Czeka nas nowy kryzys migracyjny? [ANALIZA]

1 lutego 2020, 09:08
P31_L.É._Eithne_Operations_28_June_2015
Fot. Irish Defence Forces/CC BY 2.0

W 2019 r. nieznacznie spadła całkowita liczba osób nielegalnie migrujących do Europy. Również Niemcy odnotowały mniejszą ilość zarówno uchodźców, jak i legalnych migrantów w porównaniu do lat poprzednich. Nie oznacza to jednak, że nie ma powodów do zmartwień. Wzrasta migracja na odcinku wschodniośródziemnomorskim, a napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej może się wkrótce przyczynić do wystąpienia nowego kryzysu migracyjnego. Chodzi w szczególności o sytuację w Libii, syryjskim Idlibie, prześladowania polityczne w Turcji oraz wpływ sankcji nałożonych na Iran na migrację Afgańczyków i Irańczyków.

Według danych Frontexu w 2019 r. 139 tys. migrantów nielegalnie przekroczyło granice Unii Europejskiej, z czego przytłaczająca większość (120 tys.) dotarła na nasz kontynent jednym z trzech szlaków śródziemnomorskich. Najmniej aktywny był przy tym szlak środkowośródziemnomorski (Libia-Włochy/Malta), którym do Europy przybyło tylko 14 tys. osób. Największą grupę stanowili tu Tunezyjczycy (2,5 tys.), a następnie Sudańczycy, obywatele Wybrzeża Kości Słoniowej, Pakistańczycy oraz Algierczycy.

Oznacza zatem, że szlakiem tym w zdecydowanej większości nie podróżowały osoby, które można by nazwać uchodźcami. Jest to radykalna zmiana w porównaniu z latami 2014-2017, gdy była to obok szlaku wschodniośródziemnomorski główna droga nielegalnej migracji do Europy. Łącznie w latach 2014-2017 trasą tą do Europy przedostało się 625 tys. osób. W 2018 r. liczba migrantów na tym szlaku spadła jednak ze 119 tys. w poprzednim roku do 24 tys.

Było to związane ze zmianą rządu we Włoszech i objęciem teki ministra spraw wewnętrznych przez Mateo Salviniego, który wprowadził restrykcyjną politykę i nie dopuszczał do włoskich portów statków wyławiających migrantów z morza i transportujących ich do Europy. Nawiasem mówiąc polityka ta doprowadziła również do spadku liczby utonięć. Ponadto Włochy zawarły też umowę z trypolitańskim rządem libijskim, który miał nie dopuszczać do nielegalnego wypływania z Libii do Europy.

Libijczycy częściowo wypełnili to zadanie aczkolwiek wiązało się to również z negatywnymi zjawiskami takimi jak handel migrantami na terenie Libii jako niewolnikami. Ponadto nie bez znaczenia była tez umowa Unii Europejskiej z Nigrem, który otrzymał 1 mld Euro za powstrzymywanie migrantów przemieszczających się przez ten kraj w kierunku północnym. W rezultacie wielu migrantów był wyprowadzanych na pustynię i pozostawianych tam przez przewodników.

Szlak zachodniośródziemnomorski (Maroko-Hiszpania) do 2016 r. odgrywał drugorzędną rolę z liczbą nielegalnych przekroczeń poniżej 10 tys. rocznie, co związane było z restrykcyjną polityką migracyjna hiszpańskiego rządu. W 2017 r. liczba migrantów wzrosła tu jednak do 23 tys., a w 2018 r., po tym jak władzę w Hiszpanii przejął socjalistyczny premier Pedro Sanchez, do 57 tys. W 2019 r. ponownie obniżyła się jednak do 24 tys. Również i w tym wypadku większość migrantów stanowią tu osoby pochodzące z krajów Afryki subsaharyjskiej, nie objętych konfliktami zbrojnymi. Sporą grupę stanowią też Algierczycy.

Wyraźne ożywienie widać natomiast na szlaku wschodniośródziemnomorskim, tj. prowadzącym z Turcji do Grecji i w mniejszym stopniu Bułgarii. Po kryzysowym roku 2015, gdy szlakiem tym do Europy przybyło 885 tys. osób, w 2016 liczba migrantów spadła tu do 182 tys., a w 2017 r. do 42 tys., ale w 2018 r. znów wzrosła – do 56,5 tys. a w 2019 r. osiągnęła 82 tys. Znaczące jest przy tym to, że najliczniejszą grupą nie są tu bynajmniej Syryjczycy (zajmują oni drugie miejsce z liczbą niespełna 20 tys.), lecz Afgańczycy (28,5 tys.), natomiast na trzecim miejscu są obywatele Turcji (7 tys.).

Ograniczenie migracji na tej trasie było przede wszystkim skutkiem zamknięcia szlaków na Bałkanach, co spowodowało, że migranci utknęli w obozach w Grecji. W pewnym stopniu jest to też rezultat dealu migracyjnego zawartego przez UE z Turcją, niemniej jego rola jest przeceniana. Ma on jednak znaczenie o tyle, że w 2015 r. gigantyczny rozmiar migracji na tym kierunku był spowodowany rozmyślnym działaniem tureckich służb specjalnych.

W Polsce w 2019 r. zatrzymano 1991 osób spoza UE w związku z nielegalnym przekroczeniem granicy zewnętrznej UE, w tym w przypadku 1338 osób chodziło o granicę lądową (w tym 1025 granicę z Ukrainą). Był to nieznaczny wzrost w porównaniu z 2018 r., gdy na zewnętrznej granicy UE zatrzymano 1866 osób spoza UE za nielegalne przekroczenie granicy, przy czym liczba przekroczeń na granicy lądowej nieznacznie spadła (z 1462, w tym 923 z Ukrainy, w 2018 r.). Większość nielegalnych migrantów do Polski stanowili przy tym obywatele Ukrainy (1088 na 1991). Jeśli chodzi o pozostałe 903 przypadki to najwięcej było obywateli Rosji (176), Białorusi (129) oraz Turcji (92).

W przypadku Turcji pojawienie się znaczącej migracji z tego kraju do Polski jest zjawiskiem, które można obserwować od 2 lat i które ma charakter zdecydowanie rozwojowy. Jest ono zresztą częścią większego zjawiska ogólnoeuropejskiego i jest wynikiem narastania prześladowań politycznych i etnicznych w Turcji. W 2018 r. liczba nielegalnych migrantów z Turcji usiłujących dostać się do Polski wyniosła 73 osoby, przy czym zdecydowana większość zarówno w 2018 i 2019 r. została zatrzymana na granicy ukraińsko-polskiej. Jest to związane z łatwością przedostawania się z Turcji na Ukrainę, co stwarza poważne zagrożenie również w związku z procesem nadawania obywatelstwa tureckiego syryjskim dżihadystom walczącym na rzecz Turcji w Syrii oraz Libii.

Od dwóch lat wzrasta też liczba uchodźców z Turcji do Polski. O ile w 2017 r. było to w zasadzie zjawisko nie istniejące to w 2018 r. wnioski o ochronę międzynarodową złożyło w Polsce 52 obywateli Turcji, a w 2019 aż 119 i stali się oni trzecią największą grupą po obywatelach Rosji oraz Ukrainy. Ogólnie w 2018 r. 3835 osób złożyło w Polsce wnioski o ochronę międzynarodową, a w 2019 r. liczba ta wyniosła 3769, a zatem znacząco się nie zmieniła.

Również w Niemczech nie odnotowano w 2019 r. znaczących zmian w stosunku do roku poprzedniego jeżeli chodzi o skalę migracji oraz liczbę osób ubiegających się o ochronę międzynarodową. Liczba migrantów netto spadła do ok. 350 tys. z 400 tys. w 2018 r. oraz 416 tys. w 2017 r. Ponadto liczba osób ubiegających się o ochronę międzynarodową spadła w Niemczech ze 186 tys. w 2018 r. do 166 tys. w 2019 r. Najwięcej jest przy tym wniosków składanych przez Syryjczyków (ok. jednej czwartej), a ponadto Iraku, Turcji, Afganistanu, Iranu i Nigerii, przy czym ze wszystkich tych krajów w 2019 r. w porównaniu do 2018 r. wzrosła jedynie liczba obywateli tureckich ubiegających się w Niemczech o azyl (z 10,5 tys. do 11,5 tys.) i są oni obecnie trzecią największą grupą narodowościową pod tym względem po Syryjczykach i Irakijczykach.

Warto też zwrócić uwagę na dynamikę migracji przez Turcję. W kraju tym oprócz przebywających tam 3,5 mln uchodźców z Syrii przebywa również prawie 400 tys. uchodźców z innych krajów, w tym 170 tys. Afgańczyków. Ponadto w 2019 r. liczba nielegalnych migrantów wzrosła do 450 tys. z 270 tys. w 2018 r. i 175 tys. w 2017 r., przy czym najliczniejszą grupą są tu znów Afgańczycy – ponad 200 tys.

Z powyższych statystyk, w kontekście aktualnych wydarzeń politycznych w regionie Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki, wypływają następujące wnioski:

  • Sytuacja w Syrii nie jest jedynym zagrożeniem związanym z masową migrację do Europy i nie powinna prowadzić do lekceważenia innych problemów. Niemniej rozpoczęta pod koniec 2019 r. ofensywa wojsk rządowych w syryjskim Idlibie, w którym przebywa ok. 3 mln osób, spowoduje z całą pewnością nową falę migracji do Turcji. Tymczasem w Turcji narasta negatywny stosunek do uchodźców syryjskich i dochodzi do coraz częstszego prześladowania części z nich. Tureckie władze, mając świadomość obaw jakie wywołuje u europejskich przywódców (zwłaszcza niemieckich) widmo nowego kryzysu migracyjnego i wykorzystują to do stosowania wobec Europy nowego szantażu. Obejmuje on m.in. próbę wymuszenia zgody na kontynuowanie inwazji w Syrii Północno-Wschodniej. Abstrahując jednak od innych aspektów, jest to też jednak pułapka jeśli chodzi o kwestię uchodźców. Działania militarne Turcji w Syrii bezpośrednio zmusiły ponad 600 tys. osób w Syrii do opuszczenia swoich domów, a jeśli powiódł by się turecki plan „strefy bezpieczeństwa” to pojawiłoby się ok. 1 mln nowych uchodźców. Tymczasem w percepcji Niemiec kluczowe znaczenie ma umowa UE z Turcją i wzrost migracji na odcinku wschodniośródziemnomorskim wiążą z nieprawidłowym jej funkcjonowaniem, a to z kolei prowadzi do gotowości Niemiec do ustępstw wobec Turcji co pokazała konferencja berlińska w sprawie Libii oraz niedawna wizyta Angeli Merkel w Stambule. Ustępstwa te mogą jednak znacznie pogorszyć sytuację, a nie ją polepszyć.
  • Turcja chce też zgody na swoją interwencję militarną w Libii przeciwko Libijskiej Armii Narodowej gen. Khalify Haftara. Obecnie LNA prowadzi ofensywę w celu przejęcia kontroli nad Trypolisem. Jeśli to się stanie to Włochy mogą znaleźć się w trudnej sytuacji, gdyż wspierają rezydujący w Trypolisie rząd Sarradźa (GNA) i z nim zawarły umowę w sprawie powstrzymywania migrantów. Jeśli UE nie wykaże dostatecznej elastyczności w porozumieniu się z Haftarem to może mieć to skutek w postaci odblokowania szlaku środkowośródziemnomorskiego. Z drugiej jednak strony znacznie większym zagrożeniem byłoby przejęcie przez Turcję kontroli nad tym szlakiem, gdyż wiązałoby się to z nowym szantażem migracyjnym ze strony tego państwa i to na szlaku o znacznie większym potencjale niż szlak wschodniośródziemnomorski. Turcja jeszcze przed konferencją berlińską przerzuciła do Libii 2000 syryjskich dżihadystów. Część z nich, według informacji podawanych przez LNA, dezerteruje jednak i usiłuje dostać się na łódkach do Włoch (mają być wśród nich również b. członkowie Al Kaidy oraz Państwa Islamskiego). Dżihadyści ci mają zresztą obiecane tureckie obywatelstwo co spowoduje, że potencjalnie będą mogli wybrać również drogę do Polski via Ukraina. Mimo ustaleń konferencji berlińskiej, w czasie której obecne tam państwa uzgodniły niewspieranie stron libijskiego konfliktu i przestrzeganie embarga nałożonego na dostawy broni do tego kraju, Turcja zwiększyła wsparcie militarne dla GNA i prawdopodobnie zaczęła już przerzucać do tego kraju swoje regularne wojska. Grozi to wybuchem gigantycznego konfliktu w Afryce Płn., co z całą pewnością odbije się negatywnie na ruchu na szlaku środkowo-śródziemnomorskim.
  • Niedocenianym czynnikiem stymulującym wzrost migracji na szlaku wschodniośródziemnomorskim jest zmiana polityki USA wobec Iranu i nałożenie na ten kraj sankcji. Radykalne pogorszenie sytuacji materialnej Irańczyków wpływa również na sytuację afgańskich migrantów przebywających na terenie tego kraju. Ocenia się, że jest ich około 3 mln. I wyraźny wzrost liczy Afgańczyków wśród nielegalnych migrantów oraz osób ubiegających się o azyl w Europie czy tez przedostających się do Turcji jest już widoczny. Można się jednak spodziewać, że dojdzie do znacznie większego wzrostu natężenia tej migracji jeśli polityka sankcji przeciwko Iranowi zostanie utrzymana. Co więcej, sytuacja ekonomiczna Iranu powoduje również migrację samych Irańczyków.
  • Od 2 lat widać też wyraźnie wzrost liczby obywateli tureckich migrujących do Europy z powodu prześladowań politycznych w ich kraju. Nic przy tym nie wskazuje by tendencja ta miała się odwrócić. Naciski Turcji na zniesienie wiz dla obywateli Turcji może przy tym spowodować gwałtowny napływ dużej liczby uchodźców tureckich, a także syryjskich, którym Turcja może wydać paszporty tureckie.
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 53
Reklama
Kryzys już jest
piątek, 14 lutego 2020, 12:11

Polska stoi obecnie wobec perspektywy stania się państwem dwunarodowym, w którym suwerenność na obecnym terytorium Rzeczypospolitej dzielić będziemy z Ukraińcami Nie tylko obecność ponad miliona Ukraińców w Polsce potwierdzają liczne źródła, lecz także o obecności tej przekonać się można w większości naszych miast, po prostu wychodząc na ulicę. Najlepsze dane, które mamy, określają ich liczebność w naszym kraju na od ok. 1 mln do 1,5 mln. Dla porównania – przez kilkanaście lat od wstąpienia do Unii Europejskiej w 2004 r. łączna pula emigracji polskiej w Wielkiej Brytanii wynosi według tamtejszych źródeł 1 mln osób. W liczącej 63 mln mieszkańców Wielkiej Brytanii odpowiada to proporcjonalnie ok. 600 tys. osób w Polsce. W stosunku do populacji gospodarzy Ukraińców w Polsce jest więc dwu-, trzykrotnie więcej niż Polaków w Wielkiej Brytanii, gdzie są oni znaczącą i zauważalną grupą imigrantów. W Niemczech liczba osób o polskim pochodzeniu to ok. 2 mln, co odpowiadałoby mniej niż 1 mln imigrantów w Polsce. Jednak tak liczna społeczność to skutek imigracji obejmującej cały okres powojenny, rozłożonej na wiele dziesięcioleci, co stwarzało warunki dla stopniowej integracji przybyszów. Polska emigracja w Anglii była budowana w ciągu 15 lat od 2004 r. Ów milion osób, które napłynęły w ciągu 15 lat, to oczywiście dużo i tempo tego napływu było wysokie, ale całkowicie blednie ono w porównaniu z napływem 1,5 mln Ukraińców do nas – którzy „teleportowali się” tutaj w ciągu ledwie ostatnich czterech-pięciu lat. Te porównania pozwalają nam zrozumieć, że liczba obecnych w Polsce Ukraińców jest już teraz niezwykle wysoka jako procent (ok. 3-4 proc.) populacji kraju. Nawet w państwach nawykłych do masowej imigracji od dziesięcioleci bardzo rzadko zdarza się, aby pozwolono na taką koncentrację przybyszów z jednego kraju i jednej narodowości. Dlaczego liczba migrantów oraz tempo ich napływu mają znaczenie? Są to czynniki, które obok innych determinują możliwość asymilacji. Co do liczby sprawa jest intuicyjnie zrozumiała: kilka tysięcy migrantów zniknie wśród miejscowych, kilka milionów nie tylko nie zniknie, lecz także stworzy własne przestrzenie, dzielnice. Przy odpowiednio licznej obecności danej diaspory powstają możliwości normalnego życia prawie bez związku z autochtonami, ich kulturą i językiem. Odpowiednio liczna mniejszość otwiera własne sklepy, tworzy szkolnictwo, organizacje społeczne, miejsca kultu itp. Niektóre grupy tworzą wręcz hermetyczne dzielnice. Relatywnie niskie tempo napływu migrantów, rozłożenie procesu na dziesięciolecia, powoduje, że minimalizowana jest szansa na powstawanie etnicznych gett. Pomyślmy o 2 mln naszych rodaków w Niemczech: emigrowali oni tam przez cały okres PRL i następnie przez 30 lat istnienia III RP. Dzisiaj tych ludzi są 2 mln, ale jest to wynik wielu dekad imigracji. Kolejne tysiące przyjeżdżały, osiedlały się wśród obcych, powoli się integrowały i dopiero w trakcie tego procesu pojawiały się tysiące innych. Jest chyba jasne i łatwe do uprzytomnienia sobie, że nagłe przeniesienie 2 mln praktycznie z dnia na dzień miałoby całkiem inne skutki dla ich asymilacji. Eksperyment z przeszczepianiem Temat ten nie jest przedmiotem publicznej debaty, choć masowy charakter obecności Ukraińców w Polsce okazuje się rzeczywiście mieć nieomal bezprecedensowy w historii współczesnych migracji europejskich charakter. Można powiedzieć, że jako społeczeństwo jesteśmy obiektem eksperymentu polegającego na nagłym przeszczepieniu jednolitej, zwartej grupy etnicznej – prawdziwego importu nie pojedynczych imigrantów, ale całej „gotowej do użycia” zorganizowanej mniejszości. Bardzo ostrożnie możemy stwierdzić, że jest to eksperyment, którego skutków co prawda nie jesteśmy w stanie w 100 proc, przewidzieć, ale który na pewno jest bardzo ryzykowny. Mamy już chyba wszyscy świadomość, że obecność tak licznej społeczności ukraińskiej na różne sposoby wpływa na nasze zawodowe, czasami też prywatne życie w przeróżnych sferach. Warto w tym miejscu postawić pytanie: Czy ktokolwiek z czytelników przypomina sobie ten moment, gdy jego i nas jako zbiorowość pytano o zdanie w tej sprawie przed podjęciem decyzji o nieograniczonym otwarciu naszego rynku pracy na Wschód? Albo w którym to programie wyborczym – nieważne, czy naszych ulubieńców politycznych, czy śmiertelnych wrogów – ów postulat był zawarty? Przykra, a może straszna prawda jest taka, że nikt o tak fundamentalnej zmianie w naszym życiu społecznym z nami nie dyskutował, nie przekonywał nas do niej, nie obiecywał jej ani nie konsultował się z nami co do jej wprowadzenia. Co więcej, rozluźnienie przepisów, które dziś już skutkuje tym, że 3-4 proc, ludności w Polsce to Ukraińcy, nie tylko nie jest efektem realizacji obietnic wyborczych ani wielkiej i głośnej debaty parlamentarnej, ale zmiany jakichś trzeciorzędnych przepisów. Proces ten jest całkowicie wyjęty spod kontroli demokratycznej, a suweren, czyli my, nie jest w tej sprawie nawet konsultowany. Oto stan obecny, który sam w sobie u każdej osoby o jakiejkolwiek orientacji w historii I i II Rzeczypospolitej oraz historii powszechnej powinien wywołać co najmniej zaniepokojenie, jeśli nie alarm. Jednak to naprawdę tylko początek tego, co może się stać. Państwo dwunarodowe Jak wygląda realny scenariusz Ukrainopolonii, który może się urzeczywistnić choćby jutro? Jest to perspektywa przyznania owemu 1,5 mln Ukraińców długookresowego prawa stałego pobytu z możliwością ściągnięcia najbliższej rodziny lub przyznania im obywatelstwa. Odpowiednie decyzje co do np. szybkiej i na długi okres ważnej legalizacji pobytu mogą zapaść w każdej chwili. Sytuacja byłaby wtedy jeszcze ciągle (teoretycznie] do odwrócenia, a prawdziwym punktem bez odwrotu byłoby przyznanie im obywatelstwa. W praktyce byłby to jednak milowy krok do przekształcenia Polski w państwo dwunarodowe, ze wszystkimi tego politycznymi, społecznymi, religijnymi, kulturowymi konsekwencjami. Duża część, zapewne większość, obecnie przebywających u nas Ukraińców pracuje na podstawie oświadczeń i zezwoleń wydawanych na kilka miesięcy. W praktyce krążą między swym rodzinnym domem a Polską. W momencie powstania możliwości długotrwałego, legalnego pobytu w naszym kraju zapewne większość z nich ze względu na lepsze warunki socjalne, bytowe itp. zdecydowałaby się na przywiezienie do Polski także swoich rodzin. Ukraińska demografia nie jest co prawda lepsza od naszej, ale wielu w takiej sytuacji sprowadziłoby współmałżonka, dzieci, może nawet starszych wiekiem rodziców. Ilu by ich było? Przyjmijmy bardzo ostrożnie, że każdy dziś pracujący przywiózłby zaledwie jedną osobę lub dwie – np. tylko współmałżonka i jedno dziecko lub rodzica. W takim bardzo minimalistycznym scenariuszu nadanie prawa pobytu obecnie pracującym w Polsce skutkowałoby stałą obecnością w naszym kraju od 3 do 4,5 mln Ukraińców. A to byłby dopiero początek, gdyż owa mniejszość przyciągałaby niczym magnes kolejnych imigrantów. Biorąc pod uwagę poziom rozwoju Ukrainy i doświadczenia krajów, które wstąpiły do Unii Europejskiej w latach 2004 i 2007, można ostrożnie oceniać potencjał migracyjny Ukrainy na minimum 5 mln osób. W rezultacie z pozoru błahej decyzji Polska mogłaby w bardzo krótkim czasie dorobić się mniejszości etnicznej stanowiącej 8-12 proc, populacji (i to z potencjałem wzrostu tego odsetka). Podkreślmy – nie chodzi o to, że przez to udział migrantów w całym społeczeństwie byłby u nas wyjątkowo wysoki – wyższy mają np. Niemcy czy Wielka Brytania – ale o fakt, że należeliby oni do jednej grupy etnicznej, że stanowiliby faktycznie drugi naród w państwie. Z taką sytuacją stworzoną przez migrację we współczesnej Europie nie mieliśmy jeszcze do czynienia. Niewątpliwie po części właśnie dlatego, że kraje przyjmujące imigrantów starają się przyjmować ich z różnych krajów, tak aby nie prowadzić do powstania problematycznej sytuacji. Co oznacza 8-12-procentowy udział mniejszości narodowej w ludności kraju? Można to zilustrować przez odwołanie się do doświadczeń naszych sąsiadów. Polacy na Litwie stanowią ok. 6 proc, populacji, a razem z Rosjanami – kolejną bardzo liczną mniejszością – właśnie ok. 12 proc. Mniejszości węgierskie na Słowacji czy w Rumunii to 7-10 proc., a wokół ich obecności trwa ciągły konflikt. W Finlandii, chociaż historyczna mniejszość szwedzka liczy „zaledwie” 5 proc, populacji, język szwedzki ma status drugiego oficjalnego. Jakaż to konieczność dziejowa zmusza nas do tego, byśmy od teraz musieli żyć z sublokatorami w naszym własnym domu?! Przy całej życzliwości dla Ukraińców jako ludzi i zrozumieniu roli geopolitycznej tego państwa dla naszego bezpieczeństwa [na którą ma wpływ NEGATYWNY! – admin] – czy naprawdę chcemy, by już nie tylko polski, lecz także ukraiński był naszym językiem oficjalnym? Aby nasze ulice miały wszędzie dwujęzyczne napisy? Aby Ukraińcy jako współgospodarze decydowali, jakie pomniki postawić, a jakie usunąć z placów naszych miast? Jakaż to konieczność dziejowa zmusza nas do tego, byśmy od teraz musieli żyć z sublokatorami w naszym własnym domu?! Jakie to hipotetyczne korzyści taki wybór – jak to w sytuacji dzielenia wspólnego lokalu z obcymi – wielce niewygodny i krępujący usprawiedliwiają? Mniejszość licząca ok. 10 proc, ludności kraju to własne partie polityczne mające realny wpływ na kierunek polityki kraju, z czasem własne szkolnictwo, dwujęzyczność, po prostu wszystko to, co powoduje, że tempo asymilacji i integracji spada bardzo silnie, a obecność mniejszości staje się na dobre i złe trwałym elementem krajobrazu kraju. Kto sądzi, że takie współistnienie i współgospodarzenie jest proste, ten nie zna ani historii, ani nawet teraźniejszości mniejszości narodowych w Europie. Historia ciągłych konfliktów Mniejszość ukraińska stanowiłaby ponadto naturalną „piątą kolumnę” w ewentualnych sporach z Ukrainą (gdzie aktywne są środowiska wysuwające pod adresem Polski roszczenia terytorialne). Byłaby też obiektem rozgrywek zarówno naszych wschodnich sąsiadów, jak i zachodnich. Każdy, kto wątpi, że tak by się właśnie działo, powinien przyjrzeć się niedawnemu casusowi pani Ludmiły Kozłowskiej – Ukrainki uznanej przez nasze władze za osobę niepożądaną ze względu na bezpieczeństwo państwa, a w związku z tym hołubionej i wpieranej przez Berlin i Brukselę. Obecność tak licznej i w związku z tym praktycznie nieasymilowalnej mniejszości to kłopot i olbrzymie polityczne ryzyko, nawet gdyby była to ludność kulturowo bliska i przyjaźnie nastawiona. Problem staje się jednak o wiele większy, gdy uświadomimy sobie mentalną i cywilizacyjną przepaść między naszymi narodami. Dzięki fizycznemu podobieństwu oraz językowej bliskości zapominamy, że ludzie ci pochodzą z innego kręgu kulturowego, innej cywilizacji, o czym zaświadcza nie tylko Feliks Koneczny w książce „O wielości cywilizacji”, lecz także bardziej współcześnie Samuel Huntington w swoim „Zderzeniu cywilizacji”. Warto uświadomić sobie, że obraz naszej wspólnej historii z Ukraińcami od czasów wcielenia tych ziem do Korony Polskiej w roku 1569 przez ostatniego z Jagiellonów to historia ciągłych konfliktów, których cechą wyróżniającą jest niespotykane okrucieństwo. Rzezie, których kulminacją był 1943 r., nie są tu wyjątkiem, ale częścią historycznej reguły. Barbarzyństwo zbrodni wołyńskiej ma swoje korzenie w samej kulturze ukraińskiej. Taras Bulba, tytułowy bohater powieści Gogola, pisarza uważanego przez Ukraińców za ich rodaka, zabija własnego syna za związki z Polakami. Taras Szewczenko, uważany za największego ukraińskiego poetę, opiewa i sławi w poemacie „Hajdamacy” rzezie Polaków czasu koliszczyzny XVIII w. Oto gleba i zapowiedź zbrodni UPA. Co więcej, dzisiejsza Ukraina i ci sami ludzie, którzy dziś do nas przyjeżdżają i zachowują pozory dobrego nastawienia, u siebie prowadzą całkiem inną narrację. We Lwowie na budynku szkoły polskiej umieszczona jest tablica upamiętniająca Romana Szuchewycza – jednego z organizatorów ludobójstwa Polaków. Kamienne lwy na Cmentarzu Orląt we Lwowie są przez Ukraińców umieszczone w pudle – dosłownie i w przenośni – za swoją symboliczną polskość. Szczątki Polaków na Ukrainie nie mogą być chowane. Są one zakładnikami ukraińskiej polityki historycznej i trzeba je z powrotem wrzucać do nieoznakowanych dołów. Oto polityka historyczna dzisiejszej Ukrainy i bardzo Polsce nieprzychylny klimat, w którym wychowywani są młodzi Ukraińcy. Tak ukształtowani ludzie, z takim nastawieniem przyjeżdżają teraz do nas. Swoistym memento i uosobieniem obaw, o których tu mowa, jest sprawa polskiego ucznia, którego rodzicom grozi utrata praw rodzicielskich (!) w związku z jego rzekomym „nacjonalizmem”. Jego „wina” to polemika ze swoim ukraińskim kolegą, który w polskiej szkole gloryfikował Banderę. Oto w pigułce obraz naszej przyszłości w Ukrainopolonii. Nabycie na własne życzenie bardzo licznej mniejszości narodowej, nawet gdyby była to historycznie przyjazna i kulturalnie bliska ludność, to krok ryzykowny, wręcz szalony. Ze względu na odmienną mentalność, cywilizację i kulturę przybyszów oraz z powodu antagonistycznego historycznie stosunku Ukraińców do Polski i Polaków stajemy wobec niezwykle niebezpiecznej dla naszego kraju i narodu sytuacji. Czas, byśmy sobie to uświadomili i podjęli na ten temat debatę. Przemysław Załuska

pragmatyk
piątek, 14 lutego 2020, 23:02

Nie zgadzam się z wieloma tezami ,Ukraina nie jest państwem mono etnicznym z wyjątkiem części zachodniej ,gdzie zamieszkalych Polaków Stalin w 1941 i pózniej wywiózł na Syberię. Mamy tam Rosjan ,szczególnie na poludniu ,ale także w obwodzie Kijowskim ,mamy mniejszośc polską ,gdyż polscy magnaci mieli ziemie do Kijowa ,inna sprawa to stosunek do miejscowej społeczności typowo grabieżczy ,nie wniesiono nic pozytywnego do kultury Kresowej .Ukraina ,czyli kraniec Polski to samo mówi za siebie.Proces formowania się narodu Ukraińskiego był dlugi i dramatyczny tak jak odzyskiwanie przez nas Niepodleglości. Wiekszośc Ukraińców to Slowianie ,więc podobne cechy pozytywne i negatywne osobowości. Różni nas religia ,ale system radziecki w znacznym stopniu wyeliminował ją z życia społecznego.Mamy grekokatolicyzm ,czyli wplywy koscioła katolickiego ,.Większość przybyszów jest z rejonu Ukrainy Zachodniej ,a przed wojną były tam wsie i miasteczka całkowicie polskie,Ukraińcy nie muszą tworzyć diaspory ,gdyż łatwo asymilują sie w Polsce , język ukraiński jest mieszanką języka polskiego ,chyba bardziej niż białoruski. Co drugie slowo ma takie samo znaczenie w języku polskim. Pisownia w języku rosyjskim ,to nas różni.My mamy 30 lat wolności i coś się nauczyliśmy od Zachodu ,oni dopiero przekraczają ten próg.Przy budowie swojego państwa robią mniej błędów niż my 30 lat temu.Na razie to my traktujemy ich jako zło konieczne i ja nie chciałbym być tak traktowany jak ci ludzie . Czy zostaną i ilu ,trudne pytanie ,na razie na stałe jest niewielu ,o ile Ukraina przezwycięży problemy wieku dziecięcego , wielu wróci,zaradni zostaną ,gdyż będą mieli dobre posady ,ale otrzymać polskie obywatelstwo to droga przez mękę nie tylko dla Ukraińców.

pragmatyk
środa, 12 lutego 2020, 10:06

Unia wyrażnie ma kłopoty ,ktore wykorzystuje nie tylko Turcja ,ale również Polska uważając ,że w zamieszaniu może forsować swoje wewnętrzne plany.

rober
poniedziałek, 10 lutego 2020, 12:32

Turcja jest zagrożeniem dla UE , dla populacji Europy, Turcja świadomie prowadzi politykę migracyjną aby konsekwencje były odczuwalne za kilkadziesiąt lat. Turcja Erdogana rości sobie prawa do odbudowy imperium osmańskiego ...na co przywódcy UE a zwłaszcza Grecji , Cypru Włoch nie powinni się godzić

Cezar
piątek, 7 lutego 2020, 20:55

Ludzie zawsze migrowali. Odkrycia geograficzne i związane z nimi powstawanie kolonialnych administracji zakładanych przez Anglię, Hiszpanię cz Francję w Afryce czy obu Amerykach to nic innego jak migracje. Najpotężniejsze państwo świata zostało zbudowane przez imigrantów. Tubylcy w USA to Indianie. Oraz bizony :) .Na czele tego państwa stoi człowiek, posiadający niemiecko-szkocko-szwedzkie pochodzenie. Jego dziadek Friedrich Drumpf wyemigrował do USA z Niemiec. Jego przeurocza małżonka jest uchodźcą ze Słowenii. I ta para postanowiła decydować o tym kto może mieszkać w USA. Stawia mur na granicy z Meksykiem, chociaż Meksykanie na terenach Teksasu czy Nowego Meksyku żyli na długo zanim Niemiec Drumpf postanowił wyemigrować. Dziwny jest ten świat - śpiewał Czesław Niemen.

rydwan
piątek, 7 lutego 2020, 07:40

widząc po komentach to za dużo kościoła za mało racjonalnego myślenia .Uchodzcy sa potrzebni na już w PL ,kieyś polska była wielonarodowa z największa tolerancja w europie teraz wygłaskana przez lakierków w komżach obawiajacych sie konkurencji i wmawiajacym wszystkim o jakimś kryzysie migracyjnym .

Autor
sobota, 15 lutego 2020, 17:37

I dobrze wiemy jak to kończyło

Wernyhora
piątek, 14 lutego 2020, 16:21

Była wielonarodowa i wieloreligijna, ale to właśnie "wielość" wykończyło Pierwszą Republikę. (i parę innych powodów też)

Andrettoni
wtorek, 4 lutego 2020, 06:56

Musimy zaangażować się militarnie i humanitarnie w Afryce i powstrzymać migrację na miejscu likwidując jej powody. Tylko z głową by w ślad za uspokojeniem sytuacji odbudowę prowadziły nasze firmy budowlane itd.

Więzień
niedziela, 9 lutego 2020, 15:36

Właśnie "nasze" zaangażowanie militarne doprowadziły do tego.

Andrettoni
wtorek, 11 lutego 2020, 13:54

Nasze zaangażowanie dotyczyło tylko wspierania USA, a nie naszych interesów. Przykładowo atak na Irak miał fałszywe podstawy, a to neguje jego działalność. Taka działalność nie jest nam potrzebna. Czym innym jest interwencja na zaproszenie przy wsparciu miejscowej ludności i rządu - mniej ludzi, fachowców i instruktorów zamiast działań patrolowych wsparcie. Ponadto USA się wycofuje i wchodzą tam wrogie nam elementy jak np. Rosja w Syrii. Polska nie była krajem kolonialnym, a w czasach PRL szkoliliśmy terrorystów i komandosów z Afryki - np. Egipskich komandosów, a to daje nam więcej sympatii. Niestety nikt tego potencjału nie realizował. Nigdy nie mieliśmy wrogości z Kubą czy Iranem i mogliśmy wystąpić w roli pośrednika, a wszystko zostawiliśmy dla USA. Zmarnowane możliwości.

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
poniedziałek, 3 lutego 2020, 18:10

Wystarczyło by przed kamerami telewizyjnymi taką łódkę ostrzelać z karabinu maszynowego tak hojne z całej taśmy i żadnej imigracji by już więcej nie było, oczywiście jak by telewizje Afrykańskie to pokazały.

Stanisław
poniedziałek, 3 lutego 2020, 14:46

Lewacy z Europy mają swoje statki do ratowania uchodźców, a dlaczego nasi chłopcy z Konfederacji nie mają jednostek do zawracania przybyszów z powrotem do Afryki?

MAZU
poniedziałek, 3 lutego 2020, 11:27

Na zdjęciu grupa czternasto-letnich studentów medycyny w trakcie wycieczki do Europy.

dazu
wtorek, 4 lutego 2020, 13:11

NIE... to kobiety i dzieci

Ala
niedziela, 2 lutego 2020, 15:21

Kryzys migracyjny jest spowodowany nadmiernym rozmnazaniem sie ras czarnych i brązowych. To samo w USA. Texas, w prasie okrzyczany ostoja konserwatyzmu jest juz tylko w 43% bialy.

Stanisław
poniedziałek, 3 lutego 2020, 14:48

raczej dzietność rasy białej bardzo spadła (otyłość, cukrzyca, alkoholizm, narkotyki), a pozostali są na podobnym poziomie

Xd
niedziela, 2 lutego 2020, 11:32

Możemy podziękować naszym "sojusznikom" bo jest to spełnianie ich plany czyli hodowli rasy jasnobrązowej na tyle kumatej aby mogła służyć panom a na tyle tępej aby samodzielnie nie myślała tu z przykrością trzeba stwierdzić że u nas im się to udało bez migrantów i mamy takie kwiatki lak ludzi cieszących się z lidla na terenie zlikwidowanej fabryki

CdM
poniedziałek, 3 lutego 2020, 12:26

Prymitywny rasizm tego komentarza poraża. Jesteś z tych, co wierzą w zależność inteligencji od rasy? Zapewne nie - więc po co to piszesz? A jesli tak, no cóż, szkoda słów. Dodajmy że jeszcze w pierwszym ćwierćwieczu XX w słowianie byli uważani za niższą rasę, zdecydowanie niepełnowartościowy materiał genetyczny, podobnie jak Żydzi - i nie, nie tylko przez faszystów niemieckich, a przez USA... a już Azjaci, szczególnie zaś Japończycy i Chińczycy, wręcz za nienadających się do niczego podludzi (polecam szczegółowe wytyczne z uzasadnieniami, usańskiego urzędu imigracyjnego, dostępne w archiwach, pouczające). Tyle w tych poglądach sensu.

Xd
wtorek, 4 lutego 2020, 09:18

To nie mój rasizm ani moje poglądy tylko plan jednego z klubów myślicieli zza oceanu z początku lat 90 podobny do wielu innych wizji świtających w gorących głowach w/w typu podziału rosji na kilka państw, trzeba uważniej czytać a nie pochopnie oskarżać kogoś o rasizm do którego mi daleko

Trzeba się uczyć
poniedziałek, 3 lutego 2020, 19:53

Ale akurat rasa ma dużo wspólnego z ilorazem inteligencji. Powiedz mi, jak to jest, że narody azjatyckie (Korea Południowa, Japonia) dominują jeśli chodzi o badania IQ i liczbę patentów, taka Korea Południowa podniosła się bardzo szybko po wojnie i firmy takie jak Samsung są potęgą na rynku, a Afryka do dzisiaj musi otrzymywać pomoce żywnościowe i w krajach Afryki dobrze się mają watażkowie grzejący do wszystkiego co się rusza? Wystarczy nawet zajrzeć do oficjalnych badań IQ przeprowadzanych w krajach. Tylko uważaj, może cię spotkać szok. No i polecam zapoznać się, czym w USA jest affirmative action i czemu nie pomaga pewnej rasie w prosperowaniu?

v
niedziela, 2 lutego 2020, 00:55

Przerażające są informacje dot. "negatywnych zjawisk", że "umow[a] Włoch z trypolitańskim rządem libijskim" wiąże się z "hand[lem] migrantami na terenie Libii jako niewolnikami", a przede wszystkim, że "umowa Unii Europejskiej z Nigrem, który otrzymał 1 mld Euro za powstrzymywanie migrantów przemieszczających się przez ten kraj w kierunku północnym" skutkuje tym, że "migrantów był[o] wyprowadzanych na pustynię i pozostawianych tam przez przewodników". Czyli my, UE, płacimy za zabijanie migrantów... Czy naprawdę, my, społeczeństwo Polski, mamy na to zgodę?

demografia to przeznaczenie
niedziela, 2 lutego 2020, 17:33

Nie, imigrantów zabijaja ich decyzje i nieograniczona eksplozja demograficzna za która odpowiadaja tylko oni.....Sam Niger ma wskaznik tfr na poziomie ~8 a Polska 1.4 - rozumiesz co to znaczy dla nas i Europy? Zauwaz ze nawet azjatyckie biedne panstwa takie jak Myanmar czy Wietnam rozumieja ze kraj i srodowisko ma ograniczone mozliwosci absorpcji populacji. Niestety afryka tego nie rozumie ze szkoda dla siebie, dla nas i przyrody....

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
poniedziałek, 3 lutego 2020, 22:07

Mylisz się nie tylko oni zachód im dał szczepionki łąkarstwa wiedze o postępie globalne media ale nie dał im tego do czego sam dochodził przez wieki nazwijmy to pewną mądrością.

dim
sobota, 1 lutego 2020, 21:54

Pan Witold niestety pomija znaczną część migrantów. Gdyż posługuje się danymi oficjalnymi. A te niekoniecznie pozostają w związku ze stanem rzeczywistym. Przykładowo, w roku bodaj 2008 oficjalnie przebywało w Grecji "tylko" około 900 tysięcy migrantów, z czego 2/3 stanowili Albańczycy. Czyli problemu jakby nie było... A skąd te dane ? Oczywiście dane oficjalne. Tymczasem absolutnie nikomu mudurowemu, prócz ministra i rzecznika prasowego ministerstwa, w Grecji nie wolno puścić pary z ust, publicznie, na tematy mające związek ze służbą. Wyjątek dla emerytów policyjnych i wojskowych, będących posłami Parlamentu. Zatem taki poseł - generał wchodzi na trubunę i mówi: Wiem od kolegów, że rzeczywste szacunki ilości cudzoziemców, to około 2,5 mln. Symulacje wskazują, że w roku 2015 będzie ich już 4 miliony (a Greków raptem 9,9 mln). - Nikt z ministerstwa mu nie zaprzecza... niżsi urzędnicy, np. pionu oświaty (tym wolno mówić publicznie) twierdzą, że np. w ateńskiej gminie centralnej 35% dzieci szkolnych nie ma ani jednego rodzica z greckimi korzeniami. A przecież większość cudzoziemców przyjechała tu bez rodzin... Czyli cudzoziemców jest w aglomeracji Aten znacznie ponad milion. - to z lat poprzedzających kryzys. Grecja wielokrotnie apeluje do Unii o zmianę zasad migracyjnych Schengen, ale to jak grochem o ścianę. Na terenach intensywnie rolniczych, także po wioskach większość mijanych autem osób to typy azjatyckie. Gdzieś od roku 2009 (?) Grecy po cichu otwierają granice i zdecydowana większośc z tej liczby nielegalnych mieszkańców zwyczajnie wybywa stąd po cichu. Dalej do Europy. Upłynie jeszcze wiele lat, nim Europa zacznie o tym mówić. Że jakoby wszystko to stało się dopiero latem 2015... Efekt jest ten, że niesamowicie zatłoczone w roku 2008 ulice starych Aten... dziś (2020) wyglądają jak wymarłe. Pracuję tam co dnia, mam porównanie. W porównaniu do stanu ówczesnego. Ale formalnie, w oficjalnych danych... nic się nie zmieniło. Pamiętam, że przed rokiem 2008 (czyli do kryzysu) oficjalne dane o migracji mówiły o około 82 tysiącach osób, od strony Turcji, rocznie. A cóż nam tu relacjonuje Pan Witold na dziś ? Cytuję: a w 2019 r. osiągnęła 82 tys. - dokładnie ta sama historyjka. My po prostu nie znamy danych, są ukrywane.

Ateny
sobota, 8 lutego 2020, 08:29

W Atenach ogólne wrażenie jak w Afryce. Niebezpiecznie, krzykliwie, nie było tak przecież jeszcze niedawno.

niedziela, 2 lutego 2020, 12:06

Skoro dane są ukrywane a Ty nie podajesz źródeł swoich informacji tzn, że to co piszesz to bajdurzenia zastraszonego umysłu.

dim
niedziela, 2 lutego 2020, 21:28

Ale grzebię internet i sprawdzam: Oto w lipcu 2012, tuż po uformowaniu się nowego rządu, minister MSW podaje, że "aktualnie" obliczają obecność 1,35-1,5 mln migrantów, z czego 923.259 byli to legalni już w roku 2007. A 550 tysięcy zatrzymano... ale potem oczywiście wypuszczono, bo co z nimi robić ? - Czyli minister liczy tylko tych legalnych plus zatrzymanych nielegalnych. Od roku 2009, w związku z kryzysem, szybkim kurczeniem się miejsc pracy, także tej nielegalnej, liczba migrantów stale malała i było to na ulicach bardzo widoczne. Po czym nastąpił boom nowych, od 2015. Więc szukam dalej: W początkach roku 2016 (tuż po kolejnym boomie przypłynięć) ocenia się, że jest już 2.8 mln migrantów. To typowe szacunki we "wiadomościach", z zaznaczeniem, że niektóre szacunki mówią o 4,4 mln łącznie migrantów, w całej Grecji. Oficjalnie wciąż trwa milczenie. Mówi się o 170 tysiącach osób nielegalnych, spisanych... Ale w Marcu 2016 ministerstwo ogłasza przetarg na wydawanie ... 1,7 mln posiłków w samej tylko Attyce... Dalej czytać nie warto, przecież mam oczy i widzę sam. A Państwo możecie wierzyć, lub nie, migrantom to obojętne. Acha! Grecja wzięła się na sposób ! Skoro nie może - bo nie ma jak - wywalić tych milionów, będzie dawać greckie obywatelstwo każdemu dziecku, które przez 12 lat chodziło do greckiej szkoły. Nieważne wyniki w nauce... Poduczy się tam języków i... pojedzie dalej do Europy, już legalnie. W Grecji pracy nie ma dlań i tak.

dim
poniedziałek, 3 lutego 2020, 06:00

Przypomina się więcej... - sam tylko Prawosławny Kościół Grecji wydawał, w swych jadłodajniach, jeszcze nie tak dawno, "dla głodnych i bezdomnych", po 900 tysięcy posiłków dziennie. Obecnie dane po prostu przestały być publikowane, przytaczane. Obowiązuje styl wystąpień polityków "kryzys pozostał za nami", a i biznes uważa, że jest to jedyny sposób ożywienia gospodarki - najpierw uwierzyć w nie.

dim
poniedziałek, 3 lutego 2020, 05:54

A może być też odwrotnie: wyjadą stąd dzieci greckie, a te emigranckie utworzą "nowy naród grecki". W każdym razie nie zostaną już te zmiany odwrócone.

dim
niedziela, 2 lutego 2020, 20:56

Źródła: (1) wystąpienie posła, przedtem generała... - nikt nie zaprzeczał, prócz ciebie, bo nie doczytałeś... (2) wywiad z przedstawicielką kuratorium oświaty... znów nie doczytałeś... (3) MOJE WŁASNE OCZY - w wielu częściach Aten na ulicach widać było praktycznie wyłącznie nie-Europejczyków. Choć Europejczyk to też niekoniecznie jeszcze byłby Grek. Dziś nie ma tam więcej Greków, natomiast znacznie ponad 90% tamtych "rozpłynęło się".

Milutki
sobota, 1 lutego 2020, 19:39

Obywatele Turcji którzy przyjeżdżają do Europy uważając się za uchodźców są związani z puczem 2016 roku lub jeszcze częściej komunistycznymi bojówkami, władze Turcji wypełniają swój konstytucyjny obowiązek ochrony państwa i obywateli walcząc z nimi. Turcja słusznie domaga się od Europy poparcia swojej polityki w Syrii i Libii a jako alternatywę przedstawia wysyłanie uchodźców do Europy. Skoro państwa Europejskie angażują się w tych obu krajach to niech ponoszą tego konsekwencję a nie zostawiają Turcję samą z tymi konsekwencjami. Pas bezpieczeństwa w Syrii służy aby umożliwić Syryjczykom powrót do Syrii, ci którzy stamtąd wyjechali to na czas działań zbrojnych, Turcja i Europa powinny ich przekonywać teraz do powrotu, najtrudniej będzie tym którzy angażowali się w działalność komunistyczną.

rober
poniedziałek, 10 lutego 2020, 13:11

Gdyby nie Turcja _ już dawno nie było by wojny Syrii a i w Libii dobiegała by końca . Turcja umiejętnie wykorzystuje te konflikty tworząc strefy wpływu a i inwazji zbrojnej na niepodległe państwa (Syria) lub ingerencji na obcym terytorium (Irak , Libia)

Stefan
środa, 5 lutego 2020, 00:46

Swoje lata mam. Słyszałem podobne wywody za czasów Sowietów. Lata pokazały ile były warte. Twoje wywody mają taką samą wartość. Jakbyś "ciurkiem gazetę czytał". Założę się, że sam nie wierzysz w to, co piszesz.

As
sobota, 1 lutego 2020, 18:42

Na pontonie widzę same kobiety i dzieci lekarzy i architektów którzy chcą budować dobrobyt Europy

Asd
sobota, 1 lutego 2020, 15:39

Na tym zdjęciu widać jak na dłoni błędy popełniane przez Europę. Działko winno być wymierzone w nachodzcow, zatopić z dala od brzegu by zapewnić bezpieczeństwo obywatelom.

ryba
piątek, 7 lutego 2020, 07:35

po tekście widać jnak że polska to ciemnogród bez szans na samostanowienie o sobie .Tacy jak oni sa Polsce potrzebni na już ( oczywiście wyselekcjonowani a nie strzelać bo jakiś pacan sie mocno wystraszył .

Strażnik Teksasu
niedziela, 2 lutego 2020, 08:44

Dokładnie to mówiłem zaraz na początku!!! Wina leży po stronie wojska i ich powinno się rozliczyć!

sobota, 1 lutego 2020, 23:05

Może otworzyć jakiś pływający KL?

biały
sobota, 1 lutego 2020, 12:59

kryzys migracyjny jest spowodowany socjalem , zlikwidować socjal i nie będzie osób które będą chciały jechać do Europy , po resztą jak miałbym wybór żyć za 10 euro miesięcznie w Afryce i przymierać głodem albo spróbowac dostać sie do Europy i żyć bez głodu to też bym się nie zastanawiał , owszem trzeba pomagać ale trzeba pomagać tamtym ludziom tam na miejscu , budować jakieś zakłady pracy tworzyć za ubijną kasę mikro przedsiębiorstwa ludzie przestali by migrować narażać swoje życie , obecnie to co się odbywa to kradzież obywateli Afryki przez Europę zwykłe złodziejstwo które bardziej szkodzi niż pomaga światu

pragmatyk
środa, 12 lutego 2020, 10:23

Mylisz się nie socjal ,ale wojny ,ktore powodują migrację ludzi ,gdyż wojna to bieda ,zniszczenia dobytku,chaos ,oczywiście część emigrantów to dążący do uzyskania lepszego statusu ekonomicznego ,ale stabilna Europa ,także dzięki temu ,że Unia zapobiega dzięki mediacjom wojnom na naszym kontynencie niestety także przyciąga .

dim
sobota, 1 lutego 2020, 21:59

W Grecji jedyny "socjal" dla tych zupełnie nielegalnych, to plastikowa miseczka ryżu, polanego jakimś sosem, raz dziennie, w długiej kolejce - ten przykład jest z największej jadłodajni, w centrum Aten. Ale w ich krajach nie otrzymają nawet tego, czyli po co mieliby tam wracać ? Mogą też gdzieś przyjść, wykąpać się, wyprać ciuchy. Choć w tym celu praktyczniej jest być naromanem - wtedy można liczyć także na kąt do spania.

biały
wtorek, 4 lutego 2020, 13:10

ale w innych krajach jest socjal , a droga do nich prowadzi przez Grecje , Włochy więc nie mają wyjścia

dim
poniedziałek, 10 lutego 2020, 19:02

Kiedy właśnie większość aktualnie przekraczających morze czy rzekę Evros przyznaje, że gotowi są także do końca życia mieszkać w Grecji. Jasne, że chcieliby do Szwecji, ale wolą i Grecję. Byle była to Europa. Poza tym dzieci... 12 lat w greckiej szkole i dostają już obywatelstwa. A potem mogą - siłą rzeczy - jechać do Unii, gdzie chcą.

Zbigniew
sobota, 1 lutego 2020, 10:51

Jak powiedział Ś.P. Pan Prof. Wolniewicz - jeśli decydenci nie wiedzą co w takim wypadku mają robić, odpowiedź jest prosta. Zatapiać. Przerażające jest, że fundujemy sobie niejako na własne życzenie upadek naszej kultury, a w dalszym okresie cywilizacji. Przy czym to drugie nastąpi znacznie wcześniej niż później. Ta swego rodzaju poprawność polityczna to jest jakieś szaleństwo rodem z horroru. Ludzie - przynajmniej na zachodzie Europy - Francja,Belgia,Niemcy - już w tej chwili boją się w niektórych dzielnicach poruszać nawet w dzień. Ja to słyszałem od nich osobiście. To nie jest wydumana nagonka na biednych "uchodźców", tylko takie są fakty. Jeżeli nikt tego nie powstrzyma, radykalnie i od zaraz, to czeka nas, nasze dzieci,wnuki nieciekawa przyszłość.

CdM
poniedziałek, 3 lutego 2020, 12:38

Lokalni dziennikarze z Bostonu przyjechali do Malme ogladać te tzw. dzielnice "no go" i przestępczości. Szukali, patrzyli, dziwili się; wyszło im, że to Malme o którym Szwedzi ze zgrozą opowiadają, to sielanka, w porównaniu z licznymi obszarami bezprawia w Bostonie (do których policja faktycznie wjeżdża tylko samochodami...)

pragmatyk
środa, 12 lutego 2020, 10:40

To prawda ,już wcześniej słyszałem ,że w miastach są dzielnice-getta,np.z portorykańczykami ,tak jak mówisz policja czasem robi kordon ,ale nie wchodzi ,podobnie jest z chińskimi dzielnicami ,mają swoje wewnętrzne prawo ,rządzą zorganizowane grupy,ale Stany są duże i mają swoją politykę dla przybywających ,pamiętamy ,że kiedyś USA kojarzyły sie nawet nam podobnie jak teraz Europa dla Azjatów ,czy Afrykanów z Eldorado ,Wojny ,zmiany klimatyczne ,stosunki polityczne ,reżimy polityczne ,wszystko to stymuluje migracje ,a teraz wypadło na Europę ,każdy kontynent ma swoje problemy , popatrzmy na Amerykę Południową. Cały problem jest w tym ,że Europa jest za ciasna ,a szczególnie śrdkowo wschodnia mentalnie nie przygotowana na takie ruchy.Czy wiecie ,że w Rosyjskim Zaborze Polacy wędrowali na Syberię i zakładali tam swoje wsie i miasteczka ,bo tu była bieda.Oczywiście Rosja popierała takie ruchy.

niedziela, 2 lutego 2020, 12:00

W polskich miastach też są miejsca w których strach się poruszać... Dlatego trzeba zamknąć g

Jakub
niedziela, 2 lutego 2020, 00:15

Prawde mówisz i potwierdzam te opisane doświadczenia własnymi. Brońmy naszej Europy, drugiej nie mamy.

Wizja
sobota, 1 lutego 2020, 19:11

Nie ma odwrotu od powyższego!

Zbigniew
sobota, 1 lutego 2020, 10:24

Powtarzam kolejny raz! Jedyny sposób na zahamowanie migracji to konsekwentne odsyłanie przybyszów nieproszonych do Afryki i rozgłaszanie tego tak, aby wzbudzić przeświadczenie o bezcelowym płaceniu mafii za przewiezienie do Europy! Mafia żerująca na migrantach musi wyraźnie przegrać finansowo!

sobota, 1 lutego 2020, 18:05

Nie mafia ich przewozi do Europy tylko lewicowe organizacje na swoich statkach

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
poniedziałek, 3 lutego 2020, 18:12

to to samo

Tweets Defence24