Reklama

Białoruś testuje system rakietowy Polonez o zasięgu 300 km

27 października 2017, 14:50
System Polonez Białoruś
Fot. Ministerstwo Obrony Białorusi
Defence24
Defence24

DOTYCZY:


Białoruś przeprowadziła w czwartek udane testy wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych Polonez. Po modernizacji ich zasięg zwiększył się do 300 km – poinformowało białoruskie ministerstwo obrony.

Testy przeprowadzono w obwodzie homelskim. "Doskonałe rezultaty potwierdziły unikalne możliwości tej broni z zastosowaniem nowego pocisku o zwiększonym zasięgu" – głosi komunikat opublikowany na stronie internetowej resortu obrony Białorusi. Jego autorzy dodają, że testy przeprowadzono w niezamieszkanych i słabo zaludnionych terenach. 

Jak czytamy w komunikacie, pociski trafiły w wyznaczone cele, a testy potwierdziły, że zmodernizowany system rakietowy może razić cele w promieniu 300 km. W przyszłości planowane jest wprowadzenie nowych rakiet do białoruskiej armii.

Nowy zestaw rakietowy Polonez Białorusini prezentowali (była to makieta) w maju br. podczas targów MILEX 2017. Jest to wspólne opracowanie ośrodków naukowych armii i fabryki Elektromechaniki Precyzyjnej z Dzierżyńska, które ma finalnie doprowadzić do wprowadzenia takiej wersji rakiety do eksploatacji w białoruskich wojskach lądowych.

Wyrzutnie rakietowe Polonez o zasięgu do 200 km są na uzbrojeniu sił zbrojnych tego kraju od 2016 r. System zastąpił posowieckie wyrzutnie BM-30 „Smiercz” w dywizjonie 336. Brygady Artylerii Rakietowej z Osipowicz.

Czytaj więcej: Rakietowe „Polonezy” już na uzbrojeniu Białorusi. Zasięg: 200 km

Zgodnie z danymi z oficjalnych źródeł, nowe pociski przenoszą głowicę bojową o masie aż 480 kg (podstawowa wersja tej 301 mm rakiety przenosi 150 kg głowicę). Jest to dla białoruskich sił zbrojnych znaczący skok jakościowy pod względem możliwości ogniowych, precyzji i zasięgu rażenia. „Polonez” jest co prawda uzbrojony w osiem pocisków rakietowych, a nie dwanaście jak wyrzutnie BM-30, ale są to rakiety kierowane o znacznie większym zasięgu i sile rażenia. Warto jednak zaznaczyć, że system, wbrew zapewnieniom Mińska, nie jest produktem całkowicie krajowym. Białoruskie władze chwalą się, że system rakietowy „Polonez” powstał w wyniku kooperacji wielu krajowych zakładów, jednak bardzo istotny wkład w jego rozwój miały Chiny.

Białoruskie wyrzutnie, skonstruowane we współpracy z Chinami, po raz pierwszy zaprezentowano w 2015 r. Według portalu Biełorusskije Nowosti Polonezy mogą trafić na eksport, a zainteresowany ich kupnem jest Azerbejdżan.

O pozyskanie broni podobnej klasy jak białoruskie rakiety Polonez stara się polski MON w ramach programu Homar. Skalę potrzeb oszacowano na 3 DMO (dywizjonowe moduły ogniowe) po 18 wyrzutni, czyli łącznie 56 zestawów, plus dwie wyrzutnie „szkolne”, przeznaczone do szkolenia i wstępnego treningu załóg. Wykonawcą będzie prawdopodobnie amerykański koncern Lockheed Martin oferujący system HIMARS z rakietami GMLRS (Guided Multiple Launch Rocket System) o zasięgu do około 80 km oraz ATACMS (Army Tactical Missile System) o zasięgu do 300 km. 

Czytaj też: Homar – „as” w talii polskich Wojsk Rakietowych i Artylerii

PAP/Defence24.pl

 

Defence24
Defence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 47
andres
piątek, 27 października 2017, 15:37

Jak to możliwe, że nie jesteśmy w stanie we własnym zakresie wyprodukować podobnych rakiet i w ogóle przemysł "rakietowy" leży? Ukraina, Białoruś, Iran - to nie są kraje high-tech a mimo to działają i wdrażają takie rozwiązania.

Saracen
piątek, 27 października 2017, 17:51

My jesteśmy właśnie na etapie niszczenia naszego systemu edukacji. Poza tym w naszej szkole najważniejsza jest religia.

