Co przerwało lot rosyjskiego Airbusa nad Synajem?

2 listopada 2015, 15:41
Fot. Metrojet
Fot. Sergey Korovkin 84/Wikipedia/CC BY SA 4.0.
Samolot typu Airbus A231 linii Metrojet w 2014 roku. Fot. Anna Zvereva/flickr/CC BY SA 2.0./[https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]
Reklama

Dzień 31 października 2015 roku to najczarniejsza data w całej dotychczasowej historii rosyjskiego i radzieckiego lotnictwa cywilnego. W wyniku katastrofy Airbusa 321 linii lotniczych Metrojet na egipskim półwyspie Synaj zginęły 224 osoby, głównie rosyjscy turyści wracający z wczasów w Egipcie. Według dostępnych informacji maszyna rozpadła się w powietrzu 23 minuty po starcie z lotniska w Szarm el-Szejk w Egipcie. Przyczyny tragedii na razie nie są znane. Do nagłej dekompresji na pułapie przelotowym mogło dojść w wyniku zmęczenia konstrukcji samolotu lub wybuchu. 

Największa katastrofa w dziejach rosyjskiego lotnictwa cywilnego

Dzień 31 października 2015 roku to najczarniejsza data w całej dotychczasowej historii rosyjskiego i radzieckiego lotnictwa cywilnego. W wyniku katastrofy Airbusa 321 linii lotniczych Kogalymavia (pod marką Metrojet) na egipskim półwyspie Synaj zginęły 224 osoby, głównie rosyjscy turyści wracający z wczasów w Egipcie. To największa tragedia w lotnictwie rosyjskim, przewyższająca pod względem liczby ofiar wypadek Tu-154B Aerofłotu, który 10 lutego 1985 roku rozbił się na terenie Uzbekistanu. Na skutek serii błędów przemęczonych pilotów zginęło wtedy 200 osób, czyli wszyscy znajdujący się na pokładzie maszyny.

Przyczyny zeszłotygodniowego wypadku linii Kogalymavia nie są do tej pory ustalone. Do katastrofy doszło na półwyspie Synaj, który częściowo kontrolowany jest przez islamistyczne bojówki walczące z władzami w Kairze. Katastrofa maszyny zbiega się też z zaangażowaniem Rosji w działania przeciw Państwu Islamskiemu w Syrii. Organizacja ta zdążyła już zresztą poinformować, że to jej przedstawiciele strącili rosyjskiego Airbusa. Nie ma jednak na to dowodów i należy wziąć pod uwagę także inne przyczyny katastrofy. 

Tragedia lotu 7K9268

Feralny lot 7K9268 wykonywany był przez mającego ponad 18 lat Airbusa A321-231 wyposażonego w silniki IAE V2533-A5. Samolot wykonywał rutynowy lot czarterowy z egipskiego kurortu Szarm el-Szejk nad Morzem Czerwonym do portu lotniczego Petersburg-Pułkowo w Rosji. Według Egipskiego Ministerstwa Lotnictwa Cywilnego po 23 minutach lotu, około godziny 06:13 czasu lokalnego (04:13 czasu uniwersalnego) maszyna zniknęła z radarów po tym jak z pułapu przelotowego 9400 metrów nagle utraciła 1500 metrów wysokości w ciągu zaledwie minuty. Dane z serwisu Flightradar24 wskazują, że w chwili, gdy doszło do incydentu, który doprowadził do rozbicia się samolotu, mógł on znajdować się jeszcze wyżej, ponad 10 km nad Ziemią. Wbrew informacjom pojawiającym się początkowo w mediach władze egipskie nie potwierdzają, by załoga komunikowała jakiekolwiek problemy z maszyną podczas feralnego rejsu. Wskazuje to, że przyczyna wypadku musiała wystąpić niespodziewanie. Warto dodać, że tragedie w tej fazie lotu nie są częste bo stanowią tylko ok. 10% wszystkich katastrof lotniczych. Wśród przyczyn dominują awarie techniczne (często połączone z błędami załogi), zbiorowe samobójstwa pilotów, kolizje dwóch statków powietrznych oraz tzw. działanie osób trzecich w tym zamachy bombowe i zestrzelenia.

Dodatkowych dowodów dostarcza analiza miejsca upadku rosyjskiego Airbusa 321. Według dostępnych informacji część ogonowa samolotu leży ok. 5 km od miejsca upadku kadłuba. Oddzielnie leży także stożek ogona z pomocniczą jednostką zasilającą. Pozostałości samolotu i pasażerów zajmują obszar ok. 20 km2. W połączeniu ze wspomnianym brakiem informacji alarmowej od załogi i nagłą utratą wysokości wskazuje to na bardzo prawdopodobny scenariusz nagłej dekompresji na dużej wysokości, która doprowadziła do rozpadnięcia się samolotu w powietrzu. Co do jej przyczyn możne jednak na razie tylko spekulować.

Rebelia na Synaju i rosyjska wojna z Państwem Islamskim

Wypadek samolotu Kogalymavii wydarzył się nad półwyspem Synaj, na terenie którego trwają starcia pomiędzy armią egipską, a islamskimi bojówkami. W ciągu ostatnich dwóch lat przeprowadziły one szereg ataków terrorystycznych na egipskie siły bezpieczeństwa, które zakończyły się śmiercią ponad 300 żołnierzy, policjantów, cywilów, a także trzech południowokoreańskich turystów, którzy zginęli w ataku na autobus wycieczkowy w lutym 2014 roku. W listopadzie 2014 roku na półwyspie utworzono filię Państwa Islamskiego – Prowincję Synaj - po tym jak swoją wierność IS ogłosiła grupa rebeliantów Ansar Bait al-Maqdis.

Terroryści z Synaju pokazali przy tym, że dysponują uzbrojeniem zdolnym realnie zagrozić wojskom egipskim, które straciły już w walkach kilkanaście czołgów i transporterów opancerzonych. W styczniu 2014 roku terroryści strącili najprawdopodobniej przy użyciu przenośnej rakiety przeciwlotniczej Strieła-2 śmigłowiec wojskowy, w którym zginęło 5 żołnierzy.

Katastrofa rosyjskiego Airbusa 321 z turystami zbiega się też z rosyjską operacją wojskową przeciwko Państwu Islamskiemu w Syrii. Organizacja ta wzięła już zresztą na siebie odpowiedzialność za zestrzelenie maszyny i umieściła w Internecie propagandowe nagranie mające to rzekomo dokumentować. Czy jednak islamiści dysponują w tym rejonie środkami technicznymi zdolnymi do strącenia maszyny pasażerskiej na wysokości przelotowej?

Zagrożenie z pewnością nie zostało zlekceważone przez innych czołowych przewoźników lotniczych. Emirates, flyDubai, Lufthansa, Air France-KLM i British Airways już zapowiedziały, że nie będą latać na Synajem. Amerykańska Federalna Agencja Lotnictwa (ang. FAA - Federal Aviation Administration) jeszcze przed wypadkiem poinformowała przewoźników z USA o tym, że nie powinni latać nad tym obszarem na wysokości mniejszej niż 7900 metrów.

Czytaj więcej: Synaj - zapomniany front wojny z terrorem

Możliwe przyczyny katastrofy - udział osób trzecich? 

Oczywiście, na obecnym etapie nie można wykluczyć zamachu terrorystycznego, ale bezpośrednie zestrzelenie samolotu przez islamistów jest praktycznie niemożliwe. W rejonie Synaju dysponują oni tylko systemami MANPADS, których zasięg jest zbyt mały, by trafić samolot lecący na wysokości 9000–10000 metrów. Możliwość posiadania przez nich stacjonarnego zestawu przeciwlotniczego jest natomiast bliska zeru. W tym kontekście bardziej prawdopodobny jest wybuch bomby na pokładzie zwłaszcza, kiedy weźmie się pod uwagę, że poziom bezpieczeństwa na lotniskach w Egipcie jest niższy niż w Europie. Rosyjskie samoloty padały też w przeszłości ofiarą zamachów. W dniu 24 sierpnia 2004 roku dwie terrorystki-samobójczynie z Czeczeni wysadziły dwa samoloty pasażerskie, Tu-134 i Tu-154, wykonujące rejsy z lotniska Domodiedowo pod Moskwą do Wołgogradu i Soczi. Zginęło 90 osób – wszyscy znajdujący się na pokładach obu maszyn. Nie można również całkowicie wykluczyć omyłkowego zestrzelenia maszyny np. przez egipską armię. Warto dodać, że historia zna takie przypadki, by wspomnieć tylko o Tu-154 linii Siberia Airlines, który został trafiony przez ukraińską rakietę nad Morzem Czarnym w dniu 4 października 2001 roku, czy wciąż nie do końca wyjaśnioną katastrofę włoskiego DC-9, który 27 czerwca 1980 roku wykonywał krajowy lot IH870 z Bolonii do Palermo i runął do Morza Śródziemnego w pobliżu wyspy Ustica na północ od Sycylii, najprawdopodobniej po trafieniu przez rakietę przeciwlotniczą.

Jak na razie władze egipskie odrzucają możliwość udziału osób trzecich w tragedii, ale przedstawiciele Rosji nie są już tego tacy pewni. Rzecznik Kremla Dimitrij Pieskow stwierdził, że nie ma obecnie podstaw do odrzucenia jakiejkolwiek hipotezy tragedii, a wicedyrektor linii lotniczych Metrojet Aleksandr Smirnow wykluczył możliwość wystąpienia usterki maszyny lub błędu załogi.

Z drugiej jednak strony rosyjskie linie lotnicze są bardziej niebezpieczne od swoich zachodnioeuropejskich, amerykańskich i azjatyckich odpowiedników. W Rosji wypadki lotnicze są ok. trzykrotnie częstsze w przeliczeniu na milion godzin lotów niż w USA i UE. Dość powiedzieć, że same linie lotnicze Kogalymavia miały wypadek z ofiarami śmiertelnymi zaledwie cztery i pół roku temu. W dniu 1 stycznia 2011 roku trzy osoby zginęły w wyniku pożaru panelu generatora na pokładzie samolotu Tu-154B na lotnisku w Surgucie w Rosji.

Feralne uderzenie o pas startowy czternaście lat temu?

Wśród usterek technicznych, które mogły doprowadzić do zagłady rosyjskiego Airbusa 321, na pierwszy plan wyłania się kwestia uderzenia samolotu o pas startowy podczas lądowania na lotnisku w Kairze w dniu 16 listopada 2001 roku. Samolot wykonywał wtedy rejs dla Middle East Airlines z Bejrutu i na skutek błędu załogi zahaczył o pas lotniska. Według dostępnych danych uszkodzenie zostało naprawione i Airbus powrócił do lotów. O tym jednak jak tragiczne w skutkach mogą być niewłaściwie naprawione z pozoru niewielkie uszkodzenia płatowca po tzw. „tailstrike” przekonały się już dwie linie lotnicze, China Airlines i Japan Airlines, które straciły Boeingi 747.

Lot tajwańskich linii China Airlines 611 wykonywany przez Boeinga 747-209B w dniu 25 maja 2002 roku z Tajpej do Hong-Kongu zakończył się w wodach Cieśniny Tajwańskiej zaledwie 22 minuty po starcie ze stolicy Tajwanu. Nie przeżył nikt spośród 225 pasażerów i członków załogi znajdujących się na pokładzie. Przyczyną gwałtownej dekompresji kadłuba i rozpadnięcia się samolotu w powietrzu była niewłaściwie dokonana naprawa uszkodzenia po uderzeniu kadłubem o pas startowy, do którego doszło ponad 22 lata wcześniej w dniu 7 lutego 1980 roku.

Z kolei Boeing 747SR wykonujący lot Japan Airlines 123 z Tokio do Osaki w dniu 12 sierpnia 1985 roku doznał gwałtownej dekompresji i utraty statecznika pionowego dwanaście minut po starcie. Wprawdzie piloci podjęli dramatyczną walkę o powrót na lotnisko, jednak niesterowna maszyna uderzyła o zbocze góry Takamagahara. Zginęło 520 z 524 osób znajdujących się na pokładzie i do dnia dzisiejszego jest to największa katastrofa lotnicza z udziałem pojedynczego samolotu. Przyczyną, podobnie jak w przypadku lotu CI611, było lądowanie przy zbyt dużym kącie natarcia i uderzenie o pas startowy, mające miejsce podczas lądowania wiele lat przed tragedią. Do feralnego incydentu doszło 2 czerwca 1978 roku, co doprowadziło do naruszenia konstrukcji ogona i tylnej grodzi ciśnieniowej. Ponieważ specjaliści Boeinga nie przeprowadzili poprawnie naprawy uszkodzeń, po ponad siedmiu latach w wyniku rosnących naprężeń doszło do jej przerwania i w konsekwencji dehermetyzacji kabiny oraz urwania statecznika pionowego.

Czy podobny scenariusz doprowadził także do katastrofy lotu linii Metrojet w Egipcie? Wydaję się to dość prawdopodobne, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że układ wraku maszyny wskazuje na urwanie ogona rosyjskiego samolotu, a także  podobną, jak w przypadku tajwańskiego i japońskiego Boeinga 747, fazę lotu podczas której doszło do katastrofy. W tej chwili nie można jednak kategorycznie wykluczyć także innych przyczyn, w tym udziału osób trzecich. 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 37
Reklama
Kilo
środa, 4 listopada 2015, 10:24

ISIS cos tam popisalo ze sa zadowoleni I ze to oni. Ale nawet w USA pojawiaja sie glosy, ze to "false flag". Jako ostrzezenie/kara za "wtracanie sie" w polityke USA/Izraela w regionie byloby nawet sensowne, tym bardziej, ze po MH17 pozostanie wrazenie "moralnego balansu". Jesli by to byla prawda, to wspolczesna wojna swiatowa zaczyna wygladac jak w tym skeczu zapomnianego przeze mnie kabaretu - dwoch chuliganow z dziewczynami zaczyna sie wyzywac, po czym jeden bije zone drugiego, a tamten oddaje jego dziewczynie - sami zostaja bez szwanku. Widocznie trzecia wojna swiatowa to bedzie wojna miedzy cywilami a wojskowymi... Szkoda ludzi. I tych sluzb ratowniczych, ktorzy musieli to zbierac.

soeren
piątek, 6 listopada 2015, 14:04

Wytwórnia A'YOY - W obronie kobiety (klasyk)

Marek
środa, 4 listopada 2015, 09:23

Podobno jednak była eksplozja na pokładzie. Jeśli tak, to spodziewam się, że FSB przygotuje kilka stosownych prezentów na następne urodziny Putina. I w odróżnieniu od Europy czy USA nie będzie oglądać się przy tym na prawa człowieka i prawo międzynarodowe.

Podpułkownik Wareda
wtorek, 3 listopada 2015, 11:01

Tylko słowo na temat tragedii na Synaju. Jeszcze nie znamy rzeczywistej przyczyny katastrofy rosyjskiego Airbusa na Synaju, jeszcze nic nie ustalono i nie podano oficjalnego komunikatu w tej sprawie. Krótko mówiąc, przyczyny katastrofy nie są na razie znane. Wiadomo tylko na pewno, że zginęły 224 osoby i to, że samolot runął na piaski pustyni 23 minuty po starcie. Do chwili obecnej - tylko tyle wiadomo. Dlatego też, wstrzymajmy się z oficjalnymi komentarzami na forum, które do niczego nie prowadzą, ponieważ nikt z komentujących nie jest członkiem zespołu ekspertów, którzy badają przyczyny tej katastrofy. Stała się wielka tragedia, zginęli ludzie, wśród których było kilkanaścioro dzieci - i to jest najbardziej istotne. Nie pozostaje nam nic innego, poza współczuciem i kondolencjami dla rodzin, jak cierpliwie czekać na oficjalny komunikat dot. przyczyn i okoliczności katastrofy samolotu rosyjskiego. Żenujące są niektóre komentarze oraz stwierdzenia i sugestie na temat tej tragedii. Kompletny brak solidarności ludzkiej w obliczu takiego wydarzenia, przynajmniej u określonych internautów. Spośród wielu niestosownych wpisów na tej stronie, wybrałem tylko cztery i pozostawiam je bez komentarza: 1/ "Kto mieczem wojuje od miecza ginie", 2/ "Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka" (...), 3/ "Pewnie kapitan załogi był pod wpływem alkoholu i kazał załodze lądować, aby ten mógł się na pustyni załatwić" (...), 4/ "FSB [tj. Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji - uwaga moja] załatwiło sprawę. Jak kiedyś w teatrze". (...). Biorąc powyższe cytaty pod uwagę, proszę raz jeszcze wszystkich komentujących o wykazanie minimum cierpliwości, trzymaniu nerwów na wodzy i powstrzymywanie się od niestosownych komentarzy.

Antex
środa, 4 listopada 2015, 03:27

Powiedzmy sobie szczerze, że każda katastrofa w rosyjskim lotnictwie wojskowym minimalnie obniża potencjał który może być skierowany przeciw Polsce lub jej sojusznikom .. Ale lotnictwo cywilne to zupełnie inna sprawa ... Dla autorów durnych i chamskich wpisów (też nie wierzę Anodinie, Millerowi ani Laskowi!) mam tylko jedno jedyne proste i konkretne pytanie - co była winna 10-miesięczna Darina Gromova ??

viggen
wtorek, 3 listopada 2015, 10:29

No cóż, dzisiaj Rosji wszyscy chcą pomagać rozwiązać zagadkę- i słusznie tak funkcjonuje cywilizowany świat. Szkoda, że u nas zabrakło cywilizacji w postępowaniu rządowym i cywilizacji UE odnośnie Smoleńska, tak bardzo chętnie tu przywoływanego. Apropos wybuchu i ,,palmy '' na trasie lotu przypomnę, że to nasi ,,specjaliści'' często zmieniali zdanie co do śladu ewentualnego prochu na wraku TU-154,, raz był innym razem go nie było. Notabene kilku specjalistów pracujących w Holandii ws samolotu malezyjskiego to ci sami, którzy byli powołani przez niezależna grupę ds wyjaśnienia Smoleńska. Pomijam już istotny fakt ciężkiej pracy ,, ramie w ramie patologów Polskich i Rosyjskich''bądź przeszukania miejsca na 1 głębokości.

Francis de Asis
wtorek, 3 listopada 2015, 22:22

Ciekawe jak śledztwo byłoby międzynarodowe i Rosja narzuciłaby swoją narrację. Wtedy byś narzekał, że 40mln kraj sam powinien prowadzić śledztwo. Ten wrak jest zakładnikiem w grze geopolitycznej. za darmo go nie dostaniemy.

Max
wtorek, 3 listopada 2015, 09:59

@joe - to był 767 anie 787 i już dawno go nie ma

joe
wtorek, 3 listopada 2015, 05:01

A jak się to ma stanu technicznego 787 po niefortunnym lądowaniu kapitana Wrony?

df
wtorek, 3 listopada 2015, 10:16

Wrona lądował B767, który został zezłomowany. Znamienny jest fakt, że mija 4 lata od zdarzenia i nie ma jeszcze raportu.

Tratata
wtorek, 3 listopada 2015, 10:01

Kapitan Wrona i ile się nie mylę w niefortunnym locie, a BARDZO FORTUNNYM lądowaniu sterował maszyną 767. Odpowiadając na Twoje pytanie, tak się ma jak donosy Radia Erewań o samochodach, które rozdają na Placu Czerwonym...

olo
wtorek, 3 listopada 2015, 09:38

kpt Wrona nie lądował Boeingiem 787...

Mich
wtorek, 3 listopada 2015, 09:31

Ma się ni jak, samolot został sprzedany na części ...

Sosna
wtorek, 3 listopada 2015, 09:19

Samolot kapitana Wrony poszedł na złom.

SokoleOko
wtorek, 3 listopada 2015, 08:55

Nijak, bo był to 767, który po fakcie został sprzedany na części i nigdy nie latał.

Simon
wtorek, 3 listopada 2015, 08:45

Kapitan Wrona lądował 767- trochę podstawowej wiedzy zanim zaczniesz się wypowiadać!

Stefan
wtorek, 3 listopada 2015, 00:40

ISIS powinno jeszcze dodać, że zestrzeliło go przy pomocy BUK produkcji rosyjskiej. Jedni i drudzy to tacy sami mordercy.

lechu
wtorek, 3 listopada 2015, 17:34

Wcale bym się nie zdziwił gdyby tak było. Ruski mieli by pretekst do pełnej interwencji w Syrii. Oni są zdolni do wszystkiego.

Antex
wtorek, 3 listopada 2015, 00:32

A generał Anodina jakoś dziwnie nie wpadła na to że na Synaju nagle wyrosła taka wielka brzoza - sorry może raczej palma bo to bardziej prawdopodobne? Tylko tak od razu o rozpadnięciu się w powietrzu ....

Leo
wtorek, 3 listopada 2015, 00:30

Pewnie kapitan załogi był pod wpływem alkoholu i kazał załodze ładować aby ten mógł sie na pustyni załatwić. Pod presja podjęła załoga próbę londowania.

grundy
wtorek, 3 listopada 2015, 00:20

Na oko. Jak w kilku innych katastrofach, odpadł ogon po kilku latach od naprawy. Samolot wpadł w korkociąg, być może nawet płaski. Szybko rotacja wzrosła tak bardzo, że maszynę rozerwało w końcu to nie myśliwiec, stad duży obszar na jaki pospadały szczątki, z grubsza okrąg o średnicy 5km (bardziej pasowałby tu raczej owal). Oczywiście jakiś porąbaniec z IS też wchodzi wciąż w grę. Bardziej obawiałbym się tego, że ta katastrofa zostanie upolityczniona i wersja pójdzie taka by jak najwięcej ugrać w tamtym rejonie.

Geoffrey
wtorek, 3 listopada 2015, 10:35

Wyniki badań w Rosji zawsze są takie, żeby korzyści polityczne z katastrofy były maksymalne. Tym razem nie będzie to awaria zachodniej techniki, a atak islamistów na miłujących pokój Rosjan, którzy będą MUSIELI zwiększyć liczbę nalotów na Syrię.

zwiastun
poniedziałek, 2 listopada 2015, 21:50

FSB załatwiło sprawę. Jak w kiedyś w teatrze. Z tym, że wtedy Putin szukał pretekstu do wejścia do Czeczenii, a teraz...

tadek
poniedziałek, 2 listopada 2015, 20:48

ekspert MAKu, samolot rozpadł się w powietrzu na tysiące kawałków,musiało dojść do eksplozji albo dekompresji..co na to śledczy smoleńscy? Rosjanie nie wykluczają wybuchu..

okoniek
wtorek, 3 listopada 2015, 08:02

Problem w tym, że tam, na Synaju, nie rosną brzozy. Inaczej sprawa byłaby rozwiązana.

ZZR
wtorek, 3 listopada 2015, 07:56

Akurat katastrofa smoleńska jest doskonale udokumentowana więc teorię o wybuchu mogą sobie głosić tylko ci, co cynicznie wykorzystują tą katastrofę do celów politycznych.

frik
poniedziałek, 2 listopada 2015, 20:02

Dwie uwagi, w miarę udokumentowanych samobójstw pilotów liniowych były jakieś 4, więc ciężko mówić, że dominują. Dwa: JAL123 to był B747SR, nie SP. Poza tym kawał rzetelnego dziennikarstwa, pogratulować!

czerwone wino
środa, 4 listopada 2015, 12:06

Sam lot do byłych krajów GUS jest często rosyjską ruletka. Jeśli ktoś będzie miał szczęście przeżyje taka grę. W 1993 ryzyko śmierci pasażera było w krajach GUS o 10 razy większe niż średnia światowa. Po 1994 cala branża lotnicza w GUS pogrążona była w chaosie. Dawny Aeroflot rozpadł się na 150 rożnych małych spółek lotniczych. Dodatkowa statki powietrzne były przestarzale. Wiek ponad 270 rosyjskich samolotów był starszy niż 25 lat. Stan techniczny i jakościowy tych samolotów był katastrofalny. Gdy przemysł części lotniczych nie nadążał z produkcja, to z dwóch zepsutych samolotów składano trzeci, aby on w ogóle był w stanie polecieć dalej. Taka sytuacja palowana w Rosji po 1994 roku. W GUS przypadał jeden zabity pasażer na 1,09 mio. przewiezionych pasażerów. W innych krajach średnia wynosiła 1,25 mio., w USA nawet 14,3 mio. Po upadku Związku Radzieckiego cały system się załamał. Od tego momentu nikt nie miał kontroli nad tym co się na rynku lotniczym dzieje. Na lotach krajowych nie było żadnych norm bezpieczeństwa. Zdarzały się takie przypadki, ze spadały maszyny które były permanentnie przeładowane. Przykładowo przewoziły 22 pasażerów i zamiast 210 kg na pokładzie było 600 kg. ładunku. Pracownicy linii lotniczych byli przekupywani. W rezultacie bagaż, kartony, nawet żywe zwierzęta blokowały przejścia. Na lotach krajowych oprócz miejsc siedzących które były zajęte ponieważ tam leżał towar czasami były miejsca stojące. Przeładunek ponad limit był standardem. Tak kiedyś bywało w Rosji. Niekiedy rosyjscy piloci i technicy serwisu próbowali ciężką praca błąd systemu jakoś kompensować, ale trzeba tez powiedzieć ze wypadki lotnicze w Rosji bywały przyczyna także pijanych pracowników. linii lotniczych. Zdarzały się także takie przypadki, ze osoba która posiadała ważny bilet lotniczy musiała przed wejściem na pokład dodatkowo zapłacić za lot. Powód był prosty, wiele linii lotniczych nie wypłacało punktualnie pensji swoim pracownikom. To co się kiedyś działo w rosyjskim lotnictwie, było piractwem w biały dzień. Takie standardy nie były nawet karane. Często w nocy piloci w hotelu odbierali telefon z wiadomością ze na drugi dzień muszą zabrać dodatkowy ładunek. Na drugi dzień podjeżdżał samochód i ładowane było do samolotu. dodatkowe 5 ton towaru. 80% wszystkich lotów nad krajami GUS jest monitorowana przez radar, ale to jest przestarzała technologia. Wiele kontrolerów do dziś nie dysponuje takimi informacjami jak nr. lotu, wysokość, prędkość. Zatem niekiedy lecąc nad krajami byłego GUS niekiedy człowiek nie może być pewny czy czasami jakiś inny samolot nie leci na tej samej wysokości. Nie wiadomo z jaka prędkością samolot leci i w którym miejscu będzie się on w danym punkcie znajdowal. Kontroler wie tylko ze leci samolot. Pomoc nawigacyjna jak: Non Directional Beacons jest tak daleko od siebie ustawiona ze niekiedy piloci nie odbierają sygnału, a to oznacza ze nie można dokładnie sprawdzić swojego aktualnego kursu. Rozmieszczone są VOR's, ale często są po prostu wyłączone. Można odnieść wrażenie ze brakuje pieniędzy i rachunek za prąd nie jest wyregulowany. Oczywiście nowoczesne samoloty pasażerskie na podstawie relatywnie dokładnego systemu nawigacyjnego nie maja takich problemów, ale każdy system może wysiąść lub wskazywać błędne informacje. Nie można wierzyć kontroli ruchu lotniczego nad Rosja, ponieważ ich sprzęt jest często przestarzały albo zepsuty. W Rosji do dzisiaj jest tak ze jak ktoś nie zapłaci rachunku za prąd, to prąd będzie wyłączony. System awaryjny będzie działał tylko przez godzinę, a to ledwo wystarczy aby załogi samolotów nad Rosja zostały poinformowane ze od momentu „x“ będą zdane tylko na siebie. Aby przelecieć nad krajem GUS trzeba 10 minut przed przelotem się zameldować - nawet gdy przelot trwa tylko 5 albo 8 minut. Taka sytuacja doprowadza to do chaosu, ponieważ niekiedy trzeba z 4 krajami jednocześnie rozmawiać. Meldunek pozycji przy każdej zmianie kursu jest zamiatany pod dywan. Ale, widocznie w tych krajach nikogo to nie obchodzi. Język angielski kontrolerów jest jedna wielka katastrofa. Wszyscy rozumieją standardowa frazeologie, ale jak już coś nieplanowanego trzeba powiedzieć to jest ogromny problem. Wtedy komunikacja jest trudna. Drogi lotnicze nad państwami byłego GUS często maja oznaczenie „Russian only“ - to oznacza ze kontroler rozmawia tylko po Rosyjsku. Niekiedy nawet brakuje tłumaczy. A tłumacz zna tylko tez podstawowe fachowe słownictwo. Takie lotniska jak np. Moskwa, St. Petersburg albo Khabarovsk, posiadają w miarę dobre jakościowo paliwo lotnicze. W innych portach lotniczych jakość jest „taka sobie“, ale na małych lotniskach jest katastrofalna. Lecac z zachodu najlepiej mieć swoje paliwo. Oczywiście, zawsze kosztem ładowności. Ale zawsze lepiej stracić, niż mieć problemy z silnikiem. Do przelotu nad krajami GUS trzeba się przygotować jak do lotu nad Sahara czy Biegunem Północnym. Na trasie Europa-Japonia można awaryjnie lądować w Mirny na Syberii, ale nie wiadomo czy samolot pozostanie w całości... Większość pasów startowych zostały wybudowana na potrzeby militarne. O jakości tych pasów nie trzeba pisać. Pasy są dość długie, ale nie są wystarczająco szerokie. Aktywność personalu technicznego nie można do zachodnich standardów porównać. Główne słowo to „improwizacja“. Patrząc na sprzęt i urządzenia awaryjne jakim dysponują niektóre kraje, można użyć słowa katastrofa. Sandard odladzania - jaki standard? Człowiek potrzebuje spokój, czas i nerwy ze stali. Niektóre zachodnie linie nie latają nad krajami byłego Związku Radzieckiego standardowo trasami przelotowymi, tylko zawsze z boku takiej trasy. Wtedy ryzyko jest mniejsze. Jeżeli koordynacja i kontrola będzie w byłych państwach Związku Radzieckiego nadal na takim poziomie, to lotnictwo w tych krajach całkowicie się załamie. Polityczna chęć poprawy jest, ale brakuje środków finansowych. Osoby zarządzające lotnictwem nie potrafiły sobie poradzić z problemami. Po rozpadzie systemu i monopolu nie potrafiły znaleźć stosownej drogi. Dzisiaj w Rosji jest ponad 320 rożnych komercyjnych linii lotniczych które operuje na bardzo wątpliwych warunkach i tak samo wątpliwy standardach bezpieczeństwa. Oczywiście, linie posiadają zachodnie typy samolotów, ale piloci są w większości bardzo źle wyszkoleni i kompleksowa technika obciążeni. Większość pilotów rosyjskich ma problem z jerzykiem angielskim - ja się pytam to jak taki pilot zrozumie dokumentacje która jest w jerzyku angielskim w książkach napisana. Aby otrzymać dewizy kraje GUS wypożyczają swoje relatywnie jakościowo dobre samoloty i najbardziej doświadczone załogi do krajów trzeciego świata na Bliskim Wschodzie, Afryce i Ameryce Łacińskiej. W lotnictwie bardziej chaotyczna sytuacja jest tylko w Chinach. Kontrola lotów jest jedna wielka katastrofa. Na podejściu załogi często zdane są tylko na siebie. Technika jaka dysponują porty lotnicze jest przestarzała. Osobiście lecąc na wschód leciałbym przez Japonię albo Hongkong. Na południe krajów GUS wybrałbym Istambuł jako bazę. Do prowincji chińskiej, Hongkong, Singapur albo Malezję. Airbus Industrie posiada w Republice Chin własne centrum szkolenie gdzie instruktorzy trenując chińskie załogi linii lotniczych rozmawiają po mandaryńsku, ale jeszcze dużo czasu musi opłynąć aby sukces tego treningu był w codzienności widoczny.

zaciekawiony
poniedziałek, 2 listopada 2015, 19:26

Porównanie katastrofy rosyjskiego Airbusa 321 nad Synajem do zestrzelenia malezyjskiego Boeinga 777 nad Donbasem, wydaje się delikatnie rzecz ujmując zdecydowanie nie na miejscu...

Jac
poniedziałek, 2 listopada 2015, 18:50

Śmierć tylu ludzi i dzieci jest wielką tragedią. Najprawdopodobniej przyczyną są zaniedbania Metrojet. ISIS wzięło winę na siebie, by podbudować morale wojowników walczących w Syrii. Od razu nasuwa się pytanie czy Rosjanie wykorzystają tą katastrofę jako pretekst do radykalizacji działań wobec opozycji Assada w Syrii.

ccc
poniedziałek, 2 listopada 2015, 18:17

Kto mieczem wojuje od miecza ginie ...

lechu
poniedziałek, 2 listopada 2015, 17:38

Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Teraz wiedzą przynajmniej co czuły rodziny samolotu zestrzelonego nad Ukrainą.

koben44
poniedziałek, 2 listopada 2015, 22:03

słabe porównanie. tam dostarczyli komuś broń kto mógł ale nie musial nacisnąć guzik. tutaj to zaniedbanie człowieka. lenistwo.

piotr
poniedziałek, 2 listopada 2015, 20:02

Co ma piernik do wiatraka ,pokaz choc jeden dowod ze to Ruscy zestrzelili ten samolot nad Ukraina ,bo do tej pory oficjalnie nikt im tego nie zarzucil ,ale ty zapewne wiesz lepiej .

Marek
poniedziałek, 2 listopada 2015, 19:59

Kto wie? Putin, czy ci, którzy zestrzelili nad Ukrainą ów samolot? Otóż jak sądzę, tak Putin jak i oni mają to wszystko głęboko w nosie. Wiedzą tylko rodziny tych biedaków, którzy zginęli i choć nie przepadam za Rosjanami, to jednak tym rodzinom współczuję.

Marcin
poniedziałek, 2 listopada 2015, 19:53

zgadzam sie z lechem

Max
poniedziałek, 2 listopada 2015, 18:16

A gdzie to jest napisane ze samolot nad Ukraina zostal zastrzelony przez Rosjan?

Tweets Defence24