Co wygra w Rosji? Desant kontra dywersja

29 października 2017, 09:55
Fot. mil.ru
Fot. mil.ru
Fot. mil.ru
Fot. mil.ru

Brak w Rosji programu budowy dużych okrętów desantowych a jednocześnie systematycznie wprowadzane małych łodzi i kutrów desantowo szturmowych może być sygnałem, że rosyjskie siły zbrojne nie planują już przeprowadzenia dużego desantu z morza, a jedynie zakrojone na szeroką skale działania dywersyjne w strefie przybrzeżnej krajów sąsiednich.

Jest wiele sygnałów wskazujących, że Federacja Rosyjska zmienia swoje podejście do sposobu prowadzenia operacji desantowych. Po pierwsze pomimo odzyskania pieniędzy (950 milionów euro) za nieprzekazane od Francuzów dwa śmigłowcowce typu Mistral, Rosjanie nie przebukowali tych środków na kontynuowanie tego programu, chociaż pozyskali do tego znaczną część technologii (połowa kadłubów tych okrętów była budowana w Rosji).

Po drugie Minoborona już od kilkunastu lat nie zaczęła projektu nowej, dużej jednostki pływającej do transportu wojsk, który nie powielałby założeń pochodzących jeszcze z czasów zimnej wojny, a przystawałby do wymagań współczesnych działań morskich. Po trzecie Rosjanie nie projektują i nie budują okrętów, które byłyby w stanie zapewnić osłonę przeciwlotniczą zespołom desantowym (tak jak to np. robią Chińczycy).

Po czwarte rosyjska piechota morska ćwiczy obecnie desantowanie, ale prowadzone jednym - maksymalnie dwoma dużymi okrętami desantowymi. Nie są to więc siły zdolne do uchwycenia i utrzymania przyczółku na terenie zajętym przez przeciwnika, co świadczy bardziej o utrzymywaniu nawyków niż planowaniu rzeczywistych operacji.

Fot. mil.ru

Po piąte część jednostek piechoty morskiej wyraźnie zmienia swój charakter i ze zwartych oddziałów ofensywnych przeistacza się w mniejsze pododdziały przeznaczone do skrytych działań na tyłach wroga. Po szóste w Rosji zwiększa się produkcja kutrów i łodzi desantowo-szturmowych, które służą zarówno do zwalczania sił specjalnych przeciwnika, jak i do prowadzenia w niewielkim oddaleniu od własnych brzegów intensywnych działań dywersyjnych.

Mogą to być dobrze znane z defilad morskich szybkie kutry „patrolowe” projektu 03160 typu „Raptor”, ale mogą to być również sprawdzone ostatnio w czasie ćwiczeń w Kronsztadzie szybkie łodzie desantowo-szturmowe projektu 02800. To właśnie te jednostki, tanie i proste w produkcji, mogą stać się podstawowym środkiem wykorzystywanym przez piechotę morską i Specnaz. I być może z tego powodu już się je powszechnie określa, jako morskie, bojowe wozy piechoty.

Oczywiście oficjalnie łodzie projektu 02800 są na razie testowane przez oddział PDSS - przeciwdziałania dywersyjnym siłom i środkom, jednak kiedy mówi się o ich rzeczywistych zadaniach, to już bez skrupułów wymienia się: szybką dostawę na brzeg i ewakuację grup dywersyjno-szturmowych oraz bezpośrednie wsparcie ogniowe swoich żołnierzy walczących na ladzie.

Fot. mil.ru

Pomaga w tym prędkość (większa niż 35 węzłów), małe zanurzenie (zastosowano lekki, albuminowy kadłub) i zdolność do wypływania dziobem na brzeg, osłony balistyczne i szyby pancerne chroniące ludzi na pokładzie oraz uzbrojenie (ciężkie karabiny maszynowe i automatyczne granatniki). Grupa dywersyjna jest wysadzana bezpośrednio na ląd poprzez znajdujący się na dziobie luk z trapem i otwierane osłony dziobowe.

Zastosowano więc podobne rozwiązanie jak w „Raptorze”, z tym że w tym przypadku przedział desantowy ma prawdopodobnie miejsce siedzące tylko dla maksymalnie 8 komandosów („Raptory” zabierają co najmniej 20 osób). Jest to zrozumiałe porównując rozmiary. Kuter „Raptor” jest bowiem dłuższy od projektu 02800 (16,9 m do 10 m) i szerszy (4,1 m do 3,6 m),

Jedynym okrętem, który mógłby świadczyć przeciwko tezie, że następuje zmiana w taktyce działania rosyjskiej piechoty morskiej jest najnowszy, duży okręt desantowy „Iwan Grien” projektu 11711, który obecnie przechodzi próby stoczniowe. Ta z pozoru nowa jednostka jest jednak budowana od 2004 r., a założenia do tego projektu powstały w 1998 roku.

Fot. mil.ru

Budowa tej jednostki zakładach stoczniowych „Jantar” przebiegała jedna z problemami i dokończono ją tak naprawdę nie z powodu potrzeb operacyjnych, ale z braku odważnego do podjęcia decyzji o złomowaniu tego, co już zostało zbudowane. W ten sposób powstał okręt, który założeniami nie różni się od jednostek desantowych wcześniej budowanych dla sowieckich i rosyjskich sił morskich. Pomyślano wiec o stosunkowo silnym uzbrojeniu artyleryjskim (1 armata AK-176 kalibru 76 mm, dwie armaty wielolufowe AK-630 kalibry 30 mm oraz dwie wyrzutnie rakiet niekierowanych A-215 „Grad-M”), ale nie zapewniono praktycznie żadnej, rakietowej obrony przeciwlotniczej (poza zestawami naramiennymi MANPADS).

Na pokładzie znajduje się dodatkowo miejsce tylko dla jednego śmigłowca pokładowego (Ka-27 lub Ka-29), tak więc nie można myśleć o przerzucie sił na ląd drogą powietrzna, tylko morską - po podejście bardzo blisko do brzegu. Okręt ma oczywiście otwierane wrota dziobowe, ale ze względu na duże zanurzenie (około 3,6 m) nie może wyrzucić desantu bezpośrednio na plażę.

Fot. mil.ru

Sama jednostka ma już wyporność około 5000 ton i może zabrać na pokład około 13 czołgów lub do 36 bojowych wozów piechoty. Do ich wysadzenia „Iwan Grien” potrzebuje jednak wejść do portu, a to w przypadku konfliktu zbrojnego jest praktycznie niemożliwe. I być może właśnie dlatego Rosjanie nie wspominają poważnie o planach budowy kolejnych takich okrętów. Natomiast „Iwan Grien” ma wejść do służby we Flocie Północnej, gdzie prawdopodobnie będzie wykorzystywany głównie do zadań transportowych dla potrzeb Wojsk Arktycznych.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 20
Reklama
polak mały
poniedziałek, 30 października 2017, 10:51

To są bardzo rozsądne decyzje. Rosja nie ma żadnego interesu trategicznego w posiadaniu możliwości desantowych na dużą skalę. Ich ewentualne plany wojenne sprowadzają się do agresji na Europę, a do tego, zwłaszcza przy przewadze NATO w powietrzu, siły morskie są zbyteczne. Natomiast możliwość przeprowadzania operacji specjalnych może się przydać. Trudno sobie co prawda wyobrazić jak w praktyce miałoby to wyglądać, bo o ile północne wybrzeże Bałtyku, czyli Szwecja, Finlandia jest wymarzone do tatkich działań (dużo wysp, bardzo urozmaicona linia brzegowa), to południowe nie daje żadnej możliwości skrytego podejścia i ukrycia. Na innych akwenach duże okręty desantowe też nie wydają się potrzebne. Powód prosty: Rosja ma tak wielkie terytorium, że każdego przeciwnika może sięgnąć z lądu.

Piotrek
niedziela, 29 października 2017, 11:04

A ten na zdjęciu, prawie na brzegu z wyjeżdżającym transporterem to jakie ma zanurzenie?

bender
poniedziałek, 30 października 2017, 10:13

Ten na zdjeciu wyglada na nasz typ Lublin z zanurzeniem 2.38 m.

d.
niedziela, 29 października 2017, 16:59

...lub silny teleobiektyw.

Naiwny
poniedziałek, 30 października 2017, 21:58

A moźe powód jest brdziej prozaiczny (nie budowy obecnie dużych jednostek typu "mistral") - po prostu nie mają odpowiedniej wielkości suchego doku do budowy tej wielkości kadłuba. Stosowny suchy dok dopiero jest budowany i dopiero po ukończeniu tej inwestycji będzie można rozpocząć budowę nowych wielkich okrętów.

gh
wtorek, 31 października 2017, 08:32

a największe lodołamacze arktyczne długość 180m szer 25m to gdzie są budowane ?

ccc
poniedziałek, 30 października 2017, 09:58

Prawda jest taka, że ruskim brakuje na wszystko pieniędzy dlatego nie budują takich statków. Świadczy też o tym ostatnia próba triady nuklearnej, która to miała przykryć występujące niedobory. Społeczeństwo sowieckie czuje się wtedy "bezpieczniej" !

tak tylko...
niedziela, 29 października 2017, 10:28

Najskuteczniejszą metodą zwalczania takich jednostek jest ograniczanie wszelkich zakupów w Rosji (ropa i gaz) do absolutnego minimum. Jak nie będzie petrodolarów, to budowa i utrzymanie takich okrętów będzie musiało odbywać się kosztem dalszego drenowania finansowego Rosjan. Na razie ( według oficjalnych statystyk) żyją ich w nędzy tylko 23 miliony. Ciekaw jestem przy jakiej ich liczbie Rosjanie zaczną sobie uświadamiać, że ilość czołgów i rakiet nie wpływa na ich poziom życia. Drodzy Rosjanie! To pieniądze, a nie czołgi zapewniają nam pomyślność i dobrobyt!

ZZ
poniedziałek, 30 października 2017, 08:04

>"Ciekaw jestem przy jakiej ich liczbie Rosjanie zaczną sobie uświadamiać, że ilość czołgów i rakiet nie wpływa na ich poziom życia. " O tym mówili już Beria i Malenkow w 1953. Skończyli jak skończyli.

tak tylko...
niedziela, 29 października 2017, 17:42

"Podpułkownik Wareda" i "gh". Każdy broni interesów kraju, który jest mu bliższy...

Podpułkownik Wareda
niedziela, 29 października 2017, 14:51

tak tylko! 1/ "Najskuteczniejszą metodą (...) jest ograniczanie WSZELKICH (podkreśl. moje) zakupów w Rosji ... ". (...). Hmm! No cóż, niech Pan zaproponuje całej społeczności międzynarodowej, aby ograniczyła WSZELKIE zakupy w Rosji do absolutnego minimum! Jeżeli społeczność międzynarodowa zaakceptuje Pańską propozycję w powyższej sprawie, to nie tylko Pan, ale ja również, byłbym zainteresowany - jaka będzie jej odpowiedź? Przy okazji: pragnę Pana poinformować, że społeczność międzynarodowa, to jest ogół państw suwerennych, które utrzymują ze sobą stosunki - oparte na zasadach prawa międzynarodowego. No zobaczymy? 2/ (...). "Na razie (...) żyje ich w nędzy [tj. Rosjan, którzy są drenowani finansowo] TYLKO (podkreśl. moje) 23 miliony". (...). Taak, proszę nam ujawnić, ilu Rosjan - Pańskim zdaniem i w ostatecznym rachunku - musi żyć w nędzy, aby całkowicie zaspokoić Pana ambicje, oczekiwania i przepowiednie? 3/ (...). "To pieniądze, a nie czołgi, zapewniają nam pomyślność i dobrobyt!". Nam? Czyli komu?

gh
niedziela, 29 października 2017, 13:31

Wydobycie ropy w Rosji jest w obecym momencie njawiększe na świecie, ceny baryłki ropy oscyluja w okolicy 60 $, a teraz piwiedz to całemu światu żeby nie kupował w Rosji i może juz przestań być don Kichotem co walczy z wiatrakami.

Ww
niedziela, 29 października 2017, 18:33

I właśnie po to jest nam potrzebny przekop przez Mierzeję Wiślaną, żeby mieć możliwość szybkiego wprowadzenia na Zalew, naszych jednostek aby zapobiec skrytemu podejściu w kierunku Trójmiasta z rejonu Puławy.

ktos
poniedziałek, 30 października 2017, 09:45

Tak jest jak co wplyna tam nasze okrety podwodne i obie fregaty! I nikt nam nie podskoczy... <- dla tych co nie zalapali... sarkazm.

Ww
poniedziałek, 30 października 2017, 09:40

Miało być Pilawy oczywiście (korekta google)

say69mat
poniedziałek, 30 października 2017, 09:28

... Puławy??? O ile się znam na geografii to skryte podejście kogokolwiek z rejonu Puław w rejon Trójmiasta jest raczej niemożliwe. Chyba, że skorzystamy z wydatnej pomocy ... Gandalfa. Po drugie, wystarczyłoby oczyścić z krzali i udrożnić Szkarpawę, aby była kanałem żeglownym. Po trzecie wystarczyłoby zbudować flotyllę niewielkich jednostek flotylli szuwarowo - bagiennej, o silnym uzbrojeniu artyleryjskim i rakietowym. Po czwarte, należałoby ... pomyśleć. Po piąte, należałoby sprawdzić poprawność nazw geograficznych, bodaj w g-maps.

As
wtorek, 14 listopada 2017, 09:17

Widzieliście kiedyś kogoś lepszego od Rosjan do dywersji? Europa sama się prosi o proste niskobudżetowe ataki. Robią co chcą w sieci internetowej i podobnie będą działać

januszek 94
niedziela, 29 października 2017, 14:09

Po rozwiązaniu UKŁADU WARSZAWSKIEGO - oraz zmniejszeniu obszaru do patrolowania , statki typu DESANT są zbyteczne wojna odbędzie się rakietami a wsparta czołgami poprzez ląd ! Demoludy na których operował musiał być obsłużony przez desant ze względu na kilka stron lini brzegowych na Bałtyki , Morzu Czarnym . Dziś mają wąski przesmyk od Petersburga jeszcze kontrolowany przez Finów i USA ( Łotwa , Estonia , Litwa Polska ). Kaliningrat to już tylko trochę większy fragment wybrzeża . No i amen - po co te statki ? RAKIETÓWKA - jest im potrzebna - każdy zasięg o każdy kaliber !

Jimbo
niedziela, 29 października 2017, 21:29

To co, już nie planują opanowania całej Europy?

zolka
niedziela, 29 października 2017, 12:22

Przecież przy małej fali nie musi wchodzić do portu,a do brzegu ich lekkie Spruty z armatą kal 125mm i BTR-y bez problemu dopłyną do brzegu.

Tweets Defence24