Akcja ratownicza fregaty KNM „Helge Ingstad” pod lupą analityków

15 września 2019, 14:07
20190302JØ_5458
Fot. forsvaret.no
Reklama

Norweski parlament (Storting) zwrócił się do rządu o ułatwienie przeprowadzenia zewnętrznego i niezależnego dochodzenia w sprawie akcji ratowniczej przeprowadzonej po kolizji fregaty KNM „Helge Ingstad”. Wstępnie uzgodniono, że końcowy raport w tej sprawie ma zostać napisany przez firmę doradczą PwC.

Dochodzenie w sprawie akcji ratowniczej po kolizji fregaty KNM „Helge Ingstad” z tankowcem „Sola TS” 8 listopada 2018 r. w fiordzie Hjeltefjorden jest prawdopodobnie na tyle skomplikowane i dotyczy tak wielu podmiotów, ze zdecydowano się na zamówienie zewnętrznej i niezależnej ekspertyzy. Po długich dyskusjach zdecydowano, że zostanie ona przeprowadzona przez firmę doradczą PwC.

Efektem takiej ekspertyzy oceniającej przebieg całej akcji ratowniczej po 8 listopada 2018 r. ma być publicznie dostępny raport, który zostanie opublikowany do końca 2019 r. Ma być w nim uwzględniona ocena:

  • ekspertyz, jakie wykonano po kolizji;
  • decyzji jakie zostały później podjęte oraz
  • rodzaju środków użytych podczas prac ratowniczych.

Wszystkie te analizy mają być wykonane z uwzględnieniem wiedzy i informacji, jakie były dostępne dla kierownictwa sił ratowniczych w momencie podejmowania danej czynności (a nie na podstawie tego, co obecnie wiadomo – po wyciągnięciu fregaty spod wody).

Co ciekawe, nie będzie oceniana sama kolizja, a jedynie okres czasu od momentu ewakuacji załogi do czasu przetransportowania podniesionej z dna fregaty do bazy morskiej Haakonsvern koło Bergen. Dodatkowo sam przegląd ma dotyczyć systemu, a nie ludzi oraz nie będzie obejmował spraw, w których już prowadzone są postępowania w sprawie „przyczyn i odpowiedzialności”.

Takie dochodzenia związane z kolizją (określane w Norwegii jako „policyjne”) mają być podobno bliskie zakończenia, ale nadal nie jest wiadomo, kiedy nastąpi ich rzeczywisty koniec. Jak na razie wiadomo, że trzy osoby mają status podejrzanego, a mianowicie: jeden z członków załogi tankowca „Sola TS”, oficer wachtowy na fregacie KNM „Helge Ingstad” oraz osoba w centrum nadzoru ruchu morskiego w Fedje. Norweska prokuratura poinformowała, że zarzuty mogą zostać postawione tym osobom jeszcze przed opublikowaniem raportu końcowego komisji powypadkowej (ma on zostać dostarczony nie później niż dwanaście miesięcy po wypadku, tj. do 8 listopada 2019 r.).

Nie do tego ma też służyć analiza przeprowadzona przez PwC. Norwedzy chcą ją bowiem wykorzystać do jeszcze większego usprawnienia swoich służb ratowniczych. Ich system, który przez wieli specjalistów jest uważany za jeden z najlepszych na świecie, ma po tej analizie działać jeszcze szybciej, podobnie jak skrócony ma być czas mobilizacji środków niezbędnych w danym momencie do działań.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 17
Reklama
Navigator
poniedziałek, 16 września 2019, 12:01

Norwegia kupiła zlom z Hiszpanii Dlaczego? Te typy okrętów po prostu nie nadają się na BURKA!!!!!! Juz lepszy nasz KOŚCIUSZKO bo to stabilna platforma

Davien
poniedziałek, 16 września 2019, 16:28

No popatrz panie navigator, ale jakos Hiszpania nie podziela twojego i Norwegów zdania i zamawia nowe fregaty tez bazujace na F-100:))

Boczek
poniedziałek, 16 września 2019, 12:46

Dlaczego twierdzisz, że złom?

Stary Grzyb
niedziela, 15 września 2019, 20:14

Nie bardzo wiadomo, jak to określić. Kabaret? Opary absurdu? Autohipnoza? Rozpad funkcji? Supernowoczesny okręt wojenny, wyposażony w zwielokrotnione, najwyższej jakości systemy obserwacji i zapewniania świadomości sytuacyjnej, stworzony w celu wykrywania i zwalczania zagrożeń z powietrza, z wody i spod wody, w sprzyjających warunkach pogodowych, braku jakiejkolwiek presji (o działaniach wrogich nie wspominając), w prostej sytuacji nawigacyjnej, zostaje trafiony przez 300-metrową balię, wlokącą się z prędkością 6 węzłów. Jedyne przedstawione dotąd "wytłumaczenie" brzmi, że balia ta pomyliła się obsadzie mostka z nabrzeżem portowym. Mało tego, po trafieniu skutkującym średnio groźnym rozdarciem jednej burty ów supernowoczesny okręt traci siłownie po obu burtach i tonie, co oznacza, że zawiodły tak grodzie poprzeczne, jak i wzdłużne. Innymi słowy, katastrofa jest totalna - od projektu okrętu zaczynając, a na wyszkoleniu załogi kończąc - nie zadziałało bowiem nic. I co mamy w rezultacie? Ano, po 10 miesiącach śledztwa status podejrzanych w sprawie mają jeden z członków załogi balii, oficer wachtowy na zatopionym okręcie i pracownik lokalnego centrum nadzoru ruchu morskiego. To się dzieje naprawdę?

QVX
wtorek, 17 września 2019, 08:04

Wszystkie systemy etc. pomagają, gdy są stosowane. Tutaj IMHO załogi okrętów norweskich regularnie robiły popisy typu podpływamy pod falochron jak najbliżej i gwałtownie skręcamy, bo mamy zwrotny okręt. Przy czym robili to kierując się wzrokowo na światła portu (żaden radar, GPS etc., bo jesteśmy SUPERRR...). Tym razem pomylili światła i kierowali się na tankowiec myśląc, że to port. A 6 węzłów to prawie 13 km/h, więc przy odległości np. 100 m to wystarczy do kolizji.

Gojan
poniedziałek, 16 września 2019, 19:56

Podobne zdumienie wyrażano przy okazji zatonięcia RMS Titanic, który (jak na 1912 r.) był supernowoczesny, największy na świecie i praktycznie niezatapialny. Zdumiewające było też zatonięcie nowoczesnego niszczyciela HMS Sheffield pod Falklandami w 1982 r., wskutek trafienia 1 pociskiem rakietowym Exocet, którego głowica nie wybuchła. Wniosek jest taki, że statków niezatapialnych nie ma, są tylko takie, które wcześniej złomowano albo oddano do muzeum:)

Davien
sobota, 21 września 2019, 14:15

Gojan, Sheffield akurat się spalił, bo paliwo z silnika Exoceta wywołało pozar, a przy okazji pocisk po drodze załatwił system pozarniczy.

Boczek
poniedziałek, 16 września 2019, 12:49

Średnio groźnym? Na długości polowy okrętu - od pierwszego masztu po maszyny sterowe przecież.

dim
poniedziałek, 16 września 2019, 11:11

Sprawa prosta ja drut: Mała, zwrotna fregata zażądała prawo drogi od wielkiego, tankowca, z zerem możliwości manewru. I nie ustąpiła... Reszta to nieprzewidziane przez panią oficer, ale logiczne następstwa. Plus oczywiście kiepski projekt fregaty. Przypomnę tu, jak Państwo się nimi przedtem zachwycaliście, w opiniach.

Boczek
poniedziałek, 16 września 2019, 12:48

Na jakiej podstawie wnioskujesz, że kiepski projekt? Ja co prawda mam podobna opinie, ale z innych względów i to od wielu lat.

dim
poniedziałek, 16 września 2019, 21:30

Z opisów czytam, że coś nie tak było z planem wodoszczelnych pomieszczeń. Chyba, że nie zamknięto grodzi ? Na 100% istnieją jakieś okoliczności, których Norwegowie woleliby nie wskazać.

Boczek
czwartek, 19 września 2019, 07:59

No ale przecież klient otrzymał to co zamówił. Zamówiono okręt o minimalnych zdolnościach przeżycia i taki otrzymano. Takie są skutki "design to cost", a nie "design to requirement" - dokładnie to z czym jesteśmy tu na forum konfrontowani w przytłaczającej liczbie postów. ### Norwegowie chcieli okręt za 500 mln (powstawał z wielkimi kłopotami), a nie za 600 mln i taki otrzymali. Wszelkim zwolennikom "tanich" okrętów, jak ciągle cytowany Iver Huitfeldt - okręt drugiej linii, powinno to dać do myślenia. Nie ma Mercedesów w cenie Dacii, a na pewno nie stać nas na takie okręty - nie nas państwa pierwszej linii.

Davien
sobota, 21 września 2019, 14:21

No akurat panie Boczek Duńczycy potrafia budowac okrety a Huitield bazuje na Absalonach wiec to nieco inna konstrukcja. Aha od kiedy to Huitfield jest okretem drugiej linii??

rED
poniedziałek, 16 września 2019, 07:40

A dodatkowo nie sposób się dowiedzieć KTO był wtedy na mostku. Ciekawe prawda?

Arecki
poniedziałek, 16 września 2019, 06:58

Monty Python by tego nie wymyślił.

Andrettoni
poniedziałek, 16 września 2019, 06:44

To dowodzi tego, że okręt ma pływać, a samolot latać i to nawet jak załoga czy pilot straci przytomność na krótki czas. tymczasem budujemy urządzenia, które same w sobie są niestabilne i jak pada elektronika to pada urządzenie. Samochody już nie wpadają w poślizg tylko im nawala ABS. Skutek jest ten sam - śmierć. Tylko powody się zmieniają. Dawniej wszystko zależało od użytkownika - teraz od umiejętności obsługi elektroniki... Nadmierne zaufanie dla technologi i przez to zanik podstawowych umiejętności i rozsądku. Normalny człowiek jak widzi, że w garnku wrze woda, to nie wkłada tam ręki, ale jak garnek jest ultranowoczesny i wyświetla temperaturę 20 stopni, to debil włoży tam rękę nawet jak wrze woda... bo nowoczesny garnek przecież się nie myli. Dzisiejszy żołnierz jak idzie na poligon to włącza smartfona lub tablet i pisze na Facebooku gdzie jest i co robi... Sztab powołuje jednostkę do walki z cyberatakami zamiast go strzelić w łeb i kazać zrobić 100 pompek. Można go poprosić grzecznie, żeby zrobił 10 o ile nie jest kobietą, bo wtedy można go grzecznie zapytać czy nie ma ochoty zrobić 1. W Bundeswerze robią codziennie ankietę czy dzisiaj żołnierz się czuje bardziej kobietą czy mężczyzną - to niestety nie jest żart tylko rzeczywistość. Skandynawia idzie na przedzie tej fali przemian. U nas jeszcze nie jest tak źle, ale jak obserwuję młodzież to mam pesymistyczne myśli.

Stary Grzyb
poniedziałek, 16 września 2019, 20:05

Ty to wiesz i ja to wiem, ale jednak ta "fala przemian" potrafi zdziwić - rozpad funkcji, o którym pisałem, nastąpił błyskawicznie. Ech ... Przy okazji - dziękuję wszystkim za komentarze do mojego wpisu.

Tweets Defence24