Ciężki stan dwóch saperów po wtorkowym wybuchu. Błaszczak zapewnia o pomocy dla rodzin

9 października 2019, 11:10
71946994_402912737065768_172764286387486720_n
Fot. dgrsz.mon.gov.pl

Stan dwóch saperów, rannych wskutek eksplozji niewybuchu w kompleksie leśnym w pobliżu Kuźni Raciborskiej (Śląskie), jest ciężki. Jeden z nich przebywa w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. św. Barbary w Sosnowcu w skrajnie ciężkim stanie.

"W naszej ocenie stan zdrowia tego pana jest skrajnie ciężki - to znaczy, że jest w stanie bezpośredniego zagrożenia życia" - powiedziała podczas środowego briefingu prasowego w Sosnowcu dyrektor Szpitala im. św. Barbary dr Alicja Cegłowska. Neurochirurg Wojciech Kaspera sprecyzował, że mężczyzna ten doznał ciężkich obrażeń w zakresie twarzoczaszki oraz ciężkiego urazu czaszkowo-mózgowego. We wtorek zaopatrzono rany i przeprowadzono badania, w tym tomografię komputerową głowy. "Badanie wskazało, że stan obrażeń w zakresie mózgowia i złamań podstawy czaszki jest stabilny. Pacjent jest leczony na oddziale intensywnej opieki medycznej. Rokowania są niepewne, stan bardzo ciężki, możliwy jest każdy scenariusz" - powiedział lekarz.

Drugi ciężko ranny saper przebywa obecnie w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. PAP odmówiono w środę rano w tej placówce przekazania informacji na temat stanu jego zdrowia. Przewieziono go tam we wtorek z Górnośląskiego Centrum Medycznego im. prof. Leszka Gieca Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Katowiccy lekarze informowali we wtorek, że jego stan jest ciężki.

We wtorkowym wybuchu dwaj inni saperzy zostali lżej ranni, trafili we wtorek do szpitala w Rybniku. Jak poinformował w środę jego rzecznik Michał Sieroń, jeden z nich jeszcze we wtorek po opatrzeniu obrażeń opuścił szpital o własnych siłach. Drugi pacjent trafił do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. 

Przed południem, z lekarzami z Centrum Leczenia Oparzeń, gdzie przebywa dwóch saperów poszkodowanych we wczorajszym wybuchu spotkał się minister obrony, Mariusz Błaszczak. Szef MON rozmawiał też z lżej rannym żołnierzem hospitalizowanym w siemianowickim Centrum. Po rozmowie minister zapewnił o objęciu opieką rodzin rannych i zabitych żołnierzy.

Przed chwilą spotkałem się z lekarzami, którzy otoczyli najlepszą opieką dwóch rannych żołnierzy, którzy przebywają w szpitalu w Siemianowicach Śląskich. Chcę podkreślić, że jest to szpital najlepszy w Polsce, jeżeli chodzi o schorzenia związane z oparzeniami (...) Rodziny tych żołnierzy, którzy wczoraj zginęli, również zostały objęte opieką. Chciałbym złożyć wyrazy współczucia wszystkim tym, którzy zostali dotknięci wczorajszą tragedią i zapewnić, że instytucje państwa polskiego już otoczyły i otoczą opieką tych wszystkich, którzy zostali dotknięci tą tragedią (...) na miejscu jest dowódca generalny, generał broni Jarosław Mika, któremu poleciłem, żeby koordynował działania związane z otoczeniem opieką rodzin żołnierzy, którzy stracili życie i rodzin tych żołnierzy, którzy przebywają teraz w szpitalach.

Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej

 Wskutek wtorkowej eksplozji dwaj saperzy z jednostki w Gliwicach zginęli, a czterej zostali ranni. To żołnierze 6. Batalionu Powietrznodesantowego z Gliwic. Rzecznik Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych podpułkownik Marek Pawlak informował, że do eksplozji doszło podczas usuwania pozostałości niewybuchów.

PAP - mini

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 13
Reklama
Covax
piątek, 11 października 2019, 01:39

Jest zbiórka na rodziny ofiar. "Dla rodzin saperów z 6 BPD"

pan Heniu
czwartek, 10 października 2019, 20:50

Czy dowiemy się, w którym momencie prac saperskich nastąpił ten tragiczny w skutkach wybuch? Przecież nie ma uczciwie uzasadnionych powodów, żeby to zatajać?

sąsiadka
czwartek, 10 października 2019, 12:02

oby nie taka pomoc jak dla pilota MIGa29

ZOMO
czwartek, 10 października 2019, 10:52

Pamiętam jak z 10 lat temu byłem obecny przy detonacji bomby lotniczej z okresu II wojny światowej. Wykopano ją przy okazji jakiejś budowy nowej drogi, saperzy przywieźli na poligon i postanowili zdetonować, Niemiecka lotnicza 50kg. Pamiętam też jak rozmowę z nimi gdzie twierdzili że po takim czasie to i w takim terenie jakim leżała to co najwyżej korpus rozpadnie się na dwie góra trzy części a wybuch będzie na poziomie dużej petardy. Po odjechaniu na bezpieczną odległość nastąpiła detonacja, fala okazała się jednak dość mocno odczuwalna a po przyjeździe na miejsce okazało się że największy szrapnel jaki został miał góra 3cm, nie zapomnę min saperów którzy tak sami nie do końca wierzyli w to co się stało a jeden z nich z uśmiechem na ustach stwierdził "czasem to jednak można się zdziwić". Stwierdzono że jednak musiała leżeć w dość suchym środowisku i franca zachowała co najmniej 90% jeżeli nie 100% swojej "fabrycznej" mocy.

jacek
środa, 9 października 2019, 17:58

współczucie dla rodzin, wielka tragedia....

Dldoror
środa, 9 października 2019, 14:29

Życzę powrotu do zdrowia. Oby rodziny wszystkich poszkodowanych nie zostały same. Oby MON nie odwrócił się od żołnierzt tracących zdrowie i życie w kraju ojczystym

mordimer
środa, 9 października 2019, 13:21

ludzie zginęli... kolejny walczy o życie... potem jednak przyjdzie pytanie, jak to się mogło stać i kto zawinił, ponieważ nie były to miny-pułapki a zwykłe pozostałości wojenne...

sceptyk
czwartek, 10 października 2019, 10:51

przyczyna źródłowa - szkopy podczas IIWŚ. Takie 80 letnie pozostałości to ruletka - jednym możesz rzucać i walić w niego młotkiem i nic, drugi wywali z powodu drgań wywołanych podejściem do niego.

.....
środa, 9 października 2019, 21:15

Takie są właśnie najgorsze. Z teraźniejszymi fugasami mniej więcej wiesz jak to wygląda, co tam może być, a z pociskiem leżącym 80 lat w ziemi ? Nie znasz stanu materiału wybuchowego, zapalnika, dlaczego nie wybuchł itd.

Dawid
czwartek, 10 października 2019, 10:49

A jak to jest to możliwe - pytam poważnie, nie jestem saperem, ale czy 6 saperów podchodzi do rozbrojenia pocisku - do oględzin wydaje się że ok, ale gdzie kucharek tam nie gdzie jeść, wśród saperów to nie obowiązuje ? Chyba że promień rażenia 250m wiec nawet jak stali gdzie dalej to... dlaczego nie za osłoną ? ITD. Są jakiekolwiek procedury ?

Sssssssssss
czwartek, 10 października 2019, 23:45

W Wojsku Polskim procedury wyglądają w praktyce tak, że się robi jak się uważa. No chyba, że przełożony uważa inaczej to wtedy tak jak on uważa. U nas po prostu poza ćwiczeniami pokazowymi każdy ma wywalone na procedury "bo to głupota a ja się dobrzę znam". Niestety.

Amator nie myli się nigdy
czwartek, 10 października 2019, 07:49

Zapalnik dawno rozlozył sie mat. inicjujący mozna walić siekierą albo diaxem dorabiać do klucza by odkręcić spr. jak miałem 16 lat. Podstawowa zasada jeden wyjmuje reszta nie stoi wkoło i sie nie przygląda tylko odsuwa --a tu po prostu sie wygłupiali i popisywali . A jak zdetonowali ? Stare zapalniki nie działają a pikrynianowych mat. wybuchowych raczej by nie znalezli 2 WŚ . Sami wpadli na pomysł zdetonowania na miejscu własnymi środkami ?

QVX
czwartek, 10 października 2019, 17:27

Wg znanych mi informacji do wybuchu doszło przy umieszczaniu ładunków do detonowania na miejscu. Może błąd z zaparką?

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama