Reklama

Co się dzieje z uszkodzoną norweską fregatą? [FOTO]

12 listopada 2018, 11:04
20181109Jo_0588
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

Bez przerwy trwa akcja ratownicza na fregacie KNM „Helge Ingstad”, leżącej na burcie w fiordzie Hjeltefjorden. Okręt jest już ustabilizowany i kończone są przygotowania do jego przewiezienia na barkach do pobliskiej bazy morskiej Haakonsvern.

Norweska fregata KNM „Helge Ingstad” typu typu Fridtjof Nansen po kolizji z tankowcem „Sola TS” 8 listopada 2018 r. doznała tak poważnych uszkodzeń, że musiała zostać zepchnięta na skały w fiordzie Hjeltefjorden niedaleko bazy morskiej Bergen (południowo-zachodnie wybrzeże Norwegii). Zapobiegło to zatonięciu jednostki, ale okręt będzie teraz trudniej ewakuować, tym bardziej, że jest on bardzo mocno przechylony na prawą burtę (ponad 65º).

image
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

Norweska marynarka wojenna natychmiast zorganizowała prowadzoną na szeroką skalę akcję ratowniczą, w której biorą udział różnego rodzaju agencje i instytucje oraz państwowe i cywilne firmy. Prace trwają bez przerwy, nawet na weekend a ich przebieg jest relacjonowany codziennie w specjalnym komunikacie prasowym norweskiej marynarki wojennej. Z informacji tam zawartych wynika, że do 11 listopada Norwegom udało się przyspawać do pokładu okrętu pięć dodatkowych uchwytów, do których są podłączane stalowe liny cumownicze. Jak dotąd udało się zamontować siedem takich lin, które przeciągnięto do zaczepów wbetonowanych w skały na znajdującym się w pobliżu wybrzeżu.

image
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

Ostatni komunikat wskazuje więc, że służby ratownicze wwierciły i zabetonowały już na stałe wszystkie dziesięć lądowych punktów cumowniczych i zostały im jeszcze do przeciągnięcia trzy stalowe liny. Trwają również akcje przygotowawcze przy samym okręcie. Badaniem jego zanurzonej części zajmują się specjaliści z holownika oceanicznego i statku wsparcia logistycznego „Scandi Vega” (o wyporności 5750 ton). Jednostka ta znajduje się przy zatopionej fregacie i to prawdopodobnie właśnie z niej będzie kierowana operacja podnoszenia okrętu.

Przygotowywania do tej akcji cały czas trwają. Aktualizowana jest np. dokładna mapa dna morskiego wokół i poniżej fregaty za pomocą autonomicznego pojazdu podwodnego Hugin (podobny jest na wyposażeniu polskiego niszczyciela min ORP „Kormoran”). Z pokładu okrętu zabrano dodatkowo wszystkie materiały potrzebne do przeprowadzenia dochodzenia, które przekazano do Norweskiej Komisji Morskiej (Statens Havarikommisjon).

image
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

Fregata jest już stabilna i nie obserwuje się dużego ruchu wody w jej kadłubie, dlatego prowadzone są obecnie intensywne prace zapobiegające dalszemu wtargnięciu wody do pomieszczeń i zwiększaniu się szkód materialnych. Działania są jednak realizowane stopniowo w celu zapewnienia maksymalnego bezpieczeństwa osób bezpośrednio zaangażowanych w operację.

Ze skąpych informacji wynika jednak, że woda cały czas przecieka przez już założone plastry i uszczelnienia. Pod powierzchnią znajduje się już praktycznie pół okrętu. O silnym przechyleniu jednostki może świadczyć fakt, że pod wodą jest obecnie większość pokładu lotniczego, jedna trzecia mostka, oraz połowa pokładu dziobowego z prawą częścią armaty dziobowej. Zalany jest więc prawdopodobnie znajdujący się poniżej magazyn amunicji artyleryjskiej. Ze zdjęć nie wynika, co się stało z czterema rakietami przeciwokrętowymi NSM na prawej burcie. Jeżeli nie zdążono ich zdemontować to znaczy, że i one znalazły się całkowicie pod wodą.

image
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

 Jak na razie suche pozostało jedynie wyposażenie na lewej burcie oraz maszt z zamontowanymi w jego ścianach antenami radaru AN/SPY-1F. Nie wiadomo jednak, czy woda wdarła się do Bojowego Centrum Informacji oraz serwerowni. Jeżeli tak się stało to uruchomienie urządzeń po podniesieniu okrętu będzie o wiele bardziej utrudnione, czasochłonne i kosztowne.

Nadal utrzymywana jest strefa chroniona, która obejmuje tysiącmetrowy pas od okrętu na wodzie i pięćsetmetrowy na lądzie. Ze względu na brak dróg do wybrzeża, przy którym leży norweska fregata cały sprzęt i ludzie są dowożeni na miejsce głównie drogą wodną.

image
Fot. mediearkiv.forsvaret.no
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 32
Reklama
złomiarz
środa, 14 listopada 2018, 10:54

Do odzyskania będą tylko torpedy bo one nie boją się wody. Reszta na złom

777
środa, 14 listopada 2018, 10:43

teraz wyobraźcie sobie jaka była by pompa żeby to był rosyjski okręt :)

ito
środa, 14 listopada 2018, 07:48

Z wczorajszego filmiku sądząc nie moczą się dwie anteny ścianowe. Czyli utrzymywanie okrętu na powierzchni udawało się póki wisiał na kamieniach. Zapora ograniczająca rozpływanie się paliwa też wykazuje nader umiarkowaną skuteczność. Zbliżoną do zera.Rzekłbym, że zachwyty, że Norwegowie "pokazują jak powinno się prowadzić akcję ratunkową" okazują się mocno na wyrost. A wszystko przy dobrej pogodzie i niemal w porcie (czyli blisko wszystkiego, co może być potrzebne). Amerykanów seria wypadków nawigacyjnych zawinionych przez wojaków ciut jakby otrzepała z samouwielbienia, ten powinien spełnić rolę kubła zimnej wody na łeb dla reszty NATO.

Milosnik bajek znanego bajarza.
środa, 14 listopada 2018, 03:43

@Davien. Znowu bajki opowiadasz. Jak to sie grodzi wodoszczelnych w normalnym rejsie nie zamyka? Nie grodzie ale jak juz to sie zamyka drzwi wodoszczelne. Te zawsze musza byc zamkniete w morzu, czy to na okrecie wojennym, czy na statku pasazerskim, RO-RO czy jednostce offshore. Taka mala lekcja, zebys cos wiedzial. Statki offshore wlasnie biora udzial w akcji ratowania, sa to miedzy innymi statki typu MPSV - Multi Purpose Supply Vessel, przewaznie z dzwigiem i ROV (zdalnie sterowany podwodny robot), lub statki CSV - Construction Support Vessel, a Skandi Vega to statek typu AHTS - Anchor Handling Tug Supply - moze on holowac na przyklad platforme wydobywcza, podnosic z dna morza kotwice ktore trzymaja na pozycji na przyklad jednostke typu FPSO ale tez posiada zbiorniki na przyklad z cementem, woda, paliwem, blotem uzywanym do wiercenia i innymi produktami w ktore zaopatruje sie platformy wiertnicze czy wydobywcze i inne jednostki uzywane przy wydobyciu ropy na morzu. Inna cecha charkterystyczna tych statkow (MPSV, AHTS...) jest system DP – system ktory pozwala utrzymywac zadana pozycje statku – pozycjonowanie dynamiczne. Skandi Vega ma system DP2. Statki te maja przewaznie naped diesel electric . Czyli silniki spalinowe produkja prad ktory z kolei napedza silniki elektryczne (pradu stalego lub zmiennego) ktore z kolei napedzaja napedy (azymuty) na rufie. Na dziobie sa tez pedniki (bow thrusters i czasami tez rectractable lub compass thrusters, B/T zawszw, R/T lub C/T nie zawsze. Statki z DP maja naped na rufie i na dziobie wlasnie poto zeby trzymac pozycje i doskonale manewrowac. Wracajac do drzwi wodoszczelnych. Newet gdyby byly otwarte to mozna je zamknac wszystkie na raz za nacisnieciem jednego przycisku na mostku. Kolejne, co ma wal sruby do zatoniecia okretu. Jezeli juz to uszcelnienie linii wallow, po angielsku "stern tube". A co znacza to zdanie "zwłaszcza 45-ta z napędem CODLAG i zalanymi silnikami elektrycznymi napedzajacymi sruby"? Co ma rodzaj napedu do tego czy okret zatonal czy nie? Czyli jakby byl tam naped CODAD, albo okret napedzany byl by silnikami diesla z przkladnia redukcyjna to by nie zatonal? Okret zatonal bo kadlub zostal "rozpruty" na dlugosci kilkudziesieciu metrow i woda zalala kilka przedzialow. Czy dzwi wodoszczelne byly w tym momencie pozamykane (a byly na pewno bo takie sa procedury, jest cos takiego ja "Pre Arrival checklist" - i sprawdza sie czy na przyklad wlasnie drzwi wodoszczelne sa pozamykane, czy jest odpowiedni sklad wachty na mostku i w maszynie, czy na przyklad tak zwane "standby machinery", roznego rodzaju pompy chlodzace, paliwowe, olejowe i tak dalej sa w tybie "stand by", czy jest odpowiedni zapas mocy do manewrow, czy na przyklad kotwica jest godowa i moze byc rzucona gdy statek straci naped i wiele wiele innych ) nie ma znaczenia. Doinformuj sie bardziej prosze zanim zaczniesz sie udzielac.

Furutaka
wtorek, 13 listopada 2018, 22:54

Skąd u Was tyle złośliwości i wredoty… Szkoda 9-cio letniego nowoczesnego okrętu. A PMW ma krypy na jakie ją stać - i nic na to nie poradzimy..

Boczek
środa, 14 listopada 2018, 15:41

To leczenie własnych kompleksów.

pijarowiec
wtorek, 13 listopada 2018, 22:02

...czyli jak prowadzoną na szeroką skalę akcją ratowniczą, w której biorą udział różnego rodzaju agencje i instytucje oraz państwowe i cywilne firmy...szybko zamienić fregatę w okręt podwodny

PMVNorway
wtorek, 13 listopada 2018, 20:48

Z racji, że mówię płynnie i czytam po norwesku powiem wam jedno. Fregata a raczej obsada dała dupy. Po pierwsze zgłosili się w ostatniej chwili, VTSa mieli w dupie, SOLA TS kazał im odbić w prawo, a fregata w ostatniej chwili odbiła....w lewo. W dodatku jak już zgłosili się do VTS, to nie bardzo wiedzieli co się stało. Piękny zapis z radaru.

dim
wtorek, 13 listopada 2018, 17:46

Re: uwagi pana Boczka. Faktycznie, że dawno temu w "Morzu" zamieszczono opis kolizji dwóch statków w kanale, gdy to świadkowie z obu statków opisywali, jak że jednostki te, mijając się, nagle zaczęły się do siebie "niewytłumaczalnie przyciągać burtami". Po czym następowało wyjaśnienie zjawiska. Pocieszmy się, że może jacyś Polacy znajdą pracę przy złomowaniu mechanizmów tej fregaty ? Podobno naszych jest w Norwegii sporo.

Boczek
wtorek, 13 listopada 2018, 21:31

Można jeszcze dodać, że podobny efekt może wystąpić pomiędzy dużą jednostką a dnem i statek sam się przyssie do dna. Niejako kadłub będzie starał się wyrównać spadek ciśnienia i będzie się zanurzał coraz głębiej. Dziwi mnie, że zawodowcy tu wpadają, bo ja dobrze pamiętam, jak robiłem swoje pierwsze pływające prawa jazdy, to podręczniki przed tym efektem ostrzegały. Na bardzo małych kanałach z resztą widać spadek poziomu wody na trawersie i że się płynie parę cm niżej.

Dropik
wtorek, 13 listopada 2018, 16:44

Nad powierzchnią już tylko malutki kawałek nadbudówki. Pozostało wydobyć i zapewne pociąć na złom

kruk
wtorek, 13 listopada 2018, 15:39

Kilka dni temu było o wzorowej akcji ratowania a dziś, plum i fregaty nie ma.

podwodniak
wtorek, 13 listopada 2018, 15:02

skoro Norwegowie mają we flocie nowy bardzo awangardowy OP to może dali by nam w darach jakiegoś następce Kobbenów..

Davien
wtorek, 13 listopada 2018, 13:46

Ais, rozprute pół okretu, rozwalone zapewne wały śrub, nie ma jednostki która po czyms takim nie poszłaby pod wode w szybkim tempie a juz zwłaszcza 45-ta z napędem CODLAG i zalanymi silnikami elektrycznymi napedzajacymi sruby.

:D
wtorek, 13 listopada 2018, 13:14

Statek towarowy niewidzialny

dim
wtorek, 13 listopada 2018, 12:15

właśnie oglądam video, z pieczątką 13 November 08:36, że z najwnowszego okrętu podwodnego marynarki Norwegii wystaje nad wodę już tylko kiosk. A i to częściowo zatopione są już jego anteny ścianowe. Czyli koniec akcji ratowania, pozostało wydobycie wraka.

Hgdddd
wtorek, 13 listopada 2018, 11:50

@AIS - Type45 nie doczłapałby z takimi uszkodzeniami i tempem nabierania wody. Dziura jak po minie

pesymistyczny kapitan optimista
wtorek, 13 listopada 2018, 11:34

Na yt jest zapis tej kolizji, którą na oko można określić po drogowemu jako "pójście na czołówkę z zamiarem wyminięcia w ostatniej chwili". Tylko jakby nikt nie mógł, albo nie chciał ustąpić drogi. Trochę jak w tym dowcipie z latarnią morską. Obawiam się że fregatę zgubiła rutyna, (brak pozostawienia marginesu na błąd, lub nieprzewidywalne zjawiska). Np. czytałem kiedyś o zjawisku fizycznym polegającym na przyciąganiu się statków o dużej masie, które są w ruchu i znajdą się zbyt blisko siebie.

Boczek
wtorek, 13 listopada 2018, 16:12

Nie o dużej masie - raczej wyporności. Dotyczy wszystkich jednostek (małych i dużych) - prawo (równanie) Bernoulliego. Spadek ciśnienia pomiędzy kadłubami - niezależnie czy poruszają się w tym samym, czy przeciwnym kierunku (+ efekt wypompowywania woda z pomiędzy nich przy pomocy propellerów). Im bliżej siebie są jednostki, im bliżej dno albo brzeg, tym silniejsze siły. Efekt szczególnie niebezpieczny na kanałach. To to samo, co w rurociągu z przewężeniem. Pomimo, że generalnie w rurociągu panuje ciśnienie dodatnie +X1 w przewężeniu może panować -X2, które może być tak niskie, że po wywierceniu otworu, przepływający płyn nie będzie wypływał a wciągał powietrze. Można w domu samemu zrobić eksperyment. Odkręcić "słuchawkę" od prysznica i wysunąć wąż z owej nakrętki (nie zgubić uszczelki). Puścić wodę i tę płaską końcówkę dociskać do płaskiej powierzchni (kafelki, wanna). Początkowo strumień wody będzie nam rękę odpychał. Po zmniejszeniu przekroju do pewnego stopnia (zbliżanie do wanny czy kafelka), prędkość przepływu wzrośnie, a ciśnienie spadnie, tak że końcówka węża przyssie się nagle sama do kafelka lub wanny i to tak, że nawet będzie redukowała przepływ.

adam_Ga
wtorek, 13 listopada 2018, 10:26

@Stary Grzyb Typowa polska gadanina. I co autor miąłby napisać? Same dosmysły i wróżenie z fusów? W poprzednim artykule było że jednostki miały ze sobą kontakt, widziały się nawzajem. Sami Norwedzy przyznali że na TERAZ najważniejsze jest uratowanie okrętu przed zatonięciem. Przyczyny wypadku będą badać PÓŹNIEJ. Jakoś się tak głupio u nas utarło że najpierw szukamy winnych. Co by to dało? Ratują okręt, nawet jeśli pójdzie na straty to robią ŚWIETNĄ robote. Rozważania co by było jakby babcia miała wąsy zostawmy na później.

dim
wtorek, 13 listopada 2018, 07:26

Gdy mniejsza (ale duża) jednostka, przepływa obok innej dużej, przy tym nie dzieje się to na otwartym morzu, zapamiętałem z pływania (dawno temu, ale zawsze do pomocy na mostku, lub tuż obok – w radiokabinie nie było wtedy zajęcia), że pojawiają się różne prądy wodne, nieraz widoczne gołym okiem, nieraz bardzo trudno przewidywalne. A mogli włączać jeszcze także jakieś stery strumieniowe, był holownik i tez pewnie to zrobił... plus prądy odbite... – suma ich wzajemnych oddziaływań jest nieprognozowalna. Tanker, skoro miał holownik, miał i pilota (przynajmniej kiedyś tak było), a właśnie pilot działa rutynowo. Czyli po po pierwsze prewencja - zachowywanie odległości. Norwegowie zwyczajnie wepchali się, bo przecież nie wepchał się wielki tankowiec, w trakcie swych powolnych manewrów z pilotem i holownikiem. Kilkakrotnie, z bliska byłem świadkiem portowych kolizji, w okolicznościach znacznie prostszych niż te tu, czyli bez wąskiego przejścia między skałami i zapewne także okresowo pojawiających się w nim naturalnych prądów wodnych, plus te sztucznie wywołane. Wielkości, prędkości statków i praca sterów strumieniowych, lokalne parametry dna – w każdym wypadku są nieco inne, a sumaryczny wynik - to nie jest prognozowalne. Nic więcej w tej sprawie, choć komisja na pewno usiłować będzie pokazać, jaka jest mądra i coś poda jako „błędny manewr”. A tu nie ma mocnych ! Po prostu obowiązkowo należało czekać, aż tanker oddali się, zatrzyma się lub zacumuje.

AlS
wtorek, 13 listopada 2018, 03:07

Serwerownia to żaden problem - serwery się wymieni wraz z okablowaniem, a że kopie zapasowe ustawień systemów musiano robić, nie będzie problemu odtworzyć stan sprzed zdarzenia. Takie rzeczy się zdarzają, kiedyś w banku, w którym pracowałem, pęknięta rura obiegu wody lodowej zalała naraz serwerownię i system podtrzymania mocy UPS (3 x 1 MVA), tak ze całość nadawała się jedynie na złom. Z pomocą podwykonawców, systemy wymieniliśmy w niewiele ponad tydzień, a operacje giełdowe udało się przywrócić już po dwóch dniach. Zalane pomieszczenia wraz z instalacjami to też nie problem - instalacjom hydraulicznym się nic nie stało, okablowaniu też, złącza elektryczne są w puszkach co najmniej IP-68, więc pewnie w środku są suche. Rozdzielnie i stacje robocze automatyki, o ile są zamoczone, zawsze można wymienić, a przy okazji zrobić im upgrade, np. wymienić sterownik outstation na nowszy, Gorzej będzie z maszynownią, bo turbinę pewnie zalało na amen, podobnie diesle. Swoją drogą, całe to zdarzenie świadczy o wyższości napędów elektrycznych nad mechanicznymi. Gdyby takie zdarzenie spotkało np. Type-45 Royal Navy, ten pewnie doczłapałby do nabrzeża na pomocniczych generatorach, gdyby mu ocalał choćby jeden pędnik.

Dr Twardy Wacek
wtorek, 13 listopada 2018, 01:18

Tak samo wyglądały niemieckie niszczyciele w Narwiku po ataku zespołu pancernika Warspite w 1940. Czytałem, że zatonęły. Czyli ten 'Norweg" też zatonął, tyle , że na płyciźnie.

Davien
wtorek, 13 listopada 2018, 00:32

Panie stary grzyb: systemy uzbrojenia nie sa z reguły uruchamiane w przyjaznych wąskich fiordach bo i po co Po drugie : w fregate uderzył kilkanaście razy(minimum) dzięzszy i 2x dłuzszy statek. Nawet przy małej prędkośc cała rufa została zmasakrowana, poszły w diabły linie wałów i spora część grodzi wodoszczelnych( tych tez sie w normalnym rejsie nie zamyka). Reszte dopowiedz sobie sam.

realista
wtorek, 13 listopada 2018, 00:23

pewnie się ten teges skoro jest koedukacja i nie było komu wyłapać kolizji ... :)

Stary Grzyb
poniedziałek, 12 listopada 2018, 22:39

Zamiast opowieści o sprawności prowadzonej przez Norwegów akcji ratunkowej, warto byłoby spróbować odpowiedzieć na pytania dwóch rodzajów. Po pierwsze, jak to się stało, że nowoczesna fregata (m. in. system AEGIS i podobnego poziomu inne systemy obserwacji, wykrywania, śledzenia i naprowadzania), szybka i wysokomanewrowa, dała się trafić - przy dobrej pogodzie i w sytuacji braku występowania zakłóceń elektronicznych - nie pociskiem armatnim, rakietą czy torpedą, ale wielkim zbiornikowcem, wlokącym się z prędkością 6 węzłów? Wachty nie było, leżała pijana, czy zajmowała się ruchami posuwisto-zwrotnymi? Czy może wszystkie systemy, wraz ze sterowniczym, popsuły się jednocześnie? Po drugie, co jest z odpornością tych fregat (i nowoczesnych okrętów w ogóle) na uszkodzenia? Przykładowo, jak to możliwe, że przy rozdarciu prawej burty - długim, ale powierzchownym, nie idącym w głąb okrętu - padła także lewoburtowa maszynownia, skutkiem czego okręt całkowicie utracił zasilanie? Nie było grodzi podłużnej? Na okręcie wojennym?

kk
poniedziałek, 12 listopada 2018, 22:07

@Luke Nie tonie, zatonął, z tego co widać okręt leży na dnie, 70% pomieszczeń zostało zalanych. W okręcie z okresu II WŚ po podniesieniu należało by zaspawać dziurę spłukać szlauchem ze słodką wodą sól z mechanizmów wewnętrznych oczyścić styki instalacji oświetleniowej i po problemie, tutaj praktycznie całe elektronika wraz z instalacjami będą do wywalenia, do odzysku możliwe tylko te nieliczne niezamoczone, jako że dziura w kadłubie ma kilkadziesiąt metrów to niemal na 100% naprawa samego kadłuba będzie bardzo kosztowna. czyli remont całości będzie całkowicie niepłacalny. czyli można napisać z czystym sumieniem że Norwedzy stracili ten okręt.

TOM
poniedziałek, 12 listopada 2018, 18:51

mają speców - firma Mammoet podniosła Kursk to i podniesie taką zabaweczkę

Strusiu
poniedziałek, 12 listopada 2018, 17:47

Wyobraźcie sobie co by się działo w sieci i innych mediach gdyby coś takiego zdarzyło się jakiejkolwiek polskiej jednostce wojennej .A o Norwegach przeczytałem jakąż to sprawnością wykazali się przy akcji ratowniczej, chociaż wszystko wskazuje na to że nadal nie wiedzą co robić.To świadczy o olbrzymim zakompleksieniu naszych komentatorów oraz o tym ,że nawet przy dzisiejszej technologii załoga to podstawa. No ale jeśli o zatrudnieniu w armii decydują parytety...

twardy beniz
poniedziałek, 12 listopada 2018, 15:30

Zdemondują elektronikę a kadłub pójdzie na złom do chin albo do Rosji.

Hoze
poniedziałek, 12 listopada 2018, 13:45

Została sama skorupa. Co w środku to szlag trafił. Koszty napraw będą tak wielkie że chyba lepiej nowy okręt zbudować.

Luke
poniedziałek, 12 listopada 2018, 13:42

Co to za pytanie, co sie dzieje, okrent tonie.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama