Reklama

Czy Korea Północna ma okręty podwodne z rakietami balistycznymi?

6 września 2014, 17:13
Korweta ROKS „Choenan” - ofiara północnokoreańskiego okrętu podwodnego – fot. US Navy

Amerykańskie służby wywiadowcze alarmują, że Korea Północna może posiadać okręty podwodne zdolne do wystrzeliwania rakiet balistycznych (określane często jako „boomer”).

Według nieoficjalnych źródeł z amerykańskich agencji wywiadowczych, ostatnio zaobserwowano nieznaną wyrzutnię rakietową na północnokoreańskim okręcie podwodnym. Jeżeli podejrzenie że jest to silos dla rakiety balistycznej okaże się prawdziwe, zagrożenie niespodziewanym atakiem rakietowym ze strony Pyongyang wielokrotnie wzrośnie. Przestanie bowiem istnieć bariera zasięgu, która jak na razie nie pozwala na przeprowadzenie przez Koreę Północną bezpośredniego uderzenia na terytorium Stanów Zjednoczonych.

Rzecznik Pentagonu nie chciał skomentować tych doniesień, jednak zaznaczył, że programy obronne Korei Północnej powinny być bardziej transparentne, co niewątpliwie wpłynęło by na zmniejszenie napięcia w regionie.

Zdziwieni są natomiast specjaliści broni podwodnej, ponieważ nie było wcześniej żadnych danych na temat północnokoreańskiego programu budowy nowego okrętu podwodnego zdolnego do przenoszenia rakiet balistycznych. Część z nich przypuszcza, że Koreańczycy przerobili po prostu jedną ze swoich jednostek projektu 633 (według NATO Romeo). Jest to jednak mało prawdopodobne chociażby z powodu wyporności tych okrętów – około 1700 t (podwodna) i wielkość północnokoreańskich rakiet balistycznych. Pociski dalekiego zasięgu w Północnej Korei są bowiem rozmiarowo o wiele za duże, nawet jak na normalnej wielkości boomery. Na razie.

Koreańskie Golfy z Zybami

Istnieje bowiem teoria, że Koreańska Republika Ludowo - Demokratyczna zbudowała kopię lub zmodernizowała rosyjski okręt projektu 629 (według NATO Golf), który miał wyporność podwodną około 3500 t i był przystosowany do przenoszenia trzech rakiet balistycznych. Jedna z takich jednostek została kupiona przez północnych Koreańczyków w połowie lat dziewięćdziesiątych - oficjalnie z przeznaczeniem na złom. Teraz łączy się ten fakt z niepotwierdzonymi informacjami o przekazaniu przez Rosję do Korei Północnej kilku rakiet typu R-27 Zyb (według NATO typu SS-N-6) specjalnie zbudowanych dla okrętów podwodnych projektu 667 (według NATO Yankee). Na bazie tych pocisków zbudowano w Korei Północnej m.in. rakiety pośredniego zasięgu Musudan.

Teraz zaczęto podejrzewać, że Zyby zostały w jakiś sposób skrycie zaadoptowane przez północnych Koreańczyków dla swoich okrętów podwodnych. Mając odpowiedni wzór było to już łatwe, ponieważ Korea Północna ma mocno rozwinięty przemysł i ośrodki naukowe związane z produkcją rakiet balistycznych będąc dzięki temu jednocześnie największym na świecie eksporterem tej klasy uzbrojenia. Oferowane są przy tym zarówno pociski krótkiego zasięgu Scud/Hwasong (w przypadku wersji Scud A o zasięgu 180 km), średniego zasięgu Rodong (o zasięgu do 900 km), pośredniego zasięgu Musudan (zasięg do 4 000 km) i dalekiego zasięgu typu Taepodong (o zasięgu do 8 000 km).

Północnokoreańska flota podwodna bez liftingu

Informacja o możliwości posiadania „boomersa” przez Pyongyang, może zburzyć dotychczasową ocenę północnokoreańskiej floty podwodnej. Jak dotąd mogła ona imponować tylko swoją liczebnością, ponieważ liczy ona aż 70 jednostek pływających. Większość z nich stanowią jednak stare okręty o napędzie diesla projektu 633/Romeo i projektu 613 (według NATO Whiskey) oraz małe okręty podwodne typu Sang-O (o wyporności 370 t).

Ich możliwości bojowe są zbyt ograniczone by mogły one zagrozić siłom sojuszniczym w czasie normalnych działań bojowych. Podczas działań kryzysowych mogą jednak szkodzić prowadząc operacje sabotażowe i szpiegowskie (sławne przechwycenie u wybrzeża Korei Południowej okrętu typu Sang-O) a nawet działania asymetryczne, czego przykładem może być zatopienie południowokoreańskiej korwety ROKS „Choenan” razem z 46 członkami załogi. Do tego ostatniego „wyczynu” Korea Północna zresztą nigdy się nie przyznała.

KomentarzeLiczba komentarzy: 14
bill
niedziela, 7 września 2014, 01:09

Ile jeszcze rzeczy mają zatajonych przed USA ? wiele ;)

Wojmił
sobota, 6 września 2014, 23:37

Utrzymywanie takich państewek jak Korea Płn jest na rękę Rosji i Chinom... Zawsze gdy się coś dzieje w ich relacjach ze światem zachodnim (mam na myśli także Japonię, Tajwan i Koreę Płd) można zagrozić Koreą Północną... Korea płn wtedy strzela rakiety, zwiększa napięcie... chodzi o zrobienie problemu gdzie indziej jako rozpraszającego siły przeciwnika... tak też było w czasie "Krymu" gdy Korea nagle zaczęła strzelać rakietami i się odgrażać...

O.K.
niedziela, 7 września 2014, 15:38

Oczywiście. Dlatego przy pierwszej nadarzającej się okazji należy wywołać wojnę z Północą i wreszcie ten reżim obalić. Korea Płn. dawno już przekroczyła wszystkie cienkie czerwone linie i nic. Pokój za wszelką cenę to za wysoka cena. Wojna na półwyspie koreańskim prędzej czy później i tak wybuchnie. Lepiej więc by to Zachód (USA i Korea Płd.) wywołały ją na własnych warunkach. Obalenie reżimu z Północy będzie kluczowe -przed ostateczną i chyba nieuniknioną rozgrywką z Chinami.

scorpene
sobota, 6 września 2014, 22:37

korea posiadając rakiety na okrętach znaczaco podniesie zagrozenie atakiem - amerykanie to widza a w Polsce nie ma sensu kupowac okretow z rakietami bo po co? A czy wiemy ze za 10 lat nie bedziemy w posiadaniu technoligii grozniejszej jaj atomowa? A czy wrogiem bedzie zawsze Rosja? a okretow nie kupujemy na 3 lata tylko na 30 albo wiecej.

Arek
sobota, 6 września 2014, 22:26

Ich możliwości bojowe są zbyt ograniczone by mogły one zagrozić siłom sojuszniczym w czasie normalnych działań bojowych No nie tak do końca o czym się przekonali sąsiedzi z południa kilka lat temu gdy została zatopiona torpedo nowoczesna korweta.

ursus
sobota, 6 września 2014, 22:15

Gdyby tylko Koreańczycy z północy byli uprzejmi odsprzedać nam nieco tych nuklearnych pocisków balistycznych o zasięgu np. do 4000 km, oficjalnie też mogłoby być z przeznaczeniem na złom, moglibyśmy spać spokojniej.

miśpolarny
czwartek, 16 października 2014, 03:24

KRL-D nie posiada żadnych "nuklearnych pocisków balistycznych", od zdetonowania podziemnego ładunku nuklearnego do stworzenia funkcjonującej glowicy nuklearnej to są lata świetlne, nie do przeskoczenia dla KRL-D z jej technologią rodem z lat 60-tych

wolf
sobota, 6 września 2014, 19:41

za czasów Obamy Amerykanie używają zadziwiającego "metajęzyka"....."programy obronne Korei Północnej powinny być bardziej transparentne".....oni mówią to do nas???? czy koreańczyków???

AndyP
sobota, 6 września 2014, 19:03

Kilka Musudanów by się nam przydało...

jaan
sobota, 6 września 2014, 18:07

Może powinniśmy od nich kupić technologię :) Bo ciągle są jakieś opory sojuszników sąsiadów itp.

Dass
sobota, 6 września 2014, 17:54

" Korea Północna ma mocno rozwinięty przemysł " Nie chodzi przypadkiem o Koreę Południową?

Podpułkownik Wareda
niedziela, 7 września 2014, 12:50

Czy Korea Północna może posiadać okręty podwodne zdolne do wystrzeliwania rakiet balistycznych? Moim zdaniem, to mało prawdopodobne, ale oczywiście wykluczyć nie można. Ja nie mam dostępu do bieżących serwisów prasowych amerykańskich agencji wywiadowczych, a tym samym, ich wiedzy na powyższy temat. Ale biorąc pod uwagę liczebność armii północnokoreańskiej /ok. 1,1 miliona żołnierzy/ oraz coroczne wydatki na utrzymanie tego molocha, to należy oczekiwać, że co pewien czas Korea Północna będzie nas zaskakiwać. Pomimo tego, zagrożenie militarne ze strony KRL-D, jest mało prawdopodobne. Co prawda, Koreańczycy z północy opanowali produkcję broni jądrowej, ale w dającym się przewidzieć okresie, nie zaryzykują otwartego konfliktu zbrojnego. Co byśmy nie napisali na temat obecnego lidera Korei Północnej, Kim Dzong Una, to mam nadzieję, że jest on /chyba?/ świadomy konsekwencji rozpoczęcia takiego konfliktu. Chyba rozumie, że oznaczałoby to całkowitą likwidację jego państwa i to w bardzo krótkim czasie. Jak do tej pory, Kim Dzong Un jedynie blefuje, grożąc atakiem atomowym Korei Południowej, Japonii i USA. Patrząc jego oczami, to w tym szaleństwie i blefowaniu, jest jednak określona metoda. W ten sposób liczy na określone ustępstwa ze strony USA oraz pomoc żywnościową, medyczną i inną. W ten sposób postępował również jego ojciec i dziadek. Niejeden z nas, zapewne zadawał sobie pytanie: dlaczego Amerykanie i nie tylko, tolerują takie zachowanie Korei Północnej i jej, chwilami mało poważnego, lidera? W przypadku innych krajów, taki problem byłby już dawno rozwiązany. Odpowiedź może być tylko jedna. Otóż, bez wyraźnej zgody Chińskiej Republiki Ludowej, która uważana jest nadal za oficjalnego opiekuna kraju Kim Dzong Una, Amerykanie i ich sojusznicy w Azji, niczego istotnego nie zrobią. Pomimo tego, że obie strony, tj, Chiny i USA, chwilami są autentycznie zniesmaczone wygłupami Kima. No chyba, że Kim bez wiedzy i zgody Chińczyków, "przekroczy dopuszczalną granicę" swoich działań. Wówczas, Chiny lub USA, będą musiały odpowiednio zareagować. Pozostaje pytanie: która ze stron pierwsza zareaguje?

z prawej flanki
niedziela, 7 września 2014, 17:19

w rozważaniach "dlaczego" wielcy tego świata patyczkują się z tym groteskowym reżymem ,proszę brać również pod uwagę - nie jego potencjał rakietowy czy (problematyczny) atomowy ; lecz całe setki luf artyleryjskich wycelowanych w Seul i załadowanych amunicją chemiczną. Żadna obecnie znana technika nie jest w stanie powstrzymać ataku artyleryjskiego o takim natężeniu i to głowicami wypełnionymi gazem bojowym a południowi Koreańczycy mogą tylko mieć nadzieję ,że groźby generałów Kima ; li tylko groźbami pozostaną a dostawy ryżu ,paliw i ekskluzywnych towarów dla szczytów ichniejszej władzy - będą wystarczającym zadość uczynieniem za to ,aby nic tam się nie zmieniło. Bo zjednoczenie Germanii w stosunku do ew. konieczności reanimacji północnokoreańskiego nieboszczyka przez Południe - byłoby zaledwie sięgnięciem do kieszeni po drobne. Nie sądzę zatem ,aby komukolwiek zależało w najbliższym czasie na próbach zakłócania status quo tamtejszego skansenu.

O.K.
niedziela, 7 września 2014, 16:02

Kim już dawno przekroczył wszystkie czerwone linie i uszło mu to bezkarnie.Bo Zachód to frajerzy. W przypadku kolejnych prowokacji Kima należy jak najmocniej dążyć do wojny. I, choć to zabrzmi cynicznie, nie przejmować się groźbami Kima. Słabością Zachodu jest to że przejmuje się ofiarami w ludziach. A tu potrzeba zimnego wyrachowanego, cynicznego skurczybyka, który nie będzie się przejmował potencjalnymi ofiarami cywilnymi po stronie Południa -tylko powie Kimowi jasno że jeśli będzie prykał to zostanie zlikwidowany, bez oglądania się na cywilów. Wtedy dopiero Kimowi zmięknie ryj. A jak nie zmięknie, to trzeba go po prostu z zimną krwią obalić -bez zważania na terroryzm rozlatującej się armii Północy wobec cywilów. Zresztą i tak reżim Północy należy obalić, przed nieuniknionym starciem Zachodu z Chinami.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama