkami technicznymi. Natomiast zgadzam się, że jak wybory prezydenckie w USA wygra jakiś "Demokrata", to nie tylko ajatollahowie odżyją, ale i wielu im podobnych.

sobota, 25 stycznia 2020, 15:11

Dobrze jest widziec ludzi ktorzy dostrzegaja wlasnie to co Pan opisuje i zgodzam sie z Panem w 100%. Bo Trump rozumie i noe chce wysylac kwiatu swojego narodu przeciewko innym ludzia co w eielu przypadku nie z wlasnego wyboru sluzy w armii tylko ubija inspiratorow i generalow ktorzy wysylaja swoje spoleczenstwo na bezsensowna smierc. Pozdrawiam

Stary Grzyb
niedziela, 26 stycznia 2020, 16:41

Dzięki, też pozdrawiam.

Kamil
sobota, 25 stycznia 2020, 14:45

Komentarz trafiony w punkt.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama