Rok 2019 r. na Bliskim Wschodzie i w Afryce Płn.: kontynuacja wojen i krwawe protesty [ANALIZA]

25 grudnia 2019, 08:18
Tureckie siły zbrojne
Fot. www.kkk.tsk.tr.

Bilans 2019 roku na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej trudno uznać za pozytywny mimo ostatecznego pozbawienia Państwa Islamskiego jego terytorium oraz zabicia lidera tej organizacji – Abu Bakra al-Baghdadiego. ISIS dostało „drugą szansę” po ataku Turcji na Rożawę, a zagrożenie ze strony dżihadystycznego terroryzmu wzrosło. Nie doszło też do przełomu w żadnym z targających Bliskim Wschodem konfliktów, powstały natomiast nowe ogniska zapalne. Doszło również do nowej fali rewolucji i protestów.

Ogólna sytuacja

Bliski Wschód i Afryka Północna z całą pewnością nie są bezpieczniejsze niż rok temu. W wojnach domowo-zastępczych w Syrii, Jemenie oraz Libii nie doszło do żadnego przełomu, co więcej, w każdym z tych konfliktów doszło do eskalacji działań zbrojnych. Nastąpił też wzrost aktywności terrorystycznej w Sahelu, co dla Europy stanowi dodatkowe zagrożenie w związku z napływem migrantów. Tureckie plany ekspansji we wschodniej części Morza Śródziemnego spowodowały wzrost napięć w regionie. Nie doszło też do żadnego przełomu w kwestii sporu amerykańsko-irańskiego, przy czym jako pozytyw należy uznać, iż mimo krytycznych sytuacji nie doszło też do konfrontacji zbrojnej. W Iraku, Iranie i Libanie doszło do krwawych protestów. Natomiast w Algierii i Sudanie doszło do obalenia tamtejszych dyktatorów, choć w tym pierwszym kraju panujący tam system utrzymał władzę. Tzw. plan Koushnera nie odegrał żadnej roli w rozwiązaniu kwestii palestyńskiej, a permanentne wybory w Izraelu sprzyjały tylko eskalacji napięć żydowsko-palestyńskich.

Wojny domowe i zastępcze: Syria, Jemen, Libia

W trwającej od 2011 r. wojnie w Syrii nie doszło do żadnego przełomu. Tzw. negocjacje pokojowe prowadzone w Genewie pod auspicjami ONZ po raz kolejny okazały się totalną farsą, w związku z niedopuszczeniem do stołu jednego z głównych podmiotów syryjskiego konfliktu tj. przedstawicieli zdominowanej przez Kurdów Autonomicznej Administracji Syrii Północno-Wschodniej (tzw. Rożawy). Huczna zapowiedź prac nad nową konstytucją również okazała się być całkowitą fikcją. Nie doszło też do żadnego postępu w rozmowach miedzy Kurdami a rządem w Damaszku, co spowodowane jest tym, iż żadne porozumienie między tymi stronami nie jest w interesie Rosji. Asad tymczasem utrwalił swoją kontrolę nad większością terytorium syryjskiego. Z całą pewnością wzrosło też bezpieczeństwo na tych terenach co jednak nie skłania do powrotu syryjskich uchodźców przebywających w krajach sąsiednich, przede wszystkim Turcji, Libanie i Jordanii. Spowodowane jest to brakiem gwarancji braku represji ze strony władz wobec powracających, a także tym, że uchodźcy są dla Turcji wygodną kartą przetargową oraz narzędziem realizacji planów zmian demograficznych w Syrii Płn. (stworzenie tzw. pasa arabskiego). W marcu 2019 r. SDF zajął wprawdzie ostatni bastion Państwa Islamskiego w Syrii, a w październiku zabity został lider ISIS Abu Bakr al-Baghdadi ale turecki atak na Syrię Północno-Wschodnią, rozpoczęty 9 października, nie tylko spowodował otwarcie nowego frontu wojny w Syrii na terenach, które od dawna nie były objęte żadnymi działaniami zbrojnymi ale również doprowadził do błyskawicznej rewitalizacji Państwa Islamskiego. Zagrożenie ze strony tej organizacji potęguje nie rozwiązanie sprawy wziętych do niewoli terrorystów i ich rodzin, zwłaszcza mających obywatelstwo krajów europejskich (foreign fighters). Przez cały 2019 rok społeczność międzynarodowa dokonywała uników w tej kwestii. Nie rozwiązany pozostaje również problem kontrolowanej przez dżihadystów, przede wszystkim związaną z Al Kaidą Hayat Tahrir asz-Szam, prowincji Idlib. W połowie grudnia można było zauważyć nasilenie ataków sił rządowych i Rosjan w tym rejonie, co może być zapowiedzią pełnej ofensywy w celu odbicia tego terytorium.

Również w wojnie w Jemenie nie doszło do przełomu choć udało się dokonać implementacji porozumienia w sprawie deeskalacji w porcie Hudajda. Nic nie wskazuje na to by Houthi słabli. Wręcz przeciwnie, zwiększyli swoją zdolność do dokonywania ataków na terytorium saudyjskim i ZEA. To skłoniło ZEA do zmniejszenia zaangażowania na północy i podjęcia negocjacji z Houthimi, a także Iranem (w ograniczonym zakresie). Z drugiej strony wzrosły napięcia w ramach koalicji anty-Houthi między wspieranymi przez ZEA południowojemeńskimi separatystami a wspieranym przez Arabię Saudyjską rządem Hadiego.

Rok 2019 nie był też spokojny w Libii. W kwietniu, w trwającym od 2014 r. konflikcie miedzy rezydującym w Trypolisie rządem porozumienia narodowego (GNA), a libijską armią narodową (LNA) gen. Khalify Haftara, doszło do otwarcia nowego rozdziału tj. rozpoczęcia ofensywy LNA na Trypolis. Do grudnia postępy LNA były bardzo umiarkowane ale cała operacja spowodowała zwiększenie zaangażowania podmiotów zewnętrznych, w tym w szczególności Turcji po stronie GNA. Podpisana w listopadzie przez GNA z Turcją umowa o podziale wyłącznych stref ekonomicznych (EEZ) na Morzu Śródziemnym, uderzająca w interesy Grecji, Cypru, Izraela i Egiptu i uznawana za nielegalną przez alternatywny ośrodek władzy libijskiej w Tobruku, a także zapowiedź Turcji wysłania sił zbrojnych na pomoc GNA, spowodowała groźbę dalszego umiędzynarodowienia tego konfliktu.

Wzrost niestabilności i aktywności dżihadystycznych terrorystów nastąpił również w sąsiadującym z Afryką Płn. regionem Sahelu. Konflikty mające tam miejsce mają również plemienne podłoże. Są też dużym zagrożeniem dla Europy ze względu na duży przyrost demograficzny w tym rejonie i prowadzące stamtąd przez Afrykę Płn. szlaki migracyjne do Europy.

Rewolucje i protesty

Rewolucje w dwóch północnoafrykańskich krajach arabskich tj. Sudanie i Algierii doprowadziły do obalenia tamtejszych dyktatorów. W kwietniu, niemal w tym samym czasie, upadł rządzący Sudanem od 30 lat Omar al-Baszir oraz rządzący od 20 lat w Algierii Abdelaziz Bouteflika. W obu krajach protesty trwały jednak dalej, gdyż wojsko starało się przejąć kontrolę nad sytuacją poświęcając „kozłów ofiarnych” – w Sudanie przede wszystkim samego obalonego dyktatora, który już został skazany w procesie sądowym na 2 lata więzienia, a w Algierii brata zniedołężniałego Boutefliki i skupioną wokół niego klikę. O ile jednak w Sudanie ostatecznie osiągnięto porozumienie między opozycją a wojskiem w sprawie okresu przejściowego, po którym ma zostać przywrócona demokracja, to w Algierii wojsko zdecydowało się przeprowadzić fasadowe wybory prezydenckie utrzymując dotychczasowy system władzy, co doprowadziło do kontynuacji protestów.

O ile protesty w Algierii mają charakter w zasadzie bezkrwawy to zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku protestów, które wybuchły jesienią 2019 r. w Libanie, Iraku i Iranie. Cechuje je brak wyraźnego przywództwa i celów (warunków ich zakończenia), co poniekąd powoduje, iż z góry skazane są na niepowodzenie. Wszystkie wynikają z frustracji, zwłaszcza młodego pokolenia, spowodowanej sytuacją ekonomiczną, korupcją, nepotyzmem i systemem politycznym. Najbardziej krwawy charakter mają protesty w Iraku,  gdzie według niektórych szacunków  od 1 października zginęło już ponad 500 osób. Nie jest przy tym do końca jasne kto odpowiada za przemoc i jest wiele podejrzeń, iż inne kraje starają się podgrzewać atmosferę w celu pogłębiania destabilizacji. Różne strony wskazują przy tym na inne państwa tj. z jednej strony Iran, a z drugiej USA i sunnickie państwa arabskie. Niewiele wskazuje przy tym by protesty te miały się szybko skończyć. Na pewno nie powstrzyma ich zmiana premiera. Są one zresztą kontynuacją wcześniejszych protestów, trwających od kilku lat, niemniej od tamtych odróżnia je krwawy charakter. W Libanie protesty wybuchły również w październiku i mają stosunkowo mało krwawy charakter, mogą jednak doprowadzić do naruszenia równowagi międzysektariańskiej i wybuchu nowej wojny domowej. Protesty w Iranie wybuchły natomiast w połowie listopada, a ich przyczyną jest sytuacja ekonomiczna spowodowana sankcjami. Istnieją przy tym sprzeczne doniesienia na temat liczby ofiar ale przeważnie mówi się o setkach. W przeciwieństwie do protestów w Iraku i Libanie represje doprowadziły jednak w zasadzie do ich stłumienia, choć również i one są kontynuacją mniej krwawych demonstracji mających miejsce kilka miesięcy wcześniej. Nie można więc wykluczyć ponownego ich natężenia za jakiś czas. Mało prawdopodobne jest by zdołały one jednak naruszyć stabilność systemu władzy w Iranie. Wręcz przeciwnie, wzmocnią one frakcję konserwatywną, niechętną zbliżeniu z Zachodem. Również postrzeganie protestów w Iraku i Libanie jako prowadzących do osłabienia wpływów irańskich w tych krajach jest błędem, gdyż (nawet wbrew demonstrantom) prowadzą one do skutku odwrotnego.

Spór z Iranem

Również w sporze z Iranem nie doszło do żadnego przełomu, choć za sukces można uznać to, że nie doszło również do przekształcenia się go w otwarty konflikt zbrojny mimo wystąpienia kilku krytycznych sytuacji. W lutym odbył się w Warszawie tzw. „szczyt bliskowschodni”, który Iran uznał za jednoznacznie wymierzony przeciwko sobie. Konferencja ta nie wywarła jednak w zasadzie żadnych poważniejszych skutków, a Iran przez cały 2019 r. pokazywał, że jego sytuacja międzynarodowa jest daleka od tego co można by nazwać izolacją. Wręcz przeciwnie, Iran prowadził bardzo intensywną ofensywę dyplomatyczną. Pierwszy moment krytyczny nastąpił w lipcu, gdy Wielka Brytania zatrzymała irański tankowiec u wybrzeży Gibraltaru. Iran odpowiedział tym samym, zatrzymując kilka statków w rejonie cieśniny Hormoz, w tym brytyjski tankowiec. USA i Wielka Brytania oskarżyły Iran o piractwo i  wysunęły propozycję międzynarodowej misji morskiej, która miałaby ochraniać tankowce w tym rejonie. Ostatecznie jednak doszło do deeskalacji i wzajemnego zwrotu tankowców. Niedługo później, na początku września doszło do kolejnej eskalacji po tym jak ostrzelane zostały saudyjskie rafinerie, powodując radykalną ale krótkotrwałą redukcję produkcji ropy przez ten kraj. Do ataku przyznali się Houthi ale oskarżenia zostały wysunięte w stosunku do Iranu. Donald Trump w ostatniej chwili odwołał uderzenie na Iran i zamiast tego wysłał kontyngent wojsk amerykańskich do Arabii Saudyjskiej. W tym samym miesiącu, na szczycie ONZ podjęto próbę zorganizowania szczytu Trump-Rowhani ale ostatecznie do niego nie doszło. Zostały jednak uruchomione kanały dyplomatyczne, co doprowadziło do wymiany więźniów miedzy Iranem i USA. Wiele wskazuje na to, że po obu stronach rośnie gotowość do dyplomatycznego rozwiązania sporu, choć należy się do tego odnosić z bardzo umiarkowanym optymizmem. W obu krajach są bowiem zdecydowani przeciwnicy odwilży w relacjach amerykańsko-irańskich.

Wybory i inne wydarzenia

Inne istotne zdarzenia to m.in. wybory parlamentarne i prezydenckie w Tunezji, wybory samorządowe i nowa fala represji w Turcji, a także kontynuacja zbliżenia turecko-rosyjskiego, śmierć byłego prezydenta Egiptu Mohammada Mursiego, wzrost napięć między światem arabskim i Turcją, wreszcie kryzys polityczny w Izraelu oraz wzrost napięć na granicy ze Strefą Gazy.

Turcja była jednym z najbardziej aktywnych aktorów na Bliskim Wschodzie i w Afryce Płn. Jej imperialne apetyty spowodowały jednak wzrost determinacji świata arabskiego (z wyjątkiem Kataru), w tym w szczególności Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Egiptu i Jordanii do powstrzymania tureckiej ekspansji w regionie. Tym należy tłumaczyć m.in. zbliżenie między syryjskimi Kurdami a Arabią Saudyjską i ZEA po ataku tureckim na Syrię Płn. Turcja nie pozwalała o sobie zapomnieć również ze względu na intensyfikację współpracy z Rosją, w tym w szczególności dostawę systemu S-400 co jeszcze bardziej pogłębiło kryzys w relacjach z USA i wątpliwości wśród amerykańskich elit co do sensu formalnego sojuszu z Turcją. Personalne relacje Trumpa z Erdoganem są ostatnim czynnikiem powstrzymującym przed totalnym zerwaniem tych relacji.

W Izraelu w 2019 r. dwukrotnie doszło do wyborów parlamentarnych, po których ani Benjamin Netaniahu ani opozycja skupiona wokół Benny’ego Gantz nie zdołały stworzyć rządu. Kluczowa okazała się postawa partii Awigdora Liebermana, reprezentującej głównie interesy Żydów rosyjskojęzycznych. Kampania wyborcza sprzyjała podejmowaniu kontrowersyjnych decyzji, które miały wzmocnić pozycję Netaniahu. W marcu USA postanowiły uznać Wzgórza Golan za część terytorium Izraela, w listopadzie zaś uznały za legalne osadnictwo żydowskie na Zachodnim Brzegu. Hucznie ogłoszony plan pokojowy Jareda Koushnera okazał się „planem-widmem” bez żadnego znaczenia, a na granicy ze Strefą Gazy nie ustawały starcia.

Perspektywy

Perspektywy dla Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki nie są zbyt optymistyczne. Choć pojawiły się pewne promyki nadziei na dyplomatyczne rozwiązanie sporu z Iranem, a także konfliktu w Libii to sytuacja gospodarcza i demograficzna większości krajów, połączona z głęboką niechęcią lub niezdolnością do przeprowadzenia głębokich reform, powoduje, iż region ten długo jeszcze nie będzie miał szans na stabilność.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 19
Reklama
Milutki
piątek, 27 grudnia 2019, 01:13

Zdaniem autora uchodźcy syryjscy nie mogą wrócić do swojego kraju ponieważ w interesie Turcji jest stworzenie pasa arabskiego w płn Syrii. Ale Turcja nie zabrania wrócić uchodźcom do Syrii na tereny kontrolowane przez Asada, w Turcji jest 3,5mln uchodźców to dużo więcej niż pomiesciłoby sie w płn Syrii. Wypominanie pasa arabskiego jest niesłuszne , Syria w zdecydowanej większości zamieszkana jest przez Arabów wiec to normalne że jak Syryjczycy będą wracać do płn Syrii bedzie to region Arabski . Jeżeli YPG uznają integralność terytorialną Syrii to nie powinni sprzeciwiać się powrotowi do Syrii jej obywateli, ale YPG ma cel z którym się nie obnosi podziału Syrii i powracający Syryjczycy im w tym przeszkodzą, dlatego YPG sprzeciwia się powrotu Syryjczyków nazywając to kłamliwie czystką etniczną.

Milutki
czwartek, 26 grudnia 2019, 02:02

Autonomiczna Administracja Syrii Północno-Wschodniej (czyli YPG) nie została dopuszczona do rozmów w Genewie bo taka autonomia nie istnieje. Wszystkie strony konfliktu syryjskiego zastanawiają się jak ma wyglądać przyszła Syria, YPG natomiast zastanawia się jak podzielić Syrię i wbrew temu co mówi autor farsą byłoby zapraszanie takiej destrukcyjne partii do negocjacji. Wszystkie strony są zgodne ze tzw. Rożawę trzeba rozwiązać. Tam gdzie wkroczyła turecka armia Rożawa została wyparta, na resztę jak wkroczy Asad to dokończy dzieła likwidacji. Tereny zajęte przez YPG to przyczółek dla komunistycznych terrorystów którzy gdy osiągną swoje cele w Syrii to będą działali w Turcji, Turcja w płn Syrii prowadzi wojnę obronną . YPG przy pomocy USA długo w 2018 r utrzymywało ISIS przy życiu aby fałszywie udowadniać sens swojego istnienia i aby kreować siebie jako bohaterów walczącym z ciemnymi typami. Tak samo obecnie to nie Turcja a YPG fałszywie pompuje zagrożenie Państwa Islamskiego aby wyłudzić od zachodu wsparcie którego nie powinno dostać.

Gulden
środa, 25 grudnia 2019, 18:04

Zawsze z największą przyjemnością czytam artykuły które p.Repetowicz pisze,i przedstawia je w formie swoich przemyśleń.Naprawdę.Niestety wniosek z tych artykułów,przemyśleń,można określić jednym zdaniem.W tym regionie,na tym terenie wygra ten,który będzie silniejszy,bardziej bezwględny,i ma jakąś wizję po tym,jak skończy działania zbrojne.Rozgrywających tam jest w takim układzie niewielu,którzy mają taką siłę,determinację i chęć poustawiania klocków,po swojemu.Turcja.FR.Iran.Chiny.USA.O UE i NATO,to wolałbym przemilczeć.Bo jakoś sobie nie wyobrażam skoordynowanej akcji,zbrojnej,pełnoskalowej,z ofiarami po swojej stronie.Już widzę taką akcję koalicji NATO.I słabo to widzę.Jedno co martwi,że "pokój",tam zaprowadzony, będzie okupiony krwią cywili.Zresztą jak zawsze.I oby tej krwi było jaknajmniej.

Milutki
czwartek, 26 grudnia 2019, 14:13

Artykuły Witolda Repetowicza są tendencyjne, przekłamujące rzeczywistość, pomijające istotne fakty. Przykładem jest że Witold Repetowicz kilka lat temu głosił potrzebę stworzenia niepodległego Kurdystanu ale po kłótni Katalonczyów chcących niepodległości Katalonii i zmiany koniunktury w Europie na niekorzyść tworzenia nowych państw Witold Repetowicz zaczął twierdzić że od samego początku chodziło tylko o autonomię a nie niepodległość . Pisał też że walka o niepodległy Kurdystan jest podobna do odzyskiwania niepodległości przez Polskę , być może sam w tę bzdurę wierzył. Polacy gdy walczyli o odzyskanie niepodległości mieli za sobą 800lat niepodległości, Kurdystan nigdy nie istniał więc o odzyskiwaniu niepodległości nie ma mowy. Kurdystan to projekt kolonialnych stworzony przez odrysowanie linii na mapie w gabinetach angielskich i francuskich polityków. Zniszczenie tej bzdury jest normalną sprawą chcących pokoju ludzi. Obecnie żądania autonomii dla polnocnosyryjskich komunistów jest tylko zabiegiem taktycznym , oni chcą podzielić Syrię. Dlatego właśnie Asad, Turcja i wszystkie pozostałe walczące w Syrii strony nie dopuszczają komunistów do negocjacji. Zwalczanie komunistów jest elementem łączącym wszystkie strony syryjskiego konfliktu.

Gulden
piątek, 27 grudnia 2019, 17:54

-milutki-Ja nie napisałem że się w pełni zgadzam z tym, co pisze.Ale pisze w taki sposób(choćby książki)że można sobie wyrobić swoje zdanie na temat tego się dzieje w Syrii choćby,czy co tam słychać z Kurdami,bez tej sieczki medialnej,co podają w TV.Sprawa kurdów to naprawdę istna puszka Pandory.Najzabawniejsze jest to,że to praktycznie rzecz biorąc turcy...O ile można w ogóle mówic o narodzie tureckim.Też to taka zbieranina z regionu,i to z dość dużego regionu który podbili i zawiadywali nim przez lata.Byłem parę razy w Turcji,jako turysta.I powiem jedno.Idą do przodu i gospodarczo i militarnie.Ba,z tyłu głowy mają,że są silni obecnie,rosną.I to ,że kiedyś byli silni...i wcale by im nie przeszkadzał powrót do tych złotych czasów.

pragmatyk
piątek, 27 grudnia 2019, 16:17

Ja tylko wiem jedno ,jak Kurdowie walczyli z ISIS to byli dobrzy ,jak chcą autonomi i normalnego traktowania jako partnerzy okazuje sie ,ze na to nie zaslugują .To gorycz wdzięczności ,my też to przerbialismy i nikt nie pytał od ilu wieków wcześniej mieliśmy niepodleglość. Liczą sie fakty i intencje ,a te są czytelne dla każdego uczciwego człowieka.

Milutki
piątek, 27 grudnia 2019, 21:38

YPG było jedną z wielu organizacji walczących z ISIS, z powodzeniem walczyli też Asad, Iran, Turcja a nawet AlKajda. YPG była jednak jedyną która spełniała agendę USA i dlatego USA nie dopuszczało innych do walki z ISIS , chcieli tylko YPG i wypromowali tę organizację niesłusznie jako kluczową do pokonania ISIS. YPG zanim dostali pomoc od USA to tylko przegrywali, oni nie byli potrzebni do pokonania ISIS , bez nich ISIS też zostałoby pokonane ale wtedy USA i YPG nie zbieraliby pochwał

KU CHWALE WIELKIEJ POLSCE
środa, 25 grudnia 2019, 10:35

Powino się analizować co przyniósł rok 2019 dla naszego kraju i co przyniesie rok 2020 ------ miejmy nadzieje że przyszły rok da kontrakty zamówienia dla rodzimego przemysłu dzięki czemu zwiększy się nasze bezpieczeństwo i my unikniemy wszelkich konfliktów i wojen ---- zamówienia w rodzimym przemysle zbrojeniowym to krąg zamknięty to wpływy z produkcji w kraju poprzez podatki do budzetu państwa a im bogatszy nasz budzet tym więcej środków finansowych na armie ---------- jedno z drugim się wiąże

trttrrt
czwartek, 26 grudnia 2019, 01:29

Nie, nie to tak nie działa. Wpływy z podatków ( z uzbrojenia) zawsze bedą mniejsze od wydatków na zbrojenia. Ale! jest szansa że dzięki zamówieniom państwowym, kupnie licencji, wydadtkom współfinansowanym przez państwo na badania oraz za pośrednictwem państwa uczestnictwo w wysoko technologicznych projektach międzynarodowych w przyszłości bedą wpływy do budżetu z eksportu i w suma jak wtedy bilans wyjdzie na zero to będzie duży sukces, ogromny.

Do trttrrt
czwartek, 26 grudnia 2019, 22:32

Do trttrrt ---- to tak działa im więcej polaków ma możliwośći godziwego zarobkowania w kraju (nie ucieknie za chlebem na zachód) tym więcej polaków podniesie broń w przypadku konfliktu a im większe zamówienia w rodzimym przemyśle tym więcej miejsc pracy i większe wpływy do budzetu to co budzet wyda poprzez zamówienia w rodziym przemyśle to wróci do tego budzetu zataczając koło ---- jedno się łączy z drugim ---- im bogatszy budzet tym większe środki na armię i jej modernizację

MajorMajor
środa, 25 grudnia 2019, 21:39

Moim zdaniem wydajemy relatywnie zbyt dużo jak za niektóre produkty pochodzenia rodzimego ( nawet zakładając spore braki kompetencyjne). Zyczę nam, aby całe społeczeństwo zamiast sztucznych, politycznych podziałów, potrafiło podać sobie dłoń i zaczęło działać jak jeden, doskonały mechanizm - to jest droga do Wielkiej Polski.

pragmatyk
piątek, 27 grudnia 2019, 16:20

Nie wierzę w to co piszesz ,za dużo sprzecznych interesików ,czasami ważniejszych niż spójność Polski. Sami politycy nie wiedzą co to wspólnota narodowa ,wolą podpalać ,a nie gasić.

ksk
środa, 25 grudnia 2019, 18:39

Zamówienia w rodzimym przemyśle to praca dla polaków dając możliwość zarobkowania w kraju zarabiania na chleb przyczyniamy się do zmniejszania emigracji za chlebem młodych polaków ----- to tez ma istotny wpływ na obronność bo im więcej młodych polakow pozostaje w kraju tym więcej młodych polaków pójdzie pod broń w przypadku godziny W ---- z emigracji mało kto by pewnie chciał wracać do kraju objetego konfliktem ---- więcej polaków w kraju tym więcej obywateli do obsadzania czołgów itd

Szymon
środa, 25 grudnia 2019, 18:33

Zamówienia w rodzimym przemysle i armia to krąg naczyń powiazanych jeśli przemysł nie bedzie produkował to budzet państwa nie będzie zarabiał nie będzie wpływów a z budzetu utrzymywana jest armia więc im mniej w budzecie tym mniej na armię i jej modernizację

ksk
środa, 25 grudnia 2019, 16:39

Dzięki modyfikacją i remontowi T-72 mamy stare ale sprawne czołgi biorąc pod uwagę że do wyboru zapewne było albo wyremontować stare albo NIC nie robić bo na nowe czołgi brak środków finansowych była to oczywista i słuszna decyzja każdy kto neguje tą decyzje źle życzy temu krajowi ---- w przyszłości podniesiemy miejmy nadzieje kompetęcje naszego przemysłu produkując na licencji w kraju koreańskie K2

Barto
piątek, 27 grudnia 2019, 09:52

Bredzisz. Kiedy je niby sprzedają? Za 15lat jak dobrze będzie... Należało wyremontować mniejszą liczbę do standardu PL a potem kolejne.

Bartoooo
piątek, 27 grudnia 2019, 19:09

Barto przemawia przez ciebie pesymizm będzie dobrze za 5 lat mogą z Poznania wychodzić pierwsze K2pl

ksk
środa, 25 grudnia 2019, 16:33

Remonty i modyfikacje naszych T-72 dają możliwość ich sprzedania w dużo lepszych cenach --- była to bardzo trafna decyzja ---- przy remontach i modyfikacjach zarobia polacy a nie jacyś czesi

Stefan
środa, 25 grudnia 2019, 13:26

Tym artykułem autor daje szanse na porównanie sytuacji w naszym rejonie z sytuacją w rejonach nie tak bardzo dalekich. Po przeczytaniu artykułu, u czytelnika klarują się spostrzeżenia o sposobach destabilizacji państw i wartości zawieranych sojuszy. Widać wyraźnie, jak wewnętrzne podziały społeczne są wykorzystywane przez światowych graczy do utrzymania ich dominacji. Te same mechanizmy zostały wykorzystane przez Rosję w Gruzji i na Ukrainie. Mogą też stanowić o sposobach działania Rosji wobec Białorusi, Litwy, Łotwy i Estonii. Wobec Polski Rosja prowadzi wyraźną wojnę informacyjną, próbując zarysować podziały zewnętrzne i wewnętrzne. Nie tylko Rosja tak robi, bo rosyjskojęzyczni obywatele Izraela wyraźnie ku Rosji ciążą. Nie będący obywatelami Izraela Żydzi, szczególnie żyjący w USA i Niemczech, również zagłuszają polską rację stanu. Obywatele polscy wyznania mojżeszowego nie są dla nich równorzędnymi partnerami, ale widzą w ich wyznaniu podstawę do porozumień na podstawie prawa religijnego. Najbardziej ambiwalentną postawę wobec Polski przedstawiają Niemcy, którzy czerpią wyraźne korzyści z satelitarnej gospodarki polskiej. Z jednej strony chcą szybkich i dużych korzyści, lacznie z aneksją, a z drugiej nie do końca są przekonani co do intencji Rosji i utraty Polski jako zderzaka. Takie są ogólne warunki zewnętrzne Polski. Wewnętrznie, po nieszczęściach IIWŚ i realiach okupacji sowieckiej, Polacy są wyjątkowo jednorodni kulturowo. Nie ma naturalnych ciążeń odśrodkowych, separastycznych czy narodowościowych. Brak ekstremizmu religijnego i rasowego. Najwyraźniejszy podział rysuje się na poziomie politycznym, w kwestii utrzymania władzy i płynących z niej profitów. Utrzymania władzy nadanej za okupacji sowieckiej. Zdominowanej przez potomków czerwonych prominentów, posiadających sowieckie paszporty z adnotacją "pełniący obowiązki polaka". Z racji historycznej głównie wyznania mojżeszowego, zwanych ogólnie Żydami. Przy tym Żyd Żydowi nie równy, i ci z USA do tych z ZSRR przystają jedynie talmudycznie. W USA są potomkowie tych nielicznych bogatych, w Polsce zaś potomkowie biedoty okradanej przez zarządców ich gmin. Nadal ci z USA chcą okradać, i okradają wszystkich pozostałych, i Żydów i Nieżydów. Natomiast dla obywateli Izraela "jedna krowa w Palestynie jest więcej warta, niż wszyscy Żydzi w Europie". Zatem polityczny wewnętrzny podział Polski nie ma szans na przerodzenie się w siły odśrodkowe. Może jednak być wektorem przeniesienia obcej władzy ze stratami dla Polski. Taką władzą wydaje się być miniona PO, realizujaca przede wszystkim interesy niemieckie. Nie znaczy to, że PiS nie jest wektorem obcej władzy. Na pewno jednak realizowany jest głównie interes Polski, pod warunkiem, że jest mu po drodze z interesem Wielkiego Brata.

pragmatyk
piątek, 27 grudnia 2019, 16:42

To prawda ,ze Izrael ma problem z diasporą rosyjskiego pochodzenia ,wybory po wyborach nie przynoszące efektu. Uważam ,że winna jest także partia prawicowa Likud obecnego premiera B.N.Likud musi wejść w koalicję aby sprawować władzę , może to być po nowych wyborach.Ale nie generalizował bym wpływu diaspor żydowskich na światowy teatr globalnych interesów ,przecież niewiele słychać o wielkich wpływach tej narodowości na innych kontynentach ,raczej chodzi o surowce i mozliwość dystrybucji środków wpływając w ten sposób na swoją pozycję w danym regionie.Odniesienie wszystkich kłopotów na świecie jako "wina Żyda" tak jak "wina Tuska" uważam za niepoważne.

Tweets Defence24