Reklama
Reklama

Od nadziei do niepewności. Denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego [ANALIZA]

31 maja 2018, 09:18
Korea pocisk
Fot. Stefan Krasowski/Wikimedia Commons/CC BY 2.0.

Im bliżej terminu planowanego na 12 czerwca spotkania na szczycie w Singapurze Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem tym atmosfera staje się coraz gęstsza i bardziej nerwowa, a wydarzenia nabierają przyspieszenia. W ciągu ostatnich kilku dni byliśmy świadkami gwałtownych zwrotów akcji, nerwowych, i buńczucznych deklaracji, oskarżeń, gróźb, a zaraz potem pojednawczych słów i gestów oraz uspokajających zapowiedzi - pisze płk Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu.

Po niespodziewanej decyzji Pjongjangu o odwołaniu spotkania w sprawie przygotowań do szczytu i zawieszeniu rozmów z Seulem, przyszła wymiana ostrych i prowokacyjnych komentarzy między administracją amerykańską i północno koreańską, aby przynieść w czwartek 24 maja decyzję prezydenta Trumpa o odwołaniu  szczytu. Dzień później ten sam prezydent Trump złagodził ton swojej wypowiedzi, by w sobotę ogłosić, że przygotowania do szczytu 12 czerwca idą pełną parą i nie jest wykluczona, że odbędzie sie on zgodnie z planem.

W międzyczasie w sobotę odbyło sie niespodziewane, drugie w ciągu ostatniego miesiąca, spotkanie przywódców obu Korei, w strefie zdemilitaryzowanej na granicy między tymi państwami. Wszystkie te nabierające tempa wydarzenia wskazują, że historyczne spotkanie dojdzie do skutku i że obie strony aktywnie się do niego przygotowują, starając się wykorzystać poprzedzający je czas do wypracowania warunków do osiągnięcia maksymalnego efektu finalnego. Wszelkie wypowiedzi i podejmowane decyzje służą temu jednemu celowi, zmiękczeniu rywala i wzmocnieniu własnej pozycji negocjacyjnej, pozwalającej uzyskać zdecydowaną przewagę przed przystąpieniem do negocjacji.

Gra idzie o bardzo wysoką stawkę dla każdego z graczy, ale także dla pokoju światowego. Obaj rywale przekonani są o swoich talentach negocjacyjnych, nie ulega więc wątpliwości, że negocjacje będą twarde. Ich finał zależeć będzie jednak w największym stopniu od sytuacji wypracowanej zanim przywódcy zjadą do Singapuru i zasiądą do stołu. Szansa na historyczny przełom jest większa niż kiedykolwiek w historii, z czego zdają sobie sprawę obaj przywódcy, którym sekundują zarówno Korea Południowa i Chiny, ale także reszta świata.

Każdy z nich stoi przed ogromnym wyzwaniem, albowiem w razie fiaska rozmów może dojść do dramatycznego zaostrzenia kryzysu na Półwyspie Koreańskim, włącznie z wybuchem wojny. Donald Trump gra o przejście do historii jako pogromca Korei Północnej i denuklearyzację półwyspu, Kim Dozng Un o przetrwanie reżimu oraz uzyskanie statusu równoprawnego uczestnika wspólnoty międzynarodowej. Pozornie cele te są sprzeczne, jednak talenty negocjacyjne są stanie tą sprzeczność przełamać. Podejmowane w najbliższych dniach działania będą zmierzały do tego, aby obaj przywódcy mogli ogłosić, iż każdy swoje cele osiągnął.

Nie ulega wątpliwości, że już same przygotowania do szczytu w Singapurze mają charakter historyczny, nigdy dotychczas rozmowy między USA a Koreą Północną nie były tak zaawansowane, choć negocjacje trwają od wielu lat. Jeszcze do niedawna wydawało się, że grozi nam raczej otwarta wojna niż rozmowy pokojowe.  Tymczasem niespodziewanie dla większości obserwatorów Kim Dzong Un, który przez 2016 i 2017 rok rzucał coraz większe wyzwanie Donaldowi Trumpowi, dokonując kolejnych udanych prób atomowych oraz rakiet dalekiego zasięgu, ogłosił w styczniu tego roku wolę udziału w zimowych igrzyskach olimpijskich w Pjongczang, by w kolejnych krokach doprowadzić do historycznego spotkania w kwietniu z prezydentem Korei (po raz pierwszy na terenie Korei Południowej) i zaproszenia w maju prezydenta USA do odbycia negocjacji pokojowych.

Niektórzy eksperci takim obrotem spraw nie byli zaskoczeni, a niektórzy z nich (np. hiszpański Real Instituto Elcano) prognozowali taki scenariusz już w połowie 2017 roku. Nikt chyba jednak nie przewidział takiego tempa wydarzeń, albowiem obaj główni aktorzy stanowią w tej rozgrywce elementy najbardziej nieprzewidywalne i najbardziej dynamizujące rozwój sytuacji. Sprawia to, że do ostatniej chwili nie będzie można przewidzieć finalnego efektu rozgrywających się wydarzeń. 

Natura północnokoreańskiego reżimu sprawia, że eksperci mają problem, aby wskazać jeden powód dla którego Kim zdecydował się na powrót do zbliżenia z Koreą Południową i zainicjowanie rozmów pokojowych z USA. Analiza wydarzeń z ostatnich miesięcy wskazuje, że był to jednak efekt co najmniej kilku czynników, które zbiegły się w czasie właśnie teraz. Nie ulega wątpliwości, że była wśród nich presja Waszyngtonu na Pjongjang zainicjowana przez Donalda Trumpa. Taką przyczynę zmiany kursu Kima głosi sam prezydent USA od chwili kiedy Korea Południowa poinformowała, że jej sąsiad z północy jest otwarty na negocjacje dotyczące denuklearyzacji w zamian za gwarancje stabilności reżimu.

Zdecydowana większość ekspertów jest zgodna, że trzy rundy sankcji nałożonych przez Radę bezpieczeństwa ONZ w 2017 roku, a zwłaszcza ostatnia z grudnia, praktycznie odcinająca Koreę Północną od zagranicznych dostaw ropy i produktów pochodnych, miały gigantyczny wpływ na stan gospodarki państwa. Jakkolwiek brak jest miarodajnych danych ekonomicznych na ten temat to z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że Kim uznał, że dalsze funkcjonowanie państwa w tych warunkach nie będzie możliwe i konieczne jest doprowadzenie do zniesienia sankcji. Można więc zgodzić się z Donaldem Trumpem, że jego presja na Pjongjang okazała się skuteczna.

Będzie to jednak tylko część prawdy. Zdaniem niektórych badaczy również Kim Dzong Un osiągnął swój cel, wywierając presję na przywódcę USA. Narzędziem presji było w tym przypadku uzyskanie, za sprawą konsekwentnie realizowanego programu nuklearnego, statusu de facto państwa atomowego. Przeprowadzone w ciągu ostatnich dwóch lat sześć prób atomowych oraz wystrzelenie rakiety balistycznej dalekiego zasięgu, zademonstrowały zdobycie zdolności technicznych do zaatakowania bronią atomową terytorium USA. Tym samym Kim zrealizował wieloletni cel reżimu, zdobywając narzędzie odstraszania nuklearnego, którego Waszyngton nie może zlekceważyć.

Spotkanie sekretarza stanu Mike'a Pompeo i przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una. Fot. White House/Twitter.
Spotkanie sekretarza stanu Mike'a Pompeo i przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una. Fot. White House/Twitter.

W ten sposób USA otrzymały sygnał, iż Pjongjang stanowi realne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, co zmusza do pilnego działania, zmierzającego do zneutralizowania tego dotychczas potencjalnego niebezpieczeństwa, czyli definitywnego ustabilizowania sytuacji na półwyspie Koreańskim - albo metodą negocjacji pokojowych, albo dokonując operacji militarnej. Nie ulega wątpliwości, że wojownicza retoryka Trumpa oraz jego styl uprawiania polityki stanowiły okoliczność sprzyjającą dla osiągnięcia tego strategicznego celu. Z punktu widzenia bezpieczeństwa Korei Północnej jest to gra bardzo ryzykowna, balansowanie na krawędzi wojny, ale jak się okazało skuteczna. Daje bowiem Kimowi bardzo istotny atut, bez którego w negocjacjach pokojowych musiałby występować w roli petenta. Tymczasem teraz występuje jako równoprawny partner, czego nie udało się osiągnąć nigdy jego poprzednikom.

Niezależnie od wspomnianych czynników, do przełomu z jakim mamy dzisiaj do czynienia nie doszłoby bez zmiany władzy w republice Korei i objęcia w maju rządów przez prezydenta Moon Jae Ina. Ten polityk Partii Demokratycznej jest znany ze swojej aktywnej działalności na rzecz zbliżenia z Koreą Północną. Był to jeden z priorytetów jego niedawnej kampanii wyborczej. Środowisko, z którego się wywodzi w swoim programie stawia także bardzo mocno na dążenie do uniezależnienia państwa od USA, co w sferze militarnej oznacza wycofanie wojsk amerykańskich z jego terytorium. Niektórzy analitycy amerykańscy (np. Gordon Chang) zwracają uwagę na bliskie związki w czasach studenckich wielu najbliższych doradców Moona ze środowiskiem zwolenników ideologii juche, stanowiącą fundament państwa północnokoreańskiego.

To właśnie oni mają nakłaniać prezydenta do koncepcji połączenia w jakiejś formie, np. federacji, obu państw koreańskich. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że jego działania mają na celu realizację takiego planu. Z perspektywy Kima jest to wyjątkowo sprzyjająca okoliczność, dzięki której realne mogłoby się stać osiągnięcie strategicznego celu państwa Kimów od 1948 roku - "ostatecznego zwycięstwa", jakim byłoby przejęcie Republiki Korei. Trudno się dziwić, że właśnie prezydenta Moona wybrał na swego głównego partnera w inicjatywach adresowanych do Trumpa. Przebieg wydarzeń ostatnich miesięcy pokazuje, że była to trafna koncepcja.

Wśród czynników o decydującym znaczeniu dla zmiany kursu przez Pjongjang była także postawa Chin, które przez dekady zapewniały przetrwanie reżimowi Kimów, dostarczając niezbędnych surowców (pomimo nakładanych przez ONZ sankcji) oraz wspierając politycznie na arenie międzynarodowej. Tym razem jednak Pekin nałożył pełne sankcje ekonomiczne przyjęte przez ONZ, ograniczając o 99 % eksport ropy i produktów pochodnych do Korei Północnej.

Według Financial Times redukcje chińskie były znacznie surowsze niż wymagane przez sankcje międzynarodowe. Postawa Chin jest elementem konsekwentnej realizacji strategicznego celu przejęcia pierwszoplanowej roli w Azji. Warunkiem jest powodzenia jest osłabienie oddziaływania USA, zaś nieuchronnym efektem trwałej stabilizacji na Półwyspie Koreańskim będzie wyczerpanie się dotychczasowej formuły obecności tam wojsk amerykańskich. Redukcja ich liczebności, a w perspektywie także ich wycofanie, jest także jednym z celów Donalda Trumpa, uznającego wydatki z budżetu USA na wojska w Korei za nadmierne i zbędne obciążenie.

Ujawnienie informacji na temat sekretnych wizyt w Korei Północnej Mikea Pompeo, w okresie kiedy pełnił funkcję dyrektora CIA, zrodziło także przypuszczenia, że nowy sekretarz stanu  jeszcze jako szef wywiadu USA, odegrał osobistą rolę w nawiązaniu bliskich i bezpośrednich kontaktów ze strona północnokoreańską, doprowadzając dzięki temu do ponownego otwarcia procesu pokojowego. Teza ta, jakkolwiek atrakcyjna, nie znajduje uzasadnienia w świetle zaprezentowanych wyżej faktów. Jego rola miała raczej charakter techniczny, w celu przeprowadzenia uzgodnień jako wysłannik Donalda Trumpa, w sytuacji, kiedy kluczowe decyzje już raczej zapadły, pod wpływem wydarzeń opisanych wyżej.

Jego obecność należy tłumaczyć przede wszystkim brakiem porozumienia w kwestii Korei Północnej prezydenta USA z ówczesnym sekretarzem stanu Rexem Tillersonem i prawdopodobnie już wówczas podjętą decyzją o zastąpieniu go przez M. Pompeo. Była to więc raczej jego pierwsza poufna misja dyplomatyczna w roli przyszłego szefa Departamentu Stanu niż ostatnia w roli szefa CIA. Należy mieć na uwadze publicznie znany fakt, że wywiad amerykański jest pozbawiony jest jakiegokolwiek potencjału wywiadowczego w Korei Północnej, co potwierdził zresztą ostatnio nowy doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton. Z uwagi na drastyczne środki bezpieczeństwa i brak stosunków dyplomatycznych między Koreą Północną a USA, CIA w prowadzeniu wywiadu wobec tego państwa i na jego terenie jest zdana praktycznie całkowicie na służby partnerskie, w szczególności Republiki Korei. 

Na dwa tygodnie przed planowanym terminem szczytu prace przygotowawcze idą  pełną parą. Wszystko wskazuje na to, że zarówno Korea Południowa jak USA oraz Chiny są realnie zainteresowane trwałą stabilizacją polityczną i militarną na Półwyspie Koreańskim. Każdy z tych krajów kieruje się innymi motywami, każdy wyobraża są ją inaczej. Różnią się także w pomysłach na metody jej osiągnięcia. Łączy je jednak wola ograniczenia militarnej obecności wojsk amerykańskich na półwyspie. Powodzenie szczytu w Singapurze znajduje się jednak w rękach tylko dwóch graczy. O ile cele Donalda Trumpa są w miarę jasne, to rzeczywiste intencje i zamierzenia Kim Dzong Una stanowią główną niewiadomą, spędzającą sen z powiek ekspertów i polityków na całym świecie.

Większości z nich towarzyszy bowiem, oparta na dotychczasowych doświadczeniach, obawa, że kolejny raz Kim będzie zwodził Waszyngton próbując zyskać na czasie, aby wzmocnić gospodarkę i dokończyć swój program atomowy. Część analityków obawia się, że pomysł szczytu pokojowego jest blefem, którego celem jest ośmieszenie i upokorzenie Donalda Trumpa. Ten scenariusz najprawdopodobniej  najbardziej niepokoi samego lokatora Białego Domu, stąd jego niedawna gwałtowna reakcja na zapowiedź Kima, że szczyt może nie dojść do skutku.  W miarę zbliżania się do 12 czerwca popularności nabiera jednak  pogląd, że celem Kima jest rzeczywiście dokonanie strategicznego przełomu i z takim zamiarem wybiera się do Singapuru.

Główną niewiadomą pozostaje jednak cena, jaką będzie w stanie zapłacić za porozumienie. Oczywiste jest, że strategicznym celem przywódcy Korei Północnej jest przetrwanie reżimu. Program atomowy, wojownicza retoryka, bezwzględny system kontroli społeczeństwa, izolacja przed światem miały zapewnić jego realizację. Jeśli wynegocjowane warunki denuklearyzacji w oczach Pjongjangu zagwarantują osiągnięcie tego celu, istnieje szansa na ich przyjęcie i ogłoszenie sukcesu. W zamian za wyrzeczenie się ambicji atomowych i bezpowrotne zniszczenie infrastruktury atomowej Kim będzie jednak oczekiwał przede wszystkim realnych i wiarygodnych gwarancji bezpieczeństwa, poza uzyskaniem statusu pełnoprawnego członka wspólnoty międzynarodowej oraz pomocy gospodarczej. Wypracowanie takich gwarancji nie będzie łatwe, tym bardziej, że Kim ma w pamięci los Muamara Kadafiego, który je otrzymał w zamian za likwidację potencjału nuklearnego, po czym w kilka lat później został obalony i pozbawiony życia. Ta właśnie kwestia niesie największe ryzyko dla pozytywnego finału negocjacji. Jeśli zostanie właściwie rozwiązana szanse na sukces znacząco wzrosną.

Znawcy problemu zwracają uwagę także na ryzyka związane z temperamentami obu głównych graczy, które mogą ich ponieść i w efekcie zagrozić powodzeniu negocjacji. Obawiają się, że Donald Trump, może ulec pokusie upokorzenia Kima i będzie chciał narzucić mu warunki, których nie będzie w stanie przyjąć, zachowując twarz wobec swojego aparatu partyjnego, np. żądając bezwarunkowego zniszczenia arsenału nuklearnego. Jeśli chodzi o przywódcę KRLD komentatorzy zwracają uwagę, na niebezpieczeństwo, że pod wpływem "jastrzębi" w swoim zapleczu może przyjąć twardą linię żądając, gwarancji bezpieczeństwa i nawiązania stosunków dyplomatycznych z USA przy jednoczesnej akceptacji statusu państwa atomowego, przynajmniej na okres przejściowy. Obawiają się także, iż może zażądać niezwłocznego wycofania wojsk amerykańskich z półwyspu. Żaden z tych warunków nie wydaje się możliwy do zaakceptowania przez Trumpa.

Dotychczasowy przebieg przygotowań do szczytu w Singapurze daje podstawy do umiarkowanego optymizmu, przy zachowaniu jednak dużej ostrożności. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wydarzenie to dojdzie do skutku, jednak nie należy pokładać w nim zbyt dużych oczekiwań. Prawdopodobieństwo, że przyniesie ono definitywne, pozytywne rozwiązanie trwającego od 70 konfliktu jest minimalne, jednak istnieją poważne szanse, że stworzy podwaliny do takiego rozwiązania wypracowanego w krótkim terminie. Niewątpliwym sukcesem będzie już to, że przywódcy się spotkają i nie ogłoszą fiaska, po zakończeniu rozmów. W interesie całej wspólnoty międzynarodowej jest, aby tak właśnie się stało.


płk Grzegorz Małecki - były Szef Agencji Wywiadu, były Sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych, były Przewodniczący komitetu wywiadowczego NATO (CIC NATO), dyrektor Programów Cyberbezpieczeństwo oraz Gospodarka i Energetyka Fundacji Pułaskiego.  

KomentarzeLiczba komentarzy: 15
Lbn
środa, 13 czerwca 2018, 03:38

Nie po to budowali broń masowego rażenia i nośniki dalekiego zasięgu by teraz się ich pozbywac

analityk geostrategiczny
niedziela, 3 czerwca 2018, 14:55

USA nie chce odprężenia na Półwyspie Koreańskim, bo wtedy Koreańczycy ich wyproszą i wpływy USA w regionie osłabną, gdyż USA tam stanie się zbędne. Dlatego USA zrobi wszystko, by Koree się nie połączyły czy nawet podpisały traktat pokojowy. USA usiłowały judzić w konflikcie filipińsko-chińskim by wrócić na Filipiny, ale też się nie udało, dlatego USA chciałby zmienić władze na Filipinach. Podobnie usiłowały judzić Wietnam przeciw Chinom i wrócić z US Navy do Wietnamu. Też się nie udało (co gorsza, gaz w spornym z chinami regionie zaczął wydobywać Rosneft, czyli Wietnam zwrócił się do Rosji, a nie USA. Chiny są wściekłe i ślą do Rosji protesty - ta uwaga jest do tych, którzy uważają, że Rosja skaka jak jej chiński treser rozkazuje). Ich ostatnią szansą zostało judzenie Indii przeciw Chinom ale ostatnie traktaty kończące konflikt zbrojny i wytyczenie granicy w spornym regionie znowu źle wróży amerykańskim planom. Nie pomagają też groźby względem Hindusów o zakup S-400: Hindusi są przeczuleni na tle dyktatu kolonialnego i nie pozwolą dyktować sobie od kogo mają prawo kupować uzbrojenie.

Aro
sobota, 2 czerwca 2018, 03:13

Obie Koree się zjednoczą, to po prostu najlepsze dla nich rozwiązanie, tych z Płn obecnie na smyczy trzymają Chiny, tych z Płd USA, po zjednoczeniu będą mogli pokazać palca obu sutenerom, Korea Płn osiągnęła to co chciała a więc opracowała i przetestowała technologię bomb atomowych i rakiet balistycznych, dalsze próby na żywca już nie są konieczne więc ku uciesze świata mogą ogłosić że kończą z programem rozwoju. Oni mają technologię i zapewne zabezpieczone surowce do produkcji a Korea Płd ma silnie rozwiniętą gospodarkę, po połączeniu mogą osiągnąć bardzo wiele.

dfg
piątek, 8 czerwca 2018, 18:03

To co jest najlepsze dla obu Korei nie koniecznie jest na rękę Rosji i Chinom. Zbliżenie się do Południowego sąsiada to zbliżenie się do \"zachodu\" i USA a to oznacza oddalenie od Rosji i Chin i wypadnięcie z ich stref wpływów. Chyba nie zdajesz sobie sprawy jak Putin traktuje sąsiadów, którzy wolą zachód od u(ś)cisku matuszki rasiji. Pytanie pod czyim przywództwem te Koree się niby zjednoczą? Pod południowym przywództwem? Nigdy! Mieszkańcy północy pewnie by chcieli, ale dla Kima to równoznaczne w poddaniem się. Pod Północnym? To samo tylko w drugą stronę i żaden zdrowy na umyśle Koreańczyk z południa by na to nie poszedł. Nie sądzę, żeby reżim Północny oderwał się od koryta i pozwolił wyborcom obu krajów wybrać demokratycznie rząd. Kim ściemnia, żeby poprawić wizerunek jako drugi Dalajlama i wytargować przerwanie sankcji na jakiś czas. Jak Kim przy poradach Ławrowa dobrze to rozegra, to pokarze jak to mu zależy \"na pokoju\", a Trump widząc jego kłamstwa nie będzie mógł nic zrobić, bo wtedy on wyjdzie na awanturnika i Rosja i Chiny będą miały pretekst, żeby łamać zachodnie sankcje na Koreę jako niesprawiedliwe. O to toczy się ta zabawa. Kim z pyskacza otwarcie grożącego spaleniem wrogów na całej planecie po ostatniej wizycie w Chinach zmienił się w cwaniaczka, który złapany za rękę na kradzieży wmówi, że to nie jego ręka. W Rosji ten zabieg działa. Wystarczy kłamać, kłamać i kłamać, oraz żądać twardych i nie podważalnych dowodów od zachodu na to, że kłamiemy. A później można te dowody kwestionować w nieskończoność i żądać kolejnych. Przykładem Ukraina - \"naszych wojsk tam nie ma, to nie nasza rakieta zestrzeliła boeinga, takie mundury i broń można kupić w sklepach myśliwskich\"... Tylko tyle i aż tyle by zachód był bezsilny. Ławrow próbuje nauczyć Kima tej sztuczki, żeby jak najdłużej utrzymał się u władzy pozostając w rosyjskiej strefie wpływów.

analiza geostrategiczna
niedziela, 3 czerwca 2018, 15:03

Chiny są dość potężne gospodarczo, by mieć wpływ na politykę zjednoczonej Korei, choć oczywiście konkurent gospodarczy nie jest im potrzebny. Jednak negatywy ze wzrostu gospodarczego Korei nie przeważają nad pozytywami, jakimi byłyby osłabienie militarne i gospodarcze USA w regionie i osłabienie geostrategiczne Japonii. Zwróć uwagę, że po akcji Trumpa, która miała zniszczyć chiński koncern ZTE, pomocną dłoń wyciągnął Samsung oferując ZTE (i nikomu innemu!!!!) swoje układy scalone, wobec czego akcja Trumpa uderzyłaby praktycznie wyłącznie w amerykańskich producentów scalaków, więc Trump szybko zamienił sankcje przeciw ZTE z niszczących na umiarkowanie szkodzące. Sytuacja pokazuje stosunek Koreańczyków do USA. Oni nie cieszą się jak Polacy z amerykańskich baz wojskowych u siebie i nie dają się Amerykanom szczuć na sąsiadów.

normik
wtorek, 5 czerwca 2018, 18:00

nie cieszą się bo nie graniczą z Rosją. Chociaż po ew. zjednoczeniu zaczęliby graniczyć. Ale zjednoczenie to mrzonki bo przepaść mentalna między obywatelami obu Korei jest tak wielka że równie dobrze można by przyłączyć Zakon Krzyżacki do Republiki Federalnej Niemiec.

Jam
piątek, 1 czerwca 2018, 15:57

Tia... Zostaje nam czekać nie-daj-Boże na \"Olimp w ogniu w realu z tym że wersja - Singapur\"

Stg
piątek, 1 czerwca 2018, 14:47

Dojdzie do zjednoczenia korei, to więcej niż pewne

lol
piątek, 8 czerwca 2018, 18:05

Chyba północnej z Rosją. To więcej niż pewne, że Kim za nic w świecie dobrowolnie nie zrezygnuje z władzy.

Lewak
piątek, 1 czerwca 2018, 14:19

Korea Północna jest gospodarczo całkowicie zależna od Chin. Bezmyślna i agresywna retoryka Kim Dzong Una , grożenie atakiem nuklearnym na USA, Japonię i Koreę Południową , spowodowało wyścig zbrojeń w Azji wschodniej oraz zainstalowanie tam zaawansowanych systemów antyrakietowych takich jak THAAD czy Aegis Ashore przez USA , Japonię i Koreę Płd. Cała Azja wschodnia a nie tylko Korea Płn. obecnie jest monitorowana przez systemy radiolokacyjne zachodnich aliantów co bardzo przeszkadza zarówno Rosji jak i Chinom. Rosja i Chiny chcą przerwać wyścig zbrojeń w tym rejonie świata ponieważ nie potrafią nadążyć za działaniami bogatych krajów takich jak USA , Korea Płd. czy Japonia. Kim Dzong Un został przez swoich sojuszników zobligowany do rozładowania napięcia i pozornego wycofania się z programów nuklearnych i rakietowych , pod groźbą cofnięcia pomocy gospodarczej z Chin. Domniemywać więc raczej należy , że spotkanie Trumpa z Kim Dzong Unem w Singapurze , odbędzie się.

Yugol
piątek, 1 czerwca 2018, 00:57

Żadne sankcje i naciski Trumpa! Kim ma broń masowego rażenia i już mu nie podskoczą i podają rękę udając dobrą wole. Ukraina zaufala Zachodu wyrzekła się broni atomowej i dziś jest obgryzana z terytorium.

tylko Basta
niedziela, 3 czerwca 2018, 20:32

@Yugol Tylko że na Ukrainie \"zachód\" wywołał zbrojny przewrót, a to jest zasadnicza różnica, FR zaufała zachodowi. Jakby na Ukrainie została broń atomowa to przy panującej tam sytuacji korupcyjnej i mafijnej nikt by nie gwarantował, że ta broń nie trafi do terrorystów. Poza tym Serbia tez została \"obgryziona\" z terytorium, tak samo Syria, Irak czy Libia.

SZELESZCZĄCY W TRZCINOWISKU
czwartek, 31 maja 2018, 19:41

..ideologia mentalności KRLD ..nie obliguje do prowadzenia merytorycznej konwersacji...temu systemowi nie jest potrzebny ,rozumny , samodzielnie myślący obywatel, zdrowe społeczeństwo.....temu systemowi/władzy na dzień dzisiejszy jest potrzebne stado ..mentalnie/cywilizacyjnie ten naród nie jest przygotowany do zderzenia cywilizacyjnego jakie występuje w Korei Południowej....koszty integracji i zaspokojenia elementarnych potrzeb prowadziło by do patologi i ognisk wybuchu niezadowolenia społecznego ...hamującego Koreę Południową a ma takich sąsiadów że byłoby to w ich interesie ... tylko otwarcie małej furtki i rozpoczęcie wspólnych projektów czy to z budowy infrastruktury czy modernizacji ,rozbudowy przemysłu i rozłożone projektów/integracji w czasie tak by zderzenia cywilizacyjne nie było formą szoku a płynnego statecznego zrównoważenia życia nacji obu Korei..a to może trwać życie jednego/dwóch pokoleń...... pod warunkiem jeśli te kraje wyrażą chęć współpracy , integracji i wypracują wspólny consensus ....będzie trudno bo ta władza nie żartuje..no chyba że pyta naród o zdanie

Seitz
czwartek, 31 maja 2018, 16:43

Następna wartościowa rozprawa poparta dowodami. Dzięki.

aw
czwartek, 31 maja 2018, 13:49

ufaj ale kontroluj - zatem jestem ufny bo ubicie Kima pardon awaria samoluta w czasie tej wyprawy jakby nie kombinować MUSI przelecieć nad jakimś nieprzyjaznym terenem... a więc samo ubicie Kima niewiele by w tym momencie dało... raczej cza jeszcze dawać się (z)uwodzić bo wiadomo, iż ten ośrodek atomowy to były jakieś bezużyteczne już i nikt asa z rękawa nie pozbawia się sam oraz dobrowolnie... CO TO TO NIE ! a więc zasadniczo z Autorem ja bynajmniej zgadzam się aby nie popadać w optymizm nawet bym już powiedział jakiś czas PO szczycie do którego prawdopodobnie dojdzie tyle iż cokolwiek to by znaczyło w praktyce to zapewne w skali miesięcy a może nawet i lat byle nie świetlnych... po chińsku byłoby to może nawet świetlistych...Tsun Zu

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama