Reklama

Indie: Atomowy okręt podwodny za miliardy o krok od katastrofy

23 kwietnia 2019, 15:00
840_472_matched__pju74x_840472matchedpdxxgel2013012844999
Fot. Indyjskie ministerstwo obrony

Indyjskie media ponownie wróciły do dyskusji na temat przyczyn i skutków wypadku, do jakiego doszło na początku 2017 r. na pierwszym zbudowanym przez indyjskie stocznie, atomowym okręcie podwodnym INS Arihant. Niewłaściwe zamknięcie włazu przez jednego z członków załogi doprowadziło do zalania przedziału z reaktorem, co mogło spowodować katastrofę, a doprowadziło do odczuwalnych do dzisiaj problemów technicznych.

Duże zaniepokojenie w Indiach nadal wzbudza fakt, że wart około 2,9 miliardów dolarów atomowy okręt podwodny z rakietami balistycznymi INS Arihant mógł zatonąć przez błędy jednego człowieka oraz fakt, że nie było skutecznych systemów, które byłyby w stanie zapobiec katastrofie. To właśnie z tego powodu doszło do tak nieprawdopodobnej teoretycznie sytuacji, że zanurzenie „boomera” w czasie pokoju, a więc nie pod bombami i rakietami, realizowano przy nieodpowiednio zamkniętym włazie rufowym.

Winą w tym przypadku obarczono nie tylko człowieka, ale również systemy zabezpieczające, w tym oprogramowanie, które prawdopodobnie było oparte jeszcze na starym systemie operacyjnym Windows XP. To właśnie oprogramowanie nie wychwyciło „błędu ludzkiego” i nie zaalarmowało o tak prostym parametrze jak zamknięty-niezamknięty właz. Co więcej do niewłaściwego zabezpieczenie włazu miało dojść jeszcze w porcie podczas przygotowania okrętu do wyjścia na morze. Załoga dowiedziała się jednak o tym dopiero w chwili, gdy rozpoczęto manewr alarmowego zanurzania.

Początkowo próbowano sprawę zatuszować chroniąc się tajemnicą wojskową, ale ostatecznie wszystko się wydało w styczniu 2018 r., gdy trzeba było wytłumaczyć, dlaczego nowy przecież okręt wychodził z suchego doku po 10-miesięcznej naprawie. Dziennikarze zwrócili również uwagę, że „boomer” przejęty przez indyjską marynarkę wojenną w sierpniu 2016 r. tak naprawdę nie pełnił jeszcze służby operacyjnej. Do połowy 2018 roku nie było więc komunikatów o jego wyjściu na wielomiesięczne patrole, ani też o powrocie z takich misji.

Sprawa pogorszyła się w 2017 r., gdy do niedociągnięć wynikających z „wieku niemowlęcego” doszły uszkodzenia wynikające z zalania przedziału napędowego. Woda, która dostała się do okrętu szybko została usunięta, ale konieczne było osuszenie i oczyszczenie wnętrza, wymiana systemów elektrycznych i elektronicznych, jak również wycięcie i zastąpienie części rurociągów.

Badania wykazały bowiem, że rury poddane działaniu wody morskiej nie dają pewności działania, co jest szczególnie ważne przy ciągach przenoszących pod ciśnieniem płyn chłodzący do reaktora o mocy 83 MW. W tym wypadku trzeba mieć pełne „zaufanie” do rozwiązań technicznych – stąd działania zabezpieczające związane z ich wymianą. Indusi tłumacząc taki zakres prac przypominali przypadek awarii systemu chłodzenia na jednym z brytyjskich okrętów podwodnych w 2012 r., gdy bardzo niewiele brakowało do kompletnego stopienia się reaktora.

Działania zabezpieczające są więc potrzebne, ale należy pamiętać, że wyłączyły one na długi czas jedyny tak naprawdę indyjski okręt podwodny z rakietami balistycznymi. Jego nieobecność znacząco osłabiła siły strategiczne Indii oraz potencjał odstraszania tego kraju. Swoje znaczenie traci także indyjska marynarka wojenna, która z INS Arihant może być najważniejszym elementem nuklearnej triady Indii.

Narastające napięcie na granicy z Pakistanem sprawiło, że media ponownie zainteresowały się przyczynami ciągłych nieobecności i napraw jedynego indyjskiego „boomera”. Nikogo nie uspokoiły próby przeprowadzone w dniach 11-12 sierpnia 2018 r. na Zatoce Bengalskiej, gdy odpalono trzy rakiety balistyczne K-15 Sigarika z zanurzonego na głębokości około dwudziestu metrów okrętu podwodnego, INS Arihant. Nie wystarczył też świętowany w listopadzie 2018 r. powrót z pierwszego patrolu informacyjnego.

Jednostka tego rodzaju powinna być bowiem cały czas w gotowości do działań, a takiej gotowości jak na razie nie udało się zapewnić. Co więcej, cały czas wspomina się o słabym wyszkoleniu indyjskich marynarzy. Przypomina się np. kolizję drugiego atomowego okrętu podwodnego INS Chakra (wypożyczonego od Rosjan), który wchodząc do portu Visakhapatnam w październiku 2017 r. uszkodził osłonę sonaru dziobowego. Naprawa kopuły kosztowała Indie w sumie około 20 milionów dolarów. Ile Indie kosztowała naprawa INS Arihant, jak na razie nie ujawniono.

Nie wiadomo też kiedy uda się wprowadzić drugiego indyjskiego „boomera”. Okręt INS Arighat od stycznia 2018 r. jest bowiem testowany na morzu, ale jego przyjęcie przez marynarkę wojenną nastąpi nie wcześniej niż w 2020 roku.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 22
Reklama
Niuniu
środa, 24 kwietnia 2019, 16:21

Kilka okrętów USA i nie tylko w ostatnich czasach miało sporo podobnych wypadków do których doszło w wyniku wyjątkowego niedbalstwa załogi, niekompetencji dowódców czy wad i niedoróbek sprzętu. Przypomnieć można przygody super niszczyciela USa, najnowszego super lotniskowca czy zatopionego przez Norwegów własnego nowoczesnego okrętu wojennego w norweskim fiordzie. Rosjanie też nie są lepsi. Stosunkowo mało jest informacji o podobnych poczynaniach Chin ale to raczej wynik utajniania informacji a nie wyjątkowego profesjonalizmu. Na całym świecie Ludzie są tylko ludźmi i popełniają niewyobrażalne głupoty. Pracowałem kiedyś w Urzędzie Dozoru Technicznego (UDT) który m.in. sprawuje nadzór nad tzw. urządzeniami ciśnieniowymi. Do anegdoty przeszło zdarzenie gdy w jednym z polskich zakładów jeden robotnik wsadził drugiemu śpiącemu na stanowisku pracy do odbytu przewód od działającej sprężarki. Z efektem śmiertelnym. Z mojej kilkuletniej praktyki zawodowej wynikało, że przyczyną 99% wypadków badanych przez UDT była skrajna głupota i brak wyobraźni oraz nie przestrzeganie procedur. Tak więc nie tylko mieszkańcy Indii są wyjątkowo utalentowani.

czwartek, 25 kwietnia 2019, 16:10

Masz zupełną rację, którą

biały
środa, 24 kwietnia 2019, 15:15

nie znam się , ale dlaczego tyle wymian tego wszystkiego , przecież podczas działań wojennych będą powstawać przecieki i co od razu na prawie rok do naprawy ?? , i dlaczego pierwsze zanurzenie i od razu alarmowe , nowy okręt trzeba powoli przyzwyczajać załogę a nie od razu ogień

kronan
środa, 24 kwietnia 2019, 20:24

To proste.Po zalaniu przedziału słona woda morska dostała się do rur systemu chłodzącego reaktor.A te z tego co się orientuję nie lubi morskiej wody.NIe było możliwości pewnego sprawdzenia tych zlanych odcinków rur,a planowano remont elektroniki i elektryki, więc nie ryzykowano i wymieniono.To reaktor i trzeba być maksymalnie pewnym działaniu tego systemu pod każdym względem.Tak jak sam błąd z niedomkniętym włazem jest kompromitujący to dokładność w przeprawoadzeniu naprawy okręty trzeba pochwalić.

Polonista
środa, 24 kwietnia 2019, 11:12

Chyba jednak okręt budują Hindusi, a nie Indusi (i Indianie).

bulba
środa, 24 kwietnia 2019, 13:11

Temat był już wielokrotnie wałkowany ale powtórzę, Hindusi to wyznawcy hinduizmu - religii co prawda największej w Indiach ale jest tez wielu wyznawców innych. Nie napiszesz Katolik nazywając mieszkańca Polski mimo iż katolików u nas najwięcej. Obywatel Indii zaś to prawidłowo Indus.

Boczek
czwartek, 25 kwietnia 2019, 12:34

Za SJP PWNu - wyznawca hinduizmu to hindus. Mieszkaniec Indii to Hindus, przestarzale Indus.

Patcolo
środa, 24 kwietnia 2019, 08:20

Normalnie jakby dzieciom dać zabawkę amatorszczyzna.

-CB-
środa, 24 kwietnia 2019, 01:38

A co tu do rzeczy ma system operacyjny? Jeśli takiego alarmu nie przewidziano w programie albo w ogóle nie zainstalowano czujników zamknięcia włazu, to identycznie by nie zadziałało na jakimkolwiek innym, nawet najnowocześniejszym systemie. Jeśli czujniki są, to z powodzeniem mogły by działać nawet z jakimś DOSem, GEOSem czy czymkolwiek innym (a kiedyś zamiast systemów operacyjnych wystarczał po prostu zwykły przekaźnik).

zeus89
środa, 24 kwietnia 2019, 13:35

Nadal wystarczy przekaźnik. Ale to nie był tylko czujnik tylko cały system sterujący całym okrętem więc był i system operacyjny. Jeśli nie było czujnika lub taka funkcja nie była przewidziana w programie to jaki to był system nie ma znaczenia. Ale możliwe, że był błąd oprogramowania by zatkać jakaś lukę systemową wtedy już może mieć znaczenie jaki to system.

Kamil
środa, 24 kwietnia 2019, 17:25

System nie powinien mieć znaczenia. Zakładam, że w momencie projektowania systemu, wersja os-u była znana. Od uniknięcia takich błędów jest cały dział it zwany quality assurance. O Indusach można powiedzieć wiele, jednak na pewno nie to, że ich kod jest wysokiej jakości, co potwierdzi każdy koder/tester, który miał z nimi styczność. Teoretycznie we wojsku powinno być lepiej, z rozmów z miejscowymi wynika, że często bywa inaczej.

Poeta
wtorek, 23 kwietnia 2019, 22:22

Aha, fajnie, że system nie wykrył niezamkniętego włazu, że okręt nie ma odpowiednich zabezpieczeń w razie niezamknięcia włazu (kolejne grodzie itp.) oraz że po zalaniu słoną wodą okręt może nie działać. Ciekawe jak to sobie wyobrażali, że podczas działań wojennych nie nastąpią takie komplikacje?

Rojek
wtorek, 23 kwietnia 2019, 20:25

Nie znam się, ale budowanie systemów bezpieczeństwa opartych na jakiejkolwiek Windowsie to proszenie się o kłopoty.

Fanklub Daviena
wtorek, 23 kwietnia 2019, 20:17

Nie rozumiem jak Indie, światowa potęga w oprogramowaniu (75% światowego oprogramowania powstaje w Indiach!) mogła sprzęt wojskowy stawiać na Windows (obojętnie jakiej wersji) zamiast na własnym Linuksie czy OpenBSD?

Kiks
środa, 24 kwietnia 2019, 16:42

To najgorsi programiści na świecie, jeżeli już uogólniać. Jedynie tani. Tańsi od najtańszych.

Davien
środa, 24 kwietnia 2019, 13:28

Funku, szybciej wylazł bład projektu bo swój SSN Hindusi skopiowali z rosyjskiej Akuły no ale zawsze mozna zwalic na Windowsa, co nie:))

nidhog
środa, 24 kwietnia 2019, 15:25

davien oszczędź już pliz :D widać że nie jeteś ani informatyk, anie nawet ciężki użytkownik widnowsów, po twoich wpisach widać też , że i fizyka to magia dla cb ale tak, windows xp , system który nie obsługuje więcej niż 4 gb ramu w XXI wieku (jak i żaden inny windows) nie powinien być instalowany jako system zarządzający sprzętem w którym można stracić życie. Na takie platformy pisze się systemy dedykowane. Idź już sobie reklamować amerykańskie produkty gdzie indziej

bender
czwartek, 25 kwietnia 2019, 16:04

Nie masz racji. Przemysłowe i techniczne systemy zarządzające bardzo często opierały się o platformę WindowsXP Embedded (czyli tak naprawdę NT 4.x) okrojoną z niepotrzebnych wodotrysków, za to gwarantującą niezbędną stabilność na dedykowanym hardwarze. Stosunkowo niski poziom adresowania pamięci RAM (faktycznie do 4GB) ani 32-bitowa architektura nie są żadnym problemem w wąsko wyspecjalizowanych systemach, które muszą przetwarzać niezbyt wielką operacji na sekundę (typowo kilkadziesiąt tysięcy zdarzeń na sekundę), ale za to wykazać się wielomiesięczną stabilnością. Nawet na nowym przecież lotniskowcu Queen Elizabeth Thales zamontował rozwiązania, które korzystały z WindowsXP Embedded jako platformy. Oczywiście dziś nikt nie sprzeda kompletnie nowego rozwiązania w oparciu o Windows XP, ale nie tyle z powodu wydajności, co z powodu zakończenia wsparcie dla tego systemu przez Microsoft, co oznacza zakończenie kontynuacji troubleshootingu i brak nowych patchy w przypadku zaistnienia nowych problemów. Zresztą mało prawdopodobne jest, że problem na INS Arihant dotyczy platformy systemowej. Jedna z wielu tysięcy czujek nie zadziałała i problem leży pewnie po stronie czujki lub jej okablowania, jak i po stronie oprogramowania zarządzającego, które błędu czujki nie zasygnalizowało. Wiadomo, skądinąd, że inspiracją dla hinduskiego boomera były rosyjskie Akule. Uzasadnionym jest podejrzenie, że krytyczny błąd wynikał ze skopiowania rosyjskiego rozwiązania. Może programiści nie ogarnęli (a raczej na pewno nie zmienili) starego kodu, może błąd był już na poziomie designu. Choć faktycznie mógł też zawieźć nowy, hinduski kod. Hindusi nie są znani wysokiej jakości.

Zenek
środa, 24 kwietnia 2019, 13:04

75%?? Skąd te dane?

WhoCare
środa, 24 kwietnia 2019, 10:01

Pitolenie o Szopenie, Windows to tylko platforma, zawaliło oprogramowanie które ma wychwytywać różne anomalie (kto to testował?). Choćbyś postawił to na kontenerach pod linuxem, bez poprawnie napisanego softu który ma nadzorować całe spektrum spraw nic to nie da

Koil23
środa, 24 kwietnia 2019, 09:37

Jak to stwierdził szef działu mający pod sobą 4 programistów indysjkich-" szybciej wyszło by gdybym sam to robił, a nie tłumaczył i poprawiał po nich błęd " projekt dotyczył aplikacji dla brytyjskiego banku. Tak, że u nich programiści są na takiej samej zasadzie jak zakupy na aliexpress.

v-v
środa, 24 kwietnia 2019, 05:23

O tak! Nawet 95%światowego oprogramowania powstaje w Indiach! Zwłaszcza, że stworzyli linuxa! Ba, nawet stworzyli OpenBSD :-) :-) O matulu...

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama