Reklama
Reklama

Bliskowschodnia „oś” zagrożeniem dla Zachodu. Sojusz Rosji, Turcji i Iranu

20 sierpnia 2016, 14:24
Fot. mfa.gov.tr
Fot. kremlin.ru
Fot. kremlin.ru
Fot. kremlin.ru

Petersburski szczyt Turcja–Rosja stanowił zwrotny punkt w procesie zmiany regionalnych sojuszy w obrębie Bliskiego Wschodu i Południowego Kaukazu. Nie jest to tymczasowe zbliżenie Turcji i Rosji, lecz budowa nowej osi Moskwa-Ankara-Teheran. Jeśli NATO szybko nie zareaguje, stracą nie tylko Kurdowie i Ormianie, ale również cały Sojusz, a w szczególności Europa - w analizie dla Defence24.pl pisze Witold Repetowicz.

Maraton dyplomatyczny trwa i przynosi już pierwsze efekty militarne w Syrii. Dzień przed szczytem w Petersburgu 9 sierpnia, gdzie spotkał się Putin z Erdoganem, rosyjski prezydent gościł w azerskiej stolicy Baku, gdzie spotkał się z prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem oraz prezydentem Iranu Hasanem Rouhanim.

Dzień po szczycie z Turcji do Rosji wyruszyła grupa robocza, złożona z przedstawicieli MSZ, wojska i służb specjalnych, by omówić szczegóły wspólnego planu rosyjsko-tureckiego w Syrii. Tego samego dnia Putin przyjął prezydenta Armenii Serża Sarkisjana. Z kolei 13 sierpnia w Ankarze doszło do spotkania szefa tureckiej dyplomacji Mevluta Cavasoglu z jego irańskim odpowiednikiem Dżawadem Zarifem, a w przyszłym tygodniu turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan ma odwiedzić Teheran, gdzie w trakcie jego wizyty ma być obecna również delegacja rosyjska. Tymczasem w Syrii 18 sierpnia siły reżimu Assada zaczęły bombardowanie pozycji kurdyjskich oddziałów YPG w Hasace.

Czytaj też: Amerykanie przechwycili syryjskie samoloty nad Hasaką.

Teza o sprzeczności strategicznych interesów Turcji i Rosji w obrębie Południowego Kaukazu i Bliskiego Wschodu, co miałoby implikować tymczasowość porozumienia turecko-rosyjskiego, oparta jest na ignorowaniu faktów i kurczowym trzymaniu się zdezaktualizowanych schematów. Z punktu widzenia interesów NATO jest to groźne, gdyż czas gra na niekorzyść Sojuszu. Osiągnięcie przez oś Teheran-Moskwa-Ankara celów krótkoterminowych, takich jak m.in. neutralizacja Kurdów, pozbawi Zachód najważniejszych kart, które mógłby rozegrać w celu storpedowaniu rosyjskiego planu.

Fot. mfa.gov.tr

W obrębie Południowego Kaukazu istnieją trzy główne obszary, w których krzyżują się interesy regionalnych i globalnych mocarstw: problem separatystycznych republik Abchazji i Płd. Osetii w Gruzji, problem Republiki Górskiego Karabachu i sprawa tranzytu azerskiego i kaspijskiego gazu.

Jeżeli chodzi o pierwszą kwestię, to od wielu lat brak jest sprzeczności interesów między Rosją a Turcją. Mimo deklarowanej przyjaźni między Gruzją a Turcją, ta druga od lat jest, obok Rosji, głównym patronem separatystycznej Abchazji, w Stambule znajduje się przedstawicielstwo nieuznawanej przez społeczność międzynarodową republiki i kwitnie wymiana handlowa. Turcja nie podjęła tez żadnej inicjatywy w celu skłonienia władz Abchazji do negocjacji z Gruzją. Przypomina to zresztą postawę Turcji wobec aneksji Krymu. Ankara ograniczyła się do nic nie znaczących oświadczeń, a w czasie petersburskiego szczytu Erdogan implicite uznał, iż Krym jest częścią Rosji, wyrażając nadzieję, iż Moskwa będzie respektować tam prawa mniejszości tatarskiej. Dzień po szczycie Putin ogłosił, iż Ukraińcy wysłali siły specjalne w celu opanowania Krymu. Reakcji ze strony Turcji na te działania nie było żadnej.


Konflikt azersko-armeński jest pozornie platformą kolizji interesów Rosji i Turcji, a także Iranu. Tureckojęzyczni Azerowie są wspierani przez Turcję, a Ormianie tradycyjnie przez Rosję. Ponadto również Iran popiera po cichu Ormian, zarówno ze względu na historyczne związki irańsko-ormiańskie, jak i na fakt, iż mniejszość azerska w Iranie, stanowiąca około 60 % całej populacji azerskiej, stanowi potencjalne zagrożenie separatystyczne. Jednak z drugiej strony Rosja jest głównym dostarczycielem broni do Azerbejdżanu (aż 80 % azerskiego importu zbrojeniowego pochodzi z Rosji), a kwietniowa konfrontacja azersko-armeńska pokazała zależność obu stron konfliktu od Rosji. Jednocześnie jednak, fakt, iż rosyjskie GRAD-y spadały na armeńskie domy i szkoły w Górskim Karabachu w czasie kwietniowej konfrontacji, wywołał wzrost antyrosyjskich nastrojów wśród tamtejszych mieszkańców.

 

Czytaj też: Czterodniowy konflikt między Armenią i Azerbejdżanem. "Rozpoznanie walką".

Po zakończeniu konfrontacyjnego epizodu w stosunkach rosyjsko–tureckich, rozpoczętego zestrzeleniem SU-24 w listopadzie 2015 r., a zakończonego przeprosinami Erdogana w czerwcu tego roku, wszystko wskazuje na to, iż Rosja zmieniła koncepcję rozgrywania sytuacji na Południowym Kaukazie. Jest faktem, iż dla Azerbejdżanu sprawa „integralności terytorialnej” jest kwestią priorytetową, ważniejszą od jakichkolwiek interesów ekonomicznych, związanych z handlem i tranzytem gazu oraz ropy. Tymczasem według nieoficjalnych doniesień rosyjski plan pokojowy dla uregulowania zamrożonego w 1994 r. konfliktu o Karabach oparty jest o następujące założenia - Azerbejdżan ma odzyskać wszystkie tereny, które Ormianie zajęli przed 1994 r., a które nie należały do karabaskiej enklawy przed wojną, a w Górskim Karabachu, ograniczonym do terytorium dawnego Nagorno-Karabachskiego Obwodu Autonomicznego, ma zostać przeprowadzone referendum. Problem w tym, że Górski Karabach, po utracie terenów okupowanych, które stanowią ponad połowę obecnego jego terytorium, pozostanie całkowicie bezbronny. Obszary te bowiem dają Ormianom taktyczną przewagę ze względu na ukształtowanie terenu, a ponadto zapewniają stabilne połączenie z Armenią. Azerbejdżan zatem odzyskałby tereny okupowane bez formalnej rezygnacji z Górskiego Karabachu, a Armenia popadłaby w jeszcze głębsze uzależnienie od Rosji jeżeli chodzi o jej bezpieczeństwo zewnętrzne. W takiej sytuacji referendum mogłoby się nigdy nie odbyć, a Rosja mogłaby układać się z Baku, bez zwracania uwagi na interesy Armenii.



Szczyt w Baku wskazuje na to, iż ten plan działa i strony (Rosja, Azerbejdżan i Iran) osiągnęły porozumienie, do którego zamierza przystąpić również Turcja. Uzgodniono m.in. zacieśnienie współpracy na polu energetycznym, w tym w szczególności wydobycia i transportu gazu kaspijskiego. Rosja planuje storpedować dywersyfikacyjne plany Europy oparte na Korytarzu Południowym poprzez integrację systemów przesyłowych Azerbejdżanu i Iranu ze swoimi. Chodzi w szczególności o „włączenie surowca rosyjskiego w projekt Korytarza Południowego lub irańskiego w Turkish Stream, co w obu przypadkach utwierdziłoby pozycję Gazpromu w UE na długie lata” oraz o rozwój korytarza Północ-Południe, który miałby łączyć Europę z Indiami i Azją Południowo-Wschodnią drogą przez Rosję i Azerbejdżan do irańskich portów w Zatoce Perskiej. Zważywszy na niestabilność Turcji, zwłaszcza w rejonie tureckiego Kurdystanu, taka droga byłaby krótsza i bezpieczniejsza i byłaby to sytuacja korzystna dla wszystkich stron, zwłaszcza, że Azerbejdżan zyskałby też w ten sposób przewagę w kwestii Karabachu.



Kolejnym elementem w tym układzie jest, oczywiście, Turcja i jej interesy w relacji z Moskwą, Teheranem i Damaszkiem. Sankcje rosyjskie nałożone na Turcję po zestrzeleniu Su-24 oraz rozgrywanie przez nią karty kurdyjskiej zmusiły Ankarę do uległości. W Petersburgu uzgodniono, między innymi, powrót do poziomu stosunków gospodarczych sprzed kryzysu, a następnie ich dynamiczną intensyfikację. To, że Putin podkreślał, iż pełna normalizacja wymaga czasu, miało dodatkowo zdopingować Turcję do przyśpieszenia realizacji elementów, na których zależy Rosji, czyli przygotowań inwestycji Turkish Stream oraz budowy elektrowni atomowej Akkuyu, a także większej elastyczności w kwestii syryjskiej. Wszystko wskazuje na to, że się to udało. Warto też przypomnieć, że Turcja planuje zwiększyć w krótkim czasie swój bilans handlowy z Rosją do 100 mld USD, a z Iranem do 35 mld USD. Bilans handlowy Turcji z UE jest wprawdzie większy (140 mld euro), jednak wobec uległości Europy wobec tureckich żądań Turcja nie spodziewa się jakichś działań ze strony Europy, uderzających w jej interesy. Co więcej, spodziewa się dalszych ustępstw.

 

Fot. kremlin.ru


Kolejnym aspektem związanym z nową osią Moskwa-Teheran-Ankara jest kwestia syryjska. Jeszcze przed szczytem w Petersburgu Erdogan w wywiadzie dla agencji TASS podkreślił, że „Rosja odgrywa fundamentalną rolę dla pokoju w Syrii”. Opinię tę powtórzył Cavusoglu po spotkaniu z Zarifem, dodając jednak do głównych, „konstruktywnych” sił w Syrii również Iran. Co więcej, we wtorek 16 sierpnia turecki premier Binali Yildirim potwierdził, iż Turcja i Iran osiągnęły wstępne porozumienie w sprawie uregulowania konfliktu w Syrii, którego podstawą ma być zachowanie integralności terytorialnej tego państwa i niedopuszczenie do powstania autonomii kurdyjskiej. Również 13 sierpnia, na konferencji prasowej Zarifa i Cavusoglu podkreślono, iż Iran oraz Turcja traktują YPG (czyli oddziały syryjskich Kurdów walczących z tzw. Państwem Islamskim przy wsparciu USA) oraz PKK i PJAK (odpowiednio kurdyjska guerilla w Turcji i Iranie) jako jedną „organizację terrorystyczną”, z którą zamierzają wspólnie walczyć.



Uważna analiza interesów Turcji, Iranu i Rosji w Syrii pokazuje, że nie są one bynajmniej sprzeczne, a zdaniem anglojęzycznego izraelskiego serwisu informacyjnego i24news.tv, cytującego media arabskie (m.in. londyńską gazetę al-Arab), Turcja, Rosja i Iran już uzgodniły, iż stworzą koalicję wspierającą Baszara al-Assada. To tylko pozornie zaskakujące, gdyż Erdogan utrzymywał bardzo dobre relacje z Assadem przed 2011 r. Taki zwrot nie jest problemem dla Erdogana z punktu widzenia jego strategicznych interesów, a jedynie problemem wizerunkowym. Jednak doświadczenia poprzednich zwrotów w polityce tureckiego przywódcy pokazują, iż łatwo jest on w stanie wybrnąć z takich sytuacji, udając, iż nie mówił tego co mówił i nie wiedział o tym, o czym doskonale wiedział. Większość tureckiej opinii publicznej jest zbyt fanatycznie zapatrzona w Erdogana, by to zakwestionować, a rządowa propagandowa machina wspiera ten stan rzeczy.



Z punktu widzenia interesów zarówno Turcji jak i Iranu, priorytetem jest zniszczenie autonomii Rożawy stworzonej przez syryjskich Kurdów. Dla Iranu jest to istotne nie tylko ze względu na wpływ, jaki mogłoby to wywrzeć na irańskich Kurdów, ale również dlatego, że w ostatnich miesiącach zacieśniła się współpraca między syryjskimi Kurdami a USA, a potencjalnie Rożawa mogłaby również nawiązać współpracę z Izraelem. Już od jakiegoś czasu pojawiają się niepotwierdzone informacje o istnieniu w Rożawie dwóch baz amerykańskich (niedaleko Rmeilan oraz na południe od Kobane). Natomiast 18 sierpnia libański Hezbollah wydał oświadczenie uznające YPG za „syjonistyczną agenturę” w Syrii. Tego samego dnia syryjskie lotnictwo zaczęło bombardować pozycje YPG w Hasace, w której wybuchły gwałtowne walki między Syryjskimi Siłami Demokratycznymi (SDF), których YPG jest częścią, a siłami reżimu (NDF). Wszystko wskazuje na to, iż są one efektem porozumienia rosyjsko-turecko-irańskiego. Zadaniem Assada ma być likwidacja Rożawy, a w zamian za to Turcja skłoni swoich klientów wśród rebeliantów, by weszli z Assadem w układ, a ten jakoś podzieli się władzą. Iran zachowa swe wpływy w Syrii związane ze swoją polityką antyizraelską, Rosja będzie miała posłuszny reżim i bazy wojskowe, a Turcja pozbędzie się koszmarnej dla siebie wizji kurdyjskiego państwa ciągnącego się kilkaset kilometrów wzdłuż jej południowej granicy. Warto dodać, że Rosja nigdy nie wsparła realnie syryjskich Kurdów, ograniczając się jedynie do retoryki.

 

Fot. kremlin.ru


Realizacja tego scenariusza byłaby katastrofalna z punktu widzenia USA, NATO i Europy. Pacyfikacja Kurdów lub zmuszenie ich (wobec braku wsparcia ze strony Zachodu) do odwołania się do Rosji jako negocjatora, pozbawiłaby USA i Zachód sojusznika, który nie tylko jest najskuteczniejszy w walce z tzw. Państwem Islamskim, ale potencjalnie mógłby stanowić atut, którym NATO i UE mogłyby zmusić Turcję do rezygnacji z jej gry z Rosją i Iranem. Walki w Hasace wybuchły kilka dni po tym jak SDF ostatecznie zakończyło operację wyzwolenia Manbidż w północnym Aleppo i przystąpiło do ofensywy na pobliskie Al Bab oraz przygraniczny Dżarabulus. Celem jest połączenie kantonu Efrin (płn.-zach. część prowincji Aleppo) z resztą Rożawy. Turcja od dawna nie ukrywa, że zrobi wszystko, by do tego nie dopuścić.


Póki co postawa USA wobec reżimowych bombardowań Hasaki nie jest jasna. Pojawiły się jednak informacje o interwencji USA (czasowym ogłoszeniu strefy zakazu lotów i przechwytywaniu samolotów sił syryjskich w pobliżu miasta). Z drugiej strony, póki co siły Assada znajdują się w defensywie w Hasace, a Kurdowie deklarują, iż zamierzają całkowicie oczyścić miasto z sił reżimu. Dotychczas nie jest jasne, czy zamiary te dotyczą również Qamiszlo, gdzie znajduje się lotnisko. Nie ulega jednak wątpliwości, że jeżeli USA nie udzielą SDF wsparcia w konfrontacji z Assadem, to wstrzyma to działania militarne wymierzone w tzw. Państwo Islamskie (w północnym Aleppo i potencjalnie w kierunku Ar-Rakki) a Rosja zgłosi się z propozycją mediacji, przekonując SDF, że nie może liczyć na lojalność USA.



Po zagadkowym, nieudanym puczu, w Turcji zapanował antyamerykański i antyzachodni amok, podsycany jeszcze przez rządowe media i polityków z otoczenia Erdogana. Wśród zwolenników tureckiego lidera panuje przekonanie, iż za próbą przewrotu stali Amerykanie. Tureckie władze kilkakrotnie też blokowały bazę lotniczą Incirlik, w której znajdują się amerykańskie bomby atomowe, umieszczone tam w ramach programu nuclear sharing. Tymczasem jeszcze przed szczytem NATO szef tureckiej dyplomacji zasugerował, iż z bazy Incirlik mogliby korzystać Rosjanie. Wprawdzie później twierdził, że został źle zrozumiany, jednak w Petersburgu Erdogan zapowiedział też zacieśnianie współpracy z Rosją w zakresie obronnym, a kilka dni później przedstawiciele władz Rosji wyrazili przekonanie, że Turcja powinna udostępnić rosyjskim samolotom bazę Incirlik na tych samych zasadach, na jakich zrobiła to Syria z bazą Hmejmin.


Wpuszczenie Rosjan do NATO-wskiej bazy nuklearnej byłoby absurdem,ale i bez tego znajdujący się tam arsenał nuklearny jest zagrożony. Potwierdził to raport amerykańskiego think-tanku Stimson Center, w którym stwierdzono, iż istnieje ryzyko przejęcia bomb atomowych w Incirlik przez „terrorystów lub inne wrogie siły”. W tym samym czasie redaktor naczelny Yeni Safak, czołowej gazety prorządowej w Turcji, napisał, iż USA powinny przekazać te bomby atomowe Turcji dobrowolnie, albo ona je weźmie siłą. W związku z tym nie stanowią sensacji, niepotwierdzone póki co, doniesienia portalu Euroactiv, iż USA ewakuują ten arsenał do Rumunii. Należy zaznaczyć, że o ile rozmieszczenie broni jądrowej w Rumunii jest mało prawdopodobne (zaprzeczyły temu stanowczo władze), to nie oznacza to, iż nie miało miejsce lub nie planuje się przeniesienia bomb B61 do innych, dostosowanych do tego lokalizacji w zachodniej Europie, które kiedyś były używane do przechowywania tego typu broni i nadal dysponują odpowiednimi instalacjami.

 

Czytaj też: USA ewakuują broń jądrową z Turcji?



Wszystkie te okoliczności powodują, iż zarówno NATO jak i UE powinny przemyśleć swoją dalszą politykę w stosunku do Turcji. Dotychczasowa polityka uległości okazała się katastrofalna, a obecne żądania Turcji (w tym np. zniesienie wiz) są absurdalne. Ponadto premier Yildirim podkreślił, iż bez względu na to jak rozwiną się relacje NATO-UE-Turcja, zbliżenie z Rosją będzie i tak kontynuowane. Dla Europy i NATO dalsza polityka ustępstw oznaczać będzie wyłącznie utratę lokalnych sojuszników, którzy mogliby zablokować plany osi Rosja-Iran-Turcja tj. Kurdów, a także – potencjalnie - Ormian. Turcja jest przekonana, iż to NATO zależy bardziej na jej członkostwie w Sojuszu, a nie odwrotnie. Ale armia turecka jest w rozsypce i NATO musi dokonać bilansu wkładu Ankary: stymulowanie kryzysu migracyjnego w Europie, wspieranie dzihadystów, sabotowanie wojny z tzw. Państwem Islamskim w Syrii, wreszcie sojusz z Rosją. Z drugiej strony Turcja powinna stanąć przed perspektywą, iż jej sojusz z Rosją i wrogie działania wobec Europy mogą implikować działania retorsyjne m.in. zaangażowanie NATO w konflikt turecko-kurdyjski.

Witold Repetowicz

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 56
Reklama
rozczochrany
sobota, 20 sierpnia 2016, 16:19

No tak wszystko jest zagrożeniem dla zachodu. A największym zagrożeniem jest pokój i zgoda między silnymi graczami na bliskim wschodzie którzy maja wspólne interesy jak Rosja, Turcja i Iran. Jeszcze przyjdzie im do głowy przestać używać dolara w rozliczeniach za ropę i gaz. Ostatnio USA przechwytuje samoloty syryjskie nad Syrią. I to jest sytuacja nie powodująca zagrożenia. Mam nadzieję że w przyszłości USA nie będzie przechwytywać polskich samolotów nad Polską, bo za bardzo zbliżą się do bazy w Redzikowie.

Kiks
sobota, 20 sierpnia 2016, 21:53

Tak, jasne. Już widzę jak zamienią dolary na papier toaletowy. A Turcja przeliczy się. Już zresztą Europa zaczyna kręcić nosem. Obłożyć maksymalnymi cłami ich towary, już widzę jak Rosja z otwartymi rękami będzie chciała zrobić u siebie rynek zbytu, zacząć intensywnie Kurdów wspierać, w końcu 20 ich milionów to nie w kij dmuchał i zobaczymy. Na tle całej historii widać wyjątkowy cynizm kremlowskiej kliki w sprawie Kurdów. Mam nadzieję, że ci nie zapomną, a nawet przypomną się. Aktywnie. Smutne w tym wszystkim jest to, że tak samo cyniczne jest USA tylko bardziej cywilizowane.

ja
sobota, 20 sierpnia 2016, 20:28

.........Jeszcze przyjdzie im do głowy przestać używać dolara w rozliczeniach za ropę i gaz. ...... ===================================================================== Przekonaj lepiej Rosjan żeby zechcieli trzymać oszczędności w rublu zamiast dolarze.... Nawet oni mimo propagandy znają potęgę swojej gospodarki;-))

gosc
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 22:41

Zapominasz W. Repetowicz o Chinach. Nie lekcewaz ich i ich wplywu na przyszlosc na Bliskim Wschodzie. Jedna z tras chinskiego Jedwabnego Szlaku prowadzi przez Iran i Bliski Wschod. A jest to najwazniejsza dla nich trasa. Iran jest istotna czescia tej trasy. Moim zdanie UE powinna wejsc glebiej w porozumienie z Chinami i razem rozgrywac Bliski Wschod i zaopatrzenie w gaz i rope z tamtego kierunku. Chiny juz to robia same.

Cywil
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 11:03

Ciekawe kiedy Kabul poprosi Putina o pomoc w walce z terroryzmem?

Davien
niedziela, 28 sierpnia 2016, 21:55

Kabul juz raz przerabiał poproszenie Rosji o pomoc, a jak to sie skończyło to wiadomo wszystkim, więc bajek nie opowiadaj.

taka prawda
czwartek, 25 sierpnia 2016, 10:51

hmmm...przynajmniej lepiej ode mnie rozróżniasz te kaukazkie państewka. Ale dalej jest wiele niepewnych celów głównych, sojuszy i interesów. Bo to co piszesz to owszem są cele jednak, to cele doraźne. Wydaje mi się że plany dalekosiężne są jednak nie zmienne: imperium otomańskie; carska rosja i wielcy Persowie. No zobaczymy co z tego wyniknie, jednak teraz to już jest na pewno wojna światowa na terytorium niewielkiego w sumie państwa. Pozdro

Cec
sobota, 20 sierpnia 2016, 16:02

Zniesienie wiz dla Turków ale też dla Ukraińców to byłoby samobójstwo Europy.

kajsamisia
sobota, 20 sierpnia 2016, 19:57

Zgadzam sie bardzo... Czemu Europie brak ZWYCZJNEG;CHLOPSKIEGO ZDROWEGO ROZSADKU????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!

xyz
sobota, 20 sierpnia 2016, 15:54

Po raz kolejny się okazało, że jedynym cywilizowanym i przewidywalnym kawałkiem ziemi w tamtym regionie jest Izrael. Jakby ktoś pytał dlaczego Amerykanie i Niemcy ładują miliardy dolarów i euro w Izrael. To nie tylko sentyment ale strategiczny interes.

Darek S.
niedziela, 21 sierpnia 2016, 02:33

Tak idea fix Izraela jest jedna od lat: Nie zostawić kamienia na kamieniu w miejscach gdzie mieszkają Arabowie. Jak na razie im się to udaje.

tak sobie myślę
sobota, 20 sierpnia 2016, 15:34

Niestety, ale oferta USA jest niekonkurencyjna względem oferty Rosji i Chin. USA oferuje neokolonializm z bezwzględnym wyzyskiem kraju, któremu "pomaga" i futrowaniem jego skorumpowanych liderów by to trwało jak najdłużej i jak najkorzystniej dla USA. Do tego gdy "pomaga" to załącza absurdalne i szkodliwe "punkty drobnym drukiem" patrz kredyty z BŚ i MFW (zna ktoś kraje, którym te organizacje pomogły a nie zaszkodziły?). Efekt widać gdy się porówna 2 byłe najbogatsze sowieckie republiki, które obrały kurs na Zachód: Gruzję i Ukrainę i poziom życia w tych krajach i porówna z kiedyś biedniejszą od nich Białorusią, która ma kurs prorosyjski (umiarkowanie, bo Łukaszenko lawiruje) i poziomem życia na Białorusi. W przeciwieństwie do Zachodu, Rosja i Chiny oferują rzeczywistą partnerską współpracę na niezłych warunkach, stąd sukcesy Chin w Afryce, Ameryce Południowej a rosyjskie wokół ich granic. Stąd flirt Węgier, Austrii, Niemiec, Włoch, Grecji a teraz Turcji z Rosją. Zobaczmy np. na Polskę: gdybyśmy nie zawetowali Jamalu II, to mielibyśmy ok. 400 mln $ rocznie opłat za tranzyt, zlecenia na jego budowę i zupełnie inną pozycję w rozmowach z Niemcami i Rosją i nie byłoby Nord Stream. Na polecenie USA zawetowaliśmy i w zamian "mamy" gaz łupkowy, którego złoża praktycznie za darmo oddaliśmy USA, jeszcze amerykańskie firmy na 20 lat zwalniając z podatków, pozwów sądowych, opłat za wodę, odszkodowań za zniszczone środowisko, zezwalając im na wywłaszczanie Polaków z ich nieruchomowści a mimo to nas olały i gazu łupkowego nie mamy. Co więcej - sami też go teraz nie wydobędziemy, bo złoża w garści mają amerykańskie firmy. Ormianie tak jak Polska stracili swoją szansę. Będąc w takim miejscu geograficznym i zawdzięczając to, że nie są pod islamską okupacją wyłącznie Rosji, zamiast uznać służalczo "niepodległość" Abchazji i Osetii i uznać aneksję Krymu, to Armenia prowadzi jakiś egzotyczny flirt z USA, UE i NATO, który jest totalnie nierealny (chyba obłąkańczo jak Polska liczą na solidarność Zachodu ze względu na "pokrewieństwo kultur" - błąd, Zachód nie ma sentymentów) dokąd Turcja nie znajdzie się w UE (czyli nigdy) a Gruzja w NATO (też raczej wątpliwe) i tylko zraża do siebie Rosję, która przez to ich teraz sprzeda a jakoś nie widzę USA upierających się przy ormiańskości Górskiego Karabachu. Gdzie te czasy, gdy w Sowietach mówiono, że 1 Żyd da radę oszukać 5 Rosjan a 1 Ormianin da radę oszukać 5 Żydów? Wszyscy mądrzy Ormianie wyemigrowali?

Polanski
niedziela, 21 sierpnia 2016, 14:58

Armenia nie prowadzi żadnego flirtu z USA ani UE i NATO. Coś ci się pomyliło. Chyba z Gruzją jak mniemam.

Darek S.
niedziela, 21 sierpnia 2016, 02:40

Lepszym przykładem jest Turcja. Przed 1990 rokiem biedniejsza i bardziej zacofana niż Polska, a teraz wyżej rozwinięta, bogatsza i do tego potrafiąca prowadzić własną politykę zagraniczną. Odwiedzałem ten kraj wtedy i teraz i widać to jak na dłoni.

---
sobota, 20 sierpnia 2016, 20:35

Opowieści o "rzeczywistej partnerskiej współpracy na niezłych warunkach" należy między bajki włożyć. Zainteresuj się trochę bardziej chińskim wejściem do afryki. Niektórym afrykańskim krajom ta współpraca się już czkawką odbija (vide chińskie "inwestycje" niedające pracy miejscowym, bo budowane rękami rękami przywiezionych chińczyków).

fx
sobota, 20 sierpnia 2016, 18:52

Rosja jest BIEDNIEJSZA od Włoch wiec o czym ty mówisz. Turcja 80% eksportu to Europa a tylko 1-2 % Rosja więc jak myślisz z kim będzie trzymać aby z głodu nie paść.

LW
niedziela, 28 sierpnia 2016, 01:20

Nie spodziewałem się że tak szybko Kurdowie poczują smak przyjaźni z USA - zrobiliście swoje a teraz wracajcie za Eufrat. Tylko współpraca z legalnym rządem w zwalczaniu IS i innych zwyrodnialców wykreowanych z zagranicy syryjskiej ma sens.

Chicago
niedziela, 21 sierpnia 2016, 10:11

Bez Turcji, NATO jest "niczym" jesli konwencjionalna wojna mialaby byc prowadzona przeciw Rosji, miesiac po wybuchu wojny demonstracjie antywojenne oblezylyby cala Europe Zachodnia.

Tomaszek
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 00:02

Turcji bardziej po drodze z autokracjami typu rosji czy Iranu, niech więc idzie swoją drogą. Nie raz w ostatnim czasie udowodniła, że zbieżnych z Europą interesów nie ma, natomiast typowo islamistyczne roszczenia wobec "niewiernych" - jak najbardziej.

Drzewica
niedziela, 21 sierpnia 2016, 06:30

Sytuacja Kurdów musi nam przypominać polskie ziemie pod rozbiorami, tak samo są podzieleni w granicach różnych państw i tak samo walczą o niepodległość szukając wsparcia w demokratycznym świecie, w tym w USA! A Stany po ewentualnym skutecznym wsparciu wyzwolenia Kurdów zyskałyby wdzięcznego sojusznika! Do czynu!

Black
wtorek, 23 sierpnia 2016, 11:38

Ciężko będzie tak nagle utworzyć Kurdystan,USA musiałoby toczyć wojnę z Iranem,Irakiem,Turcją wspieranymi przez Rosję.

Afgan
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 19:15

Zatem na co czekają! Turcja wypad z NATO, utworzyć Kurdystan na ziemiach Syrii, Turcji, Iraku, Iranu i Azerbejdżanu i przyjąć od razu do NATO. Na pewno sojusznik to będzie wdzięczny i uczciwy, w przeciwieństwie do Turcji.

jaaaa
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 00:27

Państwo Kurdyjskie byłoby drugim Izraelem na bliskim wschodzie. Za pomocą Kurdów Amerykanie mogliby szachować wszystkich Iran, Irak, Syrię,Turcję.

koles
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 03:56

Szach, a zaraz bedzie mat. Kupa wpadla w wentylator i nic sie nie da zrobic. Jesli jest tak jak autor mowi, to mamy nowa wojenke w Syrii o Kurdystan. Kurdowie zostali potraktowani jak miecho armatnie, a teraz beda walczyc o zycie i bronic sie przed atakami z trzech stron. Kiedy bedzie szach-mat? Ano, kiedy uda sie odwrocic Irak i odciac ostatnia droge zaopatrzania Kurdom i dostep do tego obszaru dla USA. Jest to mozliwe. Iracki Kurdystan jest drzazga w tylku dla Irakijczykow i taka okazja juz sie nie powtorzy. Gra warta swieczki, bo glowni zainteresowani wygrywaja: Irak, Turcja, Iran i Syria. Rebelia zostaje zduszona i bezpieka moze wylapac rozbite elity kurdyjsie. Grozba powstania Kurdstanu oddalona na lata. Ruskie nie beda walic w Kurdow, bo za co? Jednak wszelkimi sposobami beda wspieac ww. kraje w tym przedsiewzieciu. Chca wyrugac wpywy USA w regionie i to jest niepowtarzalna okazja. Niestety Kurdowie musza zlozyc ofiare na oltarzu wielkiej geopolityki. Nas w Jalcie tak samo zdradzono i spisano na straty. Gdyby Irak nie chcial sie właczyc do tej kolacji, to mamy kolejna krwawa wojne w syryjskim Kurdystanie i mozliwe starcie USA (NATO) z Rosja w powietrzu. Raczej nikt nie odpali atomowek, ale bedzie wrzalo na tej linii. Niedawno byl incydent z samolotami. Podejrzewam, ze Ruskie poleca tam specjalnie i to z eskorta, aby zaczac jatke. Jakby nie patrzac sa na prawie, a koalicja USA nielegalnie przebywa w Syrii. Generalnie wojna nie do wygrania, glownie na wyniszczenie. Najbardziej ucierpia kurdyjscy cywile. Paradoksalnie pierwsza opcja jest dla nich korzystniejsza, tzn. duzo mniej ich zginie, infrastruktura nie ucierpi, byc moze uda im sie wynegocjowac federacje lub specjalny status. Przeciez dla rzadu Syrii tez lepiej sie dogadac niz zaczynac kolejna rozpierduche. Czekam na ofensywe Lawrowa i Putina w dyplomacji.

xawer
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 13:02

Tylko jedno pytanie, jakie korzyści będzie miała Rosja zaczynając "jatkę" z silniejszym i najlepiej(w tej chwili) uzbrojonym przeciwnikiem? Bombardowanie dzikusów z IS to nie to samo co walka z F-22(są używane w tym regionie przez USA)!

Darek S.
niedziela, 21 sierpnia 2016, 03:29

Naprawdę trafna analiza. Amerykanie przewidzieli już ten scenariusz i to dlatego Kurdowie otrzymali dostateczne wsparcie aby przycisnąć w kilku miejscach siły syryjskie do ściany ? Ciekawe czy te bomby B-61 ok. 60-70 szt. wyleciały z Turcji, czy jeszcze nie ? Już w marcu USA wycofały z bazy w Incirlik pracowników cywilnych. Co by świadczyło, że USA robiły coś przeciwko Turcji już wtedy i bały się ryzyka, że ofiarą represji padną cywile. (zamachy ISIS w Turcji - co najmniej dziwne). Turcy aresztowali wtedy 100 pracowników bazy, blokowali dostawy prądu itd.To są ciekawe pytania. Czy Turcja stała się już mocarstwem nuklearnym, czy jeszcze nie ? Bo jak tak, to nikt teraz Turcjo nie podskoczy.

Tomaszek
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 00:10

Spokojnie, B-61 to nie granat ręczny i byle bambo jej nie użyje, chyba, że jako wazon ;) Nasi zachodni partnerzy wycofali też swego czasu z Turcji baterie Patriot, były wtedy sygnały o rzekomych próbach zhakowania systemu wyrzutni..

Are
niedziela, 21 sierpnia 2016, 01:30

Brak mi w tej analizie omówienia kontekstu Sunnici- Szyici. W szczególności jak zareagują na ten sojusz państwa takie jak Arabia, Katar etc. Między Turcją a Arabią trwa coś na kształt rywalizacji o przywództwo nad sunniznem. A tu Turcja się brata z Iranem. Wolta o 180 procent. Musi to powodować reakcję państw Zatoki Perskiej.

Prezes Komentator
niedziela, 21 sierpnia 2016, 01:05

Nie mam już żadnych złudzeń, że zestrzelenie rosyjskiego bombowca przez Turcję było ustawką, podobnie jak nieudany pucz.

SZELESZCZĄCY W TRZCINOWISKU
sobota, 20 sierpnia 2016, 23:57

no to mamy konwersję .."nowego bieguna" zaczynającego ze sobą ściśle współpracować ..tworzy się .kółko wzajemnych powiązań a przede wszystkim optyki na wizje regionu i nie tylko ..Rosja,Turcja, Iran ..zawiązują koalicje gospodarcze z rozwinięciem na militarne gdzie "już ruchy w tej materii " są zauważalne ..pozostałe kraje .Maghrebu mimo to że .karmione " finansami i techniką USA" coraz życzliwiej kierują swą politykę ku Rosji ( Egipt, Algeria,..nawet Irak popiera ruch Rosji w regionie ...USA traci zaplecze ..zostały mu tylko wierne ale tylko i wyłącznie emiraty arabskie które pilnują mariażu z USA ...bo są dziedzicznymi wrogami Persji bo liczą na wsparcie USA w czasie zagrożenia ...bo jak widać w regionie bitność Saudów i popierających emiratów ..uwarunkowana jest od ilości najemników w ich armiach ...gdzie tysiąc krotnie biedniejszy i tysiąc razy słabszy i gorzej uzbrojony Jemen ..radzi sobie za pomocą prymitywnej techniki wojennej z przełomu lat 60 -80 uzyskaną od Irańczyków i Rosjan z techniką wojenną Saudów i koalicjantów która jest produktem pierwszej klasy .USA.. panuje jesli chodzi o region tylko w tych miejscach które podpaliły (Libia, Irak , Afganistan i próba opanowania Syrii ..ale tam był mały niuansik ,bazy rosyjskie oraz ścisła współpraca Asada z Rosją ) )...i tu się narzuca konkluzja czy zamach w Turcji nie był też inspiracją .....

racjus
niedziela, 21 sierpnia 2016, 15:33

Mały niuansik, najważniejszy sojusznik USA na Bliskim Wschodzie nadal w grze, spokojnie może powstrzymać połączone siły Turcji i Iranu. Do tego ocieplenie stosunków z Egiptem i mamy nową linię wpływów. USA nadal ma kilka asów w rękawie ale zobaczymy jak to rozegra. Natomiast pucz w Turcji wygląda na ustawkę Edrogana, któremu się zrobiło nie po drodze z USA i ma teraz idealny pretekst.

niemandnemo
sobota, 20 sierpnia 2016, 23:20

prawie dobry artykuł, nato się sypie i uznanie dla autora, że nie dał sobie nałożyć propagandowej uzdy.

racjonalnie patrząc
niedziela, 21 sierpnia 2016, 11:25

NATO miało się dobrze tak długo jak trzymało się swojego statutu: było paktem obronnym w ramach obszaru statutowej działalności. Gdy NATO zaczęło być wykorzystywane przez USA jak Hindusi przez Brytyjczyków do tłumienia powstań Zulusów, to NATO zaczęło tracić poparcie w krajach członkowskich a na dodatek udławiło się tymi okupacjami Jugosławii, Libii, Iraku, Afganistanu itp. i dostało szkodliwej niestrawności. Trudno mi wzbudzić w sobie sympatię do takiego NATO.

Karek
sobota, 20 sierpnia 2016, 22:26

Świetna analiza Panie Witoldzie,tylko nie wierzę żeby Iran i Turcja na dłuższą metę mogły być partnerami politycznymi,w końcu maja zdecydowanie sprzeczne interesy w Iraku a po za tym Turcja znormalizowała stosunki z Izraelem(wróg numer 1 dla ajatollahów) nawet jeśli nie na długo a po za tym ciekawi mnie jak Turcja zapatruje się na wojnę w Jemenie w końcu bądź co bądź rząd w większości sunnicki(właściwie cały sunnicki) walczy z szyickimi(szyickość zajadyzmu jest dość dyskusyjna) rebeliantami z ruchu Hutich i rodziną pana Saliha,w końcu Turcja kreująca się na Imperium Osmańskie i pana świata islamskiego(sunnickiego) nie ma chyba powodów by uznać Hutich za kogoś przyjaznego sobie.

Darek S.
niedziela, 21 sierpnia 2016, 02:23

Normalizacja z Izraelem jest na pokaz. Nastroje w Turcji są antyżydowskie i nic ich nie zmieni.

#20@08&16
sobota, 20 sierpnia 2016, 21:02

Niestety fakt faktem Kurdow nie wsparl chyba nikt. Jak rozbiory Polski.

Are
niedziela, 21 sierpnia 2016, 01:40

Niemcy i USA niezależnie dostarczyli im sporo broni i innych dóbr. W sumie niewiele, ale bez tego Kurdowie mieliby małe szansę odeprzeć daesh. No i dane wywiadowcze. Ale fakt, gdyby nie YPG uchodźców z Syrii byłoby dwa razy więcej. Więc te rakiety przeciwpancerne zwróciły się Niemcom po wielokroć.

TowariszczJacho
niedziela, 21 sierpnia 2016, 15:22

Fajne te uwagi i dyskusje na forum ale zdaje się, ze to taka dyskusja plebejuszy - niemniej jednak może skłonić do myślenia, bynajmniej nie do powtarzania ale do własnych przemyśleń najlepiej popartych rozpoznaniem dziedziny problemu rozpoczynając od ... analizy Cesarstwa Rzymskiego ... i tu nie żartuję bynajmniej ...

Greg
sobota, 20 sierpnia 2016, 20:11

Pytanie: na co im te bombki skoro mają ICBM i SLBM zimna wojna już się skończyła mogą już u siebie trzymać ten cały atomowy arsenał

pragmatyk
niedziela, 21 sierpnia 2016, 01:07

po pierwsze to jest zabezpieczenie dla państwa-bazy. np. dlatego w Polsce pojawiają się głosy o taką broń dla nas. 2. to broń mniejszego kalibru nie oznaczająca wojny nuklearnej na pełną skalę. 3. jest na miejscu na froncie; a z ewakuacją chodzi o to żeby nie znalazła się we wrogich rękach.

Co wy NA - TO ?
niedziela, 21 sierpnia 2016, 22:53

Czy pomyślał ktoś że teraz zamiast Turcji można przyjąć do NATO Izrael ? Ten kraj ma 200 głowic atomowych - własnych - nie to co Turcja gdzie była tylko amerykańska baza. W razie wykluczenia Turcji z NATO Izrael i tak zostanie ostatnim naturalnym sojusznikiem USA na Bliskim Wschodzie. Monarchie arabskie (Kuwejt, Arabia Saudyjska, Emiraty) są fałszywe jako sojusznicy i kontaktują się z Putaninem.

racjonalnie
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 12:00

To niech Izrael tworzy sojusz z USA a nie NATO. Nie ma najmniejszego sensu przyjmować do NATO kraju, który może być zarzewiem wojny z miliardem muzułmanów, bo to bezpieczeństwo NATO zmniejszy a nie zwiększy. Ponadto ludobójstwa i zbrodnie Izraela też zmuszają do odmownej odpowiedzi co do członkostwa w NATO. Co najważniejsze, statut NATO zabrania przyjmowania krajów toczących wojnę lub mających nieuregulowany status granic. Ponadto statutowo NATO obejmuje państwa europejskie i Ameryki Północnej a Izrael to Azjaci. Nie widze żadnych szans na przyjęcie Izraela do NATO i nie widzą żadnych korzyści dla krajów innych niż Izrael z takiego przyjęcia.

Afgan
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 03:40

Zgadzam się. Turcję można uznać za straconą. Zacytuję według mnie zdanie-klucz z tego artykułu..........."Turcja jest przekonana, iż to NATO zależy bardziej na jej członkostwie w Sojuszu, a nie odwrotnie." Z Turcją nie mamy już o czym rozmawiać, trzeba im udowodnić że się mylą, wywalić z NATO i nałożyć sankcje, zamrozić wymianę handlową. Niech sobie radzą razem z Rosją i Iranem. Po 2-3 latach zapanuje tam taki "dobrobyt" że ludzie sami Erdogana na taczce wywiozą i wrzucą do Bosforu, a nowy turecki przywódca przyjdzie "na kolanach" błagać zachód aby wróciły stare porządki. Tak ja to widzę. Co do Izraela też bym widział to państwo w NATO, bo żadnemu krajowi islamskiemu nie można ufać i nie chodzi o uprzedzenia wyznaniowe, ale o doświadczenia historyczne, my dla nich jesteśmy tylko giaurami czyli niewiernymi. Izrael jest nam bliższy kulturowo i jest naszym naturalnym sojusznikiem, z tym że nie jestem pewien czy Izraelowi zależy na członkostwie w NATO. Pomoc wojskowa dla Izraela i strategiczny sojusz z USA im chyba wystarczają, a izraelska armia raczej niechętnie by wyjeżdżała na różne NATOwskie misje ekspedycyjne i wojenki kolonialne. Można by Izrael przymusić do wstąpienia do NATO, pod groźbą ograniczenia amerykańskiej pomocy wojskowej, ale jak to się mówi z niewolnika nie ma pracownika to tak samo z niewolnika nie ma sojusznika. Obecnie za kluczowe posunięcie, uważam poczynić wszelkie starania aby przeciągnąć na swoja stronę szyicki Iran, nawet pozwolić im zbudować tą bombę atomową, ale mieć Teheran po swojej stronie. To byłby dopiero cios dla Rosji i policzek dla Turcji. Szyicki Iran i sunnicka Turcja to raczej nie będzie "romans" na długie lata. Jednak jak na razie robimy wszystko aby Iran od siebie odpychać. Może to zabrzmi trochę jak szaleństwo, ale Iran czyli dawna Persja był do zachodu zawsze przyjaźnie nastawiony, a z Turcją to oni się nigdy nie lubili i gdyby nie krwawe rządy szacha Rezy Pachlawiego, który mógłby stanąć obok Husajna i Kim Dzong Una a był tolerowany tylko dlatego, że pozawalał amerykańskim koncernom naftowym na rabunkową eksploatację irańskich zasobów, to Iran byłby dalej naszym przyjacielem.

Chicago
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 02:31

Turcjie nie da sie zastapic. Jej polozenie jest strategiczne a po drugie, jej armia jest duza i gotowa umrzec w boju, zachodni zolniez nie lubi umierac. Izrael nie przylaczy sie do nikogo w razie wojny globalnej, oni maja armie jak Soros itd. Israel wolalby przeczekac az ogien sie wypali.

rcicho
niedziela, 21 sierpnia 2016, 14:24

Dla nas pozytywne jest to, że USA mocniej przemyślą ewentualną wojnę z Rosją toczoną oczywiście w Europie (terytorium Ukrainy, Pribałtiki, Białorusi i Polski). Większe zaangażowanie Rosji na Bliskim Wschodzie to dla nas też spory plus. Jest szansa że ewentualna 3 wojna światowa będzie toczona na Bliskim Wschodzi i na Pacyfiku (Chiny vs USA). A my nie powinniśmy brać w niej udziału i próbować na niej zarabiać pieniądze.

edi
sobota, 20 sierpnia 2016, 18:50

Przycisnąć Turcję której 70 % eksportu to zachód. Bez NATO i zachodu Turcja zacznie cierpieć gospodarczo jak Rosja a Turcy raczej nie będą palić głupa że nie głodują. Niech USA naciśnie na Niemcy aby te zmniejszyły inwestycję w ruski gaz i będzie po ptokach a na korzyść Polski.

rcicho
niedziela, 21 sierpnia 2016, 12:34

Niemcy mają głęboko gdzieś Amerykańskie interesy bo wiedzą że ważniejsze są ich własne. Dobrze wiedzą, że rosyjski gaz jest dość tani i dostępny w każdej ilości a jednoczesnie daje im pewność dobrych stosunków z Rosją a tym samym gwarantuje jako takie bezpieczeństwo bez potęznych wydatków na obronę.

zxxc
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 17:45

Spokojnie, to jest sojusz doraźny, tymczasowy. Opiera się na "braterstwie interesów" dwóch prezydentów, a nie interesie geopolitycznym tych państw. Pierwszy z trójki odejdzie Iran (nim do niego formalnie wejdzie). Więcej te kraje dzieli niż łaczy. To jest taki sojusz jak Rzeszy Niemieckiej z Sowietami. Wzajemnie się zagryzą, tylko wcześniej wspólnie planują zjeść mniejszych, wspólnych przeciwników.

muminek
niedziela, 21 sierpnia 2016, 13:58

Zagrożenie dla Zachodu ?? żadne - wystarczy zacząć myśleć i stawiać sprawy jasno ... albo zachowujecie się normalnie - albo embargo na zachodnią technologię ... przyspieszenie badań i inwestycji w OZE i atom i za jakiś czas - wcale nie tak długi - będą mogli eksportować ropę i gaz na ... księżyc :-)

Pluton
wtorek, 23 sierpnia 2016, 22:40

NATO powinno 1. Wyrzucić Turcję 2. Wesprzeć Kurdów 3. Doprowadzić do rozpadu Turcji / doprowadzić do prozachodniego przewrotu Należy zerwać wszelkie negocjacje akcesyjne do UE z tymi dzikusami

Brentano
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 12:26

"Jest faktem, iż dla Azerbejdżanu sprawa „integralności terytorialnej” jest kwestią priorytetową, ważniejszą od jakichkolwiek interesów ekonomicznych, związanych z handlem i tranzytem gazu oraz ropy. " Nie jestem w stanie odnieść się do całej analizy natomiast kompletnie nie rozumiem fragmentów związanych z energetyką jak i łatwe ignorowanie kwestii religijnej między Szyitami (Persowie) oraz Sunnitami, którzy mordują się nawzajem od ponad tysiąca lat. Rosja i Iran mają zupełnie sprzeczne interesy energetyczne. Oba te kraje opierają swoją gospodarkę na eksporcie energii, a więc są konkurentami. Poza tym projekty energetyczne tego typu są planowane na kilkadziesiąt lat do przodu, a Iran jak i Rosja zależne są w tym względzie od myśli technologicznej zachodu, który tę infrastrukturę im buduje. Przecież Iran do dzisiaj importuje benzynę mimo, że siedzą na złożach ropy naftowej. Ich rafinerie nie są w stanie przerobić tyle ropy naftowej ile potrzebują. Jeżeli chodzi o Azerbejdżan to również nie rozumiem dlaczego autor ignoruje kwestie energetyczne pisząc o innych priorytetach. Tam interes mają nie tylko Azerowie, ale również Wielka Brytania, która jest operatorem ropociągu z Baku-Supsa. Gospodarka Azerbejdżanu to eksport energii tak samo jak w przypadku Rosji i Iranu. Przecież kilkadziesiąt lat temu zanim te ropociągi z morza kaspijskiego w ogóle powstały to Azerowie jasno dali do zrozumienia, że chcą uniknąć interesu z Rosją i dlatego powstały trzy nitki, a nie tylko idąca przez terytorium Rosji jak wówczas Rosjanie chcieli. Najlepszą technologią i największymi pieniędzmi dysponuje zachód, a nie Rosja. Siła militarna kraju to jeszcze za mało by dyktować warunki gospodarcze tym bardziej w kwestiach energetycznych, gdzie stawianie infrastruktury potrafi trwać kilkanaście lat. Akurat jeżeli chodzi o kwestie energetyczne to analiza zupełnie chybiona.

B
czwartek, 16 maja 2019, 00:59

Mylisz się Rosji zależy żeby dostawy szły po ich "rurkach" nie ważne skąd ale żeby to oni kręcili kurkami.

LW
sobota, 20 sierpnia 2016, 16:42

Faktem jest że to Kurodwie są obecnie agresorem w Hasace, bo trudno sobie wyobrazić że Narodowe Siły Obronne całkowicie otoczone i ściśnięte w centrum miasta rozpoczęły "ofensywę". Syryjskie naloty są tylko odpowiedzią na agresję. Dla mnie jest to zupełnie niezrozumiała sytuacja, a działania Kurdów co najmniej nieprzemyślane. W sytuacji opisanej powyżej, rozpoczęcie teraz wojny z Assadem zamiast negocjacji może skończyć się rozpadem SDF, a następnie katastrofą dla narodu kurdyjskiego. Poleganie na USA może się okazać złudzeniem, ponieważ nie od dziś wiadomo że oni wszystkich traktują instrumentalnie, liczy się stosunek koszt / zyska, a do tego już niedługo będą mieli bardzo ciekawe wybory. Uważam że dla Kurdów jedyną drogą są negocjacje z Assadem w sprawie autonomii (w obecnej sytuacji zapewne bardzo ograniczonej) a nie wojna która dla wszystkich będzie miała tragiczne następstwa.

Polanski
niedziela, 21 sierpnia 2016, 14:49

Kurdowie do tej pory nie walczyli z Assadem. To Assad zaczął po nieformalnym sojuszu Rosji z Turcją.

rozczochrany
sobota, 20 sierpnia 2016, 21:51

Myślę, że Kurdowie po prostu dają się podpuszczać i wykorzystywać USA. Lepiej by Kurdowie wyszli gdyby dogadali się z Asadem zamiast atakować jego pozycje. Być może po dealu między Rosją, Iranem, Turcją, Irakiem i Asadem Kurdowie stracili nadzieję na niepodległe państwo i liczą że tylko USA im pomoże. USA już wie że tzw opozycja niczym nie różni się od ISIS i zaczyna bardziej stawiać na Kurdów. Jestem jednak pewien że Kurdowie zostaną zdradzeni jak Polacy w czasie II wojny światowej. Są skazani na zniszczenie, jeśli nie dojdą do kompromisu z Asadem, Irakiem i Turcją w sprawie jakiejś autonomii , bo na państwo nie mają co liczyć.

Cywil
poniedziałek, 22 sierpnia 2016, 11:30

Wszyscy sąsiedzi Europy kształtują rzeczywistość, a Europa w letargu śpi i śni o nieskutecznych metaforach, byle by trwać na tym samym poziomie komfortu i bezpieczeństwa....... które już nie ma.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama