Cztery tysiące Tomahawków dla US Navy

6 lutego 2016, 09:44
fot. US Navy

Amerykańska marynarka wojenna wprowadziła do wieloletniego planu finansowego projekt kupna czterech tysięcy rakiet manewrujących Tomahawk za około 2 miliardy dolarów. 

O nowych planach sił morskich powiadomił amerykański sekretarz obrony Ash Carter. Wcześniej planowano, że produkcja pocisków manewrujących tego typu będzie wygaszana i zostanie wstrzymana, przynajmniej na pewien czas. Obecnie planuje się jednak zamówienie czterech tysięcy pocisków tego typu w ciągu najbliższych pięciu lat. Środki budżetowe muszą jednak być rokrocznie zatwierdzone przez Kongres.

Zakłada się ponadto przeprowadzenie ich modernizacji i opracowanie dodatkowej wersji do zwalczania celów ruchomych – w tym przede wszystkim okrętów. Wcześniej Tomahawki były bowiem przeznaczone tylko do zwalczania celów lądowych.

Pociski Tomahawk Block IV są zdolne do zwalczania celów na odległości do około 1600 km. Obecnie wykorzystywana przez US Navy wersja posiada np. łącze danych, pozwalające na przesyłanie informacji do i z pocisku w trakcie lotu, czy też krążenie w rejonie celu w oczekiwaniu na atak. Rakiety Tomahawk były pierwszy raz użyte bojowo w trakcie operacji Pustynna Burza w 1991 roku.

Czytaj więcej: Pociski Tomahawk uderzą w ruchome cele

 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 22
Reklama
witte
sobota, 6 lutego 2016, 13:47

A co z istniejącym w latach 90 tych przeciwokrętowym RGM/UGM-109B Tomahawk Anti Ship Missile (TASM) ? Informacja o przeznaczeniu Tomahawka tylko do celów lądowych jest prawdziwa tylko gdy mowa o wersji RGM/UGM-109E TLAM Block IV.

AXI
sobota, 6 lutego 2016, 13:12

Po pierwsze istnieją ograniczenia traktatowe tego typu uzbrojenia w wersjach lądowych (zasięg do 500 km), dlatego najnowsza wersja Iskandera ma zasięg (podobno) 2000 km. Po kolejne na samej Białorusi mamy (podobno) 24 tys. celów priorytetowych....Cena działań ofensywnych powali na kolana budżet MON. Po następne...dlaczego się ograniczacie ?! Może zamiast o pociskach samosterujących, pomarzmy o...500 szt B-2 ?!

Gello
sobota, 6 lutego 2016, 21:56

Traktat INF nie zakazuje Polsce posiadania pocisków posredniego zasiegu nawet londowych INF dotyczy USA i Rosji

rcicho
sobota, 6 lutego 2016, 11:45

Będzie wojna skoro nagle takie ilości tej ofensywnej broni zamawiają. Pytanie kto jest ich wrogiem Chiny czy Rosja?

X
sobota, 6 lutego 2016, 12:54

Czy ja wiem czy to aż dużo? Czasem tego typu zakupy mają na celu utrzymanie zdolności produkcyjnych, a niekiedy nawet producenta "przy życiu". A może zwyczajnie tamtejsi lobbyści zadziałali skutecznie.

Robin Schudł
sobota, 6 lutego 2016, 11:18

Oj i dla nas by się przydały nawet w wersji lądowej. Chociaż z 500 szt

www
sobota, 6 lutego 2016, 10:48

100 szt.Tomahawk Block IV dla Polski.

taki jeden
niedziela, 7 lutego 2016, 00:44

100 szt, to i tak ze 3-4 razy za mało. Na razie żebrzemy o 20 dla Orek. I na tym się skończy.

Edmund
niedziela, 7 lutego 2016, 16:17

Polska bez trudu mogłaby mieć własny odpowiednik rakiet Tomahawk, gdyby tylko chciała. Mamy wystarczające zasoby finansowe, kontakty międzynarodowe i naukowców. Pytanie dlaczego tego nie chce ?

ja
poniedziałek, 8 lutego 2016, 10:02

Bez urazy, ale chyba się nie myłeś. Nasi "naukowcy" nie potrafią stworzyć jeżdżącego podwozia do haubicy, a ty mówisz o pocisku manewrującym, który musi mieć odpowiedni silnik (silnik też zrobimy? kto?), układ naprowadzania (jaki? INS jest za mało dokładny, a GPS to przecież USA!), musi umieć lecieć bardzo nisko nad ziemią (podobno 1,5m!) - to jest kosmos nie tylko dla Polski, ale dla większości krajów świata. Taką technologię mają jeszcze tylko Francuzi. Ruscy mają podobne pociski, ale o możliwościach nieporówanie gorszych (np. pułap lotu to 50-150m - czyli są bardzo łatwe do namierzenia). Zejdź na ziemię.

Kamil
sobota, 6 lutego 2016, 10:47

4 000 Tomahawków za 2mld dolarów to jak za darmo. Gdybyśmy posiadali taki arsenał na wyrzutniach lądowych (1600 km zasięgu) to Rosja zastanowiłaby się dziesięć razy nim podjęłaby próbę zaatakowania nas, bo w razie kontruderzenia straty ekonomiczne Federacji byłyby tak wielkie, że podniesienie się ich gospodarki z kolan trwałoby długie lata

Henio
sobota, 6 lutego 2016, 18:56

Rosja nie ma gospodarki - Rosja ma surowce.

X
sobota, 6 lutego 2016, 12:50

Zastanowiła by się raczej 157,3 raza co siedzi w głowach komentujących, którzy nie biorą nawet pod uwagę, że część pocisków nie doleci, część nie trafi, część nie zniszczy celu z powodu zbyt małej głowicy, a pewien odsetek zostanie zestrzelony przez OPL, nie mówiąc już o tym, że po odpaleniu jednej salwy mogłoby nie być możliwości odpalenia niczego innego, bo nie mamy nic co powstrzyma analogiczne pociski wroga wysłane do nas w ramach wymiany pozdrowień. USA może w swoje pociski wsadzić co chce, łącznie z głowicą jądrową, my tylko to co dostaniemy w pakiecie, czyli niewiele i zapewne mniej niż analogiczna wersja dla US, bo przecież sami nie zbudujemy w przewidywalnej przyszłości takich pocisków i musimy kupić gotowe. Mając pociski z konwencjonalną głowicą, żeby trwale unieruchomić/zniszczyć duży zakład przemysłowy zajmujący ogromny teren byś musiał wysłać w jego kierunku nie kilka pocisków, a nawet kilkadziesiąt. Aby odstraszanie działało trzeba mieć narzędzia odstraszania działające na różne sposoby, a nie tylko same pociski manewrujące, które według wielu są lekarstwem na wszystkie choroby polskiej armii. Nie mamy OPL, w zasadzie nie mamy marynarki, lotnictwa, znaczna część pojazdów opancerzonych to muzeum, projekty nawet prostych rodzajów broni rodzą się w bólach, przy których ból wszystkich zębów na raz to igraszka, panuje wszechobecna niemoc przy zakupach, wizje rozwoju zmieniają się o 360 stopni kilka razy w roku, a ty chcesz zastąpić cały tort wisienką. Pociski manewrujące są nam potrzebne, ale bez całościowego podejścia do problemów naszej armii są tylko mało użyteczną zabawką.

anakonda
sobota, 6 lutego 2016, 12:21

tylko ze oni nie maja zadnej gospodarki tylko bezczelnie czerpia ze złóż

Ewiak
sobota, 6 lutego 2016, 22:55

Jak widać, świat przygotowuje się do globalnej wojny jądrowej. Niestety, jest ona tylko kwestią czasu. Przypomnę tu fragment starożytnej wizji: "I powróci [król północy = Rosja od drugiej połowy XIX wieku (Daniela 11:27)] do ziemi swej z dobrami ruchomymi wielkimi [1945. Ten szczegół wskazywał, że Hitler zaatakuje także ZSRR i będzie walczył aż do gorzkiego końca. Na początku nic nie wskazywało na takie zakończenie wojny], a serce jego przeciw przymierzu świętemu [wrogość wobec chrześcijan], i będzie działał [oznacza to aktywność na arenie międzynarodowej], i zawróci do ziemi swej [1991-1993. Rozpad ZSRR i Układu Warszawskiego, wojska rosyjskie powróciły do kraju]. W czasie wyznaczonym powróci z powrotem" (Daniela 11:28,29a). Powrót Rosji w tym kontekście oznacza także rozpad UE i NATO. Wtedy wiele krajów z dawnego bloku wschodniego opuści amerykańską strefę wpływów i powróci pod skrzydła Rosji. "I [król północy] wkroczy na południe [wiele wskazuje na Gruzję], ale nie będzie jak wcześniej [2008 - Gruzja], lub jak później [teraz - Ukraina], gdyż ruszą przeciw niemu mieszkańcy wybrzeży Kittim [Amerykanie, na początku bez Brytyjczyków. Oni dołączą do tej wojny później] i będzie utrapiony [to oznacza tu załamanie nerwowe] i zawróci" (Daniela 11:29b,30a). Co skłoni "króla północy" do wejścia na południe? Jezus powiedział: "Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi", podobnie jak w 2008, a potem... Mojżesz pisał: "I okręty od strony Kittim [z Zachodu (US Navy)] i utrapią Aszszura [Rosję] i utrapią Ebera [pozostałych przeciwników, w tym Iran i Chiny] i również to [na] zawsze będzie zniszczone" (Liczb 24:24). To będzie samobójcza misja. Ta armada po wystrzeleniu rakiet z głowicami jądrowymi, nie powróci już do domu. Druga strona zdąży także użyć "wielkiego miecza" (Apokalipsa 6:4). To będzie wzajemna rzeź. Nie będzie to jednak koniec świata, lecz jak stwierdził Jezus: "początek bólów porodowych" (Mateusza 24:7,8).

Marcin
sobota, 6 lutego 2016, 15:34

Czemu tak tanio? Przecież to są grosze... 2 mld dolarów za 4000 pocisków o zasięgu 1600 km? Z takim arsenałem nikt by nas nie zaatakował. Dla przykładu z Poznania do Moskwy w linii prostej jest 1400 km więc moglibyśmy wycelować takie rakiety w Kreml w środkowej części Polski. Zamiast kontraktu na 50 śmigłowców transportowych Caracal za 14 mld zł (3,5 mld dolarów) lepiej kupić takie rakiety o ile Amerykanie chcieliby nam sprzedać choć trochę tych pocisków. Rozumiem, że śmigłowce transportowe są potrzebne, ale to nie one stanowią potencjał odstraszania. W pierwszej kolejności powinniśmy się skupić na broni, która odstrasza potencjalnych agresorów.

Bartek
niedziela, 7 lutego 2016, 12:09

Byłoby fajnie, ale się nie da a przynajmniej nie tak "różowo" jakbyśmy chcieli, bo zakup odbyłby się pewnie poprzez Foreign Military Sales a to wiązałoby się z doliczeniem sporej prowizji dla rządu USA, no i nie wspominając, że ewentualne zamówienie dla nas i dla US Navy to byłyby dwa zupełnie różne poziomy cenowe - w normalnym kraju przemysł zbrojeniowy oferuje sprzęt na rynek krajowy w preferencyjnych cenach a za granicę idzie drożej - tylko u nas ceny są takie same. Poza tym chyba zapominasz o najważniejszej rzeczy: gdzie byśmy sobie je zainstalowali? Tzn. na czym? Okrętów podwodnych nie ma i coś tak na razie nic na ich temat nie słychać, poza narzekaniem, że drogie i może w sumie niepotrzebne, bo i tak nie mamy żadnej sensownej strategii ich zastosowania a to co jak na razie miałyby robić można robić z pomocą NSM'ów i innych środków (na starych Kobenach niby dałoby się je zainstalować, ale nie miałoby to chyba zbytnio sensu). Mieczniki i Czaple, które nawet jeszcze nie powstały (i pewnie długo nie powstaną widząc kto miałby się niby zająć ich budową) będą raczej za małe a jako okręty patrolowe i ochrony wybrzeża montowanie na nich takiego uzbrojenia byłoby przesadą - to samo z pożal się boże Gawronem czy raczej już Ślązakiem, który jest normalnie niewypałem stulecia dla MW pod każdym względem - a my, o zgrozo, mamy licencje na wyprodukowanie jeszcze jednej sztuki, gdybyśmy tylko chcieli - jedynym pocieszeniem jest fakt że wiedzielibyśmy już czego oczekiwać i na czym stoimy (błędy projektowe itd.) i jedyne co mogłoby być nie tak to już raczej tylko z winy stoczni. Moglibyśmy sobie kupić np. u Francuzów fregatę(-ty) FREEM, z których można odpalać takie pociski, ale tu jest taki problem, że Francuzi to buraki i będą nam wciskać swoje rakiety MdCN/NCM a za ewentualną integracje z amerykańskimi Tomahawkami zdarliby pewnie sporo kasy. No i najważniejsza rzecz na koniec: o odpalaniu ze środka kraju możesz zapomnieć - wyrzutnie lądowe takich pocisków są zakazane traktatem INF - więc zostaje tylko nośnik morski i raczej tylko w formie okrętów podwodnych - chyba, że chcesz żebyśmy kupili bombowce B-52, z których również można odpalać takie pociski, choć to się raczej nie stanie (pomijając już fakt, że to również byłaby przesada) ze względu na to, że nowych się nie produkuje a te co są w służbie zostały wyprodukowane w latach 1960-1962 i USA nie zamierza ich raczej posłać całkowicie na emeryturę przed 2050 rokiem.

Wuj Sam
niedziela, 7 lutego 2016, 09:09

Przecież wuj sam nie ma najmniejszego zamiaru sprzedać Polsce Tomahawków, już parę miesięcy temu było głośno o tym jak to MON oficjalnie zapytywał USA o sprzedaż Tomahawków i co ... i wielkie NIC, kiedy w końcu Polacy zrozumieją że dla amerykanów nie jesteśmy jako kraj ważni, ani priorytetowi, ale użyteczni, od czasu do czasu kwestia tomahawków to świetnie pokazała takie zabawki może dostać ktoś bliski amerykańskiemu sercu czyli Wielka Brytania

rmarcin555
sobota, 6 lutego 2016, 22:26

@Marcin 1. Amerykanie Tomahawków nie sprzedają. 2. Nawet jakby sprzedawali to cena dla nas byłaby znacznie wyższa. 3. Wersje lądowe(odpalanie) pocisków nie mogą mieć zasięgu przekraczającego 500km

AS1
sobota, 6 lutego 2016, 21:25

Problem jest w tym ze my bysmy nie wystrzelili tych tomahawkow w moskwe , bo wtedy oni by wystrzelili by pewnie cos gorszego w nasza strone , predzej oni wysla czolgi na Polske , a na czolgi najlepiej sie spake nadaje , a do szypkiego transportu drozyny z spake'mi najlepiej sie nadaje smiglowiec .

filmowapostać
sobota, 6 lutego 2016, 17:13

Tusk mówił o 70 śmigłowcach transportowo-wielozadaniowych, nie licząc szturmowych, a zapewne potrzeba ich wiele więcej. Ciekawe jak współpraca z Ukrainą w kwestii remontów i modernizacji rodziny Mi oraz produkcja wspólna własnych Sokołów czy rozwoju Mi.

Realista
sobota, 6 lutego 2016, 14:27

co do ataku na cele przemysłowe ... nie trzeba niszczyć zakładu alby przestał działać A jak sypniesz kilka pocisków w elektrownie która do niego dostarcza prąd stanie tak samo jakbyś zrównał go z ziemia

Tweets Defence24