Reklama
Reklama

Atom wraca do wojska [ANALIZA]

4 listopada 2018, 12:25
36162972802_45c49405ac_k (1)
USS Gerald R. Ford. Fot. U.S. Navy

Atomistyka w wojsku nieodłącznie kojarzy się nam z różnej mocy głowicami i ich nosicielami. Nie jest to jednak jej jedyne zastosowanie, bo od lat jest ona również głównym elementem układów tworzących źródła napędu dla wybranych klas okrętów wojennych. Obecnie może mieć i kolejne zastosowania, a nowe formy otrzymywania energii jądrowej przyczynić się mogą do zrewolucjonizowania taktyki działań na polu walki.

W grudniu 1942 roku uruchomiono w Chicago pierwszy na świecie reaktor jądrowy CP-1. Zespół pod kierownictwem Enrica Fermiego nazwał go „stos” i zbudował w przerobionej hali tenisowej obok uczelni wyższej. Było to niejako następstwem całego ciągu wcześniejszych zdarzeń, zapoczątkowanych propozycją samopodtrzymującej się reakcji łańcuchowej, po pierwszej rzeczywiście przeprowadzonej reakcji rozszczepienia. I chociaż obecnie fakt wykorzystywania energii jądrowej w różnych obszarach działalności człowieka jest powszechnie uznawany, w tamtych czasach wielu uczonych uważało, że pozyskiwanie energii w taki sposób nie będzie efektywne i nie sprawdzi się w praktyce.

image
Rys. United States Department of Energy

Pierwsze próby i realne wykorzystanie energii jądrowej
Sama koncepcja zastosowania energii jądrowej do napędu okrętów podwodnych (OP) zrodziła się jeszcze przed powstaniem pierwszego reaktora.

Zauważono wówczas, że samopodtrzymującej się reakcji łańcuchowej podlega tylko izotop U-235 (ok. 0,72% naturalnego uranu – reszta to cięższy izotop U-238). By przyszłe reaktory nie osiągały monstrualnych wymiarów, potrzeba było stworzyć paliwo o większej zawartości U-235 w jego masie, czyli je wzbogacać. Mniej więcej w tym samym czasie podobne badania oprócz USA prowadzono również w Japonii i w Niemczech. W zasadzie kierunki badań były zbieżne, chodziło mianowicie o opracowanie zarówno nowej broni, jak i nowych, wysokowydajnych źródeł energii, a szybki postęp prac w zasadzie zakłóciły tylko działania wojenne.

W Stanach Zjednoczonych na nowo badania ruszyły w 1949 roku. Wtedy zaproponowano dwa rozwiązania, a mianowicie reaktor wodny ciśnieniowy i reaktor chłodzony ciekłym metalem. To pierwsze rozwiązanie – Pressurized Water Reactor (PWR) - w zmodyfikowanej wersji stosuje się do dzisiaj, po raz pierwszy zastosowano je na okręcie podwodnym USS Nautilus, który wyszedł w morze 17 stycznia 1955 roku.

image
Fot. U.S. Navy

Taka okrętowa siłownia realizuje z pozoru proste zadanie, a mianowicie zamienia energię jądrową na energię mechaniczną, dzięki której okręt/statek się porusza. Jest ona uwalniania w procesie rozszczepiania izotopu uranu-235 lub plutonu-239 i ma postać energii kinetycznej cząstek mikroskopowych. Klasyczny obieg pierwotny składa się z reaktora oraz - z reguły - od dwóch do czterech pętli obiegu chłodziwa. Paliwo stosowane w reaktorach okrętów wojennych ma wyższe wzbogacenie niż to stosowane w obszarach cywilnych (np. u Amerykanów jest to najprawdopodobniej 93%).

Sterowanie mocą reaktora zapewniają specjalne pręty pochłaniające neutrony poruszające się pomiędzy kasetami paliwowymi lub pomiędzy prętami w kasecie (wykonane np. z boru-10, hafnu, kadmu czy europu). Poza samym reaktorem kluczowymi elementami obiegu pierwotnego są wytwornice pary, czyli płaszczowo-rurowe wymienniki ciepła rozdzielające obieg pierwotny i wtórny siłowni.

W ZSRR prototypowy K-3 wszedł do służby w 1958 r. Kolejne okręty podwodne o napędzie jądrowym wprowadzili Brytyjczycy w 1963 roku (HMS Dreadnought), Francuzi w 1971 roku (Redoutable) i Chińczycy w 1974 roku (Typ 91). Napęd taki daje, przede wszystkim, możliwość pozostania okrętu w zanurzeniu przez kilka tygodni i praktycznie nieograniczony zasięg (wszystko uwarunkowane jest możliwościami samej załogi i zabieranymi przez okręt zapasami i środkami walki).

Natomiast pierwszymi okrętami nawodnymi z napędem jądrowym były wprowadzone do eksploatacji w 1961 roku jednostki amerykańskie - krążownik rakietowy USS Long Beach i lotniskowiec USS Enterprise. Poza USA, które eksploatowały jeszcze 8 krążowników i 11 lotniskowców, okręty takie budowano w ZSRR/Rosji (4 ciężkie krążowniki rakietowe proj. 1144 Orłan oraz okręt dowodzenia i łączności proj. 1941 Titan - SSW-33 Urał) oraz Francji (lotniskowiec Charles de Gaulle).

image
USS Long Beach. Fot. U.S. Navy

Ostatecznie, obecnie z floty nawodnej tylko lotniskowce zachowały ten rodzaj napędu, daje im im on nieograniczony zasięg i pełną swobodę prowadzenia operacji w skali globalnej (a tak wielkie jednostki wymagają dużych ilości paliwa, to z kolei wymusza posiadanie licznych baz zaopatrzeniowych na całym świecie).

Powstało też kilka cywilnych jednostek, jak lodołamacze (Lenin, 50 Let Pobiedy, Tajmyr itp.) oraz statki handlowe (Savannah, Otto Hahn, Mutsu, Siewmorput), jednak ogólnie napęd jądrowy nie przyjął się. Oprócz lodołamaczy, pozostałe jednostki okazały się zbyt kosztowne w procesie ich konstrukcji, budowy i dalszej eksploatacji w stosunku do korzyści, jakie dawał zastosowany rodzaj napędu. Ponadto ich załogi musiały mieć wyższe kwalifikacje, a także -  wraz z samym okrętem - podlegały specjalnemu nadzorowi ze strony różnych instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo radiacyjne. Dodatkowo doszły problemy związane z wymianą paliwa, składowaniem odpadów nuklearnych i ich dalszą neutralizacją.

image
Lodołamacz Lenin o napędzie atomowym. Fot. Alcatraz666/CC BY-SA 4.0/wikipedia.com

Trzeba też zaznaczyć, że pomimo dominacji reaktorów PWR podjęto badania i próby napędu okrętów przez reaktory chłodzone ciekłym metalem. Zapewniał on osiągnięcie wyższych temperatur pracy, a przez to uzyskanie w obiegu wtórnym pary przegrzanej, co oczywiście poprawiało sprawność energetyczną takiego układu. Dodatkowa zaleta to możliwość zbudowania reaktora o wyższej gęstości mocy w rdzeniu (czyli i o mniejszych rozmiarach). Wymagało to z kolei wyższego wzbogacania paliwa, zapewnienia podgrzewania obiegu pierwotnego podczas postoju reaktora (dla zapobiegania zestaleniu chłodziwa), a samo chłodziwo opuszczające reaktor jest silnie promieniotwórcze, dodatkowo użyty sód w reakcji z wodą może prowadzić do wybuchu.

W ZSRR skonstruowano nawet szybki okręt podwodny proj. 705 Lira z reaktorem chłodzonym eutektyką bizmut-ołów o bardzo wysokim stosunku mocy do masy własnej. Takie chłodziwo ograniczało wady zastosowania sodu, ale z kolei znacznie zwiększało stopień korozji reaktora i jego elementów składowych, a wysoka temperatura krzepnięcia eutektyki wymuszała jeszcze wydatniejsze zapewnienia podgrzewania obiegu pierwotnego podczas postoju reaktora. Pomimo awarii prototypowego okrętu K-64 powstało jeszcze w kolejnych latach sześć jednostek proj. 705 i 705K, ale i one były niezwykle awaryjne i szybko wycofano je ze służby.

W latach czterdziestych i pięćdziesiątych w ZSRR projektowano również torpedy z głowicami termojądrowymi o kalibrze 1550 mm, takie jak T-15 (masa ok. 40 ton). Taka torpeda mogła przenosić głowicę o masie ok. 4000 kg z prędkością 30 węzłów na odległość do 30 km. Z czasem, po zmniejszeniu rozmiarów ładunków jądrowych, można było głowice umieszczać w klasycznych torpedach ciężkich o kalibrze 533 mm.

Również stosunkowo wcześnie, bo już w 1946 roku, na zlecenie USAF rozpoczęto program Nuclear Energy Propulsion for Aircraft (NEPA), mający na celu zbadanie możliwości wykorzystania napędu nuklearnego w samolotach. Głównie chodziło o stworzenie bombowca o praktycznie „nieograniczonym” zasięgu, wysokiej prędkości lotu i mającego przy tym wiele zalet w locie na małych wysokościach (nieosiągalnych dla klasycznych rozwiązań ówczesnych napędów). W 1952 roku zbudowano bombowiec NB-36H NTA jako samolot testowy napędu jądrowego projektowanego nowego bombowca X-6. Jednak cały program X-6 anulowano już w 1953 roku po licznych problemach technicznych.

Mniej więcej w tym samym czasie w ZSRR powstał projekt tysiąctonowej łodzi latającej napędzanej czterema jądrowymi silnikami, która mogłaby przewozić 1000 pasażerów lub 100 ton ładunku użytecznego. Przeprojektowano też jeden z bombowców na zasilanie z reaktora z dwoma obiegami chłodziwa – tak narodził się Tu-95 LAL.

Zarówno Amerykanie, jak i Rosjanie z czasem zrezygnowali z tych pomysłów, bo w dużej mierze koszty dalszych badań, budowy i eksploatacji okazały się gigantyczne i nie rekompensujące korzyści z wprowadzenia takich konstrukcji do użycia.

Oczywiście, badania w kosmosie również wymusiły opracowanie miniaturowych reaktorów, takich jak powstały w ZSRR RD-0410 Irgit o ciągu w próżni 35 kN i chłodzeniu za pomocą przepływającego wodoru (czas pracy ok. 60 minut, limitowany pojemnością zbiorników ze skroplonym gazem). W amerykańskich sondach Voyager zastosowano generator radioizotopowy, który zawierał grudki paliwa plutonowego. Wysyłana przez pluton energia w postaci cząstek i promieniowania podczerwonego rozgrzewa pary przewodów wykonanych z rożnych metali, tworzących termoparę.

W latach pięćdziesiątych prowadzone były prace badawcze nad zastosowaniem napędów jądrowych w pociskach rakietowych. W USA testowano rakietę SLAM (Supersonic Low Altitude Missile) napędzaną przez reaktor Tory II, powstały w ramach projektu Pluto. Rektor Tory powstał w zasadzie w dwóch prototypach - badawczym Tory II-A i pełnowymiarowym prototypie Tory II-B. Pomimo udanych testów rakiety, prace nad nią przerwano ponieważ podczas jej lotu uwalniane było do atmosfery znaczne ilości radioaktywnych produktów rozpadu promieniotwórczego, a i same rozmiary rakiety były monstrualne tak, że liczba potencjalnych nosicieli wówczas dostępnych też znacznie ograniczona.

Jeśli chodzi o samą użytkową atomistykę, to największym problemem dla ludzkości jest zabezpieczenie odpadów radioaktywnych z zużytych paliw (również płynów, elementów konstrukcyjnych i innych części wymiennych reaktora), bo wydzielają one szkodliwe promieniowanie. Odpady takie pozostają niebezpieczne przez tysiące lat. Przechowuje się je np. w głębokich kontenerach betonowych, ale cześć paliwa może być odzyskiwana i przekazywana do ponownego wykorzystania. Inny problem to konieczność zapewnienia wysokiej kultury technicznej pracy z reaktorami, dużego doświadczania i specjalnych warunków bezpieczeństwa. Ponadto większość z obecnie eksploatowanych reaktorów wymaga wymiany paliwa w ciągu zakładanego dla nich czasu eksploatacji.

Nowe możliwości
Obecnie prowadzone są prace badawcze nad wykorzystaniem odwrotnego zjawiska do rozszczepiania – czyli fuzji jądrowej, gdzie następuje połączenie mniejszych jąder atomowych w większe, czemu również towarzyszy wydzielanie ciepła. Synteza termojądrowa jest we Wszechświecie powszechnym zjawiskiem, bo tak właśnie działa nasze Słońce, czy inne gwiazdy.

Paliwem fuzyjnym może być w tym wypadku deuter, tryt lub kombinacja obu. Są to naturalnie występujące cięższe formy najlżejszego pierwiastka, czyli wodoru (deuter ma jeden neutron a tryt dwa). Paliwo takie jest ogrzewane, aż otrzymamy plazmę, a w wyniku zderzeń pierwiastków otrzymuje się hel (uwalniając przy tym olbrzymie ilości energii). Sama plazma jest utrzymywana dzięki silnemu polu magnetycznemu (małe fale magnetyczne określane jako rezonansowe perturbacje magnetyczne), bo jej wysoka temperatura topi praktycznie każdy znany nam materiał. Zmniejszenie lub całkowite wyeliminowanie jej niestabilności (która występuje głownie w tzw. plazmie brzegowej) to jeden z głównych problemów do rozwiązania przed naukowcami. Sam proces jest przyjazny środowisku, bo nie powstają w nim szkodliwe produkty uboczne, takie jak emisje dwutlenku węgla lub odpady radioaktywne.

We Francji powstaje próbny reaktor (tokamak) w ramach projektu Międzynarodowego Eksperymentalnego Reaktora Termonuklearnego (ITER - International Thermonuclear Experimental Reactor), który ma dostarczać co najmniej 500÷1100 MW mocy (każdorazowo podtrzymując reakcję fuzyjną przez około 1000 sekund). Pierwsze próbne jego uruchomienie może nastąpić ok. 2025 roku. Przy czym założenia są takie, by wytworzona energia mogła generować ciepło nie produkując przy tym żadnych radioaktywnych odpadów. Jeśli założenia programu zostaną spełnione to możliwe, że w przyszłości w oparciu o przebadaną konstrukcje ITER powstanie nowa generacja reaktorów fuzyjnych osiągających moc rzędu 3000–4000 MW.
Podobnie w Massachusetts Institute of Technology (MIT), a w zasadzie w jego firmie zależnej - Commonwealth Fusion Systems (CFS) - prowadzony jest piętnastoletni program zbudowania przyszłego reaktora fuzyjnego. Ma to być tańsza alternatywa dla ITER, konstrukcyjnie bazująca na już uzyskanym doświadczeniu w pracy nad nadprzewodzącymi magnesami.

image
Przekrój modelu reaktora ITER. Fot. IAEA

Chociaż rozwija się kilka projektów o różnej skali, tak by finalnie uzyskać czystą, nieograniczoną i tanią energię, to tak naprawdę na razie nikt nie skonstruował reaktora fuzyjnego dającego wyraźny zysk energetyczny i - co istotne - pracującego w sposób ciągły.

Stany Zjednoczone
Od jakiegoś czasu w USA prowadzone są prace nad nowymi typami napędów jądrowych. Propozycje rozwiązań są w zasadzie trzy – tzw. mikro rozszczepienie, budowa małych reaktorów modułowych lub właśnie zastosowanie fuzji jądrowej.

Przyczyn, dla których prowadzone są prace, jest kilka - głównym jest jednak rozbudowa U.S. Navy do rozmiarów 355 jednostek bojowych (a może i więcej) i stawiane przed nią zdania wymagające posiadania większej liczby okrętów wyposażonych w napęd jądrowy. Szef Operacji Morskich mówi wprost o głębokim rozważeniu koncepcji powrotu do budowy nowoczesnych krążowników o takim napędzie.

Ponadto SZ USA (podobnie jak i kilku innych krajów) już od jakiegoś czasu trapi postępujący niekorzystny bilans energetyczny, czyli brak wystarczającej ilości energii zasilającej różne systemy walki, dowodzenia i przekazywania danych na rożnych poziomach ich zastosowania do prowadzenia działań w skali strategicznej i taktyczno-operacyjnej. I o ile alternatywne źródła mogą zniwelować ten stan na poziomie pododdziału, to już wyżej są one niewystarczające.

Ponadto zastosowanie nowej generacji broni wysokoenergetycznych, robotyzacja i zwiększona automatyzacja znacznie pogłębi zapotrzebowanie na energię w niedalekiej przyszłości.

Obecnie eksploatowane okręty podwodne typu Virginia wyposażone są w pojedyncze reaktory S9G od General Electric (GE), zapewniające generowanie ponad 40 tys. KM mocy. Jest to więcej niż w wypadku reaktorów S6G GE generujące 35 tys. KM w starszych OP typu Los Angeles.

Z kolei na lotniskowcach typu Nimitz zamontowano dwa reaktory A4W/A1G Westinghouse/GE dające 280 tys. KM, a najnowszych typu Ford również dwa nowsze A1B. Wszystkie one są oczywiście typu PWR. Reaktory nowoczesnych lotniskowców wymagają wymiany paliwa po 20-25 latach eksploatacji (proces ten trwa ok. trzech lat, jego koszt wynosi ponad 3 mld USD).

Dla przyszłych okrętów podwodnych typu Columbia postawiono wyższe wymagania, żądając montażu w nich ulepszonego systemu napędowego - reaktora, który nie wymaga wymiany paliwa w czasie całego zakładanego dla nich okresu służby tj. 42 lat. Ponadto w tym typie reaktor zapewniał będzie energię elektryczną niezbędną do zasilania silników napędzających pędnik strugowodny. Nowe reaktory powstaną dzięki współpracy Naval Nuclear Laboratory (NNL) i Naval Nuclear Propulsion Program (NNPP).

Co do zupełnie nowych rozwiązań, to istnieje propozycja budowy niewielkich „mobilnych” reaktorów o generowanej mocy do 50 MW, mogących zasilać instalacje militarne położone w różnych miejscach świata. Ponadto poszukiwane są rozwiązania mikro-reaktorów mogących zapewnić moc rzędu 2-5 MW, które miałyby z kolei zasilać wysunięte bazy operacyjne zastępując mniej wydajne agregaty dieslowskie. One z kolei powinny odznaczać się uproszczonym systemem obsługi, zwiększonym zakresem autonomiczności działania oraz dostosowaniem do zmiennego obciążenia sieci. Wszystkie programy budowy reaktorów nowego typu mają pochłonąć w przeciągu następnych 10 lat prawie 30 mld USD.

Zdaniem wielu specjalistów jedną z kluczowych technologii umożliwiających szybkie badania i budowę nowych reaktorów w USA jest rozwój paliw metalowych. Paliwa takie (stopy uranu lub innych aktynowców) kurczą się w miarę ochładzania, a sam reaktor jest o wiele wydatniejszy - łączy niesamowitą trwałość i elastyczność z osiąganiem fenomenalnego zużycia paliwa. Ponadto jest ekonomiczniejszy i prostszy w wykonaniu oraz zachowuje większy zakres bezpieczeństwa pracy. To rozwiązanie było już badane w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku, ale dalsze prace zarzucono wobec niemożliwości przezwyciężenia niektórych wymaganych do tego rozwiązań technologicznych, które obecnie są już możliwe do osiągnięcia. Wówczas powstał m.in. reaktor EBR-II pracujący w latach 1964-94 w stanie Idaho.

O ile” klasyczne” reaktory wykorzystujące zjawisko rozszczepiania są „zbyt duże”, złożone w konstrukcji i wymagają pewnych systemów zabezpieczenia ich pracy, by montować je w średniej wielkości platformach militarnych (nie mówiąc o pojedynczych pojazdach) to już reaktory oparte na fuzji mogły by zasilać samoloty, mniejsze okręty czy nawet maszyny lądowe.

Specjaliści koncernu Lockheed Martin uważają, że dzięki specjalnej technologii tzw. kapsułkowania i kontroli plazmy oraz odpowiedniej konstrukcji (m.in. wytwarzanie pola magnetycznego do przechwytywania i przechowywania energii termojądrowej) można byłoby taki reaktor fuzyjny wykorzystać na wiele sposobów w wojsku. Same kapsułkowanie osiąga się częściowo za pomocą cewek wewnętrznych, cewek kapsułkujących i cewek lustrzanych, które tworzą pole magnetyczne ograniczające rozmiary plazmy (powodują jej recyrkulację i zapobiegają rozszerzaniu się). Zapewnia to stabilizację przebiegu tego procesu, a zarazem wymagany stopień ochrony dla ludzi i środowiska.

Paliwem jest tryt i deuter, a przy tym wystarczy jego ok. 11 kg by przez rok czasu generować moc do 100 MW (np. zasilenie w wystarczającą energię do 80 tys. domów). Plany zakładają zbudowanie prototypu reaktora fuzyjnego do końca 2019 roku, a rozpoczęcie jego wytwarzania ok. 2024 roku.

Chiny
Jak podają niezależne źródła, Państwo Środka eksploatuje ok. 33 reaktory o łącznej mocy 28,97 GW. Jednocześnie budowane są 22 nowe, a założenia są takie, by do 2021 roku uzyskać łącznie ponad 50 GW mocy z energetyki jądrowej, a docelowo ok. 2030 roku nawet 150 GW. Jak widać są to plany ambitne, ale mało kto zdaje sobie sprawę, że za wieloma z nich kryją się faktycznie programy rozwijane na rzecz wojska i jego potrzeb. Oczywiście, o samych reaktorach też wiemy niewiele, ale z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że podobnie jak Amerykanie, również Chińczycy modyfikują „klasyczne” rozwiązania oraz prowadzą intensywnie badania związane z budową reaktorów fuzyjnych.

Jak na razie wiadomym jest, że Chińczycy rozważają umieszczenie małych elektrowni jądrowych na pływających platformach w celu zasilania w energię sztucznych obiektów/wysp, które stworzyli, i które jeszcze mają powstać na Morzu Południowochińskim. Takie reaktory miałyby również zasilać wielkie bazy stacjonarne, czy wysunięte bazy operacyjne (założenia są więc bardzo podobne do tych stworzonych przez Amerykanów).

Inny program związany jest z mniejszymi okrętami podwodnymi. Okazuje się bowiem, że Chińczycy nie są zadowoleni z możliwości konwencjonalnej floty okrętów podwodnych z systemami AIP i rozwijają program budowy mniejszych jednostek, ale wyposażonych w małe reaktory napędzające bezpośrednio umieszczone w nich silniki elektryczne. Ponadto z nie potwierdzonych informacji wynika, że prowadzone są prace nad torpedą z napędem jądrowym przenoszącą zarówno klasyczną, jak i nuklearną głowicę.

Federacja Rosyjska
W Rosji już od dłuższego czasu realizowany jest program rozwoju nowoczesnych pocisków balistycznych odpalanych z okrętu podwodnego 3M30 Buława, modyfikuje się pociski bazowania lądowego 15Ż55/65 Topol-M i wprowadza do eksploatacji ich udoskonalone wersje 15Ż55M Jars i 15Ż67 Jars-M. Ponadto trwają próby nowego ciężkiego pocisku balistycznego o zasięgu międzykontynentalnym RS-28 (15A28) Sarmat, czy wysoko manewrowych głowic Awangard.

Jednak jednym z nowych wzorów uzbrojenia mogącym w niedalekiej przyszłości wejść do arsenału SZ FR byłby pocisk z napędem jądrowym o niepotwierdzonym oznaczeniu 9M730 (nieoficjalnej nazwie Burwiestnik). Zastosowany w nim rodzaj napęd sprawia, że miałby on nieograniczony zasięg (a co za tym idzie i czas lotu). Oznacza to, że przestałyby istnieć ograniczenia przelotu takiego systemu uzbrojenia, a co za tym idzie byłby on trudniejszy w zwalczaniu (czas wykrycia i wypracowania danych do reakcji przez obecnie dostępne systemy antyrakietowe uległby znacznemu skróceniu).

Nowy pocisk miałby mieć wymiary zbliżone do obecnie wykorzystywanych lotniczych pocisków manewrujących, co sprawia, że nie wyposażono by go w wymaganą osłonę radioizolacyjną. Najprawdopodobniej takim elementem byłby sam pojemnik transportowo-startowy, a zastosowany reaktor musiałby mieć bardzo małe rozmiary i masę.

image
Fot. kremlin.ru

Z przedstawianych informacji można wnioskować, że badany pocisk ma ponad 9000 mm długości i ok. 1000 mm średnicy. Jest wyposażony w składane, skośne skrzydła i stateczniki. Sam start odbywa się przy użyciu silnika na paliwo stałe o długości ok. 2000 mm, który jest odrzucany po uruchomieniu napędu strumieniowego. Wloty powietrza, wymienniki ciepła i wylot gorących gazów umiejscowiono w cylindrycznych zasobnikach, zlokalizowanych z boków kadłuba.

Możliwe jest zastosowanie kilku wariantów napędu zastosowanego silnika strumieniowego. Po pierwsze, silnie nagrzane chłodziwo reaktora zostaje przekształcone w parę i napędza turbinę lub jest wykorzystane w silniku strumieniowym. Chłodziwem może być tu zarówno specjalna ciecz lub po prostu opływające w czasie lotu pocisk powietrze. Może być również zastosowana konfiguracja dwubiegowa, gdzie nagrzana ciecz z obiegu pierwotnego oddaje ciepło cieczy lub powietrzu z obiegu wtórnego.

Przeprowadzono już kilka testów odpaleń takiego pocisku na poligonie Nowa Ziemia, podczas których osiągał on większe zasięgi lotu.

image
Fot. kremlin.ru

Inne rozwiązanie to pojazd podwodny z napędem jądrowym, nieoficjalnie nazwany Posejdon. Byłby on przenoszony przez okręt podwodny-matkę w hangarze umieszczonym za jej kioskiem. Sam bezzałogowiec jest jak na razie łudząco podobny do podwodnego robota Klawiesin 2R PM. Ma mieć możliwość operowania na głębokościach poniżej 1000 metrów i osiągać znaczne prędkości biegu. Nie wiadomo co z redukcją generowanego przez taki pojazd hałasu, jakie będzie przenosił uzbrojenie/głowice bojowe ani też jaka będzie taktyka jego użycia i przeciwko jakiego typu celom.

Już w 2015 roku pojawiły się informacje, że w Rosji pracuje się nad samobieżnym aparatem podwodnym (program– „Oceaniczny wielozadaniowy system Status-6”), czyli - w zasadzie - torpedą nuklearną dalekiego zasięgu. W jej głowicy bojowej przenoszony byłby ładunek termojądrowy o dużej mocy lub głowica kobaltowa (ładunek atomowy zawierający w swojej osłonie kobalt, który pod wpływem neutronów uwolnionych w wyniku eksplozji jądrowej przekształca się w izotop 60Co, powodujący silnie i trwałe skażenie promieniotwórcze).

Do jej napędu miałby służyć mały reaktor chłodzony przez mieszaninę (eutektyk) ołowiu i bizmutu. Dzięki temu torpeda miałaby zasięg ponad 11 tys. km, prędkość maksymalną ok. 100 węzłów, a głębokość użycia wynosiłaby ponad 900 metrów.

image
Fot. kremlin.ru

Sposób działania takiego napędu nie jest znany, nie wiadomo też, czy rozwiązanie takie miałoby właściwości zbliżone do torped hiperkawitacyjnych, jak np. WA-111 Szkwał. Można jedynie przypuszczać, że podgrzewana do bardzo wysokiej temperatury przez przepływającą przez wymiennik ciepła reaktora woda morska napędzałaby torpedę, tak jak gazy spalinowe silnik rakietowy. Pęcherz gazowy na dziobie mógłby być wytworzony przez parę przetłaczaną do dysz z przodu kadłuba. Zapewniona by była wówczas wysoka prędkość biegu i praktycznie nieograniczony zasięg, a jedyną trudnością było by efektywne kierowanie takiego obiektu.

Ten rodzaj uzbrojenia miałyby przenosić okręty podwodne proj. 09852 Biełgorod (czyli zmodyfikowany proj. 949A) oraz nowo opracowany okręt proj. 09851 Chabarowsk.

Specyficzne są również stawiane przed nią zadania, do których zaliczyć możemy niszczenie obiektów zlokalizowanych na wybrzeżu, czy - po prostu - skażenie części terytorium wrogiego kraju, tak by zmusić go do przyjęcia narzuconych zobowiązań.

Według przedstawicieli rosyjskiego MON po pomyślnie przeprowadzonych badaniach i testach w 2019 roku mogła by ona wejść do eksploatacji we flocie rosyjskiej pod koniec 2020 roku (jednak wydaje się to zbyt ambitnym i optymistycznym założeniem).

Podsumowanie
Podczas gdy w Europie mówi się o stworzeniu alternatywnych i przyjaznych dla środowiska źródeł energii, to w USA, Chinach i Rosji intensywnie rozwija się nowej generacji reaktory i prowadzi badania nad fuzją jądrową.

Pracami takimi szczególnie zainteresowane jest wojsko potrzebujące wydajnych źródeł energii dla zasilania nowych systemów walki, wspomagania dowodzenia i zaopatrywania. Źródła takie mają być również bardzo potrzebne w prowadzeniu działań na dużych odległościach, z dala od własnych baz.

Możliwe jest również zastosowanie nowego zupełnie rodzaju napędu w pojedynczych już samolotach, pojazdach czy niewielkich okrętach. Jeśli do tego dojdzie, zrewolucjonizuje to przyszłe pole walki. Napęd jądrowy, w połączeniu z nowymi rodzajami broni wysokoenergetycznych, hipersonicznych, robotyzacją i automatyzacją zmieni całkowicie obecne wyobrażenie o taktyce i zasadach prowadzenia działań militarnych.

KomentarzeLiczba komentarzy: 40
bmc3i
środa, 14 listopada 2018, 08:33

@Davien Scorpion zupełnie nie wiadomo z jakich przyczyn zatonął, kwalifikowanie go do kategorii awarji jadrowych jes nadużyciem. Thresher owszem, zatonął w związku ze swoja siłownia jądrową, ale jedynie pośrednim. Przyczyną nie była awaria reaktora, lecz nieznane zupełnie jeszcze wówczas zjawisko fizyczne w rurociągach wody, które mogłoby doprowadzić do katastrofy także w jednostkach bez napędu jądrowego.

De Retour
środa, 7 listopada 2018, 23:48

@ Boczek. Plan transformacji energetycznej (połączonej z zamknięciem elektrowni atomowych) Merkel ogłosiła w 2011 roku, po katastrofie w Japonii. Raport Bundesrechnungshof (odpowiednik NIK) za lata 2014 -2017 nie zostawił na nim suchej nitki. Sama Merkel przyznała się do porażki. Oficjalnie w telewizji. 500 mld euro kosztu poniesione przez mieszkańców i wzrost zanieczyszczenia powietrza. Najdroższa (obok Danii) energia elektryczna w UE i 23% emisji gazów cieplarnianych. (czyli też 1 miejsce w UE) Resztę poszukaj sobie sam.

Boczek
piątek, 9 listopada 2018, 13:54

Do którego postu się odnosisz? Bo, ja napisałem jedynie, że OZE ruszyło w Niemczech przed zjednoczeniem Niemiec i nie ma z jakimikolwiek decyzjami DDR-Merkel czegokolwiek wspólnego. Ustawa EEG (transformacja) to 2000. Wystarczy przywołać dowolny wykres tempa rozbudowy OZE u nich i widać, że Fukushima wpada w pełne tempo wzrostu realizacji. 2005 nachylenie krzywej ca. ~15°, od 2008 ~40° linearnego (obie osie) wykresu i kolejny skok na 60° to 2010 i od 2010/2011 mamy niewielkie spowolnienie bo spowolniła fotowoltaika. Nie przypisujmy Merkel czegoś czego nie zrobiła - ani tu, ani nigdy nie było zaproszenia dla uciekinierów i wynikającej z tego ich fali. ### Ostatnie najważniejsze decyzje w sprawie OZE miały miejsce za rządów SPD-Zieloni. Zatem przed Merkel. Ponadto, sam jako zwolennik nuklearnych jako takich (mój ulubiony projekt, to sprzęg nuklearna-terminal LNG w Dunkierce - BEZ pomp!) i 2-3 w Polsce (niestety u nas nie ma za bardzo lokalizacji - z wyjątkiem nad Bałtykiem), uważam jej decyzję za błędną - no ale co można zrobić, kiedy nie ma akceptacji społeczeństwa. Ta decyzja - masz rację - powstała na fali emocji, a francuska - o zakazie frackingu, powstała pod naciskiem lobby nuklearnego, to dwie najgłupsze strategiczne decyzje ostatnich lat. Trzecia to decyzja PiS o zatrzymaniu OZE w Polsce, pomimo, że mieliśmy chyba najmądrzejszy system tworzenia go, chroniący nas - inaczej niż w DK i D - przed gwałtownym i niekontrolowanym wzrostem kosztów. U Niemców przy 30% udziału, koszty energii się podwoiły. U nas przy 10% było to niezauważalne. Ponadto my mamy na Pomorzu dużo lepsze warunki niż Niemcy, aby stworzyć dalsze szczytowo-pompowe (dodatkowy zysk - bezpośrednia bliskość do wiatrowych w tym offshore i tym samym małe straty) i ponadto u nich masz ponownie sprzeciw społeczny. To, ukraszone ponadto prywatną kogeneracją - gaz, ojej opałowy prowadziłoby do efektywności wykorzystania paliw (kogeneracja sama w sobie to 90-120% - wyprzedzę, bo wiedza w narodzie nikła - nie piję do Ciebie. Dlaczego 120% proszę przeczytać i nie dyskutować jałowo) w okresie długoterminowym idącym powyżej 50-60% i więcej - nawet 70-80% (elektrownia cieplna to 35%, z gniazdka wychodzi już jedynie 25%), mierząc się z 60% sprawności elektrowni w układzie gazowo-parowym w Singapurze. Ponadto mamy dalszą decentralizację i ci z olejem opałowym mogli by brać udział w programie decentralnego magazynowania paliwa na przypadek W, czy nawet kryzysów energetycznych - np. obowiązek posiadania rezerwy 1500-2500l. Jak pisałem, 30.000 wiatraków, 2 mln farm solarnych, i do tego dziesiątek milionów domów, kamienic, urzędów, szkół i szpitali nie można zbombardować. Abstrahując od lokalnego zasilania dającego małe straty. W systemie centralnym mamy sytuację, gdzie wyeliminowanie 2-3 centralnych stacji transformatorowo-rozdzielczych kładzie 2-3 razy więcej elektrowni - a de facto kompletnie cały system. Jedyna wada - mało miejsca dla Misiewiczów. ### Ja o tym pisałem, a Ty mi tu o Merkel. Tyle, że już 2 razy podważyłem ich decyzje - raz o zjednoczeniu Niemiec i dwa o OZE - że ani jedno ani drugie się nie uda i już więcej nie będę próbował. Ktoś, chyba nawet tu i na forum, napisał kiedyś - cytuję z pamięci "Niemcy podejmując takie decyzje czynią to w perspektywie planowania na 100 lat." Dlatego nawet skłaniam się przewrotnie do tego, że oni już wyliczyli ile zarobią na uciekinierach, a my - kiedy oni już będą to czynić - będziemy złorzeczyć im zawidząc - "dlaczego nie my". ### P.S. Ja niczego nie muszę szukać, bo temat znam od podszewki. Aktualnie jakaś spółka u nich otworzyła konglomerat wiatraki-solary, oferując ceny zasilania na poziomie elektrowni węglowych (0,04-0,06 €/kWh) BEZ! subwencji. Przedstawiciel zapewniał, że w sprzęgu wiatraki-solary-szczytowo-pompowa byliby w stanie zejść poniżej 0,04 €.

Davien
środa, 7 listopada 2018, 12:04

Akurat od wprowadzenia przez adm Rickovera tzw procedury SUBSAFE żaden amerykański jadrowy OP nie miał poważniej awarii, Stracili dwa czyli Scorpiona i Tresher ale zaden z nich tej procedury nie przechodził. W USA okret który tego nie przejdzie jest wycofywany z uzytku.

Wojtek
środa, 7 listopada 2018, 10:38

@Marek - Masz całkowitą rację z jednym zastrzeżeniem - jest problem z odpadami i z tym co zrobić ze starą jądrówką. To są jednak straszne koszty których nikt wcześniej nie przewidział bo były inne standardy.

Boczek
piątek, 9 listopada 2018, 13:57

Ale aktualnie mamy inne standardy (nawet w stosunku do starych) - inny model nie "skubanie" a w dużych kawałkach i w USA rozbiór starej nie powoduje jakichś nadmiernych kosztów i jest wielokrotnie tańszy niż w np. Niemczech.

bmc3i
środa, 7 listopada 2018, 06:09

@Boczek Człowiek przed automatyzacja jest zaletą a nie wadą. Odwrotnie - nadmierna automatyzacja systemów siłowni jądrowych radzieckich okrętów podwodnych była przyczyną większości z ponad 100 wypadków i awarii jądrowych tej floty podwodnej. I przeciwnie - Amerykanie nigdy nie zautomatyzowali siłowni jądrowych swoich op, na skutek świadomej polityki i nieprzejednanego stanowiska - father of nuclear navy - adm. Hymana Rickovera. W efekcie amerykańskie okręty podwodne miały jedynie jedną awarię tego rodzaju urządzeń. Składa się to na karb dwóch polityk - szerokiego testowania siłowni jądrowych przed umieszczeniem ich w okrętach, oraz braku automatyzacji urządzeń kontrolnych akurat tej części okrętów.

Boczek
środa, 7 listopada 2018, 17:56

Jesteśmy w cywilnym Czernobylu, a nie na nuklearnym OP. ### We wszystkich elektrowniach zachodnich automatyzacja stoi przed człowiekiem (inaczej nie otrzymałyby dopuszczenia) z bardzo prostej przyczyny - człowiek popełnia błędy, automatyzacja nie. ### Mieszanie tego z techniką mil jest niecelowe - tu rozpatruje się indywidualnie. Przykład. Na statku klasa wymaga, aby człowiek stał ponad automatyzacją - przynajmniej na pewnych płaszczyznach. Np. człowiek stojący przy zaworze musi mieć możliwość "przełamania" automatyzacji i z ręki dokonać otwarcia/zamknięcia - inaczej niż aktualnie to czyni automatyzacja. Problemy się pojawiły od kiedy klasy, z tym samym swoim cywilnym podejściem, "wpuszczono" na okręty. Jedną z metod obrony przeciwawaryjnej okrętu bywa - stosowane w przypadku pożaru - zalewanie przedziałów lub pomieszczeń - np. z amunicją, tak, aby nie eksplodowała. Jeżeli taki magazyn znajduje się poniżej linii wodnej, można osiągnąć to przy pomocy zaworu dennego/burtowego. I teraz: na statku, człowiek w takiej/podobnej sytuacji - uwięziony w takim pomieszczeniu musi mieć możliwość zamknięcia takiego zaworu. Na okręcie dowódca musi mieć możliwość podjęcia decyzji o poświęceniu tego człowieka, aby uratować innych i tym samym automatyzacja wykonująca taką komendę ma prio.

chateaux
środa, 7 listopada 2018, 04:59

@obalaczmitow. Nie wiem czy piszac o tych tysiącach naukowców zimportowanych do Stanów z Niemiec napisałes tylko o nich celowo, czy tez z niewiedzy. Jeśli celowo, to bardzo nieładnie i nie przystoi w dyskusj, jesli zac po prostu nie wiessz, to śm[iesze uświadomic że Rosjanie tylko z ze stworzonego przez siebie dla aresztowanych niemieckich naukowców i inżynierów Instytutu Rabe w Nordhausen, wywieżli wkrótce do ponad 4,5 tysiąca niemieckich naukowców i inżynierów, którzy następnie pracowali przy wszystkich radzieckich wojskowych programach naukowo-technicznych. Począwszy od wspierającego Korolowa Helmuta Gröttrupa, najbliższego współpracownika i prawą rekę von Brauna w Peenemünde, przez niemieckich konstruktorów okrętów podwodnych, aż po nazistowskich konstruktorów czołgów oraz samolotów. To wiedza powszechna, choć nie aż tak bardzo jak dzięki zachodniej wolności prasy udział Brauna w amerykańskim programie, powinieneś mieć więc tego jakąś świadomość

rmarcin555
wtorek, 6 listopada 2018, 12:06

@Marek Miejsce diesla jest w dużych maszynach. Reszta będzie: elektryczna, elektryczno-wodorowa, lub wodorowa, w zależności od tego które rozwiązanie zwycięży. Nikt z diesla nie rezygnuje. A co artykułu to atom nie wraca do wojska, bo nigdy z niego nie wyszedł. Po prostu, nie jest to rozwiązanie ani tanie, ani proste więc sprawdza się w specyficznych zastosowaniach. Dzisiaj okręty są coraz większe i potrzebują coraz więcej energii więc można pomyśleć o reaktorach na szerszą skalę. Niemniej jednak koszty, koszty, koszty. Reaktor fuzyjny to nie wcześniej niż 2050. Co i tak było bardzo szybkie.

De Retour
wtorek, 6 listopada 2018, 11:34

@ Boczek poniedziałek, 5 listopada 2018, 19:35 Ach te tajne plany... Wunderwaffe się przypomina. Prawda jest prozaiczna. Tragedia w Japonii plus dobre wyniki Zielonych w wyborach lokalnych. I jak zwykle Merkel, bez konsultacji z partnerami, postawiła na słupki sondażowe.

Boczek
środa, 7 listopada 2018, 18:19

Drogi De Retour. Start OZE w Niemczech, to czasy kiedy Merkel niejako jeszcze z koszulą w zębach biegała. Co tu ma Fukushima wspólnego z decyzjami z lat '80/'90 o rozbudowie u nich OZE - kiedy Merkel bez mała jeszcze nosiła oznakę FDJ - pozostanie Twoją słodką tajemnicą. Co do wunderwaffe, to sądzę, że w tej "dyskusji", z argumentami byłoby Ci lepiej do twarzy.

Stefek
wtorek, 6 listopada 2018, 01:42

Obalaczmitów ma rację. Żeby zobaczyć prawdziwą amerykę, wystarczy pójść tam do pierwszego lepszego wallmarta.

Xav
wtorek, 6 listopada 2018, 00:57

Bardzo ciekawa analiza, ale brakuje informacji o niemieckim (z polskim udziałem) projekcie stellatora Wendelstein 7-X.

Marek
wtorek, 6 listopada 2018, 00:08

@Kiks Nie do końca jest jak piszesz. Lud pracujący miast i wsi zbudował reaktor w sposób typowy dla siebie. Czyli bez obudowy bezpieczeństwa. W myśl zasady "po co ci spadochron, jak samolot i tak wyląduje". Ale do wypadku doszło na skutek zsumowania się błędów ludzkich. Podczas eksperymentu, który powinien być przerwany, kiedy wiadomo było, że ma go przeprowadzić druga zmiana, która nie znała procedur, z którymi zapoznana była mająca go przeprowadzić zmiana pierwsza. No ale fakt. To też zjawisko typowe dla ludu rosyjskiego. Anglicy wcześniej zaliczyli podobną wtopę. Z mniej tragicznym skutkiem, bo to był reaktor chłodzony powietrzem i znalazł się gość, który zainstalował powszechnie krytykowaną "drogą fanaberię" w postaci filtrów. Gdyby nie ta "fanaberia" cyrk w Albionie byłby tylko trochę mniejszy niż ten, który był później w Czarnobylu. Amerykanie zresztą też nie święci, bo podwinęła im się noga kiedy postanowili zaoszczędzić na czujniku pokazującym czy faktycznie zamknięty jest zawór. Doprowadzili do częściowego stopienia rdzenia i skażenia budynków. Ale fakt, że choć obsługa zgłupiała, to reaktor zbudowany był z zachowaniem wyższych standardów od rosyjskiego, więc do poważniejszego skażenia nie doszło. Generalnie jest tak, że energetyka jądrowa to jest coś, czego dopiero na własnych błędach się uczymy. Ale jest już na takim poziomie, że przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa przy budowie reaktorów, jest od jakiegoś czasu ok. Nie mówiąc już o tym, że przy niektórych typach reaktorów powtórka z Czarnobyla czy Fukushimy w ogóle nie jest możliwa. Moim skromnym zdaniem, jeśli nie chce się zostać "szlachetnym dzikim", który wróci do jaskini, nie ma od energetyki jądrowej/termojądrowej odwrotu.

Marek
poniedziałek, 5 listopada 2018, 23:09

@Boczek To, co piszesz mogłoby się trzymać kupy, gdyby nie zaczęli walczyć z silnikami diesla, do których paliwo prócz syntezy z węgla, czy przyszłościowych hydratów metanu, można też pozyskać stosunkowo małym wydatkiem energetycznym na rolniczym polu. Dlatego właśnie skłaniam się do wniosku, że Europa rządzona jest przez ludzi, którzy powinni cieszyć się spokojem pod opieką troskliwych pielęgniarzy w domu bez klamek.

Boczek
środa, 7 listopada 2018, 18:39

Kto i gdzie walczy z silnikami diesla? Ty chyba nie bierzesz za dobrą monetę tego co pływa na medialnej powierzchni. Diesle były są i będą. Nieco cichcem przeszedł meldunek Bosch'a z wiosny tego roku, o nowych systemach wtrysku dla diesli - udekorowane sformułowaniem: "na razie nie wiemy jak osiągnąć tak czyste spaliny w benzyniakach". No, i od jutra mamy tę samą zabawę ...ale w druga stronę. A co do Europy - jako Polak bym jej raczej nie krytykował.

obalaczmitow
poniedziałek, 5 listopada 2018, 22:03

@Davienku ja rozumiem że w twoim światopoglądzie nie mieści się to że jeżeli coś nie powstało w USA to nie może być lepsze, bardziej przełomowe, odkrywcze - ale uwierz taki świat istnieje. Pieniądze nie rodzą geniuszu- jak dasz i 1 mld dolarów idiocie to pozostanie idiotą , a geniusz może zarabiać i 1 dolara i pozostanie geniuszem. Gdybyś chociaż raz był w tym twoim raju i zobaczył poziom edukacji i wykształcenia tego społeczeństwa zrozumiałbyś dlaczego pomimo mld dolarów ładowanych w projekty nie zawsze są genialne, przełomowe i najlepsze. Poziom marnotrastwa i przekrętów w tym kapitalistycznym kraju jest większy niż w socjaliźmie - bo tam musi się najeść nie 100 czy 1000 urzędników a setki koncernów z setkami prezesów co daje tysiące osób którym na konto musi wpłynąć określona kwota. I dlatego np kubek dla pilota do kawy potrafi kosztować tysiąc dolarów, a firma może przez 10 lat rok do roku generować straty a w końcu dodrukuje akcje, które kupią bankierzy za wirtualną gotówkę. W USA na dobrą edukację stać mały procent bogatego społeczeństwa bo jest bardzo droga, na uczelnie wyższe stać niewielki % najbogatszych - i niekoniecznie wśród nich znajdziesz geniuszy i zdolnych ludzi. Wiec twoje ukochane USA najpierw wywiozło tony dokumentacji z Niemiec po II wojnie światowej + setki jak nie tysiące naukowców - a później drenowało umysły z byłego bloku wschodniego czy ZSRR a po upadku ZSRR tony dokumentacji i setki naukowców wyjechało do USA - i stąd ich cały sukces. Teraz to już nie takie proste, bo ekonomiści i prawnicy wyparli inżynierów. Ten kraj tak świetnie funkcjonuje że Jeep należy do Fiata, Tesla od 10 lat nie zarobiła dolara, a w 2009 r państwo wpompowało mld dolarów aby nie upadł ich przemysł motoryzacyjny - wiec tak to były wydajne i świetnie zarządzane firmy.

johann z Fulda
poniedziałek, 5 listopada 2018, 20:02

Co ciekawe mają atom i go stosują w energetyce jak i w głowicach różnej wielkości . My oczywiście na razie mamy zarząd . Technologia idzie ciągle naprzód - zastosowanie różne ? Czy Ameryka przy swoim zadłużeniu będzie miała kasę by finansować > Zobaczymy ?

Davien
poniedziałek, 5 listopada 2018, 18:36

Funku skoro USA miało pływajaca elektrownie jądrowa kilkadziesiat lat temu to znowu Rosja musi ich gonic a nie odwrotnie:))

asd
poniedziałek, 5 listopada 2018, 16:00

Minireaktory na paliwo metalowe też by się nam przydały, nie tylko wojsku.

bazyli
poniedziałek, 5 listopada 2018, 15:13

Inni montują reaktory na dużych łódkach a my od lat płacimy za nic nie robienie w sprawie PIERWSZEJ elektrowni jądrowej. O tym że węgiel od Rosji kupujemy też warto wspomnieć ;)

Marek
poniedziałek, 5 listopada 2018, 15:04

@Michnik Całkiem dobrze może okazać się, że "barbarzyńcy", których wymieniłaś zrobią więcej dla ochrony środowiska niż Europa ze swoim całym śmiesznym energetycznym CO2/eko.

-CB-
poniedziałek, 5 listopada 2018, 14:51

@trust observer - poszukaj w sieci hasła SSW-33 Ural albo 1941 Titan. To ci może też trochę rozjaśni w kwestii tej przełomowości.

Kiks
poniedziałek, 5 listopada 2018, 12:59

@obalacz Nie wiem chłopcze co Ty obalasz, bo na pewno nie mity, a raczej jakieś płyny, ale sowiecka technika atomowa pokazała o potrafi..w Czarnobylu. Bo ta awaria była powodem kompletnie źle zaprojektowanego ruskiego reaktora. I to by było na tyle.

Boczek
poniedziałek, 5 listopada 2018, 20:14

Tak nie można powiedzieć - "Bo ta awaria była powodem kompletnie źle zaprojektowanego ruskiego reaktora". Reaktor został zaprojektowany tak jak chciano - ze znanymi ryzykami. Pomijając przyczyny techniczne i ekonomiczne na poziomie pracy "cywilnej", daje on dodatkowy efekt taniego pozyskiwania rozszczepialnego plutonu do budowy broni nuklearnej. Sam wypadek nie zdarzył się sam z siebie. Oprócz kilku błędów systemowych - jak np. "człowiek przed automatyzacją" i możliwość wyłączenia, czy obejścia systemów bezpieczeństwa - wypadek zdarzył się w wyniku zaległego i ponadto źle planowanego testu reaktora. To z kolei skończyło się tym, że przeprowadzała go niedoświadczona zmiana. W połączeniu z typową dla tego typu reaktora niestabilnością pracy w pewnych zakresach, stało się to co się stało.

fan club Daviena i innych mitrzów
poniedziałek, 5 listopada 2018, 12:20

@ktos USA pracuje nad podobnym projektem, na razie skutek jest jasny, nie potrafią sobie z tym poradzić ...

ktos
poniedziałek, 5 listopada 2018, 10:24

trust observer - troszke musze cie zasmucic. Kazdy okret z reaktorem jadrowym jest jednoczesnie elektrownia. Kazdy wiekszy port ma mozliwosc podlaczenia okretu do sieci elektrycznej i dostarczania przez niego pradu dla miasta. Taka idea istnieje juz od lat. To ze akurat zbudowano okret specjalnie do tego celu nie jest jakims niesamowitym wynalazkiem. Zwlaszcza ze reaktory na jednostkach plywajacych sa stawiane od lat. Natomiast co do seryjnej produkcji... czolg armata, Su-57 tez mialy byc seryjnie produkowane w ogromnych ilosciach...

Davien
poniedziałek, 5 listopada 2018, 10:07

Panie trust, 'Akademik Łomonosow" to nie jest żaden okret ale pozbawiona napędu barka z dwoma reaktorami takimi jak uzywane na lodołamaczach. Nie jest odporna na tsunami i kleski zywiołowe bo jest to niemozliwe, zwłaszcza jak jest zacumowana przy brzegu

Davien
poniedziałek, 5 listopada 2018, 10:00

Oj panie obalacz i znowu twoje mity musze roznieść:) USA reaktor tego typu co piszesz miało juz na USS Seawolf dekady temu:) Projekt Proryw nie ma nic wspólnego z reaktorem fuzyjnym, no ale przy twojej wiedzy to nic dziwnego:) Jeśli chodzi o technologie jadrowe to Rosja duzo musi nadrobić nie tylko do USA ale nawet do Europy

dim
poniedziałek, 5 listopada 2018, 07:12

@Maciek . . . - biznesowo, zmarnowana (czy raczej utracona) kasa, to ta kasa, która wypłynęła z krajowej gospodarki.

dim
poniedziałek, 5 listopada 2018, 07:09

@obalaczmitów. - jak widać nie wiesz, że rosyjski technik wysokiej klasy jest już tańszy od chińskiego ?

Anni
poniedziałek, 5 listopada 2018, 00:39

Do obalacz mitów i trust observer.Wasze trollowanie nie ma sensu-pływającą elektrownie jądrową miało już USA ponad 50 lat temu-była w użyciu w strefie Kanału Panamskiego.Pazdrawliaju Lakhta-2

Grom
niedziela, 4 listopada 2018, 23:28

@obalaczmitów ehhhh ty twozysz mity a nie je obalasz miszczuniu. Proryv to uproszczona wersja wielonarodowego projektu ITER. To ze rosjanie buduja niektore reaktory w chinach ( bo wiekszosc chinczycy buduja juz sobie sami ) nie znaczy ze buduja bardziej zaawansowane reaktory niz zachod . rosyjskie reaktory sa tansze ale nie bardziej zaawansowane . rosjanie jeszcze za czasow ZSRR klepali wiecej wszystkiego co jest atomowe niz USA ale wcale to nie było bardziej zaawansowane .

obalaczmitow
niedziela, 4 listopada 2018, 22:37

Brakuje jeszcze informacji o tym że Rosjanie prowadzą projekt Proryv, którego celem jest stworzenie własnego reaktora fuzji jądrowej , i jako jedyni budują i użytkują reaktory IV generacji na szybkich neutronach. Rosjanie budują chińczykom ich elektrownie atomowe więc ich doświadczenia są o lata świetlne do przodu. Więc jeżeli chodzi o technologie atomowe to Rosjanie są do przodu w porównaniu do Amerykanów o kosmicznym silniku o napędzie atomowym nie wspominając. Ale i tak Davieny i spółka zaraz napiszą coś odwrotnego.

trust observer
niedziela, 4 listopada 2018, 17:24

Autor tak bardzo skupił się na wojskowych reaktorach Rosji (jakby Amerykanie robili coś innego), że zapomniał iz właśnie ostatnimi dniami Rosjanie uruchomili pływającą elektrownie jądrową "Akademik Lomonosow" Akademik Łomonosow to okręt jedyny w swoim rodzaju. Jest to nie tylko pierwsza na świecie pływająca elektrownia jądrowa, ale także pierwsza taka konstrukcja, która będzie produkowana seryjnie. Powstała w ramach projektu prowadzonego przez Rosatom i jest przeznaczona do działań w trudno dostępnych miejscach – może produkować energię elektryczną na otwartym morzu oraz w Arktyce. Akademik Łomonosow posiada dwa reaktory typu KLT-40S, które razem wytwarzają 70 megawatów energii elektrycznej i 300 megawatów energii cieplnej. Okręt jest odporny na tsunami i inne klęski żywiołowe. Pływająca elektrownia atomowa zostanie oddana do użytku latem 2019 roku i zastąpi przestarzałą Bilibińską elektrownię atomową oraz Czauńską elektrownię węglową. Będzie zapewniać elektryczność dla miasta Pewek, zakładu odsalania wody oraz platform wiertniczych. - brak zwrócenia uwagi na ten przełomowy projekt jest chyba celowym działaniem ukazywania Rosji która potrafi tworzyć tylko broń.

Maciek
niedziela, 4 listopada 2018, 17:21

Nawet Niemcy, którzy jeszcze kilka lat temu mówili, że wkrótce będą korzystać z wyłącznie z zielonej energii, przyznali ostatnio, że to niemożliwe. Dlatego nie wyłączą ani elektrowni jądrowych, ani węglowych (!!!). My też powinniśmy poważnie zacząć stawiać na atom zamiast marnować kasę na transfery socjalne.

Boczek
poniedziałek, 5 listopada 2018, 19:35

Jak na razie nie zmieniono u nich daty 2022 dla ostatniej nuklearnej. Cała ta antynuklearna histeria u nich to moim zdaniem głupota. Z drugiej strony OZE przypisuję znaczenie strategiczne w przypadku kryzysowym - mam wrażenie, że to u nich "tajny" pierwotny cel. Nie można zbombardować 30 tysięcy wiatraków i 2 mln farm fotowoltaicznych. Również łakome kąski, jak duże, centralne stacje transformatorowo-rozdzielcze, nie istnieją.

Michnik
niedziela, 4 listopada 2018, 17:11

Europa jak zwykle za nowoczesnymi, ekologicznymi, ale drogimi rozwiązaniami, a reszta barbarzyńców bardziej zainteresowana wynikiem konfliktu nie zwracając uwagi na "efekt uboczny"... Która koncepcja wygra?

Leman
niedziela, 4 listopada 2018, 15:14

Bardzo ciekawa analiza.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama