Wojna w Arcachu: postępy azerskie ale bez strategicznego przełomu [RELACJA Z GÓRSKIEGO KARABACHU]

24 października 2020, 10:24
IMG_9863
Fot. Witold Repetowicz

W czwartym tygodniu wojny Azerbejdżan odnotował postępy na południu. Wciąż jednak jedynym miastem leżącym w granicach Górskiego Karabachu przed 1991 r., które zostało zajęte przez Azerbejdżan jest Hadrut. Sukcesem byłoby dopiero zdobycie Martuni lub Martakertu albo przecięcie drogi Goris – Stepanakert. Coraz wyraźniejsza jest też niemoc Rosji, która powinien wykorzystać Zachód, póki Rosja nie zdecyduje się na włączenie sprawy Karabachu w format astański.

Postępy azerskie na froncie nie są zaskoczeniem, zważywszy na to, że kraj ten od samego początku miał przewagę w liczebności armii, uzbrojeniu, PKB, zdolności finansowych do dokonywania zakupów broni, a także ma wyraźne wsparcie Turcji, sprowadzanych przez nią syryjskich dżihadystów, a także już po 27.09 otrzymywał świeże dostawy sprzętu wojskowego, w tym dronów, z Izraela, Białorusi i najprawdopodobniej Ukrainy. Istnieją też dowody, że Gruzja, która zadeklarowała neutralność i zamknięcie transportów militarnych (w tym drogą powietrzną) dla obu stron, zezwoliła jednak na przeloty ze wsparciem militarnym dla Azerbejdżanu. Powszechnie dostępne dane pokazują m.in. przeloty samolotu Ił-76 nad Gruzją.

Tymczasem Armia Obrony Arcachu ma wsparcie jedynie ze strony Armenii, której potencjał militarny jest znacznie mniejszy niż Azerbejdżanu, a co dopiero Turcji. Kwestia zakresu bezpośredniego uczestnictwa Turcji w działaniach wojennych pozostaje przy tym niewiadomą, ale prawdopodobnie Azerbejdżan wspierany jest przez kilkuset tureckich doradców wojskowych. Zdaniem Ormian zaangażowanie Turcji jest znacznie większe. Według eksperta Centrum Analitycznego „Oibeli” Władimira Wartanjana „nie ogranicza się do doradców wojskowych, ale bierze ona udział w działaniach wojennych w pełnym tego słowa znaczeniu.

Po tym jak latem Azerbejdżan i Turcja przeprowadzili wspólne manewry, na terenie Azerbejdżanu zostały tureckie oddziały sił powietrznych wraz ze sprzętem takim jak F16 czy śmigłowce bojowe” – powiedział mi. Dodał, że drony Bayraktar biorące udział w atakach na terytorium Arcachu obsługiwane są prawdopodobnie nie przez azerskich operatorów, ale przez Turków. Tureckie oddziały, o których wspomina znajdują się jednak prawdopodobnie w Nachiczewaniu, a ich bezpośredni udział w walkach na tym etapie nie jest potwierdzony. Wszystko jednak wskazuje na to, że to Turcja, a nie Azerbejdżan, planuje operacje zbrojne i podejmuje kluczowe decyzje w czasie tej wojny.  To właśnie dlatego wynegocjowane 10 i 17 października przez Moskwę zawieszenia broni nie weszły w życie. Stroną uzgodnień nie była bowiem Turcja.

Postępy Azerbejdżanu należy więc oceniać w przedstawionym powyżej kontekście. Udało mu się przeprowadzić skuteczną ofensywę na południu zajmując całą graniczną z Iranem dolinę rzeki Araks i następnie przesuwając się na północ. Nie są to jednak tereny właściwego Górskiego Karabachu, lecz wciąż niezamieszkana strefa buforowa. Oczywiście, utrata tych terenów jest dotkliwa dla strony ormiańskiej, ale nie stanowi jeszcze klęski. Jeden z żołnierzy Arcachu, poproszony przeze mnie wczoraj w Martuni o komentarz do pojawiających się coraz częściej sugestii, że Armia Obrony Arcachu już poniosła klęskę, stwierdził: „przegraliśmy bitwę, a nie wojnę”.

Dopiero najbliższe dni pokażą, czy Azerbejdżan jest w stanie wykorzystać dotychczasowe zdobycze do osiągnięcia strategicznych celów, czy też nie. Warto przy tym pamiętać, że czas gra na jego niekorzyść z dwóch powodów: nadchodzącej zimy oraz amerykańskich wyborów prezydenckich. I dlatego właśnie Turcja i Azerbejdżan spodziewała się szybkiego zwycięstwa i tak jak pisałem w poprzedniej analizie, brak tego blitzkriegu jest porażką tych dwóch państw (co bynajmniej nie jest równoznaczne z tezą, że Armenia tę wojnę wygrywa).

Tereny zajęte dotychczas nie mają strategicznego znaczenia, o ile nie pozwolą Azerbejdżanowi na przerwanie komunikacji na drodze Goris-Stepanakert. Jest to obecnie jedyne bezpieczne połączenie Armenii z Arcachem, gdyż droga północna jest od początku tej wojny w zasięgu ostrzału rakiet Grad. Warto jednak pamiętać, że już wcześniej Azerowie teoretycznie mogli ostrzeliwać tę drogę rakietami Smiercz, a także atakować dronami typu kamikaze. Smiercz został zresztą użyty raz do zniszczenia niewielkiego mostu na tej drodze, co jednak nie zablokowało komunikacji, gdyż szybko został zbudowany objazd.

Ormianie twierdzą przy tym, że rzadsze skuteczne użycie dronów w ostatnich dniach przez Azerbejdżan wynika z coraz częstszego ich zestrzeliwania. W Stepanakercie pojawiają się przy tym niepotwierdzone sugestie, że jest to możliwe dzięki technologicznemu wsparciu ze strony Rosji, niemniej nie jest to potwierdzone. Fakt rzadszego użycia dronów może wynikać także z przyczyn ekonomicznych. Ormianie bowiem twierdzą, że zestrzelili ponad 200 dronów, w tym co najmniej 2 tureckie Bayraktary, niemniej liczby te są z całą pewnością zawyżone, podobnie jak wszelkie informacje na temat strat przeciwnika podawane przez obie strony. Koszt jednego Bayraktara to jednak aż 5 mln dolarów. Od tego czy strona azersko-turecka będzie dalej w stanie zapewnić sobie dominację w powietrzu, zależeć mogą losy tej wojny.

image
Fot. Witold Repetowicz

Możliwości dojścia do drogi Goris – Stepanakert od strony doliny rzeki Araks są jednak ograniczone ze względu na góry. Są już przy tym sygnały o próbach przenikania lekko uzbrojonych oddziałów azerskich (lub raczej najemników syryjskich) na północ, które się jednak nie powiodły. Przeciągnięcie ciężkiego sprzętu wojskowego przez góry, w warunkach ostrzału ze strony ormiańskiej, wydaje się wątpliwe. Warto bowiem zwrócić uwagę na fakt, że większość dotychczas opanowanych terenów nie ma charakteru górskiego. Właściwe starcie zatem jeszcze nie nastąpiło.

Jeśli jednak Azerbejdżan zdoła w najbliższych dniach jakoś przejść przez góry i opanować drogę Goris-Stepanakert to będzie to strategicznym sukcesem Azerbejdżanu. Jeśli nie, to będzie znaczyło, że Armia Obrony Arcachu jest daleka od rozbicia, wbrew propagandowym filmom pokazywanym przez stronę azerską. Azerowie chcą przy tym kierować się na północ doliną innej rzeki tj. Voghji. Inną kwestią jest natomiast to na ile Azerbejdżan zdecyduje się na ostrzał drogi Goris – Stepanakert pociskami Grad, które są nieporównywalnie tańsze niż Smerch i na ile ostrzał ten zdoła skutecznie zablokować transport tą drogą. Póki co Ormianie są przekonani, że utrzymają kontrolę nad tą drogą (przynajmniej w perspektywie najbliższych dni) i w Stepanakercie nastroje wciąż są dobre. Ponadto zablokowanie drogi Goris-Stepanakert może też mieć negatywne konsekwencje polityczne dla Azerbejdżanu, skłaniając Zachód do aktywniejszej interwencji.

Sukcesem Azerbejdżanu byłoby również zdobycie Martuni lub Martakertu, najważniejszych miast we wschodniej części Arcachu. Są one od początku wojny mocno ostrzeliwane przez Azerbejdżan, który w Martakercie zniszczył m.in. tamtejszy szpital wojskowy. Wojna w tym rejonie ma jednak póki co charakter pozycyjny, choć Ormianie wspominają o ustawicznych próbach przełamania frontu przez Azerów, co jednak póki co nie przyniosło efektu. W ostatnich dniach ostrzał Martakertu i Martuni stał się przy tym bardziej intensywny, a 23.10 pojawiły się informacje o ostrych walkach w rejonie Czartar-Maczkalaszen, na południe od Martuni.

Maczkalaszen znajduje się przy tym niespełna 30 km od Stepanakertu. Obecnie to właśnie Martuni najbardziej jest narażone na próbę szturmu ze strony Azerów i upadek tego miasta z całą pewnością byłby poważnym ciosem dla Ormian. Nastroje w mieście, w którym z 5 tys. mieszkańców zostało 500, są jednak umiarkowanie pozytywne, choć nie wszyscy moi rozmówcy w mieście są równie pewni zwycięstwa jak kilka dni wcześniej. Ogólne morale jest jednak wciąż dobre.

23 października wieczorem doszło również do bombardowania Stepanakertu, pierwszego od tygodnia. Tym razem jednak nie użyto dronów, lecz prawdopodobnie rakiet Smerch (mowa jest też o Gradach i samolocie, ale póki co jest to niepotwierdzone). Doszło przy tym do 10 eksplozji, ale nie było ofiar śmiertelnych, choć jeden z domów stanął w płomieniach i uszkodzony został gazociąg w jednej z dzielnic stolicy Arcachu. Nocne bombardowania miały miejsce tez w innych miastach i wsiach, w szczególności w Martuni. Wcześniej przez cały dzień w Stepanakercie słychać było wystrzały rakietowe (wychodzące).

Atak na Stepanakert po tygodniu spokoju zbiegł się ze spotkaniem Sekretarza Stanu USA Mike’a Pompeo z szefami dyplomacji Azerbejdżanu i Armenii. Choć sam fakt coraz mocniejszego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w konflikt w Arcachu jest pozytywny, to piątkowe rozmowy nie przyniosły żadnego postępu, a fakt ostrzału Stepanakertu w tym samym czasie może być sygnałem ze strony Turcji, że żadne rozmowy bez jej udziału nie mają sensu. Tymczasem USA, póki co nie chce (choć mogłoby) wywierać presji na Turcję, a same działania wynikają z coraz większej presji diaspory ormiańskiej w USA i możliwości utraty przez Trumpa głosów religijnej prawicy.

Po wyborach sytuacja może ulec jednak radykalnej zmianie, zwłaszcza jeśli wygrają Demokraci oraz Joe Biden. W Kongresie pojawiło się już bowiem bardzo dużo inicjatyw na rzecz potępienia Turcji i Azerbejdżanu, a Joe Biden (którego Erdogan i jego ekipa zdążyli wielokrotnie już obrazić) krytykuje zbyt pasywne stanowisko obecnej administracji w sprawie toczącego się konfliktu. 23 października demokratyczny kongresmen Frank Pallone z New Jersey wniósł w Izbie Reprezentantów projekt rezolucji potępiającej Turcję i Azerbejdżan za agresję na Arcach i wzywającej do uznania jego niepodległości. Pod projektem podpisało się 34 kongresmenów z obu partii.

Ewentualnego uznania Arcachu przez USA nie można zatem wykluczyć, zwłaszcza jeśli po wyborach Demokraci przejmą władzę w obu izbach Kongresu, a Biden wprowadzi się do Białego Domu (taki wynik wyborów nie jest oczywiście pewny, ale jest bardzo prawdopodobny). Demokraci już od dawna wykazują znacznie większy sceptycyzm wobec znaczenia sojuszu z Turcją i traktują ją jako problem (zdanie to podzielają zresztą również niektórzy Republikanie). Można więc sobie wyobrazić, że po wyborach dojdzie do znacznie ostrzejszych kroków USA wobec Turcji. Amerykanie mają natomiast spory arsenał narzędzi w tym zakresie.

image
Fot. Witold Repetowicz

Nacisk na Turcję spowoduje przyparcie jej do muru, a Erdogan doskonale wie, że przy zaostrzeniu relacji z USA jego zdolności przetargowe w relacji z Moskwą radykalnie się skurczą. Będzie wiec musiał iść na ustępstwa. Amerykanie tymczasem mają alternatywę wobec obecnego układu geopolitycznego. Uznanie przez nich Arcachu może doprowadzić do strategicznego zwrotu Armenii, jej wyjścia z Organizacji Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego i zastąpienia bazy rosyjskiej bazą amerykańską.

Dla USA uzyskanie w tym miejscu przyczółka miałoby ogromne znaczenie geostrategiczne, gdyż znajduje się on między Rosją, Turcją, Iranem oraz na przecięciu szlaków handlowych, w tym drogi z Chin do Europy. Taki krok Amerykanów oznaczałby przy tym koniec wojny, bo Turcja i Azerbejdżan nie ryzykowałyby konfrontacji z USA. Warto też pamiętać, że z faktu, iż USA są eksporterem węglowodorów, a w dodatku Exxon jest zaangażowany w eksplorację złóż cypryjskich (której to zagraża Turcja), wynika, że zablokowanie szlaków tranzytowych idących przez Kaukaz czy też Anatolię może być korzystne dla dalekosiężnych interesów USA.

W przypadku uznania Arcachu przez USA można się spodziewać, że w ślad za Amerykanami pójdą kolejne państwa, w tym z całą pewnością Kanada, Australia i Francja. W parlamencie francuskim również pojawiła się już inicjatywa uznania tej republiki, natomiast w Australii zrobił to parlament Nowej Południowej Walii (największego stanu w tym kraju). Podobna inicjatywa pojawiła się też w Prowincji Ontario w Kanadzie. Wcześniej deklaracje potępiające Turcję i Azerbejdżan przyjęły parlament Luksemburga i flamandzki parlament w Belgii.

Dla Rosji taki rozwój wydarzeń byłby całkowitą katastrofą, zwłaszcza, że sama wykazuje brak gotowości do bezpośredniego zaangażowania się po stronie Armenii, a w szczególności uznania Arcachu. Wręcz przeciwnie Rosja, która wszak interweniowała w Gruzji w 2008 r., wspierając separatystycznych Osetyńców, w tym wypadku podkreśla, że Arcach jest częścią Azerbejdżanu i że konieczne jest przestrzeganie prawa międzynarodowego.

Wcześniej Rosja nie miała jednak takich problemów z uznaniem Abchazji i Osetii Południowej i Ormianie pamiętają te podwójne standardy (w odniesieniu do uznania Kosowa przez Zachód również). Problem w tym, że Rosjanie dalej chcieliby rozgrywać Azerbejdżan i Armenię, utrzymując równy dystans, co jednak wydaje się coraz mniej realne. Rosjanie proponowali przy tym wprowadzenie swoich „mirotworców” do Arcachu i oddanie Azerbejdżanowi strefy buforowej. Ormianie mają jednak świadomość, że dla nich oznaczałoby to pełną zależność od Rosji i takie rozwiązanie odrzucają.

Istotne przy tym jest zrozumienie, że gra na południowym Kaukazie jest wielowektorowa, a nie dwuwektorowa. Uzyskanie przez Turcję większych wpływów w tym regionie nie będzie korzystne dla Zachodu, wręcz przeciwnie, doprowadzi do osłabienia, o ile nie całkowitego wyeliminowania możliwości oddziaływania Zachodu na ten region. Turcja chce doprowadzić do nowego paktu turecko-rosyjskiego dzielącego ten region na strefy wpływów, gdzie nie będzie miejsca dla nikogo więcej.

Ewentualnie według tego planu możliwe jest włączenie w ten układ również Iranu i doprowadzenie do zastąpienia roli Mińskiej Grupy OBWE formatem astańskim (Iran-Turcja-Rosja). To z kolei oznaczałoby kompletną klęskę Europy i USA. Jeśli Rosja uzna, że nie jest w stanie utrzymać pełnej kontroli sytuacji na południowym Kaukazie, to przystąpi do negocjacji z Turcją, poprzedzając je atakami na protureckich dżihadystów w Syrii. Będzie to swoiste licytowanie pozycji i włączenie Armenii w system przetargowy obejmujący obecnie Libię i Syrię. Europa i USA nie mogą do tego dopuścić.

Przy konsensusie wielkich mocarstw bardzo łatwo można by znaleźć optymalne rozwiązanie konfliktu o Arcach. Ormianie oddaliby Azerbejdżanowi strefę buforową, z wyjątkiem korytarza laczinskiego, a Azerbejdżan uznałby niepodległość Arcachu. Rada Bezpieczeństwa mogłaby przyjąć w tej sprawie stosowną rezolucję, a następnie wysłać międzynarodowych (a nie tylko rosyjskich) obserwatorów (oczywiście z wykluczeniem Turcji, gdyż jest ona stroną konfliktu). Fakt, że nie doszło do takiego rozwiązania konfliktu, pokazuje brak woli doprowadzenia do pokoju.

Z całą pewnością negocjacje nie mają natomiast żadnego sensu jeśli Azerbejdżan wyklucza przeprowadzenie w Arcachu referendum niepodległościowego. Nie ma bowiem najmniejszej wątpliwości, że przywrócenie administracji azerbejdżańskiej na tych terenach oznacza koniec Ormian w Arcachu. Ponadto istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeśli Turcji i Azerbejdżanowi udałoby się zająć Arcach przy braku reakcji społeczności międzynarodowej, to podjęte zostaną działania wojenne w armeńskiej prowincji Zangezor.

Turcja będzie starała się w ten sposób uzyskać połączenie z Azerbejdżanem (Zangezor oddziela Nachiczewań od Karabachu). Nie jest wcale przesądzone, że Rosja dokonałaby w takiej sytuacji interwencji militarnej, realizując swoje zobowiązania wynikające z Organizacji Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego, jeśli Zachód pozostałby również bierny. Wiele jednak wskazuje, że USA i Europa jednak nie zostawią tej rozgrywki Turcji i Rosji.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 92
Reklama
Arek
poniedziałek, 26 października 2020, 11:43

Świetna analiza.

w skrócie
niedziela, 25 października 2020, 11:27

1. Rosja chce przeczołgać prozachodniego Paszyniana i klęską w Arcachu wymusić zmianę premiera Armenii 2. szlaki tranzytowe weglowodorów idą przez Gruzję która jest skonfliktowana z Armenią, obecność bazy USA nie zablokuje eksportu azerskich węglowodorów 3. USA w stosunku do sytuacji w Karabachu zachowuje się równie biernie jak w przypadku Libii gdyż rola Turcji w bliskowschodniej układance i relacje z Izraelem są wyższym priorytetem niż los pomniejszych państw 4. Azerów popiera Ukraina która ostatnio zacieśnia przemysłowo-gospodarcze relacje z Turcją i nie powoduje to negatywnej reakcji USA. Co więcej wsparcie techniczne Izraela dla Azerbejdżanu zapewnia pośrednie ale pożądane przez USA zbliżenie między Turcją a Izraelem 5. Amerykańska baza w Armenii stanie się celem irańskich rakiet w razie ataku na Iran, Armenia nie pozwoli sobie na pogorszenie relacji z jedynym sąsiadem z którym utrzymuje pozytywne relacje i ma otwarte lądowe przejścia graniczne dla tranzytu towarów 6. Turcja dąży do przejęcia kontroli nad całą północno-zachodnią lądową granicą Iranu co z perspektywy USA jest korzystne 7. Na trójstyku granic Arcach-Armenia-Iran pojawiły się nieliczne rosyjskie oznakowane oddziały co oznacza wysłanie sygnału że to Rosja zablokuje próbę ataku na Armenię i połączenie zajętej przez Azerów części Arcachu z Nachiczewaniem 8. Brak wsparcia USA dla walczącej z Rosją Gruzji jest bolesną lekcją która została zapamiętana na Kaukazie

Piki
czwartek, 29 października 2020, 16:40

Nic dodać nic ująć. Połączenie Turcji i Azerbejdżanu będzie niekorzystne i dla Rosji i dla Iranu, a także i USA. Otwiera to via morze kaspijskie możliwości rozszerzania wpływów na Azję środkową, a tu jestem ciekaw reakcji chin, bo Azję srodkowa z wyłącznej strefy rosyjskiej powoli zaczyna tworzyć się kondominium rosyjsko-chińskim. W każdym razie jest wiele możliwych scenariuszy. Najbliższy to wybory w USA jak Azerbejdżan nie odniesie strategicznego (nie tylko taktycznego) sukcesu.

Bursztyn
niedziela, 25 października 2020, 11:02

Turecki desant helikopterow czeka na oczyszczenie pasa taktycznego

Perun Shogun
niedziela, 25 października 2020, 10:34

Myślenie autora typowo życzeniowe. USA nie ma interesu w Armenii Joe Biden ma interes w głosach Ormiańskiej diaspory. USA nie chce mieć nawet bazy w Gruzji bo byłaby celem dżihadystów a co dopiero w Armenii. Ormianie (niestety) muszą prosić o pokój bo z Turcją nie wygrają - sciemy Milutkiego, ze to samodzielna wojna Azerów, można między bajki włożyć. Rosja opuściła Armenię bo jak ktoś zauważył nie ma nawet z nią granicy a baza w Gumri ma tylko przypominać Turkom, że nawet zwyciestwo Azerbejdżanu niczego nie rozstrzygnie bez dogadania się z Rosją. Azerowie mają wspólne interesy z Rosją bo ich rurociag zaakceptowany nawet przez Gruzję będzie reeksportował ich gaz i ropę tak jak Ukraińcy i Białorusini sprzedawali polskie jabłka Rosji - które już wtedy niebyły ani niezdrowe ani niesmaczne. Ewentualne uznanie Górnego Karabachu jako nowego państwa może się udać tylko w dwóch przypadkach. Armenia zrobi absolutną prozachodnią woltę wspartą Francją, Włochami Grecją i UK ze Stanami w tle albo uznają to państwo Iran i Chiny. W innym wypadku negocjacje odbywać się będą między Rosją i Turcją co oznacza koniec Armeni jako niepodległego państwa - podobnie jak z Białorusią. Oczywiście jest trzecie wyjscie Armnia wygrywa tą wojnę i zajmuje Baku - bajka jak cód miód praworządni Turcy i Azerowie Milutkiego oraz jak tysiące zestrzelonych dronów. Acha - Azerowie zużyli praktycznie całość swojej amunicji krążącej dlatego coraz mniej spektakularnych filmów ze zniszczeń sprzętu. Morale Ormian jest bardzo niskie to widać po sposobie w jaki porzucają sprzęt. Ofensywa Azerska jest bardzo powolna ale skuteczna. Obawiam się, że Autor (mimo, że sam sympatie mam po stronie Ormian) zbytnio zaangażowany jest po stronie Armeńskiej i bardziej wierzy tamtejszym ludziom niż faktom - z drugiej strony jest na miejscu (jak zrozumiałem) to wie znacznie więcej. Jedynie Iran ma cheć i moc uznania Nagornej Karabachi bo obawia się Azerów u siebie. Mają świadomość, że wygrana Azebejdżanu zdobycie połączenia z Turcją może oznaczać Azerskie powstanie na północy. Oczywiście nadchodzi zima. Ormianie mogą odzyskać połączenie z Arcachem i przedłużyć konflikt. Niestety tylko cud w postaci interwencji międzynarodowej wbrew obowiązującemu prawu może dać tej republice niepodległość. I tylko to wydaje się rozsądnym wytłumaczeniem braku reakcji Rosji - uznanie tutejszego status quo powoduje legalność Krymu a nawet dońskiej i ługańskiej jak i naddnieprzeńskiej republiki. Jeszcze jedno - Milutki - po stronie azerskiej zidentyfikowano 185 syryjskich najemników z nazwiskami i stopniami wojskowymi - więc kto kłamie?

Milutki
niedziela, 25 października 2020, 18:32

A jakie stopnie wojskowe mogą mieć najemnicy, to jest podpułkownik, generał dywizji? Ludzie wczesniej służący w syryjskiej armii i tórzy później dołączyli do rewolicji już nie działają militarnie, ci obecni najemnicy w Syrii i Libii to nowi ludzie którzy nigdy w armii nie służyli. Można sobie wyobrazić że w Azerbejdżanie są osobne formacje najmemicze z własnym dowództwem ale wtedy nikt by nad nimi w pełni nie zapanował, nie utrzymał, zalani byśmy zostali masą ich własnych filmów z frontu robionych smartfonami , nic takiego jednak się nie dzieje. Azerbejdżan to samodzielne państwo, swoją politykę ie kształtuje pod dyktando Turcji , przykładem są stosunki z Rosją i Izraelem. Azerbejdżan jest partnerem Turcji, Turcja sprzedaje broń, zapewne wspiera doradztwem ale nie widać aby Tureccy żołnierze walczyli na froncie .

GB
niedziela, 25 października 2020, 22:41

Na froncie może i tureckie wojska nie walczą, ale z pewnością obsługują drony zwłaszcza te tureckie kupione w lipcu, sierpniu TB2.

LukashK
niedziela, 25 października 2020, 09:54

Mam wrażenie że autor tekstu przedstawia życzeniowe i naiwne myślenie że USA i reszta świata wstawią się za Armenią i to coś zmieni. Trzyma się tej naiwnej narracji jak tonący brzytwy. Głosy wyborców Ormiańskich w US będą ważne jeszcze przez tydzień. Interesy Francuskie i Greckie są w zupełnie innej części Europy. A na ewentualne sankcje EU (śmiech) czy US - Erdogan ma wyjechane od dawna, o czym świadczą obecne próby S-400 w Turcji. Stosunki pomiędzy US a Turcją są zimne od dawna i US za bardzo nie może ich bardziej ochłodzić, bo Turcja do tej pory była strategicznym sojusznikiem US , US ma tam bazy, potencjał militarny Turcji/ położenie są zbyt istotne dla NATO/US by to definitywnie przekreślić, i US może liczyć że jak zmieni się wiatr (Erdogan zostanie zastąpiony kimś innym, lub po osiągnięciu swoich celów zmieni nastawienie) rola Turcji powrócić. Tak więc Armenia może liczyć co najwyżej na jakieś noty dyplomatyczne może jakieś pseudosankcje max. Na to co mogłoby mieć praktyczne znaczenie to dostawy uzbrojenia, w sumie za "darmo" (na "kredyt") dla Armeni można zapomnieć (nie doczekały się tego Gruzja i Ukraina - nie licząć jakiś pseudo dostaw). Zresztą US/EU nie mają jakiś takiech pojedyńczych środków (coś jak Stinger w Afganistanie w latach 80) które zmieniłyby trend i przewagę bezzałogowców - tu potrzeba byłoby wprowadzenia całego systemu osłony powietrznej, a przede wszystkim należałoby przejść do uderzeń ofensywnych i zniszczyć bazy tych systemów. Azerbejdżanowi też nie wieszcze szybkiego zwycięstwa: nie ma on sił, środków i determinacji by opanować teren GÓRSKIEGO Karabachu - przynajmniej szybko. Raczej będzie to przedłużająca się wojna pozycyjna, na wyniszczenie, spowolniona zimą. Ostatecznie Azerowie - mają szansę zwyciężyć - niszczać wroga po kolei tak jak do tej pory, systematycznie raz za razem. Ale jak to w wojnie na wyniszczenie - dużo zależy tutaj od wsparcia zaplecza i jak do tej pory Azerbejdżan ma tu wsparcie Turcji (właciwie to T prowadzi tą wojne). Armenia jest sama. Niewykluczone że Erdogan pójdzie na całość, w swoim dążeniu do wizji Wielkiej Turcji i wyprowadzi jakieś uderzenie z bezpośrednio. Ale oznacza to wojnę z Rosją. No chyba że Rosja podkuli ogon - co jest możliwe bo nie ma ona i chęci i przewagi potencjału nad Turcja (wykluczjać nuki)

Davien
niedziela, 25 października 2020, 17:35

Turcja to strategiczne połozenie miała do 1989r, potem wraz z upadem UW i wejsciem do NATO Rumunii i Bułgarii to się skończyło. Bazy USA w Turcji sa dwie czyli Incirlik i druga w której jest radar AN/TPY-2.Potencjał militarny Turcji jest obecnie cieniem tego co było zanim Erdogan zaczał rozrabiac.

Milutki
niedziela, 25 października 2020, 20:34

W Europie Turcja odpowiada za kontrolę głównego szlaku żeglugowego Rosji czyli cieśninę Bosfor czego Bułgaria i Rumunia nie zastąpią, oraz bliskość Kaukazu i Bliskiego Wschodu. NATO bez Turcji to jak utrata jednej nogi, tylko Francji na tym zależy, znaczenie NATO zmaleje, Francja dogada się z Rosją i przesunie ciężar NATO na północną Afrykę albo rozwinie alternatywne dla NATO siły europejskie które będą próbą stworzenia franko romańskiej mocarstwowości

Ws
poniedziałek, 26 października 2020, 20:17

Turcja powinna zwrócić Bosfor, Grekom.

Milutki
wtorek, 27 października 2020, 04:32

Grecy nigdy nie byli właścicielami Bosforu więc Turcja nie może im tego zwrócić

Ignorant
wtorek, 27 października 2020, 09:28

Cesarstwo Bizantyńskie to było cesarstwo Greków.

Milutki
środa, 28 października 2020, 08:56

Ale to Turcy stalibsie jego spadkobiercami, w przeciwnym razie wszystkie plemiona Gernanskue Wandale z Hiszpanii, Frankowie z Francji, Germanie z Niemiec i Austrii powinni usunąć się za Ren i oddać wszystko co mają Cesarstwu Zachodniorzymskiemu

GB
środa, 28 października 2020, 13:26

Co nie zmienia faktu że Grecy byli kiedyś właścicielami Bosforu.

Milutki
środa, 28 października 2020, 22:23

Nie byli, to były swobodne wody później otoczone cesarstwem rzymskim którego Grecy byli poddanymi tak jak np . Egipcjanie. Bosfor jest tak grecki jak Nil byłby grecki

GB
czwartek, 29 października 2020, 08:33

Cesarstwo Bizantyjskie nie było rzymskie. Rządzili w nim Grecy.

GB
niedziela, 25 października 2020, 22:43

W przypadku W jednostki NATO w Bułgarii i Grecji zablokują Bosfor dla ruchu morskiego z i do Rosji, nawet bez udziału Turcji.

Milutki
poniedziałek, 26 października 2020, 23:35

W czasach wojny hybrydowe i działań podprogowych nie wiadomo kiedy zaczyna się godzina W, zanim zaczną się działania zbrojne wystarczy zwykłe zamknięcie cieśniny. Jest jeszcze pytanie czy Rumunią i Bułgaria będą wierne NATO bo kulturalnie są związane z Rosją. Kolejne pytanie czy Turhja pozwoli statkiem z Rumunii i Bułgarii działać zbrojenie u swojego wybrzeża

GB
wtorek, 27 października 2020, 09:21

Jakie statki??? Lotnictwo zamyka cieśniny, ewentualnie rakietowe baterie nadbrzeżne. Rumunia właśnie inwestuje spore pieniądze w wojsko i jest tam startegiczna amerykańska baza. Taaaakkkk... Przejdzie na stronę Rosji mimo tego że jak tylko mogła to weszła do NATO i UE.

Milutki
środa, 28 października 2020, 08:59

Ale NATO I UE może się rozpaść, każdego roku staje się to coraz bardziej realne u wtedy największym liczącym się graczem regionu dla USA i Europy pozostaje Turcja. Gdy Turcja sprzeciwi się obecności rumuńskiej w bosforze to wtedy Amerykanie i Rumunią będą tam agresorami

GB
środa, 28 października 2020, 13:30

Gospodarczo to Turcja jest bliżej upadku niż NATO i UE. Poza tym NATO i UE powiększa się o kolejne państwa, a co więcej taka Turcja bardzo chciała być przyjęta do UE (tylko że państwa UE nie chciały). Militarnie zaś Turcja narobiła sobie tylu wrogów (także wewnątrz Turcji), że Erdogan naprawdę powinien uważać, bo może mieć faktyczną wojnę z Izraelem, państwami arabskimi, Grecją, Francją, być może Rosją (z tą już nieoficjalnie walczy w Syrii).

Milutki
środa, 28 października 2020, 22:26

To wszystko co piszesz o Turcji to jest codzienność od zawsze, przewidzenia o upadku też są od zawsze. Obecna polityka turecka jest do tego dostosowana

GB
czwartek, 29 października 2020, 08:33

Tak samo nie ma szans na upadek UE i NATO.

Piotr ze Szwecji
niedziela, 25 października 2020, 08:33

Filmiki Ormian pokazują jak łatwo niszczona jest wsparta przez czołgi piechota zmechanizowana Azerów przez lekką piechotę Ormian z ich ręcznymi wyrzutniami ppanc. Wina leży w tym, że w terenie górskim sprzęt zmechanizowany nie może poruszać się wszędzie, a ludzie mogą. Także z wyrzutniami plot. Do tego dochodzi obsadzenie holowaną artylerią przez Ormian wszystkich wyżyn w regionie na które samobieżne działa po prostu nie wjadą. Nie wiem czy obchodzący swój jubileusz generałowie w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego zwracają uwagę na ten problem, że 1/4 granic Polski to góry, a Polska ma ledwie 1 batalion piechoty górskiej, który jest pozbawiony wszelkiego wsparcia pułków i batalionów zdolnych do prowadzenia działań bojowych w górach. Góry same się nie obronią. Góry dziś to otwarta brama wjazdowa do serca naszej ojczyzny. Może zaplanować należałoby dokupienie pewnej ilości śmigłowców na rzecz takiej przyszłej jednostki? Jak Ormianie pokazują, samą piechotą można skutecznie bronić się z wyżyn górskich nawet przed bwpami i czołgami. Zaopatrzenia nie dowieziesz tam jednak Jelczem.

Artem
środa, 4 listopada 2020, 15:40

Armenia po prostu przegrała wojnę, kropka i koniec!

jg
piątek, 30 października 2020, 21:45

Z kim mielibyśby się bić w górach ? Z Czechami? Słowakami? A może Węgrami?

Maax
niedziela, 25 października 2020, 08:01

Bardzo rozczarowuje postawa Izraela który zaopatruje Azerów w nowoczesną broń. Ormianie odczytują to jako współudział w LUDOBÓJSTWIE którego żydzie nie uznali tym samym deprecjonując Holocaust. Zachowanie izraela jest schizofreniczne i przepełnione patologicznymi argumentami. Odwacając sytuację ,gdyby Ormianie dzisiej przekazywali nowoczesną broń Niemcom do mordowania żydów na terenie Izraela to jakby to wyglądało?

Milutki
niedziela, 25 października 2020, 12:44

Tu jest inaczej bo to Ormianie zachowują się jak Niemcy kiedyś. To Ormianie zabijali i wysiedlali Azerbejdżan i dzisiaj ci Azerbejdżanie walczą za krzywdy które doznali

Maax
niedziela, 25 października 2020, 22:01

Nie istnieje takie państwo jak azerbejdżan. To sztuczny twór okupujący tereny Armenii podobnie jak turcja.

Milutki
poniedziałek, 26 października 2020, 23:36

Sztucznym tworem jest Armenia, państwo to stworzone zostało przez Rosję a później Ormian ie dodali bajki o swojej odwieczności

Wali niektórym na łeb, naprawdę
środa, 28 października 2020, 22:05

Dokładnie, Tigranes Wielki był przecież Rosjaninem z Irkucka, każdy to wie

Milutki
środa, 28 października 2020, 22:30

W tamtym regionie państwa i narody powstawały i spadały przez wieki, Rosja otworzyła jedno które im było wygodniej a Ormianie później elementom bez znaczenia przypisali wielką historię

B72
niedziela, 25 października 2020, 04:37

Rosja już jest i uczestnicy w konflicie wojska opl , lotnictwo . W tym tygodniu przezuceni zostana WDW i Zmech , co ciekawe wszyscy ,ktorzy mają male dzieci lub żony w ciąży zostali mimo wcześniejszych wezwan mobilizacyjnych skierowani do domu. Odzialy skladaja sie z samych weteranow .

GB
niedziela, 25 października 2020, 22:48

Niby gdzie te rosyjskie wojska walczą i z kim?

Lelum wypolerum
niedziela, 25 października 2020, 03:12

Panie Repetowicz NSW (New South Wales) czyli Nowa Połódniowa Walia w Australii nie jest największym stanem Australii tylko WA (Western Australia) czyli stan Australia Zachodnia proszę sobie popatrzeć na mapę Australii i granic stanów i terytoriów.

por. conjurer
niedziela, 25 października 2020, 19:12

chodzi o populację

Sylwester
niedziela, 25 października 2020, 01:29

Dziękuję i proszę o więcej

Baltazar
niedziela, 25 października 2020, 13:27

Autor artykułu konsekwentnie propaguje opinie pod swoich wielbicieli, a im nie przeszkadza, że po pewnym czasie okazują się wydumane i nietrafne. W tej wojnie wszystkie państwa obserwujące sytuację bardziej kalkulują swoje straty niż ewentualne zyski i dopóki te są wysokie nikt się nie wychyli. Żal ludzi, którzy muszą zginąć.

Takeha
sobota, 24 października 2020, 22:00

Panie Witoldzie, a czy Ormianie mają naprawdę tyle czasu, nawet biorąc pod uwagę ich aktualnie wysokie morale? Nowa administracja w USA przejmie władze w styczniu i nie wydaje mi się aby od poczatku mocno naciskała Turcję. Zanim sięgnie po coś naprawdę dolegliwego dla turków muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcą miec bazę w Armenii czy w Incirlik? Obu miec nie mogą. Jesli Turcja się nie ugnie to USA ją zaatakuje? Nie wydaje mi się. Wyślą wsparcie? Którędy? Jeśli Gruzja czegoś wcześniej nie otrzyma nic z USA czy z Europy do Armenii nie dotrze. To sa miesiące targów politycznych z wątpliwym rezultatem. Czy Ormianie tak długo wytrzymają? Czy nam się podoba czy nie, choćby nie wiem jak zdecydowanie nie wypowiadał się prezydent Macron, o losie Karabachu i Armenii zadecyduje Turcja, Iran i może Rosja. Ani USA ani Europa, nie ma możliwości aktywnie włączyć się w ten kryzys (zwłaszcza w dobie COVIDa gdzie dodatkowych pieniedzy dla Gruzji czy Armenii ciezko szukać). Jedyna szansa na udział zachodu, to że Erogan oszaleje i zaatakuje Greków na Morzu Śródziemnym, ale wtedy ten konflikt nabrałby zupełnie innego wymiaru.

gegroza
sobota, 24 października 2020, 20:47

jak zwykle świetna analiza. Brakuje w niej tylko... Polski. Skoro może Luxemburg lub Nowa Południowa Walia..

pawlak
sobota, 24 października 2020, 19:51

A moze Rosja chce wlaczyc w konflikt Iran? Tak jak napisane jest - przelomu nie ma i nie ma sensu reagowac emocjonalnie. Jakby w konflikt sie wlaczyl Iran to byloby ciekawie

Artois@duLaque
sobota, 24 października 2020, 18:08

podstawowy błąd w tekście. Owszem są granice Górnego Karabachu sprzed 1991 roku ale są też tereny Azerbejdżanu okupowane przez Armenię po 1991, które nie były częścią Karabachu i nie były zamieszkane przez Ormian, li tylko przez Azerów, którzy zostali wypędzeni a wielu zostało zamordowanych. To wiedza z gatunku podstawowych o tym konflikcie, który ciągnie się z górą od 130 lat.

Gulden
sobota, 24 października 2020, 15:58

Troszeczkę dziwi nie tyle"słabość"FR w tym konflikcie,co jawne przyzwolenie na wpakowanie się tam chłopaków z brodami,i Koranem pod pachą,których finansują turcy.Naprawdę nie widzą rosjanie,że ci kolesie,po załatwieniu sprawy z ormianami,nie będą siedzieć grzecznie na miejscu?Na spokojnie,realnie patrząc,to szykuje się naprawdę nieciekawa sytuacja,bo moim skromnym zdaniem,nie jest któtkookresowym celem Arcach,Karabach,czy ormianie.Nie,nie to stanowi sedno problemu.Problem dla sunnitów,czyli szeroko pojetych muzułmanów stanowi Iran-największy szyicki kraj na globie.A oni się nie wiedzieć czemu za bardzo nie lubią między sobą,czyli sunniciu i szyici,a o wahabbitach nie ma co pisać,bo oni nie cierpią nikogo.I tu jest główny problem.Bo nie dość,że irańczycy to szyici,to mają u siebie coś,co się bardzo podoba,i co chcieliby mieć pod kontrolą i USA,i sunnici,i zachód.Czyli masę surowców,od gazu,po ropę.Zawsze lubię czytać artykuły p.Repetowicza(i książki również-polecam!),ale naprawdę ten facet nie widzi jednego.Każdorazowo, jeśli chodzi o Orient,to idzie o wojnę religijną.I jak się już zaczynają na całego bić...to chrześcijanie pierwsi idą pod nóż.Vide Syria,Libia,itd.

Polak Mały
środa, 28 października 2020, 18:07

w okresie 50-100 lat Rosja zostanie państwem islamskim. Trzeba wszystko rozpatrywać przez tę perspektywę.

B72
niedziela, 25 października 2020, 04:42

w obrębie kazdej religii najbardziej krwawe sa te wewnetrzne . (My juz to przerabialiśmy reformacja ,kontr reformacja, na szczescie Rzeczpospolita to ominęło bo drobne ruchawki po potopie szwedzkim były szybko zakonczone )

rob ercik
sobota, 24 października 2020, 21:23

Turcy to członek NATO więc chłopaków z brodami tam nie powinno być ...

tyu
sobota, 24 października 2020, 18:03

Pytaniem nie jest czy widzą czy nie widzą bo wiadomo że widzą. Jak my zwykłe ludzie widzimy to dlaczego oni by nie mieli? Pytaniem jest dlaczego Rosja godzi się na zmianę sytuacji na jej nie korzyść. Tzn. z sytuacji w której ona jest jedynym "Panem" w regionie na sytuacje w której "lordów" jest już dwóch - Rosja i Turcja. I to jak się to zobaczy to widać słabość. No chyba że Rosja tupnęła gdzieś na ukrytym kanale tak żeby nikt nie widział i Turcja musiała się na przykład cofnąć w Syrii. Dodam że jakiś tam punkt obserwacyjny Turcy ostatnio opuścili. No ale do końca to nigdy nie wiadomo i dopóki ktoś się nie wygada to co kto komu powiedział wiedzieć nie będziemy.

Sarmata
sobota, 24 października 2020, 14:30

To znaczy Ormianie chcą zjesc ciasto i miec ciastko? Nikt im nie pomoże za darmo , taka jest prawda. Rosja nie graniczy z Armenią i Karabachem i trudno jej coś zrobić. No i Karabach jest oficjalnie czescia Azerbejdzanu taka jest prawda. Rosja oficjalnie nie pomaga nawet swoim rodakom w Nadniestrzu, Armenia mysli że pomoże Karabachowi? Tym bardziej że Armenia przecież postawiła na USA i NATO. Rosja jesli pomoże to tylko wtedy gdyby Azerowie weszli do Armenii, a tego nie będzie.

Davien
niedziela, 25 października 2020, 08:00

Jak Rosja nie pomoze Armenii to zapewne beda musieli sie wynosić z tego kraju.

Lelum wypolerum
niedziela, 25 października 2020, 03:19

Sarmata raczej Karabach nie jest Azerbejdzanu skoro Zachód przygotowywuje się na uznanie niepodległość Górskiego Karabachu.

Milutki
niedziela, 25 października 2020, 12:37

Nie widać aby zachód przygotowywał się do uznania niepodległości Górskiego Karabachu. Nawet jeżeli, zachód nie jest sędzią świata.

Wer
niedziela, 25 października 2020, 20:47

Tym bardziej Turcja z odlatującym Erdoganem.

Smuteczek
sobota, 24 października 2020, 18:56

Dokładnie tak samo mysle. Dobrze napisane

Gonzaga
sobota, 24 października 2020, 14:18

To świetny poligon dla USA do strącania izraelskich i tureckich dronów, bez wchodzenia z nimi w wojnę.

Milutki
sobota, 24 października 2020, 13:57

Postępy Azerbejdżanu zdaniem autora nie są zaskoczeniem, a jeszcze miesiąc temu wszyscy mówili że mimo słabych stron Armenia wygra . Skoro te sukcesy Azerbejdżanu nie są zaskoczeniem to Armenia miesiąc temu powinna była przystąpić do rozmów do których ich premier ostatnio wzywa. Negocjacje i ustąpienie Azerbejdzanu w sprawie swojego terytorium są niemożliwe bo to jest ich własne terytorium, każdy układ pokojowy powstrzymujacy Azerbejdżan od dalszych działań służy tylko ponownemu zebraniu sił i odzyskaniu reszty terytorium. Jeszcze kilka tygodni temu , a właściwie dały czas , Armenia deklaruje że w niczym nie ustąpi. Udział Turcji w ewentualnych rozmowach pokojowych jest niezbędny , kraj ten wspiera Azerbejdżan w przestrzegamiu prawa i dba o to aby prawo i pokój istniało na całym zakaukaziu . Ormianie twierdzą że zestrzeliła setki dronów a dotychczas pokazali zdjecie dzioba jednego rozbitego Bajraktaru TB2 , po dwóch dniach twierdzili że zestrzelili kolejny Bajraktar i pokazali jego skrzydła a zdjęcie było wykonane w tym samym miejscu co dwa dni wcześniej. Ta sama sztuczka była robiona w Libii, pokazywano zdjęcia tego samego wraku kilka razy z różnym ich złożeniem, czasem dla niepoznaki wrak podpalano, wiarygodność Armeńskich twierdzeń, nawet ich lichych filmów, jest żadna

Maax
niedziela, 25 października 2020, 07:48

Śledzenie relacji z pola walki wymaga trochę więcej inteligencji, sorry możesz tego nie objąć swoim umysłem. Rosja na bieżąco monitoruje konflikt i satelitarne i przez obserwatorów , szuka słabych stron. W konflikcie lat 90 Armenia przegrywała i nagle znalazła się pod Baku. Czas pokaże.

B72
niedziela, 25 października 2020, 04:46

problem jest to że wiecej TB2 nie bedzie bo kluczowe komponenty produkowano w Kanadzie ,ktora zabronila eksportu tech wojskowej do Turcji .

Milutki
niedziela, 25 października 2020, 12:35

Znajdą się komponenty z innych krajów lub własnej produkcji

AA
poniedziałek, 26 października 2020, 20:24

Na razie to wasze drony okazały się składakami z zachodnich części. Turecka co najwyżej jest sama skorupa.

Davien
niedziela, 25 października 2020, 17:39

A kto wam cokolwiek sprzeda:) Nawet niedługo z Ukrainy możecie nic nie dostac . A jak byscie sami potrafili wyprodukowac to juz byscie to zrobili.

Milutki
niedziela, 25 października 2020, 20:38

Cierpliwości, wszystko się wyjaśni

Kantonista
poniedziałek, 26 października 2020, 12:11

jeżeli Ameryka tupnie nogą, to nikt wam nic nie sprzeda. Czas wybitnie gra na szkodę Turcji. Jeżeli tezy z artykułu są prawdziwe - a im nie zaprzeczasz - to bliżej jest do pata ze wskazaniem na Armenię. Utrzymali strategicznie ważne obszary, nadal mają czym walczyć. Teraz czekają na wybory w USA, choć ani B. ani T. nie kibicują Turcji. Na korzyść Turcji - nie sądzę, by Europa włączyła się militarnie. Jeżeli ktoś będzie chciał umierać za Armenię, to tylko Rosja. A i ona nieoficjalnienie.

Insider
sobota, 24 października 2020, 20:50

W stosunku do poprzednich bajan ton wypowiedzi już nie tak hurra optymistyczny. Widać, że grunt się pali pod nogami, a wraz z upływem czasu będzie tylko gorzej... tit tak, tik tak, tik tak. Trzymajcie się Ormianie!

Agnieszka
sobota, 24 października 2020, 20:38

Panie Milutki, Turcja dba o pokój na Zakaukaziu - w jaki sposób? Turcja nie szuka pokoju, tylko załatwia swoje interesy. W 1915 roku 1,5 mln Ormian i mówi, że to ofiary wojenne. Azerbejdżan mocny jest, bo stoi za nim Turcja, ale Erdogan wysatwi mu za to rachunek, pan Alijew wie jaki. Tylko tych młodych ludzi żal.

Milutki
niedziela, 25 października 2020, 12:35

Turcja m.in pomaga prawie milionów Azerbejdżan wrócić do swoich domów w Górskim Karabachu i rejonach przyległych . Azerbejdżan jest samodzielnym krajem i partnerem Turcji a nie wasalem , ma m.in gaz który wzmacnia azerbejdżańską pozycję

GB
wtorek, 27 października 2020, 09:22

Gdzie w Karabachu zmieścisz 1 mln ludzi??? Tam wyzyje może 200 tys. i to będzie życie w ciężkich bo górskich warunkach.

Milutki
środa, 28 października 2020, 09:02

Jeszcze rejony przyległe okupowanej przez Armeńców, to w sumie jedna piątą terytorium Azerbejdżanu, ponad milion się zmiesci

GB
środa, 28 października 2020, 13:31

Które rejony Armenii? Poza tym tam też są góry jeśli myślimy o tym samym terenie.

Milutki
środa, 28 października 2020, 22:34

Proszę spojrzeć na mapę, Górski Karabach to połowa a może nawet mniej niż Ormianie okupują

GB
czwartek, 29 października 2020, 08:35

Na jaką mapę? Dla mnie Górski Karabach ma jednoznacznie określone granice. I tam nie ma szans na życie 1 mln ludzi.

Wiesiek
piątek, 30 października 2020, 13:58

Górski Karabach to 4400km2, pozostałe 7 vilajatów to 7000km2 i nie są to góry i to z tych terenów wypędzono 800tys Azerów (w tym z samego GK 60tys

Milutki
czwartek, 29 października 2020, 22:12

Powtarzam, Górski Karabach to połowa dlatego co Ormianie okupują, dużo to tereny nizinne albo doliny górskie

GB
piątek, 30 października 2020, 19:58

Czyli rozumiem że reszta jest w Armenii.

Discreet
sobota, 24 października 2020, 19:39

Milutki (?) , to Azerbejdżan deklarował, że zajmę Arcach w ciągu tygodnia. Mija miesiąc a azerowie nie osiągnęli celu, na szczęście...))

Milutki
niedziela, 25 października 2020, 12:31

Nie było mowy że to zajmie tydzień

lp23lp23
sobota, 24 października 2020, 13:37

Za miesiąc będzie ciekawie

ddo
sobota, 24 października 2020, 13:34

A ja myślę, że autor się myli w USA wybory i nikt do czasu wyborów nie kiwnie palcem. Rosjan to już kompletnie nie rozumiem, bo chcą mieć i zjeść ciastko jednocześnie. Niby Armenia to ich partner a jednocześnie nie robią nic by im pomóc.

B72
niedziela, 25 października 2020, 04:49

Rosja pomaga Armenii, zobacz ile bylo filmow z atakow dronow wcześniej a ile w ostatnich 5 dniach , mimo znakomitej pogody. Dużo zmieni sie w tym tygodniu pod względem zaangażowania Rosji , juz otwartego

GB
niedziela, 25 października 2020, 22:52

Hmmm...??? Filmików nadal jest dużo tylko obiekty ataku inne. Brakuje po prostu czołgów, których Armenia już ze 150 straciła. Drony teraz atakują piechotę, artylerię, ciężarówki i stanowiska dowodzenia. Poza tym w jednym filmiku jest jakby więcej zaatakowanych celów.

Fanklub Daviena
sobota, 24 października 2020, 19:02

Przecież tłumaczę, że Armenia to nie rosyjski partner! Zrobiła sobie antyrosyjską "kolorową rewolucję", podpisała traktaty z NATO i UE i USA o wykopaniu rosyjskich towarów z ich rynku, o nieprzedłużaniu dzierżawy rosyjskiej bazy, o zgodności operacyjne armii z NATO, o rozmieszczeniu na terytorium Armenii radarów i innych szpiegujących urządzeń NATO, o przekazaniu rosyjskiego sprzętu wojskowego do przebadania przez NATO. Obecny premier Armenii głosował za zerwaniem współpracy wojskowej i gospodarczej z Rosją. W przeciwieństwie do Armenii, która rosyjski sprzęt brała w rozliczeniu za dzierżawę bazy a za kasę kupowała w NATO, Azerbejdżan robił poważne zakupy militarne w Rosji i chętniej współpracuje gospodarczo. Jak Ormianie wypięli się na Rosję (bo to Ormianie chcą mieć i zjeść ciastko, czyli współpracować z Zachodem a mieć dupę bronioną przez Rosję) to Rosja ich prośby odrzuca i radzi się o pomoc zwrócić do NATO, UE i USA. I Rosja z Armenii robi pokazówkę jak się "wychodzi" na zdradzeniu Rosji i kumplowaniu się z Zachodem, tym wyraźniejszą, że na tle Syrii, Osetii i Abchazji... Owszem, Rosja może pomóc Armenii, ale nie za darmo - niech Armenia przelicytuje Azerbejdżan - nie musi gotówką, może Rosjanom zapłacić niepodległością... :D

Davien
niedziela, 25 października 2020, 17:41

A po co albo pomożecie Armenii alby wylatujecie z tego kraju raz i na zawsze. A jak sadzisz kto wtedy wejdzie tam na wasze miejsce funku:)

Milutki
niedziela, 25 października 2020, 13:01

Generalnie masz rację, ludzie myślą że Azerbejdżan jest przeciwnikiem Rosji, a to błąd bo Azerbejdzan zawsze szukał porozumienia z Rosją, Azerbejdżanie też są do Rosjan pozytywnie nastawieni. Armenia natomiast to kraj awanturniczy i megalomański, wierzą że mają jakieś znaczenie, a przecież to Rosja stworzyła Armenię, bez Rosji Armenia by nie powstała , Ormianie dodali do tego bajania o odwieczności Armenii. Wygrana Azerbejdżanu rozwiąże niektóre problemy związane z relacjami międzynarodowym i przyczyni się do budowania pokoju, Azerbejdżan stanie się pomostem cementujacym relacje Turcji i Rosji oraz naprawi relacje Turcji z Izraełem.

Marek
środa, 28 października 2020, 18:45

Już pokazali jak jest w praktyce. Co prawda nie zginął żaden Turek, ale wytłukli waszych najemników w Syrii. Tych samych, których wysyłacie do Karabachu.

GB
niedziela, 25 października 2020, 22:54

Nic takiego nie będzie. Azerowie i Turcy od zawsze byli wrogami Rosji. I ta wojna tego nie zmieni. To co sie zmieni to zwiększenie wpływów Turcji na Kaukazie kosztem Rosji.

DZIKA GĘŚ
sobota, 24 października 2020, 13:32

wstęp do wojny nabrał innego kształtu .. eksterminacja to już nie walki spotkaniowe systemów bojowych ,czynnika ludzkiego i zajmowanie terenu .. wszedł innym wymiar masowe użycie dronów gdzie jedne polują na bliskim i dalekim zapleczu a inne rozpoznają dają namiar na ostrzał artyleryjski rakietowy czy samolotów ... gdzie skoncentrowany czynnik ludzki występuje marginalnie na szczeblu drużyny gdzie większa koncentracja do wymiaru plutonu i wyżej daję niemalże natychmiastową odpowiedź przeciwnika atakiem ...a już puszczanie ciężkich wielkogabarytowych systemów bojowych i zabezpieczenia na wyznaczone rubieże ..powoduje eliminacje ich cóż czas ciężkich mamutów ( czołgi ,systemy plot , i wielkich gabarytów ) dobiega końca ..teraz jest czas systemów ,techniki wojskowej która ma tak rozbudowany system oczu i uszu i potrafi dać z liścia z dużej odległości lub na tyle mała że potrafi się świetnie wkomponować ( zamaskować w terenie ) i realizować zadania jak wojska specjalne ...

Kazik :)
niedziela, 25 października 2020, 11:55

Liczy się zwycięstwo nie straty!!!

Perun Shogun
niedziela, 25 października 2020, 11:46

Twoje tezy opierają się na błędzie oceny sytuacji. W tym konflikcie tylko jedna strona ma przewagę w dronach a druga nie posiada systemu jak np. polska Loara. Nie posiadając ciężkiego sprzętu nie masz szans na wykonanie ataku na umocnione pozycje. Ostrzał artyleryjski to za mało a i on jest skuteczny przede wszystkim dzięki dronom - to najwieksza bolączka polskiej artylerii - brak nasycenia dronami jednostek lądowych. W tym konflikcie ujawniła się miałkość posiadania starych radzieckich samolotów i helikopterów - obie strony obawiają się ich utraty - dlatego powinniśmy mieć z 200 f-16 żeby chociaż 50 mogło operować. Ta wojna potwierdza jedynie znaczenie przewagi powietrznej, nie przestarzałości wojsk pancernych. Dodatkowo ten konflikt jest w górach od zawsze teren dla kawalerii niedoopanowania. Co do podsumowania masz absolutną rację - bez rozbudowanego SYSTEMU oczu i uszu oraz plot mamuty (czołgi itd)) będą ginąć od jaskiniowców (piechoty) ukrytych pod skórami szakali ;-) Azerowie mają plan i go wykonują Ormianie bronią się raczej bez składu - właśnie z powodu braku przewagi w uzyskaniu informacji.

Kazik :)
sobota, 24 października 2020, 19:53

Czy jest Pani pewna, że drony są w stanie zatrzymać 100 tys armię podążającą do przodu z zapleczem następnych 200 tys.. Bo tak walczy Rosja!!!

GB
niedziela, 25 października 2020, 22:58

Obecnie liczy się jednak inaczej. Już teraz widać że drony z artylerią są w stanie zniszczyć naziemną OPL. A potem to wojska lądowe zmasakruje lotnictwo. Uderzenia zaś na logistykę zatrzyma każda armię, bo bez amunicji i paliwa walczyć się nie da.

Fanklub Daviena
niedziela, 25 października 2020, 13:48

W dodatku podąża spaloną ziemią: w Syrii jak ze wzgórza padał strzał snajpera lub odpalenie ppk, to całą okolicę obkładali z TOSa. W drugiej wojnie w Czeczenii jak z bloku strzelał snajper to cały blok był równany z 2S4 Tulipan...

GB
niedziela, 25 października 2020, 22:59

Właśnie, a jak Wagnerowcy nie mieli wsparcia własnego lotnictwa to zostali zmasakrowani przez artylerię (także drony nią kierowały) i lotnictwo.

Tweets Defence24