Bombowiec B-1B Lancer – naddźwiękowa „kość” USAF [ANALIZA]

11 maja 2020, 14:38
B-1B-01
Infografika - Katarzyna Głowacka/Defence24

Naddźwiękowy bombowiec strategiczny B-1B, który można było 11 maja 2020 podziwiać nad Warszawą, wszedł do służby w US Air Force w 1985 roku, ponad dekadę od czasu powstania prototypu B-1A. Chociaż od 1990 roku nosi oficjalną nazwę Lancer, to amerykańscy lotnicy nazywają go „Bone” czyli kość. Legenda mówi, że nawiązuje ona do nietypowego jak na bombowiec kształtu, ale faktycznie chodzi o angielską transkrypcję nazwy B-1 jako „B-One” użytą w jednym z wczesnych artykułów prasowanych na jego temat.

Historia wejścia B-1B do służby jest skomplikowana i pełna zwrotów akcji jak niejeden film sensacyjny. Program budowy potężnej, międzykontynentalnej maszyny uzbrojonej w broń jądrową, zdolnej osiągnąć prędkość Mach 2 został ogłoszony przez Pentagon w 1969 roku. Rok później firma Rockwell International (dziś część koncernu Boeing) otrzymała kontrakt na budowę bombowca B-1A, który do 1980 roku miał zastąpić słynne B-52 Superfortress.

Zbyt nowoczesny na lata siedemdziesiąte?

Nowy samolot wyglądał wręcz kosmicznie w porównaniu z bardzo klasyczną sylwetką Boeinga B-52, która niewiele różniła się od pokoleń poprzednich bombowców strategicznych, takich jak służący w lotnictwie USA od 1951 bombowiec B-47 Stratojet. Były to długoskrzydłe maszyny do lotów na dużej wysokości przypominające odrzutowe samoloty pasażerskie.

Rockwell B-1A był całkiem inny - smukła jak myśliwiec, choć mierząca ponad 45 m długości maszyna o zmiennej geometrii skrzydeł i czterech potężnych silnikach umieszczonych w dwóch gondolach. Miał osiągać ponad dwukrotną prędkość dźwięku na dużej wysokości, ale kluczowa była możliwość długotrwałego lotu na małej wysokości z prędkością 0,85 Macha, co miało umożliwić penetrację rosyjskiej obrony powietrznej. Umożliwiała to kosztowna, nowoczesna awionika oraz słaba zdolność ówczesnych radarów do wykrywania celów na tle ziemi. W razie zestrzelenia załoga miała się uratować nie dzięki fotelom wyrzucanym, ale kapsule kabinowej lądującej na spadochronie. Umożliwiało to załodze pracę bez specjalnych kombinezonów ciśnieniowych i masek, co jest istotnym czynnikiem gdy lot może trwać dziesiątki godzin.  

image
Nocny start zmodernizowanego B-1B Lancer. Fot. USAF

Świetlaną przyszłość B-1A przekreśliły trzy fakty. Pierwszym było przejęcie przez Amerykanów rosyjskiego myśliwca MiG-25, który osiągał nie tylko prędkość ponad 2 Macha, ale również jego radar był w stanie wykryć niżej lecące samoloty na tle ziemi z dość dużej odległości. Drugim czynnikiem był rozwój pocisków manewrujących dalekiego zasięgu, których użycie nie wymagało ryzykownego lotu w przestrzeni powietrznej przeciwnika. Najważniejsze były jednak problemy z samą konstrukcją – samolot nie był w stanie uzyskać planowanych osiągów, awionika wymagała dopracowania a przede wszystkim, znacznie przekroczono budżet. Dlatego w 1977 roku, szukając oszczędności budżetowych, administracja prezydenta  Cartera skasowała program B-1A. Mimo to prototypy testowano jeszcze przez cztery lata, a jeden z nich w 1978 roku osiągnął prędkość 2,22 Macha.

Nowy świt lat osiemdziesiątych: B-1B

Lata osiemdziesiąte i prezydentura Ronalda Reagana oznaczały nowy świt dla naddźwiękowego bombowca strategicznego. W lutym 1981 roku ogłoszono przetarg pod kryptonimem LRCA (ang. Long-Range Combat Aircraft), po raz kolejny szukając następcy dla B-52. Ponieważ samolot miał w ciągu 6 lat osiągnąć wstępną gotowość operacyjną, nie było czasu na stworzenie całkiem nowej kontrukcji. Firma Rockwell zaproponowała dostosowany do wymagań bombowiec oznaczony jako B-1B. W październiku Pentagon ogłosił, że zamawia 100 samolotów B-1B, które miały ostatecznie uzupełniać, a nie zastępować B-52. Przynajmniej do czasu wejścia do służby nowej, trudnowykrywalnej maszyny, powstającej w ramach programu ATB (ang. Advanced Technology Bomber), którego efektem był B-2A Spirit. Ale to całkiem inna historia.

 W 1985 roku do służby wszedł pierwszy B-1B. Pomimo że krótszy o metr od B-1A, był od niego 25 ton cięższy. Uproszczono konstrukcję rezygnując m. in. z wlotów powietrza o zmiennej geometrii, a prędkość lotu zredukowano do „zaledwie” 1,2 Macha.

B-1B Lancer. Fot. Boeing
B-1B Lancer. Fot. Boeing

Samolot może zabrać 34 tony uzbrojenia w trzech komorach bombowych. W pierwotnej konfiguracji każda mieściła wyrzutnię wielofunkcyjną MPL (ang. Multi Purpose Launcher), mieszczącą osiem swobodnie spadających bomb atomowych (takich jak B-61 czy B-83) lub osiem pocisków skrzydlatych AGM-69A SRAM z głowicami jądrowymi. Dwie przednie komory uzbrojenia miały budowę modułową. Zamiast dwóch wyrzutni MPL można było umieścić w nich dłuższą wyrzutnię rotacyjną CRM (Cruise Missile Launcher) dla ośmiu pocisków z głowicami jądrowymi AGM-86B ALCM o wydłużonym zasięgu lub trudno wykrywalnych AGM-129A ACM.

Noszące oficjalnie od 1990 roku oznaczenie B-1B Lancer samoloty obecnie są przeznaczone do użycia konwencjonalnego uzbrojenia. Mogą to być wprowadzone pod koniec ubiegłego wieku pociski manewrujące, w których głowice jądrowe zastąpiły konwencjonalne ładunki, ale przede wszystkim bomby kierowane i niekierowane, przenoszone w komorach bombowych z wykorzystaniem CWM (ang. Conventional Weapon Module).  Dzięki nim w każdej z trzech komór można umieścić 28 bomb albo dodatkowy zbiornik paliwa. Dzięki możliwości tankowania w locie i znacznej prędkości przelotowej, maszyny B-1B mogą działać w dowolnymi miejscy na świecie, docierając bezpośrednio z macierzystych baz w USA. W czasie testów i służby B-1B Lancer uzyskały łącznie 61 rekordów dotyczących szybkości, ładunku i zasięgu lotu dla swojej klasy.

Lancer w roli klasycznego bombowca

Na szczęście B-1B Lancer nie miały okazji sprawdzić się jako bombowiec jądrowy. W związku z zakończeniem Zimnej Wojny i redukcją amerykańskiego arsenału jądrowego już w 1991 roku maszyny oficjalnie przestały pełnić rolę nośników bronią atomowej… pozostając w pewnej operacyjnej próżni. Teoretycznie B-1B mógł przenosić w komorach bombowych 84 najbardziej popularne bomby swobodnie spadające Mk.82 o masie 227 kg. Kolejne 40 bomb tego typu można było umieścić na zewnętrznych podwieszeniach, choć przy znacznym spadku osiągów.

image
B-1B Lancer lecąc na małej wysokości odpala flary. Fot. USAF 

Jednak w czasach zimnej wojny nie dbano o przetestowanie tych możliwości i Lancera do przenoszenia bomb Mk. 82 certyfikowano dopiero w lipcu 1991 roku, skutkiem czego bombowce te nie wzięły udziału w pierwszej operacji „Desert Storm” w sierpniu tego samego roku. Pierwsze bojowe zastosowanie samolotu B-1B Lancer miało miejsce również w Iraku, ale dopiero podczas operacji „Desert Fox” w grudniu 1998 roku. Samoloty B-1 Lancer brały także udział w operacji „Allied Force” w byłej Jugosławii w 1999 roku.

Ze względu na potężny ładunek bojowy B-1B zrzuciły w operacji „Allied Force” 20% bomb, pomimo tego, że wykonały zaledwie 2 % z całości lotów. W latach 2001-2002, latając w ramach operacji „Enduring Freedom” w Afganistanie Lancery również wykonały 2% wszystkich lotów, ale przy tym zrzuciły 40% wszystkich bomb kierowanych użytych w tych działaniach. Od 2001 roku niemal nieprzerwanie B-1B wykorzystywane były w misjach nad Afganistanem i Irakiem a od 2014 również nad Syrią. W 2018 roku użyto Lancerów do ataku na cele w rejonie Damaszku i Homs z użyciem pocisków AGM-158 JASSM.  Przejście z bomb „analogowych” na uzbrojenie precyzyjne stanowiło istotny krok w rozwoju samolotu.

B-1B ciężko pracuje w XXI wieku

Bombowce B-1B Lancer, podobnie jak jeszcze starsze B-52 mają się w amerykańskich silach powietrznych całkiem dobrze, pomimo tego iż miały je zastąpić B-2 Spirit a dziś mówi się o B-21 Raider. Eksploatacja Lancerów planowana jest teraz co najmniej do 2048 roku. W służbie pozostaje nadal 66 spośród 100 wyprodukowanych samolotów. Są one jednak systematycznie modernizowane i dzisiejszy B-1B, oprócz skorupy i nazwy niewiele ma wspólnego z maszyną, która weszła do służby 35 lat temu.

image
Kabina B-1B Lancer jet dziś w pełni ucyfrowiona. Fot. Staff Sgt. Richard Ebensberger

Bombowce otrzymały w ramach stopniowej modernizacji całkowicie nową, cyfrową awionikę typu glass cockpit, z kodowanymi systemami łączności i nawigacji satelitarnej oraz nowoczesnym i stale rozbudowywanym systemem walki elektroniczne i ochrony przed pociskami kierowanymi. Od 2016 roku maszyny otrzymały nowe radary w standardzie AESA. Co ciekawe, jest to wariant radaru Northrop Grumman APG-83 SABR (ang. Scalable Agile Beam Radar) stosowany w najnowszej wersji myśliwców F-16. W wersji SABR-GS (SABR - Global Strike) przeznaczonej dla bombowców strategicznych umożliwia tworzenie dużych map cyfrowych w trybie działania z syntetyczną aperturą. Ma także dać B-1B nowe, lepsze możliwości w dziedzinie ISR (rozpoznania, nadzoru i wywiadu), a także celowania. 

Kwestie celowania poprawia również wykorzystywanie od 2007 roku zasobników Lockheed Martin AN/AAQ-33 Sniper a obecnie również Sniper-XR (ang. Extended Range) które poza innymi funkcjonalnościami pozwalają na użycie bomb naprowadzanych laserowo ale również wymieniać dane i obraz w czasie rzeczywistym np. z jednostkami naziemnymi.

zrzut z B-1B Lancer pocisku AGM-158C LRASM. Fot. US Navy
Zrzut z B-1B Lancer pocisku AGM-158C LRASM. Fot. US Navy

Obecnie arsenał jaki dysponują bombowce B-1B Lancer pozwala im zarówno na prowadzenie wsparcia bezpośredniego własnych sił jak też atakowanie odległych celów o znaczeniu strategicznym. Arsenał ten to bomby swobodnie spadające różnych wagomiarów, w tym również kasetowe, ale przede wszystkim uzbrojenie precyzyjne. Są to bomby szybujące naprowadzane laserowo GBU-54 LJDAM, GBU-31/38 JDAM oraz GBU-39 SDB naprowadzane z użyciem GPS/INS. Do rażenia celów z dystansu stosowane są pociski manewrujące AGM-154 JSOW, AGM-158A JASSM, AGM-58B JASSM-ER oraz AGM-158C LRASM.

Pomimo tego iż maszyna opiera się na koncepcji sprzed pół wieku, to nadal spełnia skutecznie stawiane przed nią zadania. Stanowi w pewnym sensie relikt zimnej wojny, który dostosowano do nowych czasów. Stawia to B-1B Lancer w całkowicie odmiennej sytuacji niż jego jedyny na świecie odpowiednik, jakim jest powstały niemal w tym samym czasie rosyjski Tu-160M. Maszyny te, których budowę Rosja niedawno wznowiła, pozostają nadal strategicznymi bombowcami jądrowymi. Obie maszyny czekają obecnie na nowoczesnych następców, ale zarówno w USA jak i w Rosji proces ten napotyka problemy. To jednak temat na osobny artykuł.

Reklama
Tweets Defence24