Jacek
piątek, 27 października 2017, 15:29

Ciekawe ile kosztuje polonez lub jego chiński odpowiednik vs ATACMS

Marek1
piątek, 27 października 2017, 23:28

Jacek - stawiam, że nie więcej jak 30% szajsu p/t Himars. Ale bez marzeń please - AM nie pozwoli, by zakupiono cokolwiek bez metki made in USA. A że USA NIE pozwolą, by w Polsce kiedykolwiek produkowano w całości rakiety taktyczne(kierowane)/ manewrujące/balistyczne na światowym poziomie, to już sprawa nieistotna. Na "otarcie łez" za kilka lat może dostaniemy technologię produkcji starych rakiet GMLRS o zasięgu do 80 km, które razem z syst. Himars niedługo zakupimy od LM za koszmarne pieniądze.

Virtualmen
piątek, 27 października 2017, 18:20

Skoro stać Łukaszenkę to obstawiam, że jakieś 15-20% tego co my zapłacimy za Homara

gegroza
piątek, 27 października 2017, 21:26

Co na to MON ?

Utopiec
niedziela, 8 kwietnia 2018, 03:02

Spytaj w Tel Awiwie lub Waszyngtonie.

Kolo
piątek, 27 października 2017, 20:21

Jeśli Polonez "lata" na 300 km to my powinniśmy starać się o pociski rakietowe o zasięgu...400...500 km !! Może też skorzystajmy z pomocy Chin albo Ukrainy a nie...czekamy tylko na ochłapy z ..."pańskiego" stołu. Amerykańskiego stołu ! I to za ciężkie pieniądze !

Victor
piątek, 27 października 2017, 20:11

Bardzo ciekawe byłoby porównanie kosztów nsbycia białoruskicj Polonezów z polskim Homarem. Oczywiście jak dojdzie do skutku. Ważne też byłoby porównanie kosztów jednego "strzału" w tych zestawach. I jeszcze ważne żeby Mon wytłumaczył dlaczego Białoruś użytkuje coś o cz my dopiero marzymy.

Hmm
wtorek, 31 października 2017, 14:29

Ciekawe gdzie taka Bialorus testuje rakiety o zasiegu 300km...

Tomek72
piątek, 27 października 2017, 19:26

Pisałem kilka razy - POWTÓRZĘ - TO ŻE POLSKA NIE MA TAKIEJ BRONI - TO TYLKO DECYZJE POLITYCZNE ... V2 - Zasięg 320 (później 380) km - "...Powstało także wiele projektów, które były oparte na V2. Między innymi dwustopniowa wersja, mająca zasięg na ponad 5500 km ..." AK przekazała informację o tym pocisku Brytyjczykom NA DŁUGO ZANIM zaczęły spadać na Anglię ... Na początku brytole NIE MOGLI UWIERZYĆ, mówili, że to prowokacja i dezinformacja niemieckich służb specjalnych ... W 1944 pocisk został pozyskany przez AK i trafił pod lupę polskich konstruktorów. System sterowania został rozszyfrowany przez wybitnego inżyniera Janusza Groszkowskiego, a profesor Politechniki Warszawskiej Marceli Struszyński przeanalizował napęd rakiety, dokonując sensacyjnego odkrycia, że jako utleniacza użyto nadtlenku wodoru o niespotykanym 80-procentowym stężeniu. Padła decyzja o transporcie kluczowych części do Wielkiej Brytanii. Gdyby nasze rządy naprawdę chciały - bylibyśmy w czołówce i zarabialibyśmy na tym za co dziś płacimy

dimitris
piątek, 27 października 2017, 22:30

@Tomek72 Bardzo celne uwagi. Proszę jeszcze dodać, że materiałów, potrzebnych do budowy głowic tych właściwych, faktczynie odstaraszających, Polska pozbyła się dopiero w roku 2006, przekazując je Rosji, w dzięcecym zaufaniu w dobre rady USA i Rosji i w ogóle perspektywę powszechnego pokoju w naszej części świata. I do tego wszystkiego proszę dodać oczywiste aktualne wydarzenia sejmowe w sprawie budżetu MON. Polsk ma nie mieć zagrażających komukolwiek sił zbrojnych, tak postanowiono wyżej i nie ważne czy to będzie A.M. czy X.Y. , byłaby to tylko zmiana obsady roli w teatrze. Więc nie ma co się emocjonować dłużej sprawą dawno ustawioną ponad nami.

Lord Godar
piątek, 27 października 2017, 21:55

Mamy tego pecha , że nie byliśmy po II W.Ś. nie byliśmy w pełni niezależnym państwem i nie mogliśmy robić tego co nam się podobało . Podobna sytuacja jest teraz , bo na siłę bezzasadnie uzależniamy się od jednego mocarstwa , które to pod tworzonym niby "parasolem ochronnym'' będzie nas od siebie uzależniało i drenowało od nas kasę przez wiele dziesięcioleci. Suwerenność i niezależność kosztuje ... uzależnienie kosztuje jeszcze więcej ...

Piotr
środa, 6 grudnia 2017, 09:32

Szanowni Koledzy. Dane techniczne tej rakiety wydają się nieprawdopodobne. Rakieta do smiercza kaliber 300 mm nie waży tony, a zasięg poniżej 100 km; istnieje wersja o zasięgu 120 km ale kosztem masy głowicy. Tu mamy 301 mm i głowicę 480 kg (gdzie podstawowa jak piszą 150 kg), a przy tym zasięg 300 km. Cuda na kiju i tyle.

asd
piątek, 27 października 2017, 19:08

Jak pokazuje historia z zapalnikami do amunicji F35 polacy mogą wykonać rzeczy wręcz niewykonalne, muszą tylko czuć zachodni bat. Czas chyba przykręcić śrubę naszemu przemysłowi to może i własne rakiety będziemy robić.

Marek
sobota, 28 października 2017, 01:08

Przemysłowi? Sorry, ale on za darmo nic nie zrobi. Zauważ, że za rozwój zapalników, o których piszesz ktoś zapłacił. Na dodatek ten ktoś, zamiast najpierw wydumać sobie, że to mają być zapalniki do amunicji moździerzowej a później zmienić zdanie, że jednak do haubicznej wiedział czego chce. Zamówił sobie zapalniki służące do działek lotniczych i trzymał się tego.

Marek1
piątek, 27 października 2017, 23:18

asd - NIE bredź człowieku - inżynierowie z Dezametu informowali w latach 2010-2011 wielokrotnie MON o tym, ze są gotowi na wdrożenie rewolucyjnego zapalnika dla amunicji 20-30 mm. Bez rezultatu. Sprawą zainteresowało się norweskie NAMMO, które było wtedy w fatalnej kondycji finansowej i aspirowało do udziału w programie F-35. Norwescy inżynierowie po zapoznaniu się z częściowa dokumentacją tech. nowych zapalników natychmiast skłonili szefostwo NAMMO, by w całości sfinansowało całość prac związanych z w/w zapalnikiem do b. specyficznego działka 25 mm dedykowanego dla F-35. Dezamet z powodu braku zainteresowania ze strony MON oddał za spora kasę CAŁOŚĆ praw do wynalazku Norwegom i wcale sie NIE zdziwię, jak za kilka lat WP będzie drogo kupować amunicję z rewelacyjnymi zapalnikami produkowanymi pod brandem NAMMO w ... polskim Dezamecie. Brawo my !!!

MM
piątek, 27 października 2017, 18:48

Skoro jest to system przeznaczony na eksport to może kupimy od nich technologię:) A tak na poważnie, to w tej kluczowej dla bezpieczeństwa Państwa kwestii , może warto dogadać się z Chińczykami...

Katana
piątek, 27 października 2017, 18:32

Słowo klucz "dialog techniczny" i wszystko jasne. I tak od lat.

Adam
sobota, 28 października 2017, 15:25

Ale jak to? Nie Amerykańskie? U nas to nie przejdzie.

Marek1
piątek, 27 października 2017, 18:13

U nas niedługo ŚWIĘTO - AM&Co. odtrąbi w mediach gigantyczny sukces, czyli pozyskanie dla WP(za 5-7 lat) Himars z podstawową rakietą o zasięgu ... 70-80km(GLIMARS). Prawdopodobne nawet jest, ze za sowitą opłatą za kilka lat będziemy mogli ten "cud nowoczesności" z lat 90-tych produkować w kraju !! A wszystko dzięki panu Antoniemu - cześć mu i chwała !!!

Trzeźwy
piątek, 27 października 2017, 17:57

Wobec coraz silniejszych środków napadu ze strony potencjalnych agresorów my powinniśmy opracować lub kupić cos na kształt Iron Dome. Bo rakiety ATACAMS nas NIE obronią przed NICZYM. To sa środki odstarszania lub odwetu. Ale NIE MAMY nic do OBRONY!!!!

Zły
piątek, 27 października 2017, 17:51

U nas za to "prawdziwi fachowcy" i "specjaliści" z IU i MoN zapowiedzieli PLAN rozpoczęcia "wkrótce" dialogu technicznego dot pocisków oświetlających 60mm. I co na to Białoruś, ha?

Patriota
piątek, 27 października 2017, 22:56

Jak widać mniejsze i biedniejsze kraje posiadają artylerię rakietową dalekiego zasięgu a my mamy Langustę która strzela na 40 km :) I dalej debaty,analizy i żadnych konkretów,żaden najważniejszy dla nas kontrakt nie został jeszcze podpisany...

Prawda to
sobota, 28 października 2017, 04:34

Nie ważne kto rządzi, kontrakty stoją

Tadek
sobota, 28 października 2017, 01:21

Na jakie 40. Taki dystans to dopiero z feniksem.

Mmmax
piątek, 27 października 2017, 17:31

Z kąd nazwa POLONEZ ?

bobo
niedziela, 29 października 2017, 20:37

To aluzja do kierunku w którym te rakiety mają latać.

rozczochrany
piątek, 27 października 2017, 23:22

Białorusini to dawni obywatele rzeczpospolitej. Wielu z nich do dzis zna polski język. Takrze tradycje i kultura się pokrywają. Ci sami bochaterowie narodowi, sztuka, kultura, historia. Tak naprawdę powinniśmy byc jednym państwem. Ale podobnie jak Niemcy z RFN i NRD tak i my po II wojnie swiuatowej żyjemy podzieleni po dwuch stronach granicy w przeciwnych blokach wojskowych.

Husar
piątek, 27 października 2017, 22:49

A może tak kopic technologie rakietowe od Korei Płn. ? 25 milionowy kraj który z satelity wygląda jak czarna dziura konstruuje rakiety o zasięgu którym naszym "urzędnikom" wojskowym nawet się nie śni. I pewnie 10x taniej niż zapłacimy za te które mamy kupić. To tylko taka łykendowa refleksja.

Bibi
piątek, 27 października 2017, 17:13

Jak to możliwe , że białoruski przemysł dał radę wyprodukować rakiety o zasięgu 300 km a polski nie?

Kiks
piątek, 27 października 2017, 23:28

To chińskie rakiety.

offset
piątek, 27 października 2017, 17:09

A my dalej przetargi przetargi koncepcje i rozmowy.....

Felo
piątek, 27 października 2017, 22:40

A my dopiero MAMY opracowywać coś podobnego??? No to duuuze brawa dla speców z IU/MON!! Ciekawe czy przez ostatnie lata byly w MON jakieś nagrody czy premie? Wyraźnie widac ze zasłużyli się w kwestii systematycznego ale rozbrajania wojska!

WP1
piątek, 27 października 2017, 16:45

Malutka Białoruś już ma rakiety o których nasze wojsko może tylko pomarzyć...A u nas dalej analizy.

Zx
piątek, 27 października 2017, 16:45

No i co MON na to ? Białorusini bardzo szybko uwineli się z tymi rakietami, ich własnymi rakietami a nie kupowanie licencji na montaż black boxów. MONie patrz i ucz się .... a zresztą i tak to nic nie da.

Mart
piątek, 27 października 2017, 18:56

Czy to jakaś nowa fabryka uzbrojenia ten MON? Nie słyszałem. Bo nie chodzi ci chyba o Ministerstwo Obrony Narodowej które niczego nie produkuje ani nie projektuje bo od tego jest przemysł. A właściwie resztki po przemyśle co jeszcze nie zostało sprzedane Niemcom lub rozszabrowane.

mi6
sobota, 28 października 2017, 13:29

No to nareszcie zaczynam rozumieć Antoniego i jego pęd do tworzenia WOT skoro nawet Bialorus ma broń, ktora my dopiero planujemy kupic. I ciekaw jestem kiedy będziemy miec system do zestrzeliwania tych rakiet? Bo przecież patriotów nie będziemy do tego celu używać a Narew stoi.

anonim
piątek, 27 października 2017, 16:35

To upokarzające że Białoruś ma już tego rodzaju zabawki, dzięki którym mogłaby sięgnąć Warszawy, czy Łodzi, a my wielokrotnie więksi gospodarczo, a także bogatsi nie! Dzięki niekończącym się dialogom technicznym i przekładanym z roku na rok planom we wszystkich możliwych polach ustawicznie obniżamy nasze bezpieczeństwo, a nasi wrogowie zacierają ręce. Zastanawiam się czy te niekończące się procedury nie są zasłoną dymną dla obniżania potencjału polskiej armii i kto za tym stoi. Oby okazało się że ludzie którzy się tym zajmują są partaczami, a nie czymś znacznie gorszym. Apeluję do rządzących o ścisłe audytowanie tego co dzieje się w zakupach dla polskiej armii! O ile już nie jest za późno.

Wojt
piątek, 27 października 2017, 19:16

Białoruś nie jest w EU. Nie jest rozkradana przez "przyjaciół".

Harry
piątek, 27 października 2017, 18:57

A u nas za dużo kasy idzie na armię... urzędasów. Oprócz zamawianego sprzętu dla wojska znalazłyby się pieniądze na taki sprzęt gdyby nie ONI.

tryt
piątek, 27 października 2017, 18:18

Białoruś jeszcze nie ma tych zabawek, tylko je testuje. I to, że piszą o nich w superlatywach nie znaczy, że nie jest to na razie czysta propaganda. Rosjanie też zrobili wiele zamieszania na temat czołgów Armata-14, miało ich być 2300 szt do 2020 roku a ile ich będzie do 2025? - 100 szt.

dobry
piątek, 27 października 2017, 22:08

MON kupi tylko takie uzbrojenie na które wyrazi zgodę USA i Rosja.Kiedyś zgodę wyrażała Rosja ale teraz najważniejsze są umowy i ustalenia między tymi dwoma mocarstwami.Polityka jest ważniejsza od naszego bezpieczeństwa.USA tam gdzie widzą własną korzyść sprzedają uzbrojenie prawie za darmo-Izrael,Korea Południowa,Afganistan.Irak.Rosja stawia weto żeby u ich granic było nowoczesne uzbrojenie.Dlatego będziemy prowadzili dialogi techniczne przez wiele lat. Rządy będą się zmieniać ale polityka będzie prowadzona taka sama. Macierewicz poszedł w WOT dlatego że wie że nie tak łatwo będzie kupić nowoczesne uzbrojenie a najłatwiej zagrozić agresorom wojną partyzancką.Człowiek i karabin to najtańszy sposób na wzmocnienie potencjału obronnego państwa. Jest to sposób archaiczny ale nadal skuteczny.

bobo
niedziela, 29 października 2017, 20:33

Ale na sprzedaż JASSM ER mimo protestów Kremla Amerykanie się zgodzili. Tu nie chodzi o ustalenia między mocarstwami ale po prostu o nadal mocną partię przyjaciół Moskwy w Polsce, która blokuje jak się tylko da proces modernizacji polskiej armii. I jej członkowie są w każdym ugrupowaniu politycznym. Bo gdyby wzmacnianie naszej siły militarnej było blokowane wspólnie przez Moskwę i Waszyngton moglibyśmy po prostu kupić coś w Turcji, która ma rakiety poważnego zasięgu. A karabin i człowiek to wcale nie najtańszy sposób ale wręcz najdroższy. Bo prowokuje agresora, który wie, że dość łatwo będzie w stanie masakrować partyzantów z powietrza(samoloty i rakiety) czyli będzie nas to kosztowało morze krwi a agresora głównie wartość zużytych rakiet i bomb plus paliwo. Zresztą jeżeli kasę wpakujemy w karabiny zamiast rakiet to nawet jeżeli agresor postanowi udawać przed światem cywilizowanego to i tak będzie nas to kosztowało bardzo dużo. Tzn rozwalenie naszej infrastruktury czyli sprowadzenie nas do średniowiecza.

Podatnik
piątek, 27 października 2017, 16:12

A u nas dalej przetargi i sny o mocarstwie?

Grzyb
piątek, 27 października 2017, 15:56

Czy ta nazwa ma jakiś związek z kierunkiem działania?! ;)

dcdcdcdcs
piątek, 27 października 2017, 15:49

dywizjonowe moduły ogniowe= ciąg dalszy nowomowy, czegoś co nieokreślonego w wojsku- moduł- czyli co ? czyli coś "elastycznego" a więc jak zabraknie kasy na socjal to się elastyczny moduł zredukuje

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama