Reklama
Reklama
Reklama

Bomba elektromagnetyczna - coraz realniejsze zagrożenie

28 marca 2015, 10:48
Przekrój bomby GBU-31/Mk 84 z głowicą E na bazie dwustopniowego generatora współosiowego FCG. Wytworzona przez nią „dookólna” fala EM zawiera się w paśmie poniżej 1 MHz i trudno ja nakierować na pojedynczy obiekt – fot. M. Dura/Carlo Cop
Fot. Internet
Ładunek bojowy E może być w przyszłości wystrzeliwany również przez artylerię kalibru 150 mm lub systemy rakietowe, np. typu MLRS lub Homar – fot. US Army
Jeden z najprostszych środków przenoszenia głowic E - bomba MK-84 JDAM – fot. US Navy
Jeden z najlepszych środków przenoszenia głowic E - bomba AGM-154 JSOW – fot. US Navy
Zastosowanie głowicy E na rakietach przeciwlotniczych może znacząco poprawić ich skuteczność – fot. US Navy
Przekrój bomby GBU-31/Mk 84 z głowicą E na bazie vitcatora. Bomba ta emituje kierunkową falę elektromagnetyczną o bardzo wysokich częstotliwościach i może dzięki temu służyć do atakowania konkretnych obiektów – fot. M. Dura/Carlo Cop

Wybuch bomby elektromagnetycznej (zwanej bombą E) może unieruchomić wszystko, co znajduje się wokół i zawiera w sobie podzespoły elektroniczne. Dla terrorystów jest więc idealnym środkiem, by wrócić nas do epoki kamienia łupanego. Na szczęście jest to uzbrojenie równie trudno dostępne jak broń atomowa. Na razie.

Bomba elektromagnetyczna, nazywana też często bombą E, wywołuje impuls elektromagnetyczny o dużej mocy unieruchamiający urządzenia elektroniczne. Wykorzystuje ona zjawisko znane już od 1962 roku, kiedy to podczas detonacji bomby wodorowej o mocy 1,4 megaton na środkowym Pacyfiku na wysokości 30 km zostały zniszczone wykorzystywane w pobliżu instalacje satelitarne i doszło do blokady łączności radiowej na Pacyfiku na około 30 minut (zakłócona była nawet praca stacji radiowych w odległości 1200 km od miejsca eksplozji).

Jak się okazało, wywołana w czasie wybuchu uderzeniowa fala elektromagnetyczna wzbudziła duże prądy indukowane w antenach, kablach elektrycznych i elementach metalowych, niszczące wszystkie, niezabezpieczone podzespoły elektroniczne. Późniejsze obliczenia wykazały, że pojedynczy wybuch jądrowy o mocy 100 kT na wysokości 110 km może wygenerować niszczący „elektronikę” impuls elektromagnetyczny na powierzchni równoważnej połowie Stanów Zjednoczonych.

Niestety okazało się, że do wygenerowania impulsu elektromagnetycznego (IEM) o tak dużej mocy wcale nie jest konieczna bomba atomowa. I to dlatego broń E zalicza się do broni konwencjonalnej, a nie jądrowej. Skutki, jakie może przynieść jej zastosowanie, pozwalają na zakwalifikowanie jej do grona broni masowego rażenia, razem z bronią atomową, biologiczną i chemiczną. Jednak dopiero możliwość użycia tego uzbrojenia przez terrorystów spowodowała, że zaczęto tę broń traktować bardzo poważnie.

Teoria czy rzeczywistość?

Broń E jest okryta wielką tajemnicą. Jak dotąd nikt się jeszcze oficjalnie nie przyznał do jej posiadania, chociaż specjaliści w krajach zachodnich twierdzą stanowczo, że mają ją przynajmniej Stany Zjednoczone i Rosja. Nie jest również pewne, czy broń ta już została użyta.

Dużo zamieszania wprowadziła książka „Information Warfare”, w której Winn Schwartau opisał tajne rakiety amerykańskie, użyte w czasie wojny z Irakiem. Miały one spowodować zakłócenia systemów łączności przez zastosowanie fali elektromagnetycznej. Tymczasem Amerykanie wykorzystali tam kilka rakiet Tomahawk z ładunkiem specjalnie uformowanego włókna węglowego. Pociski grafitowe rozsypane nad liniami i instalacjami energetycznymi powodowały zwarcia i uciążliwe zaciemnienie w Bagdadzie. I te zakłócenia zostały niesłusznie przypisane broni E.

Wybuch Bomby E
Fot. Internet

W 2003 roku „Guardian” podał, że w czasie pierwszych dni ataku na Irak na lotniczej rakiecie manewrującej AGM-86 Cruise została zastosowana głowica bojowa E. Podobno decyzja o użyciu tego rodzaju uzbrojenia była podyktowana chęcią zapobieżenia stratom wśród ludności cywilnej, obok siedlisk której rozmieszczono stanowiska obrony przeciwlotniczej.

Podejrzewając najgorsze w czasie Wojny w Zatoce Perskiej, niektórzy dziennikarze w Bagdadzie owijali swój sprzęt elektroniczny w folię aluminiową, chcąc go uchronić przed nową bronią elektromagnetyczną, którą jakoby mieli wykorzystać Amerykanie. Jednak to, co wtedy było tylko plotką, może stać się już niedługo rzeczywistością i niektórzy wojskowi uzyskają środek, który w danym miejscu i czasie skutecznie wyłączy patrzącą im na ręce telewizję.

Poczucie zagrożenia zwiększyła prezentacja Winna Schwartau w styczniu 1999 r., który stosując przenośny generator silnej fali elektromagnetycznej, zniszczył na konferencji w Waszyngtonie dwa stojące w odległości kilku metrów komputery. Później unieruchomiono w ten sam sposób samochód. Od razu zostało to wykorzystane przez kilka firm, które dzisiaj oferują na rynku systemy pozwalające policji zatrzymać samochody i łodzie kierowane przez przestępców.

Budowa bomby E

Spośród kilku znanych sposobów wywołania fali elektromagnetycznej dwa są najczęściej wymieniane jako te, które mogą być podstawą działania nowej broni. Pierwszy polega na przekazaniu energii z chemicznej eksplozji do bardzo silnego pola magnetycznego, które tuż przed wybuchem jest wzbudzane przez startowe źródło energii elektrycznej.

Bomba E
Przekrój bomby GBU-31/Mk 84 z głowicą E na bazie dwustopniowego generatora współosiowego FCG. Wytworzona przez nią „dookólna” fala EM zawiera się w paśmie poniżej 1 MHz i trudno ja nakierować na pojedynczy obiekt – fot. M. Dura/Carlo Cop

Typowym przedstawicielem działających według tej zasady urządzeń jest generator z kompresją strumienia magnetycznego FCG (Flux Compression Generator). Przykładowe urządzenie tego typu to tzw. „generator współosiowy”. Składa się on z miedzianego cylindra, wypełnionego materiałem wybuchowym i otoczonego cewką, wykonaną z miedzianego uzwojenia. Całość jest zamknięta obudową z niemagnetycznego materiału (z masy epoksydowej lub włókna szklanego).

Konstrukcja bomby FCG jest stosunkowo prosta, ale fala wytworzona w ten sposób zawiera się w paśmie poniżej 1 MHz, stąd trudno ją nakierować na konkretny cel i nawet przy dużej mocy impulsu elektromagnetycznego wiele instalacji może jej nie odczuć. Wad tych nie ma impuls elektromagnetyczny wywołany drugim sposobem, za pomocą wirkatora ‒ oscylatora z wirtualną katodą (Virtual Cathode-Ray Oscillator).

Bomb E glowne o
Przekrój bomby GBU-31/Mk 84 z głowicą E na bazie vitcatora. Bomba ta emituje kierunkową falę elektromagnetyczną o bardzo wysokich częstotliwościach i może dzięki temu służyć do atakowania konkretnych obiektów – fot. M. Dura/Carlo Cop

Urządzenie to, proste mechanicznie, małe i trwałe, tworzy pojedynczy impuls radiowy o bardzo dużej mocy (od 170 kW do 40 GW), pracujący w paśmie mikrofalowej (o długości decymetrowej i milimetrowej). Jest to więc sposób najbardziej „obiecujący”, jeżeli chodzi o możliwość jego wykorzystania dla produkcji uzbrojenia.

Zaletą vircatora jest to, że efekt jego działania jest kierunkowy i że promieniowanie o bardzo wysokiej częstotliwości (fale milimetrowe) może przenikać do obiektów nawet przez niewielkie szpary i otwory.

Jak działa bomba E?

Efekt działania bomby E zależy od wielu czynników. Po pierwsze odporność na uderzenie bronią E różni się w zależności od typu atakowanego celu. Przykładowo impuls elektromagnetyczny niskiej częstotliwości (z generatora FCG) jest skuteczny przede wszystkim przeciwko typowym instalacjom infrastruktury miejskiej, np. liniom telefonicznym czy energetycznym. Gorzej już jest jednak w przypadku obiektów i instalacji chronionych nawet prostymi zabezpieczeniami.

Po drugie skuteczność broni E zależy od tego, jaka ilość energii z bomby jest skierowana na cel. Najlepszy rezultat jest osiągany, gdy impuls elektromagnetyczny zostanie „skupiony” przez system antenowy znajdujący się w głowicy pocisku. W tym przypadku moc uderzenia zależy od wysokości, na jakiej nastąpiła eksplozja oraz od stopnia ochrony systemów elektronicznych. Wyższa eksplozja to większy promień rażenia, ale mniejsza intensywność promieniowania. I odwrotnie – niższy wybuch to mniejszy zaatakowany obszar, ale zniszczenia większe. Należy w tym przypadku pójść na kompromis, dobrze rozpoznając cel ataku i precyzyjnie w niego uderzając.

O skali zagrożenia, jakie niesie IEM, łatwo się przekonać, patrząc na napięcia normalnie wykorzystywane w układach półprzewodnikowych. Typowe tranzystory bipolarne są odporne na napięcia od 15 do 65 V, układy logiczne, wykonane na elementach półprzewodnikowych i pamięci to napięcia rzędu od 7 do 15 V, mikroprocesory to od 3,3 do 5 V.

Tak więc pole elektryczne wywołane działaniem bomby E i napięcia rzędu wielu setek woltów, indukowane w urządzeniach zniszczą większość elementów elektronicznych: albo w wyniku dużych przepięć, albo w wyniku przegrzania (efekt termiczny).

Sposób użycia

Najdogodniejszym i najbardziej skutecznym sposobem użycia broni E jest jej zrzucenie z góry, tak by eksplozja była skierowana w dół. W tym przypadku, regulując wysokością zadziałania zapalnika, można w miarę precyzyjny sposób określić promień rażenia. Można do tego więc wykorzystać rakietę taktyczną, manewrującą czy bombę zrzuconą ze statku powietrznego.

Bomba E
Jeden z najprostszych środków przenoszenia głowic E - bomba MK-84 JDAM – fot. US Navy

Sprawę komplikuje konieczność posiadania swoistego „rozrusznika”, który uruchomi cały proces w danym typie uzbrojenia. Konieczne jest więc umieszczanie w bombie, pocisku czy rakiecie dodatkowego źródła energii elektrycznej dużej mocy. Ciężar i objętość tego dodatkowego źródła ogranicza objętość użyteczną uzbrojenia, jeżeli ta jest zintegrowana w rakiecie lub bombie.

Optymalnym środkiem przenoszenia w tym przypadku wydaje się samolot, który może „zasilić” uzbrojenie w odpowiednią ilość energii elektrycznej w czasie lotu, przed jej wystrzeleniem lub zrzuceniem. Pozwala to zwiększyć ładunek „użyteczny” pocisku, ograniczony wcześniej przez działające na zasadzie rozrusznika źródło energii elektrycznej.

Współczesna technika pozwala na umieszczenie głowicy E w korpusie bomby 900 kg typu Mk.84 (o wymiarach 3,84x0,86m). Jednak obecnie największą wagę przywiązuje się do możliwości zastosowania głowicy E na bombach GBU-31/32 JDAM (o wadze 450 i 900 kg). Zwłaszcza, że pociski te są na uzbrojeniu „niewidzialnych” samolotów B-2 i F-22, a to oznacza, że broń E może stać się uzbrojeniem pierwszego uderzenia.

Bomba E
Jeden z najlepszych środków przenoszenia głowic E - bomba AGM-154 JSOW – fot. US Navy

Znacznie trudniej jest umieścić ładunek E w rakiecie manewrującej. I tak jak w bombie konwencjonalnej, praktycznie cała jej masa może być poświęcona głowicy elektromagnetycznej (ok. 85%), tak w przypadku rakiety manewrującej jej ładunek użyteczny jest ograniczony do maksymalnie 340 kg (15% ‒ w przypadku rakiet AGM-78 Standard do 28% ‒ w przypadku rakiety manewrującej AGM/BGM-109 Tomahawk). Można go zwiększyć tylko kosztem paliwa, ale wtedy natychmiast zmniejsza się zasięg.

Dla zwiększenia skuteczności broni E konieczne jest umieszczanie jej w amunicji precyzyjnej. Niektóre kategorie celów (urzędy państwowe, bazy wojskowe, węzły komunikacyjne) są łatwe do identyfikacji standardowymi środkami rozpoznania. W tym przypadku naprowadzania na pozycję (według GPS) pozwala na takie zaprogramowanie lotu bomby, by ta wybuchła w optymalnej pozycji, powodując maksymalne straty.

W przypadku celów mobilnych lub ukrytych konieczne jest stosowanie naprowadzania bezpośredniego, np. na wiązkę laserową lub telewizyjnie. Jednak i w tym przypadku użycie broni E jest o wiele prostsze niż np. atakowanie promieniujących obiektów pociskami antyradiolokacyjnymi.

Spośród wielu opcji wykorzystania broni E warta zaznaczenia jest koncepcja jej użycia w głowicach rakiet przeciwlotniczych. Atak nie miałby na celu zniszczenie samolotu, ale jego systemów elektronicznych. Nie jest wtedy wymagana taka dokładność trafienia, jak w przypadku „klasycznego” ataku, a skuteczność jest porównywalna. Oczywiście montaż głowic E byłby możliwy tylko na dużych rakietach przeciwlotniczych (takich jak np. rakiety Standard Missile, Patriot czy Aster 30).

Bomba E wybuch glowny
Zastosowanie głowicy E na rakietach przeciwlotniczych może znacząco poprawić ich skuteczność – fot. US Navy

Wadą broni E jest brak możliwości sprawdzenia skuteczności przeprowadzonego ataku. W przypadku zwykłych bomb atakowane cele były po prostu niszczone i samo rozpoznanie fotograficzne w zupełności wystarczało, by określić rozmiary zniszczeń. Broń E natomiast działa na to, co jest zamontowane w środku.

Pomocą może być w tym przypadku rozpoznanie radioelektroniczne, które wykrywając emisje komputerów czy radiostacji, pozwoliłoby na określenie skuteczności ataku. O tym, że detekcja tak niewielkich emisji jest możliwa, mogą świadczyć działania w Wietnamie, gdzie Amerykanie naprowadzali swoje samoloty nawet na pojedyncze ciężarówki, wykrywając emisje z ich aparatów zapłonowych (montowano w tym celu odbiorniki rozpoznawcze Northrop/Lockheed ASD-5 Blac Crow DF na samolotach AC-130A Pave Pronto gunship).

Z drugiej jednak strony, daje to przeciwnikowi duże pole do stosowania kamuflażu. Przykładowo bardziej odporne na działanie IEM nadajniki mogą pracować pomimo uszkodzenia odbiorników, – co może być przyczyną decyzji o powtórzeniu ataku, pomimo że jest on niepotrzebny. Urządzenia elektroniczne mogą ponadto zostać specjalnie wyłączone do czasu, aż ich wykorzystanie przyniesie zamierzony cel. Atak nie zostanie wtedy powtórzony, chociaż będzie konieczny.

Idealnym i bezpiecznym dla ludzi środkiem rozpoznania są obecnie bezpilotowe statki powietrzne, które mogą prowadzić kilkunastogodzinne misje rozpoznawcze nad atakowanym obszarem i określać, który atak się powiódł, a który należy powtórzyć. Co więcej „bezpilotowce” można uzbroić w bomby E i odbiorniki promieniowania elektromagnetycznego, tak by po wykryciu emisji można było od razu zareagować.

Jak się bronić

Obrona przed bombą E nie jest prosta. Większość z proponowanych metod nie jest bowiem na tyle skuteczna, by można je było tanio i powszechnie zastosować. Można wyróżnić pośrednie i bezpośrednie sposoby obrony przed IEM. Pośrednie sposoby polegają na stosowaniu technik w naturalny sposób odpornych na broń E – przede wszystkim systemów optoelektronicznych (na przykład światłowodów). Odporna jest również technika lampowa, ale trudno przypuszczać, by ktoś chciał wrócić do rosyjskiej techniki lat 60. Najprostszym sposobem bezpośredniej obrony przed impulsem elektromagnetycznym jest rozśrodkowanie i odpowiednie odseparowanie urządzeń: mechanicznie lub elektronicznie. Mechaniczne polega na ekranowaniu urządzeń, czyli otoczeniu ich czymś na podobieństwo siatki Faradya.

Jednak systemy elektroniczne działają najczęściej w bezpośrednim kontakcie ze środowiskiem zewnętrznym, od którego są zależne i dla którego pracują: przez anteny, kable zasilające czy linie transmisji danych. A to już jest źródło potencjalnego niebezpieczeństwa. Ponadto impuls elektromagnetyczny wywoływany bombę E działa w bardzo wysokich częstotliwościach, a więc o bardzo małych długościach fali. Wystarczy więc milimetrowa przerwa w barierze zabezpieczającej, by do środka dostał się niszczący impuls mikrofalowy.

Elektroniczne środki zabezpieczające i filtrujące (tworzone zresztą z myślą o jądrowym impulsie EM) są również zawodne, ponieważ mają zbyt długi czas reakcji, mogą okazać się bezskuteczne w konfrontacji z szybką i silną falą mikrofalową.

Ponadto o ile ochrona przed bombą elektromagnetyczną nowego sprzętu jest teoretycznie możliwa (chociaż jest droga i trudna), o tyle zabezpieczenie sprzętu starego, biorąc pod uwagę koszty i trudności, jest mało prawdopodobne.

Wnioski

Bomba elektromagnetyczna jest nie tylko zagrożeniem, ale niesie za sobą także korzyści. Śledząc współczesne konflikty zbrojne, widać bowiem wyraźnie pewną ewolucję celów do osiągnięcia oraz sposobów ich realizowania. Narzucając swoja wolę innym krajom, nawet w imię demokracji czy zgodnie z wcześniejszymi porozumieniami sojuszniczymi, przestało już komukolwiek zależeć na zadawaniu jak największych strat w ludziach i co najciekawsze na niszczeniu infrastruktury.

Bomba E
Ładunek bojowy E może być w przyszłości wystrzeliwany również przez artylerię kalibru 150 mm lub systemy rakietowe, np. typu MLRS lub Homar – fot. US Army

Jak się okazało w ciągu ostatnich 20 lat, zwycięski kraj po konflikcie najczęściej starał się pomagać w odbudowie tego, co wcześniej sam zniszczył, chcąc podreperować swój „medialny wizerunek” zarówno w kraju zdobytym (lub wyzwolonym), jak i na świecie. Po co więc niszczyć miasta, jeżeli potem trzeba będzie płacić za ich odbudowę?

Broń E jest bardzo dobrym wzmocnieniem dla własnych sił, pozwala dosięgnąć przeciwnika w jego najwrażliwszym punkcie i zmusić go do postępowania sposobami sprzed kilkudziesięciu lat. Najważniejsze jest jednak to, że jest to broń konwencjonalna, jej cena jest niewielka oraz, nie powoduje strat w ludziach, niszcząc newralgiczne systemy, co ułatwia podjęcie decyzji o jej użyciu. Jest to szczególnie ważny argument  dla cywilizacji zachodnich, gdzie silne media, pokazując skutki bombardowań, mogą zmienić nastawienie społeczeństwa i polityków do działań wojennych.

Do tego dochodzą wszystkie te cechy, które decydują o skuteczności uzbrojenia lotniczego, a więc: precyzja uderzenia, adaptowalność, szybkość reakcji, możliwość dokonywania uderzeń na całym obszarze zainteresowania, mobilność i elastyczność. Jest to też broń ekonomiczna, biorąc pod uwagę promień jej rażenia w porównaniu do zniszczeń wywołanych przez taką samą bombę klasyczną, z materiałem wybuchowym.

Różnorodność celów, które mogą być rażone oraz możliwość planowania stopnia strat i zniszczeń pozwala wykorzystać broń elektromagnetyczną w ramach strategii tzw. „riposty stopniowanej” (Strategy of Graduated Response). Odpowiednio nakierowane, nawet niewielkie uderzenie bombą E może stać się przestrogą i w efekcie przynieść stabilizację sytuacji, dając czas na rozwiązania dyplomatyczne.

Podobną skuteczność „polityczną” może mieć broń E w odniesieniu do krajów, wspierających terroryzm lub nierespektujących prawa międzynarodowego. Uzbrojenie elektroniczne pozwala na stosowanie sankcji proporcjonalnych do winy, a tym samym zapobiega negatywnej ocenie międzynarodowej.

Wojna w Iraku ostatecznie udowodniła, że siły powietrzne najskuteczniej zakłócają działania systemu dowodzenia i całej infrastruktury informatycznej strony przeciwnej. Szerokie zastosowanie broni inteligentnej spowodowało, że zniszczenia towarzyszące nalotom udało się ograniczyć, ale niestety nie można było ich całkowicie uniknąć. Wprowadzenie bomb elektromagnetycznych jest tym, co może te zniszczenia jeszcze bardziej zminimalizować, a straty osobowe zredukować praktycznie do zera.

Niestety broń ta może znaleźć się również w rękach terrorystów. Warto więc wiedzieć, jakie niebezpieczeństwo niesie broń E i na jakiej zasadzie ona działa. I co najważniejsze, należy dołożyć wszelkich starań, by sposoby jej produkcji zostały zachowane w ścisłej tajemnicy. Tym bardziej że żadnych historycznych doświadczeń w tej dziedzinie tak naprawdę jeszcze nie mamy.

KomentarzeLiczba komentarzy: 44
Domintr3b
sobota, 28 marca 2015, 15:52

"EMP jammer" to kieszonkowa i prosta wersja urządzenia.Swego czasu służyła do hakowania automatów hazardowych starego typu.

staruch
sobota, 28 marca 2015, 15:51

Kilka lat temu podobno (zaznaczam - nie pamiętam źródła informacji, a więc nie mogę jej zweryfikować), jakiś oddział rosyjskiej mafii wypróbował małą, podręczną bombkę tego typu w jakimś rosyjskim banku, powodując niemałe zamieszanie. Czy mieli z tego jakąś korzyść - nie pamiętam, jednak podobno była to całkiem udana próba.

piotr
sobota, 28 marca 2015, 15:21

O impulsie elektromagneycznym czytalem z 10 lat ,temu wiec zadna to nowosc .,napewno najwieksze mocarstwa maja te bombe i napewno ja przetestowali ,ale niestety tego nie napisza .

Silion
niedziela, 29 marca 2015, 03:52

A ja 20 lat temu to żadna nowość

RG
sobota, 28 marca 2015, 15:06

W końcu drodzy drodzy redaktorzy jakiś artykuł merytoryczny. Dziękuję.

as
sobota, 28 marca 2015, 14:57

To nie była specjalnie ukształtowana wkładka z włokna węglowego tylko bomby grafitowe. Tylko, że bomby te teoretycznie są również obarczone ryzykiem zagrożenia zdrowia, jeżeli taka "chmura" będzie wdychana przez człowieka.

tomi
poniedziałek, 30 marca 2015, 03:18

Boba by uszodzila zapewne i reaktor atomowe energetyczne co grozi wybuchem porownywalnym z bombami atomowymi za tem nikt tego nie uzyje w europie

Patriot
poniedziałek, 30 marca 2015, 11:27

Mówienie, że elektrownia jądrowa może eksplodować w sposób podobny do bomby, świadczy o całkowitej niewiedzy i ignorancji. Sugeruję przeczytać, czym różnią się pierwiastki promieniotwórcze w obu reakcjach jądrowych. Podpowiadam: chodzi o procentową zawartość pewnego izotopu.

ryszard56
sobota, 28 marca 2015, 14:38

Proszę kilkadziesiąt takich zabawek dla Polski

Ronon Dex
poniedziałek, 30 marca 2015, 02:32

Wybuch ładunku nuklearnego w przestrzeni kosmicznej nad terytorium jakiegoś państwa ma o wiele groźniejsze skutki niż eksplozja tego samego ładunku na powierzchni Ziemi. Impuls elektromagnetyczny niszczy lub uszkadza urządzenia elektroniczne na znacznym obszarze zwś promieniowanie radioaktywne utrzymuje się miesiącami w przestrzeni kosmicznej, stopniowo niszcząc poszczególne warstwy atmosfery dociera do powierzchni planety...

Tratata
sobota, 28 marca 2015, 12:42

Szanowny Panie Maksymilianie Duro, współcześnie największym zagrożeniem dla ludności cywilnej na obszarze dotkniętym konfliktem wojennym są wszystkie te zjawiska, które wynikają z rozpadu ładu prawnego. Na przykładzie wojny w Afganistanie, wojny w Libii, wojny w Iraku widać to jak na dłoni.

Kristoffer
sobota, 28 marca 2015, 12:37

A jak to wplywa na pacemaker?Kristoffer

Jan
sobota, 28 marca 2015, 12:18

Dziękuję za bardzo ciekawy artykuł. W moim przekonaniu, broń E może być(z dużym prawdopodobieństwem) czarnym koniem „przyszłej wojny” (pojęcie teoretyczne). Składa się na to kilka czynników. Po pierwsze, doświadczenie pokazuje, że w wojnach ogromne znaczenie ma broń nowa, jeszcze nie znana, ponieważ pozwala uniknąć symetrycznej odpowiedzi (w pierwszej fazie), a tym samym daje przynajmniej chwilową przewagę. Na przykład gaz bojowy – z powodzeniem używany w I wś – nie został nigdy na większą skalę użyty w II wś (chociaż byłby prawdopodobnie nie mniej zabójczy). Wiadomo, odpowiedź byłaby nieuchronna i „automatyczna”. Z tego powodu wydaje się mało prawdopodobne, żeby broń A była traktowana poważnie jako atut mogący dać przewagę. A w wojnie chodzi przecież o przewagę, a nie całkowite zniszczenie (bardzo trafna uwaga p. Maksymiliana Bery o spadającej na zwycięzcę konieczności odbudowy). Broń nowa daje poza tym atut zaskoczenia. Po drugie, broń E jest szybka – w tym sensie pełni rolę broni prewencyjnej, uniemożliwiającej zaangażowanie całości sił i sprzętu przeciwnika, zwłaszcza zaawansowanej broni (dającej potencjalną przewagę, na przykład precyzyjne systemy artyleryjskie, radary, samoloty, zwiad elektroniczny, cyberwojska itp. Po trzecie, broń E przesuwa polityczne i symboliczne pojęcie „ataku”. Bombardowanie może odbyć się bez jednego wystrzału, bez jednego wybuchu. Czy wojna bez wybuchów to już wojna? (Przykład krymski pokazuje, że bywa z tym różnie) Jeżeli dodamy do tego dezinformację i popłoch… Użycie duetu: broni E i cyberataku jest w stanie wywołać chaos na gigantyczną skalę. Po czwarte, broń E uderza w morale. Nikt nic nie wie, nie ma prądu, nie działa żadna komunikacja (nawet gdyby nie wszystko zostało zniszczone, pozostałe elementy sieci będą przeciążone), środki elektroniczne pola walki nie dają już poczucia bezpieczeństwa (cały żołnierz przyszłości jest potencjalnie narażony na to, by stać się żołnierzem przeszłości), noktowizja nie działa, termowizja nie działa itp. Po piąte, użycie broni E przeciwko systemom satelitarnym – unieruchomienie nawigacji i łączności przy bardzo ograniczonych możliwościach diagnostycznych i naprawczych. Nie jest tajemnicą, że ważna faza „przyszłej wojny” musi rozegrać się w kosmosie. Panowanie w kosmosie jest – jak kiedyś panowanie w powietrzu – warunkiem koniecznym do zwycięstwa. pozdrawiam!

hmmm
piątek, 8 maja 2015, 14:00

więc wychodzi na to że stare dobre rozwiązania nie koniecznie muszą być przestarzałe, można śmiać się z radiostacji na lampach ale jak wszystko pierdyknie tylko to będzie działało, można śmiać się z rozwiązań mechanicznych ale jak padną komputerki będzie trzeba zakasać rękawy i kręcić korbką jak podczas pierwszej WŚ o ile mamy to szczęście że awaryjna korbka jest zamontowana, w czasach przesyłania szyfrowanych informacji i możliwości podsłuchów, zagłuszania i programów łamiących szyfry chyba najskuteczniejszy okazuje się gołąb pocztowy, cały system USA jest powiązany jednym systemem łączności, wiele ich systemów bazuje na GPS, jeśli dojdzie do unieszkodliwienia satelit są ślepi i głusi, więc nie wiem czy poleganie na samych super nowinkach jest dobre, postęp musi być przewaga technologiczna jest praktycznie wszystkim ale trzeba mieć opcje awaryjne

rurek od stołu
niedziela, 29 marca 2015, 03:40

być może polskie granice (a lepiej - strefa kilkadziesiąt km wgłąb kraju) powinny być "wspierane" przez stacjonarne systemy EMP. Łatwiej to zasilić, łatwiej o powtarzalne działanie no i stricte broń defensywna. Przed rakietami by nie ochroniło, ale przed samolotami i czołgami - możliwe

Janek I. - Rusty Sparks
niedziela, 29 marca 2015, 00:52

Bardzo rozsądny komentarz. George Friedman w "Następnych 100 latach" napisał o podobnym ataku przeprowadzonym ze strony antyzachodniego bloku na siły Zachodu, w tym przede wszystkim na USA w okolicach roku 2050. Bomba EMP + cyberataki + uderzenia stelitarne z kosmosu + broń hipersoniczna będą wyznaczać trendy oraz kształtować historię nowej światowej wojny. Jeszcze wszyscy wspomnicie moje słowa. Pozdrawiam. J.I.

ja
sobota, 28 marca 2015, 12:15

Teraz wiecie dlaczego ruskie maja stara bron czyli minimum elektroniki.

Sebastian600
sobota, 28 marca 2015, 19:24

Wiemy od dawna. Na nową ich nie stać. Nie popadajmy w absurd sprowadzając rozwój uzbrojenia li tylko do dodania paru czipów.

Jan
sobota, 28 marca 2015, 12:10

Dziękuję za bardzo ciekawy artykuł. W moim przekonaniu, broń E może być(z dużym prawdopodobieństwem) czarnym koniem „przyszłej wojny” (pojęcie teoretyczne). Składa się na to kilka czynników. Po pierwsze, doświadczenie pokazuje, że w wojnach ogromne znaczenie ma broń nowa, jeszcze nie znana, ponieważ pozwala uniknąć symetrycznej odpowiedzi (w pierwszej fazie), a tym samym daje przynajmniej chwilową przewagę. Na przykład gaz bojowy – z powodzeniem używany w I wś – nie został nigdy na większą skalę użyty w II wś (chociaż byłby prawdopodobnie nie mniej zabójczy). Wiadomo, odpowiedź byłaby nieuchronna i „automatyczna”. Z tego powodu wydaje się mało prawdopodobne, żeby broń A była traktowana poważnie jako atut mogący dać przewagę. A w wojnie chodzi przecież o przewagę, a nie całkowite zniszczenie (bardzo trafna uwaga p. Maksymiliana Bery o spadającej na zwycięzcę konieczności odbudowy). Broń nowa daje poza tym atut zaskoczenia. Po drugie, broń E jest szybka – w tym sensie pełni rolę broni prewencyjnej, uniemożliwiającej zaangażowanie całości sił i sprzętu przeciwnika, zwłaszcza zaawansowanej broni (dającej potencjalną przewagę, na przykład precyzyjne systemy artyleryjskie, radary, samoloty, zwiad elektroniczny, cyberwojska itp. Po trzecie, broń E przesuwa polityczne i symboliczne pojęcie „ataku”. Bombardowanie może odbyć się bez jednego wystrzału, bez jednego wybuchu. Czy wojna bez wybuchów to już wojna? (Przykład krymski pokazuje, że bywa z tym różnie) Jeżeli dodamy do tego dezinformację i popłoch… Użycie duetu: broni E i cyberataku jest w stanie wywołać chaos na gigantyczną skalę. Po czwarte, broń E uderza w morale. Nikt nic nie wie, nie ma prądu, nie działa żadna komunikacja (nawet gdyby nie wszystko zostało zniszczone, pozostałe elementy sieci będą przeciążone), środki elektroniczne pola walki nie dają już poczucia bezpieczeństwa (cały żołnierz przyszłości jest potencjalnie narażony na to, by stać się żołnierzem przeszłości), noktowizja nie działa, termowizja nie działa itp. Po piąte, użycie broni E przeciwko systemom satelitarnym – unieruchomienie nawigacji i łączności przy bardzo ograniczonych możliwościach diagnostycznych i naprawczych. Nie jest tajemnicą, że ważna faza „przyszłej wojny” musi rozegrać się w kosmosie. Panowanie w kosmosie jest – jak kiedyś panowanie w powietrzu – warunkiem koniecznym do zwycięstwa. pozdrawiam!

Legion
niedziela, 29 marca 2015, 00:21

Dlatego nie należy opierać naprowadzania bomb i pocisków tylko na GPS... Dobrym przykładem jest porównanie JASSM vs Storm Shadow i Taurusa. Pierwszy ma tylko nawigację GPS i inercyjną(1% błędu co przy 400km daje 40km) podczas gdy 2 następne mają nawigację TERPROM (analiza terenu). Wniosek przy porażeniu GPS JASSM mają znikome możliwości...

dart34
sobota, 28 marca 2015, 11:34

Fajna opcja odstraszania dla polskich kłów

jacek.cezary.t
niedziela, 29 marca 2015, 23:54

Brawo . Fajny temat na 1 kwietnia.:) Prima aprilis tuż tuż.

Bohdan O. Szuprowicz
niedziela, 29 marca 2015, 23:16

EMP jest bronia ktora predzej czy pozniej posluza sie terrorysci lub grupy powstancze ktore uzyja EMP jako szantarz panstw mogacych wplynac na zmiane wladzy lub ustroju. Dlatego wartosc EMP polega na tym ze nie niszczy infrastruktur rzadzacych

Żaden expert
poniedziałek, 30 marca 2015, 18:57

Skoro Ruscy mają od dawna generatory(pewnie na papierze) do Gradów/Smierczy, to znaczy, że coś na rzeczy jest i gra warta świeczki.

Sum
sobota, 28 marca 2015, 11:02

No to ja zacznę: Czy w ramach tego, że nie możemy posiadać broni atomowej nasi inżynierowie (wszak mamy więcej studentów niż Francja) mogą skonstruować tego typu ładunek i rozmieścić je np. na Orkach lub podwiesić pod skrzydłami F16? To równie skuteczny środek odstraszania co bomba atomowa.

jacekm
piątek, 31 lipca 2015, 16:13

W Polsce podjęte są prace nad tego typu ronią, to dopiero początki ale założenia są "na całego". Wyniki i pierwsze działające urządzenia (bomby) spodziewane sa po 2020r.

X
sobota, 28 marca 2015, 20:38

Móc mogą, ale czy są w stanie? Wątpię. W Polsce co prawda powstają czasem wynalazki innowacyjne w skali świata, ale zwykle są to wynalazki wymagające jedynie skromnego zaplecza naukowo-technicznego. A do badań nad bronią E nie wystarczy kartka papieru, zwykły lab itp. Tutaj potrzebny jest cały kompleks badawczy, którego stworzenie wymaga ogromnych nakładów finansowych, doświadczenia i stabilnego źródła finansowania na późniejsze badania. Jednym słowem: w Polsce niewykonalne.

Kilo
wtorek, 31 marca 2015, 11:11

Budowe generatora EMP to mozna spokojnie znalezc na elektroda.pl - jest tam wiecej przydatnych informacji niz w materialach US Army, ktora jak wiadomo "know-how" i tak sie nie podzieli. Jak terrorysta bedzie chcial, to sobie ze starej mikrofali zlozy. Ale to musi byc nastepne pokolenie terrorystow - takich co rozumieja, ze wieksza wartoscia niz ludzkie zycie jest dla dzisiejszego zachodniego czlowieka dostep do fejsbuka, demotywatorow, google'a i zdjec kotow. Najwiekszym problemem tego urzadzenia (ktore mozna zrobic w domu jak sie ma ladunki wybuchowe, a przeciez w dobie OT kazdy ma ;) ) jest zasilanie. Dlatego jak na razie sensowny impuls generuje np. bomba wodorowa.

Mrówek
niedziela, 29 marca 2015, 21:07

Bron elektromagnetyczna bedzie skuteczna przeciwko wszelkim dronom, czy to latajacym, czy jezdzacym lub plywajacym. Zamiast jednak stosowac jakies prymitywne bomby (niska skutecznosc), lepiej byloby stosowac odpowiednik rakiety manewrujacej. W przypadku bombowcow byloby lepiej stosowac generatory mikrofalowe dzialajace precyzyjnie na okreslone obiekty poprzez falowód w obrebie bombowca i poprzez powietrze na dystansie do celu. Najprawdopodobniej pierwsze drony stracone na Ukrainie zostaly potraktowane w ten sposob, wyrzutnia wiazki mikrofal byla jednak na ciezarowce. Jesli chodzi o czlowieka to wiazka taka jest rowniez dla niego smiertelna. Przyszloscia na pewno okaza sie bronie oparte na wiazce czasteczek naladowanych generowanych w mikrosekundzie. Moce najpawdopodobniej osiagna wtedy porownywalna z laserami, predkosc tylko nizsza. Efekty powinny byc tak jak na " Gwiezdnych wojnach" (takie ognie świętego Elma) na pojazdach. Co wiecej po wymianie awioniki i silnikow elektrycznych oraz kabli pojazdy takie powinny nadawac sie do dalszego uzytku. Na szczescie nie jest problem w metodzie miotania ladunku EM tylko w zrodlach zasilania i sprawnosci energetycznej. Gdyby zrodlo zasilania duzej mocy miesciloby sie w karabinie piechoty juz dawno mielibysmy wojny na wiazki swietlne (nie mylic z laserem).

ppp
sobota, 28 marca 2015, 23:04

Bomba idealnie humanitarna (prawie). Czy wiecie coś poza skąpymi informacjami na Wiki, coś o polskiej bombie paliwowo - powietrznej przenoszonej przez su 22. Skuteczne uzbrojenie, szkoda że pójdzie do lamusa razem z sukami... O bombie E, póki co możemy pomarzyć

gebeth
wtorek, 18 października 2016, 15:45

Bomba Teysy.https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C5%82owica_paliwowo-powietrzna. problemem jest jej dostarczenie nad cel ;-). Będzie lepiej jak bedziemy mieli zapowiadane głowice termobaryczne do homara.

weteran
niedziela, 29 marca 2015, 22:19

Nie koniecznie. Właśnie kupiliśmy JASSM a ta rakieta również może być uzbrojona w głowice E.

Magda
poniedziałek, 14 marca 2016, 20:45

Bomby elektromagnetyczne już mamy na dachach budynków w miastach, ludzie chorują przez nie na nowotwory i inne dziwne choroby, bo te fale zakłócają też prace naszego organizmu !!!! Według NIK normy PEM są przekroczone w miastach o 800 % !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! pozdrawiam!!!

Xaveri
sobota, 28 marca 2015, 20:35

"realniejsze" - NIE MA takiego słowa! Stopniuje się tak: realne, bardziej realne, nadrealne, hiperrealne ;)

Matej
poniedziałek, 30 marca 2015, 02:52

ostatnie powinno byc "nierealne"

Mike Texas USA
sobota, 28 marca 2015, 19:29

A Polska kiedy testuje swoje rakiety ? Zacząłeś programu rakiet średniego zasięgu? Wuj Sam nie będzie trzymać rękę na zawsze.

lol
sobota, 28 marca 2015, 21:16

Mamy 1 patriota rotacyjnie

Artur
środa, 16 marca 2016, 22:20

Rosja nie ma skoro zbudowali siatkę radioelektroniczną. Znam trochę broń rodem z USA

pablo
sobota, 28 marca 2015, 18:48

A jak to się ma do stymulatorów serca?

Kilo
wtorek, 31 marca 2015, 12:39

Stymulatorow, wszczepionych defibrylatorow, sztucznych organow bazujacych w jakimkolwiek stopniu na elektronice... przy silnym impulsie (lub skierowanym bezposrednio na urzadzenie - one troche ekranowane sa, no i cialo tez troche ekranuje) najprawdopodobniej przestana dzialac i beda wymagaly wymiany.

Mat2
poniedziałek, 30 marca 2015, 13:56

Wiele osób ma w swoim ciele różne kawałki metalu - chociażby protezy zębowe (np. stałe), aparaty ortodontyczne, wzmocnienia kości, itd. Będzie to łącznie powyżej 1% populacji. Może to wszystko stwarzać problemy przy bombie E, chociaż nie wiem, czy jej energia wystarczy np. do szkodliwego rozgrzania części metalowych czy porażenia prądem części ciała.

Janek I. - Rusty Sparks
sobota, 28 marca 2015, 22:53

Jak to jak? Ludzie z rozrusznikami są już skazani na śmierć? Nic nie uratuje tych urządzeń w przypadku bomby EMP. J.I.

X
sobota, 28 marca 2015, 20:38

Tak jak do każdego innego niezabezpieczonego urządzenia elektronicznego.

hmmm
piątek, 8 maja 2015, 13:37

"zwycięski kraj po konflikcie najczęściej starał się pomagać w odbudowie tego, co wcześniej sam zniszczył, chcąc podreperować swój „medialny wizerunek” zarówno w kraju zdobytym (lub wyzwolonym), jak i na świecie. Po co więc niszczyć miasta, jeżeli potem trzeba będzie płacić za ich odbudowę?" Niech no pomyślę, może po to żeby rozpisać przetargi na odbudowę z podstawionym nowym rządem marionetkowym podbitego kraju? raczej nie chodzi o poprawę wizerunku medialnego bo kosztami odbudowy obarczy się na kredyt "wyzwolonych" przez siebie mieszkańców podbitego kraju, choć są różne konflikty i czasem takie działanie nie jest priorytetowe, ale faktycznie dla ludności cywilnej lepiej żeby spadła taka bomba niż zwykła

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama