Reklama
Reklama

Irańska polityka w Syrii po starciu z Izraelem. Moment na ofensywę? [ANALIZA]

15 lutego 2018, 14:44
Iran Rosja Turcja
Fot. kremlin.ru

Zestrzelenie przez izraelskie lotnictwo bezzałogowca należącego najprawdopodobniej do Iranu oraz atak na irańskie instalacje wojskowe w Syrii jeszcze bardziej zwiększyły napięcie pomiędzy Jerozolimą a Teheranem. Bez wątpienia osiągnęło ono wyższy niż wcześniej poziom – biorąc pod uwagę wzajemną wrogość i związane z tym emocje nie sposób wykluczyć wybuchu walk pomiędzy stronami. Zwłaszcza, że jak najszybsze wzmocnienie własnej pozycji jest teraz dla Iranu szczególnie ważne. 

Otwarta wojna pomiędzy Izraelem a Iranem wydaje się jednak bardzo mało prawdopodobna – nie jest ona bowiem ani w interesie Izraela, ani Iranu, dla którego obecnym celem priorytetowym w regionie jest nie tylko utrzymanie, ale i zwiększenie wpływów w Syrii. Wojna w tym kraju zdaje się bowiem wchodzić w nową fazę – powolnego rozstrzygnięcia, co oznacza, że czas na wzmocnienie swej pozycji dobiega końca.

Na wstępie warto nadmienić, że strona irańska kategorycznie zaprzeczyła jakoby jej bezzałogowiec operował w Syrii oraz tym bardziej, aby został zestrzelony. Nie potwierdzono także doniesień, jakoby kilkanaście irańskich celów na terytorium Syrii zostało zniszczonych w izraelskim nalocie – w odpowiedzi na te prasowe doniesienia Teheran określił Izraelczyków „kłamcami” oraz stwierdził, że to syryjska armia przechwyciła izraelskiego bezzałogowca. Jeśli przyjmiemy, że strona irańska mija się z prawdą, to wydarzenie trudno uznać za precedens – Izraelczycy już w przeszłości atakowali cele irańskie w Syrii. Dość wymienić wystrzelenie w grudniu 2017 roku kilku pocisków na bazę niedaleko miasta Al-Kiswa w południowej Syrii. W 2015 roku Izraelczycy w nalocie zabili kilku irańskich żołnierzy, w tym jednego generała. Izrael atakował też konwoje z bronią dla sił syryjskich i Hezbollahu – wiele z nich pochodziło z Iranu.

Jedyne, co wyróżnia ostatni atak, to jego skala. Również samo zestrzelenie izraelskiego F-16 trudno uznać za wydarzenie w jakikolwiek sposób przełomowe, z którego należy wyciągać głębokie przemyślenia. Nie jest to tym bardziej „początek nowej ery strategicznej”, jak ogłosił Hezbollah – izraelskie lotnictwo nadal będzie bombardować cele w Libanie i Syrii, a utrata jednego odrzutowca nic tutaj nie zmienia.

Irańskie cele w Syrii

Ostatnie uderzenie Izraelczyków na cele w Syrii to próba zmniejszenia wpływów Iranu w tym kraju. Bez wątpienia na płaszczyźnie taktycznej można mówić o sukcesie – według źródeł izraelskich syryjskie siły utraciły w wyniku nalotu baterie Buk i S-200. Zniszczono syryjskie radary oraz część irańskiej infrastruktury. Zdolność Iranu do wysyłania dronów rozpoznawczych nad terytorium Izraela została ograniczona, przynajmniej na jakiś czas. Czy w perspektywie długofalowej coś się zmieni? Raczej nie.

Izraelczycy uważają, że Irańczycy są coraz aktywniejsi w Syrii. Jednym z dowodów na potwierdzenie tych doniesień ma być zwiększenie obecności i rozbudowa infrastruktury w południowej Syrii oraz w Libanie, co jest wymierzone przede wszystkim w Izrael. Warto w tym miejscu nadmienić, że według libańskiej prasy, zbliżonej do Hezbollahu, na terytorium Syrii Hezbollah rozmieścił już 70 tysięcy rakiet zdolnych razić cele w Izraelu. Doniesień tych potwierdzić oczywiście nie można, podobnie jak informacji o wsparciu, jakie armia syryjska ma ponoć zapewniać Irańczykom i Hezbollahowi w ukrywaniu wyrzutni. Łączna liczba rakiet według tegoż źródła ma osiągnąć w ciągu kolejnych 12 miesięcy 500 tysięcy. Z kolei strona irańska oficjalnie poinformowała, że Hezbollah ma obecnie wymierzonych w „syjonistyczny reżim” 100 tysięcy rakiet. Jeden z przedstawicieli Korpusu Strażników Rewolucji, który pozostaje główną irańską siłą w Syrii, stwierdził natomiast w ubiegłym roku, że połączone siły Iranu i Hezbollahu już teraz są w stanie zniszczyć Izrael w ciągu... ośmiu minut.

Doniesienia te są mocno przesadzone. Liczba rakiet jest zapewne dużo mniejsza. Niemniej jednak raporty pozostają w zgodzie z założeniami irańskiej doktryny zwiększania obecności w południowej Syrii, aby utworzyć korytarz logistyczny od Iranu poprzez Irak aż do Libanu. Stała obecność wojskowa, o którą zabiega Iran, ma ułatwić transport broni, zaopatrzenia oraz doradców wojskowych dla szyickiego Hezbollahu w Libanie (a obecnie także i w Syrii) oraz w mniejszym stopniu dla Palestyńczyków w Strefie Gazy (ci są przez Iran zaopatrywani głównie przez Morze Czerwone i Synaj). W dłuższej perspektywie Iran mógłby otworzyć w Syrii zakłady produkujące lub montujące broń, w tym lekką i rakiety, co ułatwiłoby zwiększanie potencjału bojowego przeciwko Izraelowi.

Rozmieszczenie dużej liczby rakiet na tym terytorium pozwoliłoby Teheranowi zrealizować jeszcze jeden cel – zwiększyć presję na Izrael, co osłabiłoby zdolność tego państwa do prowadzenia ewentualnych akcji ofensywnych przeciwko Iranowi. Zagrożony rakietami z terytorium Strefy Gazy, Libanu, południowej Syrii oraz być może w przyszłości także z Zachodniego Brzegu, Izrael musiałby nie tylko musiał przeznaczać większe sumy na obronę własnego terytorium, ale także zostałby zmuszony brać pod uwagę retorsje ze strony Teheranu w razie próby atakowania Iranu. Co więcej, zwiększenie militarnej, politycznej i psychologicznej presji na Izrael wpłynęłoby również na interesy Stanów Zjednoczonych, a te są ciągle wrogiem numer jeden dla Iranu (filozofia irańska sprowadza się bowiem do założenia – skoro nie można atakować Stanów Zjednoczonych to należy atakować jego interesy i sojuszników). Należy jednak mieć na uwadze, że Iran nie chce wojny z Izraelem – jest od tego państwa co prawda dużo większy pod względem geograficznym i ludnościowym, ale militarnie i gospodarczo dużo słabszym. W odróżnieniu od Izraela nie posiada także broni jądrowej. Celem Iranu jest osłabianie Izraela, zwiększanie presji (chociażby poprzez wysyłanie dronów nad jego terytorium) oraz prowadzenie konfliktu o niskiej intensywności działań, co zakłada ataki poniżej progu wojny.

Niezależnie czy uznać, że obecność polityczno-militarna w Syrii wynika z kalkulacji ofensywnych (ekspansja Iranu w regionie), czy defensywnych (przesunięcie pierwszej linii obrony swojego terytorium możliwie daleko poza własne terytorium) – kwestia na nadal różni ekspertów od Iranu – to Teheran będzie chciał zachować swoje budowane od kilku lat wpływy w Syrii. W interesie Teheranu niezmiennie jest zachowanie prezydenta Baszszara al-Asada u władzy, co różni Irańczyków od Rosjan, dla których nie jest to warunek konieczny w perspektywie powojennej Syrii. Iran chce jednocześnie na tyle zwiększyć swoją pozycję w kraju, aby po zakończeniu wojny al-Asad pozostał od Teheranu zależny – stąd też tak duże zaangażowanie w tworzenie szyickich bojówek i sił paramilitarnych zamiast pełnej koncentracji na wzmacnianiu syryjskich sił rządowych, bowiem te są wierne Damaszkowi, a nie Teheranowi. Wzmożona budowa instalacji wojskowych następuje teraz, co nie jest przypadkiem – z jednej strony pozwalają one wspierać wysiłek wojenny przeciwko siłom antyrządowym w Syrii (ale jednocześnie nękać Izrael), ale Iran myśli już o kolejnym etapie - mają one zapewnić Iranowi wspomnianą pozycję w kraju po wojnie, która kiedyś się skończy. Buduje się je teraz, gdy al-Asad nie może odmówić, bo jest zbyt słaby i potrzebuje każdego sojusznika.

Moment na ofensywę

Jak najszybsze wzmocnienie własnej pozycji jest teraz dla Iranu szczególnie ważne z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze wewnętrznych. Operacja w Syrii, w odróżnieniu od zaangażowania w Iraku, jest w kraju bardzo kontrowersyjna i różnie oceniana przez społeczeństwo. Nawet część żołnierzy Korpusu Strażników Rewolucji nie chce walczyć w Syrii – pisała o tym swego czasu irańska prasa. Iran przekroczył swój Rubikon – zainwestował w Syrii zbyt wiele, by się wycofać lub przegrać. Tym bardziej, ze czas ucieka, a niedawne protesty społeczne w Iranie pokazały, że Irańczycy bez końca nie będą tolerować udziału swego państwa w syryjskiej zawierusze kosztem inwestycji we własny kraj.

Drugi powód ma wymiar międzynarodowy – irańscy partnerzy w Syrii, Turcja i Rosja, walczą o realizacje własnych interesów i w ostatecznym rozrachunku te irańskie mogą być zignorowane przez dotychczasowych partnerów – współpraca w Syrii ma bowiem wymiar taktyczny, a nie strategiczny. Planowany na marzec szczyt trzech państw w Stambule ma zmniejszyć napięcie i nieufność, ale bez wątpienia nie zlikwiduje całkowicie obiektywnych różnic. Pomimo zapowiedzi pomiędzy Rosją, Turcją a Iranem panuje nieufność i świadomość, że każdy martwi się o siebie i swoje cele. Istniejące napięcia pomiędzy Moskwą a Ankarą, czego jedną z ilustracji jest Idlib, doskonale to pokazują.

Iran chce więc tym samym wykorzystać dogodny moment, by wzmocnić się w Syrii i w niej pozostać – istniejąca szansa to nie tylko słabość al-Asada, który nie może się temu przeciwstawić, ale także to efekt nieobecności Stanów Zjednoczonych oraz ciche przyzwolenie Władimira Putina na takie działania, który póki co nie próbuje ograniczyć Irańczyków w ich ambicjach. To zielone światło nie będzie jednak trwać w nieskończoność – Iran ma tego świadomość. Do tego doliczyć należy nie tak dobre relacje irańsko-tureckie. Choć w pierwszym momencie Iran wstrzemięźliwie zareagował na turecką ofensywę w Afrin, to wkrótce prezydent Hasan Rouhani oficjalnie wezwał Ankarę do jej zaprzestania. Teheran krytycznie podchodzi do jakiejkolwiek obecności sił tureckich w Syrii – zdaniem Iranu na terytorium syryjskim mogą znajdować się jedynie te wojska, które zaprosił rząd prezydenta al-Asada. Co więcej, Irańczycy obawiają się, że doprowadzi to do radykalizacji Kurdów – nie tylko syryjskich, ale także irackich i irańskich. Turecka ofensywa może doprowadzić do pankurdyjskiego powstania zbrojnego, a z perspektywy bezpieczeństwa Iranu jakiekolwiek niepokoje etniczne są dla wewnętrznie podzielonego kraju śmiertelnie niebezpieczne.

Symptomów napięcia irańsko-tureckiego z powodu wydarzeń w Syrii jest ostatnio kilka. Irańskie media oskarżyły Turków o użycie w Afrin broni chemicznej, co jeszcze bardziej zaogniło relacje irańsko-tureckie. Z kolei na łamach tureckiej prasy wypowiedział się przedstawiciel rządzącej w Turcji partii AKP, który oskarżył Iran o podsycanie konfliktu poprzez wspieranie szyitów kosztem sunnitów. Takie słowa i nieuniknione pękanie osi Moskwa-Ankara-Teheran może oznaczać, że wojna w Syrii wchodzi w decydującą fazę, kiedy to jednoczący sojuszników wrogowie tracą na znaczeniu, a dotychczasowi partnerzy zaczynają koncentrować się na własnych, partykularnych interesach. Jeśli tak faktycznie jest to Iran obok Rosji można uznać za największych zwycięzców dotychczasowego starcia.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 25
Reklama
T.
sobota, 17 lutego 2018, 11:28

Świetny tekst, dużo informacji, a jednocześnie łatwy w odbiorze. Gratuluję!

Zbrojnik
piątek, 16 lutego 2018, 12:36

Przykład Iraku i Libanu wyraznie pokazuje że interesy wszystkich grup religijnych i etnicznych da się pogodzić . Są jednak 2 warunki - te grupy muszą tego chcieć ( a nie realizować interesy swoich mocodawców z zagranicy ) , należy też wyeliminować ( fizycznie - zabić ) wszystkich radykałów , przeciwników tego porozumienia . Pokój między Iranem i Izraelem ( tak jak między Izraelem a Palestyną ) jest możliwy tylko muszą zostac spełnione 2 w/w warunki .

DSA
piątek, 16 lutego 2018, 20:06

proponuję napisać książkę, w której Izrael zawiera sojusz z Iranem i wspólnie atakują USA. Równie prawdopodobne jak powyższy scenariusz.

dd
piątek, 16 lutego 2018, 07:14

Iran jest w ostatniej fazie budowy własnego Trójmorza. To państwo mimo wielu wewnętrznych słabości prowadzi niezwykle sprawną politykę zagraniczną zorientowaną na własne cele. Na początku lat 90 zarówno Iran jak i Polska startowały geopolitycznie z pewnej politycznej próżni. Gdzie Iran ze swoimi wpływami teraz jest a gdzie Polska. To tak jakby Polska budowała swoje instalacje militarne w Chorwacji.

Kiks
piątek, 16 lutego 2018, 14:08

A gdzie jest ten Iran? No właśnie. Wpływy? Gdzie?

ddd
piątek, 16 lutego 2018, 15:56

Mają większe wpływy w Iraku , Syrii, Libanie, Jemenie niż Niemcy w Polsce. Do tego ulica popiera Iran w Bahrajnie. Wielkie wpływy w Afganistanie. Nawet w Tadżykistanie Iran ma wpływy, gdzie dyktator musiał zdelegalizować partię która szła do władzy a była wspierana przez Iran. Od Libanu do Tadżykistanu jest 3600 kilometrów. To jest odległość jak od Portugalii do Moskwy. O tego typu orbicie wpływów mówimy.

Polanski
sobota, 17 lutego 2018, 18:34

Ma wpływy wszędzie gdzie są szyici. I tylko tam.

Sss
poniedziałek, 26 lutego 2018, 16:07

Jeśli idziemy twoim rozumowaniem. To Polska nie ma wpływów tam gdzie są Słowianie

jecek
piątek, 16 lutego 2018, 12:11

A to nie Amerykanie zbudowali Iranowi te Trójmorze obalając Saddama i oddając władzę w ręce irackich Szyitów (większość w Iraku)? Iran to największy kraj w regionie. W świecie muzułmańskim nie licząc związanego konfliktem z Indiami Pakistanu to Iran robi za Rosję a Turcja czy Arabia Saudyjska może robić za Niemcy. Pretensje można mieć do Iraku, że staje się klientem Iranu..... ? Takie jest mniej więcej położenie Polski. Polska to nie Iran tylko co najwyżej Irak albo Syria.... Porównujesz rzeczy nieporównywalne. Europa środkowa żyje w pokoju a Polska będąc krajem średniej wielkości nie jest dla nikogo do niczego potrzebna..... Słowacy, Czesi, Litwini nie są zainteresowani polską dominacją (tak jak Jordania nie jest zainteresowana dominacją syryjską ani iracką) a katoliccy Chorwaci zawsze znajdowali wsparcie u silniejszych Niemców przeciw prawosławnym prorosyjskim Serbom. Polska jest dziś w UE, której regulacje wiążą Niemcom ręce. Tzn. Polska i inne mniejsze kraje poprzez instytucje unijne mają przełożenie na Niemcy. Najgorszy dla nas scenariusz to rozpad UE i koncert mocarstw. Niczym nieskrępowane Niemcy i Rosja. Polska znów będzie w karcie dań. Szanujmy co mamy bo Międzymorze to się skończyło kiedyś w Zaleszczykach;-)

Szczekun
piątek, 16 lutego 2018, 21:10

Bardzo trafna diagnoza

peace
piątek, 16 lutego 2018, 00:33

Izraela nie da sie pokonac w momencie utraty przewagi na polu bitwy uzyja broni atomowej i otwarcie o tym mowia.

demien
piątek, 16 lutego 2018, 15:47

przy wschodnim wietrze nie użyją broni atomowej bo opad radioaktywny wróci do nich, poza tym oznaczałoby to unicestwienie państwa i konieczność eksodusu całego narodu, bilet w jedną stronę, to że zadaliby straty wrogom nie zmieni następstw

broń ostateczna przed upadkiem
piątek, 16 lutego 2018, 14:44

Jeśli użyją atomu to zostaną pariasami świata. Wtedy już nikt i nigdzie nie udzieli im jakiejkolwiek pomocy.

bps
piątek, 16 lutego 2018, 11:37

Broń jądrowa jest nieużyteczna w wojnie Izraela z Hezbollahem. Jeżeli z syryjskiej i libańskiej pustyni wyleci na Jerozolimę tysiące rakiet odpalonych przez różne milicje, to izraelska obrona przeciwlotnicza nie wystarczy, a nie będzie na kogo zrzucić głowicy jądrowej

tyle
czwartek, 15 lutego 2018, 17:46

Iran dużo słabszy gospodarczo od Izraela? Dość śmiała teza. PKB Iranu o 100 mld dolarów większy od izraelskiego w 2015 r . W 2011 r był większy o ponad 300 mld USD.

Tommy74
wtorek, 20 lutego 2018, 11:03

No tak, ale Iran ma inną gospodarkę, dużą biedę, więcej ludzi więc per capita wychodzi jednak gorzej, prawda? I w Iranie protestują przeciwko sytuacji gospodarczej, a w Izraelu nie

hmhm
sobota, 24 lutego 2018, 02:11

Ależ w Izraelu odbywają się regularne protesty w związku z kwestiami ekonomicznymi. Często są bardzo liczne. Ale to tak nawiasem tylko.

pl 68 !
czwartek, 15 lutego 2018, 17:29

Dzisiaj przed poludniem Euronews podal ze opl Syrii przepedzila zydowskie lotnictwo juz nad Libanem ! O czym w tych tak zwanych \"polskich\" mediach cisza !

jacek
piątek, 16 lutego 2018, 12:16

Co to znaczy przepędziła? Nie mamy do czynienia z pełnoskalowym konfliktem. Samoloty nie są i nigdy nie były nietykalne na polu bitwy. Podczas wojen z Arabami przed kilkudziesięciu laty Izrael tracił po 100 samolotów a wojny wygrywał.

qwas
piątek, 16 lutego 2018, 01:46

pl68 - nie bredź, tego newesa nawet w rusnecie nie było w tej formie.

Gew teh
czwartek, 15 lutego 2018, 23:59

Przepędzić to oni mogą muchy Izrael lata gdzie chcę i kiedy chcę w Syrii.

anda
piątek, 16 lutego 2018, 11:47

Latał ale już nie lata, a to co pisze pl68 to izraelski samolot wywiadowczy leciał nad terytorium Libanu i został namierzony przez opl Syrii i natychmiast dał nogę

Polanski
sobota, 17 lutego 2018, 18:42

A co, miał odpowiedzieć ogniem? Trochę pomyśleć nie zaszkodzi.

rfff
piątek, 16 lutego 2018, 16:51

A czy my mamy porównywalne OPL?

Bucefal
piątek, 23 lutego 2018, 10:40

Niestety tak, ta sama technologia naprowadzania na odbite echo celu, z naszą to nawet gorzej bo Syria ma kilka najnowszych rosyjskich zestawów pancyr oraz Buków nieco świeższych niż nasze kuby

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama