Reklama
Reklama
Reklama

BMD – pancerz rosyjskiego desantu [ANALIZA]

13 lipca 2019, 13:10
VTTVOmsk2009-021-L
BMD-3. Fot. Vitaly V. Kuzmin/CC BY-SA 4.0

Bojowe Wozy Desantowe (BMD) od dawna kojarzone są z rosyjskimi Wojskami Powietrznodesantowymi i szeregiem rożnych operacji, w których pojazdy te brały udział od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku aż po czasy obecne. Podobnie jak szereg innych rozwiązań obszaru wojsk pancernych i zmechanizowanych opracowanych w czasach istnienia ZSRR i Rosji, dały one początek swoistej rewolucji w organizacji i - przede wszystkim - taktyce wykorzystania wojsk powietrznodesantowych.

Obecnie Wozduszno-Diesantne Wojska (WDW) są oficjalnie traktowane jako odwód Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, ale w praktyce to uniwersalne w zastosowaniu siły szybkiego reagowania, pierwsze obecne wszędzie tam, gdzie wymagają tego interesy Moskwy.

Według obowiązujących założeń operacyjnych oddziały desantowo-szturmowe mają być transportowane drogą powietrzną na opanowane lotniska przez wcześniej zrzucane z wykorzystaniem spadochronów oddziały powietrznodesantowe. Jednak brak wystarczającej liczby środków transportu powietrznego sprawiają, że tak naprawdę sposób przerzutu tych wojsk jest w zasadzie dowolny i może on odbywać się też koleją czy morzem.

WDW dzisiaj tworzą dwie dywizje powietrznodesantowe, dwie desantowo-szturmowe, cztery samodzielne brygady desantowo-szturmowe, samodzielna brygada specjalnego przeznaczenia oraz specjalne oddziały łączności, dowodzenia, wsparcia logistycznego i szkolne. Całościowo daje to ponad 45 tys. żołnierzy, a docelowo ma być nawet 72 tys.

Realizowane od kilku lat programy modernizacji WDW zakładają, przede wszystkim, odtworzenie zdolności przerzutu drogą powietrzną oddziałów wyposażonych w nowej generacji sprzęt typu „ciężkiego”, a więc głównie nowe wozy desantowe, pojazdy wsparcia i nawet - w ograniczonym stopniu - czołgi. Dlatego pozyskanie nowych BMD oraz modernizacja starszych to obecnie priorytet.

Trzeba jednak przypomnieć, że w 2011 roku tempo modernizacji WDW oscylowało zaledwie wokół 20%, by w 2015 roku spaść do 10%. Wówczas to odsetek nowoczesnego sprzętu w tej formacji wynosił ok. 41%, a zgodnie z planami w 2020 roku powinien przekroczyć 75%.

Trudne, ale i owocne początki

W zasadzie każdy pojazd, transporter opancerzony czy nawet czołg, który można przerzucić na wymaganą odległość w ładowni samolotu lub podwiesić pod śmigłowiec można uznać za środek transportu i walki przeznaczony dla wojsk aeromobilnych. Jednak w ZSRR z czasem stworzono oryginalne konstrukcje wozów bojowych, przeznaczone specjalnie do takich zadań.

Już w latach trzydziestych w ZSRR powstała taktyka polegająca na dostarczaniu za pomocą ciężkich bombowców lekkich czołgów wspierających pododdziały desantowe. Najpierw jednak trzeba było opanować lotnisko/lotniska na terytorium przeciwnika, by mogły na nim wylądować samoloty przenoszące takie maszyny.

Pierwsza, jeszcze eksperymentalna, jednostka miała w swoim składzie pluton czołgów, a kolejno tworzone brygady powietrznodesantowe po 16 lekkich tankietek/czołgów T-27/37A i sześć transporterów D-8. Transportowano je z wykorzystaniem ciężkich bombowców TB-3 (ANT-6) z wykorzystaniem systemu G-43 (PD-T). Kolejno wykorzystywane wozy to lekkie czołgi T-38, T40/60 i działa samobieżne SU-76K. Ograniczeniem wówczas był udźwig dostępnych samolotów oraz ich niewielka liczba w eksploatacji, szczególnie w porównaniu z ilością formowanych jednostek WDW.

image
Lekki czołg T-27 podwieszony pod bombowcem TB-3. Fot. wikipedia.com/domena publiczna

Jednym z pierwszych już specjalistycznych wozów przeznaczonych dla wojsk powietrznodesantowych było samobieżne działo ASU-76 (Obiekt 570), ale opóźnienie prac nad szybowcem desantowym IŁ-32 oraz brak odpowiednich samolotów transportowych spowodowały zarzucenie dalszych prac nad tym systemem. Kolejne lekkie działo samobieżne to ASU-57 z 57 mm armatą Cz-51/51M, które wraz z wyrzutniami przeciwpancernych pocisków kierowanych i działami bezodrzutowymi miało stanowić rdzeń obrony ppance. formacji desantowych. Desantowano je z wykorzystaniem wieloczaszowego spadochronu towarowego i palety P-7 z samolotów AN-8/12.

W latach pięćdziesiątych na stan WDW przyjęto też niewielką liczbę kołowych transporterów opancerzonych BTR-40, a następnie BRDM i BRDM-2 oraz wersji specjalistycznych na ich bazie.

Nowym specjalistycznym pojazdem była za to 85 mm armata przeciwpancerna ASU-85, którą można było desantować z ładowni AN-22 z wykorzystaniem dedykowanych systemów spadochronowych i palet P-16. Formowano z tych dział samodzielne dywizjony artylerii samobieżnej w dywizji o 4-5 bateriach ogniowych (po 25-31 wozów).

image
ASU85 w barwach polskiej 6. DPD. Fot. wikipedia.com/domena publiczna

W latach siedemdziesiątych w ZSRR narodziła się koncepcja głębokiego, połączonego uderzenia z wykorzystaniem broni masowego rażenia i wojsk powietrznodesantowych na szerszą skalę. Wymusiło to skonstruowanie odpowiedniego pojazdu dającego nie tylko wsparcie ogniowe, ale i szeroko pojętą osłonę desantowi. Ponadto założono, że pojazdy te powinny być zrucane na specjalnych platformach desantowych z już eksploatowanych i nowo opracowywanych „cięższych” maszyn transportowych (jak AN-22 czy IŁ-76 i kolejno AN-124).

Nowa era WDW

Początkowo rozważano wprowadzenia do WDW nowego bwp BMP-1, ale ostatecznie okazał się on za duży i zbyt ciężki, a ponadto trudno by go było dostosować do specjalnych wysmagań tego rodzaju wojsk.

Nowe transportery gąsienicowe, które charakteryzowały się wówczas posiadaniem stosunkowo dużej siły ognia (73 mm armata gładkolufowa 2A28 Grom, trzy 7.62 mm km PKT i wyrzutnia ppk 9M14M Malutka z trzema pociskami) i dużej manewrowości (współczynnik mocy jednostkowej 26.3 kW/t), pozwalały spadochroniarzom na ziemi działać podobnie jak piechota zmotoryzowana.

Bojowy wóz desantowy BMD-1 (Obiekt 915) bo o nim mowa, opracował ten sam zespół, który wcześniej zaprojektował również BMP-1. Ale ograniczenia co do masy oraz wymiarów spowodowały, że elementem wspólnym dla tych konstrukcji jest głównie wieża (w BMD pozbawiona automatycznego zasilania w amunicję). Wóz wprowadzono do uzbrojenia w 1968 roku (masowa produkcja zaczęła się od 1969 roku w Wołgogradzkiej Fabryce Traktorów).

image
BMD-1 w barwach białoruskich. Fot. Serge Serebro/wikipedia.com/CC BY-SA 3.0

Cechami wyróżniającym ten unikatowy wówczas wóz desantowy była duża prędkość maksymalna wynosząca ponad 62 km/h, zdolność do pokonywania przeszkód wodnych pływaniem z prędkością do 10 km/h, zawieszenie hydropneumatyczne (regulacja prześwitu w granicach 100-450 mm) oraz małe wymiary (5400 mm długości, 2630 mm szerokości i 1620-1970 mm wysokości). Ponadto nietypowy jak na transporter był układ konstrukcyjny z przedziałem napędowym (silnik 5D20 o mocy 176 kW przy 2600 obr/min.) w tylnej części kadłuba.

Jednak to wszystko okupiono znaczną ciasnotą wnętrza (załoga to trzech ludzi i czterech żołnierzy desantu) oraz słabym opancerzeniem (kadłub wykonano metodą spawania z cienkich płyt aluminiowych o maksymalnej grubości 15 mm a stalową wieżę metodą częściowego odlewu z dospawanymi elementami o maksymalnej grubości 23 mm) nie zapewniającym skutecznej ochrony balistycznej i - tym bardziej - przeciwminowej.

Pojazd był dodatkowo opuszczany po załadowaniu na specjalną platformę desantową systemu PRSM-915, wyciąganą za pomocą spadochronu hamującego z ładowni samolotu transportowego na wysokościach od 500 do 1500 metrów. Można go było również desantować za pomocą spadochronów podczas lotu samolotu na małej wysokości. Śmigłowiec Mi-6, a następnie Mi-26, mógł transportować trzy takie pojazdy w swojej ładowni.

Już w 1971 roku przyjęto do eksploatacji wersję dowódczą oznaczoną BMD-1K, a od 1974 roku transporter BTR-D (Obiekt 925) w którym kosztem pozbawienia wieży dokonano wydłużenia kadłuba o ok. 400 mm. Dzięki temu ten drugi oprócz trzyosobowej załogi mieścił dziesięciu żołnierzy desantu. Uzbrojeniem tego wozu były dwa 7,62 mm km PKT oraz 30 mm granatnik automatyczny AGS-17 Płamia.

Konstrukcja BTR-D stała się podstawą do opracowania szeregu wariantów specjalistycznych. I tak w 1984 roku przyjęto do uzbrojenia ciągnik remontowo-ewakuacyjny BREM-D wyposażony w żuraw, urządzenie spawalnicze i podstawowe zestawy części zamiennych. Kolejne wozy to transporter zestawu STROI-P do obserwacji TV pola walki (za pomocą BSP Pszczoła-1) i prowadzenia WRE, BTR-ZD z armatą przeciwlotniczą ZU-23/2D, BTR-ZD Skreżet przewożący rakiety Strzała-2M/3 i niszczyciel czołgów BTR-RD Robot z wyrzutnią ppk Fagot lub Konkurs.

Jednak najbardziej znanym wariantem był samobieżny 120 mm moździerz 2S9 Nona-S (Obiekt 926), zapewniający wsparcie ogniowe desantowi na odległościach do 9000-12 800 metrów (za pomocą kierowanej amunicji Kitlow-2 do 14 000 m). Zamocowano go w obrotowej wieży, a lufa była ładowana półautomatrycznie od tyłu i naprowadzana w płaszczyźnie pionowej w zakresie kątów od -40 do +800.

image
Moździerz samobieżny 2S6 Nona-S. Fot. Olegvdv68/wikipedia.com/CC BY-SA 3.0

Ponadto powstały jeszcze wozy obserwacyjne 1W118 i rozpoznania-kierowania ogniem 1W119 Reostat, stacja współpracy z satelitą BMD-1WR4400DB, pojazd łączności i WRE BMD-1R, wozy dowodzenia i łączności szczebla pułk-brygada BMD KszM-D Soroka z radiostacjami R-111, R-123M, R-130 lub R-163, czy stanowisko dowodzenia batalionu BMD-1 KSzM Sinica.

Reostat wyposażono m.in. w radiolokator 1RL133-1, dalmierz laserowy DAK-2, busolę artyleryjską PAB-2AM oraz specjalny zestaw dzienno-nocnych przyrządów obserwacyjnych. Łączność satelitarną zapewniała stacja R-440 ODB Kristal-BD, a następnie zmodernizowana R-440 ODBM.

Ciekawymi projektami, ostatecznie niezrealizowanymi, na bazie BMD-1 była 122 mm haubica samobieżna 2S2 Fiałka i 120 mm moździerz 2S8 Landysz.

BMD-1 całkowicie zmieniał taktykę i sposób walki WDW. Zapewnił on bowiem dotychczasowym lekkim formacją efektywne wsparcie i mobilność. Wywołał panikę w krajach należących do NATO oraz pokazał swoje walory w niektórych operacjach realizowanych przez Moskwę. Jednak już podczas działań w Afganistanie jego efektywność okazała się niewystarczająca i malała wraz z upływem lat.

Na stanie batalionu desantowo-szturmowego z reguły było 27 tych pojazdów, cztery wozy dowodzenia, 18 BTR-D i dwa 1W119. W DPD etatowo 101 BMD-1 i 23 BTR-D. Oprócz ZSRR wóz ten eksploatowano w Indiach i w Afganistanie.

Dość szybko stało się oczywiste, ze skuteczność 73 mm armaty jest niewielka w walce z coraz lepiej opancerzonymi czołgami, ma ona małą szybkostrzelność, zasięg i niewielką celność (szczególnie podczas ruchu wozu), a ponadto jej mały kąt podniesienia uniemożliwiał prowadzenie efektywnego ognia do celów znajdujących się na pewnej wysokości (np. podczas działań w terenie zurbanizowanym czy wyżynno–górzystym oraz do śmigłowców). Ponadto działo to nie było stabilizowane oraz stosowano aktywne przyrządy obserwacyjne do prowadzenia ognia i jazdy w nocy (maksymalny zasięg obserwacji wahał się od 400 do 900 metrów).

Jednym ze sposobów poprawy tej sytuacji było wprowadzenie wersji BMD-1P/PK (ogółem zmodernizowano ok. 1250 wozów) z nowszą wyrzutnią ppk 9K111/9K113 Fagot/Konkurs (dwa pociski). Również w trakcie produkcji kolejnych partii wozów m.in. zmieniono elementy układu jezdnego, przekonstruowano fragmenty kadłuba, wymieniono urządzenie filtrowentylacyjne czy dodano wyrzutnię 82 mm granatów dymnych 902W Tucza i montowano radiostacje R-173. Modernizowano też inne wozy, jak 1W119 do wariantu 1W119 Reostat-1 z nowszym wyposażeniem np. dalmierzem 1D22.

image
BMD-2. Fot. mil.ru

W 1985 roku przyjęto do uzbrojenia BMD-2 (Obiekt 916 Budka), w którym zastosowano nową wieżę ze stabilizowaną (układ 2E36-3) w dwóch płaszczyznach 30 mm armatą automatyczną 2A42 (szybkostrzelność do 500 strz./min.), sprzężonym 7,62 mm km PKT i wyrzutnią ppk 9K113 Konkurs. Kąt podniesienia uzbrojenia umożliwia prowadzenie ognia w zakresie od -50 do +750. Wóz ten jest nieco większy (długość 5970 mm, szerokość 2700 mm, wysokość 1830-2180 mm) i cięższy (8225 kg) od poprzednika. Może on być desantowany z wykorzystaniem uniwersalnego zestawu desantowego PRSM 925 (916) na wysokości od 500 do 1500 metrów. Na jego bazie opracowano wersję dowódczą BMD-2K (Obiekt 916K) z dwiema radiostacjami R-173, agregatem AB-0.5-P/30, zestawem nawigacyjnym GPK-59 oraz przyrządem rozpoznania skażeń PRChR GO-27.

Produkcja seryjna kolejnej wersji BMD-3 (Obiekt 950) rozpoczęła się w 1990 roku, ale ostatecznie powstało niewiele takich pojazdów (planowano pozyskać min. 700 egz.). W latach 1990-97 do WDW przekazano tylko 137 maszyn. Powstała też wersja BMD-3K, ale ostatecznie nie uruchomiono jej produkcji seryjnej.

Podniesienie limitu masy dopuszczalnej pozwoliło zbudować wóz z nowym, większym kadłubem o zwiększonej odporności balistycznej (ale nie osiągnięto osłonności balistycznej przeciw amunicji ppanc kalibru 12,7 mm a osłona przeciwminowa sprowadzała się do ok. 2,5 kg TNT pod kadłubem). Masa bojowa tej wersji sięga już 13 000 kg a wymiary to – długość 6100-6360 mm, szerokość 3114 mm i wysokość 2170-2450 mm. W dwuosobowej wieży umieszczono 30 mm armatę automatyczna 2A42 (elektromoechaniczny układ stabilizacji 2E36-5) ze stosunkowo dużym zapasem amunicji (łącznie ok. 860 sztuk). Oprócz sprzężonego z armatą 7,62 mm km PKT i wyrzutni ppk Konkurs, w kadłubie zamontowano 30 mm granatnik AGS-17 i 5,45 mm km RPKS-74. Pojazd napędza silnik 2W-06-2 o mocy 450 KM zapewniający uzyskanie prędkości maksymalnej na drodze ponad 70 km/h.

Wóz zachował zdolność do pokonywania przeszkód wodnych pływaniem, a dość ciekawym rozwiązaniem są zamontowane w jego wnętrzu siedziska załogi umożliwiające jej desantowanie w środku pojazdu. Specjalne urządzenia podgrzewające umożliwiają uruchomienie wozu przy temperaturze –250 w 5 minut, a przy -450 w 20 minut. Hydropneumatyczne zawieszenie pozwala na regulację prześwitu od 130 do 530 mm.

image
BMD-3. Fot. Vitaly V. Kuzmin/CC BY-SA 4.0

BMD-3 jest desantowany systemem wielospadochronowym PBS-950 Bachcza-PDS (bez platformy) z samolotów IŁ-76M (trzy pojazdy w ładowni). Na bazie BMD-3 opracowano prototyp platformy mającej zastąpić BTR-D.

Od połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku był również rozwijany pojazd wsparcia ogniowego 2S25 Sprut-SD (Obiekt 952) ze 125 mm armatą gładkolufową. Jednak przyjęto go do uzbrojenia dopiero na przełomie 2005/06 roku. Ogólnej krytyce poddawana jest jego wysoka cena, wady układu jezdnego oraz słaba odporność balistyczna i przeciwminowa. Do 2010 roku dostarczono WDW tylko ok. 36 takich wozów. Desantuje się go za pomocą systemu PBS-925 Szelf (Sprut-PDS z P260M).

image
Fot. Vitaly V. Kuzmin/CC BY-SA 4.0

W 2005 roku w Tule przyjęto do eksploatacji nowy BMD-4 (Obiekt 960), który - de facto - stanowi modyfikację kadłuba BMD-3 z uniwersalną wieżą Bachcza-U. Jednak wozy takie otrzymał tylko jeden batalion (ok. 30 sztuk) pomimo, że Państwowy Program Zbrojeniowy na lata 2007-15 mówił o zapotrzebowaniu na 2000 takich pojazdów. W stosunku do poprzednika zmieniono kształt ekranów osłony pancernej wieży, układ jezdny i zawieszenie. Jego uzbrojenie to 100 mm armata gwintowana 2A70, 30 mm armata automatyczna 2A70 montowana po prawej stronie działa i sprzężony 7,62 mm km PKTM po jego lewej stronie. Z 2A70 można też wystrzeliwać przeciwpancerne pociski kierowane 9M117 Bastion.

W tym samym 2005 roku zintensyfikowano prace nad BMD-4M Sadownica (Obiekt 960M) z nowym kadłubem i układem jezdnym. W latach 2014-15 testowano 10 takich pojazdów, by od marca 2015 roku wprowadzić pierwsze wozy do jednostek. Do 2025 roku planuje się pozyskanie przynajmniej 700 BMD-4M (ale jest to raczej mało realne). Pojazd, pomimo że cieszy się dobra opinią, jest bardzo drogi w pozyskaniu. Wóz ten jest desantowany za pomocą systemu PBS-950U Szelf-2U (Bachcza-U-PDS), a na bazie kadłuba BMD-4M opracowano rakietowy niszczyciel czołgów Korniet-D, czy bezzałogowy wóz bojowy Kungas. Z czasem BMD-4M też zmodyfikowano poprzez dodanie dodatkowych płyt wzmacniających odporność balistyczną. Zapewniono osłonność przodu kadłuba przeciw 23 mm amunicji wystrzeliwanej z dystansu 100 metrów oraz przeciwminową dna do poziomu 3 kg TNT.

image
BMD-4M. Fot. Vitaly V. Kuzmin/CC BY-SA 4.0

Gąsienicowy transporter opancerzony BTR-MDM Rakuszka-M (Obiekt 955M) jest rozwojową wersją transportera BTR-MD (Obiekt 955), bazującą już na konstrukcji BMD-4M. Pierwsze wozy trafiły do WDW w 2015 roku, a do 2025 roku planuje się dostarczyć ich 1000.

Na bazie tego transportera powstał mobilny punkt dowodzenia obroną przeciwlotniczą OKR Barnauł-T, wóz dowodzenia artylerią OKR Andromeda, wozy ewakuacji i pomocy medycznej BMM-D1 Trawmatizm i BMM-D2/D3 Miraż-2002, wóz rozpoznania i dowodzenia OPL MRU-D z radiolokatorem 1L122-1 oraz pojazd dowódczo-sztabowy OKR Kasiopeja. Ma też powstać nowy wóz dowodzenia i kierowania ogniem artylerii BTR-MDM Kankan.

Dla WDW opracowano również wóz rozpoznania chemicznego RHM-5 Dawozka D-1, przyjęty do uzbrojenia w 2012 roku.

Zgodnie z najnowszymi planami kolejnych 50, ale już zmodernizowanych pojazdów 2S25M Sprut-SDM-1, ma zostać pozyskanych do 2020 roku. Opracowano je na wydłużonym i dostosowanym podwoziu z BMD-4M (z podzespołami od BMP-3), a zasadnicze uzbrojenie to 125 mm armata gładkolufowa 2A75 z nowym, cyfrowym SKO.

image
2S25 Sprut-SD. Fot. Vitaly V. Kuzmin/CC BY-SA 4.0

Miało też powstać działo samobieżne 2S36 Zauraliec-D, które projektowano jako uniwersalny, modułowy systemem o kalibrze 120 (2S36) lub 152 mm (2A89) z możliwością osadzenia zarówno na podwoziu kołowym, jak i gąsienicowym. Ostatecznie jednak 2S9 Nona-S zastąpi 2S42 Lotos, który stanowi modułowy system wieżowy osadzony na zmodyfikowanym podwoziu wozu desantowego BMD-4M (wydłużony kadłub z dodaną, siódmą parą kół nośnych). W wieży umieszczono nowej generacji 120 mm moździerz o zakresie kątów naprowadzania od -50 do +800. Zakłada się osiągnięcie szybkostrzelności w granicach 6-10 strz./min. Dodatkowym uzbrojeniem będzie zamontowany na wieży ZSMU z 12,7 mm wkm Kord. Załoga działa składać się będzie z 4 żołnierzy. Dwóch zajmować będzie miejsce z przodu kadłuba, a dwóch pozostałych w wieży. Zaproponowano wysoki system automatyzacji obsługi moździerza i zastosowanie cyfrowego systemu kierowania ogniem. DMC pojazdu ma nie przekroczyć 18 000 kg. Działo ma osiągać maksymalną prędkość w granicach 70 km/h (w terenie do 40 km/h) i zasięg do 500 km.

Jednym z najważniejszych elementem tego uzbrojenia będzie zupełnie nowa, programowalna amunicja o zwiększonym zasięgu. Obecnie zakłada się uzyskiwanie zasięgu strzelania od 1000 do ponad 13 000 metrów). Do działa dołączy wóz kontroli Testament-D.

Inne zamierzenia i plany na przyszłość

Pięciodniowa wojna w Gruzji w 2008 roku pokazała, że podstawowe pojazdy WDW, czyli BMD-1P/PK, BMD-2, BTR-D oraz 2S9 są już zupełnie przestarzałe. Dlatego BMD-2 są poddawane modernizacji i np. w 2009 roku WDW otrzymały ponad 100 sztuk takich pojazdów, a w 2012 roku podjęto decyzje o modernizacji 135 BMD-1 do tego standardu. W latach 2016-17 zmodernizowano kolejnych 200 BMD-2 do wersji BMD-2M z wieżą Bierieżok. Na tej platformie powstał też zautomatyzowany system dowodzenia szczebla pluton-kompania-batalion WPD Palot-K (dostarczono już ponad 400 takich pojazdów).

Nieco inaczej wygląda proces dostaw już zmodernizowanych dział 2S9-M1 - dostarczono je w liczbie wystarczającej tylko dla dwóch dywizjonów artylerii samobieżnej, a proces dalszej modyfikacji starych 2S9 Nona-S i 2S9-1 Swirstiełka w zasadzie stoi w miejscu. Prowadzone są też prace nad zmodernizowanym wozem dowodzenia pododdziałów artylerii 1W119-1 Reostat-1. Sama modernizacja była też procesem niejako wymuszonym „przepychankami” nad decyzją o dalszych losach BMD-4M. Obecnie, gdy podjęto decyzje o szerokim wprowadzeniu tego pojazdu do eksploatacji, modernizacja wcześniejszych wozów może być znowu ograniczana.

O efektywności samych pojazdó w dużym stopniu decydować będą odpowiednie środki do ich transportu. Dlatego realizowany jest program odbudowy potencjału lotnictwa transportowego,  w tym modernizacji samolotów IŁ-76MD do standardu IŁ-76MDM (150 egz.) i zamawianiu nowych IŁ-76MD-90A (40 egz.), oraz do 20 AN-124-100M i 30 AN-178.

Jednak od pewnego już czasu trwają prace nad zupełnie nową konstrukcją gąsienicowego wozu bojowego przeznaczonego dla desantu. Konstrukcja ma być oparta o założenia opracowane w WDW, a ze szczątkowych informacji wynika, że zerwano z dotychczasowym układem konstrukcyjnym starszych transporterów rodziny BMD-1/2/3/4/4M.

Nowy pojazd zostanie zbudowany w klasycznym układzie z przedziałem napędowym z przodu, bojowym pośrodku i desantowym z tyłu wozu. Ma być większy od swoich poprzedników, co znacznie poprawi komfort pracy załogi i przewożonych żołnierzy desantu, a przy tym konstrukcja ta zapewni zwiększony poziom osłony balistycznej i przeciwminowej (szczególnie w przedniej strefie).

Kolejna nowością na być zastosowanie, po raz pierwszy w BMD, wieży bezzałogowej, ale z zachowaniem uzbrojenia z wozu BMD-4M. Na wieży zamontowana będzie wyrzutnia sześciu 81 mm granatów dymnych, mówi się też o perspektywicznym, aktywnym systemie ochrony pojazdu (ASOP). Cyfrowy system kierowania ogniem Witiaź kolejnej generacji ma zapewnić wysokie prawdopodobieństwo zwalczania różnych stacjonarnych i ruchomych celów. Dowódca i działonowy dysponować będą w pełni stabilizowanymi, identycznymi celownikami Kreczet z kamerami dziennymi, termowizyjnymi i dalmierzami laserowymi, co umożliwia pracę w trybie „hunter–killer”. Sama wieża była już pokazywana na BMP-3 Dragun.

Desant będzie dysponował włazami zamontowanymi w stropie kadłuba i tylną rampą hydrauliczną. Taki układ zwiększy bezpieczeństwo podczas opuszczania wozu.

Pojawiły się też informacje o pracach nad zupełnie nowym, lekkim (masa do ok. 18 000 kg) pojazdem wsparcia bazującym na zmodyfikowanym kadłubie BMD-4M i uzbrojonym w 125 mm armatę 2A46M-05. Miałby on możliwość korzystania z najnowszej amunicji rodziny Mango czy Świniec.

Podsumowanie

Po wielu „burzliwych” posunięciach dotyczących ostatecznego kształtu WDW oraz dalszych perspektyw wykorzystania w nich pojazdów rodziny BMD ostatecznie ustalono, że w wozy gąsienicowe będą uzbrojone bataliony powietrznodesantowe i desantowo-szturmowe oraz niektóre wsparcia. Natomiast rozpoznanie, elementy sił specjalnych, WRE czy pozostałe wsparcia (np. ppanc), wyposażone będą w dedykowane pojazdy kołowe.

Obecnie jednak ok. 70% sprzętu gąsienicowego (z ponad 2000 eksploatowanych egzemplarzy) wykorzystywanego w WDW stanowią wozy rodziny BMD-2 i BTR-D, w tym zmodernizowane lub doprowadzone w wyniku modernizacji do tego standardu. BMD-3 jest ponad 130, a BMD-4/4M ok. 250-350. Plany pozyskania kolejnych maszyn są ambitne, ale też mało realne (szczególnie jeśli chodzi o terminy dostaw).

Największą wadą całej rodziny jest stosunkowo niska osłonność balistyczna i przeciwminowa, zwłaszcza w porównaniu z najnowszymi bwp czy transporterami opancerzonymi.

Inna wada to dyskomfort pracy załogi oraz fakt umieszczenia przedziału napędowego z tyłu, co powoduje, że desant w celu zajęcia miejsca w wozie i jego opuszczenia korzysta z włazów umieszczonych w stropie kadłuba.

Należy jednak pamiętać, że są to wozy przygotowane do desantowania i przerzutu drogą powietrzną, a to wymaga kompromisów.

Czy desant takich maszyn jest w ogóle obecnie efektywny niech odpowiedzą np. działania na Krymie. O ich skuteczności będą decydować szybkość i pełne zaskoczenie, a pojazdy takie jak BMD mają tę szybkość działań spotęgować już na ziemi.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 64
Reklama
hmm
piątek, 19 lipca 2019, 00:29

Pancerz w przypadku tego pojazdu, to chyba określenie mocno przesadne. Myślę że od przodu 12,7 może go sponiewierać a z innych kierunków jak najbardziej 7,62.

sża
poniedziałek, 15 lipca 2019, 14:58

Rosja to olbrzymi kraj, potrzebują sił szybkiego reagowania, które można szybko przerzucić kilka tysięcy kilometrów na zagrożony odcinek. A te pojazdy świetnie się nadają do obrony, bo do ataku są zbyt słabo opancerzone. A co mają na wyposażeniu nasi desantowcy, oprócz "pancernych" butów i ewentualnie nieśmiertelnych Honkerów?

Takie me zdanie jest
wtorek, 16 lipca 2019, 10:53

I świetnie mogą się im przysluzyc do ataku na PL działając pod osłona swej opl. artylerii czy SP. Wschód PoLski jest stracony

xyz
czwartek, 18 lipca 2019, 16:23

Wlasnie dlatego nam jest potrzebna dobra OPL zeby ten samolot spadl zanim dostarczy towar na miejsce, ewentualnie pod oslona naszej OPL zeby poszatkowac te sowieckie wozidelka z powietrza. Dlatego ruskich tak bardzo boli polski Patriot i F35.

Orcio
poniedziałek, 15 lipca 2019, 11:22

Żeby zwalczać takie zagrożenie jak rosyjskie jednostki aeromobilne trzeba rozwijać własną, mobilną obronę p-lot i mobilne zestawy p.panc do zwalczania desantu w powietrzu i tuż po wylądowaniu. Czy u nas robi się coś w tym kierunku?

hmm
piątek, 19 lipca 2019, 00:33

Myślę że jest sprzęt do wykrycia nadlatujących transportowców, a także sprzęt do zniszczenia ich jak choćby nasze F-16.

Sssssssssss
czwartek, 18 lipca 2019, 19:31

Do zwalczania jednostek WDW w przypadku ataku na Polskę bardzo ważne będą odwody aeromobilne na śmigłowcach transportowych i śmigłowce szturmowe bo Rosja wcale ich nie będzie desantować z powietrza tylko używać jako bardzo mobilne grupy naziemne które wnikną za ugrupowanie naszych wojsk i będą niszczyć nimi nasze jednostki transportowane z zachodniej Polski. No chyba że od razu główną linię obrony oprzemy na lini Wisły a jednostki na wschód od niej przeznaczymy na straty i jedynym ich celem będzie tylko opóźnienie wojsk rosyjskich do czasu aż nasze siły główne rozwiną się na lini Wisły. Tyle że to bardzo głupia strategia obrony w moim mniemaniu.

Proste
poniedziałek, 15 lipca 2019, 21:36

Myśli się i dialoguje

Andrettoni
poniedziałek, 15 lipca 2019, 04:06

4000Rosomaków Całkowicie popieram. Choć w tej liczbie chętnie zobaczyłbym pojazdy specjalistyczne - OPL, Ppanc i jakieś moździerze automatyczne. Przy zamówieniu 2500 sztuk standardowych zyski by były takie, że pozostałe wersje 3x500 sztuk można by dopracować na przysłowiowe 500+. Duże zamówienie dla polskiego przemysłu to nie tylko nowy sprzęt dla wojska, ale i zachęta dla naukowców i inżynierów, że warto zająć się badaniami nad ulepszaniem tego sprzętu w sposób profesjonalny, a nie hobbystyczny. Nie ukrywajmy - jak ktoś projektuje za własne pieniądze sprzęt, którego armia nie kupi albo kupi kilka sztuk to jest to całkiem inny poziom niż przy oczekiwaniu zamówienia na kilka miliardów. Większe zyski to więcej i bardziej zaangażowanych ludzi, a co za tym idzie większa innowacyjność kolejnych projektów i modernizacji starych, a to się przekłada na większa konkurencyjność na rynku eksportowym, więc kolejne zyski. W wypadku sprzętu produkowanego masowo jest tez czynnik pewności, że produkcja nie zostanie zaniechana i dalej będą produkowane części zamienne, a sprzęt będzie modernizowany, co również powiększa atrakcyjność za granicą. Co do krytyki desantowców - jest prawdą, że desant jest kosztowny i ryzykowny, ale nie musimy go dokonywać na terytorium przeciwnika. Obecne armie są mniej liczne niż dawniej i nie będą rozstawione "wzdłuż całego frontu" dlatego desant może być przydatny za własnymi liniami "na tyłach" aby powstrzymać lub spowolnić atak przeciwnika na jakimś kierunku do czasu nadejścia"klasycznych" sił. Taki desant byłby wykonany pod parasolem pełnym lub częściowym własnej OPL. Kolejna sprawa to przerzut na dużą odległość. Transport zwykłych jednostek trwa długo, część sprzętu trzeba zdemontować z powodu masy itd. Dlatego klasyczna jednostka wejdzie do walki po dniach lub tygodniach, a desantowa w ciągu godzin. Wyobraźmy sobie co by było, gdyby Ukraina miała sprawne takie jednostki w momencie "powstań separatystów". Problem wygaszono by w ciągu godzin i dni. Na początku konfliktu tam nie było dużych sił i to było łatwe do opanowania, tylko nikogo nie było na miejscu. Sprzęt pancerny wywiera duży efekt psychologiczny. Toudi - nie bardzo wiem o co ci chodzi, bo samoloty cywilne nie przenoszą bomb, natomiast jeśli idzie o sprzęt wojskowy, to masz dane liczbowe na Global Firepower, choć to nie jest rzetelny miernik, bo dużo sprzętu w Rosji jest starego, to jednak liczby są imponujące - mam na myśli np. 500 śmigłowców szturmowych, z których większość może transportować żołnierzy oraz około 900 śmigłowców transportowych i 400 samolotów transportowych. Jest tego tak dużo, że ciężko byłoby to razem zestrzelić - trzeba by trafić jakieś 2000 razy. Natomiast stan sprawności i użycie tego w jednym miejscu to co innego. To mi przypomina anegdotę z IIWŚ. Niemieccy artylerzyści opowiadali jak niszczyli z działa 88 mm Shermany we Francji. Niszczyli Shermany jeden po drugim, aż skończyła im się amunicja. Shermany się nie skończyły... Dlatego zawsze mnie dziwi jak nasze cudowne F-35 mają sobie poradzić. Mówimy o kraju, który ma 20 tyś czołgów i 50 tyś pojazdów opancerzonych oraz jakieś 15 tyś artylerii. To oznacza, że mając 40 samolotów każdy by musiał zniszczyć po 2125 celów. Do tego w miedzy czasie musiałyby zniszczyć po 50 samolotów. Najlepiej przy zerowych stratach. Dlatego uważam, że nasza armia potrzebuje przede wszystkim dużo sprzętu i amunicji własnej produkcji bez "wodotrysków", bo jakoś mi się nie wydaje, że do naszych samolotów ktoś kupi 85000 nowoczesnych rakiet ppanc. i że zdążą ich użyć. Nasze lotnictwo (z F-35) da rade zniszczyć może z 500 celów naziemnych i ze 100 samolotów i to będzie dobry wynik. Za tę samą cenę można kupić 4000 Rosomaków, które nawet jak co drugi zniszczy jakiś cel to będzie ich 2000 czyli 4 razy więcej niż zrobi to lotnictwo. Bądźmy szczerzy - jeśli pilot F-35 zestrzeli 10 samolotów i zniszczy 20 pojazdów wroga, to będzie po prostu fenomenalny, ale w ujęciu statystycznym będzie pomijalny. Żeby osiągać takie efekty jak USA dzięki lotnictwu, powinniśmy mieć procentowo tyle samolotów co USA, czyli mniej więcej tyle samo samolotów bojowych co czołgów, a mamy ich 6 razy za mało.

Sssssssssss
wtorek, 16 lipca 2019, 18:34

"Nasze lotnictwo (z F-35) da rade zniszczyć może z 500 celów naziemnych i ze 100 samolotów i to będzie dobry wynik." A w naszą przestrzeń powietrzną wpadnie od razu co najmniej 200 rosyjskich samolotów bojowych z których połowa skupi się na niszczeniu naszych baz lotniczych i lotnisk zapasowych. W ten sposób F-35 nawet po wygranym pierwszym starciu nie będą miały gdzie wrócić by je przygotować do drugiego lotu. I zanim lotnictwo sojuszników będzie nam wstanie udzielić pomocy już nie będzie naszego. Dla tego uważam, że zakup F-35 jest błędem. Będą jak Łosie we wrześniu 39r. My potrzebujemy samolotów do utrzymania przewagi w powietrzu nad Polską do czasu gdy lotnictwo sojuszników będzie wstanie udzielić nam konkretnej pomocy i do tego czasu musimy powstrzymać lotnictwo rosyjskie. Niszczenie celów naziemnych zajmie się później lotnictwo NATO. My mamy obronić Polskę a NATO już sobie z Rosją da radę. Jeśli dopuścimy do toczenia wielkiej bitwy na terenie Polski to my zawsze będziemy przegrani bo to nasz kraj będzie bardzo zniszczony i pokonanie Rosji przez NATO dla nas będzie pyrrusowym zwycięstwem. Potrzebujemy myśliwców przewagi powietrznej plus trochę lekkich bezpośredniego wsparcia wojsk. F-35 nie nadaje się do naszych potrzeb. Taka jest moja opinia.

de łiczer
czwartek, 18 lipca 2019, 15:58

"Łańcuch jest tak silny jak jego najsłabsze ogniwo" - aby nasza armia stanowiła skuteczną siłę, wszystkie formacje muszą współpracować i wykonywać swoje zadania na co najmniej minimalnym akceptowalnym poziomie. Na ten moment ruscy robią z nami co chcą brutalnie rzecz ujmując i kilka nowoczesnych samolotów, śmigłowców, czołgów niewiele zmieni, gdyż jest tak wiele zaniedbań w pozostałych obszarach, że te skutecznie niwelują ich przewagę technologiczną. Reasumując - trzeba "zasypywać doły zacofania" a nie pogłębiać jeszcze ten dysonans w WP, gdyż część wojska zaczyna już robić za skansen (sorry, ale tak to widzę).

KLP wms
czwartek, 18 lipca 2019, 11:36

Zgadzam się w 200%. Potrzebne są F-15X, doskonałe do walki oraz z duża liczbą pocisków. Nawet poderwanie Pary dyżurnej na F-15 uzbrojonej jako myśliwiec zrobi olbrzymią różnicę. To samolot sprawdzony w boju, bardzo odporny na uszkodzenia. F-35 może być dobry do głębokich uderzeń, ale nie do pełnospektaklowej wojny.

123
czwartek, 18 lipca 2019, 16:29

Nie wiem czy CCCP ma lacznie uuuups znaczy sie Rosja ma lacznie 200 mysliwcow, a wy chcecie na dzien dobry 100 poslac w piernik zeby tylko polskie F35 nie mialy gdzie ladowac :D no bo sobie nie wyladuja w bazach w Czechach/Slowacji/Niemczech :D bo tam nie wolno :D. I po takim ataku kamikaze zostajecie panowie rusowie z gaciami na podlodze BEZ floty powietrznej. No wysmienity plan ataku :D

Sssssssssss
czwartek, 18 lipca 2019, 18:38

Kilkadziesiąt myśliwskich plus że sto uderzeniowych i trochę innych rodzajów mogą rzucić w pierwszym zmasowanym uderzeniu i są w stanie podtrzymywać taką obecność w naszej przestrzeni dość długo. Trzeba od razu zadać im duże straty i powstrzymać atak. Nawet jak nasze F-35 wylądują u naszych sąsiadów to dość długo nie będzie ich jak przygotować do następnych lotów czyli ich nie będzie. Jak nam zniszczą lub zablokują bazy w których będziemy mogli przygotowywać F-35 do lotów to one w decydującej dla nas fazie walki wykonają jeden lot i tyle.

Maciek
niedziela, 14 lipca 2019, 16:55

Współcześnie desantowanie z samolotów większych pododdziałów ćwiczy się chyba tylko z sentymentu. Już podczas 2 w. św. Każdy większy desant wiązał się z potwornymi stratami, a broń OPL była dość prymitywna. Niemcy po Holandii i Krecie w ogóle zrezygnowali z tego typu działań. Desanty sowieckie to pasmo upokarzających klęsk. Tu trzeba zapakować ludzi i sprzęt do wielkiego samolotu i przewieźć to wszystko nad teren nieprzyjaciela, wystawiając się na cel. Brzmi to absurdalnie i takie jest. Oddziały spadochronowe to dziś praktycznie siły szybkiego reagowania możliwością dokonania desantu w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach. Dlatego upieranie się przy zdolności do desantowania pojazdów opancerzonych jest nonsensem.

Fanklub Daviena
poniedziałek, 15 lipca 2019, 13:16

Gdybyś milczał, to byś się nie zbłaźnił. To nasze wojska musisz desantować na opl, bo w pieszym zasięgu od celu. A Rosjanie ten sprzęt zamawiają, bo można desant zrzucić kilkadziesiąt km od celu i dotrzeć tam tym sprzętem. "Błysnąłeś" jak Davien...

Szach mat w jednym ruchu.
wtorek, 16 lipca 2019, 16:02

Fun fun większych głupst niż Twoje. Tutaj nie uświadczysz? Więc proszę Cie!

Maciek
poniedziałek, 15 lipca 2019, 19:26

Już widzę flotę 30-40 iłów 76, jak lecą na wys. 3 tys. m., wlatują w naszą przestrzeń powietrzną, zrzucają desant (oczywiście daleko od celu) a potem wracają spokojnie do bazy. Ty się dobrze czujesz?

pimcik
wtorek, 16 lipca 2019, 14:12

Przy naszej opl i rażąco małej ilości samolotów, jest to całkiem realny scenariusz

Davien
wtorek, 16 lipca 2019, 18:18

pimcik, agdzie znikneły nasz Newy, Kuby, Krugi , toż na te transportowce to i Iskra z uzbrojeniem wystarczy

werte
środa, 17 lipca 2019, 12:17

Sam Pan znalazł kolejne zastosowanie również dla M-346 FA. Brawo.

GB
poniedziałek, 15 lipca 2019, 17:00

Tylko jeszcze Rosjanie muszą wlecieć samolotami transportowymi za linię frontu co w przypadku ataku np. na państwa NATO skończyłoby się masakrę tych samolotów. To może być dobre na jakieś państwa Azji i tyle.

wtorek, 16 lipca 2019, 15:22

Nasi piloci i przeciwlotnicy są sa dobrze wyposażeni o gotowi a sojusznicy pewni fotowi do działania.

GB
wtorek, 16 lipca 2019, 21:22

Jak się okazuje sojusznicy są gotowi do działania. A my wzmacniamy swoją OPL.

realista
piątek, 19 lipca 2019, 06:38

Doświadczenia z wiarygodnością sojuszników, to niestety mamy nienajlepsze. Stan gotowości bojowej Sił Zbrojnych RP, w tym pod względem OPL, to niestety również mamy nienajlepszy. Trudno doszukiwać się mocnych punktów, a przyszłość nie napawa optymizmem.

Ja
wtorek, 16 lipca 2019, 12:08

Np. na Koreę Południową?

123
czwartek, 18 lipca 2019, 16:59

Korea Poludniowa ma taki OPL, ze nic tylko brac z nich przyklad...

GB
wtorek, 16 lipca 2019, 21:23

Naprawdę tak pomyślałeś? Na Koreę Południową to Rosja jest za słaba.

tylko ciut ...
poniedziałek, 15 lipca 2019, 09:44

Faktycznie desant "sowiecki" o nazwie Market-Garden nie można zaliczyć do sukcesów. Skandalem też było i jest jak "sowieci" potraktowali wielkiego Polaka, gen. Sosabowskiego gdzie odbył się sąd kapturowy i obarczono Go winą za klęskę (w uproszczeniu) w tym "sowieckim" a dowodzonym przez generalissimusa Montgomerego desancie......

dfg
czwartek, 18 lipca 2019, 11:38

Dlatego ich desant ma środki bojowe do pokonywania przeszkód wodnych...

Toudi
niedziela, 14 lipca 2019, 14:08

Czy ktoś z tu obecnych może podać dane liczbowe cywilnych helikopterów użytkowanych w FR, oraz samolotów cywilnych zdolnych do przenoszenia bomb ?! Czy znacie podział na klasy (helikoptery) i ew. udźwig przenoszonych bomb (klasyczne/szybujące/manewrujące (samoloty) ?! Chciałbym wiedzieć jakimi siłami rzeczywiście mogą rozporządzać wojska desantowo-szturmowe co do faktycznych możliwości przerzutu i ew. wsparcia... Z góry serdeczne dzięki za wszelkie merytoryczne nfo.

4000Rosomaków
niedziela, 14 lipca 2019, 04:37

Witam! Od dłuższego czasu chętnie czytam artykuły i komentarze na defence 24. Jednak jak wielu obywateli nie mogę się pogodzić z oczywistą... nazwijmy sprawę po imieniu - niekompetencją polskich decydentów w sprawach wojskowych. Jednocześnie mam dość tylko narzekać na błędy innych. Zróbmy coś! Dlatego zapraszam redakcję jak i czytelników do aktywnego uczestnictwa w akcji 4000Rosomaków, mamy 3 miesiące do wyborów - idealny moment na taką kampanie społeczną. Zapraszam na stronę 4000rosomakow.home.blog Koncept akcji nie jest jeszcze dopracowany, szczególnie lista zakupów na stronie gospodarka+ jest tylko ogólnym zarysem(czekam na komentarze)

werte
poniedziałek, 15 lipca 2019, 17:16

Domorosły lobbysta z Siemianowic? Czemu nie 4000 Leopardów albo 4000 F-35 wszystkie są równie niedorzeczne. Czemu to Rosiek ma być oczkiem w głowie forumowiczów? Ani toto specjalnie nowe, ani opancerzone, ani uzbrojone, ani cena nie jest adekwatna do możliwości. Bo z PGZ czy bo z Siemianowic? Jakoś nie robi oszałamiającej kariery na targach ani nie jest nie tylko pierwszym ale nawet dziesiątym wyborem jakiejkolwiek armii poza WP. Epizod z ZEA to wyjątek potwierdzający regułę. Zresztą PGZ rozwijając Borsuka też nie uważa Rośka za maszynę dla której nie ma alternatyw. Jeśli poprawią pancerz, wstawią bezzałogową wieże zintegrowaną w nowoczesnym PPK i zejdą z ceny to możesz spróbować namawiania jeszcze raz. Tymczasem koncept akcji to kpina z forumowiczów.

Don Marzzoni
poniedziałek, 15 lipca 2019, 09:15

Tylko nie zapomnij zarejrstrowac zbiorki ;)

Andrettoni
sobota, 13 lipca 2019, 22:16

Oceniając rosyjską armię ciągle koncentrujemy się na Europie, UE i oczywiście NATO, ale należy pamiętać, ze Rosja to olbrzymi kraj, a my jesteśmy tylko jednym z kierunków możliwych działań. Stosunkowo "lekkie" jednostki mogą okazać się "ciężkie" w porównaniu z innym przeciwnikiem. Przykładowy możliwy kierunek to Arktyka, gdzie USA praktycznie nie miałyby czym przeciwdziałać (na lądzie). Innym kierunkiem mogą być kraje afrykańskie, gdzie Rosja jest coraz bardziej aktywna - tu się liczy możliwość szybkiego przerzutu bardziej niż siła i nie trzeba desantować całej armii, a środki wrogiej OPL byłyby znikome. Możliwe jest też opanowanie obszarów np. w Iranie i następnie rozwiniecie sił. Teatr "europejski" może być po prostu jedną z możliwości wykorzystania tych sił, a nie głównym celem ich rozwijania. Byłyby to więc wojska ekspedycyjne, podobnie jak amerykańscy Marines, a nie armia lądowa. Co nie oznacza, ze nie mogą być użyte w ścisłej współpracy w razie potrzeby.

Davien
poniedziałek, 15 lipca 2019, 01:00

Andrettoni akurat USA w Arktyce raczej nie planuja wysyłac sił lądowych bo po co, Zajmować jej nie chcą a potencjalny agresor nie am sie gdize schować przed lotnictwoem i pociskami. Do tego w Arktyce zwykłe pojazdy działac za dobrze nie będą, dlatego Rosja rozwija np specjalne wersje transporterów oparte o MT-LB. Panei Andrettoni do piechoty morskiej to te jednostki nie maja nawet porównania, to zupełnie inna skala a Rosja ma własna piechote morską

Zbigniew
sobota, 13 lipca 2019, 21:19

Opisywane tu prace rozwojowe sprzętu dla wojsk desantowych wykazują trwałość dążeń imperialnego rozwoju w polityce rosyjskiej. Planują od lat swoje dalekie zaskakujące uderzenia na tereny planowane do podboju. Polska doktryna nie ma z desantowaniem aż takich problemów jako że przygotowujemy wojsko do obrony swojego terytorium, tu, na miejscu,

Więc ten tego!!
sobota, 13 lipca 2019, 20:43

A może ktoś logicznie odpowiedzieć dlaczego sześćdziesiąt dwa polskich BWP-2 w 94 ubiegłego wieku zostały wycofane z użytku i sprzedane Angoli i Togo? Przecież można było skopiować wieżę z działkiem 30mm od BWP-2 i taki zestaw montować do BWP-1. Mielibyśmy w prosty sposób zmodernizowane bewupy. Wg. mnie mogłoby się to udać bo HSW pod koniec lat 80 przygotowywało się do licencyjnej produkcji (zd)radzieckich bewupów. A wy co o tym pomyśle myślicie?

Cezar
poniedziałek, 15 lipca 2019, 09:24

To nie jest pomysł tylko przeszłość.

yaro
sobota, 13 lipca 2019, 19:41

Panie autorze, podziękowania za tę analizę. Wydaje mi się, że popełnia w niej Pan jeden błąd. Chodzi o osłonność balistyczną i przeciwminową. Proszę zauważyć, żevoddziały desantowe są przeżucane nie na linię frontu a w celu uchwycenia pewnych miejsc strategicznych dla działań frontowych, dlatego też nie należy spodziewać się zaminowanego terenu ani skomasowanej obrony. Dlatego w momencie ataku te dwa parametry niebsą priorytetowe.

Davien
poniedziałek, 15 lipca 2019, 01:03

Panie yaro, obecnie postawienie pola minowego to nie dni ale godziny, a wysłanie tych oddziałów daleko za linię frontu w powolnych transportowcach to zabawa w to kto więcej ich zestrzeli. Aha miejsca ważne strategicznie sa z reguły b. dobrze pilnowane i ochraniane .

mobilny
wtorek, 16 lipca 2019, 10:50

No i na pewno Polska jest w pełni przygotowana na odparcie takiego desantu? Czy ty aby kontaktujesz? Polska a nie USA są tu myślą przewodnią. Rosjanie myślą i realizują jak najmniejszym kosztem. Polacy myślą i na tym się kończy a ty wciąż bajdurzysz jak dziecko wychowane na Rambo. Tak Davien USA są the best.

GB
wtorek, 16 lipca 2019, 21:21

Jasne... To myślenie najmniejszym kosztem skończyło się rozpadem rosyjskiego imperium jakim było ZSRR. Jedyne co się zgadza to że Polska jest myślą przewodnią. I dlatego Polska jest w UE (potega gospodarcza, Rosja jej do pięt nie dorasta) i w NATO (potega militarna, Rosja jej do pięt nie dorasta). Przy czym Rosja robi dokładnie to samo co ZSRR...

Michał Knapik
sobota, 13 lipca 2019, 18:49

A jak tam przetarg na pojazdy dla naszych wojsk aeromobilnych ? Wiadomo coś o tym batalionie w N.Sączu, jak wyposażona będzie ta jednostka, czy to tylko wyborczy pic ?

ryba
niedziela, 14 lipca 2019, 22:10

jak narazie koszary świecą pustką.

Szach mat w jednym ruchu.
sobota, 13 lipca 2019, 17:38

Reasumujac od czasu upadku kraju rad nic się nie zmieniło? W dalszym ciągu obecna rosja czyli spadkobierca zsrr ma więcej dywizji i brygad spadochronowych niż całe Nato razem wzięte? Dalej patrząc jeśli dojdą do ok.70tys.spadochroniarzy będą na poziomie zsrr? I niech ktoś rozsądny powie ,że rosja to stan umysłu!!!

rydwan
niedziela, 14 lipca 2019, 22:13

najpierw zauważ jakim terytorium dysponuje federacja i na ilu frontach musiała by walczyc w razie w, a na cowystarczy przystopować chinczyka i popuścić hindusów a samemu wraz z japonią czekać sobie w gotowości .W tej sutuacji nawet naty by nam nie było potrzebne.

Szach mat w jednym ruchu.
poniedziałek, 15 lipca 2019, 09:16

Mój drogi chyba nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi! Nie chodzi o powierzchnię absolutnie? Chodzi o wielkość tylko o wielkość! zsrr miał ok. 300 mln ludności rosja niecałe 150 mln. Nie wiem jak Ty ale ja widzę różnicę? zsrr miało nawet dyw.powietrzno-desantową skandynawską na wypadek w. Desant w Szwecji ,Finlandi i Norwegi? Ba specjalne komando ok.1,5 tys.stacjonowało na Węgrzech przygotowane na wypadek w. Zadanie wkroczyć do Wiednia i na wszelki wypadek całą władzę wykonawczą napotkaną zlikwidować. Następnie powrót na Węgry. Jednostka tak tajna,że nawet Węgrzy o tym nie wiedzieli! Zaatakowanie krajów neutralnych to pikuś! Tylko ,że na zsrr pracował cały uw. Dzisiaj o połowę mniejsza rosja zbliża się do podobnego pułapu ,ale koszt tego wszystkiego ponosi sama? Piszesz ,że chińczyczy,hindusi i wszyscy inni zaatakują. Mój drogi od ponad 100 lat polityka wew. rosji jest taka sama jest wróg wewnętrzny i zewnętrzny. Ludzie w to wierzą w końcu dziadkowie też w to wierzyli i ich ojcowie również?

Prawda23
sobota, 13 lipca 2019, 17:37

Newą sc w iliuszyna a Spikiem w beemdeema i po wszystkim

Stary Grzyb
sobota, 13 lipca 2019, 16:49

Istnieje takie powiedzenie, że ilość to też jakość. Ta zasada była od wieków podstawą działania wszelkich hord barbarzyńskiej dziczy, wypływających wciąż od nowa z otchłani azjatyckich stepów, by rabować, porywać, gwałcić, mordować i palić, niosąc ze sobą nieszczęście, udrękę, zniszczenie, pożogę i śmierć. Po przejęciu władzy nad tą otchłanią przez bolszewicką zarazę zło uległo zwielokrotnieniu, a dodatkowo także własnych ordyńców, nie tylko napadniętych, zaczęto traktować jako bezosobową masę - "Nas mnogo, dojdiom!" Wszystkie opisywane w tekście wozy maja jedną podstawową, wspólną cechę - są, wraz z załogami, jednorazowego użytku. Niszczy je każdy, nawet najprostszy i najtańszy granatnik przeciwpancerny, pocisk przeciwpancerny z ręcznego granatnika 40 mm, pocisk przeciwpancerny karabinu snajperskiego 12,7 mm, pocisk przeciwpancerny z moździerza ultralekkiego, o wszelkich podpociskach głowic kasetowych czy broni większych kalibrów nie wspominając. Problem w tym, że tę broń trzeba mieć - w grubych tysiącach i dziesiątkach, a nawet setkach tysięcy egzemplarzy, z odpowiednim zapasem amunicji. Do tego konieczne są setki tysięcy przeszkolonych w użyciu tego (i nie tylko tego) sprzętu ludzi mających wolę walki, a ponadto rozpoznanie (drony, znowu w grubych tysiącach, od poziomu drużyny zaczynając), systemy określania własnej pozycji i łączność, umożliwiająca działanie rozproszone, ale skoordynowane. Przy okazji - działania na Krymie jako przykład skuteczności rosyjskiego desantu (czy jakichkolwiek rosyjskich sił) są nieporozumieniem. Podczas rosyjskiego najazdu Krym nie był w ogóle broniony, i nie mógł być, wobec całkowitego wówczas rozkładu ukraińskiej armii, stopnia spenetrowania jej struktur przed rosyjskich szpiegów, skali zdrady dowództwa, oraz braku woli walki. Takie czy inne wozy BMD nie miały tu nic do rzeczy.

VII zmiana
niedziela, 14 lipca 2019, 23:38

Dlatego wycofano wszystkie nasze Komary - czy to dywersja czy zdrada stanu ?

Davien
poniedziałek, 15 lipca 2019, 01:09

Granatniki Komar wycofano z uwagi na całkowita nieprzydatnośc w starciach z czołgami, choć przeciwko transporterom dalej sa skuteczne. Obecnie na spzredaz wystawiono 25000sztuk. Wada jest tez b.may zasieg broni maks 200m do celów stacjonarnych i 150 do ruchomych.

Kolo
poniedziałek, 15 lipca 2019, 22:36

Zdaje się że oficjalnie to te 100 tys Komarów wycofano że względu na brak zapalnika z samolikwidatorem. A w dodatku Komary miały tę zaletę, że można je odpalać w pomieszczeniach zamkniętych. No ale pociski były rzekomo niebezpieczne. Tymczasem WITU opracował już dawno takie zapalniki, ale dziwnym trafem MON już ich nie kupił, więc jak widać nie ma zamiaru przywrócić Komarów do służby. Ciekawe czemu, skoro są sprawne, skuteczne na BTRy, BMDy i BMPy? I mamy ich ponad 100 tys szt., zatem mogłyby dość szybko wzmocnić WP. Ale MON woli zachować WP bezbronne, ciekawe czemu?

Davien
wtorek, 16 lipca 2019, 18:26

Kolo, miały sporo zalet ale przy penetracji 260mm RHA nie były juz zdolne do niszczenia czołgów. Obecnie pozostało ich ok 25000 sztuk a przeciwko BWP czy Transporterom nawet jak ich głowica jest skuteczna to wada jest zasieg wynoszacy całe 150m

Logik
niedziela, 14 lipca 2019, 17:20

Dobry komentarz. Konkretny do rzeczy i z właściwą konkluzją na koniec. My jesteśmy w sytuacji, gdy nawet najprostszej broni ppanc NIE mamy. A nasza cała "czynna" armia, tj ta wg etatów w jednostkach bojowych a nie urzędników na etatatch poza JW, to ok 46 tys (pomijam ok. 20 tys WOT jako zupełnie nie przygotowany do działań wojskowych), czyli w sumie mniej niż razem wzięte tylko desantowe wojska Rosji. Sprzęt byśmy mieli nawet własny, bo mamy opracowane i karabiny kal 12,7mm i granatniki 40mm, BELMA ma opracowane miny i posiadamy prototypy systemów minowania narzutowego. Mamy wystarczająco dobre prototypy podwozi pod kołowe niszczyciele czołgów, mamy opracowane gotowe głowice tandemowe do RPG7, oraz głowice kasetowe ppanc do Langust i nawet moździerzy M98. W magazynach MON leży coś 100 tys szt skutecznych na BMD lekkich RPG76 niestety bez zapalników, bo tychże zapalnikow MON od lat nie chce kupić, mimo że zostały dawno opracowane przez WITU. Sytuacja zatem jest taka, że te wszystkie BMD nie byłyby zupełnie dla naszej nawet nielicznej armii groźne, gdyby nie fakt, że od lat MON pilnuje byśmy tych prototypów polskiej skutecznej broni ppanc nigdy nie wprowadzili ani do produkcji seryjnej ani tym bardziej do WP!! A udawanie, że MON od 12 lat próbuje "zintegrować" ppk Spike z wieżą HITFIST to dobre jest dla dzieci w przedszkolu, skoro wszyscy zainteresowani wiedzą, że z przyczyn technicznych NIE da się nijak tych rzeczy zintegrować. Wygląda jakby tylko MON od 12 lat tego "nie wiedział" bo nawet ostatni minister MON absurdalnie naiwnie zapewniał, że "prace się toczą"!!

Stary Grzyb
czwartek, 18 lipca 2019, 20:46

Długo by można o tym dyskutować, ale generalnie problem polega na niezdolności do jakiegokolwiek całościowego spojrzenia. Przykład WOT - robienie tego w liczbie 20 czy 30 tys. żołnierzy nie ma sensu, bo to nie mają być "wojska operacyjne drugiej świeżości", tylko siła wypełniająca przestrzeń i powodująca, że próby zajmowania terenu - do których np. batalion zmechanizowany musi się rozproszyć - stają się nieopłacalne, bo wszędzie ktoś strzela, zabija żołnierzy, niszczy wszystko poza ciężkimi czołgami oraz lotnictwem latającym powyżej 5 tys. metrów, i sumarycznie całość przestaje się kalkulować, bo nawet jeśli wojska napastnika przebiły front, to zajmowanie i utrzymanie terenu staje się koszmarem. Owszem, straty obrońców byłyby znaczne, ale to wojna - a istnienie rozbudowanych WOT ma własnie od niej agresora odstraszać, burząc relację kosztów i zysków. Dla takich właśnie wojsk te "Komary", RPG-7 z głowicą tandemową, itd. byłyby jak znalazł, plus rzecz jasna środki zapewniające zdolność prowadzenia rozproszonych działań skoordynowanych. Takie przykłady można mnożyć - ot, chocby po co nam okręty podwodne? dobre pytanie, ale jeżeli już, to wyłącznie z pionowymi wyrzutniami ciężkich pocisków cruise dalekiego zasięgu. Nawet 48 takich cruise'ów, czających się bliżej nie wiadomo gdzie z półtonowymi głowicami kasetowymi być może (kto to wie?) należycie posolonymi np. kobaltem-60 (co, m. in., umożliwia np. wyludnienie wszystkich dużych miast w europejskiej części terytorium Rosji) znacząco zmienia warunki planowania, ćwiczenia i, w szczególności, przeprowadzania "uderzeń deeskalacyjnych" na Warszawę czy Polskę w ogólności. Ech ...

werte
sobota, 13 lipca 2019, 16:17

Dopóki strzelają z to może i jest z nich pożytek, ale rozwalić można je RPG czy WKW z odpowiednią amunicją. O nowoczesnych PPK czy minach nie warto wspominać. Na pierwszą fazę ataku z zaskoczenia do robienia chaosu może to i dobre ale na krótką metę.

Fanklub Daviena
niedziela, 14 lipca 2019, 17:45

Za to nasi spadochroniarze na piechotę są trudniejsi do zwalczenia? To ja już wolałbym te BMD... USA też właśnie ogłasza przetarg na lekki czołg dla takich oddziałów... :)

Davien
poniedziałek, 15 lipca 2019, 01:12

Funku, USA ogłasza przetarg na lekki czołg o masie do 40 ton nie na wazące maks 13 ton BMD:) Jako transporterów, patrz uzywaja Bradley'i stojacych znacznie wyżej ofd rosyjskich pojazdów.

wtorek, 16 lipca 2019, 15:24

Ehe. Wyżej ale 1 kornet wystarczy

Davien
wtorek, 16 lipca 2019, 18:30

Panie bojacy sie przedstawić, nie dość że Bradleye dostaja Iron Fist, to jeszcze pocisk z ich diząłka szybciej załatwi BWP niz ten zrobi coś Kornetem a potem Kornet juz w nic nie trafi. Oczywiscie przy trafieniu wystarczy na dowolny BWP swiata ale najpierw musza trafic.

ppp
środa, 17 lipca 2019, 21:26

BMP-2 , BMD-2 i M2 Bradley mogą zwalczać się w podobny sposób za pomocą - te pierwsze działkiem 2A42 kal. 30 mm a ten ostatni działkiem M242 Bushmaster kal 25 mm . Możliwości w tym względzie raczej były i są podobne na europejskim terenie działań .

tradycyjnie..
wtorek, 16 lipca 2019, 14:26

Ojej, skąd info, ze jednostki desantowe USA używają bradlejów jako "transporterów" ?? Podczas ćwiczeń w Polsce z nieba "spadały" hammery" a nie bradleje ... Ojej naprawdę bradleje da się desantować przy pomocy spadochronów ?!?!!? :O)

barsak
sobota, 13 lipca 2019, 16:03

Cóż, tak mniej więcej wygląda proces opracowywania i produkcji broni na świecie. Dziesiątki lat prac konstruktorskich, znaczne serie sprzedanych urządzeń, analiza doświadczeń z eksploatacji itd, itp. Do tego kadra, stabilna, dobrze opłacana, szacunek dla fachowców a nie politologów i prawników na stołkach dyrektorskich. .

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama