Idlib za Afrin? Turecko-rosyjskie porozumienie przeciwko Kurdom

8 lutego 2018, 12:21
Sytuacja militarna w północno-zachodniej Syrii - D24
Reklama
  • Największym sukcesem Turcji w trwających już niemal 3 tygodnie walkach w kurdyjskim kantonie Afrin jest zdobycie 2-tys. miasteczka Bulbul;
  • Turecka inwazja na Afrin odbywa się za pełnym przyzwoleniem Rosji, która ma z niej trzy korzyści;
  • Turcja obawia się, że Kurdowie z Afrin dojdą do porozumienia z Asadem i siły rządowe wesprą YPG w Afrin;
  • Turcja deklaruje chęć objęcia swą inwazją również rejonu Manbidż, w którym jednak znajdują się siły amerykańskie, wspierające SDF.

Po 18 dniach tureckiej ofensywy w kurdyjskiej enklawie Afrin w Syrii sukcesy strony atakującej są bardzo umiarkowane. Operacja ta ma za to większy wpływ na sukcesy armii syryjskiej przeciwko dżihadystom w sąsiedniej prowincji Idlib.

Największym sukcesem Turcji w trwających już niemal 3 tygodnie walkach w kurdyjskim kantonie Afrin jest zdobycie 2-tys. miasteczka Bulbul, znajdującego się na północy tej enklawy, w pobliżu granicy z Turcją. Ponadto Turcy zdobyli również niespełna 20 wiosek w północnej i zachodniej części kantonu. To właśnie z tych kierunków prowadzona jest inwazja, co przeczy pewnym wcześniejszym spekulacjom, że celem Turcji będzie przede wszystkim zdobycie miasta Tall Rifaat i przeprowadzenie korytarza łączącego kontrolowany przez Turcję region Azaz-Al Bab-Dżarabulus z Dara Iza, czyli również kontrolowanym przez Turcję pasem między prowincją Idlib a kantonem Afrin. Taki rozwój sytuacji z jednej strony spowodowałby całkowite otoczenie kantonu Afrin przez Turcję i przecięcie jedynego obecnie korytarza dostępu do tej enklawy, prowadzącego przez tereny rządowe z Aleppo, z drugiej strony zaś, spowodowałby większe możliwości logistyczne Turcji w zakresie wspierania dżihadystów w prowincji Idlib, walczących przeciwko armii syryjskiej.

Nie ulega wątpliwości, że turecka inwazja na Afrin odbywa się za pełnym przyzwoleniem Rosji, która ma z niej trzy korzyści. Po pierwsze wbija klin między zdominowaną przez Kurdów koalicję Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) a wspierające je USA. Po drugie, wymusiła na Turcji szereg ustępstw na innych polach, a także utrzymanie jej poparcia dla „konferencji pokojowej” w Soczi. Po trzecie, inwazja na Afrin odciąga uwagę od operacji rosyjsko-syryjskiej w prowincji Idlib. Prowincja ta od niemal trzech lat znajduje się pod kontrolą dżihadystów, w szczególności powiązanej z Al Kaidą Hajat Tahrir asz-Szam (HTS, d. Dżabat al-Nusra). Odzyskanie pełnej kontroli nad tym terenem jest obecnie priorytetem armii syryjskiej, która rozpoczęła tam ofensywę już w październiku ub. r. Początkowo jej sukcesy były dość umiarkowane, a również w październiku 2017 r. Turcja stworzyła wspomnianą wcześniej strefę kontroli na pograniczu prowincji Idlib i kantonu Afrin. W połowie stycznia ofensywa rządowa nabrała jednak rozpędu i armia syryjska odzyskała kontrolę m.in. nad bazą wojskową i miastem Abu ad-Duhur. Teraz celem jest miasto Sarakib, przez które przechodzi strategiczna autostrada M-5. Dlatego jest ono obecnie celem intensywnych bombardowań rosyjsko-syryjskich. Innym ważnym celem sił syryjskich jest odblokowanie szyickiej enklawy Fua-Kafrija, oblężonej przez dżihadystów od marca 2015 r.

Turecki atak na Afrin pełni podobną rolę jak wcześniejsza interwencja turecka w rejonie Dżarabulus – Al Bab. Wówczas siły rządowe, wspierane przez Rosjan, wypierały dżihadystów z wschodniego Aleppo. Turcy nie tylko nie wsparli swoich sojuszników w Aleppo ale część z nich wycofali z tego miejsca i przerzucili do Dżarabulus. Teraz zaś Turcja wykorzystuje liczne oddziały rebeliantów, których duża część pochodzi z prowincji Idlib, do ataków na Afrin. Co więcej, 4 lutego, w kierunku Afrin skierował się konwój dżihadystów Nuraldin Zenki i Faylaq asz-Szam, grup dotąd współpracujących ściśle z al-Kaidą (HTS). Turcja prawdopodobnie chce otworzyć przy ich pomocy trzeci, południowy front, przeciwko Kurdom w Afrin. Ich przerzucenie z Idlib do Afrin z całą pewnością ułatwi ofensywę rządową w Idlibie, tak jak było to w grudniu 2016 r. w przypadku Aleppo.

Turcja obawia się jednak, że Kurdowie z Afrin dojdą do porozumienia z Asadem i siły rządowe wesprą YPG w Afrin. Póki co do takiego porozumienia nie doszło z dwóch powodów. Po pierwsze Asad żąda przywrócenia pełnej kontroli na Afrin przez siły rządowe, po drugie zaś priorytetem dla niego jest Idlib. Dla Asada korzystne jest jednak to by obrońcy Afrin stawiali Turkom jak najdłuższy i jak najbardziej zacięty opór. Musi on bowiem zdawać sobie sprawę, że jeśli Afrin wpadnie w ręce Turcji to może oznaczać to faktyczną aneksję tego terenu, co z kolei oznaczałoby „zbliżenie się” turecko-syryjskiej granicy na odległość zaledwie kilkunastu kilometrów od miasta Aleppo, a Turcja wielokrotnie dawała wyraz swoich rewizjonistycznych zapędów w stosunku do tego miasta. Dla Asada korzystne jest również to, że YPG z Afrin zadaje ciężkie straty protureckim oddziałom tzw. „Wolnej Armii Syryjskiej”, służącej tam pod dowództwem Turcji. Według SOHR zginęło już tam 115 protureckich rebeliantów. Z drugiej strony straty po stronie YPG również są dla Asada korzystne, gdyż im Kurdowie będą słabsi tym łatwiej będzie siłom rządowym przejąć od nich kontrolę nad Afrin. Asad bowiem prawdopodobnie zakłada, że w momencie gdy Kurdowie się wykrwawią to poddadzą mu Afrin bezwarunkowo, wiedząc że jest to lepsza opcja niż okupacja turecka (oznaczająca masowe czystki etniczne). Zakłada też zapewne, że Kurdowie wytrzymają z powstrzymywaniem najazdu tureckiego na tyle długo by armia syryjska zdążyła zakończyć swoją ofensywę w Idlibie (lub przynajmniej osiągnąć podstawowe cele tj. opanowanie autostrady M-5 i odblokowanie enklawy Fua-Kafraja).

Dla Turcji taki scenariusz oznaczałby katastrofę. Już w pierwszych 17 dniach inwazji Turcy stracili 19 żołnierzy i kilka czołgów typu Leopard, a obecne tempo ich postępów wskazuje na to, że operacja trwać będzie miesiącami, a straty będą coraz większe. Jeśli nie zdobędą Afrin, to bez względu na to czy nad regionem tym powiewać będzie flaga kurdyjska czy syryjska, będzie to klęska, która może mieć poważne skutki wewnętrzne dla Turcji. Obecnie Turcy powszechnie popierają inwazję bo spodziewają się podboju Afrin, wygnania stamtąd Kurdów i osiedlenia w nim uchodźców syryjskich mieszkających w Turcji. Jeśli to nie nastąpi, to Erdogan będzie miał bardzo poważne problemy z reelekcją w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Dlatego Turcja wysyła Asadowi sygnały zniechęcające go do ewentualnego wsparcia Kurdów w Afrin. Chodzi również o nakłonienie go do nieprzepuszczania posiłków płynących dla obrońców Afrin z innych terenów opanowanych przez SDF. Dlatego w nocy z 29 na 30 stycznia Turcja skierowała do miejscowości Al Eis konwój wojskowy, którego celem było zbudowanie umocnień między Al Eis i znajdującym się pod kontrolą rządową miastem Hader, z którego do autostrady M-5 jest zaledwie 10 km, a do Fua - 30 km. Choć konwój został zmuszony do odwrotu, a po drodze doszło do eksplozji, która zabiła 2 żołnierzy tureckich (nie jest jasne czy była to mina podłożona przez Kurdów, rakieta wystrzelona przez armię syryjską czy też pocisk al-Kaidy), to od tamtego czasu siły rządowe nie posunęły się na tym kierunku, a 5 stycznia pojawił się nowy konwój turecki w tym rejonie. Turcji w tym zakresie sprzyja Rosja, która nie jest zainteresowana szybkim przejęciem przez Asada kontroli nad Idlibem a następnie Afrin, gdyż zbytnio wzmocniłoby to władze syryjskie i utrudniłoby Rosji wzajemne rozgrywanie Kurdów, władz syryjskich, Turcji i części opozycji (Rosja zawiera własne układy z niektórymi rebeliantami, za plecami Asada i Iranu).

Turcja wciąż deklaruje chęć objęcia swą inwazją również rejonu Manbidż, w którym jednak znajdują się siły amerykańskie, wspierające SDF. USA w sposób zdecydowany odrzuciły tu żądania Turcji by wycofały się ze wspierania w tym rejonie SDF. Turcja posunęła się nawet do gróźb ataku amerykańskich żołnierzy ale USA dały do zrozumienia, że w takim razie Turcja zapłaci za to wysoką cenę i Erdogan najwyraźniej nie jest na to gotowy. Dlatego Turcja ogranicza się do nieregularnego ostrzału tych terenów. Ani USA ani też żadne z państw europejskich, nie zamierza jednak udzielić realnej pomocy Kurdom w Afrin. Tymczasem rośnie liczba cywilnych ofiar nalotów – stan na 5 listopada to 129 zabitych i 320 rannych. Zwiększa to skłonność władz kantonu Afrin do zawarcia układu z Asadem.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 38
Reklama
Are
wtorek, 20 lutego 2018, 00:15

Jak zwykle jestem wdzięczny Panu WR za wieloaspektowe spojrzenie na sprawę. Brakuje mi tylko komentarza o działaniach innych graczy w tej wojnie. W szczególności o działaniach Irańskich, którzy próbują z Kurdami flirtować i oskarżają turcje np. o użycie broni chemicznej.

Tuman Tumanowicz Tumanow
niedziela, 11 lutego 2018, 20:57

Gorąco trzymam kciuki za Kurdów...

Milutki
sobota, 10 lutego 2018, 21:53

Turcy postępują powoli tak aby nie powodować strat własnych i cywilów z kantonu Afrin. Czystek etnicznych nie będzie , to jest wydumka autora. Gdyby Turcy chcieli czystki etnicznej to już by ją robili przez masowe bombardowania i ostrzał artyleryjski, działania zbrojne to najlepszy okres na pozbycie się cywilów. Gdy teren zostanie zdobyty nie ma już pretekstu by się ich pozbyć. Tak samo Turcy przez powolne działania zdobyli Al-Bab, chociaż Witold Repetowicz twierdził wcześniej mylnie że to się nie stanie, a potem stwierdził, też błędnie, że się stanie ale przez zniszczenie miasta.

Are
poniedziałek, 19 lutego 2018, 23:37

Turcy postępują powoli tak aby nie powodować strat własnych i cywilów z kantonu Afrin... Postępują tak powoli bo po pierwsze, Erdogan nie ufa armii i wszystko chce mieć pod kontrolą, a to oznacza kiepskie i niemrawe dowodzenie. Po drugie, bo morale i sprawność tureckiej armii po ostatnich czystkach jest gorzej niż kiepskie. Po trzecie, by nie powodować strat własnych, bo już teraz młodzi turcy kombinują jak się da by uniknąć wcielenia w kalosze. Stratami wśród cywili przejmują się tak, że co rusz organizują masowe bombardowania miasta Afrin, a artyleria na granicach wali gdzie popadnie. Gdy teren zostanie zdobyty nie ma już pretekstu by się ich pozbyć... Już kilka kurdyjskich etnicznie miast na terenie Turcji zostało skutecznie spacyfikowanych, a wojny przecież, poza kilkoma małymi grupami partyzatckimi podkładającymi bomby pod posterunki tureckich służb mundurowych, tam nie było. A mediami się AKP nie przejmuje, wprawdzie tureckie więzienia pękają w szwach, ale dodatkowe miejsca dla kilkuset następnych niepokornych dziennikarzy zawsze się znajdzie.

Stirlitz
piątek, 9 lutego 2018, 09:13

Rosja nigdy nie dotrzymuje słowa, teraz sprzedała Kurdów. Jednak taka strategia prowadzi do tego, że rosja rozpadnie się jak ZSRR. Żadne yarki tego nie powstrzymają.

inż.
piątek, 9 lutego 2018, 14:03

A kiedy im coś obiecywała. Zwłaszcza w tej wojnie z DAJESZ.

Are
poniedziałek, 19 lutego 2018, 23:46

Że rosjanie Kurdom z Afrinu \"coś\" obiecali, świadczy chociażby fakt, że aż do rozpoczęcia tej \"gałązki oliwnej\" na terenie tego kantonu utrzymywali stale znaczące siły wojskowe. Dopiero po negocjacji z Erdoganem wycofali się i na czas jakiś pozwolili turkom na użycie lotnictwa nad jego terytorium.

fumfel
piątek, 9 lutego 2018, 10:39

usa za to dotrzymują obietnic.... podaj choć jeden przypadek

Are
wtorek, 20 lutego 2018, 00:07

O okupacji Niemiec po drugiej wojnie światowej i planie Marshalla to pewnie wspominać nie warto bo to odległe dzieje, ale warto przypomnieć jak to wyglądało w porównaniu do okupacji Niemiec wschodnich przez sowietów. Władowali biliony i kilkaset tysięcy poborowych w kampanie w Korei i Wietnamie, tylko dlatego że obiecali wspierać tamtejsze demokracje. Podobnie zaangażowali się w popieranie Izraela i od jakiegoś czasu Egiptu. W pewnym momencie swej historii Izrael przetrwał tylko i wyłącznie dzięki skutecznemu zaangażowaniu się amerykanów w postaci dostaw sprzętu wojskowego i ekonomicznemu wsparciu. W przypadku Egiptu to zaangażowanie jest historycznie krótsze ale i tak kilka miliardów rocznie Egipt od amerykanów dostaje. A jak dotrzymują obietnic rosjanie świadczyć może na przykład ich solenna obietnica wprowadzenia demokracji w powojennej Polsce i krajach bloku wschodniego. A w nowszych czasach? Propagandowym powodem najazdu na Afganistan w 1979 było wsparcie pewnych polityków, by nie zostali przez innych afgańczyków \"zdetronizowani\". W praktyce jak już weszli, to pierwszą rzeczą jaką zrobili było wymordowanie tych popieranych watażków i zastąpienie ich bardziej uległymi. Albo obietnice ekonomicznego wsparcia Kuby po 1989 roku.

fvfvfv
czwartek, 8 lutego 2018, 21:27

tera USA ma problem

gegroza
czwartek, 8 lutego 2018, 21:02

Kurdowie jak zwykle mają przechlapane. Właściwie każde wyjście jest dla nich złe.

Vendetta
piątek, 9 lutego 2018, 22:53

Bardzo im współczuję zwłaszcza za tę rzeź Ormian, którą do spółki z Turkami zrobili w 1915.

inż.
piątek, 9 lutego 2018, 14:04

Tak jam my przez 123 lata zaborów.

yaro
czwartek, 8 lutego 2018, 18:59

Ciężko to czytać bo prawda leży w innym miejscu. Choćby tylko to, że Kurdowie są w Syrii a nie na terenach wolnych, odrywanie od Syrii to atak na państwo, Kurdowie dostali porządna propozycję ale z niej nie skorzystali a teraz słyszymy ajj wajjj ... nic z tego, USA doprowadzi tam tylko do kolejnych ofiar a niczego nie załatwi: -------------------- Sytuacja w której na południowej granicy Turcji stacjonowałaby 30 000 armia Kurdów, uznawanych przez Ankarę za terrorystów, była dla niej nie do przyjęcia. Władze Turcji od razu zagroziły, że zrobią wszystko, aby nie dopuścić do powstania armii kurdyjskiej. Rożawa – quasi państwo kurdyjskie w Syrii, składa się z dwóch obszarów. Głównego na wschód od miasta Manbidż, i enklawy Afrin na północny zachód od syryjskiego miasta Aleppo, wciśniętej pomiędzy teren Turcji, obszary kontrolowane przez protureckich rebeliantów i armię rządową. Zgodnie z międzynarodowymi porozumieniami z Astany, na obszarze Afrin, w tym w samym mieście, rozwinięte były punkty obsadzone przez rosyjską żandarmerię oraz oficerów „Centrum Rozejmowego Walczących Stron”. „Rosyjska flaga” chroniła Kurdów przed tureckimi nalotami. Turcja wystąpiła jednak do Rosji o zagwarantowanie kontroli granicy Afrin z Turcją, dla zabezpieczenia jej przed przenikaniem terrorystów, czyli powstańców kurdyjskich z Partii Pracujących Kurdystanu (PPK). Moskwa stojąca na stanowisku nienaruszalności granic Syrii, od dawna sugerowała Kurdom włączenie się w proces pokojowego uregulowania konfliktu, poprzez tworzenie założeń pod polityczny ustrój przyszłej Syrii. Mowa była o autonomii, ale to Kurdów nie satysfakcjonowało, uznawali oni władze Rożawy (protegowanych USA). Obecność enklawy na północ od Aleppo będącej w obszarze wpływów Waszyngtonu była też „nie w smak” Moskwie i Damaszkowi. Jak ujawnił Ałdar Kselił członek „Demokratycznego Wolnego Ruchu Tew-Dem”, w obliczu gróźb Turków, do Moskwy zaproszono liderów Kurdów z Afrin, składając im konkretne propozycje. Rosja gwarantowała, że powstrzyma agresję turecką, pod warunkiem przywrócenia kontroli granicy turecko syryjskiej przez wojska rządowe. Miałoby nastąpić też wpuszczenie do Afrin wojsk prezydenta Asada, wywieszenia flag syryjskich oraz powrót administracji, w tym bezpieki (Mukhabarat). Rosjanie zażądali też zwrotu rządowi w Damaszku zagarniętych pól naftowych w prowincji Deir ez Zor. Kurdowie wierząc że USA nie dopuści do agresji Turcji odrzucili propozycję Rosjan. Nie wyrazili zgody na kontrolę przez siły rządowe granicy syryjsko tureckiej, a na zwrot pól naftowych w prowincji Deir ez Zor, twierdzili, nie wyrażą zgody Amerykanie. Ponadto przywódcy kurdyjscy w Afrin w tym Nobachar Mustafa i Sinam Mochammed, zakładali, że armie NATO, nie wystąpią przeciwko sobie, szczególnie, że Rożawa ma gwarancje bezpieczeństwa Waszyngtonu. Ze swej strony proponowali przekazanie Rosjanom zniszczonej bazy lotniczej Menaż, oraz wywieszenie w niektórych miejscach flag syryjskich. W tych okolicznościach do Moskwy przyleciał Szef Sztabu Generalnego armii Turcji Gen. Hulusi Akar z szefem wywiadu i całą czeredą wysokich rangą oficerów. Omawiali z generałem Walerym Gierasimowem (Szef Sztabu Generalnego armii Rosji) i ministrem obrony Siergiejem Szojgu operację militarną Turcji w Syrii. I ... znaleźli wspólny punkt widzenia.

Boruta
niedziela, 11 lutego 2018, 13:45

Brednie. kurdowie niczego nie odrywają, nie dostali żadnej propozycji, nie ma żadnego \"przenikania\", Moskwa nic nie \"sugerowała\", nie było żadnej mowy o autonomii (tzn była, ale o \"kulturalnej\", czyli, że nie będą mordowani za mówienie w swoim języku).

LLL
piątek, 9 lutego 2018, 12:21

Bardzo interesujący komentarz. W tym kontekście pada pytanie - kto jest zainteresowany pokojem w Syrii a kto wojną.

Are
wtorek, 20 lutego 2018, 00:11

A co w tym komentarzu jest interesującego? Że pokrywa się z tym co mówią w Russia Today?

dfdf
środa, 14 lutego 2018, 12:43

Nikt nie jest zainteresowany wojną ale każdy ma swoje do ugrania i wojna jest tego konsekwencją. Obecnie to końcowe przepychanki, ustalanie linii demarkacyjnych. Asad z Rosją muszą się spieszyć żeby oczyscic kraj z mętów. Niestety wschodni brzeg Eufratu przepadł

Zbrojnik
piątek, 9 lutego 2018, 10:25

Zgadzam się w pełni z Tobą . Inwazja turecka to kara dla Kurdów Syryjskich za poparcie USA. Jest ona też na rękę SAA ( Rząd Assada) i Rosji . Wszystkim zależy na 1 - usunąć USA z Syrii . Choć Prezydent Turcji ciągle powtarza że nie ma mowy o rozmowach z obecnym rządem Syrii to jednak nie ma wyjśćia - Rosja nie dopuści do okupacji części Syrii przez Turcję . Wobec Kurdów zastosowano popularną taktykę marchewki ( uznanie władzy Damaszku ) i kija ( inwazja Turcji ) . Kurdowie nie chcieli marchewki , woleli kij :) . Ten konflikt jest na rękę Assadowi - nie ma sensu ryzykować otwarty konflikt z USA - lepiej skłócić sojuszników -i cierpliwie poczekać aż sami się pozabijają :) . Dla SAA ta inwazja ma jeszcze 1 ważną korzyść - Idlib . Turcję wspierają terroryści z HTS , Anshar as Sham i inni a to oznacza mniej sił w IDlib i pozwala na ataki w tej prowincji ( Rosja robi to samo ) bo choć obowiązuje tam strefa deeskalacji to jednak nie obejmuje ona terrorystów z w/w grup i SAA zawsze powiedzieć że atakuje ich tereny a nie \"umiarkowanej opozycji \"

Zbys
sobota, 10 lutego 2018, 11:26

Ominales najwazniejszy punkt tej zabawy !!! Izrael chce posunac swa granice (nieistniejaca prawnie od poczatku istnienia !!!) jak najdalej na poludnie i wschod ile sie da ! Narazie odbywa sie czyszczenie terenu. Potem ONZ przyzna pol Syrii Jerozolimie i wszyscy beda syci i zadowoleni.

yaro
piątek, 9 lutego 2018, 16:25

To widać bardzo wyraźnie, że Turcja jest \"dogadana\" z Moskwą, przez to, że jest członkiem NATO zachowuje się jak panienka co by chciała a nie może ale to są pozory. Jak pisze w komentarzu Turcja i Rosja znalazły wspólny punkt widzenia i go realizują. Nie oszukujmy się, że to zostanie rozwiązane szybko, ta operacja będzie szła powoli ale będzie stanowcza bo Turcy dostali zielone światło na Kurdów i ich głupie decyzje. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że do momentu kiedy Rosja mówi, że granice Syrii są nienaruszalne to tak będzie i USA tu nic nie zmieni bo politycznie jest tam okupantem. Dziwi mnie natomiast w tej chwili jedna rzecz --- dlaczego SAA nie dopaduje się z Turcją, kto tu jest większym głupcem Erdogan czy Asad. Bo gdyby te dwie siły się dogadały to byłby to koniec USA w Syrii a Kurdowie dostali by co najwyżej autonomię kulturalną a nie taką jaką proponowali im Rosjanie.

Wiktor
czwartek, 8 lutego 2018, 18:24

Zapomniał Pan Redaktor o istotnym elemencie tej układanki jakim jest Iran. Może wejść do gry i objąć Kurdow swym protektoratem.

inż.
piątek, 9 lutego 2018, 14:10

Jak się USA ułoży z Rosją to tak się stanie. Podpuszczą Iran i kłopot z Hezbollahem załatwiony. Rosja będzie się przyglądać dalej a na Iran polecą bombki z USA. Oczywiście za te przyzwolenie USA sprzeda Ukrainę i Polskę. Na to właśnie liczę ;)

Michal
czwartek, 8 lutego 2018, 18:13

Zawsze chetnie czytam Pana artykuly. Bardzo szczegolowe mapy i opisy obecnej sytuacji. Czekam na kolejne.

baklava
czwartek, 8 lutego 2018, 17:20

Bzdura aż przykro. Największym sukcesem Turcji jest unicestwienie ponad 1000 wyszkolonych, umundurowanych i uzbrojonych Kurdów. Tureckie wojska powoli a skutecznie realizują swoje cele. Tam nikt nie potrzebuje \"blickrigu\" chodzi o unicestwienie jak największej ilości przeciwników. Ofensywa Turków spowodowała ogołocenie lewego brzegu Eufratu z \"bojowników\" Kurdyjskich, co umożliwia SAA zajecie tamtejszych pól naftowych, co powoli czynią i to mimo histerycznych posunięć USA w tym także ataku lotniczego na SAA+milicje Irańskie. Siły amerykańskie jawia sie jako okupanci i zbrodniarze. Przecież Pan wie, dlaczego o tym nie pisze ?!

klękajcie narody
czwartek, 8 lutego 2018, 23:49

1000 to było chyba wczoraj. Dzisiaj to już pewnie 1500 . Erdogan to zaprawdę nowy Bajazyd Błyskawica tempo ofensywy powala. A Kurdowie to bezczelne typy mają mundury,przeszkolili się i co najgorsze mają broń.

Witold Repetowicz
czwartek, 8 lutego 2018, 19:03

Pański komentarz jest B. Zabawny. Ale rozumiem że pan pisze z ambasady Turcji. Miejcie odwagę zaprezentować wasze banialuki w otwartej debacie!

Pracownik ambasady
piątek, 9 lutego 2018, 15:18

Szanowny Panie Witoldzie! Postępy sunnickich milicji wspieranych przez dzielną Turk Silahlı Kuvvetleri nie są zbyt szybkie, ale nie ma pośpiechu, jak w przypadku Al-Bab. Nie ma naprawdę żadnego powodu by śpieszyć się z zajmowaniem Afrin, eskalując przy tym ofiary na czym nikomu rozsądnemu nie zależy. Jeżeli Kurdowie zdecydują sie poddać Asadowi czego z poduszczenia USA raczej nie uczynią, to też nie ma tragedii. Wystarczy w zupełności dobrze zabezpieczony kilkunastokilometrowy pas ziemi przylegający do granicy. I proszę być zupełnie spokojnym o pozycję prezydenta Recepa Erdogana w przyszłych wyborach, gdyż pozostaje absolutnie niezagrożona. Pozdrawiam.

yaro
piątek, 9 lutego 2018, 16:31

Zgadza się, roztrząsanie tematu Kurdów jest chyba na zamówienie polityczne, w Syrii będzie tak jak zadecydują Rosjanie w konsultacji z Turcją i Iranem a Kurdowie znów postawili nie na tego konia co trzeba. USA w Syrii nie ma umocowania politycznego a tylko wojskowe a to jest o wiele za mało.

Pracownik ambasady
piątek, 9 lutego 2018, 22:42

Kurdów zwyczajnie po ludzku żal, bo nie ma dla nich obecnie dobrej opcji, jednak sympatia nie powinna wpływać na racjonalną ocenę sytuacji, a w Polsce to jest nagminne, czego i tu przykład. Wiadomo kto teraz rozdaje w Syrii karty i nie jest to sojusznik Kurdów. Co do Turcji to prowadzi bardzo rozumną, pragmatyczną politykę, tylko uważnie obserwować i uczyć się od nich. Mieli najpierw duże plany wobec upadłej Syrii, mianowicie dokonac de facto jej rozbioru i przy okazji zupełnie zniszczyć potencjał YPG. Kiedy okazało się to niemożliwe, to chwile się bardzo gniewali na Rosję, która im ten plan pokrzyżowała. Nie popadli jednak w fiksację tylko szybko przestawili się na plan minimum (maksymalne ograniczenie potencjału Kurdów realizowany obecnie w uzgodnieniu i wręcz współpracy z rozdającą karty Moskwą. To się nazywa realpolitik. A Afrim rozjadą powoli i skutecznie, acz nie bez strat. Prawdopodobne też, że podzielą się jego terenem z Asadem. To oczywiste. Ciekawsze co będzie później. Mam na myśli pogróżki wobec Manbidż.

baklava
piątek, 9 lutego 2018, 11:17

Szanowny Autorze, nie, nie pisze z Turcji, piszę (obecnie) z Warszawy, ale niedługo ponownie udaję się skosztować baklave. Dlaczego banialuki, szczerze i z przyjemnością poznam Pańskie zdanie na ten temat, zwłaszcza iż te pola naftowe, chyba obecnie już po trochu są zajmowane, zwłaszcza na ziemiach rdzennie arabskich, gdzie Kurdowie nie maja oparcia \"lokalsów\" . Kiedyś już wymienialiśmy poglądy, hasło \"semantyka\", jest Pan jednym z niewielu autorów, którzy odpowiadają, co podziwiam.

prawda
niedziela, 11 lutego 2018, 13:51

Kolega pelikan rozpowszechnia fake newsy z Turcji. O podanych stratach kurdow piszą tylko tureckie gazety.pytanie dlaczego ... Klasyczna wojna informacyjna. Dlaczego Turcja nie rusza sie szybciej? Obawiaja sie reakcji USA... I EU.duzo piany medialnej

Ja ja
czwartek, 8 lutego 2018, 17:15

Kolejny \"kolos\" na glinianych nogach?

yaro
czwartek, 8 lutego 2018, 19:01

ten kolos przejedzie po nich walcem, nie będzie tego robił szybko ale zrobi to powoli równając wszystko

Ja ja
piątek, 9 lutego 2018, 16:51

No nie wiem... Rosjanie mają takie możliwości i taki sposób myślenia, ale jednak nie zdecydowali się na to. Koszty finansowe i koszty polityczne mogą być za wysokie.

Horus1993
czwartek, 8 lutego 2018, 16:49

Turcja już udowodniła że nie jest w stanie sprawnie przeprowadzić ofensywy przeciwko Kurdom. Więc nie traci. Dodatkowo są informacje ze przez terytorium Asada przepuszcane sa posiłki dla Kurdyjskich bojowników. Tak więc gra na dwa fronty.

Zbys
sobota, 10 lutego 2018, 11:40

Walka jest na 10 frontow i to jednoczesnie !!! Wszyscy walcza wylacznie o Pokoj na Swiecie i sa gotowi (tez wszyscy) zginac na smierc za ten Pokoj. I to wszyscy walcza ze wszystkimi. A skrzypek jest ciagle tylko jeden ...

tyle
czwartek, 8 lutego 2018, 16:49

Zabrakło w tej analizie , reakcji Iranu. Jeszcze niedawno na jednym zdjęciu uśmiechali się do siebie przywódcy Rosji, Turcji i Iranu. Ze strony Iranu te uśmiechy , chyba już się skończyły.

Tweets Defence24