Homar jednak z offsetem? MON analizuje alternatywne scenariusze

10 sierpnia 2018, 17:13
2015-11-26-RM-langusta-022
Fot. st. chor. Rafał Mniedło/11 LDKPanc.

Rakietowy program Homar znalazł się na kolejnym zakręcie. Choć MON rozpoczął rozmowy międzyrządowe z USA, to nadal analizowane są różne warianty. Obowiązki resortu obrony związane z nadzorem nad spółkami PGZ i wynikające z przepisów powodują, że MON może zdecydować się na wariant z offsetem, który zapewni choć częściowe korzyści przemysłowe. Pierwotnie to PGZ miał być głównym wykonawcą programu, a partner zagraniczny – jego podwykonawcą.

W drugiej połowie lipca MON zadecydowało o zamknięciu prowadzonego od 2015 roku postępowania, w ramach którego system miał zostać zbudowany przez konsorcjum polskich spółek (kierowane najpierw przez HSW a następnie PGZ), we współpracy z partnerem zagranicznym. Pod uwagę brano dwie oferty: amerykańską systemu HIMARS produkowanego przez Lockheed Martin oraz izraelską systemu Lynx firmy IMI Systems.

Resort poinformował jednocześnie o rozpoczęciu rozmów międzyrządowych ze stroną amerykańską, w sprawie pozyskania systemu HIMARS w trybie FMS. W wywiadzie dla Radia Maryja minister Błaszczak powiedział, że system zostanie zakupiony „w formule rumuńskiej”. Według MON zakup w trybie międzyrządowym ma pozwolić na tańsze i szybsze sfinalizowanie transakcji.

Kwestia sposobu realizacji programu Homar nie jest jednak nadal przesądzona. W odpowiedzi na pytania Defence24.pl, dotyczące m.in. liczby wyrzutni HIMARS, ewentualnego zastosowania offsetu, czy wysłania do USA wniosku Letter of Request resort poinformował: „W związku z zakończeniem dotychczasowego postępowania na pozyskanie dywizjonowych modułów ogniowych wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych HOMAR bez podpisania umowy, obecnie w resorcie obrony narodowej trwają analizy związane z alternatywnym pozyskaniem zdolności do rażenia na dalekich odległościach. Jedną z opcji jest pozyskanie sprzętu wojskowego w formule międzyrządowej od strony amerykańskiej. Jednakże do czasu zakończenia prowadzonych analiz oraz rozmów ze stroną amerykańską w tej sprawie nie jest możliwe udzielenie odpowiedzi na Pana pytania.”. Warto więc pochylić się nad czynnikami, jakie mogą być analizowane przez resort obrony.

  1. Homar a nadzór nad spółkami PGZ

Prawdopodobnie prowadzone w MON analizy dotyczą m.in. wpływu sposobu realizacji programu Homar na sytuację nadzorowanych przez resort spółek Skarbu Państwa. Zgodnie z zasadami nadzoru nad spółkami SP, opublikowanymi na przełomie września i października ub.r. przez Kancelarię Prezesa RM jednym z podstawowych celów tego nadzoru jest „długoterminowy wzrost wartości majątku narodowego realizowany poprzez wzrost wartości spółek z udziałem Skarbu Państwa”. Za wykonywanie obowiązków wynikających z nadzoru od końca 2015 odpowiada szef MON (wcześniej zbrojeniówkę nadzorował resort skarbu państwa). Wynika z tego, że minister obrony jest zobowiązany do wsparcia rozwoju spółek PGZ.

Zakup systemu Homar w pierwotnie planowanej formule miał dać spółkom Skarbu Państwa zamówienia o szacunkowej wartości 2-4 mld zł, szerokie kompetencje, jeżeli chodzi o produkcję i wsparcie eksploatacji tego systemu rakietowego. Ofertę szerokiej współpracy przemysłowej przedstawiał izraelski IMI Systems, włącznie z przeniesieniem do kraju pełnej produkcji wybranych typów pocisków kierowanych i budową polsko-izraelskiego systemu rakietowego na rynki trzecie. Również amerykański koncern Lockheed Martin, którego oferta została pierwotnie rekomendowana lipcu 2017 roku do ostatniego etapu postępowania przedstawił kompleksową propozycję transferu technologii, włącznie z budową w Polsce na licencji pocisków GMLRS. Realizację całego programu miało w obu wypadkach koordynować znajdujące się w kraju Centrum Produkcyjno-Serwisowe.

Spółki PGZ i współpracująca z nimi WB Electronics, w której w ubiegłym roku udziału objął Polski Fundusz Rozwoju, miały dostarczyć m.in. systemy łączności, informatyczne, kierowania ogniem, pojazdy, a inne elementy – jak choćby wyrzutnie i wybrane pociski – miały być wytwarzane w kraju na licencji. Z kolei w Rumunii zdecydowano się na pozyskanie systemu HIMARS w istniejącej konfiguracji, a poszczególne elementy – włącznie np. z pojazdami – zostaną dostarczone zza granicy.

 

Ówczesny wiceprezes PGZ Maciej Lew-Mirski w grudniu 2017 roku mówił o „skoku rozwojowym” – szerokich korzyściach z realizacji programu Homar przez polskie spółki. Stwierdził między innymi, że koszty utrzymania i serwisowania systemu zostaną w Polsce, a części zaplanowanych w dywizjonowym module ogniowym rozwiązań nie ma w standardowym systemie HIMARS, przez co Homar będzie lepiej dostosowany do polskich wymogów. Przyznał jednocześnie, że pierwsze serie rakiet powstałych w Polsce mogą być nieco droższe, a system kontrakt rumuński może zostać zrealizowany szybciej. Jego zdaniem dużo ważniejsza była jednak realizacja projektu w całym cyklu życia. Przypomnijmy, że zgodnie z szacunkami koszt cyklu życia to nawet 70 proc. wydatków poniesionych na dane uzbrojenie. W długim terminie korzystniejszy może być zakup we własnym przemyśle, bo wsparcie eksploatacji za pośrednictwem partnera zagranicznego jest droższe, a pieniądze na ten cel – podobnie jak na sam system – trafiają za granicę.

Obaj oferenci przedstawili więc propozycje szerokiej współpracy przemysłowej, przez co ich systemy – w momencie samego zakupu – prawdopodobnie byłyby droższe, niż gdyby pozyskano je z półki. MON odrzucił jednak te oferty i dąży do szybkiego i „na chwilę tańszego” zakupu w trybie międzyrządowym, bez transferu technologii. To spowoduje, że nie zostanie zbudowany narodowy potencjał, co było w zasadzie początku założeniem programu Homar.

Wyrzutnia systemu rakietowego Lynx. Fot. IMI Systems.
Wyrzutnia systemu rakietowego Lynx. Fot. IMI Systems.

Jeżeli resort obrony zgodnie z zapowiedziami zdecyduje się na formułę „rumuńską”, czyli „czysty” tryb FMS bez stosowania offsetu, środki zaplanowane na ten program zostaną wydane za granicą, zamiast – w dużej części – wesprzeć spółki nadzorowane przez MON, co powinno zgodnie z zasadami nadzoru nad spółkami SP być celem resortu. Wiadomo też, że również strona izraelska – drugi potencjalny partner zagraniczny programu Homar – wyraziła gotowość do zawarcia umowy na realizację programu w formule międzyrządowej. Poinformował o tym w niedawnym liście do strony polskiej wiceprezes IMI Systems Avinoam Zafir (o liście pierwsza pisała „Gazeta Wyborcza”).

  1. Offset w trybie międzyrządowym

Zmiana formuły programu Homar i skierowanie zamówienia do spółek zagranicznych nie przekreśla transferu technologii, gdyż przynajmniej teoretycznie może zostać tutaj zastosowana procedura offsetowa zgodnie z ustawą z 2014 roku „o niektórych umowach zawieranych w związku z realizacją zamówień o podstawowym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa”.

Pierwotnie w programie Homar nie stosowano offsetu, gdyż liderem realizacji programu miał być polski przemysł obronny, a offset stosuje się w umowach zawartych z zagranicznymi dostawcami. Zakładano, że Inspektorat Uzbrojenia zawrze umowę z PGZ, a ta z partnerem zagranicznym na dostawę określonych technologii. Tylko niektóre elementy miały zostać pozyskane w drodze umowy międzyrządowej. Zgodnie z notyfikacją Departamentu Stanu z listopada 2017 roku w wypadku systemu amerykańskiego, były to m.in. pociski ATACMS, pierwsza partia rakiet GMLRS czy niektóre elementy do rakiet produkowanych na licencji. Całość wyceniono jednak na maksymalnie 250 mln USD, co jest niewielką częścią wartości Homara, szacowanej często na 7-10 mld zł.

Z kolei sam FMS czy szerzej tryb międzyrządowy nie przekreśla jednak stosowania offsetu. Jest on wdrażany między innymi w programie obrony powietrznej Wisła. Ten system pozyskiwany jest od rządu USA i offset jest elementem umów (choć odrębnie od niego pewne jego elementy – np. pojazdy – bezpośrednio od krajowych dostawców).

W takiej formule stroną umowy offsetowej z dostawcą – zawartej przed umową dostawy - byłby resort obrony, a nie krajowy wykonawca (PGZ). To na jej bazie byłby realizowany transfer technologii. Aby offset został zastosowany, niezbędne jest m.in. przyjęcie założeń do umów offsetowych, które mogłyby zostać oparte o plany transferu technologii dla Homara. Otwarte jest pytanie, na ile takie rozwiązanie może wydłużyć realizację programu.

  1. Polska potrzebuje narodowych zdolności rakietowych

Można sobie wyobrazić sytuację, w której przynajmniej pierwsza transza systemów Homar zostanie zakupiona w „czystym” trybie FMS, w celu spełnienia pilnych potrzeb, a może współpracy z wojskami USA (stacjonującymi w Polsce na stałe?). Nawet jednak gdyby tak było, nie zaspokoi to wszystkich potrzeb Wojsk Rakietowych i Artylerii. Przypomnijmy, że docelowo do wojska miałoby trafić nawet 160 wyrzutni, zgodnie z rekomendacjami SPO. Nie wypełni też pierwotnych celów programu Homar związanych z ochroną podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa (m.in. własny system kierowania ogniem, oparty na rozwiązaniach używanego w setkach egzemplarzy Topaza) i budową potencjału przemysłowego.

Z tego powodu przy podejmowaniu decyzji, nie tylko w sprawie Homara, ale też systemów rakietowych w ogóle warto brać pod uwagę również długofalowe czynniki przemysłowe. W perspektywie dekady posiadanie własnych zdolności, jeżeli chodzi o systemy rakietowe może być kluczowe. Ponadto, SPO rekomendowało przecież np. dalszą modernizację systemu WR-40 Langusta. Najlepszym sposobem takiej modernizacji jest zaopatrzenie ich w technologię pocisków kierowanych. Ta mogłaby zostać przetransferowana do Polski właśnie w ramach programu Homar.  Dlatego w wypadku zakupu systemu Homar w „formule rumuńskiej” – de facto z minimalnym udziałem polskiego przemysłu należy bardzo poważnie rozważyć realizację odrębnego, długofalowego programu budowy krajowych zdolności rakietowych.
Takie rozwiązanie może wydawać się trudne, ale bynajmniej nie jest niemożliwe do realizacji. Najlepszym przykładem skutków takiego podejścia jest Korea Południowa. Seul co najmniej od lat 70. ubiegłego wieku rozwija własne systemy rakietowe (pocisków balistycznych, a następnie manewrujących). Możliwości południowokoreańskich rakiet były stopniowo zwiększane – od prostych pocisków bazujących na konstrukcjach amerykańskich rakiet przeciwlotniczych, do zaawansowanych pocisków balistycznych o zasięgu 500-800 km i precyzyjnych rakiet manewrujących.

Odpalenie pocisku systemu MLRS. Fot. Staff Sgt. Carlos R. Davis/US Army.
Odpalenie pocisku systemu MLRS. Fot. Staff Sgt. Carlos R. Davis/US Army.

Równolegle jednak Republika Korei pozyskiwała i nadal pozyskuje systemy uzbrojenia rakietowego od Stanów Zjednoczonych. Koreańczycy mają na wyposażeniu zmodernizowane wyrzutnie MLRS, z pociskami balistycznymi ATACMS, ale też Guided MLRS. Wcześniej wykorzystywano też amerykańskie pociski typu Lance, w Republice Korei do dziś stacjonuje jedna z czterech czynnych brygad artylerii rakietowej US Army.

Choć koreański program rakietowy jest specyficzny i obarczony ograniczeniami związanymi z współpracą z USA, to wpisuje się w ciąg środków, jakie Seul od kilkudziesięciu wprowadza w celu budowy własnego potencjału przemysłowego. Jego efekty widać gołym okiem, również na rynkach eksportowych. Nieprzypadkowo przecież dla polskiego Kraba wybrano podwozie haubicy K9…

  1. Amerykańska obecność wojskowa kartą przetargową?

Istnieje kilka możliwych powodów, dla których MON poważnie rozważa pozyskanie Homara w trybie FMS. Obok kosztu i czasu dostaw, na dążenie do zakupu systemu HIMARS mogły mieć wpływ inne czynniki, w szczególności w kontekście starań strony polskiej o rozmieszczenie na stałe sił Stanów Zjednoczonych. System tego typu jest używany przez wojska USA, i okresowo rozlokowywany na wschodniej flance NATO – ostatnio na ćwiczeniach Saber Strike. Każde podobne ćwiczenie jest okazją do doskonalenia współdziałania polskich żołnierzy z systemem HIMARS.

Jednocześnie wniosek o zbadanie możliwości stałego stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce, zawarty w ustawie budżetowej NDAA na 2019 rok mówi m.in. o zbadaniu celowości rozmieszczenia artylerii dalekiego zasięgu. Oficjalnie MON zapewnia, że kwestie modernizacji sił zbrojnych i zabiegania o obecność wojsk USA są rozdzielne. W wywiadzie dla Polskiego Radia minister Błaszczak stwierdził jednak niedawno: "Te rozmowy (dot. stałej obecności wojsk USA - red.) odbywają się w bardzo dobrej atmosferze, współpraca ze Stanami Zjednoczonymi jest bardzo bliska, jesteśmy zainteresowani jako Polska kupieniem nowoczesnego sprzętu właśnie od Stanów Zjednoczonych, dlatego że jest to sprzęt najwyższej jakości, najnowocześniejszy i kompatybilny ze sprzętem, którego używają żołnierze Stanów Zjednoczonych stacjonujących w Polsce.". Nie ulega przy tym wątpliwości, że rozmieszczenie na stałe wojsk USA byłoby skokowym i bardzo pożądanym wzmocnieniem bezpieczeństwa Polski.

Amerykanie wzmacniają zdolności artylerii dalekiego zasięgu na Starym Kontynencie, i tworzą warunki do dalszego ich zwiększenia. Od pewnego czasu wyrzutnie HIMARS – i M270A1 MLRS rozmieszczane są w Europie w ramach strategicznego systemu magazynowania Army Prepositioned Stock w Niemczech. Na razie trafiają tam istniejące wyrzutnie, ale z dokumentów budżetowych wynika, że Amerykanie planują zakupy HIMARS z myślą o wzmocnieniu wojsk w Europie. Środki na ten cel przeznaczono już w 2018 roku, a budżet na 2019 rok zakłada pozyskanie kolejnych systemów.

Prawdopodobne jest także tworzenie dodatkowych czynnych jednostek artylerii rakietowej w Europie. Już w 2017 roku armia rekomendowała sformowanie brygady artylerii rakietowej z dwoma batalionami MLRS na kontynencie. Sprzęt miał pochodzić z puli dla Army Prepositioned Stock, a przyjęcie dodatkowych żołnierzy do służby stało się możliwe dzięki zwiększeniu liczebności czynnej US Army do 476 tys. w roku fiskalnym 2017.

Do dziś nie wiadomo, jaka będzie lokalizacja brygady i czy ostatecznie będzie sformowana. Wydatki na artylerię rakietową w Europie (jak i w ogóle) są jednak zwiększane, podobnie jak liczebność US Army. Dodajmy, że pierwotnie Amerykanie planowali rozmieszczenie tej jednostki „w istniejących instalacjach”, prawdopodobnie w Niemczech.

Możliwe, że strona amerykańska naciska, choćby nieoficjalnie na polską, aby ta wdrożyła interoperacyjny z nią system przed podjęciem decyzji o jego rozmieszczeniu w naszym kraju. Ma to zresztą swoje uzasadnienie operacyjne, bo współdziałanie żołnierzy polskich i amerykańskich z pewnością byłoby dużo łatwiejsze, gdyby dysponowali takim samym uzbrojeniem. A „alternatywą”, niezbyt korzystną dla Polski, może być decyzja o stacjonowaniu brygady artylerii w Niemczech, oficjalnie motywując to choćby faktem, że Bundeswehra ma na wyposażeniu interoperacyjny system MLRS (MARS II).

Trzeba też pamiętać, że Amerykanie planują głęboko modernizować system HIMARS i utrzymywać go w służbie do 2050 roku lub dłużej. To nie tylko rakiety GMLRS-ER o zasięgu wydłużonym do 150 km, ale też inne zdolności jak przyszły pocisk PRSM/LRPF, docelowo prawdopodobnie łącznie z integracją systemu IBCS użytego w programie Wisła. Zakładając rozmieszczenie wojsk amerykańskich i artylerii rakietowej w Polsce, możliwość przyszłego korzystania z tych modyfikacji przez polski system jest kolejnym plusem. Pewnym „skutkiem ubocznym” takiego rozwiązania jest jednak umocnienie pozycji negocjacyjnej strony amerykańskiej, która dzięki temu może być mniej skłonna do oferowania Polsce niestandardowych rozwiązań, na przykład związanych z transferem technologii. Globalnie większość transakcji w trybie FMS odbywa się przecież bez offsetu…

Przedstawione wyżej wnioski dotyczące powiązania programu Homar i kwestii stałej obecności wojsk USA są hipotetyczne i nie zostały w żaden sposób potwierdzone np. przez MON. Faktem jest jednak, że rozmowy dotyczące stałego stacjonowania wojsk się toczą, co zostało odzwierciedlone w ustawie NDAA 2019, a Amerykanie planują wzmacniać własną artylerię rakietową – w Europie i w ogóle, w ramach tzw. „Wielkiej Szóstki” – Big Six.

  1. Czas decyzji

Po zamknięciu postępowania na program Homar resort obrony znalazł się w trudnym położeniu. Nie ulega też wątpliwości, że Wojska Rakietowe i Artylerii potrzebują szybkiego wzmocnienia. Nie jest też tajemnicą, że przy zakupach uzbrojenia istotną rolę odgrywają czynniki polityczne, a duże znaczenie ma interoperacyjność z sojusznikami, zwłaszcza wtedy, gdy kolektywny system obronny jest realnie i trwale rozbudowywany. Tak samo istotna powinna być jednak budowa krajowego potencjału, nie tylko ze względów czysto gospodarczych, ale też wojskowych. Prawidłowo przeprowadzony program transferu technologii powinien przecież zaowocować tym, że np. za 10 lat Polska będzie mogła sama budować systemy rakietowe i nie będzie zależna od partnerów zewnętrznych w utrzymaniu tych, które posiada. Otwartą kwestią jest to, czy MON uda się pogodzić te wszystkie czynniki przy realizacji programu Homar.

Reklama
Tweets Defence24