Tama w Etiopii przyczyną pierwszej wojny o wodę?[ANALIZA]

20 lipca 2020, 11:05
Zrzut ekranu 2020-07-20 o 13.03.58
Fot. U.S. Air Force/Staff Sgt. Amy Abbott

Spór o Tamę Wielkiego Odrodzenia Etiopii (GERD) to klasyczny konflikt interesów między państwami dolnego i górnego biegu wielkich rzek. Choć dotychczas groźby militarnego rozwiązania takich problemów nie doczekały się realizacji to nie można wykluczyć „wodnych wojen” w przyszłości. Wojna egipsko-etiopska jest przy tym wciąż mało prawdopodobna ale nie wykluczona. Sprawę komplikuje to, że spór ten wpisuje się w szerszy konflikt międzynarodowy i może być „drugim frontem” militarnej konfrontacji egipsko-tureckiej.

Woda, jako bogactwo naturalne determinujące pozycje geopolityczne, wciąż jest niedoceniana w analizach, ustępując tradycyjnym surowcom energetycznym. Problem w tym, że woda ma nie tylko kluczowe znaczenie dla trwania życia na Ziemi, zarówno ze względu na bezpośrednie potrzeby organizmu człowieka jak i jej rolę w rolnictwie, ale również jest źródłem czystej energii odnawialnej. To co można nazwać wodną rewolucją energetyczną, czyli budowa wielkich tam w górnych biegach wielkich rzek transgranicznych (w szczególności Nilu, Eufratu i Tygrysu czy Amu-darii i Syr-darii) prowadzi do zmian geopolitycznych i wzmocnienia biedniejszych przeważnie krajów górnego biegu kosztem bardziej rozwiniętych krajów dolnego biegu. Takie przesunięcia potęgi, o którą, zgodnie z paradygmatem realistycznym stosunków międzynarodowych, państwa nieustannie rywalizują ze sobą, mogą prowadzić do konfrontacji militarnej.

Sytuacja w dorzeczu Nilu wpisuje się w ten paradygmat wodnego konfliktu. Rzeka ta kojarzona jest przede wszystkim z Egiptem i Sudanem ale w jej dorzeczu znajduje się aż 11 państw (Egipt, Sudan, Sudan Płd., Etiopia, Erytrea, Uganda, Kenia, Rwanda, Burundi, Tanzania i Demokratyczna Republika Kongo). To Nil zdeterminował powstanie Egiptu jako jednej z najstarszych cywilizacji i fakt ten nie ma znaczenia wyłącznie symbolicznego. Egipt bowiem wciąż traktuje tę rzekę jako kręgosłup swojej państwowości m.in. podnosząc argumenty historyczne sięgające starożytności. Etiopska państwowość, choć również sięgająca starożytności jest jednak znacznie młodsza od egipskiej i nie była powiązana z Nilem (przynajmniej nie w takim stopniu co Egipt).

Egipt, choć obiektywnie trudno go nazwać państwem rozwiniętym z silną gospodarką, to na tle innych państw dorzecza Nilu jest niewątpliwie największą potęgą pod każdym względem. Z 300 mld dolarów PKB Egipt jest dopiero na 40 miejscu na świecie, choć jego 100-mln populacja plasuje go na 15 miejscu najludniejszych krajów świata, ale i tak inne kraje dorzecza Nilu są daleko w tyle. Na kolejnych miejscach plasuje się Kenia z 98 mld USD PKB i Etiopia z 91 mld USD PKB, przy czym Etiopia pod względem populacji liczy 115 mln (prześcignęła pod tym względem Egipt kilkanaście lat temu). Egipt ma też ponad 3 razy większy PKB per capita niż Kenia i aż 5,5 razy większy niż Etiopia. Ponadto Egipt dysponuje jedną z najsilniejszych armii zarówno w całej Afryce jak i w regionie MENA, a wydatki zbrojeniowe tego kraju są ok. 30 razy większe niż Etiopii.

Jednakże uruchomienie GERD, inwestycji, której koszt wyniósł 5 mld dolarów, może bardzo zmienić regionalny układ sił. Planowana moc tej hydroelektrowni, tj. 6 450 MW oznacza, że będzie ona w pierwszej dziesiątce na świecie pod tym względem. Roczna produkcja energii ma natomiast wynieść 16 terawatogodzin (dla porównania tama asuańska w Egipcie produkuje 11 terawatogodzin). To pozwoli Etiopii na eksport energii elektrycznej do krajów sąsiednich, a być może również do Europy, zwłaszcza że potencjał Etiopii w zakresie odnawialnych źródeł energii jest znacznie większy. GERD może zatem otworzyć przed Etiopią drogę do skoku społeczno-ekonomicznego, który jest jej bardzo potrzebny ze względu na to, ze dziś co czwarty Etiopczyk żyje poniżej granicy ubóstwa, a kraj ten plasuje się dopiero na 173 miejscu (na 189) na indeksie rozwoju społecznego (HDI). Ta szansa rozwoju dotyczy zresztą również innych państw górnego biegu Nilu.

W 2010 r. Etiopia i inne państwa górnego biegu zawarły porozumienie w sprawie zmiany podziału wód Nilu, w którym zakwestionowano prawo Egiptu i Sudanu do 90 % wód tej rzeki. Etiopia uznała to za niesprawiedliwe, gdyż Błękitny Nil, którego źródła znajdują się na terenie tego kraju, odpowiedzialny jest za 85 % wody w Nilu. Egipt i Sudan odrzuciły jednak te ustalenia, a Kair podkreślił, że kwestia Nilu to sprawa bezpieczeństwa narodowego tego kraju.

Trudno się temu dziwić. 95 % populacji Egiptu zamieszkuje dolinę Nilu obejmującą 10 % terytorium tego kraju. Nil ma też fundamentalne znaczenie dla egipskiej gospodarki. Według władz tego kraju w przypadku suszy funkcjonowanie GERD spowoduje spadek ilości wody na egipskim odcinku powodując straty w PKB w wysokości 1,8 mld dolarów i doprowadzi do utraty pracy przez ok. 1 mln osób. Obawy Egiptu odnoszą się zresztą nie tylko do strat w rolnictwie i związanych z tym braków żywności (co często prowadzi do rewolucji) ale również spadku efektywności egipskich elektrowni wodnych (dotyczy to też elektrowni sudańskich).

W 1997 r. na forum ONZ przyjęto konwencję wodną i zgodnie z jej artykułem 7 zakazano takiej eksploatacji rzek transgranicznych, która powodowałaby szkodę w dotychczasowym wykorzystaniu wód tej rzeki przez inne państwo dorzecza. Tyle że tej konwencji nie podpisało żadne państwo dorzecza Nilu. Egipt powołuje się za to na traktaty z epoki kolonialnej, których stroną była jeszcze Wielka Brytania. Etiopia podpisała w 1902 r. traktat z Wielką Brytanią, w którego art. 3 znalazło się zobowiązanie etiopskiego cesarza do nie budowania żadnych instalacji na Nilu bez odrębnego uzgodnienia z Wielką Brytanią jeśli prowadziłoby to do zmniejszenia przepływu wody w Nilu w dalszym jego biegu. Problem w tym, że tak jednoznaczne brzmienie artykuł ten ma tylko w anglojęzycznej wersji ale już nie w wersji amhara, a poza tym nigdy nie został ratyfikowany przez Etiopię.

Choć Etiopia uważa obawy Egiptu za co najmniej przesadzone to kazusy innych wielkich tam budowanych w górnych biegach rzek transgranicznych potwierdzają to, że prowadzi to do zmniejszenia ilości wody w krajach dolnego biegu i często powoduje tam niepokoje społeczne. Ponadto w dorzeczu Nilu bardzo szybko rośnie tamtejsza populacja, a wody ubywa i jest ona coraz gorszej jakości. W dodatku państwa dorzecza mają konkurencyjne projekty wykorzystania hydroenergetycznego wód tej rzeki. Egipt ma również plany innego rodzaju wykorzystania wody tj. np. planuje budowę Nowej Doliny, czyli nawodnienia i zaludnienia obszaru Pustyni Zachodniej przy wykorzystaniu 5 mld m3 wody z Nilu. Istnieją przy tym kontrowersje na temat tego jaki wpływ na Nil będą miały zmiany klimatu. Choć przeważają opinie mówiące o możliwych suszach i dalszym spadku ilości wody to według niektórych analiz może też nastąpić zjawisko odwrotne tj. powodzie spowodowane zwiększeniem ilości opadów w Etiopii. W takiej sytuacji tamy w górnym biegu, w tym GERD, mogą wspierać regulację wody w Nilu, zapobiegając powodziom. Dotyczy to w szczególności Sudanu, który jednak stoi po stronie Egiptu gdyż bardziej obawia się strat. Ponadto taka regulacja wymagałaby koordynacji między państwami dorzecza Nilu, a takowej brak mimo istnienia Inicjatywy Dorzecza Nilu, do której należą wszystkie państwa dorzecza tej rzeki.

Etiopia, mimo zastrzeżeń Egiptu i Sudanu, przystąpiła do budowy GERD w kwietniu 2011 r. Tzw. Arabska Wiosna, która doprowadziła do zmiany reżimu w Egipcie oraz wywołała w tym kraju stan względnego chaosu, stanowiła bez wątpienia okoliczność sprzyjającą jednostronnym działaniom Etiopii. W czerwcu 2013 r. rządzące w Egipcie Bractwo Muzułmańskie rozważało wprawdzie zbombardowanie budowy GERD ale ostatecznie nie zdecydowało się na to, gdyż miałoby to straszne skutki ekologiczne. W marcu 2015 r., już po obaleniu Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie, doszło w Chartumie do podpisania wspólnej deklaracji w sprawie rozwiązania sporu dotyczącego GERD przez przywódców Egiptu, Etiopii i Sudanu. Jak się jednak szybko okazało optymizm był przedwczesny.

Zakończenie budowy GERD w 2020 r. otworzyło nowy rozdział w tym konflikcie. Etiopia ogłosiła, że w lipcu zamierza rozpocząć napełnianie zbiorników retencyjnych, argumentując, iż w tym czasie ma miejsce pora deszczowa czyli jest to najlepszy okres gdyż pozwoli na uniknięcie lub zminimalizowanie ubocznych skutków. Egipt jednak podtrzymał swój sprzeciw, domagając się by najpierw zostało zawarte kompleksowe porozumienie, gwarantujące, że Egipt nie odczuje negatywnych skutków napełniania, a następnie funkcjonowania GERD. Ponadto Egipt domagał się rozłożenia procesu napełniania na okres 10 lat. Etiopia odrzuciła te warunki, podobnie jak zresztą próbę mediacji USA, uznając, że jest to granie na czas ze strony Egiptu. Z drugiej strony Egipt zarzucił Etiopii przedłużanie negocjacji w nieskończoność, torpedowanie kompleksowego porozumienia zabezpieczającego interesy wszystkich stron (opartego na propozycji wypracowanej w lutym 2020 przez Departament Skarbu USA oraz Bank Światowy) i forsowanie tymczasowych rozwiązań po to by uruchomić tamę bez trwałych gwarancji zabezpieczenia interesów pozostałych stron.

W ostatniej chwili, w końcu czerwca, Etiopia zgodziła się na mediację Unii Afrykańskiej, jednak negocjacje znów skończyły się fiaskiem. 15 lipca pojawiła się informacja o rozpoczęciu napełniania tamy co wywołało ostrą reakcję Egiptu, a następnie dementi władz Etiopii, które stwierdziły, że widoczna na zdjęciach woda w zbiornikach GERD znalazła się tam w wyniku ulewnych deszczy. Niemniej Sudan stwierdził, że odnotował obniżenie przepływu wody o 90 mln m3 dziennie w stosunku do sytuacji z lat poprzednich.

Egipt na początku lipca zaoferował Etiopii rozwiązanie polegające na kompleksowym porozumieniu energetycznym między Egiptem, Etiopią oraz Sudanem. Państwa te zostałyby połączone ze sobą siecią przesyłową co umożliwiłoby z jednej strony eksport energii z Etiopii dalej do Europy, a jednocześnie związałoby Etiopię z Egiptem, który mógłby w razie wystąpienia niedoborów wody z winy Etiopii zablokować jej przesył energii. Dlatego też Egipt jeszcze w końcu 2019 r. zadeklarował gotowość sprzedaży 20 % swojej własnej energii do państw afrykańskich po niskiej cenie by wyrugować z tego rynku Etiopię i przekierować jej zainteresowanie przesyłowe na kierunek północny. Póki co jednak do żadnego porozumienia nie doszło. Natomiast od czerwca narasta retoryka nie wykluczająca konfliktu zbrojnego.

Bezpośrednia wojna egipsko-etiopska jest jednak mało prawdopodobna z uwagi na skomplikowaną sytuację obu państw. Egipt szykuje się bowiem obecnie do interwencji militarnej w sąsiedniej Libii, w związku z zagrożeniem opanowania tego kraju przez Bractwo Muzułmańskie oraz Turcję. Etiopia natomiast znajduje się na skraju wojny domowej na tle etnicznym. Problem w tym, że obie strony mogą próbować wykorzystać sytuację strony przeciwnej, a konflikt o etiopską tamę może się wpisać w szerszy konflikt międzynarodowy. W takim kontekście należy bowiem odczytywać zwiększoną aktywność na linii Kair – Asmara. Egipt, w związku z konfliktem z Etiopią, zainteresował się zawarciem strategicznego przymierza z Erytreą.

Erytrea, powstała w 1993 r. w wyniku oddzielenia się od Etiopii, przez ponad dwie dekady znajdowała się w stanie permanentnego konfliktu z Etiopią, przeradzającego się od czasu do czasu w wojnę. Po dojściu do władzy obecnego premiera Etiopii Abiya Ahmeda Alego doszło jednak do podpisania porozumienia pokojowego etiopsko-erytrejskiego, kończącego (przynajmniej jak się póki co wydaje) rozdział wrogości we wzajemnych stosunkach tych państw. Abiy dostał za to zresztą Pokojową Nagrodę Nobla w 2019 r. Dlatego początkowo postrzegano Erytreę jako potencjalnego mediatora. Tyle, że po wizycie erytrejskiego przywódcy Isaiasa Afwerki w Kairze w dniach 6-7 lipca przedstawiciele Erytrei zaczęli oskarżać Etiopię o nie implementowanie zapisów porozumienia pokojowego z 2018 r. Np. 11 lipca erytrejski minister informacji stwierdził, że etiopskie wojska nadal znajdują się na „suwerennych terenach Erytrei”, a handlowe i ekonomiczne stosunki „nie osiągnęły spodziewanego poziomu”.

Położenie Erytrei powoduje zainteresowanie współpracą z tym krajem nie tylko ze strony Egiptu ale też Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej. ZEA znalazły się niedawno w defensywie w rywalizacji z Turcją i Katarem o wpływy w Somalii, gdzie Katar przystąpił m.in. do budowy nowego portu Hobyo, a Turcja założyła bazę wojskową. W odpowiedzi ZEA i Arabia Saudyjska zwiększyły swoje zainteresowanie współpracą z separatystycznym Somalilandem i autonomicznym Puntlandem. Emiraty dążą przy tym do kontroli wodnego szlaku transportowego z Zatoki Adeńskiej do Morza Czerwonego, czemu służy też faktyczne opanowanie przez nie jemeńskiej wyspy Sokotra. Współpraca z Erytreą również wpisuje się w ten schemat. Egipt natomiast jest sojusznikiem zarówno ZEA jak i Arabii Saudyjskiej. Zaangażowanie Erytrei w spór o GERD (już wcześniej krytykowała ten projekt jako przekraczający potrzeby Etiopii) jest bardzo groźne dla Etiopii, zwłaszcza zważywszy na potencjalne wsparcie egipsko-saudyjsko-emirackie w przypadku reaktywacji konfliktu etiopsko-erytrejskiego. Potencjał dla takiego rozwoju sytuacji natomiast jest spory, gdyż pozycja premiera Abiya postrzegana jest obecnie jako wybitnie słaba, a wśród rządzących do niedawna Etiopią Tigray wzrasta niezadowolenie. Tymczasem Tigray to grupa etniczna dominująca również w Erytrei, przy czym nie można też zapominać o tym, że to odsunięty przez Abiya od władzy Tigrajski Ludowy Front Wyzwolenia jest najbardziej skonfliktowany z Asmarą. Erytrea, przy wsparciu Egiptu, ZEA i Arabii Saudyjskiej, może jednak potencjalnie wznowić wspieranie separatyzmu tigrajskiego, dążąc do wywołania w Etiopii wojny domowej.

Każda akcja rodzi jednak reakcję więc nie może dziwić, że Addis Abeba zareagowała rozmowami z Ankarą. 16 lipca doszło zatem w Ankarze do spotkania b. prezydenta Etiopii i zarazem specjalnego przedstawiciela etiopskiego premiera Mulatu Teshome Wirtu z szefem tureckiego MSZ Mevlutem Cavusoglu. Turcja dąży do ekspansji politycznej i militarnej w Afryce Płn. i Wsch. i dlatego współpraca z Etiopią jest dla niej bardzo atrakcyjna. Natomiast umacnianie się Turcji w Rogu Afryki stanowi zagrożenie geostrategiczne zarówno dla Egiptu jak i ZEA i Francji. To zaś wpisuje się w szerszy konflikt między tymi państwami, którego główną areną jest Libia i Morze Śródziemne.

W rozgrywce o GERD bardzo wstrzemięźliwie zachowują się natomiast Chiny, które są głównym partnerem handlowym zarówno Etiopii jak i Erytrei i które prowadzą ekspansję polityczno-ekonomiczną w Afryce. Róg Afryki jest dla Państwa Środka bramą do Czarnego Lądu i dlatego założyły one bazę wojskową w Dżibuti. Chińskie firmy były też zaangażowane w budowę GERD. Nie ulega wątpliwości, że dla Chin destabilizacja Etiopii czy też wznowienie konfliktu etiopsko-erytrejskiego stanowi zagrożenie dla jej planów. Niemniej Chiny prowadzą też politykę równowagi i nie chcą opowiadać się jednoznacznie po stronie Etiopii by nie skonfliktować się z Egiptem i krajami Półwyspu Arabskiego. Dlatego póki co Pekin ogranicza się do „popierania negocjacji” między stronami tego sporu.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 75
Reklama
kolo
sobota, 25 lipca 2020, 21:34

Między Egiptem a Etiopią jest jeszcze Sudan i900 km pustyni, więc może mi ktoś wyjaśnić w jaki sposób Egipt może zaatakować Etiopię?

Paweł
sobota, 22 sierpnia 2020, 17:48

kolega nie słyszał o lotnictwie?

Panie woder
czwartek, 23 lipca 2020, 06:28

To Kadafi był z Algierii?

Macedończyk
czwartek, 23 lipca 2020, 06:18

Nie to, żebym bardziej cenił p. Dima niż p. Milutkiego, są po jednych pieniądzach, jak to można ująć - Grek to Turek-chrześcijanin, a Turek to Grek-muzułmanin. Zwykle się nie odzywam, ale to łgarstwo Milusia trzeba wyprostować. Ormianie byli w sposób systematyczny planowy i zorganizowany bestialsko wyrzynani od b. dawna, tysięcznymi rzeszami już w drugiej połowie XIX wieku. W latach 90-tych dokonywały tego opłacane przez rząd turecki specjalne oddziały konne ulubieńców p. Witolda Repetowicza, Kurdów. Ci Kurdowie zostali osiedleni na zgliszczach kwitnącej cywilizacji. Wstrząsające są nie tylko zdjęcia stert pomordowanych, ale nawet i XXI-wieczne zdjęcia na których pod pod kopułą średniowiecznego kościoła kurdyjski pastuch trzyma ... siano dla swoich ... owiec, a i sam gnieździ się w norze skleconej z kamieni z kościoła, połamanych krzyży i reliefów. Trwało to cały czas. Np. tylko w roku 1908-1909 Turcy i Kurdowie wymordowali 300 000 Ormian. W latach I wojny - wiadomo, około 1 000 000 do 1 500 000 Ormian. Nikt z nich nie zginął szybko i bez męczarni. To była połowa narodu. Po I wojnie światowej - to samo. Żeromski w "Przedwiośniu" opisuje rzeź Ormian w Baku. W latach dwudziestych Grecy przekroczyli uzgodnienia z Ententą (Graeca fides) i próbowali podbić wielkie tereny z prawie stuprocentową większością turecką. A nawet udali się na ekspedycję w celu podboju Ankary. Przegrali. Dziwne, panie Dim, nie? Wściekłość Turków skrupiła się na bezbronnych Ormianach. W wielu miastach Turcy wymordowali Ormian, to były dziesiątki tysięcy ludzi. W samej Smyrnie (tym razem trafiło również na Greków), Ormian i Greków wymordowano łącznie od 30 000 do 125 000. Różnie piszą. W tym czasie bohaterska armia grecka już dawno wzięła nogi za pas, czy tam płetwy za skrzela i zwiała ... eee ... skróciła linię frontu, na kontynent europejski. Zabrawszy wszystkie statki i zostawiwszy cywilów, kobiety i dzieci. Graeca fides. W latach sześćdziesiątych XX w. Turcy nadal wysadzali ormiańskie kościoły na spustoszonych do dziś terenach w powietrze. Albo chociaż częściowo uszkadzali. W czasie rozpadu Zsrr Azerowie znowu mordowali Ormian. W Baku i Sumgaicie. Były opisy w polskiej prasie co konkretnie robili ormiańskim dziewczętom. Można sobie obejrzeć na YT co już w XXI wieku Azerowie robią z ormiańskim dziedzictwem, np. z cmentarzem w Dżulfie. Filmy są kręcone np. przez Irańczyków zza linii granicznej, żeby nie było. Droga Redakcjo, czy nie dało by się zablokować na zawsze żądnego krwi i wojny Milutkiego? Siejącego histeryczne nonsensy Dima też by się przydało.

Milutki
czwartek, 23 lipca 2020, 22:17

Gdyby wierzyć tym wszystkim liczbom o setkach tysięcy regularnie zabijanych Ormianach to Ormian musiałoby być miliony. Ormianie aż do 1915 roku pelnili najwyższe funkcje panstwowe z ministerialnymi włącznie w Imperium Osmanskim i slużyli masowo w armii, gdyby Turcy chcieli ich eksterminowac to nie dopusciliby do tego. Przez wiek XIX następował właśnie wzrost znaczenia Ormian w Imperium eksterminacja tego narodu a konkretnie od czasu reformy tanzimatu. W 1914 i 1915 roku Ormianie dołączyli do carskiej armii w ataku na Turcję, wykorzystali nieobecność tureckich mężczyzn walczących na froncie I WŚ i zaczęli zdobywać miasta wschodniej Turcji, przeprowadzali masakry ludności cywilnej w mieście Wan i okolicach . Celem Ormian nie było zdobycie wschodniej części tureckiego państwa ale całkowite zniszczenie Turcji przy pomocy Rosji. Tylko Ormianie na wschodzie Turcji stanowili zagrożenie, Ormianie na zachodzie nie byli zwalczani a tam siły Tureckie były największe i tam Turcy mieli najwięcej możliwości. Gdyby Turcy chcieli przeprowadzić eksterminację Ormian to zaczęliby od zachodu. Jak sam piszesz Turcy zaczeli walczyc z Ormianami na zachodzie dopiero gdy wybuchł tam konflikt z Grecją 6 lat później. Ormianie w Górnym Karabachu też nie szanują pozostałości Azerbejdżan których wypędzili, meczety stoją tam w ruinie. W Polsce pozostałe cmentarze żydowskie też nie są darzone szczególnym szacunkiem a żrąca owca nie byłaby ujmą w porównaniu z tym co na tych cmentarzach się dzieje. Ormianie blisko rozpadu ZSRR też atakowali Azerbejdżan. Zdjęcia z stosami ciał rzekomo zabitych Ormian są mało wiarygodne a wiele zostało zdemaskowanych jako fałszywki. To bardzo łatwo iść na skroty i kogoś zablokować aby uniknąć dyskusji, portal który chce przyciągać specjalistów i ludzi myślących nie może sobie na to pozwolić.

Milutki
piątek, 24 lipca 2020, 00:11

Powinno być: Gdyby wierzyć tym wszystkim liczbom o setkach tysięcy regularnie zabijanych Ormianach to Ormian musiałoby być miliony, ich populacja byłaby bliska tureckiej. Przez wiek XIX następował właśnie wzrost znaczenia Ormian w Imperium a konkretnie od czasu reformy tanzimatu.

PZU
środa, 29 lipca 2020, 10:36

Wytłuc Ormian i później wystąpić do towarzystwa ubezpieczeniowego o odszkodowania z polis, które niektórzy z nich posiadali, to jest mistrzostwo świata.

Milutki
piątek, 31 lipca 2020, 16:29

Wytłuc nie, przekonać żeby było uczciwi

asdf
wtorek, 21 lipca 2020, 23:39

Pierwsza w historii? Wojna o Wzgorza Golan nie byla wszczesniej?

Kopara
sobota, 25 lipca 2020, 19:57

To Kadesz i Ramzes 2

Hanys
wtorek, 21 lipca 2020, 13:54

1/3 światowych zasobów słodkiej wody posiada Rosja. Bardzo więc możliwe że w przyszłości zachód będzie klęczał przed Rosją, prosząc o wodę albo zbierał deszczówkę, a z tym różnie bywa no i to trzeba jeszcze oczyścić... także, o ile bez ropy da się jakoś przeżyć w jaskiniowym stylu, to bez wody już nie ;)

ubawiony
środa, 22 lipca 2020, 11:41

Taaaa... I jednocześnie mniejsze zasoby wody na mieszkańca niż kraje zachodniej Europy... 60% zasobów wody na świecie to Ameryka Pd i PD/W Azja - Brazylia ma większe zasoby niż Rosja.

www
wtorek, 21 lipca 2020, 15:58

1/3 powiadasz ruski trolu? hahah. Jakoś Chińczycy nie budują rurociągów kanałów z Rosji tylko budują z południa Chin aby dostarczyć wodę na północ Chin. I tyle w temacie eksportu ruskiej wody.

środa, 22 lipca 2020, 14:47

? Nie prościej spojrzeć na mapę maralińscy

www
czwartek, 23 lipca 2020, 04:29

maralińscy? to jakiś ruski zwrot? A właśnie nie na mapę kolego a na globus, bo na płaskiej mapie Rosja sie wydaje 4 x większa niż w rzeczywistości. Nie będę ci tłumaczył dlaczego płaska mapa zakłamuje. Powierzchnia Rosji to ok 11,5 procent powierzchni wszystkich lądów. Kanada plus USA są razem obszarowo większe od Rosji. Zasoby wody słodkiej na Antarktydzie w postaci super czystego lodu sa wielokrotnie większe od zasobów wody w Rosji w dodatku w większości skażonej metalami ciężkimi i różnymi wyciekami radioaktywnymi...

Eytu
sobota, 25 lipca 2020, 14:22

To prawda z pozornym powiększaniem powierzchni. Winne temu jest odwzorowanie Merkatora - jest ono pomocne żeglarzom /marynarzom w wyznaczaniu północy / południa . Najbardziej widać to na powierzchni Grenlandii - ma powierzchnię Arabii Saudyjskiej , a nie zbliżone do Afryki jak błędnie wskazuje odwzorowanie walcowe wiernokątne.

Milutki
wtorek, 21 lipca 2020, 09:49

Egipt obecnie nie ma sposobów oddziaływania na Etiopię aby chronić swój Nil. Wywoływanie wojny wewnętrznej w Etiopii albo wsparcie Erytrei w ataku na Etiopię to musztarta po obiedzie , tama już ruszyła i te działania jej nie zatrzymają. Armia egipska nie jest w stanie chronić fundamentalnych zasobów do instnienia państwa, zakupywana broń okazała się bezużyteczna a własnej nie rozwijano. Działalność polityczna Egiptu skupia się na utrzymywaniu władzy dyktatury Sisiego. Sojusznicy Egiptu czyli ZEA i AS nie pomagają Egiptowi bo celem ich polityki względem Egiptu jest też utrzymanie dyktatora u władzy, losy milionów Egipcjan ich nie obchodzą , Saudyjczycy i Emiratczycy dbają tylko o swój dobrobyt. Egipcjanie teraz mogą przede wszystkim liczyć że czarne scenariusze co do Nilu się nie sprawdzą i poziom wód się nie zmieni na tyle aby zaszkodzić Egiptowi.

Paragraph23
wtorek, 21 lipca 2020, 10:56

@Milutki THX za stanowisko Turcji. Jednorazowy atak Egiptu na tamę i problem wody rozwiązany, zapobieże także tragedii ekologicznej/hydrologicznej. Wojna o "wodę" to też Izrael i ewentualne dostawy wody z Eufratu, Rosja i Krym itd, itd...

Milutki
wtorek, 21 lipca 2020, 11:23

Nie dziekuj, nie znam stanowiska Turcji na ten temat, nie wiem czy jest jakiekolwiek. Tama ruszyła a Egipt jej nie zniszczył na etapie budowy kiedy straty byłyby wszystkim najniższe. Zniszczenie tamy po napełnieniu zbiornika spowoduje powódź.

Paragraph23
wtorek, 21 lipca 2020, 13:59

@Milutki Powódź jak co roku..

Milutki
wtorek, 21 lipca 2020, 14:56

Tym razem wieksza powódź.

Jato
wtorek, 21 lipca 2020, 07:47

Egipcjanie powinni skorzystać z mądrych rad naszego Prezydenta, oczko wodne przed chałupą każdego egipskiego chłopa powinno rozwiązać problemy Egiptu z wodą. Lepsze to, jak wojna z Etiopią.

hmm
wtorek, 21 lipca 2020, 02:03

Niestety, mentalność romantyczna Polskiej szlachty już w przeszłości wpychała nas w objęcia Turków - narodu otwarcie wrogiemu wszystkim europejczykom (przypomnijmy janczarów, porywanie kobiet do burdeli, podatek krwi). Przykładem był Mickiewicz, ktory w swojej zacietrzewionej anty-rosyjskości chciał nawet formować legiony Polskie w Istambule. Ponieważ Wojna Krymska już się kończyła, walczyłyby zapewne przeciwko Bułgarom albo Grekom... Ten sam nurt sprzymierzania się z wrogiem reprezentują ludzie którzy uparcie powtarzają jak to w Turcji pamietano o pośle lechistanu, a drugim półgębkiem sączą coś o mongolskiej cywilizacji w Rosji będącej zagrożeniem. Otóż Turcy to czyste tradycje stepowe - handel niewolnikami, krwawe niestabilne rządy prześladujące innowierców. A sami Polacy - są bezwiednie przez naszą "szlachtę" pchani pod nóż w niekończących się powstaniach i znikąd stają się nagle pionkami w rozgrywkach egzotycznych "sojuszników" z odległych krajów. Natomiast pozostają w wiecznym konflikcie z sąsiadami. Wypisz wymaluj jak dzisiaj.

Kordian
wtorek, 21 lipca 2020, 11:38

To prawda na pewno dobrze żyć z sąsiadami, ale nie może być tak że niektórzy sąsiedzi wykorzystują nas jako tanią siłę roboczą i swój folwark lub robią wszystko żeby odzyskać swoje wpływy z czasów ZSRR. Wypisz wymaluj jak dziś by chcieli żeby było w Polsce.

Milutki
wtorek, 21 lipca 2020, 10:24

Amerykanie przez setkii lat brali miliony niewolników a Polska mimo to uważa Stany Zjednoczone Ameryki za swojego najważniejszego sojusznika. Gdyby Turcy prześladowali i zwalczali innowierców to od razu by ich wszystkich wyrżnęli po zdobyciu Anatolii i w innych zdobytych miejscach, było jednak inaczej innowiercy mieszkali wiele setek lat obok muzułmanow. Zmienilo sie to dopiero gdy w Anatolii Grecy i Ormianie zaatakowali Turków i zostali pokonani oraz tam gdzie Imperium Osmanskie traciło terytoria , wtedy muzułmabie byli zabijani i wypędzani. Opowieść o pośle lechistanu nie jest dokładnym odzwierciedleniem faktów historycznych ale Turcja w tamtym okresie pomogła Polakom w inny sposob. Turcja dała schronienie polskim powstańcom po upadku Powstania Listopadowego i założyli wieś pod Istambułem Adampol, Polacy praktykowali tam katolicyzm i nie byli prześladowani. Twoja interpretacja historii że Polacy walczyli bo byli pionkami jest w Polsce nazywana pedagogiką wstydu i ogólnie przez Polaków odrzucana.

wert
wtorek, 21 lipca 2020, 12:04

Zacietrzewiona antyrosyjskość Mickiewicza. To przecież dyskwalifikuje to zakończenie trzonka urządzenia do wbijania gwoździ z grona Homo Sapiens

złośliwy
wtorek, 21 lipca 2020, 11:39

Opowiedz nam o "setkach lat" istnienie niewolnictwa z Stanach, które powstały w 1776r. a niewolnictwo zniosły w 1863r. Ludobójstwo Ormian (i innych ludów nietureckich, niemuzułmańskich) było elementem Panturkizmu rządzących Młodoturków - zaplanowane odgórnie i wykonywane między innymi przez turecką armię. Negowanie tego jest równie haniebne jak zaprzeczanie Holocaustowi, czy Rzezi Wołyńskiej. Przy okazji w Turcji prawo zakazujące niewolnictwa zostało przyjęte w 1963r, czyli dopiero w II poł. XXw. Co mówiłeś o Amerykanach?

Milutki
wtorek, 21 lipca 2020, 14:06

Myśląc w ten sposób co o USA to niewolnictwo realnie w Turcji nie istniało, od początku Republiki Tureckiej było zakazane. W 1964 zniesiono jakiś plączący się przepisik na papierze będący już martwy. Ormianie pierwsi zaatakowali Turcję aby ją zniszczyć i aby przeprowadzić ludobójstwo Turków i zaczęli to robić, Turcy się obronili. Różnica między Polakami na Wołyniu i Żydami w Niemczech a Ormianami jest taka że pierwsi nikogo nie atakowali a byli ofiarami, Ormianie natomiast byli agresorami a Turcy się bronili, haniebne są kłamliwe twierdzenie że było inaczej.

gnago
środa, 22 lipca 2020, 14:49

? No bestialsko mordowali Turków w Stambule ? W tym wszechświecie było zwyczajnie odwrotnie drogi przybyszu z naszego gronka wszechświatów równoległych

Milutki
czwartek, 23 lipca 2020, 22:47

W Istambule nie mordowali i tam też nie byli mordowani, dochodziło co prawda do spontanicznych rozruchów tłumionych przez tureckie władzę. Ormianie natomiast mordowali Turków w wschodniej Anatolii i tam też byli zwalczani, nigdzie indziej chociaż byli w wielu miejscach

złośliwy
środa, 22 lipca 2020, 11:54

Czyli mówisz, że mały naród Ormian, nie posiadający swojego państwa i armii od XVw., napadł na Imperium Osmańskie posiadający w czasie pokoju 200-tysięczną armię? Nie mam więcej pytań. Informacyjnie - niewolnictwo w Turcji kwitło przez całą historię tego państwa. Dopiero w połowie XIX podejmowano pierwsze próby jego ograniczenia. Handel kobietami w Turcji jeszcze handlowano w latach 30-tych XXw. W tym szczególnie haniebny był handel Ormiankami, które zniewolono przy okazji Ludobójstwa Ormian.

Milutki
środa, 22 lipca 2020, 21:41

Kierując się twoim sposobem myślenia że w USA niewolnictwo istniało kilkadziesiąt lat bo USA powstało w końcówce lat XVIII w. to w Turcji zawsze było zakazane bo było zakazane od początku Republiki. Ormianie wykorzystali osłabienie Turcji walką na kilku frontach I Wojny Światowej sprzymiezyli się z carską Rosją w nadziei całkowitego zniszczenia Turcji, Turcy się jednak obronili. Kobietami nawet teraz handluje się w Europie i Polsce zmusza do pracy i do prostytucji, takie przypadki nie czynią jednak z Polski kraju niewolniczego. Nie musisz mi zadawać pytań, zadaj je sobie, np kiedy powstała Republika Turecka.

złośliwy
piątek, 24 lipca 2020, 12:55

Już raz pisałem ale nie przeszło: 1) Bzdura. Przez powstaniem USA nie było tam państwa, którego Stany stanowiłyby kontynuację. Turcja jako państwowość istnieje od końca XIIIw. i była przez większość historii jednym z głównych centrum handlu niewolnikami na Bliskim Wschodzie. 2) Planowe i masowe mordy na Ormianach zaczęły się jeszcze w latach 90-tych XIXw. za panowania Abdulhamida II, to co zrobili republika młodoturków było tylko kontynuacją tureckich zbrodni. 3) Turcy sami się przyłączyli do wojny po stronie Niemiec licząc na zdobycze terytorialne na Rosji. Skończyło się spektakularnymi klęskami jak fatalnie przeprowadzona zimowa ofensywa na Sarykamysz, po której jej autorzy musieli znaleźć "kozła ofiarnego" - czyli chrześcijan; Ormian, Asyryjczycy, Pontyjczycy.

Milutki
piątek, 24 lipca 2020, 16:18

USA nie było kontynuatorem żadnego państwa ale było kontynuatorem ludzi tam mieszkających, oni mieli niewolnikow przed powstaniem USA i kontynuowali po powstaniu USA a prawo USA stało po ich stronie. Od reformy tanzimatu w latach 30tych XIX sytuacja Ormian w Imperium Osmanskim się polepszała a nie pogarszała, dostawali oni kolejne prawa i swobody, zdobywali nowe pozycje z funkcjami rządowymi włącznie. Ta przyjazna Ormianom polityka była kontynuowana w XX w. Gdyby Turcy chcieli im przeprowadzić ludobójstwo to prawa i pozycja społeczna by im się pogarszały . Za dobroć Ormianie odpłacili jednak złem. Imperium Osmanskie stanęło po stronie Niemiec nie po to aby zdobyć coś na Rosjanach ale aby odzyskać od Rosjan to co Imperium utraciło. Ormianie zaatakowali Turków aby przeprowadzic ich ludobojstwo, to jest fakt historyczny, sami Ormianie gdy sie ich przycisnie o tym mowią, żałują przy tym że atak się nie udal

złośliwy
poniedziałek, 27 lipca 2020, 11:05

Nie używaj określenia "fakt historyczny" na swoje opinie, nie mające potwierdzenia w innej rzeczywistości niż kłamstwa polityki historycznej państwa tureckiego. 1) Czyli USA opowiada za czyny popełnione przez inne kraje obecne na kontynencie od czasów Kolumba? Hiszpanię, Anglię Francję? To fajnie. W ten sposób obciążyłeś Turcję zbrodniami od czasów starożytnych. Nawet jak liczyć od samozwańczego proroka to od VIIwne. Czyli brniesz w absurdy próbując na siłę udowodnić swoje oskarżenie USA. 2) W latach 60-80tych XIX zachodnie imperia jak Anglia, Francja wymusiły na Turcji przyjęcie ustawodawstwa dającego większe prawa mniejszościom chrześcijańskim w Imperium Osmańskim. Potem Turcja przegrała kolejne wojny zakończone Traktatem Berlińskim i w latach 90-tych XIXw. zaczęło się ograniczanie autonomii a potem prześladowania i masakry Ormian - patrz powstania w Zeitun. 3) Wszystko co Imperium miało pochodziło z podbojów i grabieży. To, że chciało sobie w sojuszu z Niemcami odbić straty wynikające z odzyskania niepodległości krajów bałkańskich czy terenów na Kaukazie - to już turecki problem i nikt im nie będzie współczuł, że postawili na złego konia. Zwłaszcza, że klęski na tej wojnie odbili sobie ludobójstwem mniejszości chrześcijańskich. 4) Po raz kolejny zwracam uwagę, że pisanie tekstu o tym jak mała mniejszość ormiańska atakuje Imperium, które wyruszyło na wojnę, by z powrotem podbić sąsiadów byłoby śmieszne, gdyby nie byłoby żałosną próbą zakłamywania historii i wybielania tureckiej odpowiedzialności za ludobójstwo.

Milutki
wtorek, 28 lipca 2020, 19:38

Tkwisz w zaprzeczeniu faktow jeżeli negujesz fakt że Ormianie dołączyli do carskiej Rosji aby całkowicie zniszczyć Turcję. Ormianie generalnie byli słabsi od Turków ale uwierzyli że w czasie I WŚ nadszedł odpowiedni moment do ataku, Turcia była osłabiona wojną, jej żołnierze wyjechali z głębi Turcji aby walczyć na froncie, do tego Ormianie dostali wsparcie Rosji. Wróć do początku dyskusji, ty pierwszy zarzucałes Turcji że odpowiada za czyny popełniane przed wiekami w tym niewolnictwo, myśląc w ten sposób to normalne że USA skoro utrzymywały prawo niewolnicze to jest kontynuatorem wcześniejszego niewolnictwa. Reforma Tanzimatu miała unowoczesnic Imperium Osmanskie m.in nadając prawa mniejszosciom religijnym , z czasem okazało się że te mniejszości potraktowały to jako słabość spiskowaly z zagranicą i rozbijały Imperium Osmańskie od środka. Kraje bałkańskie powstały przez wysiedlenie i eksterminację Turków na swoich terenach, gdyby wcześniej Turcy zachowali się tak samo to państwa bałkańskie nigdy by nie powstały bo ich narody przestałyby istnieć usunięte przez Turków. Prorok z VII w. jest samozwańczy, jak rozumiem wierzysz że jest jakiś inny prorok który nie jest samozwańczy a jest tym prawdziwym wysłanym przez zaświaty, cóż Turcy i nie tylko oni mają inne zdanie

złośliwy
środa, 29 lipca 2020, 16:15

Kolejne brednie. 1) Nigdzie nie pisałem, że nie nie było Ormian walczących z Turcją - w końcu oczywiste, że po tureckich masakrach z lat 90-tych XIXw wytworzy się ruch oporu i będzie on szukał oparcia we wrogach Osmanów takich jak Rosja. Jadnak robienie z kilkuset/kilku tysięcy ormiańskich partyzantów sposobu usprawiedliwienie tureckiego ludobójstwa jest równie haniebne jak usprawiedliwianie Holocaustu istnieniem Żydowskiej Organizacji Bojowej - kompletne pomylenie skutku z przyczyną. 2) Może sam wróć do początku dyskusji - ja odniosłem się do nonsensów historycznych dotyczących niewolnictwa w USA w twojej wypowiedzi. 3) Kraje bałkańskie istniały zanim plemiona turkmeńskie zaczęły najeżdżać Azję Mniejszą i osłabiać Cesarstwo Wschodnie a długo przed tym zanim Imperium Osmańskiemu udało się wpełznąć na Bałkany - więc kolejny absurd historyczny. Wybacz ale albo nie masz podstawowej wiedzy historycznej dotyczącej Turcji, Europy i IWŚ albo celowo mówisz nieprawdę. Obydwa warianty czynią dyskusję bezcelową.

Milutki
czwartek, 30 lipca 2020, 18:06

Sami Amerykanie czują się spadkobiercami kilkuset lat niewolnictwa i nie postrzegają tego jako nonsens. Ormianie byli piątą kolumną w Imperium Osmanskim współpracowali z zagranicznymi siłami aby zniszczyć Imperium od środka, ostatnia akcja masowego wspierania atakującej Carskiej Rosji była ich ostatnim i udaremnionym przez Turkow . Inne imperia gdy chcialy jakis kraj wcielic w swoje granice to likwidowaly i asymilowały mieszkańców krajów podbitych, Turcja tego nie robiła i teraz ma z tymi krajami ból głowy

hermanaryk
wtorek, 21 lipca 2020, 01:37

To nie pierwsza wojna o wodę. Wojny Chin z Indiami, Chin z Tybetem czy Izraela z Palestyńczykami też należą do tej kategorii, choć komentatorom to umknęło.

hydra
środa, 22 lipca 2020, 18:22

Polecam książkę "Konflikty o wodę" Piotra Kowalczaka - omówione sa tam wszystkie potencjalne teatry działań o wode

orion
poniedziałek, 20 lipca 2020, 23:09

...i jacy przy tym my jesteśmy malutcy i niewiele znaczący

Milutki
poniedziałek, 20 lipca 2020, 19:35

Witold Repetowicz przypisywał już Turcji Wahhabizm, bractwo muzułmańskie, koalicję szyicką a teraz szczególne związki z Etiopią która jest tradycyjnie koptykskim krajem, ciekawe kiedy się okaże że Erdogan to chrześcijański fanatyk. Somalia jeszcze 5 lat temu była krajem upadłym , obecnie umacnia swoją państwowoś i rozwiązuje wieloletnie konflikty. Somalia się rozwija dzięki pomocy Turcji , szczęściem tego kraju jest że nie interesują się nim Francja, Rosja, USA, Sisi, ZEA, AS. Libia nie miała tyle szczęścia.

Jabadabadu
poniedziałek, 20 lipca 2020, 20:29

W Somali nie ma ropy i nie da się stamtąd doprowadzić rurociągów transportujących wodę do pewnego niewielkiego azjatyckiego kraju.

wtorek, 21 lipca 2020, 02:02

A co to Rosja juz musi kraść wode i rope az z Somalii??

Doktur
poniedziałek, 20 lipca 2020, 19:28

Mają ci Etiopczycy rozmach. W Świnnej Porębie nasi budowali zaporę ponad 35 lat.My chyba mamy to we krwi :)

RW
wtorek, 28 lipca 2020, 23:02

A ile razy przecinano wstęgę :-)

dd
poniedziałek, 20 lipca 2020, 17:44

Gdy nie wiadomo o co chodzi to chodzi nie tylko o wodę a pieniądze. Egipt też jest eksporterem energii. A Etiopia robi tak wielki postęp że staje się regionalnym graczem. Rozwój rolnictwa także dzięki maszynom rolniczym z Polski, linie lotnicze obejmujące siatką połączeń cały świat. Zasilona środkami ze sprzedaży energii elektrycznej Etiopia to potencjalny, dobry kierunek do eksportu polskiej broni. Warto wykorzystać tradycyjnie dobre relacje z Etiopią właśnie teraz gdy potrzeba zbudować popyt choćby na infrastrukturę obronną inwestycji strategicznej Etiopii

Trepek
wtorek, 21 lipca 2020, 07:54

To Etiopczycy mają zapotrzebowanie na polską broń? Pewnie chodzi o proce bojowe i wzmocnione trzonki do łopat..

środa, 29 lipca 2020, 10:58

Oni już chcieli mieć ataszatu obrony w Addis Abebie

Grredo
wtorek, 21 lipca 2020, 10:33

Zestawy Poprad, Hydra, Noteć miały by wzięcie. Te produkry są w swojej klasie w ogólnoświatowym topie.

Alfret
poniedziałek, 20 lipca 2020, 17:43

Zawsze myslalem, ze Egipt depcze Polsce po pietach, a tutaj okazuje sie, ze tylko wg PSN... Pytanie: Skad oni maja pieniadze na te Abramsy, F16 etc... oraz T90, Su...

Losio
poniedziałek, 20 lipca 2020, 20:30

Dostają kasę od bogatych krajów arabskich. ZEA i Arabii Saudyjskiej.

Milutki
poniedziałek, 20 lipca 2020, 19:56

Po pierwsze transfery USA w ramach porozumienia USA z Camp David. Po drugie Sisi kupuje dużo broni za granicą aby zdobyć uznanie swojej dyktatorskie władzy , dla niego armaty są ważniejsze od masła. Ostatnio Sisi zgłosił że chce kupić samoloty myśliwskie Eurofightery, samoloty te są tak drogie w utrzymaniu że nawet kraje Europy Zach w tym Niemcy nie utrzymują ich w pełnej gotowości, Sisi zabierze egipskim dzieciom jedzenie ale na broń aby przekupywać polityków musi mieć

Eytu
poniedziałek, 20 lipca 2020, 16:45

To jest trochę strach i psychoza Egiptu że zabraknie im wody z Nilu. Niepotrzebnie. Dlaczego ? Na początku gdy tama będzie wypełniana słodką wodą oczywiście braknie tej wody w bilansie Nilu. I do czasu podniesienia poziomu wody powierzchniowej powiedzmy w 50 km od tamy co potrwa być może miesiąc, byćmoże rok w zlaeżności od przepuszczalności skał i ich rodzaju - inaczej przepuszcza wodę piaskowiec a inaczej niepopękany marmur , bazalt czy granit. Jednakże na skutek ochłodzenia powierzchni ziemi poprzez podeniesienie poziomu wód oraz poprzez parowanie wody z samej powierzchni wody na zalewie może istotnie dojść do zmniejszenia przepływu Nilu . Trudno jednakże orzec czy to będzie 5 procent czy 15 procent . Trzeba także uwzględnić fakt że powietrze Ziemi na skutek globalnego ocieplenia będzie coraz więcej gromadzic wilgoci , więc opady deszczu wzrosną. Wróżenie z fusów. Jak będzie tama powiedzmy 10 lat będzie można średnio powiedzie ćczy spadł przepływ wody w Nilu czy nie zmienił się.

Medicos
poniedziałek, 20 lipca 2020, 17:20

Kolega wie, ze caly syg Egiptu splywa doNilu Oczyszczalni ścieków ZERO HAHAHAHA W TYFUSIE,ŻYJĄ

Eytu
poniedziałek, 20 lipca 2020, 17:18

PS. Egipt może postawić "liczniki" na początku zalewu i zażądać minimum 90 procent wody na wyjściu przez kolejne 50 lat ( dlaczego nie nominalna ilość - bo Etiopia nie rządzi deszczem). . Lepsze to niż wojna . Jak będzie w międzyczasie powódź to Etiopia sama odda nadmiar wody.

Niuniu
poniedziałek, 20 lipca 2020, 15:16

Długi artykuł ale pomija najistotniejszą kwestię która doprowadziła do zerwania bezpośrednich negocjacji między Egiptem i Etiopią. Otóż Etiopia planuje zapełnić zbiornik tamy w rekordowo krótkim czasie 3-ch lat. Spowoduje to powstanie poniżej tamy znacznego niedoboru wody. Egipt nie neguje samej tamy choć jak piszecie w artykule nie jest z niej szczęśliwy. Egipt kwestionuje i kategoryznie nie zgadza się z tak krótkim terminem jej napełniania. Kair uważa, że powinno to trwać 10 lat. Przed zerwaniem rozmów Egipcjanie wysunęli kompromisową propozycję 7 lat napełniania tamy ale propozycja została odrzucona przez Etiopię. Zapewne poza interesami narodowymi za tamą kryją się także interesy strategiczne USA i Chin oraz lokalnych hegemonów finansowych związanych z Egiptem - Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej. Rozwiązanie militarne jest mało prawdopodobne ale nie takie wydarzenia się już spełniały.

Kacper
poniedziałek, 20 lipca 2020, 14:28

F-16 w wersji Dambusters ?

AR
wtorek, 21 lipca 2020, 10:00

No trochę musieli by lecieć... Żeby nie nad Sudanem, to około 1600 km od bazy w Berenice jest. 750 km nad M.Czerwonym, ponad 400km nad Erytreą i tyle też nad samą Etiopią. A jeszcze powrót. Bez tankowania po drodze, np nad Morzem Czerwonym, to ciężka sprawa ;)

Szymon
poniedziałek, 20 lipca 2020, 14:17

Pierwsza wojna o wodę? A wojna o wodę między Izraelem z Syrią?

woder
środa, 22 lipca 2020, 18:28

A rozwalenie Algierii - tez chodziło o wodę tylko te z pod Sahary. Kaddafi bruździł Francji i MFW - nie brał kredytów...

Jabadabadu
poniedziałek, 20 lipca 2020, 20:32

Jeszcze wojna z Irakiem. To też była wojna o ropę (dla pasterzy) i wodę (dla uczonych w piśmie).

cynik
poniedziałek, 20 lipca 2020, 15:35

Akurat w tamtym konflikcie woda była wykorzystywana przez kraje arabskie jako narzędzie w walce z Izraelem w konflikcie trwającym już od kilkunastu lat. Geneza samej wojny była inna.

poniedziałek, 20 lipca 2020, 14:40

Tam była wojna o źródła wody, nie o samą wodę.

Zachariasz
poniedziałek, 20 lipca 2020, 14:27

O dokładnie którą? Rzeka Jordan to Jordania

Qwerty
poniedziałek, 20 lipca 2020, 15:43

Wzgórza Golan to wododział.

As
poniedziałek, 20 lipca 2020, 14:12

U nas jak wykorzystamy nasze oczka wodne kopane w czasie wysychania już studni to będziemy mogli wykorzystać strukturę Rosyjskiego rurociągu Przyjaźń na dostawy wody z Rosji, której oni będą mieli do bólu, a my wcale.

Nnkt
poniedziałek, 20 lipca 2020, 16:32

Mają tyle wody że na Krymie brakuje. Most zbudowali ale rurociągu z wodą już nie. Taka to gospodarka cyrylicą pisana.

Turecki
poniedziałek, 20 lipca 2020, 13:32

300mld usd? To jakaś podwójna metoda liczenia A i tak 28% pochodzi z turystyki Czylo zero od 6-miesięcy

Pankracy
poniedziałek, 20 lipca 2020, 13:55

Zarowno Egipt Sudan sa napędzane PRZEZ Arabie Saudyjska a,ta co ciekawe prowadzi doskonały handel z Etiopia

Tencer
poniedziałek, 20 lipca 2020, 13:52

Teraz Egipt,sprawdza swoje zbiorniki retencyjne A tu KLAPA bo zapasów nie robił WCZEŚNIEJ

Ratownik
poniedziałek, 20 lipca 2020, 13:26

Dawaj sissi idziesz na Sudan Ale najpierw napraw Brytyjska kolejdo chartumu To ta patynowa rdza na 3,tys km

Chlopek Rostropek
poniedziałek, 20 lipca 2020, 13:24

Poziom wody w chatrumie bez zmian A to jest najważniejsze Bo sudan dostal również tania energię

Paradoks
poniedziałek, 20 lipca 2020, 13:22

Elektrownia juz działa a woda w asuanie na takim samym poziomie Co ten sissi kombinuje? Paradoksalnie Sudan zadowolony z extra energii

Derwisz
poniedziałek, 20 lipca 2020, 13:15

Jak ruski budowal tame asuan to nie bylo protestów Ale prężna etiopira da,sobie,radę

Tweets Defence24