Reklama
Reklama

Dlaczego „Ślązak” to nie ORP „Ślązak”?

8 października 2019, 11:09
DSC_1313
Patrolowiec „Ślązak”. Fot. M.Dura

Pomimo zakończenia prób zdawczo-odbiorczych, okręt patrolowy „Ślązak” nie jest przyjmowany na stan Marynarki Wojennej RP. Wygląda to tak, jakby wszyscy się bali wprowadzić tą jednostkę do służby wiedząc, że to tak naprawdę nie będzie to koniec, ale dopiero początek problemów.

Zgodnie z umową podpisaną 29 czerwca 2018 r. przez Inspektorat Uzbrojenia z konsorcjum składającym się z Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. oraz stocznią PGZ Stocznia Wojenna S.A., okręt patrolowy „Ślązak” miał zostać przekazany Marynarce Wojennej RP do końca marca 2019 roku. Proces wykańczania i zdawania tego okrętu się jednak wydłużał, co zresztą nikogo tak naprawdę nie dziwiło. Wszyscy specjaliści zdawali sobie bowiem sprawę, że „Ślązak” to jednostka pływająca budowana od osiemnastu lat, na pokładzie której są dodatkowo urządzenia z już dawno utraconą gwarancją.

Nikt nie mógł więc mieć pewności, że wszystkie te systemy zadziałają prawidłowo, dlatego część komentatorów i dziennikarzy branżowych nie przykładała większej wagi do przedłużających się badań i prób zdawczo-odbiorczych. Nawet biorąc pod uwagę zapowiedzi ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka, który w czasie święta Marynarki Wojennej w 2018 r. obiecywał oddanie „Ślązaka” w marcu 2019 r. a później ten termin nie został dotrzymany. Jednak do czasu.

Sytuacja zmieniła się w momencie, gdy Siły Zbrojne RP, pomimo zakończenia prób zdawczo-odbiorczych i usunięciu przez stocznię wykrytych problemów technicznych nie wprowadziły okrętu „Ślązak” do służby. Co gorsza, nikt nie informuje dokładnie, kiedy to wprowadzenie ma nastąpić. Nie wiedziało o tym nawet Ministerstwo Obrony Narodowej, które jeszcze w połowie września 2019 r. poinformowało „Rzeczpospolitą”, że wykonanie umowy zawartej w dniu 29 czerwca 2018 r. nastąpi w 2020 r.

Później wiadomość tą sprostował kapitan Krzysztof Płatek, rzecznik prasowy Inspektoratu Uzbrojenia, przesyłając m.in. do Defence24.pl na początku października br. wyjaśnienie, że „okręt zostanie przekazany do użytkownika w bieżącym roku”. Nadal jednak nie wiadomo, dlaczego przekazanie nie nastąpiło od razu po zakończeniu prób zdawczo-odbiorczych, oraz dlaczego MON nie ma aktualnej informacji o statusie programu. Wygląda to tak, jakby nikomu nie zależało, by patrolowiec „Ślązak” znalazł się w linii. Prawdopodobnie wszyscy zdali sobie bowiem sprawę, że problemy z tym okrętem dopiero wtedy się tak naprawdę zaczną.

image
Patrolowiec „Ślązak”. Fot. M.Dura

Co trzeba zrobić, by wprowadzić „Ślązaka” do służby?

Z informacji przekazanej przez Inspektorat Uzbrojenia wiadomo w tej chwili jedynie tyle, że okręt „Ślązak” przeszedł pozytywnie próby zdawczo-odbiorcze oraz Wykonawca usunął w lipcu i sierpniu br. wszystkie usterki wykryte w czasie trwania tych prób (dotyczące głównie system napędowego oraz systemu klimatyzacji i wentylacji). W związku z powyższym patrolowiec ma zostać przekazany do Marynarki Wojennej RP jeszcze w tym roku.

Próby zdawczo-odbiorcze patrolowca Ślązak zostały zakończone we wrześniu br. Zdiagnozowane podczas prób morskich i zdawczo-odbiorczych patrolowca Ślązak usterki dotyczyły m.in. niesprawności w układzie napędowym oraz systemie klimatyzacji i wentylacji. Wszystkie usterki zostały usunięte przez Wykonawcę. Okręt zostanie przekazany do użytkownika w bieżącym roku.

Kpt. Krzysztof Płatek - rzecznik prasowy Inspektoratu Uzbrojenia

Potwierdził to również główny Wykonawca – PGZ Stocznia Wojenna, która w opublikowanym 24 września 2019 r. oświadczeniu udokładniła, że przewidywane programem próby okrętu oraz wszystkie usterki zostały usunięte w pierwszej połowie września br. i że okręt „jest w pełni sprawny i gotowy do służby”.

Jednak na pytanie portalu Defence24.pl, dlaczego w takim razie się go do tej służby nie wprowadza, Inspektorat Uzbrojenia stwierdził jedynie, że „trwa proces opracowania dokumentacji zdawczo-odbiorczej oraz wykonywane są przez Wykonawcę czynności obsługowe przed przekazaniem jednostki do użytkownika”. Podobnie informowała zresztą PGZ Stocznia Wojenna wskazując na trwające obecnie końcowe prace „związane z protokolarnym przekazaniem okrętu do Zamawiającego”.

Ale to właśnie takie tłumaczenie jest dla obserwatorów z zewnątrz trudne do zrozumienia. Przecież od co najmniej lipca br. wszyscy doskonale wiedzieli, że próby zdawczo-odbiorcze zakończą się pozytywnie i nikt nie mógł wątpić, że Wykonawca bardzo szybko usunie wykazane w ich trakcie niesprawności. Było więc kilka miesięcy na wcześniejsze przygotowanie protokołów przekazania okrętu, wprowadzając do nich w międzyczasie jedynie kosmetyczne poprawki.

Natomiast przy dobrej organizacji i woli, na samo zebranie całej dokumentacji zdawczo-odbiorczej wystarczy tak naprawdę jeden lub dwa dni. Nie dłużej powinien trwać również proces jej podpisywania. W przypadku tak ważnego kontraktu to nie bowiem dokumentacja powinna wędrować po kancelariach, a potem urzędach i gabinetach, ale to urzędnicy i wojskowi powinni przyjechać do miejsca, gdzie ta dokumentacja zostałaby przygotowana i wyłożona na stołach do podpisania.

image
Patrolowiec „Ślązak”. Fot. M.Dura

W przypadku „Ślązaka” powtarza się jednak casus programu budowy niszczycieli min „Kormoran”, gdzie o rok opóźniono podpisanie umowy na dwa kolejne niszczyciele min, pomimo iż było doskonale wiadomo, że badania zakończą się powodzeniem. Nie działano jednak równolegle, ale po kolei - wydłużając sztucznie czas trwania całego programu i narażając na straty finansowe firmy realizujące budowę.

Tak samo teraz dzieje się w przypadku patrolowca „Ślązak”. Część obserwatorów uważa, że takie przedłużanie procedur wynika po prostu z planu uroczystego wprowadzenia okrętu do linii w rocznicę powstania Marynarki Wojennej (28 listopada br.) lub w Święto Niepodległości (11 listopada br.). Jest jednak przesadą czekanie dwa miesiące na podniesienie bandery tylko po to, by uroczyściej celebrować zakończenie budowy, której tak naprawdę powinniśmy się wszyscy wstydzić: politycy, wojskowi i stoczniowcy.

Dlatego wprowadzenie do służby „Ślązaka” powinno nastąpić jak najszybciej, tym bardziej, że praca z tym okrętem tak naprawdę dopiero się zacznie. I nie powinno się tego sztucznie odwlekać.

Czym będzie tak naprawdę okręt ORP „Ślązak”?

Zbilżające się nieuchronnie podniesienie bandery na „Ślązaku” to również moment, kiedy Ministerstwo Obrony Narodowej powinno potrafić odpowiedzieć na cztery pytania: do czego ten okręt ma w rzeczywistości służyć, jak go wykorzystywać w czasie pokoju, kryzysu i wojny, jak go utrzymywać w gotowości i szkolić na nim załogę, oraz czy rzeczywiście ma on do końca swojej służby być tylko patrolowcem?

Wbrew pozorom żadna z tych odpowiedzi nie będzie łatwa, chociaż na ich przygotowanie było dostatecznie dużo czasu. Nawet to co wydaje się w miarę proste, a więc proces szkolenia, może spowodować niekończące się problemy. Wraz ze „Ślązakiem” zostanie bowiem wprowadzonych bardzo dużo urządzeń i systemów, których wcześnie nie było w Marynarce Wojennej oraz których nie ma też w lądowej bazie szkoleniowej. Nie będzie więc instruktorów, którzy mogliby szkolić kilku specjalistów z patrolowca, ani też w większości przypadków nie będzie trenażerów, które takie szkolenie mogłoby ułatwić.

image
Unikatowym rozwiązaniem w Marynarce Wojennej RP będzie m.in. radar wielofunkcyjny SMART-S Mk2. Fot. M.Dura

Tutaj mści się decyzja o zbudowaniu tylko jednej jednostki i to unikatowej w skali światowej (według indywidualnych wymagań Marynarki Wojennej RP), dla której po prostu nie opłaca się budować bazy szkoleniowej na lądzie. Efekt tego będzie taki, że załoga będzie się uczyła i trenowała na bojowym sprzęcie ze wszystkimi tego konsekwencjami, zdobywając potrzebną wiedzę na zasadzie prób i błędów.

Pomóc w tym mogą oczywiście producenci poszczególnych systemów, ale takie działanie sprawdzi się tylko w odniesieniu do pierwszej załogi (która może się szybko zmienić z powodu rotacji kadr) i tylko jeżeli chodzi o obsługę systemów. Samo ich taktyczne wykorzystanie to już jednak inna sprawa.

Wcale nie łatwe do odpowiedzi będzie też pytanie, do czego ten okręt ma rzeczywiście służyć. I nie chodzi tu o encyklopedyczne wyliczanie, że np. ma on uczestniczyć w akcjach poszukiwawczo-ratowniczych, ponieważ taką deklarację może złożyć generalnie każda jednostka pływająca. Tym bardziej, że „Ślązak” ma jak na razie działać głównie na Bałtyku, gdzie operacje SAR są prowadzone przez specjalistyczne i wydzielone służby, a od Marynarki Wojennej oczekuje się tylko pomocy z wykorzystaniem śmigłowców.

Tu chodzi bardziej o konkretne wskazanie: do czego ma być przygotowany ORP „Ślązak” i co ma robić, zarówno w czasie pokoju, wojny, jak i kryzysu. Należy przy tym pamiętać, że każda taka decyzja będzie się wiązała z konkretnymi kosztami. Widać to bardzo dobrze przy wyborze sposobu wykorzystania pokładu lotniczego oraz sposobu pozyskania śmigłowca pokładowego.

W czasie prób zdawczo-odbiorczych wykorzystywano helikopter Kaman SH-2G z 43. Oksywskiej Bazy Lotnictwa Morskiego, ale jest on docelowo przeznaczony do współdziałania z polskimi fregatami typu Oliver Hazard Perry i czas jego użytkowania niedługo się kończy. Natomiast zakupione dla Marynarki Wojennej cztery śmigłowce AW101 będą zbyt ciężkie (w wersji ZOP ważą około 15 ton), by lądować na pokładzie lotniczym „Ślązaka” przygotowanego (według wcześniejszych danych) na przyjmowanie śmigłowców maksymalnie dziesięciotonowych.

Trzeba więc się zadeklarować, czy dla tego okrętu zostanie dokupiony specjalny helikopter pokładowy, czy też lądowisko będzie utrzymywane tylko „tak na wszelki wypadek”. Wbrew pozorom każda z tych decyzji będzie się wiązała z dużymi kosztami. Nawet bowiem w sytuacji, gdy Marynarka Wojenna będzie chciała jedynie okazjonalnie przyjmować na „Ślązaku” załogowe lub bezzałogowe śmigłowce to i tak konieczne jest certyfikowanie (i to okresowo): zarówno systemów wspomagania lądowania (przede wszystkim radiolatarni TACAN i świateł lądowiska), jak i obsługi pokładu lotniczego oraz systemów naprowadzania. Naprowadzaniem statków powietrznych nie mogą się bowiem zajmować doraźnie przeszkoleni marynarze ale specjaliści ubezpieczenia lotów, których utrzymywanie jest bardzo drogie.

image
Grupa abordażowo-inspekcyjna z kanadyjskiej fregaty typu Halifax HMCS „Vancouver”. Fot. S. McEwen/U.S. Navy

Podobnie kosztowna może być również decyzja o skierowaniu „Ślązaka” do realizowania misji patrolowych poza Bałtykiem – np. w działaniach antypirackich lub antyimigracyjnych. Czasu wymaga chociażby samo przygotowanie grupy abordażowo-inspekcyjnej, której członkowie nie mogą być dobierani doraźnie z załogi, ale muszą być odpowiednio przeszkoleni i wyposażeni. O niebezpieczeństwach, jakie z tym się wiążą przekonali się Rosjanie, gdy przy kontroli jedynie rybaków rannych zostało aż sześciu ich funkcjonariuszy.

Marynarze wchodzący w skład takiej grupy muszą więc nie tylko potrafić wchodzić na burty wysokich statków (opanowując pewne umiejętności jeżeli chodzi o wspinaczkę), ale również umieć prowadzić przeszukania, kontrolę pomieszczeń i dokumentacji, czy także znać zasady samoobrony. W tym przypadku pomóc mogliby np. Amerykanie, ale trzeba o to wcześniej poprosić.

Czy „Ślązak” rzeczywiście musi pozostać tylko patrolowcem?

Najważniejsze pytanie, które jawnie pokaże, co tak naprawdę wyszło w czasie prób zdawczo-odbiorczych dotyczy dalszych losów tego okrętu. Jeżeli bowiem wszystkie systemy zadziałały dobrze to rzeczywiście należy się zastanowić, czy nie należy najbliższego remontu (przewidzianego na za około 5 lat) połączyć z modernizacją - przerabiając patrolowiec na pełnowartościową korwetę.

Zakończenie prób zdawczo-odbiorczych powinno być równocześnie końcem dyskusji w tej sprawie oraz czasem na konkretne decyzje i działanie. Trzeba bowiem zadecydować nie tylko, co konkretnie zamontować, ale również zaplanować na to odpowiednie środki finansowe i podpisać zawczasu konkretne umowy. Sprawa jest o tyle pilna, że przez ostatnich kilka lat Inspektorat Uzbrojenia do perfekcji opanował umiejętność przedłużania tego rodzaju procedur (szczególnie jeżeli chodzi o etap tzw. prac analityczno-koncepcyjnych połączonych z dialogami technicznymi) i pięć lat może w takiej sytuacji nie wystarczyć.

Tymczasem sprawę rozstrzygnąłby po prostu przetarg na dodanie „Ślązakowi” zdolności zwalczania okrętów podwodnych, nawodnych i celów powietrznych. Wbrew pozorom zadanie to nie jest technicznie bardzo trudne, na co portal Defence24.pl wskazywał już przy okazji wizyty w Gdyni brytyjskiej fregaty HMS „Westminster” na początku grudnia 2018 r.

image
Systemy elektroniczne wykorzystywane w systemie przeciwlotniczym Sea Ceptor mieszczą się w dwóch blokach wielkości pralki automatycznej, tak więc nie sprawią problemu na „Ślązaku”. Fot. M.Dura

Nie przesądzając o wyborze konkretnych rozwiązań, bo to decyzja Marynarki Wojennej i MON, wskazywaliśmy wtedy przykładowo, że na pokładzie okrętu jest wystarczająco dużo miejsca i zapasu energetycznego, by zamontować rakiety przeciwlotnicze CAMM systemu Sea Ceptor, rakiety przeciwokrętowe RBS-15 Mk3 (pozyskane dla oszczędności z okrętów typu Orkan), torpedy ZOP typu MU90 Imapct (pozyskane z fregat typu OHP) oraz kompaktowy sonar holowany typu CAPTAS-2 zdolny do wykrywania okrętów podwodnych nawet wtedy, gdy się one ukryją pod warstwą wody odbijającą fale akustyczne.

Pozostałe systemy okrętowe zastosowane na „Ślązaku” (w tym przede wszystkim radar wielofunkcyjny SMART-S Mk2 oraz okrętowy system walki TACTICOS firmy Thales) są jakby z założenia przygotowane do wprowadzania i integrowania tego rodzaju dodatkowych systemów pokładowych, których sterowanie może się odbywać z konsol wielofunkcyjnych, istniejących już na patrolowcu w Bojowym Centrum Informacyjnym.

Decyzja, co do dalszych losów  okrętu „Ślązak” jest o tyle ważna, że już uaktywniły się osoby, które pomimo, że nie mają dostępu do protokołów zdawczo-odbiorczych oraz odpowiedniej wiedzy zaczęły w jakimś sobie tylko znanym celu, dyskredytować tą jednostkę twierdząc coraz głośniej np., że jej siłownia pracuje wadliwie, albo np. że patrolowiec jest przeciążony (przez co nie można go będzie dozbroić). Uciąć taką dyskusję (w jedną lub drugą stronę) mogą tylko konkrety, które powinny się pojawić już podczas uroczystości wprowadzenia „Ślązaka” do służby w Marynarce Wojennej.

Być może to jednak właśnie dlatego, ta uroczystość jest obecnie bez powodu opóźniana.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 242
Reklama
raaex
czwartek, 10 października 2019, 16:12

W 2019 WPROWADZAMY DO SŁUŻBY OKRĘ GORSZY NIŻ 1932

raaex
czwartek, 10 października 2019, 16:07

Uzbrojenie[edytuj edytuj kod] Działoczyny przy stanowisku artylerii głównej „Burzy”. Uzbrojenie okrętu w momencie przyjęcia do służby w 1932 roku stanowiły[25][19]: 4 armaty kalibru 130 mm Schneider-Creusot wz. 1924 (4 x I), ustawione w osi symetrii okrętu, osłonięte półotwartymi maskami (przedpiersiami) przeciwodłamkowymi. Maski zaopatrzone były w brezentowe osłony, chroniące marynarzy obsługi przed złymi warunkami atmosferycznymi. Masa działa z osłoną wynosiła 12,7 tony[26][27]. Zapas amunicji wynosił 500 sztuk[28]. 2 armaty kal. 40 mm Vickers-Armstrong wz. 28 (2 x I) na burtach na śródokręciu przy nadbudówce rufowej, na podstawach morskich R4SM. Masa z podstawą wynosiła 305 kg[29][30]. Zapas amunicji wynosił 1200 sztuk[28]. 6 wyrzutni torpedowych kal. 550 mm (2 x III), ustawionych w płaszczyźnie symetrii okrętu na śródokręciu, z reduktorami dla torped kal. 533,4 mm i 450 mm. Wyrzutnie dostosowane były do francuskich torped kal. 550 mm 1923D[31][d], po zastosowaniu reduktorów można było strzelać torpedami 533,4 mm Mk IX i torpedami 450 mm wz. A. Okręt przenosił 12 torped[28]. 2 wyrzutnie bomb głębinowych umieszczone w tunelach pod pokładem na rufie. Tunele zamykane były klapami, bomby wyrzucane przy pomocy napędzanych elektrycznie ślimacznic z łańcuchami Galla. Zapas stanowiło 20 bomb BH200. Dodatkowo na burtach w części rufowej ustawione były 2 miotacze bomb głębinowych Thornycrofta, z zapasem 10 bomb (po jednej na miotaczu i po 4 na stelażach obok). 2 pary torów minowych na rufie, na których ustawić można było do 60 min wz. 08. W trakcie służby uzbrojenie okrętu ulegało zmianom. Już w 1935 roku dodano dwa podwójnie sprzężone najcięższe karabiny maszynowe Hotchkiss kal. 13,2 mm z celownikami systemu Le Prieur DAC940, ustawione na podstawach morskich typu R4SM na skrzydłach mostka przy głównym stanowisku dowodzenia (GSD), które miały wzmocnić obronę przeciwlotniczą[33][34]. Zapas amunicji wynosił 10 tys. sztuk[28]. W tym samym roku usunięto natomiast miotacze bomb głębinowych Thornycrofta[17]. Po przebazowaniu do Anglii, w listopadzie 1939 roku, kolejnemu wzmocnieniu uległo uzbrojenie przeciwlotnicze: na platformach po obu stronach zejściówki do maszynowni na śródokręciu ustawiono dwa poczwórnie sprzężone karabiny maszynowe Vickers Mk III kal. 12,7 mm[35][e]. Monoblokowa lufa karabinu miała długość 762 mm i była chłodzona wodą. Lufy w zestawie ustawione były w płaszczyźnie pionowej jedna nad drugą, amunicja do każdej z nich podawana była taśmowo z magazynków bębnowych o pojemności 200 nabojów każdy. Karabiny miały kąt podniesienia od -5° do +80°, szybkostrzelność praktyczna wynosiła do 200 strzałów na minutę, a donośność pionowa do 1400 m. Masa zestawu wraz z podstawą wynosiła 1320 kg[33]. W trakcie remontu w maju 1940 roku okręt przezbrojono: usunięto tory minowe, podpokładowe zrzutnie bomb głębinowych oraz rufowy aparat torpedowy. W miejscu aparatu torpedowego ustawiono armatę przeciwlotniczą 76 mm 12 pdr Mk V na podstawie HA/LA IX**. Armata miała zamek klinowy, przystosowana była do amunicji zespolonej. Ładowanie, nastawianie na cel i odpalanie było ręczne. Armata miała kąt podniesienia od -5° do +90°, szybkostrzelność praktyczna wynosiła do 20 strzałów na minutę, a donośność pionowa do 6300 m. Masa działa wynosiła 1000 kg[37]. Ponadto zamontowano na rufie 2 rampowe zrzutnie bomb głębinowych, na bomby typu D i dodano 2 miotacze bomb głębinowych Thornycrofta[36]. Gruntowne przezbrojenie okrętu nastąpiło w trakcie remontów na przełomie 194942 roku, w związku ze zmianą funkcji okrętu na niszczyciel eskortowy. Na miejscu działa nr 1 zamontowano wyrzutnię pocisków głębinowych typu Hedgehog. Z wyrzutni można było wystrzelić 24 pociski o masie 15,75 kg z zapalnikiem uderzeniowym na odległość do 270 metrów przed dziób okrętu[19]. Na miejscu działa nr 3 zamontowano zestaw 4 armat przeciwlotniczych kal. 40 mm QF HA Mk VIII (1 x IV) („pom-pom”) na podstawie Mk VII[36]. Kąt podniesienia armat wynosił od –10 do +80°, donośność w pionie do ok. 3960 metrów, szybkostrzelność 96-98 strzałów na minutę. Armaty zasilane były z zasobników zawierających 112 nabojów i doładowywane kartridżami po 14 nabojów. Obrót i zmiana elewacji luf realizowana była automatycznie (elektryczno-hydraulicznie) lub ręcznie, odpalanie ręczne. Masa zestawu wynosiła 8,7 tony, obsługiwało go 8 marynarzy[38]. Usunięto karabiny maszynowe[f], na ich miejscu na skrzydłach pomostu i na śródokręciu, po obu stronach trzeciego komina, ustawiono na pojedynczych podstawach Mk III 4 armaty przeciwlotnicze kal. 20 mm Oerlikon Mk I (4 x I)[36][39][g]. Ich kąt podniesienia wynosił od –5° do +80°, donośność skuteczna w pionie do ok. 914 metrów, szybkostrzelność 450 strzałów na minutę, strzelca osłaniała stalowa tarcza o grubości 10 mm[41]. Dodano dwa kolejne miotacze bomb głębinowych Thornycrofta. Zapas bomb głębinowych zwiększono do 110 sztuk[36]. Po powrocie do kraju po zakończeniu wojny uzbrojenie okrętu zmieniono, co wynikało ze zmiany dostawcy uzbrojenia, którym wówczas stał się ZSRR, i nowej funkcji okrętu. Od 1955 roku artylerię główną, rozlokowaną tak jak w ustawieniu przedwojennym, stanowiły 4 działa B-34U kal. 100 mm. Armaty umieszczone były w półotwartych osłonach przeciwodłamkowych, masa pojedynczego zestawu wynosiła 12,5 tony. Armata miała lufę o długości 5600 mm, jej kąt podniesienia wynosił od –5° do +85°, a donośność dochodziła do 22 tys. metrów. Ładowano ją ręcznie, odpalano ręcznie lub elektrycznie[42]. Artylerię przeciwlotniczą stanowiły 4 podwójne działa W-11M kal. 37 mm ustawione na skrzydłach pomostu i nadbudówki rufowej. Były to armaty automatyczne, o szybkostrzelności 150 strzałów/min., kąt elewacji luf wynosił od –10° do +85° a donośność w pionie – 4000 metrów. Masa działa wraz z podstawą wynosiła 1350 kg[43]. Ponadto okręt uzbrojony był w pojedynczą ramową zrzutnię bomb głębinowych B-1 na rufie i 4 miotacze bomb głębinowych Thornycrofta[h], na rufie ustawiono też 2 tory minowe dla 60 min wz. 08/39[45][16]. Po przekształceniu okrętu na okręt-muzeum zamiast działek W-11M kal. 37 mm ustawiono na okręcie pojedyncze działka 70-K kal. 37 m

w
czwartek, 10 października 2019, 00:35

a tak mi przyszło do głowy ze MON i dowództwo MW ( naszej) wobec rosnacych kosztów utrzymania Błyskawicy planuje zrobic nowy okret muzeum- na dodatek pływajacy-Ślązak. Mozna wszystkiego sie spodziewać

jm
środa, 9 października 2019, 22:25

Czy ktoś już poszedł siedzieć za te "budowę" Na pewno nie i wszystko w temecie.

Szwejk
środa, 9 października 2019, 21:19

Dac Ślazakami rbs15 lub nsm do tego moŻliwości przeciwlotnicze Camm Plus coś do zwalczania podwodniakow kolejno dołączyć do niego posiadane już Orkany i będzie choć czym wypłynąć w morze

Wojciech
czwartek, 10 października 2019, 13:17

Wypłynąć w morze tak, gorzej z powrotem do portu. Przedwojenni dowódcy przynajmniej zdawali sobie sprawę że nasza wówczas 100x silniejsza niż teraz MW nie ma szans z dużo silniejszym przeciwnikiem. Z tego co czytam w komentarzach to większość jest gotowa posłać do boju z Rosją nawet jeden okręt, byle "wyszedł w morze" i miał czym strzelać. Nie ważne że tych setek milionów usd zabraknie później do obrony przed rosyjskim lotnictwem, rakietami czy choćby specjalnie przeciwko nam reaktywowanej 1 Pancernej Armii Gwardii. Byle tylko móc wysłać cokolwiek w morze. Identycznie było w 1939 roku. Mieliśmy niszczyciele, okręty podwodne a nie mieliśmy choćby rowerów czy amunicji do Ur-ów. Kapitan Raginis do powstrzymania 350 czołgów Guderiana dostał 2 Ury z 20 nabojami. Ale jakie piękne niszczyciele wysłaliśmy do Anglii w ramach planu Peking.

DK
czwartek, 10 października 2019, 15:13

Te niszczyciele to najlepiej wydane pieniądze Drugiej Rzeczpospolitej. Z chwilą dotarcia do Wielkiej Brytanii stały się bronią strategiczną, więcej wartą niż 2 pancerniki w Zatoce Gdańskiej. W sytuacji geopolitycznej z września 1939 r. wyników kampanii nie zmieniło by posiadanie 2 dodatkowych dywizji, nawet pancernych. A te niszczyciele, być może, zadecydowały o wypowiedzeniu wojny przez Brytyjczyków. Walczyły aktywnie do końca wojny, czego nie można powiedzieć o żadnym czołgu ani dziale. Nie dostały się w ręce wroga i nie służyły mu ani przez chwilę.I ostatnie ale najważniejsze: PRZEZ CAŁĄ WOJNĘ BYŁY SUWERENNYM TERYTORIUM POLSKI a przynajmniej tak były postrzegane przez Brytyjczyków (a konieczność postrzegania jak nasze posunięcia odbierają sojusznicy i przeciwnicy jest elementarnym wymogiem planowania obronnego).

Sternik
niedziela, 13 października 2019, 01:06

Wiesz oczywiście ile Anglicy policzyli sobie za paliwo do tych okrętów i ich zaopatrzenie? Podobnie jak koszty wyposażenia dywizjonów lotniczych potrącili sobie z naszych rezerw złota, które do nich trafiły.

bobo
czwartek, 10 października 2019, 21:40

Przesada z tymi niszczycielami. W czasie wojny pod polską banderą pływały nawet krążowniki. A byłoby ich nawet więcej gdybyśmy mieli kim obsadzić te jednostki.

Peter
piątek, 11 października 2019, 13:02

To były okręty brytyjskie, czasowo przekazane Polsce. Tamte trzy niszczyciele były naszymi okrętami. dlatego w sposób szczególny "PRZEZ CAŁĄ WOJNĘ BYŁY SUWERENNYM TERYTORIUM POLSKI". Z całego przedwrześniowego sprzętu (uzbrojenia) tylko one walczyły przez całą wojnę.

Extern
piątek, 11 października 2019, 17:55

Tyle że walczyły dla kogo i finalnie w czyim interesie? Czesi nie mieli żadnego własnego okrętu u aliantów a zostali po wojnie lepiej potraktowani niż my. Nie nie były te okręty dobrze ulokowaną inwestycją jeśli nie broniły ojczyzny. Za te kwoty można było nakupić tyle boforsów że Niemieckie czołgi i samoloty nie zmasakrowały by nam bezkarnie 80 tysięcy żołnierzy we wrześniu.

DK
sobota, 12 października 2019, 02:53

Oczywiście że broniły ojczyzny. Nie bezpośrednio jej terytorium w jednej kampanii ale jej prawa do istnienia w wymiarze historycznym.

Wojciech
niedziela, 13 października 2019, 01:11

To ja wolę żeby nasi żołnierze mieli odpowiednią ilość broni do bronienia narodu i terytorium Polski tu i teraz a nie w delegacji u Anglików. Tak więc nie niszczyciele czy OP a czołgi, rakiety, ppk, radary, drony, WRE, i cała reszta. Różnica pomiędzy obrona kraju a obrona w wymiarze historycznym jest taka że obrona kraju może uratować życie kilku milionom Polaków. Obrona w wymiarze historycznym nikogo nie uratuje a tylko zginą kolejni żołnierze.

-CB-
czwartek, 10 października 2019, 14:24

Marynarka wojenna jest potrzebna nie tylko w czasie wojny, ale również w czasie pokoju. Dokładnie tak samo jak się wysyła lotnictwo na przechwycenie, tak się wysyła i okręty, gdy coś zbliża się do Twoich wód terytorialnych. Tacy Brytyjczycy np. zawsze wysyłają jakiś okręt do asysty, gdy tylko Rosjanie przepływają przez Kanał La Manche. Dokładnie to samo dzieje się w przypadku innych krajów, gdy Rosjanie przepływają z Bałtyku na Północne i dalej na ocean. Jeśli teraz jakiś okręt naszych "przyjaciół ze wschodu" wpłynie na nasze wody terytorialne żeby prowokować, to co zrobisz? Wystrzelisz od razu rakiety NSM i rozpętasz wojnę? Nie, trzeba właśnie wysłać jakiś okręt, żeby go pilnował. Bez MW nie mamy żadnej możliwości ruchu, tylko stan zero-jedynkowy. Albo atakujemy i niszczymy, albo nie robimy nic i patrzymy sobie bezradnie co oni tam robią.

Cine
niedziela, 13 października 2019, 01:17

Każdy okręt wojenny ma tzw. prawo nieszkodliwego przejścia przez wody terytorialne innego państwa. Naruszenie tego prawa jest aktem wrogiem w stosunku do państwa gospodarza i może być podstawą do jego unieszkodliwienia. By the way, nikt nie dokonuje żadnego "przechwycenia" okrętów w stylu lotniczym. Anglicy tylko wysyłają jednostki do obserwacji.

-CB-
niedziela, 13 października 2019, 02:28

Kolego, "przechwycenie w stylu lotniczym", to również często obserwacja w pobliżu swoich granic. To nie zawsze oznacza zmuszenie do lądowania po naruszeniu przestrzeni powietrznej (bo zapewne o to Ci chodzi).

w
środa, 9 października 2019, 21:02

przez te 20 lat nie mozna było opracowac radarów z fazowaniem aktywnym ???I zrobic to co Izrael na nowym MEKO ??? Pełno naukowców a jak przyjdzie do czego to nie mamy NIC i czekamy na licencje

WC
środa, 9 października 2019, 23:44

Gawron idzie do Świnoujścia potem dołączy do grupy NATO

w
czwartek, 10 października 2019, 12:18

patrolowac francuski obszar interesów

Stefan
czwartek, 10 października 2019, 22:18

Myślę, że jak Rosjanie czytają Twoje komentarze to zacierają ręce. Im bardziej się poróżnimy w ramach NATO i UE, to ich bardziej cieszy. A czego oczkujesz od Francuzów? Chcesz, żeby bronili naszych granic? Czy chcesz liczyć tylko na Trumpa. Jak liczy się jego wsparcie i pomoc dwa dni temu przekonali się Kurdowie.

olaf
środa, 9 października 2019, 20:20

Przyjąć do służby Ślązaka a następnie rozpocząć modernizację naszych Orkanów nie tylko o armaty Bofors Mk 3 a również zamiast AK-630M i wyrzutni rakiet Strzała-2M zamontować RIM-116. Później nowy okręt podwodny i nic więcej nie trzeba.

Olo
środa, 9 października 2019, 22:53

Orkany są tak stare człowieku że nadają się na złom.

SZACH-MAT
środa, 9 października 2019, 18:34

wyrzucić z MW ( upss to nie marynarka tylko kamizelka) RP dwa amerykańskie falochronowce ala hulki Bolka i Lolka których siła sprawcza jest adekwatna do somalijskich łodzi pirackich a źre toto prawie 23% środków MW ...a pieniądze scedować na Ślązaka i zbudować w oparciu o starą/nową idee budowy okrętów novum a mianowicie uniwersalny moduł bojowy zwany kanonierką natomiast wyposażenie okrętu zaczerpnąć z projektu "Orłosępa" i będzie odpowiedni system by wspierać armady NATOwskie....druga opcja skonfigurować okręt jako system dowodzenia dla naszych kutrów rakietowych "Orkan" i tak ŚLĄZAK będzie miał oczy i uszy by widzieć dalej oraz jako zaopatrzeniowiec w środki logistyczne i bojowe dla kutrów rakietowych a Orkany jako mu towarzyszące systemami bojowymi i mając taką armadę możemy uprawiać politykę Polski nawet w cieśninie Ormuz...... trzecia opcja zrobić z niego drugiego Czernickiego II.....inne opcje nie mają racji bytu bo fanaberie kosztują i technologi dużych kadłubów nie umiemy robić .....a siły i środki w przyszłości scedować na uniwersalne moduły o tonażu 1000 -1200 ton...tj zbudować w oparciu o nowe technologie jednostki o tonażu do 1000 ton które apropo umiemy samodzielnie zbudować i stworzyć nowego uniwersalnego Kaszuba dorzucając do tego co ma dwie wyrzutnie rakiet woda-woda ,wyrzutnie lekkich torped ,wyrzutnie RIM-21...i lądowisko na małego śmiglaka w konwencji SW-4

andrzej.wesoly
czwartek, 10 października 2019, 15:53

nie wiem, kto cię inspiruje, ale pisanie o OHP, że to falochronowce, hulki Bolka i Lolka, których siła sprawcza podobna do somalijskich łodzi, moduł bojowy zwany kanonierką, a ze Ślązaka - po dozbrojeniu - niezłej korwety, zrobić drugiego Czernickiego??? - to jakiś bełkot...Człowieku, ogarnij się!

Edsa
środa, 9 października 2019, 22:55

Dokladnie. Już dawno powinni wywalić na złom te dwa trupy o zerowej wartości bojowej. Na już dopodazyc Slazaka i zacząć budowe drugiego okrętu. To takie trudne? Co USA się obrazi? . Dlaczego na Slazaku nie ma żadnego zdalnie kierowanego śmigłowca? Co za drogo?. Żenada.

w
środa, 9 października 2019, 21:35

wstawic sekcje do Kormorana, zmienic naped, wyposazenie- czyli zrobic nowy okret o wypornosci ok 1000-1200T. Ale najpierw zrobic 8 Gawronów. A co do SW-4 to "Solo'

hermanaryk
środa, 9 października 2019, 17:04

Pan komandor nie wziął pod uwagę jeszcze jednej możliwej przyczyny tej opieszałości - krojącego się konfliktu zbrojnego USA z Iranem, w który bynajmniej nie chcemy zostać wciągnięci. "Ślązak" z racji słabego uzbrojenia i wyszkolenia załogi mógłby co prawda służyć tylko jako jednostka pomocnicza, ale nawet taki udział by się nam nie opłacił. Można się spodziewać, że dopóki awantura z Iranem nie ucichnie, "Ślązak" nie dostanie porządnego uzbrojenie i co jakiś czas będzie zaglądał do stoczni.

Wojciech
czwartek, 10 października 2019, 13:19

Obyś miał rację.

Skoczek
środa, 9 października 2019, 19:51

Bardzo bym chciał, żeby taka interpretacja okazała się prawdziwa. Choć, moze i jestem pesymistą, obawiam się, że przyczyna jest bardzo prozaiczna...

Edi
środa, 9 października 2019, 14:50

Chodzą plotki, że Ślązak ma zostać ochrzczony jako ORP Admirał Andrzej Karweta.

asf
środa, 9 października 2019, 18:16

Ślązak już został ochrzczony...

jpr
środa, 9 października 2019, 14:45

Po pierwsze, trzeba usunąć agenturę wpływu z admiralicji. Być może, najprościej było by zastosować "wariant zerowy"... Po drugie - przypomnieć sobie pryncypia; czego przede wszystkim Polska potrzebuje w zakresie marynarki wojennej. Ustalono to już trafnie 25 lat temu, kiedy powstał projekt budowy 7 korwet. Polska ma 440 km granicy morskiej, która jest obecnie praktycznie nie broniona przed ew. "działaniami asymetrycznymi". Te 440 km granicy morskiej jest doskonale przenikliwe dla rozmaitej maści ew. "zielonych ludzików", którzy mogą sobie dosyć swobodnie podpłynąć na kutrach rybackich i innych zamaskowanych jednostkach, desantować się cichutko pod osłoną nocy i zlikwidować nasz dzielny NDR i inne ważne instalacje, zanim zorientujemy się, że zaczyna się otwarta agresja. Już sowiecka doktryna wojenna zakładała działania specnazu wyprzedzające ew. konflikt pełnoskalowy, a współczesna Rosja twórczo rozwinęła tę doktrynę. Polska potrzebuje więc flotylli jednostek zdolnych skutecznie patrolować te 440 km. granicy morskiej i przeciwstawić się ew. próbom wtargnięcia "zielonych ludzików" na uzbrojonych, ale zamaskowanych jednostkach nawodnych i podwodnych. Planowana flotylla 7 korwet miała temu służyć. Ale agentura wpływu po pierwsze wyeliminowała skutecznie ministra, który takie rozwiązania popierał, a następnie skutecznie, na 25 lat zablokowała i blokuje wszelkie działania idące w tym kierunku.

Hektor
środa, 9 października 2019, 19:34

Na te morskie "zielone ludziki" spokojnie wystarczyłoby odpowiednia liczba obsadzonych przez "morskich komandosów" szybkich kutrów w rodzaju szwedzkich Stridsbåt 90 H czy fińskich Jehu. Do tego na lądzie grupy komandosów w szybkich pojazdach terenowych do "polowania" na tych specnazowców, którym udało by się mimo wszystko wedrzeć na brzeg oraz do bezpośredniej osłony NDR-ów i innych ważnych instalacji. A z drugiej strony potrzebujemy wielu kutrów dywersyjnych w rodzaju północnokoreańskich/irańskich Taedong-B/Zulfikar i miniaturowych okrętów podwodnych w rodzaju północnokoreańskich Sang-O oraz masy innych "wynalazków" w rodzaju nieodżałowanego Błotniaka do tego by nasi komandosi mogli skrycie przenikać na teren "potencjalnego przeciwnika". Skoro, jak się wydaje, nie stać nas na marynarkę wojenną "z prawdziwego zdarzenia", to trzonem PMW powinno być coś na kształt morskiej części irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji. Polskie "budżetowe dziadostwo" sprawia, że właściwie pozostaje nam jedynie "morska wojna podjazdowa".

oskarm
środa, 9 października 2019, 18:54

jpr - temu służy sieć wspólnych posterunków MW / MOSG z radarami radary i głowicami termowizyjnymi.

asf
środa, 9 października 2019, 18:22

Tylko, że brak zakupów to nie kwestia admirałów, tylko tego, że politycy kasy nie chcą dać na nowe okręty. Zresztą rola polskiej Marynarki Wojennej jest mocno niedoceniana w u nas w kraju. Przeglądając dyskusje w internecie często pojawiają się komentarze "po co nam Marynarka, toż trzeba pilnować tzw. bramy smoleńskiej... "

Marek
środa, 9 października 2019, 19:39

To niestety prawda. Przyczyny upatruję w tym, że flota była przygotowywana na potrzeby wojny z Rosją i w 39r. przeciwko Niemcom nie była za bardzo przydatne, Go tego dołożyli się PRLowscy historycy, którzy wyskakiwali ze skóry żeby dołożyć Polsce przedwojennej no i działające tak samo komunistyczna propaganda. Dobrze by było, żeby sposób myślenia zaczął się wreszcie zmieniać.

Stary Grzyb
środa, 9 października 2019, 13:51

Ten artykuł po prostu trudno skomentować. Jeżeli "poważnymi i kosztownymi problemami" mają być takie np. Himalaje technologiczno-organizacyjno-finansowe, jak utrzymanie radiolatarni i oświetlenia lądowiska dla helikoptera oraz zorganizowanie grupy abordażowej, to chyba naszą "Marynarkę Wojenną" pozostaje wyłącznie rozwiązać, sztandary złożyć w muzeum, a zaoszczędzone środki przeznaczyć na inne rodzaje sił zbrojnych. Przykładowo, na rozbudowę i dosprzętowienie "Formozy", ze szczególnym uwzględnieniem zadań osłony morskiej infrastruktury energetycznej i portowej, zaś NDR podporządkować WRiA (w końcu artyleria nadbrzeżna jak najbardziej jest artylerią). Żal, żal du(p)szę ściska ...

Zaq
środa, 9 października 2019, 13:36

Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. A swoją drogą aż się prosi o dozbrojenie Slazaka jak w zalozeniach Gawrona i zbudowanie kolejnych 2-3 jednostek tej klasy.

Andrju
środa, 9 października 2019, 11:53

Polski nie stać na przyzwoitą marynarke dlatego powinna się skupić na okrętach ratowniczych, szkoleniowych dla młodych jako zaplecze dla flot handlowych, badawczych i dozoru granic. Bajki o okrętach podwodnych, fregatach, niszczycielach kończą się cyrkiem albo złomem.

Dumi
środa, 9 października 2019, 10:38

Rakiety camm mogą zostać zamontowane dopiero po podpisaniu umowy prrogr. Narwi zakładając, że wygra MBDA. To "grzech" nie wykorzystać tej możliwości;)

Polak
środa, 9 października 2019, 10:26

Jak nie wiedzą co z tą jednostką zrobić to przemianować na okręt ratownictwa morskiego skoro jest z nim problem jako środkiem bojowym. Poprawić szybkość, wzmocnić lądowisko. Zostawić jedno działko. Na ew. piratów wystarczy.

ANALiTYk
środa, 9 października 2019, 15:05

"Poprawić szybkość, wzmocnić lądowisko." - czyli proponujesz przebudowę okrętu jeszcze zanim oficjalnie zakończyła się jego budowa?! Brawo Polaki-myśliciele!

Były stoczniowiec
środa, 9 października 2019, 10:19

Do wszystkich "specjalistów' którzy określają OPV Ślązak jako starą jednostkę nie pojmują faktu że każdy system, każda rodzielnica, UPS, uzbrojenie, materiały pędne i smary czy inwentarz były i są przez stocznię lub ich podwykonawców wymieniane, konserwowane zgodnie z dokumentacją eksploatacyjną i wymaganiami postawionymi przez producentów poszczególnych systemów i sprzętów. Co więcej próby HAT, SAT, Z-O potwierdziły słuszność dbania o te podzespoły. Konserwacja malarska i przeglądy części podwodnej (pędnik, śruby nastawne) również były wykonywane. Okręt mimo wszystko jest wypieszczony dla MW, tylko jak napisano MW boi się przyjąć na stan OPV Ślązak, i takie przekonanie panowało / panuje w stoczni że dla nich (MW) najgorsze co mogło się wydarzyć to jednoznaczna decyzja o dokończeniu tego projektu, śmieszne a zarazem straszne !

Luke
środa, 9 października 2019, 03:58

Mysle ze dokonca roku bedzie ORP Slazak a jak nie to poprostu bedzie masakra

historia
środa, 9 października 2019, 02:36

oku w związku z kryzysem ekonomicznym Minister Spraw Wojskowych gen. Sikorski był zmuszony do ograniczenia zamówień: postanowiono zakupić jedynie 3 okręty podwodne. Przetarg na ich budowę wygrała francuska stocznia Chantiers et Ateliers Augustin Normand w Hawrze. Jednocześnie doszło do nacisków ze strony rządu francuskiego na rząd polski, by budowę okrętów podwodnych zlecić firmie Chantiers Navals Français, jej udziałowcem był bowiem Minister Spraw Zagranicznych Francji, Aristide Briand – Francuzi wykorzystali to, że w tym czasie ambasador Polski we Francji, Alfred Chłapowski, zabiegał o udzielenie pożyczki przez rząd francuski dla upadającego Banku Cukrownictwa, którego był prezesem. W wyniku tych nacisków, na spotkaniach w Inowrocławiu pomiędzy Sikorskim a Chłapowskim oraz pomiędzy Sikorskim a szefem KMW, kmdr. Świrskim przyjęto kompromisowe rozwiązanie: w stoczni Chantiers Navals Français, ze względu na jej brak doświadczenia w budowie okrętów podwodnych, nie będzie się zamawiać tych okrętów, zleci się jej natomiast wybudowanie dwóch niszczycieli[2][3]. Pertraktacje ze stocznią w sprawie umowy na budowę okrętów trwały od listopada 1925 roku. 16 marca 1926 roku Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów zaaprobował umowę na budowę dwóch niszczycieli i upoważnił kmdr. Świrskiego do jej podpisania. Umowa podpisana została 2 kwietnia 1926 roku w Paryżu, ze strony stoczni parafował ją jeden z jej udziałowców i zarazem dyrektor, inż. E. Dhôme. Cenę obydwu niszczycieli z uzbrojeniem i amunicją ustalono na 2 404 200 dolarów. Drugi z zamówionych okrętów – późniejsza „Burza”, miał być przekazany zamawiającemu w terminie 39 miesięcy od zawarcia umowy[2][4]. Plany konstrukcyjne „Burzy” bazowały na francuskich niszczycielach typu Bourrasque. Budowane okręty miały być wzorowane na francuskich niszczycielach „Orage” i „Ouragan”, należących do typu Bourrasque (Simoun), które Marine nationale zamówiła w Chantiers Navals Français w 1922 roku. Na życzenie strony polskiej do projektu okrętów wprowadzono szereg zmian, w celu wyeliminowania niedomagań konstrukcyjno-taktycznych m.in.: złego rozplanowania urządzeń okrętowych, braku podwójnego dna w żywotnych częściach okrętu, niewystarczającego uzbrojenia przeciwlotniczego[5][6]. W umowie przewidziano kary za opóźnienia w budowie, niedotrzymanie charakterystyk wyszczególnionych w specyfikacji oraz nagrody za osiągnięcie przez okręt lepszych niż zakładano charakterystyk. Określono sposoby płatności, szczegóły technicznego wykonania i odbioru budowanych okrętów, ubezpieczenia, gwarancji. Ustalono, że w razie nieporozumień pomiędzy stronami umowy rozstrzygać je będzie superarbiter wybrany przez sąd arbitrażowy przy Międzynarodowej Izbie handlowej w Paryżu. Jak się później okazało, paragraf zapewniający odwołanie do arbitrażu znalazł zastosowanie podczas budowy „Burzy”[7][8]. Nazwa[edytuj edytuj kod] Wyboru nazw („Wicher”, „Burza”) dla budowanych w Blainville niszczycieli, określanych wówczas jako kontrtorpedowce, dokonał Minister Spraw Wojskowych marsz. Józef Piłsudski rozkazem z dnia 27 lipca 1926 roku[9]. Zapożyczono je od nazw francuskich okrętów typu Bourrasque, będących pierwowzorami konstrukcji polskich niszczycieli: „Burza” odpowiada pod względem znaczenia nazwie niszczycieli „Orage” lub „Tempête”[10]. Wśród braci marynarskiej okręt nazywano nieformalnie „Ciotką Burzą” [11]. Opis konstrukcji[edytuj edytuj kod] Osobny artykuł: Niszczyciele typu Wicher. „Burza” pod względem konstrukcji i danych taktyczno-technicznych zaraz po wybudowaniu nie różniła się niemal zupełnie od bliźniaczego „Wichra”. Miała jedynie mniejszą wyporność standardową - 1400 ton i bojową – 1910 ton, wobec 1540 i 2010 ton „Wichra” [12][a]. W trakcie ponad 40-letniej służby okrętu, w związku z przebudowami i zmianami wyposażenia okrętu, jego wyporność ulegała zmianom[15], by pod koniec służby sięgnąć 2240,6 tony[16]. Długość całkowita okrętu wynosiła 106,9 metra[b], przy czym 104,8 metra na linii wodnej, a 100,9 metra pomiędzy pionami, największa szerokość – 10,5 metra[c], a zanurzenie – 3,5 metra[17][14](przy pełnym obciążeniu zanurzenie wzrastało do 3,8 metra[14]). Okręt miał stalowy kadłub, pokład w przedniej części był podniesiony o jeden poziom, na pokładach ustawione były trzy grupy nadbudówek. W przedniej nadbudówce znajdowało się m.in. główne stanowisko dowodzenia, stanowisko dalmierza oraz, w superpozycji do dziobowego stanowiska artylerii głównej nr 1, ustawiono na niej stanowisko artylerii głównej nr 2. Za nadbudówką znajdował się trójnożny maszt ze stanowiskiem obserwacyjnym. Za nim znajdowała się grupa nadbudówek z kuchniami, pomieszczeniami załogi oraz szybami wentylacyjnymi, która rozdzielona była przez trzy kominy. Na śródokręciu ustawione były dwa zespoły wyrzutni torpedowych, rozdzielone niewielką nadbudówką z reflektorem. Ostatnia grupa nadbudówek rufowych mieściła pomieszczenia dla personelu, kuchnię i urządzania wentylacyjne, znajdowało się na niej stanowisko nr 3 artylerii głównej, ustawione w superpozycji do stanowiska nr 4 oraz masz rufowy z antenami radiostacji. Na śródokręciu na wysokości kominów ustawione były żurawiki z łodziami okrętowymi[18]. Napęd okrętu zapewniały umieszczone w jednej maszynowni dwie grupy turbin Parsonsa, o łącznej mocy rzeczywistej 35 000 KM. Maksymalna ilość obrotów wału śrubowego przy biegu naprzód wynosiła 360 obr./min, a dla biegu wstecz – 225 obr./min. Umożliwiło to uzyskanie na próbach maksymalnej prędkości 33,8 węzła. Prędkość ekonomiczna wynosiła 15 węzłów, a zasięg przy prędkości ekonomicznej – 3000 Mm[19]. Okręty napędzały 2 trójłopatowe śruby[20]. Parę do napędu turbin generowały trzy kotły opłomkowe (typu Du Temple[21], Yarrow-Normand[22]), umieszczone w dwóch kotłowniach – dziobowej (jeden kocioł) i na śródokręciu (dwa kotły). Parę do centralnego ogrzewania i napędu urządzeń pomocniczych generował kocioł pomocniczy, znajdujący się w nadbudowie dziobowej. Zapas wody do kotłów stanowiło 97 m³ wody w zbiornikach. Zapas paliwa wynosił 330 ton ropy, zmagazynowanej w 8 zbiornikach[19][23]. Jednak ze względu na błędy konstrukcyjne część zapasu ropy i wody do kotłów nie mogła być wykorzystywana i musiała pozostać w zbiornikach jako płynny balast[24]. Kotły zbudowane były przez Chantiers Navals Français w Blainville, a turbiny przez Ateliers et Chantiers de la Loire w Saint Nazaire[19]. Uzbrojenie[edytuj edytuj kod] Działoczyny przy stanowisku artylerii głównej „Burzy”. Uzbrojenie okrętu w momencie przyjęcia do służby w 1932 roku stanowiły[25][19]: 4 armaty kalibru 130 mm Schneider-Creusot wz. 1924 (4 x I), ustawione w osi symetrii okrętu, osłonięte półotwartymi maskami (przedpiersiami) przeciwodłamkowymi. Maski zaopatrzone były w brezentowe osłony, chroniące marynarzy obsługi przed złymi warunkami atmosferycznymi. Masa działa z osłoną wynosiła 12,7 tony[26][27]. Zapas amunicji wynosił 500 sztuk[28]. 2 armaty kal. 40 mm Vickers-Armstrong wz. 28 (2 x I) na burtach na śródokręciu przy nadbudówce rufowej, na podstawach morskich R4SM. Masa z podstawą wynosiła 305 kg[29][30]. Zapas amunicji wynosił 1200 sztuk[28]. 6 wyrzutni torpedowych kal. 550 mm (2 x III), ustawionych w płaszczyźnie symetrii okrętu na śródokręciu, z reduktorami dla torped kal. 533,4 mm i 450 mm. Wyrzutnie dostosowane były do francuskich torped kal. 550 mm 1923D[31][d], po zastosowaniu reduktorów można było strzelać torpedami 533,4 mm Mk IX i torpedami 450 mm wz. A. Okręt przenosił 12 torped[28]. 2 wyrzutnie bomb głębinowych umieszczone w tunelach pod pokładem na rufie. Tunele zamykane były klapami, bomby wyrzucane przy pomocy napędzanych elektrycznie ślimacznic z łańcuchami Galla. Zapas stanowiło 20 bomb BH200. Dodatkowo na burtach w części rufowej ustawione były 2 miotacze bomb głębinowych Thornycrofta, z zapasem 10 bomb (po jednej na miotaczu i po 4 na stelażach obok). 2 pary torów minowych na rufie, na których ustawić można było do 60 min wz. 08. W trakcie służby uzbrojenie okrętu ulegało zmianom. Już w 1935 roku dodano dwa podwójnie sprzężone najcięższe karabiny maszynowe Hotchkiss kal. 13,2 mm z celownikami systemu Le Prieur DAC940, ustawione na podstawach morskich typu R4SM na skrzydłach mostka przy głównym stanowisku dowodzenia (GSD), które miały wzmocnić obronę przeciwlotniczą[33][34]. Zapas amunicji wynosił 10 tys. sztuk[28]. W tym samym roku usunięto natomiast miotacze bomb głębinowych Thornycrofta[17]. Po przebazowaniu do Anglii, w listopadzie 1939 roku, kolejnemu wzmocnieniu uległo uzbrojenie przeciwlotnicze: na platformach po obu stronach zejściówki do maszynowni na śródokręciu ustawiono dwa poczwórnie sprzężone karabiny maszynowe Vickers Mk III kal. 12,7 mm[35][e]. Monoblokowa lufa karabinu miała długość 762 mm i była chłodzona wodą. Lufy w zestawie ustawione były w płaszczyźnie pionowej jedna nad drugą, amunicja do każdej z nich podawana była taśmowo z magazynków bębnowych o pojemności 200 nabojów każdy. Karabiny miały kąt podniesienia od -5° do +80°, szybkostrzelność praktyczna wynosiła do 200 strzałów na minutę, a donośność pionowa do 1400 m. Masa zestawu wraz z podstawą wynosiła 1320 kg[33]. W trakcie remontu w maju 1940 roku okręt przezbrojono: usunięto tory minowe, podpokładowe zrzutnie bomb głębinowych oraz rufowy aparat torpedowy. W miejscu aparatu torpedowego ustawiono armatę przeciwlotniczą 76 mm 12 pdr Mk V na podstawie HA/LA IX**. Armata miała zamek klinowy, przystosowana była do amunicji zespolonej. Ładowanie, nastawianie na cel i odpalanie było ręczne. Armata miała kąt podniesienia od -5° do +90°, szybkostrzelność praktyczna wynosiła do 20 strzałów na minutę, a donośność pionowa do 6300 m. Masa działa wynosiła 1000 kg[37]. Ponadto zamontowano na rufie 2 rampowe zrzutnie bomb głębinowych, na bomby typu D i dodano 2 miotacze bomb głębinowych Thornycrofta[36]. Gruntowne przezbrojenie okrętu nastąpiło w trakcie remontów na przełomie 194942 roku, w związku ze zmianą funkcji okrętu na niszczyciel eskortowy. Na miejscu działa nr 1 zamontowano wyrzutnię pocisków głębinowych typu Hedgehog. Z wyrzutni można było wystrzelić 24 pociski o masie 15,75 kg z zapalnikiem uderzeniowym na odległość do 270 metrów przed dziób okrętu[19]. Na miejscu działa nr 3 zamontowano zestaw 4 armat przeciwlotniczych kal. 40 mm QF HA Mk VIII (1 x IV) („pom-pom”) na podstawie Mk VII[36]. Kąt podniesienia armat wynosił od –10 do +80°, donośność w pionie do ok. 3960 metrów, szybkostrzelność 96-98 strzałów na minutę. Armaty zasilane były z zasobników zawierających 112 nabojów i doładowywane kartridżami po 14 nabojów. Obrót i zmiana elewacji luf realizowana była automatycznie (elektryczno-hydraulicznie) lub ręcznie, odpalanie ręczne. Masa zestawu wynosiła 8,7 tony, obsługiwało go 8 marynarzy[38]. Usunięto karabiny maszynowe[f], na ich miejscu na skrzydłach pomostu i na śródokręciu, po obu stronach trzeciego komina, ustawiono na pojedynczych podstawach Mk III 4 armaty przeciwlotnicze kal. 20 mm Oerlikon Mk I (4 x I)[36][39][g]. Ich kąt podniesienia wynosił od –5° do +80°, donośność skuteczna w pionie do ok. 914 metrów, szybkostrzelność 450 strzałów na minutę, strzelca osłaniała stalowa tarcza o grubości 10 mm[41]. Dodano dwa kolejne miotacze bomb głębinowych Thornycrofta. Zapas bomb głębinowych zwiększono do 110 sztuk[36]. Po powrocie do kraju po zakończeniu wojny uzbrojenie okrętu zmieniono, co wynikało ze zmiany dostawcy uzbrojenia, którym wówczas stał się ZSRR, i nowej funkcji okrętu. Od 1955 roku artylerię główną, rozlokowaną tak jak w ustawieniu przedwojennym, stanowiły 4 działa B-34U kal. 100 mm. Armaty umieszczone były w półotwartych osłonach przeciwodłamkowych, masa pojedynczego zestawu wynosiła 12,5 tony. Armata miała lufę o długości 5600 mm, jej kąt podniesienia wynosił od –5° do +85°, a donośność dochodziła do 22 tys. metrów. Ładowano ją ręcznie, odpalano ręcznie lub elektrycznie[42]. Artylerię przeciwlotniczą stanowiły 4 podwójne działa W-11M kal. 37 mm ustawione na skrzydłach pomostu i nadbudówki rufowej. Były to armaty automatyczne, o szybkostrzelności 150 strzałów/min., kąt elewacji luf wynosił od –10° do +85° a donośność w pionie – 4000 metrów. Masa działa wraz z podstawą wynosiła 1350 kg[43]. Ponadto okręt uzbrojony był w pojedynczą ramową zrzutnię bomb głębinowych B-1 na rufie i 4 miotacze bomb głębinowych Thornycrofta[h], na rufie ustawiono też 2 tory minowe dla 60 min wz. 08/39[45][16]. Po przekształceniu okrętu na okręt-muzeum zamiast działek W-11M kal. 37 mm ustawiono na okręcie pojedyncze działka 70-K kal. 37 mm[16]. Wyposażenie[edytuj edytuj kod] Obsługa dalmierza na „Burzy”. Niszczyciel wyposażony był w radiostacje: główną SM1K, krótkofalową RKD/K oraz alarmową Y, a także radionamiernik R-J. Posiadał echosondę Challenger MS IV, dalmierz na pomoście bojowym [46] oraz hydrofony ultradźwiękowe Ultra-Sonor[36]. W trakcie służby wyposażenie elektroniczne ulegało zmianom. W maju 1940 roku okręt otrzymał ASDIC typu AS 30 DCs. W lipcu 1941 roku na miejscu dalmierza zamontowano radar kierowania ogniem typu 285[47][23][i], który w trakcie modernizacji okrętu w 1942 roku zastąpiono radarem typu 291. Ponadto w 1942 roku na platformie dalmierza ustawiono radar wykrywania nawodnego typu 271 w charakterystycznej pleksiglasowej obudowie. W tym też czasie okręt wyposażono w system identyfikacji „swój-obcy” typu 252, zaś na bocznych powierzchniach maski działa nr 2 zamontowano po dwie prętowe wyrzutnie flar oświetlających. W kwietniu 1943 roku radionamiernik na przedniej ścianie pomostu wymieniono na nowszy, typu MF/DF, zaś na rufie ustawiono maszt z radionamiernikiem wysokiej częstotliwości HF/DF (Huff-Duff)[36]. „Burza” po zakończeniu działań wojennych powróciła do kraju bez wyposażenia radioelektronicznego. W trakcie przebudowy zainstalowano na niej stacje radiolokacyjne typu Gjuis1M4, Neptun, Lin, sonar typu Tamir 5N, systemy kierowania ogniem typu Moskwa i Kolco[16], radiostacje typu R-641 i R-609[39]. Na wyposażenie ratunkowe składały się wykonane w Warsztatach Portowych MW: 7-metrowy welbot, motorówka oficerska, dwie motorówki okrętowe i mała jola motorowa, ustawione na śródokręciu na wysokości kominów[48]. Po remoncie powojennym na okręcie pozostawiono jedną małą szalupę wiosłową i motorówkę, dodano natomiast 10 tratw ratunkowych, rozmieszczonych po cztery na nadbudówce głównej i na stelażach na wysokości drugiego komina, oraz dwóch przy nadbudówce rufowej[49]. Od 1937 roku okręt wyposażony był w 12 pław dymnych i trał ochronny[15] Przewidziana etatem załoga miała składać się z 10−12 oficerów oraz 150 podoficerów i marynarzy[22], w trakcie działań wojennych liczba osób zaokrętowanych wzrosła do 172[49][19]. Malowanie[edytuj edytuj kod] Początkowo, po przekazaniu okrętu MW, burty kadłuba ponad linią wodną, nadbudówki, kominy, maszty, uzbrojenie, osprzęt ratunkowy i wyposażenie pokładowe były pomalowane jasnoszarą farbą, pokłady pomalowano farbą szarą, o odcieniu ciemniejszym niż ta, którą pomalowano burty i nadbudówki. Część kadłuba poniżej linii wodnej okrętu oraz podwodne części kadłubów łodzi motorowych były koloru rdzawoczerwonego (minia). Pas na linii wodnej, kołpaki kominów i kotwice pomalowane były na czarno. Drewniane elementy szalup i łodzi ratunkowych (nadburcia, górne części pawęży, stery, ławki, gretingi i wiosła) pozostawiono w naturalnym kolorze drewna, części wewnętrzne ich kadłubów pomalowane były na kolor biały, natomiast zewnętrzne części kadłubów szalup pomalowano na kolor jasnoszary[50]. W związku z tym, że odcień farby, którą pomalowano „Burzę” w stoczni okazał się jaśniejszy niż tej, którą pomalowany był „Wicher”, co okazało się po przybyciu okrętu do Gdyni, okręt musiał być w ekspresowym tempie (w przeddzień rejsu do Szwecji) przemalowany na kolor odpowiadający kolorowi farby „Wichra”[50][51]. Okręt otrzymał znak burtowy „B”, namalowany na obu burtach w części dziobowej. Litery namalowane były białą farbą, miały czarne cienie i wysokość ok. 3 metrów. W 1938 roku, w związku ze zmianą przepisów o symbolach identyfikacji okrętów, zamalowano białe litery „B” na burtach. Po przybyciu do Wielkiej Brytanii we wrześniu 1939 roku na burtach na wysokości GSD oraz na rufie namalowano kolorem czarnym przypisany okrętowi znak taktyczny: H 73[50]. W służbie od 3 kwietnia 1955 do 31 maja 1959 roku okręt miał przypisany znak taktyczny N-52, przy czym na burcie wymalowana była tylko liczba „52”[52][50]. Po remoncie okrętu, który miał miejsce po przybyciu do Wielkiej Brytanii od listopada 1939 do stycznia 1940 roku, cały okręt przemalowano na kolor ciemnoszary. Jedynym nietypowym dla tego standardowego malowania okrętów Royal Navy elementem była fala koloru białego, namalowana na dziobie tuż przy linii wodnej, która miała utrudnić przeciwnikowi prawidłową ocenę szybkości płynącego okrętu. W czerwcu 1940 roku okręt otrzymał dwubarwny kamuflaż typu Western Approaches – tworzyły go geometryczne, białe lub szaroniebieskie segmenty. Po remoncie, który skończył się we wrześniu 1942 roku, zmieniono malowanie „Burzy” na kamuflaż typu Reversed Western Approaches, również dwukolorowy, biały i szaroniebieski. Po przejściu do zadań szkolnych w 1944 roku okręt przemalowano na jednolity, szary kolor, który, po zakończeniu działań wojennych, zmieniono na jasnoszary[50]. Po powrocie do kraju i przebudowie w kwietniu 1955 roku „Burza” malowanie okrętu uległo zmianie. O ile część podwodna i pas na linii wodnej pozostały w tych samych kolorach (odpowiednio – minii i czarnym), to elementy nadwodnej części kadłuba pomalowano na kolor ciemnoszary, zaś pokłady na kolor ceglastobrązowy. Ponadto tuż nad czarnym pasem linii wodnej domalowano cienki, biały paseczek, zaś na burcie, cofnięty w stosunku do GSD, pojawił się znak taktyczny „52”, namalowany białą farbą z czarnym cieniowaniem. Kapy kominów pozostały w kolorze czarnym, tratwy ratunkowe natomiast otrzymały kontrastowe, czerwono-białe barwy. W roku 1960 wzór malowania zmienił się: pokłady okrętu przemalowano na kolor ciemnoszary, z burt znikł numer taktyczny (w związku ze zmianą numeru na „272”). Takie malowanie okręt zachował do końca swej służby, także po przejściu do roli okrętu-muzeum[53]. Budowa[edytuj edytuj kod] ORP „Burza” przed wodowaniem, 16 kwietnia 1929 r. Stępkę pod budowę „Burzy” położono 1 listopada 1927 roku na pochylni w Blainville. Jednocześnie z pracami nad kadłubem rozpoczęto prace przy budowie turbin, na zlecenie głównego wykonawcy realizowane przez Ateliers et Chantiers de la Loire w Saint-Nazaire[54]. Nad budową okrętu czuwała komisja nadzoru budowy okrętów polskich we Francji. Jej przewodniczącym był kmdr por. inż. Xawery Czernicki, a zastępcą kmdr por. inż. Stanisław Rymszewicz. Bezpośrednio budowę „Burzy” nadzorowali st. bosman Józef Wojtkowiak, kmdr por. inż. Aleksander Rylke (odpowiedzialny za sprawy kadłubowe), kmdr ppor. inż. Alojzy Czesnowicki (turbiny), por. mar. inż. Zbigniew Wroczyński (kotły), kpt. mar. inż. Witold Szulc (maszyny główne i pomocnicze)[54]. Budowa turbin od początku napotykała problemy – już w listopadzie 1927 roku stwierdzono pęknięcie nadlewu statora turbiny wysokoprężnej prawej burty. Komisja nadzorcza zgodziła się na propozycję stoczni, by zreperować tą część. W kwietniu następnego roku stwierdzono wady (porowatość) w wykonaniu statorów innych turbin. Części te zostały odrzucone przez Komisję, stocznia musiała więc wykonać nowe statory, co spowodowało kilkunastotygodniowe opóźnienie w budowie turbin. Gotowe turbiny dostarczono do Blainville dopiero w kwietniu 1929 roku[54]. Do opóźnień doszło także przy budowie kadłuba i kotłów. Opóźnienia te wynikały z przerw w pracy, związanych ze strajkami pracowników stoczni w Blainville, silnymi mrozami na przełomie roku 1927/1928 oraz kłopotami finansowymi stoczni, które zakończyły się jej upadłością. Ostatecznie stocznia trafiła pod zarząd sądowy, a rząd francuski, którego prestiż został zagrożony w związku z widmem niezrealizowania zamówienia na uzbrojenie dla sojusznika, zapewnił kredyty na kontynuację realizacji kontraktu z rządem polskim. Wstrzymanie prac związane z ogłoszeniem upadłości stoczni przyczyniło się do blisko trzymiesięcznego, w stosunku do harmonogramu, opóźnienia w budowie „Burzy” [54]. Także budowa kotłów uległa opóźnieniu. W październiku 1928 roku stwierdzono defekty w odlewie dennicy kolektora kotła nr 3, który, w związku z koniecznością wykonania nowego odlewu, został zamontowany dopiero po wodowaniu okrętu. Podczas prób wstępnych kotłów stwierdzono poważne usterki w wykonaniu skraplaczy, które w związku z tym na żądanie strony polskiej musiały być wykonane od nowa. W rezultacie prace przy skraplaczach i turbinach przeciągnęły się do stycznia 1930 roku[54]. Pomimo problemów, wiosną 1929 roku prace przy budowie „Burzy” były na tyle zaawansowane, że na 12 kwietnia wyznaczono termin wodowania okrętu. Na uroczystości w stoczni Blainville stronę polską reprezentowali radca ambasady polskiej w Paryżu Anatol Mühlstein, attaché wojskowy i morski płk Błeszyński oraz szef KMW kmdr Świrski wraz z członkami komisji nadzorczej. Ze strony francuskiej wystąpili adm. Brisson w imieniu ministerstwa marynarki oraz prezes Chantiers Navals Française adm. Dumesnil i dyrektor Le Boullenger. Matką chrzestną została żona płk. Błeszyńskiego, pani A. Błeszyńska. Przebieg wodowania był pomyślny, w przeciwieństwie do wodowania „Wichra”, który utknął na płozach pochylni i musiał być ściągnięty przez holowniki[54][55]. Uroczystość podniesienia bandery na ORP „Burza”. W lipcu 1930 roku, w związku z dużym zaawansowaniem prac konstrukcyjnych, KMW powołało komisję, która miała dokonać odbioru okrętu. W jej skład weszli: kmdr Czesław Petelenz (którego później w charakterze przewodniczącego zastąpił kmdr por. Włodzimierz Steyer), kmdr por. Aleksander Rylke, kmdr ppor. inż. Franciszek Bomba, kmdr ppor. Bolesław Sokołowski i kpt. mar. inż. Władysław Wolski. 22 sierpnia 1930 roku stocznia oficjalnie zgłosiła, że „Burza” jest gotowa do prób odbiorczych – oznaczało to ponad roczne opóźnienie w stosunku do warunków umowy. Tego dnia, podczas rejsu z Blainville do arsenału w Cherbourgu, odbyły się też pierwsze próby, w ich trakcie okręt obsadzony był francuską załogą pod dowództwem captaine de frégate Gibaulta. Po ich przeprowadzeniu stwierdzono deformacje, przekraczające dopuszczalną tolerancję, kolektorów parowych wszystkich trzech kotłów. W wyniku dochodzenia ustalono, że przyczyną było wadliwe wyżarzenie walczaków, które przeprowadził po nitowaniu podwykonawca, zakłady Schneider-Creusot. Komisja odbiorcza nie chciała przyjąć kotłów z tak poważnymi usterkami, o ile wykonawca nie przedłuży gwarancji dla kotłów nr 1 i 2 oraz nie dostarczy zapasowego kotła, na zastępstwo dla najbardziej wybrakowanego kotła nr 3. Na takie warunki przedstawiciele stoczni nie wyrazili zgody, w związku z tym komisja odrzuciła wszystkie kotły. Stocznia od tej decyzji odwołała się do sądu arbitrażowego. Superarbiter, którym wyznaczony został emerytowany oficer Royal Navy, kadm. inż. Mark Rundle, uznał wszystkie trzy kotły za wadliwie wykonane i w orzeczeniu wydanym 2 lutego 1930 roku potwierdził zasadność decyzji polskiej komisji odbiorczej. Orzeczenie to zobowiązywało stocznię do wymiany kotłów, do czego stocznia niezwłocznie przystąpiła. Wybudowanie nowych kotłów, demontaż starych i zamontowanie nowych miało potrwać około roku, co oznaczało kolejne opóźnienie w przekazaniu okrętu Polsce[56]. Próby odbiorcze wznowiono 11 lutego 1932 roku. W ich trakcie stwierdzono kolejne fuszerki w wykonaniu okrętu, niektóre z nich miały znamiona sabotażu ze strony robotników portowych[j][57][58]. W trakcie prób doszło także do kolizji z bliźniaczym niszczycielem francuskim, zaś podczas prób prędkości doszło do awarii prawej śruby, która została uszkodzona przez urwaną osłonę wału[59]. Poprawki usterek i uszkodzeń trwały do czerwca, w lipcu odbyły się ostatnie próby. W tym czasie, 7 lipca, na poligonie pod Cherbourgiem zatonął okręt podwodny „Prométhée”, również będący w trakcie prób odbiorczych. Załoga „Burzy” na życzenie prefektury określiła za pomocą echosondy pozycję zatopionego okrętu i oznaczyła je bojką. Ponieważ próby odbiorcze przebiegły pomyślnie, 10 sierpnia 1932 roku na „Burzy” uroczyście podniesiono banderę polskiej Marynarki Wojennej. Dokonał tego bosman Stanisław Mielnik, który w ten sposób został uhonorowany za wybitny wkład pracy w nadzór nad budową i odbiór okrętu[60]. Budowa okrętu trwała 6 lat, 3 miesiące i 12 dni – o 33 miesiące dłużej, niż przewidywał to harmonogram przyjęty wraz z umową[61]. „Burza” pod dowództwem kmdr. ppor. Bolesława Sokołowskiego 15 sierpnia 1932 roku udała się w rejs do Brestu, gdzie pobrano amunicję, a stamtąd do Gdyni, do której przybyła 19 sierpnia[60]. Służba[edytuj edytuj kod] Okres przedwojenny[edytuj edytuj kod] Stalowi ambasadorzy – OORP „Burza” i „Wicher” podczas wizyty w Kilonii w 1935 roku. Z lewej strony nabrzeża lekki krążownik Kriegsmarine typu K. Widok z platformy reflektora na GSD i pokład dziobowy. Po przybyciu do Gdyni załoga okrętu włączyła się w przygotowania do wizyty zagranicznej, którą eskadra polskiej floty (w jej składzie miały być obydwa nowo wybudowane niszczyciele i 3 okręty podwodne) miała złożyć w Sztokholmie. W ramach tychże przygotowań niezbędne okazało się przemalowanie okrętu, ponieważ farba, jaką go pomalowano, była jaśniejsza od tej, którą pomalowany był bliźniaczy „Wicher”. Wizyta trwała od 25 do 29 sierpnia 1923 roku. W jej trakcie na pokładzie „Burzy” odbyły się przyjęcia, wydane przez kmdr. Unruga dla dowódców szwedzkich okrętów i dla szwedzkich podoficerów. Po powrocie do Gdyni załoga przystąpiła do ćwiczeń w celu uzyskania pełnej sprawności bojowej. 29 czerwca 1933 roku okręt wziął udział w urządzonej z okazji Święta Morza defiladzie na gdyńskiej redzie. W dniach 24-29 czerwca 1934 roku Dywizjon Kontrtorpedowców, w którego składzie była „Burza”, z kadm. Unrugiem odbył kurtuazyjną wizytę w Leningradzie. Była to pierwsza wizyta polskich okrętów w portach radzieckich – okręty zawinęły początkowo do Kronsztadu, później przepłynęły do ujścia Newy. Kmdr Unrug odbył podróż do Moskwy na spotkanie z dowództwem MW ZSRR[62]. Tego roku „Burza” zawitała też z nieoficjalną wizytą w Kopenhadze[63]. W roku 1935 zaś, na zaproszenie władz niemieckich, okręty dywizjonu odwiedziły Kilonię podczas organizowanych corocznie regat Kieler Woche. Tego roku „Burza” wraz ze swym matelotem odwiedziła też Helsinki (7-10 lipca) oraz Tallin (17-20 lipca). Częste wizyty zagraniczne spowodowały, że okręty Dywizjonu określać poczęto mianem „stalowych ambasadorów”. Poza prezentowaniem bandery rejsy na wizyty kurtuazyjne miały na celu zacieśnianiu przyjacielskich relacji z krajami bałtyckimi, zaznajomienie załóg z akwenami, na których miałyby działać podczas potencjalnego konfliktu oraz przygotowanie gruntu do nawiązania współpracy – pod względem możliwości korzystania z baz państw nadbałtyckich[62][64]. 6 sierpnia Dywizjon KT pod dowództwem kmdr. Steyera wyruszył w kolejną podróż, tym razem do Kopenhagi. W trakcie podchodzenia do Langeline „Burza” przeszła zbyt blisko jednej z pław wyznaczających tor wodny i lekko uszkodziła sobie jedną ze śrub[65]. W marcu 1937 roku „Burza” została wyznaczona jako okręt, który miał reprezentować Marynarkę Wojenną podczas rewii morskiej w Spithead, mającej uświetnić koronację Jerzego VI na króla Wielkiej Brytanii. W ramach przygotowań do tej wizyty okrętowe mesy zostały wyposażone w elementy wystroju reprezentacyjnego: obrazy ścienne, świeczniki, żardinierki, patery na wizytówki, zastawy srebrne i porcelanowe. 15 maja okręt opuścił Gdynię i przez cieśniny duńskie, Morze Północne i Kanał La Manche 18 maja dotarł do Portsmouth. Po przybyciu dowódca okrętu, kmdr ppor. Władysław Kodrębski złożył wizytę głównodowodzącemu w bazie Portsmouth, adm. Williamowi Fisherowi na HMS „Victory”. 20 maja zgromadzone na rewię okręty oddały salut królowi Jerzemu VI, który przybył na jachcie „Victoria & Albert” odebrać defiladę. Dowódcy okrętów zostali zaproszeni na pokład jachtu na spotkanie z królem. Wieczorem „Burzę” odwiedził natomiast minister spraw zagranicznych Józef Beck w towarzystwie innych członków polskiej delegacji. W kolejnych dniach załoga okrętu wzięła udział w przyjęciach na lądzie i wycieczkach. Wizyta zakończyła się 23 maja, okręt powrócił do Gdyni trzy dni później[66][67]. W sierpniu 1937 roku okręt odwiedził jeszcze Tallin i Rygę[66]. OORP „Burza” i „Wicher” przy nabrzeżu w Kopenhadze w 1934 roku. Zimą 1937 roku na okręcie dokonano przeróbek, polegających m. in. na wzmocnieniu falochronu na dziobie, wmontowaniu poręczy na pomoście nawigacyjnym, wymianie części rur, wyposażeniu okrętu w 12 pław dymnych (6 przy aparatach torpedowych, 6 pod platformą dalmierza) oraz w trał przeciwminowy[15]. Rozpoczęto też opracowywanie planów przebudowy i przezbrojenia okrętu, tak by upodobnić jego sylwetkę do sylwetki okrętów typu Grom, zunifikować uzbrojenie obydwu typów niszczycieli oraz wzmocnić jego uzbrojenie przeciwlotnicze. Przebudowę tę zaplanowano na lata 1940-1942[68][24]. W marcu 1939 roku okręty Dywizjonu KT postawiono w stan gotowości bojowej w związku z aneksją Kłajpedy, jakiej dokonały Niemcy, i związanymi z nią manewrami okrętów Kriegsmarine na Bałtyku. Obawiano się, czy przy okazji podobny los nie spotka także Gdańska, mającego wówczas status wolnego miasta. Gdy napięcie zmalało, stan gotowości bojowej obniżono. W połowie miesiąca „Burza” wyszła z portu na spotkanie ORP „Sęp”, który na poligonie Horten u wybrzeży Norwegii odbywał próby zdawczo-odbiorcze. W związku z obawami, że w razie wybuchu wojny budowany w Holandii okręt zostanie odcięty od kraju, miano go sprowadzić jeszcze przed zakończeniem prób. 16 kwietnia „Burza” dobiła do „Sępa”, przekazała na niego niezbędną załogę i uzbrojenie, a następnie eskortowała go do Gdyni[69][70]. Przejście do Anglii[edytuj edytuj kod] Okręty Dywizjonu Kontrtorpedowców w trakcie realizacji planu „Peking”. „Burza” widoczna na końcu szyku, za rufą „Groma”. Na wypadek wojny, w celu zachowania okrętów zagrożonych zniszczeniem w konfrontacji z przeważającymi siłami Luftwaffe i Kriegsmarine, KMW w porozumieniu z Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych opracowało plan przebazowania niszczycieli Dywizjonu KT tuż przed rozpoczęciem działań wojennych do portów Wielkiej Brytanii. Plan zrealizować miały OORP „Błyskawica”, „Grom” i „Burza”. 30 sierpnia 1939 roku dowódca „Burzy”, kmdr ppor. Stanisław Nahorski, został wezwany na pokład „Błyskawicy” na odprawę u dowódcy Dywizjonu, kmdr por. Romana Stankiewicza, na której poinformowany został o planie i o tym, że wydano rozkaz jego natychmiastowego wykonania. O godz. 14:15 okręty Dywizjonu odkotwiczyły i w szyku torowym, który zamykała „Burza”, wyruszyły w drogę do Anglii. Załoga dopiero w trakcie rejsu została poinformowana o celu rejsu. Podczas przejścia do Anglii Dywizjon był kilkukrotnie zaobserwowany przez okręty Kriegsmarine na wodach Bałtyku i u wrót do cieśnin duńskich, a na wodach Skagerraku był śledzony przez niemieckie samoloty i okręt podwodny U-19. W nocy 31 sierpnia polskim okrętom udało się zgubić prześladowców, natomiast rankiem 1 września przez radio dotarła informacja o wybuchu wojny. Około południa nad okrętami pojawił się samolot Coastal Command. Na wschód od wyspy May, na pozycji 56°07′00″N 1°42′00″W o godzinie 12:58 1 września nastąpiło spotkanie z brytyjskimi niszczycielami HMSS „Wallace” i „Wanderer” pod dowództwem cdr. Reginalda F. Morice’a, które odprowadziły polskie okręty do Leith[71][72][73]. Pierwsze akcje na wodach wokół Wysp Brytyjskich[edytuj edytuj kod] W drodze do Leith 1 września o godz. 14:20 na okrętach odebrano sygnał „Smok”, oznaczający rozpoczęcie działań wojennych przeciwko Niemcom. Ponieważ Wielka Brytania nie była jeszcze w stanie wojny z Niemcami, okręty polskie Brytyjczycy traktowali jako przybyłe z kurtuazyjną wizytą[74]. Gdy 3 września 1939 roku Wielka Brytania przystąpiła do wojny, okręty polskie mogły wejść do akcji u boku Royal Navy. Tego dnia „Burza” wraz z pozostałymi okrętami Dywizjonu przeszła do Rosyth. W wyniku uzgodnień co do wykorzystania polskich okrętów, jakie miały miejsce w Londynie 3-4 września pomiędzy Pierwszym Lordem Admiralicji, W. Churchillem i Pierwszym Lordem Morskim, adm. D. Poundem a dowódcą Dywizjonu KT, zdecydowano przydzielić polskie okręty do dyspozycji dowództwa „Western Approaches”. W związku z tym na okręty załadowano wyposażenie, niezbędne do służby w warunkach atlantyckich (m.in. odpowiednią odzież), oraz zaokrętowano angielskich sygnalistów i oficerów łącznikowych, aby zapewnić skuteczną komunikację pomiędzy polskimi i brytyjskimi okrętami. Okręty otrzymały brytyjskie numery taktyczne („Burza” – H73). 6 września okręty Dywizjonu wyruszyły w rejs do Plymouth trasą wokół północnych wybrzeży Wysp Brytyjskich[74][75], po drodze, na wieść o U-Boocie dostrzeżonym na północ od Aberdeen, zostały skierowane do przeczesania tego rejonu, jednak nieprzyjacielskiego okrętu nie zlokalizowano. Podczas rejsu 7 września w cieśninie Little Minch, pomiędzy Szkocją a Hebrydami Zewnętrznymi z niszczycieli zaobserwowano okręt podwodny [k], na który wykonano zespołowy atak bombami głębinowymi{{#tag:refW polskim piśmiennictwie znaleźć można stwierdzenie, że był to pierwszy atak na U-Boota w czasie II wojny światowej, jednak nie jest ono zgodne z prawdą, bowiem pierwsze ataki na U-Booty okręty alianckie wykonały już 3 września[71]. Po ataku na powierzchni pojawiła się ogromna plama ropy, co załogi wzięły za dowód uszkodzenia lub prawdopodobnego zniszczenia atakowanego okrętu[77]. Z powojennych analiz rozmieszczenia U-Bootów wynika jednak, że w rzeczonym czasie na tym akwenie nie przebywał żaden z nich[78]. Dywizjon zawinął do portu przeznaczenia 8 września. Tutaj polskie okręty wizytowali premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill oraz adm. Martin Dunbar-Nasmith, dowódca „Western Approaches”. Zadaniem polskich niszczycieli miało być eskortowanie konwojów kursujących wzdłuż południowych wybrzeży Wysp, od Cieśniny Kaletańskiej do zachodniego wejścia do Kanału La Manche. W międzyczasie okazało się, że „Burza” wymaga wizyty w stoczni, w celu dokonania napraw, które przeciągnęły się do 21 października 1939 roku[79]. Ponieważ w Admiralicji powstało podejrzenie, że wody neutralnej Irlandii są wykorzystywane przez niemieckie U-Booty i statki je zaopatrujące, postanowiono, że w celu przeciwdziałania należy wysłać tam patrole okrętów nawodnych. Jednocześnie obawiano się, że ewentualne naruszenie wód terytorialnych przez patrolujące okręty brytyjskie może pogorszyć stosunki polityczne pomiędzy obydwoma krajami. Zdecydowano więc na wysłaniu na patrol irlandzki polskiego Dywizjonu KT. 22 października 1939 roku „Burza” i pozostałe niszczyciele Dywizjonu wyszły z Plymouth i następnego dnia o godzinie 13:30 osiągnęły wyznaczony rejon patrolowania na wysokości latarni morskiej Schelling Rocks. Od 24 do 26 października okręty patrolowały rejony od południowo-zachodniego krańca wyspy po Achill Head – w ciągu dnia zespołowo, nocą każdy okręt samodzielnie. Po uzupełnieniu paliwa w Belfaście 28 października okręty wyruszyły w rejs powrotny przez Kanał Północny i 29 października zawinęły do Plymouth[80]. W związku z tym, że polskie okręty nie posiadały sonarów, a ich stosunkowo niewielki zasięg i mała stateczność ograniczały przydatność w oceanicznej służbie konwojowej w rejonie „Western Approaches”, Admiralicja doszła do wniosku, że silna artyleria polskich okrętów będzie bardziej przydatna w zwalczaniu nawodnych okrętów Kriegsmarine, urządzających wypady i minujących wody Kanału La Manche i Morza Północnego. Dlatego zdecydowano o przebazowaniu Dywizjonu KT do Harwich. Polskie okręty dotarły tam 30 października 1939 roku[79][81]. Przydzielono je do 22. Flotylli Niszczycieli (niszczyciele HMSS „Exmouth”, „Ilex”, „Imperial”, „Isis”, „Keith”, pod dowództwem komandora R.S. Bensona, z podległością do „Nore Command”, wadm. sir H.S. Brownrigg) – polskie niszczyciele wraz z HMS „Keith” utworzyły 44 Dywizjon tej Flotylli[l]. Nowe obowiązki obejmowały zabezpieczanie żeglugi kabotażowej u południowo-wschodnich wybrzeży Wysp oraz patrole na Morzu Północnym u wybrzeży Niemiec i Holandii. Na pierwszy z patroli, od Dover do Zatoki Helgolandzkiej, polska trójka wyruszyła 1 listopada w towarzystwie HMS „Keith”, jednak obyło się bez kontaktu z nieprzyjacielem. W dniach 11-13 listopada „Grom” z „Burzą” eskortowały konwój FN-35 do Hull[84][85]. 17 listopada wszystkie okręty Dywizjonu KT udały się do Rosyth, gdzie załogi polskich niszczycieli i okrętów podwodnych tam bazujących, odwiedził premier RP gen. Władysław Sikorski. Po powrocie do Harwich, 21 listopada „Burza” wraz z czterema innymi niszczycielami flotylli udała się na kolejny patrol. W jego trakcie idący tuż przed nią w szyku niszczyciel HMS „Gipsy” wszedł na minę magnetyczną i zatonął. „Burza” wysłała łodzie, które uratowały część załogi zatopionego okrętu. Po powrocie z patrolu „Burza” została skierowana do stoczni w Chatham na remont połączony z przezbrojeniem. Remont ten potrwał do 10 stycznia 1940 roku, po czym „Burza” dołączyła do pozostałych polskich niszczycieli, które w międzyczasie włączono do dowodzonej przez kmdr. G. Creasy’ego 1. Flotylli Niszczycieli[m][85]. Służba patrolowa trwała ponad miesiąc, z przerwą na instalację kabla demagnetyzacyjnego. W trakcie jednego z patroli 20 lutego zauważono U-Boota, na którego przeprowadzono, nieskuteczny jak się później okazało, atak bombami głębinowymi[79]. 6 marca wraz z niszczycielami „Błyskawica”, HMSS „Keith” i „Boadicea” „Burza” osłaniała pomocniczy stawiacz min HMS „Hampton”, który postawił zagrodę minową wzdłuż południowo-wschodniego wybrzeża Anglii. 22 marca przydzielono ją do eskorty 3 francuskich okrętów podwodnych: „Antiope”, „Amazone” i „Sibylle” oraz ich okrętu-bazy „Jules Verne”, płynących z Brestu do Harwich. 29 marca „Burza” wraz „Błyskawicą”, „Gromem”, HMSS „Grenade” i „Gurkha” przeprowadziły patrol w rejonie Terschelling, z którego powróciły do bazy 31 marca. 1 kwietnia podobny patrol odbył się w rejonie ujścia Tamizy – w obydwu przypadkach nie napotkano nieprzyjaciela. Po powrocie polskie niszczyciele zostały oddane do dyspozycji dowódcy Home Fleet i w związku z tym zostały przebazowane do Rosyth[85][88]. Kampania norweska[edytuj edytuj kod] Przebazowanie miało związek z planowanymi operacjami alianckimi na wodach Norwegii. Brytyjska Admiralicja planowała zablokować transport rud żelaza z norweskiego portu Narwik do Niemiec przez postawienie zagród minowych na trasach frachtowców na wodach terytorialnych Norwegii (operacja „Wilfried”) oraz wspomóc Finlandię, toczącą wojnę z ZSRR, przez wysadzenie sił ekspedycyjnych w północnej Norwegii, którędy można by dostarczyć pomoc dla walczących Finów (plan R4). W tym samym czasie Niemcy planowali dokonać inwazji Danii i Norwegii (operacja „Weserübung”, m.in. aby zabezpieczyć dostawy surowców[89][90]. 4 kwietnia 1940 roku „Burza” w składzie Dywizjonu KT asystowała krążownikom HMSS „Arethusa” i „Galatea” (z 2. Eskadry Krążowników, pod dowództwem wadm. Georga Edwarda-Collinsa) udającym się na Morze Północne, gdzie miały eskortować krążowniki HMSS „Berwick”, „York”, „Glasgow” i „Dewonshire”, transportujące oddziały desantowe przeznaczone do zajęcia norweskich portów Bergen i Stavanger. Ponieważ alianci wykryli ruchy Kriegsmarine, związane z operacją „Weserübung”, które uznali za próbę wyjścia rajderów na Atlantyk, operacja została odwołana, a zespół 2. Eskadry krążowników i okrętów Dywizjonu KT skierowano na patrol w celu przechwycenia przeciwnika. Ponieważ nieprzyjacielskich okrętów nie napotkano, polskie okręty powróciły do Scapa Flow[91][90][92]. Pomiędzy 7 a 12 kwietnia okręty Dywizjonu KT dołączyły do eskorty konwoju HN-24, płynącego z Bergen do Szkocji i przewożącego m.in. ewakuowane z Norwegii przed spodziewaną inwazją zasoby finansowe banków[92][93]. W związku ze stratami, jakie lekkie siły nawodne aliantów poniosły pod Narwikiem, Admiralicja poleciła, aby Dywizjon KT wzmocnił siły alianckie w tym rejonie. 19 kwietnia 1940 roku polskie niszczyciele wyruszyły ze Scapa Flow do fiordów norweskich. Rejs odbywał się w bardzo ciężkich warunkach pogodowych, w wyniku sztormu „Burza” doznała poważnych uszkodzeń i musiała zawrócić do portu[94][92]. Po naprawie uszkodzeń „Burza” w towarzystwie HMS „Grafton” 26 kwietnia wyruszyła do Norwegii, eskortując konwój z zaopatrzeniem dla bazy na Lofotach. Z powodu trudnych warunków nawigacyjnych w drodze do Vestfjordu eskortowany tankowiec wszedł na skały, jego załogę z kapitanem zabrała łódź z „Burzy”. Po dojściu do Harstad okręt brał udział 1 maja w odpieraniu nalotu na to miasto. W następnych dniach prowadził patrole i transportował oddziały francuskich strzelców alpejskich na pozycje w pobliskich fiordach. 4 maja na pokład „Burzy” zawitał głównodowodzący siłami morskimi w północnej Norwegii adm. floty lord Cork and Orrery, by przekazać wiadomość o zatopieniu tego dnia „Groma”. „Burza” udała się do Herjangsfjordu i z pokładu pancernika HMS „Resolution” odebrała rozbitków z „Groma”, a następnie odwiozła ich na okręt szpitalny „Atlantis”[95]. 7 maja na „Burza” przewiozła do Björvik gen. Emile Bethouarta ze sztabem, w następnym dniu sześciokrotnie brała udział w odpieraniu nalotów na port i wojska w Harstadt. Następnie odszukała i ewakuowała załogę brytyjskiego samolotu, zestrzelonego nad Vaagsfjordzem. 9 maja okręt ewakuował francuski patrol, który zabłąkał się w okolicach Gratangenfjordu w pościgu za sabotażystami. Na tej akcji zakończył się udział „Burzy” w kampanii norweskiej. Następnego dnia, po przejściu do bazy w Skjelfiordzie i uzupełnieniu paliwa, „Burza” wraz z „Błyskawicą” i „Graftonem” odpłynęły do Scapa Flow, a stamtąd, już samotnie, do Harwich, gdzie dotarła 15 maja[96]. Akcja pod Calais[edytuj edytuj kod] Po powrocie i uzupełnieniu zapasów paliwa „Burza” podjęła patrole na Kanale La Manche. Podczas jednego z nich, 24 maja pod Aldenburgh, została odwołana do Dover, a stamtąd do Calais z zadaniem zapewnienia wsparcia alianckim wojskom, przypartym do wybrzeża wskutek ofensywy niemieckiej. Na redzie Calaise dołączyła do niszczycieli HMSS „Vimiera” i „Wessex”, po czym około godziny 16 okręty rozpoczęły ostrzał kolumny wojsk niemieckich, zaobserwowanych na wzgórzu Sangatte[97][98]. Ogień spowodował straty i zamieszanie w ostrzeliwanej jednostce – zniszczono kilka czołgów[99]. Niemcy wezwali wsparcie lotnicze i wkrótce zespół aliancki został zaatakowany przez formację 27 bombowców. Już w pierwszym nalocie zatopiony został „Wessex”, a „Vimiera” – uszkodzona i zmuszona do odejścia pod osłoną zasłony dymnej. Ataki niemieckie skoncentrowały się na „Burzy”, jednak dzięki manewrowaniu okrętu, prowadzonego przez kmdr. ppor. Wojciecha Franckiego, oraz skutecznemu ogniowi przeciwlotniczemu – zestrzelono jeden samolot na pewno, a drugi prawdopodobnie, udało się uniknąć bezpośrednich trafień. Niektóre bomby eksplodowały jednak na tyle blisko, że spowodowały poważne uszkodzenia żyrokompasu, instalacji elektrycznej i oświetleniowej oraz zablokowanie zaworu bezpieczeństwa w kotle nr 1. Oficer mechanik nakazał odcięcie dopływu paliwa do kotłów. Okręt stracił parę i prędkość, a ponieważ nalot trwał nadal, kmdr Francki dał rozkaz wystrzelenia torped i zrzucenia bomb głębinowych, aby w razie trafienia ich wybuch nie spotęgował zniszczeń – było to zgodne z instrukcją postępowania w takich wypadkach. Wkrótce po tym, już po zastopowaniu, okręt został dwukrotnie trafiony bombami w część dziobową. Zniszczeniu uległo poszycie kadłuba, magazyny mundurowe i prowiantowe, część dna na dziobie została wyrwana, ale gródź dziobowa wytrzymała napór wody. Atak lotniczy zakończył się, bombowce, wyczerpawszy zapas bomb, odleciały. Dzięki sprawnej pracy obsady maszynowni udało się przywrócić parę i okręt, płynąc rufą do przodu z prędkością 3-4 węzłów, udał się do Dover. Asystę zapewniła mu „Vimiera”, która powróciła na pole bitwy, a następnie holownik sprowadzony z Dover. W wyniku nalotu ranny został jeden marynarz, zaś uszkodzenia okrętu były na tyle ciężkie, że ich naprawa trwała 2 miesiące[97][98][99]. Decyzja kmdr. Franckiego o wyrzuceniu torped i bomb głębinowych podczas tej akcji była przedmiotem dochodzenia, zleconego przez szefa KMW komisji pod przewodnictwem kmdr. por. Stanisława Hryniewieckiego. Komisja uznała, że decyzja ta była niezasadna, co wywołało falę krytyki w środowisku oficerów polskiej MW. Szefostwo KMW nie przychyliło się do werdyktu komisji i, w porozumieniu z Admiralicją, uznało, że kmdr Francki postąpił prawidłowo, wydając rozkaz wyrzucenia torped i bomb głębinowych, czym przyczynił się do uratowania okrętu. Co więcej, za akcję pod Calaise kapitan mar. Jan Tchórznicki (I oficer artylerii), chor. mar. Paweł Wawrzyńczyk (oficer mechanik) i mat Henryk Olko (działonowy km plot.) uhonorowani zostali orderem Virtuti Militari V klasy, zaś kmdr. Franckiego, 9 oficerów, 20 podoficerów i 17 marynarzy odznaczono Krzyżami Walecznych[99]. W konwojach na Atlantyku[edytuj edytuj kod] „Burza” uczestniczyła w ratowaniu rozbitków ze zbombardowanego przez Luftwaffe transatlantyka „Empress of Britain”. Remont i modernizacja „Burzy” trwały do 6 sierpnia 1940 roku. Odnowiono całkowicie dziób okrętu, w ramach przezbrojenia m.in. w miejsce tylnej wyrzutni torpedowej ustawiono armatę plot. 12 pdr Mk V kal. 76 mm, dodano miotacze bomb głębinowych i zainstalowano azdyk. Już dwa dni po zakończeniu remontu, podczas patrolu na Morzu Północnym w okolicach West Hartlepool, okręt atakował U-Boota w pozycji oznaczonej pławami dymnymi przez samolot Coastal Command. Po ataku zaobserwowano wypływające bąble powietrza i plamę ropy. Admiralicja uznała, że atakowany okręt został poważnie uszkodzony. Od 30 sierpnia do 10 października „Burza”, bazując w Devonport, wychodziła na patrole, eskortowała pojedyncze statki pomiędzy portami wybrzeża, a w porcie pozostawała w 10-minutowej gotowości[100]. W międzyczasie okręt wizytował Prezydent RP Władysław Raczkiewicz i szef KMW kadm. Świrski[101]. 10 października „Burza” i ORP „Garland” dołączyły do zespołu pod dowództwem kmdr. lorda Mountbattena, składającego się z pancernika HMS „Revenge”, krążowników HMSS „Newscastle”, „Emerald”, 5. Flotylli Niszczycieli i grupy ścigaczy. Aliancki zespół w nocy z 10 na 11 października ostrzelał i zniszczył urządzenia portowe i zbiorniki paliwa w Cherbourgu. Polskie okręty zabezpieczały zespół przed akcją lekkich sił nawodnych Kriegsmarine z Cherbourga[100]. 22 października „Burza” z „Błyskawicą” udały się do Greenock, a po drodze dołączyły do eskorty konwoju idącego do ujścia Clyde. Jednak w trakcie rejsu, 26 października, gdy konwój znajdował się na wysokości Londonderry, „Burza” i HMS „Echo” otrzymały rozkaz odłączenia się od konwoju i udania na zachód, na pomoc zbombardowanemu transatlantykowi „Empress of Britain”. Okręty przyspieszyły do prędkości 28 węzłów i po kilku godzinach odnalazły płonący statek. Niszczyciele przystąpiły do akcji ratunkowej, w wyniku której na pokładzie „Burzy” znalazło się ok. 270 rozbitków (w sumie obydwa niszczyciele podjęły ok. 500 rozbitków), z których część była w ciężkim stanie – spośród nich uratowano 254 osoby. Następnie do końca dnia eskortowały statek, a gdy przybyła zmiana i holowniki, które miały odholować olbrzyma do portu, odpłynęły do Greenock w celu wyokrętowania rozbitków. Za udział w akcji ratunkowej załoga „Burzy” otrzymała podziękowanie od armatora „Empress of Britain” – The Canadian Pacific Company[102][101]. 9 listopada „Burza” wyszła w eskorcie konwoju udającego się do Halifaxu. Niestety już drugiego dnia rejsu, podczas sztormowej pogody, okręt doznał uszkodzeń i musiał powrócić do portu. Naprawa uszkodzeń trwała do połowy listopada. 16 listopada wychodzący z Greenock na patrol okręt zderzył się z pomocniczym trałowcem HMS „Arsenal”. W wyniku kolizji trałowiec zatonął, bez strat w załodze, „Burza” utraciła stengę dziobową i 25 metrów stępki. Morski Sąd Wojenny w orzeczeniu z 30 listopada 1940 roku stwierdził, że winnym zdarzenia był dowódca „Burzy”, kmdr ppor. Antoni Doroszkowski, który sterował z nadmierną prędkością w trudnych warunkach nawigacyjnych, we mgle i nie zastosował się do przepisów dotyczących mijania się okrętów. Kmdr Doroszkowski został w konsekwencji przeniesiony na ląd i nigdy nie otrzymał już dowództwa okrętu, dowództwo „Burzy” objął czasowo jego zastępca kpt. mar. Jan Tchórznicki. „Burza” trafiła do stoczni na ponad 7 miesięcy. Bezczynność i kumulacja niefortunnych zdarzeń w tamtym okresie historii okrętu spowodowało spadek morale członków załogi, którzy uznali „Burzę” za „pechowy okręt” i wszelkimi sposobami zabiegali o przeniesienie. Sytuację poprawiło mianowanie nowym dowódcą kmdr. ppor. Zbigniewa Wojewódzkiego oraz dozbrojenie i instalacja nowoczesnego wyposażenia na okręcie, m.in. radaru[103][104]. W trakcie remontu Luftwaffe przeprowadziła nalot na Glasgow, w jego wyniku zginął jeden z marynarzy „Burzy”, Paweł Gwóźdź[104]. Remont trwał do 8 czerwca 1941 roku, do 30 lipca zaś trwały ćwiczenia w obsłudze sprzętu i zaprawa bojowa. Okręt rozpoczął służbę w ochronie konwojów kursujących do Islandii, a gdy okazało się, że słabo radzi sobie z podróżami oceanicznymi (przy sztormowej pogodzie do skraplaczy przedostawała się słona woda) przesunięto go do zadań konwojowych na Morzu Irlandzkim i wodach wokół Wysp Brytyjskich. W trakcie jednego z rejsów 8 września 1941 okręt ponownie uczestniczył w kolizji, tym razem z patrolowcem HMS „Rosemary”. Do kolizji doszło w gęstej mgle, na podejściu do Milford Haven. Tym razem winnym spowodowania kolizji był okręt brytyjski. Znowu uszkodzeniom uległ dziób okrętu, jednak ich skala była mniejsza i po naprawie w stoczni w Glasgow, która trwała zaledwie tydzień, okręt powrócił do linii[105][104]. Służba w Irish Sea Escort Force trwała 5 miesięcy, zużycie mechanizmów i instalacji wymogło skierowanie okrętu ponownie na remont – 2 lutego 1942 roku „Burza” odpłynęła z Greenock do stoczni w Portsmouth. Do remontu o mało nie doszło, gdyż kłopoty z wyeksploatowanymi i zawodnymi mechanizmami „Burzy”, która z punktu widzenia Admiralicji brytyjskiej była okrętem nietypowym, do którego nie było części wymiennych i odpowiedniego zapasu uzbrojenia, spowodowały, że z jej kręgów wyszła propozycja użycia „Burzy” w charakterze tarana do zniszczenia doku „Normandie” w Saint-Nazaire. KMW nie wyraziło zgody na uszczuplanie stanu okrętów, stanowiących polską własność, w związku z tym do wysadzenia doku posłużył ex-amerykański „czterofajkowiec” HMS „Campbeltown”[47][104]. „Burza” po przebudowie na niszczyciel eskortowy, w kamuflażu „Reversed Western Approaches”. Zdjęcie ocenzurowane – usunięto m.in. numer burtowy. Remont generalny okrętu wiązał się z przezbrojeniem i przebudową na eskortowiec: w związku z tym powiększono zbiorniki paliwa, zredukowano artylerię główną, a wzmocniono przeciwlotniczą i broń przeciwpodwodną. Okręt jako jeden z pierwszych otrzymał nową broń – wyrzutnię Hedgehozwiększono ilość miotaczy bomb głębinowych i sam zapas tychże bomb, zamontowano zestaw „pom-pom” i działka Oerlikona kal. 20 mm w miejsce karabinów maszynowych, rozbudowano wyposażenie radioelektroniczne o radary typu 291 i 271. Równolegle do zmian konstrukcyjnych nastąpiły też zmiany w składzie załogi: m. in. całkowicie zmieniła się obsada oficerska, nowym dowódcą został kpt. mar. Franciszek Pitułko. Remont zakończył się 14 września 1942 roku, załoga przystąpiła do prób urządzeń oraz ćwiczeń w przejmowaniu wacht i alarmów. 11 października okręt wyruszył do ośrodka szkoleniowego w Greenock – w celu odbycia zaprawy bojowej i przeszkolenia w nowo wypracowanych technikach i taktyce służby konwojowej[n]. Szkolenie trwało od 15 października do 10 listopada, odbyło się w oparciu o okręt-bazę HMS „Sandhurst” oraz bazę Moville w zat. Lough Foyle, gdzie w grach wojennych z udziałem brytyjskich okrętów podwodnych i transportowców przećwiczono wyuczone zasady[106]. „Burza” otrzymała przydział do grupy eskortowej B-3 i już 11 listopada udała się w pierwszy rejs transoceaniczny w ochronie konwoju do Halifaxu. Rejs odbył się w sztormowej pogodzie, która utrudniała uzupełnianie paliwa ze zbiornikowców. U wybrzeży Nowej Fundlandii nastąpiło przekazanie ochrony konwoju amerykańskim eskortowcom[o], „Burza” 21 listopada zawinęła do Argencji, gdzie z pomocą okrętu-bazy niszczycieli USS „Prairie” usunięto uszkodzenia spowodowane przez sztorm. Pobyt w Argencji przedłużył się w związku z huraganem, który uderzył w Nową Fundlandię i spowodował kolejne uszkodzenia na polskim okręcie. „Burza” w podróży powrotnej została przydzielona do grupy eskortowej B-6, dowodzonej przez kmdr. Heathcote’a na niszczycielu HMS „Fame”. 3 grudnia 1942 roku grupa eskortowa B-6 została przydzielona do ochrony konwoju HX-217, liczącego 33 statki. W trakcie rejsu „Burza”, zajmując pozycję na lewym skrzydle konwoju, kilkukrotnie wykryła, zaatakowała i zmusiła do odwrotu U-Booty próbujące zająć pozycję do ataku na statki konwoju. W nocy 8 grudnia, po jednym z ataków bombami głębinowymi na zanurzonego U-Boota, usłyszano na okręcie głośną podwodną eksplozję – na tej podstawie uznano, że atakowany U-Boot został prawdopodobnie zatopiony[107]. Jeden z U-Bootów, U-758, nocą 10 grudnia w jednym z podejść atakował torpedami, bezskutecznie, również „Burzę”[108]. 14 grudnia konwój dotarł do ujścia Clyde, eskortowce zawinęły do Greenock. Pomimo tego, że konwój był atakowany przez 22 U-Booty, stracił tylko dwa statki, zaś ochraniające go samoloty zatopiły dwa okręty podwodne. O natężeniu działań świadczy to, że eskortowce rozchodowały prawie całkowicie zapasy bomb głębinowych. Bitwę o konwój HX-217 uznano za jedną z większych spośród stoczonych w trakcie bitwy o Atlantyk[107]. Kmdr Heathcote był bardzo zadowolony z postawy „Burzy”, w sygnale do niej adresowanym, który trafił później na łamy prasy codziennej, stwierdził: „ Nie posiadam się z podziwu dla sprawności Waszej obrony. Tworzycie historię eskortowców. Ta noc wydawała się bardzo długa. ” — kmdr Heathcote, [109] W trakcie manewrowania przy wchodzeniu do Great Harbor w Greenock 13 grudnia doszło do kolizji z asystującym „Burzy” holownikiem „Strongbow”. Winny był skiper holownika, który opieszałymi manewrami naraził polski niszczyciel na wejście na mieliznę. Uszkodzeniu uległ ochraniacz śrub niszczyciela, jednak zdołano go naprawić środkami własnymi załogi[110]. 20 grudnia okręty grupy B-6 ponownie wyszły w morze. Tym razem eskortowano konwój SC-115. Nie został on wykryty przez nieprzyjaciela i dotarł bez strat na wody w pobliżu Nowej Fundlandii, gdzie przejęła go eskorta amerykańska. „Burza” i pozostałe okręty grupy, z wyjątkiem „Fame”, oddelegowanego do osłony innego konwoju, zawinęły do Argentii 31 grudnia 1942 roku. 11 stycznia 1943 roku okręty objęły pieczę nad konwojem SC-116, płynącym do Wielkiej Brytanii. Również ten konwój, m.in. ze względu na sztormową pogodę, nie został wykryty przez U-Booty. Sztorm uniemożliwił też tankowanie z tankowców, więc „Burza” musiała odłączyć się czasowo od konwoju i udać do Hvalfjördhur na Islandii w celu uzupełnienia paliwa. 27 stycznia i ten konwój bez strat dotarł do portów docelowych, „Burza” zawinęła do Greenock. Okręt musiał być zadokowany w Glasgow w celu przeprowadzenia drobnych napraw. Po ich ukończeniu udał się do Tobermory, gdzie załoga w grach bojowych, w oparciu o istniejącą w tym porcie szkołę bitewną (school of battle), przećwiczyła nowe techniki zwalczania U-Bootów[111][112]. Zatopienie U-606[edytuj edytuj kod] Slup USCG „Campbell” wespół z „Burzą” zatopił U-606. „Burza” osłaniała uszkodzony w kolizji z U-Bootem okręt. Po powrocie do Greenock „Burza” dołączyła do grupy eskortowej B-3 i 15 lutego wyruszyła w ochronie kolejnego transatlantyckiego konwoju – ON-167. I tym razem konwój nie został wykryty, w przeciwieństwie do konwoju ON-166, który wypłynął z Anglii kilka dni wcześniej, a eskortowany był przez amerykańską grupę eskortową A-3, dowodzoną przez kmdr. Heinemana. Konwój liczył 63 statki i od 21 lutego był Bitwa o konwój ON-166 mocno atakowany przez U-Booty z aż trzech „wilczych stad”: „Ritter”, „Knappen” i „Taifun”, a że w składzie grupy nie było niszczyciela, dowództwo „Western Approaches” podjęło decyzję o oddetaszowaniu doń „Burzy”. Polski okręt wyruszył 21 lutego z maksymalną prędkością, jaką mógł osiągnąć. 22 lutego osiągnięto kontakt z kanonierką USCGC „Spencer”, wchodzącą w skład grupy A-3, która usiłowała ogniem artyleryjskim zatopić storpedowany, ale nietonący, norweski transportowiec „Alonso”. „Burza” zatopiła statek jednym strzałem torpedowym, ponieważ stanowił zagrożenie nawigacyjne, a na jego pokładzie mogły znajdować się tajne dokumenty, i wieczorem tego samego dnia dołączyła do eskorty konwoju. Nastąpiło to w momencie, gdy jeden z atakujących konwój U-Bootów, U-606 pod dowództwem por. mar. Hansa Dietricha Döhlera, po trafieniu 3 statków został odpędzony przez korwetę HMCS„Chilliwack”. U-606, po uniknięciu ataku kanadyjskiej korwety, wynurzył się i został wykryty przez nadpływającą „Burzę”. Kpt. Pitułko nakazał zwiększyć prędkość i staranować U-Boota, jednak ten zdołał się zanurzyć[113]. Wobec tego „Burza” o godzinie 21:45 wykonała atak bombami głębinowymi, a ponieważ azdykowcy utrzymali kontakt, 11 minut później atak powtórzono. Niemiecki okręt został zmuszony do wynurzenia w pobliżu „Burzy”, która ostrzelała go z broni małokalibrowej, jednak w ciemnościach i gęstej mżawce kontakt został wkrótce stracony. „Burza” nie mogła sprawdzić rezultatów ataku ani go powtórzyć, gdyż lewe skrzydło konwoju pozostawało odsłonięte i pozostałe okręty eskorty prosiły o asystę. Uszkodzenia na atakowanym U-Boocie okazały się na tyle poważne (pęknięcia przewodów paliwowych i kadłuba, uszkodzenia kiosku i włazów), że okręt musiał wynurzyć się awaryjnie i nie był zdolny do ponownego zanurzenia[114]. Został wówczas zauważony przez kanonierkę USCGC „Campbell”, która staranowała go[p] i następnie ostrzelała go z broni małokalibrowej. Okręt niemiecki poddał się, lecz w wyniku zderzenia obydwie jednostki zostały unieruchomione. Dowódca kanonierki zameldował o sytuacji, w odpowiedzi kmdr Heinemann wysłał na pomoc o 23:15 „Burzę”, która dotarła na miejsce po ok. dwóch godzinach. „Burza” podjęła z wody 7 marynarzy niemieckich, z „Campbella” przekazano na jej pokład pozostałych 5 jeńców, 50 rozbitków z wcześniej zatopionych statków konwoju oraz część (115 osób) załogi kanonierki, na której pozostała jedynie załoga szkieletowa. O 6:20 zaobserwowano na radarze zatonięcie U-606. „Burza” przez cały dzień ochraniała uszkodzony okręt, aż do chwili, gdy zluzowała ją kanadyjska korweta „Dauphin”. Ostatecznie „Campbella” odholował do portu przysłany specjalnie holownik „Tenacity”. „Burza”, której stan paliwa był krytycznie mały, i pomimo uzupełnienia o zapasy paliwa z „Campbella” wystarczyć miał jedynie na 3 dni, 24 lutego wyruszyła w drogę powrotną i 27 lutego samodzielnie dopłynęła do St. Johns[q]. Zatopienie U-606 przyznano obydwu alianckim okrętom, choć niewątpliwie sam atak „Burzy” doprowadził do obezwładnienia U-Boota, zaś akcja „Campbella” jedynie przyspieszyła jego zatonięcie[113][114]. Sama akcja była szeroko opisywana w prasie po obu stronach oceanu, szczególnie podkreślano rolę „Burzy” w ochronie uszkodzonego „Campbella”. Kpt. Pitułko za dowodzenie okrętem podczas tej akcji uhonorowany został Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, brytyjskim Distinguished Service Cross, Admiralicja umieściła wzmiankę o nim w Mentioned in Despatches[115], ponadto ppor. mar. Jerzy Pawłowicz, st. mar. Jan Plewa i mar. Artur Dynarski otrzymali Krzyże Walecznych[114]. W drogę powrotną do Anglii „Burza” wyruszyła 5 marca w eskorcie konwoju HX-228. W składzie grupy eskortowej B-3 towarzyszył jej m.in. ORP „Garland”. 10 marca konwój został zaatakowany przez U-Booty, z których dwa zostały zatopione przez okręty eskorty. Podczas odpierania ataków zatopiony został też niszczyciel HMS „Harvester”. 79 rozbitków z zatopionych okrętów i statków konwoju trafiło na pokład francuskiej korwety „Aconit”. Ponieważ wielu z nich było w ciężkim stanie, a na korwecie nie było lekarza, na „Aconita” został przeokrętowany lekarz z „Burzy”, por. mar. Andrzej Ożegowski[r]. 15 marca statki konwoju dotarły do portów przeznaczenia, a „Burza” zawinęła do Greenock[116][117]. 27 marca grupa B-3 ruszyła w morze w eskorcie kolejnego konwoju. Jednakże już po dwóch dniach „Burza”, w trakcie silnego sztormu, doznała poważnych uszkodzeń i musiała zawrócić. Od 7 kwietnia do 14 maja trwał remont okrętu w stoczni w Elderslie. Po ćwiczeniach taktycznych w Tobermory okręt powrócił do Greenock[118]. Na wodach Zachodniej Afryki[edytuj edytuj kod] 4 czerwca 1943 roku „Burza”, w składzie grupy B-6, wyruszyła jako eskorta konwoju do Freetown w Afryce Zachodniej. Konwój, nie niepokojony przez nieprzyjaciela, 23 czerwca dotarł do portu przeznaczenia, zaś „Burza” została przydzielona do lokalnych sił morskich (kmdr Henderson, Flag Officer in Charge West Africa) i jej bazą stało się Freetown. 25 czerwca okręt wyszedł na spotkanie dwóch amerykańskich tankowców, które 27 czerwca doprowadził do Freetown. Pomiędzy 2 a 7 lipca okręt eskortował 4 transportowce z wojskiem płynące z Freetown do Lagos, zaś pomiędzy 10 a 14 lipca – konwój do Matadi u ujścia Kongo. W trakcie tego ostatniego rejsu „Burza”, jako pierwszy polski okręt wojenny, przekroczyła równik. W drodze powrotnej przez jeden dzień również eskortowała konwój idący do Freetown. Ponieważ okręt okazał się niezbyt dobrze dostosowany do służby w warunkach tropikalnych (m.in. ze względu na brak chłodni do przechowywania artykułów spożywczych, niewystarczającą wentylację pomieszczeń), a część załogi zapadła na różne tropikalne choroby, podjęto decyzje o przebazowaniu na wody angielskie. 28 lipca okręt dołączył do eskorty konwoju, zmierzającego do Anglii i 19 sierpnia przybył do Greenock[118]. W operacji „Alacrity”[edytuj edytuj kod] Po powrocie „Burza” wraz z „Garlandem” i czterema brytyjskimi niszczycielami zostały przydzielone do grupy eskortowej EG-8. Przez 3 tygodnie grupa, wespół z lotniskowcem eskortowym HMS „Fencer”, przygotowywała się do nowej operacji, celem której miało być utworzenie alianckich baz lotniczo-morskich na Azorach. 3 października 1943 roku okręty grupy zebrały się na redzie Molville i tego dnia wyszły w morze w eskorcie lotniskowca „Fencer” oraz transportowca „Franconia”. Konwój nie był atakowany, jedynie „Garland” i „Inconstant” uzyskały pojedyncze echa azdykowe, które mogły pochodzić od okrętów podwodnych i prewencyjnie wykonały ataki bombami głębinowymi. 8 października konwój dotarł do portu Angra na wyspie Terceira, po uzupełnieniu paliwa „Burza” z dwoma niszczycielami wyszła na patrol wokół wyspy. Po tym, gdy do wyspy dotarł kolejny konwój, z obydwu grup eskorty wydzielono zespoły okrętów do prowadzenia stałych patroli wokół Azorów: pierwszy z nich miał kryptonim „Lowestoft”, a drugi „Rosyth”. „Burza” w dniach 10, 12 i 14 października uczestniczyła w drugim z patroli, później, wespół z „Garlandem”, w patrolu „Lowestoft”. Oprócz uczestniczenia w patrolach, „Burza” eskortowała też małe konwoje pomiędzy portami archipelagu. W porcie Horta załoga „Burzy” miała okazję zejść na krótką wycieczkę na ląd. 24 października „Burza” wespół z „Garlandem” i „Inconstantem” wyszły na morze w eskorcie „Fencera” i „Franconii”, udających się w drogę powrotną do Anglii. Trasa wiodła początkowo na spotkanie z transatlantyckim konwojem SC-145, po spotkaniu, które nastąpiło 29 października, okręty zespołu zasiliły eskortę konwoju. 2 listopada „Fencer” i 3 towarzyszące mu niszczyciele oddzieliły się od konwoju i samodzielnie wyruszyły do Greenock, gdzie dotarły 5 listopada[119]. W konwojach na trasie północnej i do Gibraltaru[edytuj edytuj kod] Po naprawie drobnych uszkodzeń „Burza” 13 listopada przeszła do Loch Ewe, gdzie formował się konwój RA-54A, udający się do Murmańska z transportem materiałów wojennych. Konwój wyruszył w drogę 15 listopada, „Burza” wespół z 7 innymi niszczycielami i korwetami ochraniała ten konwój w rejsie na północ, za koło polarne, po którego przekroczeniu „Burza” odłączyła się i powróciła do Loch Ewe, a następnie do Greenock. Konwój bez przeszkód dotarł do miejsca przeznaczenia[120]. Od 2 grudnia okręt powrócił w skład grupy B-3, której przypadło zadanie ochrony konwojów na trasie do Gibraltaru i Sierra Leone. 8 grudnia okręt wyruszył w eskorcie konwojów KMS-35, udającego się do Gibraltaru, i OS-61, płynącego do Sierra Leone. Obydwa konwoje szły początkowo razem, po dojściu na wysokość Gibraltaru rozłączyły się, kierując się do swoich miejsc przeznaczenia. „Burza” zawinęła na 3 dni do Gibraltaru, po czym 24 grudnia wyszła w rejs powrotny, w ochronie konwoju MKS-34, do którego na morzu dołączył płynący z Sierra Leone konwój SL-143. W trakcie obydwóch rejsów nie napotkano nieprzyjaciela. Podczas rejsu powrotnego, 4 stycznia, jeden z podoficerów „Burzy”, zmagający się z depresją bosmanmat Longin Kuczwald, popełnił samobójstwo wyskakując za burtę. Okręt dotarł do Greenock 5 stycznia 1944 roku. Rejsy do Gibraltaru trwały przez cały pierwszy kwartał roku 1944, z krótkimi przerwami na drobne remonty i czyszczenie kotłów. Okręt przeprowadził w tym czasie 8 konwojów (15-28 stycznia: KMS-39 i OS-65, 6-12 lutego: MKS-38 i SL-147, 24 lutego-7 marca: KMS-43 i OS-69, 13-23 marca: MKS-42 i SL-151). 31 marca sfatygowana „Burza” wyszła do Newcastle-on-Tyne na remont. W związku ze złym stanem technicznym okrętu i brakiem części zamiennych postanowiono, że okręt nie powróci do służby w pierwszej linii[120]. Przesunięcie do rezerwy[edytuj edytuj kod] 2 kwietnia 1944 roku „Burzę” wycofano ze składu grupy B-3 i przeniesiono do rezerwy. Zrezygnowano z przeprowadzenia pełnego remontu, zamiast tego 7 kwietnia skierowano okręt do West Hartlepool na konserwację i niezbędne naprawy. Po ukończeniu napraw KMW postanowiło wykorzystać „Burzę” jako okręt szkolny, na jej pokładzie od końca 1944 roku organizowano kursy i szkolenia dla polskich marynarzy. 2 lutego 1946 okręt odholowano do Harwich, odtąd pełniła ona funkcję okrętu-bazy dla OORP „Dzik”, „Sokół” i „Wilk”, również stacjonujących w tym porcie. W związku ze złym stanem maszyn okrętu, parę do zasilania urządzeń pokładowych i centralnego ogrzewania musiał podawać cumujący przy burcie trałowiec HMS „Primula”[121][122]. Okres powojenny[edytuj edytuj kod] „Burza” po przebudowie na okręt obrony przeciwlotniczej, lata 50. XX wieku. W związku z rozwiązywaniem polskich sił zbrojnych na Zachodzie 26 września 1946 roku KMW nakazało opuszczenie polskiej bandery na „Burzy”[s] i przekazanie okrętu do dyspozycji władz brytyjskich. Dopiero w 1947 roku rozpoczęły się rozmowy pomiędzy przedstawicielami rządu PRL (Misji MW, pod przewodnictwem kmdr. por. de Waldena oraz zastępcy attache morskiego kpt. mar. Zbigniewa Kowalskiego[124]) i władz Wielkiej Brytanii na temat sprowadzenia okrętu do Polski. Ponieważ fatalny stan techniczny okrętu uniemożliwiał powrót o własnych siłach, a Wielka Brytania odmówiła udostępnienia stoczni dla przeprowadzenia remontu, rozważano przeholowanie go przez powracającą do kraju „Błyskawicę”[t], co jednak nie doszło do skutku. Brytyjczycy nie zgodzili się również na propozycję kmdr. de Waldena wymiany okrętu na jeden z obsadzanych przez Polaków niszczycieli typu „Hunt”[122][16]. W rezultacie impasu w pertraktacjach „Burza” (podobnie jak „Wilk”) niszczała przez 4 kolejne lata na postoju w Harwich. Dopiero po monicie władz brytyjskich w maju 1950 roku władze PRL podjęły starania o sprowadzenie pozostawionych okrętów. W lipcu 1951 roku holownik PRO „Swarożyc” przyholował „Burzę” z Harwich do Gdyni. Komisja, powołana do oceny stanu niszczyciela i jego ewentualnej przydatności do służby, stwierdziła, że okręt nadaje się do remontu i rekomendowała przyjęcie go, po przezbrojeniu, do służby w charakterze okrętu obrony przeciwlotniczej lub dozorowca do zwalczania okrętów podwodnych[125][126]. Jesienią 1951 roku okręt trafił do doku Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, gdzie rozpoczęto prace związane z naprawą kadłuba. Do remontu wykorzystano części wydobyte przez nurków z wraku bliźniaczej jednostki – „Wichra”, takie jak śruby, zawory czy włazy, których zakupienie lub odtworzenie było trudne[44]. Jednocześnie opracowywano koncepcję przebudowy i przezbrojenia okrętu, przy czym zasugerowano się częściowo przedwojennymi planami modernizacji niszczycieli typu „Wicher”. Podczas prac, które rozpoczęły się 1 kwietnia 1952 roku, zmieniono kształt nadbudówki głównej (nowe stanowisko dowodzenia i maszt główny, zmiana otworów okiennych z kwadratowych na okrągłe), zlikwidowano drugi i trzeci komin, a zamiast nich ustawiono jeden szeroki komin z płaszczem, przypominający komin „Błyskawicy”, zlikwidowano wyrzutnie torpedowe, a na ich miejscu ustawiono nadbudówkę z zapasowym stanowiskiem dowodzenia i powiększono nadbudówkę rufową. Całkowitej wymianie uległo uzbrojenie, na które odtąd składały się 4 armaty uniwersalne B-34U kal. 100 mm, 4 podwójne działka plot. W-11M kal. 37 mm, 4 miotacze i jedna zrzutnia bomb głębinowych oraz dwa tory minowe na 60 min. Okręt otrzymał też nowe wyposażenie radioelektroniczne. W związku z opóźnieniem w dostawie uzbrojenia i wyposażenia radioelektronicznego ze Związku Radzieckiego, przebudowa okrętu uległa wydłużeniu i trwała do 15 marca 1955 roku. W wyniku przebudowy i przezbrojenia wyporność pełna okrętu zwiększyła się do 2240 ton, a liczebność załogi do 223 osób, zmniejszeniu uległa maksymalna prędkość, jaką okręt mógł rozwinąć – do 29 węzłów. 3 kwietnia tego roku na „Burzy” podniesiono banderę i wcielono ją do służby jako okręt przeciwlotniczy II rangi, z przydziałem w charakterze jednostki flagowej do Brygady Obrony Wodnego Rejonu Głównej Bazy w Gdyni, a następnie, od września 1957 roku, do 7. dywizjonu niszczycieli[16]. Publiczny debiut weteranki w nowej postaci miał miejsce podczas obchodów Święta Morza w Szczecinie w 1955 roku. W dniach 1-4 lipca 1955 roku okręt asystował przybywającemu do Gdyni w kurtuazyjnej wizycie krążownikowi HMS „Glasgow”. Pod koniec miesiąca okręt wraz z „Błyskawicą” udał się na obchody święta MW ZSRR do Bałtyjska, zaś w dniach 8-11 września oba okręty odbyły wizytę w Portsmouth, gdzie podejmował je dawny dowódca 1. Flotylli niszczycieli, w skład której wchodziły w czasie wojny, adm. floty sir George Creasy. W trakcie pobytu w Portsmouth, oprócz oficjalnych wizyt u dowódcy bazy i burmistrza miasta oraz ich rewizyt na pokładzie okrętu, odbyły się spotkania i imprezy towarzyskie, m.in. mecz piłki nożnej pomiędzy drużyną złożoną z marynarzy polskich okrętów a reprezentacją wystawioną przez okręty bazujące w Portsmouth, wygrany przez Polaków 6:1. Delegacja załóg obydwu polskich okrętów odwiedziła ponadto cmentarz polskich lotników w Northolt, gdzie złożyła wieniec[127]. W latach 1956 i 1957 okręt ponownie wizytował Bałtyjsk przy okazji święta MW ZSRR[128], ponadto latem 1957 roku „Burza” uczestniczyła w szczecińskich obchodach 13. rocznicy uchwalenia manifestu PKWN[129]. W związku z pogarszającym się stanem okrętu, zwłaszcza mechanizmów napędowych, i zasileniem MW przez nowsze niszczyciele projektu 30bis, jesienią roku 1959 postanowiono wycofać jednostkę ze służby i przekształcić w okręt-muzeum. Z dniem 24 lutego 1960 roku[u] „Burza” została skreślona z listy jednostek bojowych floty[128][16]. Okręt-muzeum[edytuj edytuj kod] „Burza” jako okręt-muzeum w Gdyni. Zwiedzanie okrętu cieszyło się dużą popularnością – w trakcie 16 lat okręt odwiedziło 3,75 mln zwiedzających. Okręt poddano remontowi w warsztatach stoczni MW, który miał przystosować go do pełnienia nowej funkcji. Dokonano konserwacji urządzeń napędowych, wyremontowano iluminatory, odnowiono i pomalowano pomieszczenia. Adaptacje dotyczyły m.in. demontażu wyposażenia radioelektronicznego, zamiany stanowisk działek plot. W-11M na 70-K, przekształcenia dziobowych pomieszczeń marynarskich na sale wystawowe, montażu nowego trapu. Załoga została zredukowana do 20 marynarzy, których zadaniem oprócz utrzymania okrętu było również oprowadzanie turystów. Równolegle z pracami wewnątrz okrętu trwało przygotowanie miejsca przy nabrzeżu, gdzie stanąć miała „Burza”, oraz uporządkowanie spraw organizacyjnych. Ukonstytuował się Społeczny Komitet Przyjaciół Okrętu-Muzeum „Burza”, który określił, kiedy okręt będzie udostępniony do zwiedzania oraz na jakich zasadach. 31 maja 1960 roku „Burza” oficjalnie została uznana okrętem-muzeum, 6 czerwca przeholowano ją do basenu nr 1, gdzie stanęła przy Nabrzeżu Pomorskim. Pierwsi zwiedzający – wycieczka górników z kopalni „Nowy Wirek”, weszli na pokład 26 czerwca 1960 roku[16][130]. Okręt udostępniany był do zwiedzania w okresie od 1 maja do 12 października, w niektórych latach nieco dłużej (w 1963 roku – do 3 listopada). Zadaniem okrętu w nowej roli było przedstawianie i popularyzacja polskich tradycji morskich. W związku z tym oprócz statycznych ekspozycji muzealnych na pokładzie „Burzy” odbywały się różne imprezy i wydarzenie kulturalne. Wyświetlano filmy o tematyce marynistycznej, odbywały się spotkania z weteranami MW i obrońcami Wybrzeża, koncerty orkiestry reprezentacyjnej MW oraz występy zespołu estradowego MW. Rokrocznie na pokładzie „Burzy” harcerze Chorągwi Gdańskiej ZHP składali przysięgę harcerską[131]. W 1961 roku jesienią na pokładzie „Burzy” odbył się kurs dla młodszych specjalistów okrętowych[44]. Pozostałą część roku okręt spędzał w Stoczni MW, gdzie przeprowadzano remonty i prace konserwacyjne. W związku z pogarszającym się stanem kadłuba w 1975 roku zdecydowano, że funkcję okrętu-muzeum MW przejmie inna weteranka – „Błyskawica”, „Burza” zaś zostanie ostatecznie skreślona z listy floty. Banderę na okręcie opuszczono 28 czerwca 1976 roku, rozkaz o skreśleniu z listy floty wszedł w życie 31 grudnia 1976 roku. Kadłub okrętu, przeholowany do Basenu Zimowego portu wojennego w Świnoujściu, służył przez krótki czas do ćwiczeń przeciwpożarowych. Ostatecznie w 1977 roku okręt został zezłomowany[44]. Podsumowanie działalności okrętu[edytuj edytuj kod] W okresie przedwojennym w ramach oficjalnych wizyt zagranicznych „Burza” odwiedziła Sztokholm, Leningrad, Kilonię, Helsinki, Tallin, Rygę, reprezentowała MW na rewii morskiej 20-21 maja 1937 roku w Spithead[132]. W trakcie działań wojennych II wojny światowej „Burza” przebyła 98 750 Mm[133][v], wykonała 45 patroli i innych zadań bojowych, uczestniczyła w ochronie 19 konwojów oceanicznych (6 na trasach do Ameryki Północnej, 5 do Afryki Zachodniej, 6 do Gibraltaru, 1 do Islandii, 1 do Murmańska) oraz 25 konwojów na wodach wokół Wysp Brytyjskich. Dokonała 17 ataków na U-booty, 19 razy ostrzeliwała nieprzyjacielskie samoloty, 3 razy uczestniczyła w pojedynkach artyleryjskich z bateriami nadbrzeżnymi, raz ostrzelała cele lądowe – niemiecką kolumnę zmotoryzowaną[135]. Potwierdzone oficjalnie statystyki strat, jakie zadała nieprzyjacielowi, obejmują: 1 okręt podwodny zniszczony na pewno, 1 okręt podwodny zniszczony prawdopodobnie, 2 okręty podwodne uszkodzone, 2 samoloty zestrzelone na pewno[w], 2 samoloty zestrzelone prawdopodobnie[133]. „Burza” wielokrotnie udzielała pomocy załogom zatopionych i uszkodzonych okrętów i statków – łącznie uratowała ponad 500 rozbitków[133]. Okręt kilkukrotnie odniósł poważne uszkodzenia – raz w wyniku ataku lotniczego, kilkukrotnie w wyniku kolizji i podczas sztormowej pogody, w konsekwencji czego na remontach i naprawach spędził łącznie około 23 miesięcy[133]. Stosunkowo długi czas spędzony na remontach wynikł z niedomagań projektowych okrętu i słabej jakości prac francuskiej stoczni i jej podwykonawców, które obnażyła służba w trudnych warunkach na Atlantyku. Szeroko rozstawione wręgi w połączeniu ze znacznie (blisko czterokrotnie) większą niż u niszczycieli brytyjskich liczbą otworów (przejść) w grodziach powodowały, że kadłub był wrażliwy na działanie morza[137][138]. W trakcie sztormów kłopoty sprawiały skraplacze, których rurki miały tendencje do pękania – woda kotłowa mieszała się wówczas z zaburtową wodą chłodzącą, co stanowiło zagrożenie dla kotłów[139][140]. Choć „Burza” była uważana przez załogę za okręt pechowy[141], to tylko dwóch członków jej załogi zginęło w trakcie działań wojennych, a kilku odniosło rany[133]. Według Jerzego Pertka za służbę i akcje bojowe w trakcie bitwy o Atlantyk „Burza” uhonorowana została zbiorowo przyznaniem orderu Virtuti Militari[142], jednak informacja ta nie ma odzwierciedlenia w faktach[133]. W okresie powojennym pełniła służbę jako okręt obrony przeciwlotniczej, w ramach oficjalnych wizyt zagranicznych odwiedziła Portsmouth i Bałtyjsk[143]. Przez 16 lat pełniła funkcję okrętu-muzeum MW, odwiedziło ją w tym czasie blisko 3 750 000 zwiedzających[144].

ANALiTYk
środa, 9 października 2019, 15:10

cudownie, że umiesz kopiować z Wikipedii - kto wie czego nauczysz się przez kolejną dekadę swojego życia! Powodzenia

Pim
środa, 9 października 2019, 14:36

Niezwykle ciekawa jest historia Burzy. Tylko co tego postu wynika?

say69mat
czwartek, 10 października 2019, 02:15

Znacznie bardziej 'wiedzotwórcza' byłaby analiza historii kolejnego okrętu powstałego w oparciu o polsko - francuską zależność z czasów IIRP. Mam tu na myśli historię koncepcji, projektu i realizacji największego okrętu naszej MW ORP 'Gryf'. Na przykładzie tej jednostki widać jak na dłoni do czego prowadzi kataklizm chciejstwa i elementarnych błędów koncepcyjnych przy projektowaniu, budowie i wykorzystaniu bojowym okrętu. Tak na marginesie, jakim cudem w okresie poprzedzającym agresję Rzeszy, nasze okręty nie prowadziły ćwiczeń, z wykorzystaniem samolotów P24/43 jako maszyn symulujących atak bombowców nurkujących. Skoro w trakcie wojny domowej w Hiszpanii Ju87 wsławiły się atakami punktowymi na centra komunikacji, lotniska i ... okręty sił republikańskich.

Stary Grzyb
środa, 9 października 2019, 14:02

Racja, Panie Kolego (dzięki za piękny tekst), ale to wszystko było dawno, za sanacji albo jeszcze przed nią, wieczne pióro było wtedy symbolem nowoczesności, matura była egzaminem dojrzałości dla ludzi zdolnych do takiego egzaminu przystąpić, a nie zbiorem testów dla ubogaconych bezstresowym wychowaniem kandydatów na lemingów, a za zastąpienie słów "Bóg, Honor, Ojczyzna" słowami "bób, wege, włoszczyzna" (czy podobnymi) obowiązywało płazowanie, po którym sprawca potrzebował ze 3 lata, żeby ponownie zgrzebać się na zadnie.

Marek
środa, 9 października 2019, 19:45

To niestety smutna prawda. Ludzie, o których piszesz, są szkodliwi. Ich podejście do własnego kraju to wynik spustoszenia w mózgach jakiego dokonał socjalizm, powierzchownej wiedzy i bezkrytycznego zapatrzenia się na obecną Europę.

Wawiak
czwartek, 10 października 2019, 14:10

Co gorsza jest to zapatrzenie bez zrozumienia na co i skąd się patrzy...

czwartek, 10 października 2019, 12:55

Kto po II W.Ś. na ten socjalizm się zgodził ? Dlaczego społeczeństwo mimo, że zmęczone trudami II W.Ś. nie prowadziło walki wyzwoleńczej i partyzanckiej jak to jest od wieków np. w Afganistanie? Tam jakoś nigdy tego kraju nie można było podbić i opanować a nas? Gdyby nie wprowadzenie na siłę socjalizmu to dziś nasz kraj zamiast ciągnącej się przez tyle lat budowy jednego okrętu :Ślązak", mający na stanie czołgi T-72, miałby wojska lądowe, lotnictwo i MW z prawdziwego zdarzenia.

R53
środa, 9 października 2019, 12:56

Twoja wypowiedz jako bardzo zwięzła można zreasumować: mamy nowe muzeum MW ?????

mc.
środa, 9 października 2019, 12:45

Jeśli szanowny Pan Historyk chce bawić się we wklejanie artykułów, nich "wklei" historię Francopol-u, oraz udział w tej historii Gen. Sikorskiego oraz Gen. Zagórskiego - taki przekręt jak Francopol powinien być opisywany we wszystkich podręcznikach historii, a Pan Sikorski zdjęty z piedestału (Gen. Zagórskiego - "Zaginięto" z piedestału)

Andrju
środa, 9 października 2019, 11:50

Nie sadzisz chyba ze ktos to przeczyta ?

Wolf
wtorek, 8 października 2019, 23:42

Czy ktos policzyl calkowity koszt tego okretu przez 18 lat? Np. W dolarach? Pomalu wychodzi kwota rowna 2 fregatom... Ja bardzo dziekuje za takie komptencje w budowie okretu przez panstwo polskie. Ostatni szef bumaru labedy nazwal wymiane radiostacji i sko w 30 letnich t72 odbudowa kompetencji pancernych bumaru..... Matko boska

mc.
środa, 9 października 2019, 12:48

Szanowny Panie - nie zlecaj niczego, a jak zlecasz nie płać. I dziwisz się że odbudowa potencjału przemysłowego (zbrojeniowego) kosztuje ? Zlikwidowano Pionki (wytwórnia prochów) bo wojsko nie zamawiało amunicji, bo nie przeprowadzało ćwiczeń. Koszt odbudowy min. 400 mln PLN. Jeszcze jakieś pytania ?

oskarm
środa, 9 października 2019, 12:25

@Wolf - tak, jest policzone. Wychodzi koszt w budowanej przy normalnym finansowaniu w pełni wyposażonej korwety.

ryba
środa, 9 października 2019, 11:06

ja powiem tak całe 18 lat kosztów to tyle nas kosztowało zbierania doświadczenia w robieniu czegoś czego nigdy wcześniej nie robiliśmy i mam nadzieje że w MON cała ta jistoria zosyane wyryta grubą czcionką i zapamiętana na zawsze jakich decyzji nie podejmować i czego unikać tak aby koszt efekt pozostały na przyzwoitym poziomie.

zeus89
środa, 9 października 2019, 10:37

Niby tak. Z drugiej strony trzeba zacząć coś robić by wyrabiać kompetencje i usprawniać procesy.

Szwejk
wtorek, 8 października 2019, 23:33

Dokończyć dając pełne zdolności choć jeden okręt wart uwagi dla potencjalnego prZeciwnika dac mu te Cammy Rbs15 i torpedy umożliwiające zwalczanie podwodniakow

Racjonalista
wtorek, 8 października 2019, 23:22

Ten bezzębny stateczek bardziej by się przydał Straży Granicznej a nie MW. Przekazać Słązaka do SG, w miejsce całkowicie nieprzydatnych kryp typu Kaper.

w
środa, 9 października 2019, 20:00

nie lepiej było jeszcze utrzymywać dla SG Metalowca i pozostałych ??? Bez rakiet tylko z dzialkiem

-CB-
czwartek, 10 października 2019, 10:08

Tarantule nie miały w ogóle diesli, tylko cztery turbiny, a te wymagały częstych serwisów i napraw. Nie byliśmy ich w stanie sami naprawiać, a mogli to robić praktycznie tylko Rosjanie albo Ukraińcy.

oskarm
środa, 9 października 2019, 12:25

Koszty utrzymania Ślązaka zabiłby budżet MOSG.

rydwan
środa, 9 października 2019, 11:08

to nie lepiej dac im rozbrojonego Orkana?

Marek
środa, 9 października 2019, 19:48

Jeśli już, to dlaczego rozbrojonego? Działa powinny na nim być.

Eswa
wtorek, 8 października 2019, 22:14

Oczywiście że nikt nie chce tego zgnilego jaja bo koszty jego utrzymania będą gigantyczne biorąc pod uwagę budżet MW. okręt ten jest już stary i tak naprawdę powinien przejść poważne remonty. Dodatkowo okręt jest wielki jak stodoła z nieekonomicznym napędem jak na pattolowiec i całkowicie bezbronny. Sprawdzili napęd i systemy klimatyzacji i wyszły usterki. A sprawdzili ten malutki system uzbrojenia? Nie?. Kto ma pływać tym okrętem jak załoga nie ma pojęcia o jego systemach? Gdzie mają pływać? CZEGO się uczyć? Jak strzelać raz na 5 lat z działa 76mm bo amunicja droga i pewno nawet nie ma pełnej jednostki ognia. Ten okręt to wstyd dla Polski i dawno powinien zostać albo sprzedany albo pocięty na złom. Teraz niewiadomo do czego ma służyć. Położenie rakiet RBS lub NSM to żaden problem bo rakiety gnija w magazynach. Ale znowu trzeba by nich czasem strzelać....drogo panie.

mick8791
czwartek, 10 października 2019, 12:35

Koszty utrzymania okrętu wielkości korwety gigantyczne? Okręt powinien przejść poważne remonty? Człowieku on dopiero wychodzi ze stoczni! A po to każdy okręt przed wejściem do służby przechodzi testy morskie żeby wykryć niedociągnięcia i je usunąć. Bo budowa okrętu to nie sklecanie samochodziku z klocków lego i zawsze wyjdą jakieś babole, które trzeba ogarnąć.

marek
środa, 9 października 2019, 14:40

Zobacz ile musiałeś użyć słów, żeby pokazać swoją zerową wiedzę w temacie. Żenada!

adamus
wtorek, 8 października 2019, 22:03

A licencja na meko to razem z turbiną, radarem i 57 mm dla fasonu i odmiany. Mieć licencję na kadłub to nie wszystko. Jeśli czaplę odbieramy rok, bo nikt nie wie jak, i niczego się nie nauczyliśmy do Kujawiaka jak widać, to wynika że postanowiono pana admirała nie niepokoić jak widać co i jemu przyjąć wypada, ludzie morza! posejdon grzmi, a wy spicie?!

w
środa, 9 października 2019, 20:01

turbiny dla scigaczy robiło WSK Rzeszów. Teraz po akcjach ARP nie ma nic ( jak za Kononowiczem)

-CB-
czwartek, 10 października 2019, 00:46

Tak. 50 lat temu adaptując do tego radziecki silnik lotniczy... I nie dla ścigaczy, a dla kutrów torpedowych.

Greck
wtorek, 8 października 2019, 21:49

Niech autor przeczyta dec. 349/MON i zobaczy co to jest dokumentacja i jaką odpowiedzialnością jest jej przyjęcie. 1-2 dni... Pan był w MW?

mick8791
czwartek, 10 października 2019, 12:49

Autor był oficerem marynarki w stopniu komandora więc ma podstawy żeby się merytorycznie wypowiadać.

Pim
środa, 9 października 2019, 12:52

Autor był, i zna papierologię kierująca tą instytucją. Mając doświadczenie uważa, że można to zrobić szybciej.

Wojciech
wtorek, 8 października 2019, 21:46

Hasło klucz: "przy dobrej organizacji i woli". W IU nie ma ani organizacji ani dobrej woli. Cała sztuka polega na tym żeby gonić króliczka a nie złapać go. Za każdą głupią czynność mają płacone a każde przesunięcie terminu czy anulowanie przetargu to odsunięcie zagrożenia jakim jest konieczność podjęcia decyzji. Do tego dochodzą nieformalne "wpływy" obcych ambasad. Żeby wygrać wojnę nie trzeba strzelać z dział. Wystarczy pozbawić dział przeciwnika. Tanio i skutecznie.

adamus
wtorek, 8 października 2019, 21:32

Słyszałem , że mamy licencję na jedno meko dwa meka trzy meka... Czy ktoś dobrze poinformowany wie, czy mamy licencję na coś jeszcze poza Ślazakiem? I jeszcze jedno : z odbiorem kormoranów to prawda. Wszystkim nam leży na sercu MW, ale tam wewnątrz się dobrze nie dzieje. No i te mega przedłużajace się remonty po 500 dni za mały okręt rakietowy.. Przecież to marynarze zamawiają i odbierają. Naprawdę nic nie mają do powiedzenia?? . Stocznie tylko biorą, bo czemu nie?

Kok
wtorek, 8 października 2019, 23:17

Były różne opcje, ale zdaje się, że stanęło na tym jednym egzp.

Robert
wtorek, 8 października 2019, 21:31

Okręt wstydu

Miś
wtorek, 8 października 2019, 21:27

Najlepiej będzie ze stoczni zachorować to to na złom

mc.
wtorek, 8 października 2019, 21:19

Dlaczego nie ma okrętów ? Bo nie ma stoczni. Bo nikt już w Polsce nie wytrzymuje blach na kadłubie. Bo nie ma fabryki silników okrętowych. Bo nie produkuje się radarów okrętowych. Bo... A teraz policzcie ile zakładów upadło bo...

Rycerz
środa, 9 października 2019, 10:34

Dlaczego nie ma stoczni? Bo nie ma okrętów. MW nie zamawia okrętów. Dlatego stocznie i zakłady z nimi powiązane upadły. Dopiero kilka lat temu malutkie programy objęły zamówienia holowników czy okręcików przeciwminowych. Nikt jednak nie zamawiał, nie zamawia i nie zamówi okrętów, ponieważ w przypadku Polski MW to niestety stracony front. Dopóki Kaliningrad stoi, to MW nie będzie miała racji bytu, chyba, że jako siła, która zwieje przed wojną do GB.

oskarm
środa, 9 października 2019, 12:30

@Rycerz napisałeś coś w stylu, skoro Rosjanie mają S-300 i S-400 to nikt nie kupi samolotów dla Sił Powietrznych, ponieważ w przypadku Polski SP to niestety stracony front. Dopóki Kaliningrad stoi, to SP nie będą miały racji bytu, chyba, że jako siła, która zwieje przed wojną do GB.

-CB-
środa, 9 października 2019, 02:38

W Gdańsku jest chociażby Remontowa, a w Gdyni Crist, które świetnie sobie radzą, tylko dla rządzących jest z nimi jeden wielki problem: są prywatne. Popatrz lepiej co się dzieje pod rządami obecnych polityków z Nautą czy SMW, nie wspominając już o Szczecińskiej i jej słynnej promowej stępce...

ryba
środa, 9 października 2019, 11:12

a za poprzedników było niby lepiej?

Boczek
środa, 9 października 2019, 20:34

Przynajmniej są Kormorany. Gdyby AM nie zerwał w 2016 Miecznika, też by już pierwsze 1-2 byłyby po wodowaniu. Ale skoro aktualni sobie nie radzą, to może wróćmy do tych, co sobie radzili lepiej. ### Ponadto proszę pamiętać, że wszystko, ale to absolutnie wszystko co aktualnie leci, to wynik pracy poprzedników. ### Oprócz Borsuka nie ma aktualnie jakiegokolwiek poważnego programu w przygotowaniu i w związku z tym wraz z końcem bieżących programów będziemy mieli 4-6 letni zastój.

-CB-
środa, 9 października 2019, 19:36

Nie twierdzę, że było dużo lepiej, ale zrzucanie całej winy na poprzedni rząd jest dużym nadużyciem. PiS po roku 89 był zaangażowany w wiele rządów i jest tak samo odpowiedzialny za tę sytuację jak wszyscy inni, a teraz te stocznie dobija.

mc.
środa, 9 października 2019, 00:55

oczywiście mój telefon pokręcił wszystko: bo nikt w Polsce nie produkuje już blach na kadłuby (Huta Częstochowa), nie ma fabryki silników okrętowych (Cegielski nie produkuje już tak dużych silników) , nie produkuje się radarów okrętowych (Radmor). Upadło wiele zakładów, odeszło wielu pracowników, nie ma już inżynierów, projektantów. Odbudowa tego wszystkiego to dziesiątki lat.

majk
środa, 9 października 2019, 15:27

jakie radary produkowal radmor?

-CB-
środa, 9 października 2019, 10:56

Nie tylko telefon pokręcił, ale i jak zwykle właściciel... Nie Radmor, tylko Radwar, który ma teraz większą ofertę niż kiedyś, bo dawniej niektórych rodzajów radarów w ogóle nie produkowaliśmy. Popatrz chociażby na takiego Kaszuba, budowanego pod koniec lat 80-tych. Część wyposażenia jest z Radwaru, część z naszych politechnik, a część najzwyczajniej radziecka. Z Hutą Częstochowa też mówiąc delikatnie "mijasz się z prawdą, bo oczywiście produkuje blachy okrętowe i możesz takie w każdej chwili zamówić.

mc.
środa, 9 października 2019, 21:50

Hutę Częstochowa "podarowano Ukraińcom" (wcześniej włożono w nią duże pieniądze, by sprzedać ją po kosztach księgowych), a ostatnio ogłoszono jej upadłość. Huta została wydzierżawiona (ma być wydzierżawiona ?) firmie Sunningwell Ltd. Podobno są plany odbudowy, bo obecna produkcja to maksymalnie 30% możliwości huty. Co do Radwaru (a właściwie PIT-Radwar) zgadzam się częściowo - skupili się na produkcji radarów dla WL.

-CB-
czwartek, 10 października 2019, 00:51

Skoro wspominasz Ukrainę, to dlaczego nie wspomnisz o tym, że to PiS sprzedał Stocznię Gdańską tymże właśnie Ukraińcom z Donbasu, odłączając ją wcześniej od Stoczni Gdynia, co było pośrednią przyczyną upadku tej drugiej? Strasznie wybiórczo przytaczasz te argumenty...

w
wtorek, 8 października 2019, 21:19

Izrael zrobił z MEKO porzadne okrety bojowe.A nasz MON i BBN ???? Za głupi jestem zeby zrozumiec takie postepowanie. Podobnie "rozwijano" Irydę

Edek
wtorek, 8 października 2019, 22:05

Już sobie daruj ta Iryde która zaliczyła kilka śmiertelnych wypadków i była po prostu kiepskim samolotem a nie cudem nad cudy.

Marek
środa, 9 października 2019, 13:28

Już sobie poczytaj ile śmiertelnych przypadków miały różne prototypy. Ni tylko te latające. Tytułem przykładu BWP K21 podczas prób pływalności topił ludzi. Koreańczycy jednak wzorem naszych geniuszy nie przerwali programu i mają porządny BWP. Iryda została uwalona nie z powodów merytorycznych. Zrobiono to bo jej polityczny plankton nie chciał. W tym celu zrobiono samolotowi czarną prasę. Decyzja uwalenia tego samolotu była karygodna. I nie o sam samolot tu idzie. Przy tej okazji rozgoniono na cztery strony świata zespół pracujący nad silnikami. A dzięki temu nie możemy samodzielnie zrobić pocisków samosterujących.

Arek102
środa, 9 października 2019, 01:40

Iryda miała 2 wypadki. Jeden- pierwszy to błąd pilota, który przekroczył dopuszczalne możliwości maszyny, ale i tu maszynę przekonstruowano wzmacniając kadłub i skrzydła dodatkowymi wręgami. 2 wypadek to skutek popijawy w jednostce gdzie miało dojść do ostatniego lotu badawczego. Niestety doszło do "niemocy" pilota następnego dnia, który miał tego dnia lecieć Irydą. Poleciał drugi pilot, do którego nie przystosowano nastaw fotela. Niestety doszło do przypadkowego uruchomienia fotela katapultowego. Jakieś zwarcie. Zresztą z tymi fotelami były kłopoty nie tyko w Irydach. Nie tek dawno zginął pilot Mig 29 też przez fotel katapultowy. Pod koniec lat 90 roku także zginął pilot Iskry, który leciał na paradzie nad Warszawą i się nie katapultował oraz wielu wielu innych przed nim. Wojsko nie wyjaśniło przyczyn tej katastrofy produkując 13 hipotez. Jest w internecie ciekawy materiał człowieka, który uczestniczył ze strony producenta- zakładów PZL Mielec w zespole badającym przyczynę katastrofy. Gdy jego ustalenia nie spodobały się szefostwu komisji został z niej wyrzucony.___ps. Wypadki w lotnictwie to rzecz straszna ale się zdarzają. 9 kwietnia tego roku zginął pilot lecący F-35A nad M.Japońskim. Przyczyny zostały wytypowane ale w 100% nie można stwierdzić, że były przyczyną. Faktem natomiast jest iż doszło do 7 dokładnie innych udokumentowanych przypadków, które mogły doprowadzić do katastrofy, a doprowadziły do poważnej utraty zdrowia przez co najmniej 2 pilotów i rozstroju nerwowego u innych szkolących się na F-22 Raptor. Niestety rozwój tej branży pisany jest krwią dawniej i teraz, i zapewne w przyszłości. I niestety nie jest to powód by wyrzucić tę maszynę na boczny tor. To samo jest w innej branży. Nie tak dawno eksplodował w Rosji eksperymentalny pocisk z napędem atomowym. Zginęło 6 naukowców. I co, FR odpuści sobie temat tego pocisku. Bardzo w to wątpię. Itd, itd... Więc twoje tezy o Irydzie, mówiąc delikatnie, są absurdalne.

Adam
środa, 9 października 2019, 14:39

Iryda miała wady konstrukcyjne. Co do katastrofy Iskry na defiladzie to obaj piloci zginęli przy katapultowaniu.

Arek102
czwartek, 10 października 2019, 16:37

Chłopie powtarzasz o Irydzie półprawdy-kłamstwa tych którzy zamknęli ten program, później sprzedali resztki po zakładach z Mielca. Mówisz o Irydzie, że miała wady, pierwsza wer. tak, druga miał najważniejsze wady konstrukcyjne usunięte. To nie wina Irydy że się rozbiła bo pilot latający na co dzień na niej był nie w formie, nie przesunięto lotu, pilot go zastępujący nie znał jego ograniczeń oraz nie usunięto wad samego fotelu, który zabijał przed Irydą i po niej na Iskrach i zabija na Migach. Rozmawiałem ze znanym lektorem filmowym 5-6 lat temu, który stracił dzięki tym fotelom wielu swoich kolegów pilotów (sam był zawodowym żołnierzem), zresztą sam napisałeś o pilotach którzy się katapultowali z Iskry, a i tak zginęli (w migu była identyczna sytuacja). Poza tym widziałeś samolot, który nie ma wad konstrukcyjnych. Jest takie powiedzenie w światku pilotów iż "przepisy lotnicze pisze się krwią pilotów". Sami obecnie staramy się (MON) o samolot, który "zabił" 9. września tego roku pilota nad M.Japońskim, a w 7 innych przypadkach zagroził zdrowiu innych pilotów. Więc idąc, twoją logiką należy zrezygnować z jego zakupu. :-(( Ja sam uważam iż jest nam potrzebny choć obecnie nie w ilości 2 eskadr i nie w obecnej 2 wer. . Powinniśmy go kupić co najmniej od wer 5. gdzie ma być mocniejszy silniki, mocniejszy radar, poprawione gogle, czy usunięte najgroźniejsze usterki jak problemy z zaworami ciśnienia kabinowego czy instalacją tlenową i hamulcami, które poprawiono tylko w wer. C, a w wer. A pozostawiono na późniejsze wer. :-(. Ten zakup niestety nie rozwiąże problemów polskiego Wojskowego Lotnictwa, a może je nawet pogłębić. Ale niech próbują. Zawsze będą mogli mieć powód do kolejnej uroczystości najpierw zakupowej, a później pogrzebowej. Chciał bym się tu mylić ale problemy są zgoła gdzie indziej niż obecny MON twierdzi. Nie samolot -ty Mig29 jest przyczyną ale brak odpowiednich procedur, ludzi, sprzętu i nadzoru w WL, oraz złego karania pilotów maszyn F-16- którzy są wyrzucani za byle głupotę, to samo tyczy się personelu naziemnego, którego szkolenie specjalistyczne trwa co najmniej 2 lata i kosztuje ogromne pieniądze (materiały są w angielskim technicznym). Ale i tak F-35 jest potrzebny WP choć ma ponad 900 "poważnych problemów konstrukcyjnych" w tym tych zagrażających pilotowi i maszynie ale nie jest to powód by jej nie kupić tylko trzeba to zrobić z głową. Prócz tego TRZEBA ROZWIĄZAĆ PROBLEMY w WL bo będzie więcej pogrzebów pilotów niż zginęło w katastrofach Migów, a i straty w sprzęcie będą o rząd wielkości większe niż to było w przypadku Migów 29.

mc.
środa, 9 października 2019, 00:59

Iryda była bardzo dobrą maszyną, a nie rozwijając takich produktów ZA DARMO oddaliśmy fabrykę Amerykanom (zapłacili 60 mln pln, czyli dokładnie tyle samo ile dostali za 3 M-28 które gotowe stały na pasie startowym). A teraz zastanawiamy ile będą kosztowały uzbrojone samoloty M-346 ?

Edi
środa, 9 października 2019, 14:40

Bez żartów, to była przestarzała konstrukcja z licznymi wadami.

w
środa, 9 października 2019, 20:05

konstrukcje sie przez lata doskonali. Były w opracowaniu 2 rodzaje silników....(prawie na ukończeniu). To nie jest tak jak myslisz ze przyjdzie rozczochrany łebski Józek, podrapie sie po lbie, po d.. i WYMYSLI gotowe działajace bez wad i bedace przebojem swiatowym rozwiazanie. Nie jestes przypadkiem z byłego Mnisterstwa Skarbu ( hh hhi) lub z ARP ?? Sposób myslenia identyczny

Willgraf
środa, 9 października 2019, 00:42

Iryda byla lepsza od Alpha Jeta, ale polskojęzyczne umieli ją ośmieszyć tak że nawet dziś tacy jak ty wypisują brednie na temat Irydy

copyright
środa, 9 października 2019, 17:38

Iryda byla kopia Alfa Jeta!

mc.
środa, 9 października 2019, 21:52

Panie copyright... jeśli nie zna Pan sprawy (historii Irydy), proszę nie wypisywać takich...

Marek
środa, 9 października 2019, 13:38

Gdyby wtedy był internet tak jak teraz, granda z powodu uwalenia Irydy mogła być taka, że odpowiedzialny za to minister pożegnałby się ze stołkiem.

Qwe
środa, 9 października 2019, 00:34

Tych wypadków było 3. Jeden w trakcie prób prototypu. I jeden w którym zginął instruktor i uczeń. To nie jest zły wynik. Gdyby nie decyzja Onyszkiewicza to wyprodukowano by 150 Iryd bo takie były przymiarki. Nawet gdyby plan produkcyjny został drastycznie ograniczony to latały by te zpierwszej serii

Edi
środa, 9 października 2019, 14:41

Przecież to były nieloty.

DK
środa, 9 października 2019, 00:23

Nie była cudem nad cudy ale gdyby nie ignorancja, brak zdecydowania i modyfikowanie co chwilę wymagań przez stronę wojskową to mogłaby być solidną podstawą do rozwoju polskiego lotnictwa wojskowego i polskiego przemysłu.

Willgraf
wtorek, 8 października 2019, 21:11

zmieniają nazwę na ORP "Naczelnik"

Marek
środa, 9 października 2019, 13:41

Ze względu szacunek dla zawodu jednego pana, który wybitnie przyczynił się do przyśpieszenia budowy okrętu powinni go nazwać ORP "Psychiatra".

BUBA
wtorek, 8 października 2019, 20:47

Ludzieeeeeeeeeee swiat sie smiejeeeeeeeee

Jimbo
wtorek, 8 października 2019, 20:04

Nikt nie mógł więc mieć pewności, że wszystkie te systemy zadziałają prawidłowo, dlatego część komentatorów i dziennikarzy branżowych nie przykładała większej wagi do przedłużających się badań i prób zdawczo-odbiorczych. To cytat z Pana tekstu Panie Maksymilianie . Co to ma być?

w
wtorek, 8 października 2019, 19:48

przerobic na Gawrona, zbudowac jeszcze 7 szt. Ale BBN marzy o fragatach. A teraz MON pisze analizy do załozen do prób odbioru wiec odbiór i włączenie do MW potrwa jeszcze z 10 lat

Edi
środa, 9 października 2019, 14:43

Fregaty Type 31e są tańsze od Ślązaka.

Sternik
wtorek, 8 października 2019, 21:51

Po co przerabiać go na Gawrona? Do zadań patrolowych jest OK , a przeciwko flocie rosyjskiej i 8 sztuk niczego nie zmieni. Co najwyżej będzie więcej pogrzebów.

ffscsdc
środa, 9 października 2019, 13:45

Ruska flota na Bałtyku jest przestarzała. Nowe małe okręty rakietowe są praktycznie pozbawione OPL. Więc?

Sternik
środa, 9 października 2019, 19:39

Obronę przeciwlotniczą zapewnia im Obwód Królewiecki. Więc?

Davien
czwartek, 10 października 2019, 17:49

Przed NSM albo RBS-15Mk III??? A niby jakim cudem jak nie moga zwalczać seaskimmerów.

w
środa, 9 października 2019, 11:11

no tak, wystarczy 15 yachtów pełnomorskich które pare lat temu MW zakupiła

w
środa, 9 października 2019, 20:06

chyba było kupionych 16 .Przepraszam

Orm Bywaly
piątek, 11 października 2019, 05:18

15,, --16 był w gratisie za zamówienie tych 15

-CB-
czwartek, 10 października 2019, 00:58

A w czym Ci przeszkadza Ośrodek Szkolenia Żeglarskiego Marynarki Wojennej? Też go mieli zaorać? Nie wspominając już o tym, że pierwszy z tych jachtów kupiono w 2007 roku. Któż to wtedy rządził?

R53
wtorek, 8 października 2019, 19:15

Mniemam ,że po wyborach będzie to kolejny wielki sukces obecnie radzących i tylko za ich przywództwem możliwym osiągnięciem!!!

Marek
środa, 9 października 2019, 13:47

Nie. To będzie tylko naprawienie tego, co koncertowo spitolili poprzednicy.

Bret
wtorek, 8 października 2019, 21:49

A po co komu sukces PO wyborach?

Zenek
środa, 9 października 2019, 12:49

A po co komu kopromitacja PRZED?

Du
środa, 9 października 2019, 00:41

Popieram i pozdrawiam

Anty 50 C-cali przed 500+
wtorek, 8 października 2019, 18:41

Panie Autorze. ja wiem wybory...gdybanie o wstydzie, czekaniu do listopada. Panie Komandorze ; czy wodowanie w stanie z grudnia 2014, Drugie "techniczne"----i czekanie na opusczenie baseniku przez stateczek ------przez LATA to normalne?? zapraszam fachowca - CB- , nie zapominam o Boczku! czy TO normalna procedura od Pierwszego wodowania "technicznego" w...2009. a co do psioczenia na Av-101: Caracal nie "siada" ani na "miecznika" Meksyku (wypiera ponad 2000 ton), ani w Indonezji - bo to tego i do sonaru i torped to kupili mniejsze airbusy (nie 11 tonowe, wsio w necie!!!)

Marek1
wtorek, 8 października 2019, 18:24

1. Za totalnie skandaliczny casus Gawroina vel Ślazaka powinno już od dawna siedzieć w pierdlu co najmniej kilkanaście osób z wszystkich poprzednich i obecnego szefostwa IU/MON. 2. Wiadomo personalnie KTO blokuje od lat wszelkie działania dot. zamiany Ślązaka w pełnowartościową korwetę. Niestety sa to tzw. święte krowy, z racji bliskich relacji z czołowymi politykami jedynie słusznej partii, absolutnie NIE do ruszenia, bez względu jak bardzo szkodliwa dla WP jest ich działalność.

Arek102
środa, 9 października 2019, 02:06

A kto blokował panu min. Siemoniakowi pozostawienie Ślązaka jako Gawrona kiedy go zdegradował do patrolowca co i tak było lepszym pociągnięciem niż wysłanie go na złom, bo takie pomysły też były. No chyba nie był to sam prezes J.Kaczyński :-). Prawda jest taka iż jak masz w tekście napisane, że wiele systemów może tak na prawdę pokazać czy działa oraz ile są warte. Ale to dopiero wyjdzie podczas normalnej służby jak okręt zostanie przyjęty na stan MW. Wtedy dopiero można myśleć czy i co w nim zainstalować by był korwetą. I są to tylko kwestie techniczne, bo oprócz nich są jeszcze kwestie taktyczne - roli okrętu w MW. Prócz tego są kwestie finansowe na jego dozbrojenie. Koszt z przed 2 lat około 800 mln zł. Pisano o tym na defence. Można sobie poszukać.

Marek
środa, 9 października 2019, 13:56

Pan, o którym piszesz posłałby ten okręt na złom. Jego pryncypał wszak wyraźnie w mediach publicznych mówił, co należy z Gawronem zrobić. Tylko smród się zrobił z tego taki, że postanowiono okręt ukończyć jako patrolowiec.

Arek102
piątek, 11 października 2019, 01:40

I chwała mu za to, że tak zrobił. Nie tkwił w błędzie i nie zniszczył. Siemoniak nie zrobił by tego bez aprobaty Tuska, czyli sam Tusk musiał wycofać się ze swojego absurdalnego pomysłu i bynajmniej go nie bronię, ale to jedna z nielicznych decyzji D.Tuska, które uratowały ten okręt. Może był to chytry plan by zniszczyć ten okręt po cichu z upadającą Stocznią Remontową, a później w masie upadłościowej nikt nie przejął by się Gawronem, którego syndyk masy upadłościowej wysłałby na złom. No ale fakt jest faktem, że Siemoniak z Tuskiem go nie zniszczyli, Stocznia przetrwała, sędzia syndyk masy upadłościowej nie zniszczyła okrętu, nie sprzedała go jakiemuś oferentowi po kosztach złomu. Obecnie okręt jest "na ostatniej prostej" do wejścia na stan MW. Reszta to dywagacje ani Siemoniak ani Tusk nigdy nie powie naprawdę jak było, zapewne doradcy wizerunkowi Tuska kazali mu się wycofać z tej decyzji i zrobić to po cichu, ale się nie udało. No i niestety jego nieudana decyzja o zniszczenia okrętu jest postrzegana jako jego zachowanie. Tamtej ekipie wiele rzeczy nie wyszło, zniszczenie Gawrona też. :-) Dzisiaj niestety trzeba oddać Siemoniakowi to, że go uratował poprzez jego degradację do patrolowca.

X
wtorek, 8 października 2019, 22:50

Znaczy kto . konkrety

Sidematic
wtorek, 8 października 2019, 21:53

Do czego ci ta pełnowartościowa korweta? Chcesz jednym okrętem prowadzić wojnę z trzecim mocarstwa świata? Proponuję przemyśleć opcję zmiany lekarza.

Wsa
środa, 9 października 2019, 00:30

Do czego Ci czolgi? Chcesz tym złomem walczyć z mocarstwem swiata? Do czego Ci samoloty i śmigłowce? Chcesz nimi walczyć z mocarstwem świata? Wogole lepiej chyba już podzielić Polskę na dwie części. Zachód i morze do Niemiec a reszta dla Rosji. Jakoś oni potrafią zagospodarować okrety i nie rezygnują z armii.

Sidematic
środa, 9 października 2019, 19:41

Jeśli znowu ma zginąć 6 mln Polaków i mamy się cofnąć cywilizacyjne do lat 30-ych XX wieku to już lepiej rzeczywiście podzielić.

Grzesiek
środa, 9 października 2019, 22:27

Po to się mamy zbroic, żeby wojny nie było i żeby nic nie dzielić.

Troll i to wredny
wtorek, 8 października 2019, 17:33

Najmocniejszy z historii nie jestem, ale cała ta opowieść jest (w mojej subiektywnej) ocenie ciut niepełna. Ja to pamiętam tak -był początek tego wieku, gdy ówczesny rząd Leszka M. zasugerował potrzebę unowocześnienia MW RP, przez wprowadzenie do służby korwet projektu 621. Tak narodził się program ,,Gawron". O ile mnie pamięć nie myli (poprawcie mnie proszę, jeśli coś przekręciłem), realizatorem budowy 7 korwet miała być Stocznia MW. Ta ostatnia nie była gotowa technicznie do realizacji tak wymagającego projektu. Dlatego zaciągnęła spory kredyt modernizacyjny. Po zadłużeniu stoczni, nagle okazało się, że budowa tych fregat nie ma zaplecza finansowego. Jednym ruchem zniszczono stocznie, zablokowano budżet inwestycyjny MW i zniwelowano na dekadę plany rozwojowe (wzmocnienie militarne) RP na Bałtyku. Teraz mamy zardzewiały problem będący najdroższą motorówką z armatką w Europie (o ile nie na świecie). Przyda się w czasie pokoju ,do eskortowania gazowców. Na wojnie - jakaś ochrona szlaków handlowych na n-tym teatrze działań....

Cine
wtorek, 8 października 2019, 21:58

Ze wszystkim się zgadzam poza tym eskortowaniem gazowców w czasie pokoju :-) i ochroną szlaków handlowych w razie "W". W razie wojny NIE BĘDZIE żadnych szlaków handlowych na Bałtyku. Było tutaj pisane o tym przez tego samego autora. Żadne statki ani okręty nie będą pływały chyba że podwodne.

Marek
środa, 9 października 2019, 14:04

Zależy o jakiej wojnie mówisz. Ja łatwo mogę na przykład wyobrazić sobie taką, w której zamiast strzelać ktoś podpuści ekologów. Mało to jachtów oraz innej drobnicy pływa w cieśninach i po samym Bałtyku. Mało jest świrów, którzy uważają, że trzeba ratować klimat i dlatego wieczorem nie powinno się urzędować nawet przy świeczkach? Dużej kasy nie trzeba żeby odpowiednio zorganizować takich ludzi.

mc.
wtorek, 8 października 2019, 21:16

Oddałbym jeszcze do tego: Stocznie są nam niepotrzebne. Kuwejt JE .kupi.

mc.
środa, 9 października 2019, 01:00

Mój telefon... Dodałbym do tego jeszcze to: stocznie są nam niepotrzebne. Kuwejt je kupi.

republikanin
wtorek, 8 października 2019, 16:55

1)obrona przeciwlotnicza. 2)obrona przeciwlotnicza 3)obrona........... Żadnych fregat.Gdyz spoczna na dnie w kilka godzin po rozpoczęciu dzialan wojennych.Dziadek komandor MW.Aby nie topic forsy w bezsensowne projekty.Typu op z rakietami manewrujacymi, fregaty czy patrolowce. Osiem do dziesięciu malych jednostek rakietowych.Podobne maja Szwedzi. Oraz systemy wskazywania celów pozachoryzontalnych...

Antex
środa, 9 października 2019, 03:17

A to nie wiedziałem że na polskim wybrzeżu są szkiery jak w Szwecji i Finlandii? Bo tylko wtedy małe okręty maja sens ....

Marek
środa, 9 października 2019, 14:07

To jeszcze doczytaj o tych szkierach i okrętach. Szwedzi i Finowie utracili wiarę w ich ochronną magię. Dlatego pierwsi planują budować duże korwety a drudzy małe fregaty...

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
wtorek, 8 października 2019, 20:31

Jaka obrona przeciw lotnicza na środku morza ? tylko dobrze wyposażone okręty wsparte lotnictwem mogą obronić linie żeglugowe czy uniemożliwić desant.

Gustlik
wtorek, 8 października 2019, 22:00

A kto ci powiedział o tym środku morza??? Chodzi o obronę przeciwlotnicze POLSKI!

mick8791
wtorek, 8 października 2019, 19:58

To sobie sprawdź co mają Szwedzi. Bo gwarantuje Ci, że mają i fregaty i op. Zresztą sami konstruują i budują bardzo dobre i nowoczesne okręty podwodne. Poczytaj sobie również dlaczego Bałtyk jest tak doskonałym akwenem do operowania op (a jest).

say69mat
wtorek, 8 października 2019, 16:50

W warunkach naszej Ojczyzny brak nowoczesnych okrętów generuje określone problemy strategiczne dla bezpieczeństwa terytorium i ludności cywilnej. W warunkach naszej Ojczyzny wyprodukowanie nowoczesnego okrętu dla naszej MW, generuje określone problemy o wymiarze zgoła strategicznym. W warunkach naszej Ojczyzny, pozyskanie jakiegokolwiek nowoczesnego okrętu dla naszej floty generuje zgoła strategiczną niemoc. W warunkach naszej Ojczyzny włączenie nowoczesnego okrętu do służby generuje kolejne problemy, tym razem związane ze strategią funkcjonowania instytucji życia politycznego. W wymiarze emocjonalnym uzależnionych od celebry hucznych obchodów kolejnych rocznic ważnych dla tragicznej historii naszej Ojczyzny.

Edsa
środa, 9 października 2019, 00:32

W warunkach naszej ojczyzny wdrożenie i zakup jakiegokolwiek nowoczesnego wzoru u zbrojenia generuje tak olbrzymie i nirozwiazywalne problemy ze lepiej tworzyć lekka piechote bez znaczenia uzbrojona w karabinki.

COP i sprzedany Zelmer
wtorek, 8 października 2019, 16:48

3RP w pigułce, najlepsi specjaliści od... dojenia budżetu państwa, profesorki rodem z PRL, naukowcy, inżynierowie, grunt, że nikt nie zapyta po co 3RP był ten okręt.

mick8791
wtorek, 8 października 2019, 20:01

Tutaj nie było problemu z naukowcami i inżynierami tylko problem z podejmowanie decyzji na szczebu rządowym i prawidłowym finansowaniem projektu...

kim1
wtorek, 8 października 2019, 16:44

Teraz wychodzi na to, że trzeba było brać od Australii zmodernizowane fregaty rakietowe OHP Adelaide. Tylko, że pomysł ten został skrytykowany przez m.in. przez autora piszącego artykuł okręcie Ślązak. Na co liczył Pan M. Dura? Na gruszki na wierzbie? Teraz MW nie ma ani nowych okrętów rakietowych ani zmodernizowanych fregat.

-CB-
środa, 9 października 2019, 02:33

To co się stało z pieniędzmi, za które miano kupić te Adelajdy? Skoro ich nie kupiono, to chyba można je przeznaczyć chociażby na dozbrojenie Ślązaka? Tyle, że już je dawno rozdano (no chyba, że ich w ogóle nie było i to tylko PRowy pic)...

kim1
wtorek, 8 października 2019, 16:37

To trzeba kupić w miejsce urządzeń, które utraciły gwarancję, nowe na gwarancji.

-CB-
środa, 9 października 2019, 02:41

Tak, też mi się wydaje że najlepiej by było popruć pokład i wymienić np silniki, turbinę i przekładnie, żeby były na gwarancji... To samo z innymi systemami, aż w końcu dojdziemy do gołego kadłuba i zaczniemy budowę prawie od początku...

wtorek, 8 października 2019, 22:36

To, że urządzenie nie ma już gwarancji nie świadczy o tym, że jest niesprawne.

-CB-
środa, 9 października 2019, 02:45

Nie, ale za to kosztuje dużo więcej, bo większość urządzeń kupuje się w pakietach, razem z gwarancją, uruchomieniem, przeszkoleniem załogi itp. Po takim czasie za wszystkie te dodatkowe rzeczy trzeba zapłacić od nowa, plus za serwis i przegląd przed pierwszym uruchomieniem.

Edi
środa, 9 października 2019, 14:45

Nadal to mniejszy koszt niż kupno nowych urządzeń.

Klakier
wtorek, 8 października 2019, 16:29

I to jest oto przykład totalnego burdelu jaki panuje w MON,nawet przed wyborami nie chcą się pochwalić to widocznie jest gorzej niż źle.Tyle lat budowy,tyle pieniędzy poszło a jedyne do czego się nadaje ze swoim "uzbrojeniem" ten okręcik to do straszenia piratów na motorówkach.No ale zawsze Błaszczak będzie mógł powiedzieć - Wina Tuska :)

Marek
środa, 9 października 2019, 14:13

Po co Błaszczak ma mówić o winie Tuska, skoro w mediach publicznych o swojej winie swego czasu powiedział sam Tusk? Wystarczy tylko odtworzyć tą telewizyjną wypowiedź.

wtorek, 8 października 2019, 20:40

A kto nazwał ten okręt niepotrzebną "motorowką"?

wiarus
wtorek, 8 października 2019, 16:25

Odpowiedź na tytułowe pytanie znajdziemy w treści i prawdopodobnie zawiera wszystkie wymienione w artykule problemy, poczynając od "świąt" i polityki po uzbrojenie. Czym powinien być ten okręt? To oczywiste : pełnoprawną, dobrze uzbrojoną korwetą, przeznaczoną do operowania na Bałtyku i morzu Północnym. Liczba tych jednostek powinna wynosić trzy - szkoda poniesionych nakładów przy opracowaniu prototypu.

Andrzej
wtorek, 8 października 2019, 16:24

I wszystko na miar Afrykańskiego Państwa. W tym okręcie odbiją się wszystkie negatywne Polskie cechy.

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
wtorek, 8 października 2019, 20:34

Północnej Afryki bym nie liczył! Arabowie mają dobrze wyposażone liczne armie mimo cienkich gospodarek w większości.

Smuteczek
wtorek, 8 października 2019, 16:08

Złe wieści nie mogą być przecież nagłaśniane przed wyborami. A po wyborach się powie, że jest dramat i "wina Tuska" jak że wszystkim

Arek102
środa, 9 października 2019, 02:14

Powinieneś się cieszyć, że Tusk nie wysłał go na złom bo był taki pomysł, a teraz masz powód by ponarzekać na obecnie rządzących. :-)))

Anty 50 C-cali przed 500+
wtorek, 8 października 2019, 18:44

no nie dlaczego Tuska? za podpisanie recepty lekarza (Klicha) o nie uzbrajaniu Gawrona w rakiety? w lutym 2012?? przed wyskokiem o 70 helikopterach, zamiast skromnie 26?

-CB-
środa, 9 października 2019, 02:52

Twój PiS rządzi już 4 lata. Czy słyszałeś żeby się chociaż raz zająknęli o jakiś planach dozbrojenia Ślązaka? Nie wspominając już np. o kłamstwach w sprawie OP, na które kontrakty AM podpisywał "lada dzień" przez cały okres swojego ministrowania, a następca też na początku cały czas je obiecywał "lada chwila". natomiast teraz dziwnie zamilkła w tym temacie...

Arek102
niedziela, 13 października 2019, 03:01

Chłopie żeby coś dozbroić to trzeba to najpierw dokończyć. Dokończyć trzeba formalności prawnych. Okręt musi zostać przekazany ze stanu IU na stan MW, która go przejmie do swojego majątku i będzie za niego odpowiedzialna prawnie ale to nie nastąpi jak MW będzie miała pewność, że okręt działa poprawnie. To trzeba zrobić na podstawie opracowanego konkretnego dokumentu prawnego, który przekaże okręt czyli majątek wartości ponad 1 mld zł na stan MW. Dopiero jak wszystkie formalności zostaną dopełnione z wejściem okrętu na stan WM, zostanie wybrany kapitan tego okrętu, będzie skompletowana załoga, która będzie się szkolić- uczyć się wszystkich systemów tego okrętu. Dopiero po jakimś czasie podczas rutynowej służby czy w czasie manewrów w "praniu" wyjdą wszystkie niedociągnięcia oraz potrzeby sprzętowe, nie tylko uzbrojeni. Dopiero na tej podstawie, MW MOŻE sformułować wnioski do min. MON. Ten z kolei wyda odpowiednie polecenia szefowi IU (gen. bryg. D.Pluta) by zajął się kwestią "taką to i taką" związaną z okrętem Gawron i skonstruował program związany z doposażeniem tej jednostki, przygotował przetarg i określił jego ramy czasowe i finansowe (ew. dostał je od samego min.) w porozumieniu z MW. Dopiero min. MON na tej podstawie zmieni obecne PMT (dopiero co opracowane na następne 15 lat). To z kolei może powodować włączenie premiera i rządu jak trzeba będzie dołożyć środków finansowych na Gawrona bez obcinania innych programów w samym PMT. Poza tym MW- czyli wojsko, tak na prawdę nie wie co dalej ma być z tym okrętem (jest w tekście). Czy będzie tylko jeden taki okręt. Jaką rolę będzie pełnił w MW. Więc dlatego PiS nie "zająknęli o jakiś planach dozbrojenia Ślązaka". Ot cała tajemnica. ____PS. Złym nawykiem jest kiedy jedni (wojskowi) wtrącają się w sprawy polityków (dochodzi do przewrotów czy stanów wojennych), a politycy (min. MON i jego cywilni współpracownicy) wybierają broń dla żołnierzy, zabierając jednocześnie pieniądze na te zakupy jak było za PO (zabrali przez 8 lat ponad 13 mld zł z budżetu MON). Niech każdy zajmie się swoją działką, a wtedy struktura państwa jaką jest WP będzie działała jak dobrze nasmarowana maszyna.

Anty 50 C-cali przed 500+
środa, 9 października 2019, 17:17

Twoi zwodowali (- za moje fundusze wmuszone w ofe -) "technicznie" pierwszy raz gawrona 10 LAT temu?? Kiedy TO dozbroili w super rapid 76mm w awangardowej skorupie + CIWS, autowatyczne, bez potrzeby ! "gustlika" do korbek ----jak zamawiane w 2013 dla super niszczyciela. min. POpraw mnie jak by co. A jak dla nich ta" mina" to turbina sprokurowana dla Gawrona, zamiast oryginalnej niemieckiej koncepcji---to dlaczego przynajmniej nie dozbrolii w RBS15???? mozolnie ale DOSTARCZONE przez sojusznika? (Dla 95 metrowej korwety to pewnie nie ma miejsca dla ESSM, bo Holendrzy to "wyniuchali" i upakowali 6 rur -wyrzutni dla "miecznika" ale 117 - metrowego. a Meksykanie zarekomendowali sobie sihawki, nie Caracale "bazowo" nawet zitegrowane z torpedami. "obecne". w tym Meksyku

Marek
środa, 9 października 2019, 14:26

Tamci rządzili przez lat osiem. W tym czasie zastopowali budowę okrętu i nałgali społeczeństwu na jego temat po to, żeby go w końcu zatopić. W co byś teraz chciał uzbrajać "Ślązaka"? Można by było w RBSy. Tylko po co, skoro OPL ma gorszą od Orkanów? Narew jeszcze nie została wybrana. Jak będzie, to możemy gadać. A nawet jak będzie i tak dodatkowo RIM-116 RAM powinniśmy do tego okrętu dokupić.

Davien
piątek, 11 października 2019, 19:30

Marek, tyle ze proj 621 miał miec albo ESSM albo MICA VL więc związek z Narwia jest.... Zobacz jak sa uzbrojone K130, bo niestety innych MEKO A100 niz ślązak nie ma.

-CB-
środa, 9 października 2019, 19:43

Idąc Twoim tokiem myślenia, to za poprzedników też "Narew jeszcze nie została wybrana", więc uzbrajanie tego okrętu było bez sensu... No nie?

mc.
środa, 9 października 2019, 12:54

A jaki jest plan DMW dotyczący tego okrętu ? Ja ci odpowiem - albo ŻADEN, ALBO ZROBIĆ Z NIEGO KRĄŻOWNIK. DMW nie potrafi się odnieść do możliwości finansowych Państwa oraz zadań jakie MW ma wykonywać. Czyli DMW nie zna określenia maksymalny efekt (zbrojeniowy) za określone pieniądze. Oni zawsze mają Ogromne Wymagania, albo Milczą i pilnują etatów.

-CB-
środa, 9 października 2019, 20:15

I jeszcze jedno: piszesz o tym mitycznym "DMW" jakby oni tam tkwili od 30 lat w niezmienionej formie, a przecież w tym okresie przewinęły się setki ludzi i były setki koncepcji, doktryn i priorytetów. Obecny rząd też przecież wsadził tam swoich ludzi i aktualne "DMW" jest z ich nadania. Co się zmieniło przez 4 lata ich rządów?

-CB-
środa, 9 października 2019, 19:52

Idąc tym tokiem rozumowania, dokładnie takie same zarzuty można postawić całemu lotnictwu, pancerniakom, piechocie zmotoryzowanej itp. itd. Bo przecież latając na Su-22, Mi-2 czy nieuzbrojonych Mi-24 oraz jeżdżąc T-72 czy BWPami nie powinni się domagać nowego sprzętu, tylko "odnieść do możliwości finansowych państwa". Jestem ciekawy jakie oni mają zdanie na temat wykonywania postawionych zadań na posiadanym obecnie sprzęcie...

CdM
środa, 9 października 2019, 11:55

Następca jest sprytniejszy, zamiast mówić, że już, lada chwila, on "z niczego nie rezygnuje". Dużo bezpieczniejsza formuła (czego ode mnie checie, nie zrezygnowałem, nie rezygnuję i nadal nie będę rezygnował z niczego!)

viggen
wtorek, 8 października 2019, 17:37

Juz tak nie rozpaczaj, że zrobił giga patrolowiec.

Arek
wtorek, 8 października 2019, 15:54

Zamontować Camm i NSM.

Eeda
środa, 9 października 2019, 00:34

Tak. Dospawac do kadłuba. Pstryknac palcami i już jest. Ja też tak mam..chcę Lamborgini i pstrykam palcami i już jest. Jakie to proste. Banalne wręcz.

hermanaryk
środa, 9 października 2019, 16:51

Na "Ślązaku" jest mnóstwo miejsca przeznaczonego na rakiety, co więcej - są radary bojowe oraz system kierowania walką zdolne te rakiety obsłużyć. Są wreszcie same rakiety - nie tylko na Orkanach, ale i w magazynach MW. Tak, to proste.

Marek
środa, 9 października 2019, 19:56

Nie. Nie jest proste. Na takim okręcie trza mieć OPL krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu jeszcze. I to zanim założy się na nim RBSy.

P.M.
wtorek, 8 października 2019, 15:43

Czym będzie tak naprawdę okręt ORP „Ślązak”? , cyt. „do czego ten okręt ma w rzeczywistości służyć, jak go wykorzystywać w czasie pokoju, kryzysu i wojny, ... ´koniec cytatu. Jest to tak oczywiste, że nie ma sensu opisywać w szczegółach a należy określić : a) ma się obronić przed atakiem z powietrza, wody i lądu, b) ma służyć dodatkowo konkretnym celom, zaplanowanym przez MW, c) ma być w miarę bezawaryjny i ma mieć zapewnione części zamienne i potrzebne uzbrojenie do wykorzystania (vide pkt 1ai 1b) - w miarę krajowe, niezależne od zagranicznych dostawców. „Strzałem w stopę” jest wyposażenie ww. jednostki np. w silniki z RFN. Nie dyskutuję o ich wysokiej klasie technicznej a dlaczego dotychczas nie wprowadzono do produkcji polskiej wersji tych napędów (może na licencji) w miejsce zlikwidowanej produkcji krajowej. Wyobrażam sobie co będzie gdy na wzór np. kryzysu Ukraińskiego Niemcy odmówią nam, części zamiennych – nie zamierzam dyskutować z opcją proniemiecką, bowiem określenie Mitteleuropa jest wyjaśnione historyczne i nadal przez Niemcy jest konsekwentnie realizowane. A tak na marginesie, za „moich czasów” (sądzę , że obecnie także w RFN) odpowiedzialni za ww. bałagan powinni być wysłani na „wieczną minimalną emeryturę” Co dalej z naszą Ojczyzną, którą częścią jest Marynarka Wojenna ?.

w
wtorek, 8 października 2019, 19:49

nie ma w Polsce żadnej fabryki silników. Polskich czy wytwarzanych w Polskim zakładzie. Wszystko zaorane

mick8791
wtorek, 8 października 2019, 19:10

a) czym ma wg Ciebie bronić? Przecież na ten moment ten okręt (w sumie nie jest jeszcze okrętem...) jest praktycznie bezbronny... b) no właśnie o zdefiniowanie tych celów postuluje autor artykułu, bo jakoś nikt do tej pory nie zdołał ich określić! c) "ma być w miarę bezawaryjny" - typowe myślenie życzeniowe. A kto te części i uzbrojenie w Polsce produkuje? Naprawdę uważasz, że dla jednego okrętu jest sens przenosić do kraju technologię i tworzyć możliwości produkcyjne silnika? 100x taniej jest kupić kilka jednostek napędowych na zapas! Takie twierdzenia mogą wysuwać tylko ekonomiczni i techniczni ignoranci...

Marek
środa, 9 października 2019, 14:42

P.M. ma rację w tym co pisze o ciągle aktualnej Mitteleuropie, a Niemcy nie są jedynymi na świecie producentami okrętowych silników. Ze "Ślązakiem" już pociąg pojechał, ale na niemiecką "przyjaźń" i wszystko, co jest z nią związane, podobnie jak na Rosjan bym bardzo uważał.

mick8791
piątek, 11 października 2019, 18:38

A co ma Twoja wypowiedź wspólnego z tym co napisałem? Nic! Czy ja sugerowałem gdzie mamy kupić silniki?

SAS
wtorek, 8 października 2019, 18:08

Nic nie będzie, bo od tego okrętu nic nie zależy. Co innego czołgi.

Eda
środa, 9 października 2019, 00:00

Tak. Masz rację. Szczególnie T72 w malpiej wersji bez amunicji które nie potrafią w nic trafić. Tak. Te czolgi wiele znaczą i wiele od nich zależy. Następny fan wielkich bitew z IIWS zatrzyma y w czasie 70 lat temu.

ccc
wtorek, 8 października 2019, 16:44

@ P.M. Sugerujesz, że powinniśmy opracować własny silnik do zastosowania na 1 okręcie??? ;)

Antex
środa, 9 października 2019, 03:21

na 1 to nie koniecznie ... ale już na serii kilku czy kilkunastu. Zwłaszcza że niektóre mogą mieć podwójne układy napędowe.

CdM
środa, 9 października 2019, 12:03

Przepis na drogie, awaryjne, de facto prototypy o osiągach dalekich od światowej czołówki. To wersja optymistyczna, za to realistyczna: nic nie opracują i nic nie powstanie przez kolejnych 15 lat poza stołkami.

Rda
środa, 9 października 2019, 00:02

Powiem więcej. Powinniśmy powołać do tego specjalną firmę z zarządem prezesem i 1000 pracowników. Zbudować halę i kupić maszyny. Po 15 latach i 14mld PLN mi na zacząć produkcję 1 silnika. Chyba dobrze kombinuje prawda?

mc.
wtorek, 8 października 2019, 15:17

Wielokrotnie kasowano moje niepochlebne wypowiedzi dotyczące Dowództwa Marynarki Wojennej. Ale ten artykuł tylko potwierdza moje zdanie o DMW - robią coś, tylko nie wiedzą po co. Zlecają coś, ale nie wiedzą czy będzie to potrzebne. Wykorzystanie istniejących systemów np. rakiet RBS-15, współpraca Ślązaka z Kormoranami w zakresie zwalczania OP i obrona ich przeciwko okrętom i rakietom przeciwnika (trzeba by Ślązaka wyposażyć w potrzebne systemy) - to pierwsze co mi się nasuwa na myśl. Ale ja nie jestem SPECJALISTĄ - od tego jest DMW. Ale DMW zajmuje się swoimi ETATAMI !!!

mick8791
wtorek, 8 października 2019, 17:18

Mistrzu zamawiającym jest MON, a nie DWM i to on finalnie decyduje o tym co ma być na okręcie więc swoje pretensje kierujesz nie tam gdzie trzeba... "współpraca Ślązaka z Kormoranami w zakresie zwalczania OP"? Kormoran jest niszczycielem min, a nie okrętem ZOP!

Ewa
środa, 9 października 2019, 00:04

Ja bym poszedł dalej i napisał że Ślązak poprzez IBCS będzie współpracował z Wisłą oraz Homarem i F35. To będzie nasza gwiazda śmierci.

mc.
wtorek, 8 października 2019, 21:14

MON zamawia, ale w tym przypadku wedle specyfikacji DMW. Naprawdę wierzysz w to że samoloty zamawiają "zieloni" a nie "Piloci"? Nieszczęściem byli Ministrowie którzy zgadzali się na beznakladowa produkcję. Trybunał Stanu !!!

mick8791
czwartek, 10 października 2019, 01:57

Wedle specyfikacji DMW? Uważasz, że MW zamówiła sobie korwetę, która tak naprawdę jest przerośniętą motorówką, bo w zasadzie nie ma uzbrojenia? Że na ten moment ważniejsze od okrętów bojowych są holowniki? Że zamiast heli ZOP i SAR wybrali homeopatyczną ilość śmigieł, które równocześnie mają pełnić obie te funkcje (eksperyment, którego świat chyba nie widział)? A przecież w kontrakcie na Caracale mogli mieć zapewnioną odpowiednią ilość śmigieł obu typów... Uważasz, że specjalsi wybrali gołe i bez uzbrojenia S-70i, zamiast UH-60 Black Hawk, które tak naprawdę powinni dostać? Że WL chciały Himarsy z półki, które nie dość, że będą na nośnikach nieużywanych w polskiej armii, to jeszcze nie są i raczej nie będą kompatybilne z Topazem używanym w polskiej artylerii więc już z założenia będą lekko niefunkcjonalne? Do tego technologia rakiet używanych w tym systemie to początek lat 80' tych ubiegłego wieku (a była druga propozycja dużo bardziej atrakcyjna technologicznie i finansowo ale cóż nie była "hamerykańska"). Uważasz również, że to armia stwierdziła, że z budżetu na modernizację techniczną wojska trzeba wywalić 3,5 mld na samoloty dla vip'ów (kupione zresztą z naruszeniem prawa) tak żeby Kuchciński i spółka mieli czym do domu latać na weekend? Dodam, że cały kontrakt na Kraby to 4,5 mld więc sobie oszacuj ile uzbrojenia można by za te latadła dla vip'ów kupić (ok zakup w sumie był potrzebny ale dlaczego z budżetu MON?). Wydatki na ławeczki patriotyczne, budowę dróg, sprzęt dla policji, zakup samolotów dla LPR itp to również zamówienia armii? Leczenie syfa pudrem czyli łatanie T-72 to też dlatego, że armia uważa, że to sprzęt perspektywiczny (za tą kasę można by było kupić kilkadziesiąt nowych czołgów, a ich sumaryczna wartość bojowa byłaby znacznie większa)? Czy wierzę, że F-35 zamawiają "zieloni", a nie piloci? Oczywiście, że tak! Decyzja o zakupie F-35 została ogłoszona przez MON zaraz po katastrofie Mig'a. Tylko naiwny by podejrzewał, że w tak krótkim czasie ktoś w ogóle rozmawiał z pilotami, że została przeprowadzona jakakolwiek analiza odnośnie tego jakich samolotów teraz potrzebujemy...

-CB-
wtorek, 8 października 2019, 16:23

Jak zwykle pomijasz rolę polityków i rządu, a to oni są tu najważniejsi. "DMW" może sobie tylko chcieć... Zresztą najwyższe dowództwo też jest obsadzane z klucza partyjnego (przypomnij sobie chociażby czystki za AM), więc nie będą podskakiwali swoim. No i wreszcie co do tego: "robią coś, tylko nie wiedzą po co. Zlecają coś, ale nie wiedzą czy będzie to potrzebne". W momencie zamawiania dokładnie wiedzieli, ale problemem jest to, że minęło aż tyle lat i w dodatku jest "wykastrowany" i trzeba kombinować jak go wykorzystywać. Gdyby był w pełni uzbrojony, to by żadnego problemu nie było.

Werter
środa, 9 października 2019, 00:09

Tez by był. Wiecie co by się działo gdyby ten okręt był w pełni wyposażony i uzbrojony? Jeden wielki koszmar. Ćwiczenia z użyciem rakiet pochlonelyby cały budżet MON. Dodatkowo trzeba by wykombinować odpowiednią załogę specjalistów i im zapłacić. Skąd wziąć kapitana który by tym pływał a nie wolał siedzieć na lądzie i czekać na emeryturę?. Same problemy. Z takim budżetem jak ma MW nie stać jej na utrzymanie okrętów. Popatrzcie jak często ćwiczy Morską jednostka rakietowa. Jeden strzał na dwa lata? To są jaja.

mc.
wtorek, 8 października 2019, 21:10

Bardzo przepraszam - Panowie "Polytycy" razem z "Marynarzami" z jednych kieliszków popisaliśmy. Oczywiście że tak, ale bez biernej zgody "Marynarzy" nic takiego by się nie wydarzyło. Mięsny, biedny ale wierny. Nic się nie zmieniło.

-CB-
wtorek, 8 października 2019, 14:53

Jest jeszcze jeden powód opóźnienia: po prostu za część wykonanych prac trzeba zapłacić, a jak wiadomo pieniędzy nie ma, więc teraz trwa gorączkowe ich poszukiwanie. Co do śmigłowca dla Ślązaka, to kupno takiego specjalnie dla tego okrętu byłoby paranoją. Przecież on nie ma hangaru, więc w żaden dalszy rejs i tak nie mógłby go zabrać. Taki śmigłowiec będzie mógł operować tylko z baz lądowych, a okręt żeby z nim współpracować będzie musiał być dość blisko brzegu. Lądowisko jest właśnie do takiego współdziałania, a także do przyjmowania śmigłowców (np. z zaopatrzeniem) z innych okrętów. Dlatego powinniśmy posiadać większą flotę śmigłowców, które będą w stanie wylądować na wszystkich naszych okrętach, a nie kupować specjalnie dla niego. AW101 nie będzie w stanie wylądować na żadnym naszym okręcie... No i jeszcze co do tego przeciążenia, to nie jest żaden mit, bo nie bez przyczyny już po wodowaniu przemalowywano o 40 centymetrów linię wodną. Po prostu usiadł głębiej niż to było założone. Natomiast czy to wpłynie na możliwość dozbrojenia, to zupełnie inna bajka. Miejmy nadzieję, iż potrzebny zapas nośności jest.

Bajor
wtorek, 8 października 2019, 20:12

Nie mają znaczenia koszta bo już dawno zostały poniesione i tak za duże. Sprzęt można też wyrabiać z wymienionych w artykule okrętów. Problemem jest to że jest to unikat. Pierwszy i ostatni taki okręt w marynarce wojennej do którego trzeba stworzyć wszystko od podstaw. I nigdy, nigdzie później nie zostanie to wykorzystane.

Strażnik Teksasu
wtorek, 8 października 2019, 15:19

Przypomnij ile miała kosztować korweta Gawron i ile kosztowało już to coś?!

Przypomnij
środa, 9 października 2019, 14:49

Przypomnij, że koszt był wyliczony na kilka okrętów, w który wliczono zawsze wyższą cenę prototypa. Przypomnij ile kosztował bezsensowny przestój za Klicha, bo za stanie w stoczni oraz konserwację także się niemało płaci.

Jacenty
wtorek, 8 października 2019, 14:47

Była determinacja żeby dokończyć budowę to i jest mam nadzieję, pomysł na eksploatację jednostki.

Olo
środa, 9 października 2019, 00:13

Tak mam nadzieję...może się uda... Z pewnością....na pewno tak będzie....zmiescisz się śmiało.....takie typowe nasze polskie myślenie życzeniowe bez pokrycia w realnym życiu....żenada.

tom97
wtorek, 8 października 2019, 14:44

Polska ma licencje na budowę dwóch (?) korwet MEKO wiąć niech MON zmówi 2 Slązaka (Krakowiaka) od razu z CAMM, RBS-15 Mk3 i torpedami ZOP i załatwi sprawę tematu "zwalczania zagrożeń na morzu", "okrętu obrony wybrzeża pk. MIECZNIK", zajęcia dla stoczni PGZ i szkolenia marynarzy na jednolitym sprzęcie i można darować sobie remonty Orkanów

Wera
środa, 9 października 2019, 00:15

Przecież to już było walkowane 1000 razy na tym forum. NIE MA 2 CZY 3 ANI NAWET 4 CZY 7 LICENCJI NA TE OKRETY. Jest JEDNA. NIE DOCIERA?

Ja Grot
czwartek, 10 października 2019, 11:37

Wera miało być zbudowanych 7 sztuk teraz dociera czy jeszcze nie bardzo?

Cine
wtorek, 8 października 2019, 22:05

Polska ma licencję na 7 sztuk.

Wera
środa, 9 października 2019, 09:21

TYLKO w twojej głowie.

Sternik
środa, 9 października 2019, 19:47

Planowano 7 sztuk i na taką ilość opiewa licencja.

dropik
wtorek, 8 października 2019, 14:42

30 węzłów przecież robił to nawet jeśli coś dodamy to z 28 węzłami tragedii nie będzie.

miras
wtorek, 8 października 2019, 14:34

Na dzień Niepodległości MON powinien podpisywać umowę na dwie fregaty i trzy OP

Eds
środa, 9 października 2019, 00:16

Zdecydowanie. Każda inna. Tak samo op każdy inny. To taka nasza tradycja.

Slayer
wtorek, 8 października 2019, 14:31

Dziadostwo goni dziadostwo i tyle w temacie

222
wtorek, 8 października 2019, 14:30

A kto by chciał korwetę wyposażoną w tzw działka o kalibrze CKM, dla zmyłki potencjalnego wroga ochrzczonego patrolowcem ? Właściwa nazwa dlatej hybrydy, to ORP Katastrofa.

Roman
wtorek, 8 października 2019, 14:14

Ślązak będzie korwetą! A to, że go tak długo budowano i tylko jednego, było spowodowane przez gry geopolityczne wielkich tego świata i nadal tak jest.Uczynienie Ślązaka korwetą, to poważna zmiana sił na Bałtyku...A to nie tylko Putinowi się nie podoba...

Dobre :)
środa, 9 października 2019, 17:48

Roman, odkryles swietego Grala! To jest dokladnie to io to TY to odkryles. Co teraz bedzie, przeciez po TWOIM odkryciu to w Moskwie i Berlinie pospadali z krzesel... ze smiechu!

mick8791
wtorek, 8 października 2019, 17:22

"gry geopolityczne wielkich tego świata", "Uczynienie Ślązaka korwetą, to poważna zmiana sił na Bałtyku"... Powiem tak - popłynąłeś i to ostro :-D

Jan
wtorek, 8 października 2019, 15:40

Oj, chyba Cię poniosło i to we wszystkich kwestiach...

jaan
wtorek, 8 października 2019, 14:03

To jest świetny przykład. Kiedy nie ma się strategii nie można dekomponować jej na odpowiednie zakupy systemów uzbrojenia, spójnych dla marynarki i instalacji przeciwlotniczej i rakietowej na lądzie. Tu zapewne musi być jakaś komplementarność.

Infernoav
wtorek, 8 października 2019, 14:00

Najdroższy patrolowiec na Świecie. Za te pieniądze mielibyśmy ze 2-3 Korwety. Za ten projekt i marnotrawstwo pieniędzy wiele osób powinno pójść siedzieć.

Kok
wtorek, 8 października 2019, 22:04

Podobno sam okręt wcale tak drogo nie wyszedł, gdzieś były wyliczenia. Tylko kwestie przestojów i podtrzymywania stoczni kosztowały.

Pozdrawiam
wtorek, 8 października 2019, 18:50

Właśnie dlatego nikt za nic nie chce wziąć odpowiedzialności w tym kraju, byle etacik był i do emeryturki mundurowej, za biureczko jak najszybciej najlepiej jako kierownik.

Marek
środa, 9 października 2019, 14:54

Ci co spartolili proces budowy okrętu nie chodzą w mundurach. Oni ubierają się w garnitury, a ty sam ich wybierasz co cztery lata. Jeden z takich wybranych cudotwórców głośno mówił w mediach, że ta motorówka nie jest mu potrzebna a jego minister wcześniej budował ten okręt beznakładowo.

Spartandg
wtorek, 8 października 2019, 13:59

Moim zdaniem ORP Ślązak jest dobrym okrętem i ma predyspozycje być pełnowartościową korwetą wielozadaniową. Mamy licencje na kadłuby.Mamy możliwość dobrego uzbrojenia.Mamy systemy rakietowe do zwalczania okrętów czy wyrzutnie torped.Mamy systemy artylerii czy wyrzutnie przeciwlotnicze Grom. Jedyny zasadniczy problem to rakiety przewlotnicze do zwalczania powyżej 20 km.Wskazana jest budowa 4 do 5 jednostek tego typu. Fregaty to już inny wymiar, które również powinny być budowane 3+1. Polska Marynarka Wojenna potrzebuje od12 do 16 okrętów uderzeniowych. Stawian na 3 typy: Okręt podwodny, Fregata oraz korweta.

dim
czwartek, 10 października 2019, 10:45

Kiedyś mieliśmy atakować Kopengagę, ale to nie aktualne. A na kogo teraz ta grupa uderzeniowa ? Przydałoby się kilka korwet i to wszystko. Ale jeszcze bardziej przydałaby się opl, p/panc i dorównująca rosyjskiej artyleria taktyczna. Póki co brak rakiet i amunicji nawet do tego co jest.

Marek
środa, 9 października 2019, 15:02

Nie mamy licencji na kadłuby bo ich nie dokupiliśmy. Systemy rakietowe do zwalczania okrętów musielibyśmy zdjąć z któregoś Orkana, albo dokupić. Wyrzutnie torped też należałoby dokupić. Jakbyś chciał sensowny system na bazie Piorunów, to MESKO musiałoby dostać kasę na zrobienie Pioruna na sterydach. Wtedy można by pomyśleć o morskim systemie z kontenerem mieszczącym dużo takich rakiet. Ale nawet gdyby już były rakiety, to budowa takiego zestawu trwałaby co tak samo długo jak zabawa z Trytonem.

mick8791
wtorek, 8 października 2019, 17:26

Zakładam, że Twoja wiedza o tym, że Ślązak to dobry okręt wynika z tego, że byłeś w komisji odbiorowej, tak? "Mamy systemy rakietowe do zwalczania okrętów czy wyrzutnie torped.Mamy systemy artylerii czy wyrzutnie przeciwlotnicze Grom" Tak? Jakie? A Gromów w to nie mieszaj, bo to jest śmiech na sali żeby naramienną wyrzutnię plot traktować jako uzbrojenie okrętu...

Pim
wtorek, 8 października 2019, 15:15

Dodaj jeszcze: - desantowiec z grupą lotniczą, - kilka okrętów zaopatrzeniowych, - okręt rozpoznania radioelektronicznego, - śmigłowce itp... A następnie zadajmy sobie pytanie: ile mamy na to pieniędzy i co będziemy z tymi okrętami robili? Nie biorę pod uwagę Parady Zwycięstwa, Święta Niepodległości, Święta MW - bo na ich potrzeby to można zbudować ze sklejki makietę i holować na barce. Będą stały w porcie i czekały na wojnę? Te 16 okrętów będzie pływać w te i we wte na Bałtyku?

Eda
środa, 9 października 2019, 00:21

O proszę to tak jak z samolotami i czołgami. Mają czekać na wojnę? Będą latać w te i z powrotem?. WOT sobie maszeruje po lasach i wioskach....Po co?

Zatroskany
wtorek, 8 października 2019, 13:57

Ten okręt to odzwierciedlenie absurdu decyzyjnego w siłach zbrojnych. Przyjmujemy na stan okręt, którego nie potrzebujemy (nie wiadomo co z nim zrobić), za ogromne pieniądze, który dodatkowo jest, jako unikalny prototyp, technologiczną i szkoleniową "tykającą bombą" .

dim
wtorek, 8 października 2019, 13:50

Więc proszę ogłosić extra premię, za "szybkie" wprowadzenie do służby, ale malejącą o 10%, z każdym tygodniem, po dacie 11 listopada. - jakieś jeszcze problemy ? Nie widzę, nie słyszę, "nie ma !" .

Bolek
wtorek, 8 października 2019, 18:53

Wejdzie czy nie wejdzie nagrodówka i tak będzie, bo zawsze jest.

dim
wtorek, 8 października 2019, 22:51

- przeczytaj jeszcze raz, na jakich warunkach.

Fkfkfkrrj
wtorek, 8 października 2019, 13:49

Nikt nie chce gorącego kartofla. Nikt nie chce brać odpowiedzialności za cokolwiek. Doczekać tylko do emerytury i tyle

Bart..
wtorek, 8 października 2019, 13:45

tak... tak... za 5 lat a nalepie 10 lat gdy rdza zrobi swoje??!!

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama