Reklama

Bezzałogowy śmigłowiec ze Świdnika na brytyjskich manewrach

14 października 2016, 12:59
SW-4
Fot. Leonardo

Opcjonalnie pilotowany śmigłowiec SW-4 Solo RUAS/OPH bierze udział w ćwiczeniach Unmanned Warrior, które odbywają się w Wielkiej Brytanii. Ćwiczenia mają na celu sprawdzenie zdolności operowania systemów bezzałogowych w środowisku morskim.

Opcjonalnie pilotowany SW-4 Solo uczestniczy w manewrach zorganizowanych przez Royal Navy, aby zbadać zdolności użycia środków bezzałogowych w warunkach morskich. Maszyna jest wyposażona między innymi w radar z aktywnym skanowaniem elektronicznym (AESA) typu Osprey oraz system pasywnego rozpoznania radioelektronicznego typu SAGE.

Oba produkty zostały dostarczone przez firmę Leonardo. Koncern podkreśla, że konwersja śmigłowca SW-4 Solo z wariantu bezzałogowego do opcjonalnie pilotowanego jest możliwa w ciągu mniej niż 1 godziny. Śmigłowiec w wariancie bezzałogowym może prowadzić działania przez okres nie krótszy niż 6 godzin.

Maszyna typu Solo jest już znana brytyjskiej marynarce wojennej. W 2013 roku przyznała ona bowiem kontrakt na przeprowadzenie demonstracji koncepcji użycia śmigłowca SW-4 Solo w środowisku morskim. W trakcie jego realizacji prowadzono między innymi symulowane lądowania na pokładzie fregaty. Sprawdzano też zdolności integracji z okrętowym systemem walki, demonstrowano wykonywanie działań patrolowych na obszarze morskim z użyciem wyposażenia pozwalającego na identyfikowanie wybranych obiektów.

Brytyjska marynarka wojenna prowadzi obecnie intensywne prace nad znalezieniem optymalnych sposobów wykorzystania systemów bezzałogowych w działaniach w środowisku morskim. Dotyczy to zarówno systemów powietrznych, jak i nawodnych oraz podwodnych. Według BBC, w ćwiczeniach Unmanned Warrior, które mają pozwolić na zbadanie i zademonstrowanie tych zdolności, bierze udział ponad 50 różnego rodzaju systemów bezzałogowych. Potrwają one do 20 października. Zakres działań obejmuje też współdziałanie różnych systemów.

Śmigłowiec SW-4 Solo RUAS/OPH powstał jako wspólny projekt PZL Świdnik i Leonardo Helicopters (dawniej AgustaWestland), bazujący na konstrukcji maszyny SW-4, używanej między innymi przez polskie Siły Powietrzne. Wiropłat może prowadzić operacje zarówno jako system bezzałogowy, jak i z pilotem na pokładzie. Jest przeznaczony między innymi do wykonywania misji rozpoznania, nadzoru, wywiadu czy transportu zaopatrzenia. W wariancie pilotowanym może służyć również do transportu personelu, czy wsparcia jednostek interwencyjnych. SW-4 Solo RUAS/OPH uczestniczył też m.in. w ćwiczeniach Italian Blade, organizowanych przez Europejską Agencję Obrony.

KomentarzeLiczba komentarzy: 28
jkkkl
niedziela, 16 października 2016, 01:10

Polskie Wojsko powinno mieć bezzałogowe SW4 w dodatku produkowane u nas a do tego wsparcie ich eksportu

xyz
wtorek, 18 października 2016, 12:59

A po co nam one? Bo ładnie wyglądają?

gg
piątek, 14 października 2016, 14:21

Beznadziejny plastikowy smiglowiec jak AW149, nie to co Caracal.

Plum
piątek, 14 października 2016, 17:34

Zgoda, nie to co caracal. Bo caracal to rozdęta puszka po piwie, z dostawionym śmigiełkiem i ponoć określana jako śmigłowiec.

ktoś tam ktoś tam
piątek, 14 października 2016, 15:36

Oczywiście. Caracal to śmigłowiec-cel.

jugar
niedziela, 16 października 2016, 00:29

Śmigłowiec bezpilotowy to fajna zabawka. Problem polega na ukryciu jego działania. To że odbiera komendy można pominąć. On po prostu musi nadawać i to dość intensywnie. Strumień wideo, parametry lotu, wskazania przyrządów pokładowych. A jak coś nadaje, jest w powietrzu i kręci się w pobliżu czegoś ważnego, staje się celem. Już chyba nikt nie ma wątpliwości, że każdy statek powietrzny, który nie odpowiada na zapytanie swój-obcy jest celem.

asdf
wtorek, 18 października 2016, 01:53

Ale taki cel może bez strat w ludziach ujawnić obecność wrogiej opl. a to już coś. Żeby go zestrzelić trzeba go namierzyć, włączyć radar i też dać się namierzyć. Coś za coś.

KrzysiekS
piątek, 14 października 2016, 13:30

SP zarejestrowany w Polsce

Caracanal
piątek, 14 października 2016, 21:02

... Ale toczyMy wtedy dialog "wielozadaniowy I od 2 Lat nie ma Strzelania ppk z mi24 bo ich nima na zielonej wyspie...ale ma ta POlogne 3mld euro do wydurnienia na wsparcie szkolenia

KrzysiekS
niedziela, 16 października 2016, 12:26

Teraz widać że sprzedaż 2 zakładów produkujących śmigłowce wychodzi nam bokiem i będzie nas drogo kosztować po równo są winni panowie z PO i PIS.

mobile4you
niedziela, 16 października 2016, 18:48

Możesz rozwinąć tą teze?

Edmund
piątek, 14 października 2016, 18:24

Zwracam uwagę na słowo klucz a właściwie brak: "Dialogi techniczne". Polski sposób przetargów. W polskim przypadku najpierw byłoby opracowywanie założeń. Byłby to długotrwały proces, ponieważ nie jest łatwo uzyskać wiedzę o aktualnym stanie prac na technologiami bezzałogowymi w ilości 50 niezależnych systemów. W związku z tym niezbędna byłaby redefinicja co kilka miesięczny. Opracowanie to miałoby jedynie akademicki charakter, ponieważ oparte byłoby na teorii a nie testach praktycznych. Przewidywany minimalny okres to 12 miesięcy. Później byłoby zaproszenie do składania ofert trwające ze 3 miesiące. Ponieważ posiadano by jedynie teoretyczna wiedzę, która nie obejmowałaby całości tematu, sformułowana oferta miałaby wiele ogólników i niedopowiedzeń. Byłoby to podstawą do późniejszych zaskarżeń tych, którzy przegrają przetarg i żądania zapłacenia finansowej kary w milionach euro..Po otrzymaniu ofert i uzyskaniu dodatkowej wiedzy, sami organizujący przetargu dyplomatycznie przyznaliby, że wymagania przetargu są "nieprecyzyjne". W związku z tym możliwe są 2 rozwiązania. Unieważnienie przetargu albo zmiana założeń w trakcie trwania przetargu. To drugie to oczywiście kolejne pole do zaskarżenia przetargu do sądu i domagania się zapłacenia wielomilionowych kar. Powiedzmy, że wybrano to drugie. Kolejnym krokiem jest dostarczenie działającego prototypu do testów. W wyniku testów wybiera się jednego oferenta i tylko z nim prowadzi rozmowy przez kolejne 12 miesięcy (przetarg trwa już 18 miesięcy). Oferent ponosi określone koszty. Dochodzi sprawa offsetu. Koszt natychmiast rośnie od 40 do 100 %. Mamy do wybory albo zredukować liczbę zamawianych sztuk albo dopłacić różnicę w cenie. Na koniec Minister, który nie przeczyta ani 1 strony rekomendacji IU, podejmuje decyzję o wyborze konkurencji, a więc nie tego oferenta który został wstępnie wybrany i dostarczył maszynę do testów. Decydujący głos ma Minister Gospodarki a nie Obrony Narodowej. Jego wymagania taktyczno - techniczne nie interesują. Brytyjski sposób przetargów. ,,Brytyjska marynarka wojenna prowadzi obecnie intensywne prace nad znalezieniem optymalnych sposobów wykorzystania systemów bezzałogowych w działaniach w środowisku morskim." Brytyjski MON nie zamierzają zajmować się bajkopisarstwem i tworzeniem papierologii na temat tego co się komu wydaje. Od razu zaprasza oferentów mówiąc: ,,Pokażcie co potraficie. Jak nas to zainteresuje, przyjrzymy się temu bliżej i może kupimy " Cała prezentacja potrwa nie dłużej niż miesiąc. Ewentualny zakup planujemy wykonać w ciągu 6 do 8 miesięcy. Jakiekolwiek negocjacje zakupowe dotyczą konkretnej platformy, której możliwości zostały zademonstrowane, tak więc nie ma potrzeby tworzyć redefinicji, ani jej aktualizować. O wyborze decyduje Brytyjski MON na podstawie przedstawionych mu rekomendacji przez czynnych wojskowych, praktyków a nie teoretyków. Odpowiedni Minister Gospodarki nie ma tu nic do gadania. Offset albo ma nikłe znaczenie albo w ogóle nie jest brany pod uwagę. Dialog techniczny w wydaniu polskim, te wszystkie redefinicje, założenia i wytyczne są najbardziej bezsensownym i niepotrzebnym działaniem, jaki można sobie wyobrazić. To takie bicie piany i przejadanie pieniędzy na pozorowane działania, z których nic nie wynika. Najbardziej jaskrawym przypadkiem jest wybór helikoptera Caracal, kiedy całość dokumentacji IU dotyczącego tego przetargu za okres 2 lat została wrzucona do kosza. Po co przez całe lata utrzymuje się jednostkę organizacyjną (IU), z której pracy się nie korzysta ? Ona nie jest w stanie przygotować jakiejkolwiek wartościowego dokumentu, bo raz sposób przeprowadzenia zakupów jest z założenia błędny, daleki od rzeczywistości, dwa nie jest w stanie oszacować warunków offsetu tj. ile będzie kosztowało wybudowanie i utrzymanie fabryki przez 30 lat, przekazanie technologii wraz z licencjami itp.

Robert B
niedziela, 16 października 2016, 18:47

Skoro helikoptery bezzałogowe to nasza przyszłość, powinniśmy wykorzystać to, iż firma produkująca takie cuda mieści się na terenie Polski. Nasz rząd powinien wesprzeć ich badania tak byśmy późnień mogli korzystać z ich wyników.

vbn
wtorek, 18 października 2016, 01:50

Nie mamy ani jednej akcji tej firmy, żeby wspierać ich badania publicznymi pieniędzmi.

xyz
poniedziałek, 17 października 2016, 12:23

Nie trzeba ich wspierać. Oni sami to nam chętnie sprzedadzą. Mają jeden, jedyny warunek: talary muszą się w sakiewce zgadzać....

jerzy
niedziela, 16 października 2016, 22:59

Zastanow sie co piszesz, jaka polska firme ty chcesz wspierac z pieniedzy podatnika... Piszesz o dofinansowaniu koncernu ktory tylko ribi skladaki w polsce. Mysl jak piszesz...

gerg
piątek, 14 października 2016, 18:23

przyszłość to bezzałogowce

Afgan
sobota, 15 października 2016, 00:37

Zero konstruktywnego myślenia w Polsce. W naszej armii można by wprowadzić śmigłowiec SW-4 na większą skalę, a potrzebne jest kilkadziesiąt sztuk które by zastąpiły Mi-2 w roli śmigłowców zwiadowczych, obserwacyjnych, łącznikowych i lekkich maszyn bojowych/p-panc. Wdrożenie wersji dwusilnikowej nie jest żadnym problemem, a taki SW-4 bez problemu może zabrać na przykład 4 ppk Spike lub kilkanaście rakiet 70mm. Pisanie że SW-4 jest za mały, to bzdura, bo takie śmigłowce są używane we wszystkich liczących się armiach świata i tak w USA są OH-58D Kiowa Warrior, a amerykańskie wojska specjalne używają MH-6 Little Bird, armie Izraela i Korei Południowej używają wojskowych wersji MD-500/MD-530, Francja używa AS-555 Fenec, a Niemcy Bo-105. Potrzebujemy znacznie więcej śmigłowców takich jak SW-4 i realizując produkcję dla wojska Świdnik miałby co robić i nie musiałby wciskać armii tego plastikowego bubla AW-149.

Tomasz
sobota, 15 października 2016, 18:48

Problem, który poruszasz dotyczy nie tylko śmigłowca SW-4. MON po prostu nie chce zamawiać nowoczesnej broni, szukając różnych wymówek, a to że "nie pływa", innym razem "nie produkuje go polska fabryka" albo "produkuje go polska fabryka, ale to prywatne przedsiębiorstwo a nie państwowe". W Polsce mamy tworzone nowoczesne uzbrojenie najwyższej klasy, np. różnego rodzaju radary, kamuflaże, skuter podwodny, drony, kamizelki kuloodporne (sprzedawane np. do USA). Problem w tym, że MON tego nie kupuje, nawet śladowych sztuk, a byłoby to wsparcie krajowego przemysłu dla tych co pokazali, że potrafią.

ale Caracanal 0:1 Bo105 Szwecji+ TOW
sobota, 15 października 2016, 13:15

racja. Nie wprowadzili bo od 2012 majstrowali the-besciaki przy Wielozadaniowych drzwiach od szopy szoguna. ciekawe jak wiesza sie Tu psy na Leonardo- "taxi, nikt?? nie kupuje!...a co wybrali w Korei? dla floty. ciekawe losy Westland'a - tam gdzie testy sw4. przed laty nie ulegli pokusie zakupu gotowych heli z zagranicy. i po latach w Kanadzie wybrali Cormoranta...na "dworze" potentata zza miedzy

GI
piątek, 14 października 2016, 16:32

Gdyby Leonardo Helicopters zbudowałby wersję napędzaną dwoma silnikami, taka konstrukcja mogłaby zastąpić pokaźną flotę Mi-2 w WL. Byłyby zamówienia i MON i PZL Świdnik byliby zadowoleni. Ciekawe, dlaczego nie widzą interesu w takim kierunku rozwoju?

Rtech
sobota, 15 października 2016, 02:53

Leonardo nic nie musi już budować.Świdnik zanim trafił do Włochów oferował WP dwusilnikową wersję Puszczyka.WP nie było zainteresowane i koniec.Jednosilnikową wersję widzieli tylko do szkolenia i tyle.Błąd Świdnika był taki,że za marketing SW-4 się nie wzięli,bo na świecie można było go dobrze sprzedać zarówno w wersji jedno- jak i dwusilnikowej unowocześniając lekko kabinę i przyrządy.Teraz to niech Włosi się martwią.

=t=
piątek, 14 października 2016, 17:16

Do zastąpienia Mi-2 opracowano W-3 Sokół, bo już za komuny Mi-2 był za mały. W-3 zresztą też jest raczej ciasnawy, 7m3 to nie 11m3 maszyny klasy BH czy AW149 więc trudno mówić, że sokół zabierze drużynę piechoty z całym jej bagażem. SW-4 jest zauważalnie tańszy od dowolnego dwusilnikowca, a w wersji Solo może też bezpieczniej niż pilotowany wykonywać misje rozpoznawcze, z pozostawnieniem opcji misji łącznikowych. Do wszystkiego powyżej zawsze lepszy będzie Sokół. Zresztą nie oznacza to, że Solo nie da się uzbroić, to poniekąd pod niego w Mesko zaprojektowano wyrzutnię WW-4/M do 4x70mm rakiet Hydra, które jak wiadomo mogą być teraz precyzyjnie kierowane.

mg
piątek, 14 października 2016, 17:15

Projekt dwusilnikowej wersji SW-4 W Świdniku jest, autorski z czasów projektowania konstrukcji. Przekładnia główna jest skonstruowana tak, że może pracować z jednym i z dwoma silnikami, mocowania do łóż silników są. Budować prototyp, oblatać, certyfikować i jest.

Emil
piątek, 14 października 2016, 17:02

Popatrz na targach np. Heli Expo jak się teraz sprzedaje koncepcje w miejsce helikopterów. Gdyby WL podpisały list intencyjny, że kupią to pewnie LH by im to opracowało. Tworzenie pod mgliste szanse, że ktoś to kupi to już nie te czasy.

karakal
piątek, 14 października 2016, 15:46

Kiedyś polski...

Student
sobota, 15 października 2016, 13:42

Bedzie wstyd dla Wojska, jak Anglicy kupią SW-4, a Polacy jak zwykle obudzą się ostatni.

Miro
sobota, 15 października 2016, 18:39

Politycy to politycy, ale pojawia się pytanie o jakość nowoczesnego myślenia w Sztabie Generalnym. Czy nie jest tak, że SZG opiera się na koncepcjach, które zostały wyuczone przez poszczególnych jego przedstawicieli 30 lat temu ? Wtedy żadnych bezzałogowych helikopterów nie było.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama