Lotnictwo i metody jego zwalczania. Wnioski z wojny w Donbasie [ANALIZA]

18 czerwca 2017, 09:23
Ukraińskie samoloty szturmowe Su-25, Fot. Skywarrior/Wikipedia, CC BY-SA 4.0
Ukraiński Su-24MR, fot. Eugene Dmitriyenko/Wikipedia, CC BY-SA 4.0
Mi-8, Fot. Vladimir Vivat/Wikipedia, CC
Ukraiński Mi-24, Fot. mil.gov.ua
Separatyści i wojska rosyjskie mają do swojej dyspozycji m.in. systemy przeciwlotnicze Pancyr-S1, fot. mil.ru
MiG-29 lotnictwa Ukrainy, fot. Вєталь at the Ukrainian language Wikipedia, CC BY-SA 3.0
Reklama

Ukraińcy nie byli w stanie wykryć i zniszczyć żadnej kolumny tzw. separatystów, a udane ataki na cele/obiekty nie miały  wpływu na sytuację operacyjną, a nawet taktyczną. Używając amunicji klasycznej (klasyczne bomby, rakiety niekierowane) działające zazwyczaj w parach śmigłowce szturmowe (Mi-24) lub w parach albo w pojedynkę samoloty bojowe (Su-24, Su-25, MiG-29) miały niewielką siłę rażenia - pisze w swojej analizie dla Defence24 o udziale lotnictwa ukraińskiego w wojnie w Donbasie Marcin Gawęda. 

Ukraińskie Siły Powietrzne w momencie rozpoczęcia konfliktu były w opłakanym stanie. Samolotów i śmigłowców w stanie lotnym było relatywnie niewiele, załogi samolotów bojowych miały niewielki nalot (dużo lepiej było z załogami śmigłowców dzięki misjom w Afryce), praktycznie nie było amunicji precyzyjnej, szwankowała łączność i koordynacja działań. Generalnie można stwierdzić, że jeśli chodzi o stricte bojowe działania operacyjne (więc z pominięciem ewakuacji medycznej, lotów transportowych etc.) lotnictwo ukraińskie w ATO było mało efektywne.

Na ogólną ocenę aktywności lotnictwa ukraińskiego miał ogromny wpływ arsenału przeciwlotniczego jakim dysponowali przeciwnicy. Tzw. separatyści posidali w maju i czerwcu 2014 r. zestawy naramienne i broń małokalibrową, w lipcu pojawiły się pierwsze samobieżne systemy Strieła-10. Działanie lotnictwa ukraińskiego wzdłuż granicy utrudniało w lipcu także oddziaływanie środków przeciwlotniczych i walki radioelektronicznej z terytorium Rosji. Przełomowym okazał się sierpień i wkroczenie na Donbas rosyjskich batalionowych grup taktycznych – aktywność ukraińskiego lotnictwa została całkowicie wstrzymana, gdyż przestrzeń nad wschodnią Ukrainą została de facto zamknięta.

Ukraiński Su-24MR, fot. Eugene Dmitriyenko/Wikipedia, CC BY-SA 4.0

Z użycia lotnictwa i wielopoziomowej obrony przeciwlotniczej w konflikcie o Donbas wysnuć można kilka ogólnych wniosków:

- skuteczność lotnictwa (efektywność) opiera się na kompleksowym rozpoznaniu (satelitarnym, powietrznym, osobowym etc.), a z tym na Donbasie było źle.

Bez aktualizowanych na bieżąco (najlepiej w czasie rzeczywistym) danych o przeciwniku, niemożliwe jest efektywne rażenie środkami powietrznymi sił i środków przeciwnika. Działanie lotnictwa bez naprowadzania, np. metodą samodzielnego wyszukiwania celów w wybranych obszarach, jest mało skuteczne i wystawia statki powietrzne na zagrożenie. Dokładne rozpoznanie chociaż części środków przeciwlotniczych umożliwi wybór optymalnej trasy dolotu i powrotu. Brak łączności może skutkować atakami na własne oddziały, brak naprowadzania z ziemi praktycznie uniemożliwia misje wsparcia bezpośredniego.

- rażenie przeciwnika amunicją niekierowaną jest stosunkowo mało skuteczne, zwłaszcza przy atakach pojedynczych maszyn.

Mi-24 Ukraina
Fot. Oleg V. Belyakov/ CC-BY-SA-2.0

Ukraińcy nie byli w stanie wykryć i zniszczyć żadnej kolumny tzw. separatystów, a udane ataki na cele/obiekty nie miały żadnego wpływu na sytuację operacyjną, a nawet taktyczną. Używając amunicji klasycznej (klasyczne bomby, rakiety niekierowane) działające zazwyczaj w parach śmigłowce szturmowe (Mi-24) lub w parach albo w pojedynkę samoloty bojowe (Su-24, Su-25, MiG-29) miały niewielką siłę rażenia. Praktycznie nie znany jest przypadek, aby zmasowane ataki lotnicze skutecznie ograniczyły ruch kolumn przeciwnika i zadały mu straty nawet latem, a więc w okresie, kiedy obrona przeciwlotnicza separatystów była jeszcze słaba. Śmigłowce Mi-24 praktycznie nie używały kierowanych pocisków rakietowych (ppk). Ataki pojedynczych samolotów na cele stacjonarne w praktyce okazywały się mało skuteczne. Przykładem może być nalot Su-24M na bazę brygady „Prizrak” 27 maja 2014 – praktycznie nie zadano przeciwnikowi godnych uwagi strat.

- środki bezzałogowe, nawet małego zasięgu lub improwizowane są we współczesnych działaniach zbrojnych niezbędne.

Na Donbasie drony stosowane były albo do płytkiego rozpoznania (taktycznego), albo do współpracy z artylerią. Jeśli chodzi o skuteczność artylerii separatystów (de facto rosyjskiej) osiągnięta była dzięki niespotykanemu do tej pory zmasowanemu użyciu bezzałogowców. Rosjanie wypracowali całe procedury skutecznego współdziałania bezzałogowych Orłan-10 z bateriami artylerii. Strona rządowa miała bardzo ograniczone możliwości prowadzenia rozpoznania powietrznego -  działanie odrzutowych bezzałogowców posowieckich (Riejs) było nieskuteczne, zagrożenie dla klasycznych samolotów rozpoznawczych zbyt duże.

- potencjalne zagrożenie obroną przeciwlotniczą (wielopoziomową) zmusiło ukraińskie lotnictwo do zejścia dosłownie nad czubki drzew.

Mi-8, Fot. Vladimir Vivat/Wikipedia, CC

Początkowo zagrożenie bronią przeciwlotniczą jedynie na najniższym „piętrze” (broń strzelecka, małokalibrowa, MANPADs) zmusiło ukraińskie lotnictwo do wspięcia się na wyższe, bezpieczne pułapy. Tyle, że narastanie OPL na Donbasie spowodowało, że samoloty i śmigłowce musiały zejść nisko - wykonywały loty zaraz nad ziemią, praktycznie na granicy bezpieczeństwa. To rzecz jasna wpływało na efektywność ich użycia.

- środki małokalibrowe i zestawy naramienne skutecznie ograniczyły działanie ukraińskich śmigłowców.

Śmigłowce Mi-24 z łowców stały się zwierzyną. Pomijając początkowe zaskoczenie osiągnięte przez separatystów nad Słowiańskiem, aktywność śmigłowców była mało efektywna. Działania śmigłowców szturmowych, oparte o pociski niekierowane i podejmowane w środowisku zagrożenia, nie były skuteczne i nie miały realnego przełożenia na sytuację taktyczną. 

Część misji powietrznych zostało zarzuconych na etapie planowania bądź przerwanych. Warto przy tej okazji wspomnieć, że strona ukraińska wykonała kilka desantów taktycznych (przerzut do celu śmigłowcami), ale w żadnym przypadku nie zrealizowano (zaplanowano) działania grupy bojowej połączonej z ewakuacją śmigłowcami.

- na straty i małą efektywność użycia lotnictwa miał wpływ brak nowoczesnych, zintegrowanych środków samoobrony statków powietrznych.

MiG-29 lotnictwa Ukrainy, fot. Вєталь at the Ukrainian language Wikipedia, CC BY-SA 3.0

Dzisiaj należy uważać za konieczny standard wyposażenia śmigłowców w rozpraszacze gazów wylotowych (tzw. EWU), czy zintegrowane systemy samoobrony (aktywnej i pasywnej) nowego pokolenia. Systemy samoobrony nie zawsze dostarczały załogom ukraińskim alarmowe informacje o zagrożeniu (opromieniowaniu stacją radiolokacyjną, zagrożeniu wystrzeloną rakietą, nieskuteczne były systemy zakłóceń aktywnych etc.). Ukraińskie wnioski prowadzą do konstatacji, że nawet najskuteczniejsze systemy samoobrony BKO-2 na Su24M/MR (a więc i tak stare) były bezradne wobec nowych systemów np. Pancyr-S1.

- efektywność ukraińskich sił zbrojnych, w tym także lotnictwa, została skutecznie ograniczona przez środki WRE

Na wojnie Donbasie strona separatystyczno-rosyjska rozwinęła nowoczesne środki WRE, które w połączeniu ze środkami OPL, zamknęły przed ukraińskim lotnictwem przestrzeń nad wschodnią Ukrainą. Możemy więc mówić o rozwinięciu na Donbasie pewnych elementów strategii antydostępowej (A2AD w taktyczno-operacyjnym lokalnym wydaniu.

- naramienne wyrzutnie rakiet MANPADS zdolne są do porażenia samolotu

konflikt na Donbasie potwierdził wcześniejsze doświadczenia, np. z Gruzji, że naramienne wyrzutnie rakiet zdolne są do porażenia samolotu, ale często kończy się to jedynie uszkodzeniem, a nie zniszczeniem celu (mała siła rażenia). Samo porażenie celu jest często sukcesem OPL, ale pożądane są zwłaszcza tzw. „kill hits”, czyli porażenie zakończone zniszczeniem statku powietrznego. Standardem jest więc strzelanie dwóch i więcej rakiet z PPZR do jednego celu. Do znanych przypadków uszkadzania przez PPZR Su-25 w Gruzji, można dodać podobne przypadki z Donbasu – uszkodzony Su-24MR (cztery wystrzelone rakiety, jednak skuteczna) i Su-25M1, które mimo porażenia przez PPZR zdołały powrócić z misji.

- decydując się na siłowe rozwiązanie jakiejkolwiek sytuacji z użyciem wrogich uzbrojonych grup, należy od początku uznać, że są one zdolne (i planują) zestrzeliwać statki powietrzne.

Tragiczna dla ukraińskiego lotnictwa okazała się pierwsza faza tzw. operacji antyterrorystycznej na Donbasie, czyli okres „niby-wojny”. Strona ukraińska ograniczała użycie lotnictwa do działań niekinetycznych (loty rozpoznawcze, transportowe, demonstracyjne), jakby nie zdając sobie sprawy z zagrożenia. W efekcie separatyści dysponujący jeszcze relatywnie słabą OPL zadali „zaskoczonej” stronie rządowej poważne straty – najbardziej było to widoczne 2 maja nad Słowiańskiem. Nie można pozbyć się wrażenia, że pierwsze zestrzelone Mi-24 były w pewnym sensie wynikiem lekkomyślnego ich użycia, nie zakładającego realnego zagrożenia z ziemi.

Separatyści i wojska rosyjskie mają do swojej dyspozycji m.in. systemy przeciwlotnicze Pancyr-S1, fot. mil.ru

Oczywiście niektóre z wyżej wymienionych elementów występowały jednocześnie i wpływały wzajemnie na małą skuteczność działania ukraińskiego lotnictwa, które w ekstremalnych przypadkach kończyło się zestrzeleniem.

Przykładem splotu tych elementów może być atak na wzgórze „Gagarin” dwóch par Mi-24P w czasie walk o Ługańsk, w sierpniu 2014 r. Trwała zacięta walka, wzgórze obsadzone było przez rosyjską grupę bojową (spadochroniarze z BMD). Do ataku skierowano znaczne siły - dwie pary Mi-24P z 7 Brygady. Pierwsza para ostrzelała nakazany rejon, jednak druga, pomyłkowo (wynik braku koordynacji i łączności), zaatakowała ten sam rejon, co miało opłakane skutki – rakietą z naramiennej wyrzutni został zestrzelony Mi-24P. Mamy tu więc przykład nieudanej realizacji zadania bojowego – mimo relatywnie dużych zaangażowanych sił (aż 4 Mi-24P), efekt ataku jest nikły, a misja kończy się na dodatek stratą śmigłowca.

Strona ukraińska zanotowała oczywiście kilka udanych akcji śmigłowców, czy samolotów (vide 26 maja w Doniecku), jednakże generalnie lotnictwo udzieliło minimalnego wsparcia siłom naziemnym ATO, ponosząc przy tym bolesne straty.

Wiele z powyższych wniosków można uznać za typowe także dla innych współczesnych konfliktów, gdzie można obserwować np. efektywność naramiennych zestawów przeciwlotniczych, masowe użycie taktyczne małych i improwizowanych bezzałogowców, znaczenie naprowadzania z ziemi, małą skuteczność faktyczną (a więc nie propagandową) amunicji niekierowanej (taniej, ale mało celnej) w środowisku silnego przeciwdziałania itd.

 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 47
Reklama
pk79
poniedziałek, 19 czerwca 2017, 08:31

i u nas było by podobnie...

realista
niedziela, 18 czerwca 2017, 15:58

Nie ma co pisać o "separatystach",tylko o rosyjskiej obronie przeciwlotniczej, a ta okazała się za silna dla ukraińskiego lotnictwa praktycznie rozbrojonego przez Janukowycza..

L55
poniedziałek, 19 czerwca 2017, 03:29

podobnie jak ukraińska obrona przeciwlotnicza zniechęciła rosjan do wykorzystywania lotnictwa.

koOrdynat
niedziela, 18 czerwca 2017, 15:38

Największe na świecie wysycenie sił zbrojnych (polskich) manpadsami sprawia że rosyjskie śmigłowce sobie nie polatają. Stąd ew. atak będzie polegał na wyprzedzającym uderzeniu Kalibrami i Iskanderami. Rosyjskie rozpoznanie będzie prowadzone z wysokości powyżej 7000m lub za pomocą AWACS. Wnioski dla nas są takie że należy natychmiast wdrożyć Noteć z amunicją programowalną do ochrony baz oraz Narew z elementami Wisły (ukryte zmieniające miejsce stacjonowania stanowiska Narwi pomostowo wyposażone w efektory OPL dalekiego zasięgu i antybalistyczne - PAC3MSE i Skyceptor). Wymóg dla Narwi to systemy maksymalnie pasywne i efektory różnych zasięgów i typów naprowadzane aktywnie radarowo i IR. Bez względu na Narew należy pozostawić w służbie zmodernizowane Kuby oraz przede wszystkim Osy. Rozwijać dalej PK-6 i Pioruna. Rozpoznanie za pomocą dronów, WRE, systemy aktywnego zakłócania i zwalczania dronów to podstawa. Radiolokacja pasywna (mamy Gunicę i PET PCL) wpięta w systemy dowodzenia i rozpoznania. Mi24 całkowicie wyłączone z działań bojowych jako nieprzydatne. Bardzo wskazane jest pozyskiwanie danych z SIGINT, posiadanie pocisków radiolokacyjnych i strategii aktywacji i rozpoznania rosyjskiej radiolokacji i OPL (fałszywe cele, drony itp). Bardzo wskazane (o ile to możliwe) posiadanie pocisków typu LORA z głowicami EM i przeciwradiolokacyjnymi to likwidowania stanowisk dowodzenia i radiolokacyjnych przeciwnika. Narew nie może służyć jedynie do bezpośredniej ochrony wojsk ale tworzyć mniejsze, nakładające się a siebie bańki antydostępowe. Związki taktyczne z własnymi zdecentralizowanymi procedurami dowodzenia OPL na wypadek utraty koordynacji. "Oszczędne" użycie aktywnej radiolokacji, koordynacja działań artylerii w tym rakietowej z OPL.

happy
niedziela, 25 czerwca 2017, 13:13

Liczne, male, mobilne jednostki, trudne do wykrycia i zdolne do zniszczenia pojazdow pancernych (spike) jak i smiglowcow oraz nisko latajacych samolotow i dronow (kusza, pilica...dobrze jakby dolozyli jej mozliwosc niszczenia efektorow artyleryjskich) to powinien byc fundament od ktorego powinnismy zaczac budowe naszej obrony. Nastepny etap to artyleria (w tym rakietowa np lynx) oraz odpowiedni system rozpoznania (w tym drony i satelity) i rozbudowa sredniego pietra opl. Majac to na zadowalajacym poziomie dopiero wtedy powinnismy wydawac miliardy na drogie zabawki jak smiglowce, modernizacje leopardow, zakup okretow podwodnych itd.

SZELESZCZĄCY W TRZCINOWISKU
niedziela, 18 czerwca 2017, 14:25

ułomnością działań Ukraińskich są działania pokazowe z manifestacją sił przemieszczaniem w kolumnach z tzw "pokazowym" alertem" ..akcje takie z góry skazane są na porażkę z przeciwnikiem który z góry zna ruchy wojsk Ukraińskich .. wykorzystując... środki elektroniczne,techniczne, i przychylność miejscowej ludności zbuntowanych regionów do Rosji ..a w Armii Ukraińskiej "szpionmi" umiejscowionymi w różnych strukturach dowodzenia i kierowania ...jeśli Ukraina chce mieć wymierne sukcesy powinna zastosować zasady "specjalsów" z wykorzystaniem środków i metod jakie oni stosują ....bo walki "pokazowe" z" manifestacją sił" na terenach im " trudnych socjologicznie a nawet wrogich zawsze będą mieć "świadomość strachu i osaczenia" ..gdzie przeciwnik ma wszystkie "narzędzia" ...by panować nad sytuacją

Efekt motyla
poniedziałek, 19 czerwca 2017, 00:57

Jeżeli chcą Ukraińcy odbić tereny to muszą ogłosić ludności korytarze,a potem po rusku równać wszystko z ziemią.Przecież zakłady już ruscy wykradli. Powstanie bufor,a separy stracą rację byt na ruinie.Uchodźcy obciążą budżet Putina. Porozumienie budapesztańskie.Mińsk.Było?

petroCPN SA
poniedziałek, 19 czerwca 2017, 07:15

Tiaaa, a armia rosyjska, stacjonowana tuż za rubieżą, na pewno pozostanie bezczynna i będzie się przyglądała upadkowi "republik ludowych" i powstrzyma się od mieszania? Żaden rosyjski generał ani żadni "ochotnicy" nie zabłądzą na terytorium Ukrainy? Obędzie się bez kolejnych dostaw w ramach "konwojów humanitarnych"? Gdyby taki właśnie był zamiar Putina, to już w roku 2014 ukraińska Operacja Antyterrorystyczna osiągnęłaby swój cel. Bowiem w pewnym momencie naprawdę terytorium zajęte przez "DRL" i "ŁRL" skurczyło się bardzo . . .

Podstawy, marzenia
poniedziałek, 19 czerwca 2017, 00:51

Czy mamy czym oślepić rozpoznanie SA zwiad sat i radary?Czy mamy czym zneutralizować ich drony? Czy mamy czym zestrzelić ich iskandery i kalibry?Mamy rozpoznanie i drony, artę dalekiego zasięgu? Czy mamy amunicję precyzyjną IQ?Drony bojowe z czymś w stylu HARM i roje? A zdalnie sterowane systemy pplot wraz z laserowymi? Maskowanie? Łączność i systemy zapasowe?

edi
niedziela, 18 czerwca 2017, 12:13

Akurat na początku działań nawet jeden czy dwa śmigłowce miały bardzo duże znaczenie bo Ukraińcy gonili rosyjskich najemników dość szybko i po wyzwoleniu Słowiańska i Mariupola szybko znaleźli się w Doniecku i Ługańsku. Dopiero wtedy zaczęły się schody bo Rosja wprowadziła armię regularną z OPL patrz zestrzelenie MH 17 przez rosyjska jednostkę stacjonującą na okupowanej przez Rosję części Donbasu. Ukraińcy nawet jak mieli namierzone cele OPL to nie mogli ich atakować bo musieliby odpalić rakiety na terytorium Rosji. NATO nie będzie miało takich problemów jak Ukraina i takowe jednostki OPL odrzuci na 300 km od frontu działań zwykłymi wyrzutniami rakietowymi z precyzyjną amunicją. Albo jeszcze dalej za pomocą JASSM.

racjus
niedziela, 18 czerwca 2017, 17:45

Autor zaznaczył, że nie bierze pod uwagę misji transportowych a to te głównie miały znaczenie w pierwszym okresie.

Smuteczek
niedziela, 18 czerwca 2017, 15:17

Zeby wykonac to co piszesz trzebaby m,iec głebokie rozpoznanie na terytorium przeciwnika. Aktualnie nie mamy rozpoznania pozwalajacego strzelac nawet Krabem na maksymalne 40 kilometrów nie mowiac o 300. I nie pisz ze NATO bedzie miało, bo tak sie składa ze tutaj to my jestesmy NATO i nie mozemy polegac ze wujek sam przyjedzie w pierwsze 6 godzin konfliktu i rozwiaze wszystkie problemy za nas bo historia uczy nas czegos zupełnie innego

th782jk
wtorek, 20 czerwca 2017, 18:26

PantsirS1v1 czy v2 to zestrzeliwuje samoloty NATO a nie tylko ukrainski demobil :) Autor artykulu zapomnial dodac ze w donbasie uzyto rosyjskiej metody srubokreta a nie mlotka ktora jest przeznaczona dla bardziej profesjonalnych armii swiata. Rosjanie nie uzyli w tym konflikcie pelnego arsenalu jaki maja dostepny. Wojna w syrii pokazala iz czesc ich uzbrojenia ma problem w cieplym klimacie i jest przechowywana w zawilgoconych magazynach. Po tym jak trafia na pustynie rdzewieje co tworzy niewypaly. Wiele panstw EU szykuje sie na inwazje grup dywersyjnych a nie bierze pod uwage nowoczesnej wojny rakietowej z panelu komputera przy jednoczesnym zestrzeleniu w kosmosie satelit GPS. Dzisiejszy incydent lotniczy nad baltykiem uzmyslowil USAF ze rosyjskie mysliwce nie sa takie lipne jak ich ucza na zajeciach :)

chateaux
środa, 21 czerwca 2017, 06:01

A skąd wiesz co amerykańskich pilotów uczą na zajęciach? Nawet w Top Gun pokazywali coś innego nie piszesz

tak tylko .. pytam
niedziela, 18 czerwca 2017, 22:15

Panie Marcinie Porównując działania lotnictwa na wschodzie Ukrainy warto odnieść się do dzaiałąń jakie toczą się w Syrii. Jedyne czego dokonało Ukraińskie lotnictwo to "ślepe" ataki na miasta a więc na ludność cywilną. Udokumentowane są ataki na ludnoiść cywilną helikopterów w barwach UN. To chyba jest zbrodnia wojenna. Ataki su-25, gdzie ofiarami byli cywile. Ciekawe, dlaczego w Syrii samoloty i helikoptery wspierają bezpośrednio SAA, Hezbollach czy milicje, a na Ukrainie nie, a bieżemy pod uwagę iż isis i "umiarkowana opozycja" wspierana jest przez AS, ZEA, Katar Jordanię Turcję czy inne USA . ps. Iran zaatakował rakietami balistcznymi cele w Syrii jako odwet za zamach w Techeranie!

Geoffrey
wtorek, 20 czerwca 2017, 07:14

Tak, w "Sputniku" były "udokumentowane" zdjęcia "ukraińskich śmigłowców w barwach UN" - zrobione w Kongu, i były zdjęcia "amerykańskich najemników w Donbasie" - z likwidacji skutków huraganu w Nowym Orleanie, były zdjęcia "zabitych rosyjskich cywilów" z wojny w Jugosławii i były zdjęcia osieroconej dziewczynki z planu filmu fabularnego. W Rosyjskiej propagandzie nie ma żadnych chwytów niedozwolonych. Ale serwowanie ich na poważnym portalu to lekka przesada.

Alveus
niedziela, 18 czerwca 2017, 21:18

Nie ma co się wdawać z Rosją w wymianę lotniczych ciosów. Generalnie nasze Migi i F16 nie polatają chyba że jako nosiciele JAASMów lub osłona dalekiego zaplecza. Kluczem do skutecznej obrony będzie niszczenie rosyjskiej OPL wsparcia i dalekiego zasięgu za pomocą artylerii z pociskami kierowanymi i rakiet przeciwradiolokacyjnych. Nie odeprzemy ataku saturacyjnego tak więc nie wolno dopuścić wroga na odległość ostrzału Tornado i Śmierszami lub należy go zneutralizować wcześniej. Musimy mieć zdolność do zakłócania łączności i niszczenia dronów (czy ktoś pomyślał o wyposażeniu naszych dronów np. w Pioruny ?). KDA 35mm i amunicja programowalna jak najbardziej wskazana. Mobilne oddziały wyposażone w MANPADS czekają na swój łup w postaci śmigłowców desantowych. Już teraz warto pomyśleć o rozproszeniu radiolokacji, posterunkach termowizyjnych i zapasowych stanowiskach dla Wisły. Osłona baz w postaci Noteci z CRAM, Popradów i Narwi. Więcej DOL-i dla lotnictwa zwłaszcza w płd zach Polsce. Warto pomyśleć o czymś w rodzaju mobilnego NASAMS - z Sidewinderami którymi dysponujemy lub PK-6 obok Piorunów w Popradzie lub zmodernizowanych Osach. Niezależnie od tego masowa dostępność w Narwi efektorów o możliwościach CAMM-ER, Python, Derby, AAMRAM. Pełne uzupełnienie radiolokacji termowizją na wypadek utraty radarów.

Marek1
niedziela, 18 czerwca 2017, 10:11

Można tylko mieć nieśmiała nadzieje, ze ktoś w WP i MON zwraca uwagę na wnioski płynące z ukraińskiego konfliktu. Konieczność jednoczesnego użycia kilku MANPADS, by choćby uszkodzić atakujący samolot/śmigłowiec sprawia, że w WP/WOT muszą być tysiące syst. GROM/PIORUN, a nie setki jak obecnie.

dropik
poniedziałek, 19 czerwca 2017, 08:41

co za bzdury z tymi tysiącami zestawów MANPADS. Ruskie lotnictwo jest słabe w przeciwieństwie do ruskich oddziałów pancernych. Te geniusze z MON wymyśliły zakup 420 wyrzutni Pierona czyli z Gromami będziemy mieli ponad 2 razy wiecej niż wyrzutni ppk.

Włodziu
niedziela, 18 czerwca 2017, 12:22

Warto się też zastanowić nad systemem ,,Poprad'' - jeśli wystrzelenie 4-5 rakiet klasy MANPADS nie gwarantuje zniszczenia wrogiego samolotu a za sukces uznaje się uszkodzenie wrogiej maszyny, to wydaje się, że cztery rakiety na wyrzutni ,,Poprad'' to trochę mało nawet do obrony samej wyrzutni. Wnioski z działań OPL na Ukrainie powinny skłonić naszych decydentów do podjęcia działań zmierzających do modernizacji ,,Popradów'' poprzez zwiększenie liczby rakiet na wyrzutni, automatyzacje przeładowania czy zwiększenie siły rażenia głowicy bojowej. Podobnie jeśli chodzi o rakiety zestawu ,,Pilica''. Jesli nie uda się podnieść wartości bojowej tych systemów, trzeba się pilnie rozglądać za alternatywą dla nich - być może lepszym i skuteczniejszym rozwiązaniem byłyby systemy przeciwlotniczej artylerii lufowej kalibru 57 mm lub 76 mm z amunicją programowalną - dodatkowo takie systemy mogą być użyte w sytuacji awaryjnej do zwalczania siły żywej i pojazdów przeciwnika.

inne wnioski
niedziela, 18 czerwca 2017, 10:10

Akurat analizy amerykańskie użycia amunicji niekierowanej przez Rosjan w Syrii pokazują coś zupełnie innego: jej wysoką skuteczność. 3x większy CEP niekierowanych bomb rosyjskich od "inteligentnych" amerykańskich, ale przy 250-500kg czy większej bombie to nie ma znaczenia. W Syrii Rosjanie szeroko wykorzystują niekierowane pociski rakietowe odpalane z helikopterów i samolotów i też zaobserwowano wysoką ich skuteczność: z odległości 3-5km osiągały one CEP 3-5m. Dlatego USA podziwia jak Rosja tanio i skutecznie prowadzi operację w Syrii. Nie wiem czemu Ukraińcom z tradycyjną amunicją wychodzi tak źle - być może to kwestia wyszkolenia a być może SKO w rosyjskich maszynach jest o lata świetlne przez ukraińskimi.

Vvv
niedziela, 18 czerwca 2017, 16:57

USA podziwia? Doprawdy? Kalibry których 50% spada zamian dolecą do celu, a pozostałe z nich trafiają w cel z dokładnością 100m :) niekierowane rakiety sa wystrzeliwane z 200-300m a nie 3-4km drogi kolego bo to jest poza ich zasięgiem i rozstrzał jest tak duzy ze mowimy tutaj o 300-500m a nke 3-5m. Niekierowane bomby i artyleria jest 10x mniej skuteczna niz precyzyjne uderzenia co zostało juz wielokrotnie potwierdzone. Słaba ta twoja propaganda bo patrząc na przygotowanie akcji USA a Rosji to jest niebo a ziemia. Popatrz jak szybko kurdowie wyzwalają Rakke i to z jak małymi stratami.

MadMax
niedziela, 18 czerwca 2017, 16:19

Zasada użycia broni w Syrii - "cokolwiek trafisz nazwij to celem". To po pierwsze odnośnie wyznaczania CEP. Po drugie zero OPL, więc na komputerach balistycznych można wklepać pełen profil podejścia do celu, kurs, wysokość, moment zrzutu bomb itd. Takim sposobem można zwiększać celność w powtarzalnych nalotach (do celów stacjonarnych). To zupełnie inna bajka od wojny pełnoskalowej z silną OPL, gdzie takiego profilu nalotu nie da się wypracować.

Smuteczek
niedziela, 18 czerwca 2017, 15:19

W Syrii panuja zupełnie inne warunki niz na Ukrainie. Nie mozna porownywac tutaj skutecznosci lotnictwa gdzie w jednym konflikcie jest całkowite panowanie w powiertrzu a w 2gim jezeli juz sie lata to tylko nad samymi drzewami.

Viktor
niedziela, 18 czerwca 2017, 14:18

Ukraina tereny zabudowane vs domki na pustyni.

dfg
niedziela, 18 czerwca 2017, 13:09

Chyba nie zauważyłeś drobnej różnicy, między tymi dwoma konfliktami. Na Ukrainie nie da się bezpiecznie latać samolotem czy śmigłowcem, bo terroryści mają ruskie systemy przeciwlotnicze różnych zasięgów. W Syrii tego problemu nie ma i można sobie bezkarnie latać gdzie popadnie i zrzucać cywilom na głowy bomby fosforowe, czy kasetowe. Taka sytuacja.

WOT
niedziela, 18 czerwca 2017, 12:55

Dokładnie!, nauka rosyjska zna też i inne doskonałe przykłady jej wyższości! CEP 5m z 3000-5000m z odpalanej amunicji niekierowanej z śmigłowca, to dowód wyższości, tyle tylko że głupoty sowieckiej propagandy. To tak jakbyś trafił w łepek od szpili na strzelnicy, próbowałeś? A co do nalotów dywanowych na cywilów przez rosjan, tak, faktycznie jeśli się uzna że celem jest miasto to był sugerował że CEP wynosi 0m...

edi
niedziela, 18 czerwca 2017, 12:16

Kłamiesz Rosja nie patrząc na ofiary cywilne chcąc trafić w budynek niszczy całą dzielnicę. W konwencjonalnej wojnie z NATO to się nie uda bo taki atak będzie oznaczał że NATO odpowie 10,20, 100 x bardziej nie patrząc na ofiary cywilne.

prawieanonim
niedziela, 18 czerwca 2017, 12:08

"3x większy CEP niekierowanych bomb rosyjskich od "inteligentnych" amerykańskich," Gdzie taki raport można przeczytać?

grtfse
niedziela, 18 czerwca 2017, 11:44

czytałeś ze zrozumieniem? Autorowi chodziło o nieskuteczność użycia niekierowane amunicji w warunkach silnego przeciwdziałania przez co najmniej równorzędnego przeciwnika. W Syrii to Rosjanie sobie latają jak chcą.

Karol1987
niedziela, 18 czerwca 2017, 11:13

No dla Rosjan CEP nie ma znaczenia. Dla cywili jakieś tam ma. Tzn. zanim bomby spadną, bo później to już też i dla nich nie ma znaczenia ani CEP ani nic innego. Amerykanie na pewno podziwiają, bo u nich społeczeństwo mogłoby takiej rzezi nie zaakceptować.

ccc
niedziela, 18 czerwca 2017, 10:02

My wyglądamy jeszcze gorzej !

N.
niedziela, 18 czerwca 2017, 14:14

Może odpowiedź jest w tekscie, czyli praktycznie brak rozpoznania celów, czyli strzelanie w domniemany rejon dzialania przeciwnika,, a nie w cel. Roskamie z dromami, OPL, a Ulraincy z lornatkami...

bugs bunny
niedziela, 18 czerwca 2017, 11:45

Dlaczego? Wprawdzie duża część naszego lotnictwa to porównywalne z ukraińskimi samoloty i śmigłowce poradzieckie, ale jak by nie patrzeć załogi są lepiej wyszkolone. Ponadto mamy jednak trochę smolotów wyposażonych w amunicję precyzyją oraz nowoczesne środki samoobrony i zdolnych do atakowania celów z wysokich pułapów. Nie mówię, że jest dobrze, ale tak beznadziejnie jak na Ukrainie też nie.

Rosomak
niedziela, 18 czerwca 2017, 11:02

dodać należy , że rosjanie nie dopuścili do tworzenia po stronie ukraińskiej większych zgrupowań sprzętu i ludzi. Kuriozalnie może się okazać, że w walce z Rosją najskuteczniejsza będzie obrona terytorialna a nie zgrupowania taktyczne regularnych wojsk do których przeciwnik nie dopuści. Moim zdaniem nasycić większą ilością uzbrojenia małe pododdziały obrony terytorialnej i więcej czasu na ich szkolenia, dowódców wysyłać w ramach szkoleń w rejony konfliktów tak aby chociaż osłuchali się z polem walki. Rosjanie szkolą małe grupy dywersyjne do walki w Polsce, żołnierze znają doskonale język polski i w walce będą mieć polskie mundury polowe. dlatego obrona terytorialna nabiera w takich przypadkach dodatkowego znaczenia.

Zbulwersowany podatnik
środa, 21 czerwca 2017, 10:47

O ile zostaną wprowadzone zestawy Poprad i kiedyś (przynajmniej w założeniu) zostaną wyposażone podobnie jak Pilica i Biała w rakiety PK-6 to nadal brakuje nam środków przeciwlotniczych typu Pancyr i Tanguska. W zasadzie mamy poszczególne elementy (Jelcz, KDA, K9, elektronika, optyka, radar) z wyjątkiem jakiejś sensownej rakiety o zasięgu 15-20 km. No i do tego oczywiście Wisła i Narew

CB
niedziela, 18 czerwca 2017, 19:55

"Ukraińcy nie byli w stanie wykryć i zniszczyć żadnej kolumny tzw. separatystów" - pytanie czy we wszystkich przypadkach nie byli w stanie, czy po prostu nie chcieli. "Wojna" w Donbasie nie jest najlepszym przykładem do tego typu analiz, bo Ukraina jest przecież podzielona na część zachodnią i wschodnią, a te mają całkowicie inne sympatie. Podobny podział panuje też w wojsku, więc żołnierze pochodzenia rosyjskiego czy mający sympatie pro-rosyjskie nie będą zbyt skutecznie zwalczać swoich "pobratymców". Zupełnie inaczej to by wyglądało w społeczeństwie w miarę jednorodnym, zjednoczonym przeciwko wspólnemu wrogowi.

Olender
niedziela, 18 czerwca 2017, 22:18

Nie sądzę aby sympatie pro-rosyjskie miały wpływ skuteczność ataków lotniczych... Armia Ukraińska była zwyczajnie w rozsypce i tyle co można powiedzieć.

polak mały
poniedziałek, 19 czerwca 2017, 10:19

Lotnictwo ukraińskie było w opłakanym stanie, jak cała armia zresztą. Do tej wyliczanki należy dodać jeszcze jedną dość oczywistą prawdę - jak nie ćwiczymy, to w prawdziwym konflikcie też nie damy rady. A z chaotycznych działań podjętych przez Ukraińców widać, że chcieli zrobić cokolwiek, tylko nie wiedzieli co i jak. Zaangażowane siły były zbyt małe, całkowicie beznadziejny był plan taktyczny użycia lotnictwa. Nauka z tego płynie taka, że my musimy ćwiczyć różne scenariusze działań, umieć wykorzystać broń precyzyjną. Fakt, że nie udało się powstrzymać dostaw zaopatrzenia realizowanych przez ciężarówki na zwykłych drogach publicznych świadczy o brak jakichkolwiek zdolności rozpoznania i użycia precyzyjnego uzbrojenia. My musimy to potrafić, podobnie jak zagłuszać radary opl i zwalczać je pociskami antyradarowymi.

dropik
wtorek, 20 czerwca 2017, 07:10

W pierwszym okresie zwalczanie zaopatrzenia nie było łatwe. tzn łatwo było o pomyłkę z cywilnym transportem.

racjus
niedziela, 18 czerwca 2017, 19:14

"środki bezzałogowe, nawet małego zasięgu lub improwizowane są we współczesnych działaniach zbrojnych niezbędne." - zgadzam się. Nie tak dawno uwalono przetargi na BSL. Gdyby nie to, już byłyby podpisane umowy a tak w razie W jesteśmy z ręką w nocniku. Będziemy czekać lata na jakieś półprodukty z "swojskich" państwowych firm.

jacek
niedziela, 18 czerwca 2017, 18:34

świetny artykuł, wielkie dzięki...

Simon
niedziela, 18 czerwca 2017, 18:24

Co to za brednie o Rosjanach mówiących świetnie po polsku? W naszej armii raptem 1% żołnierzy przyznaje się do znajomości rosyjskiego, no ale tam muszą być sami poligloci. WOT w obecnej formie to poroniony pomysł. Rosjanie 85% strat zadali na Ukrainie przy pomocy artylerii. Ile salw potrzeba na batalion WOT? Zresztą problem niedługo sam się rozwiążę z prostego powodu czyli - braku chętnych. Widać to po obecnej rekrutacji. W połowie maja brygady Macierewicza liczyły raptem 580 żołnierzy zawodowych i 799 obrony terytorialnej. Nietrudno zgadnąć jaka będzie rekrutacja w dużo bardziej zamożnych województwach.

Teodor
wtorek, 20 czerwca 2017, 10:22

"Ile salw potrzeba na batalion WOT" - jesli beda dzialali w rozproszeniu to artyleria i czolgi wobec nich traca racje bytu, podobnie lotnictwo, chyba ze zatrudnia agenta orange, wzglednie jakis napalm na tereny zalesione. Idea wojny asymetrycznej polega wlasnie na tym, aby nie oplacalo sie wylapac wszystkich, dlatego tez tworzy sie idee, proby rozmow (jak to mialo miejsce z dowodztwem polskiej AK.), aby tylko skupic przeciwnikow w jednym miejscu i czasie. Rozproszenie to bardzo powazna bron, oczywiscie mozna wtedy walczyc strachem, ale jesli bron bedzie bardzo smiercionosna, to rowniez i orezem.

Ad_summam
niedziela, 18 czerwca 2017, 22:44

Założeni że WOT wejdzie w bezpośredni kontakt z ciężkimi działami potencjalnego przeciwnika jest z zasady błędne. Nie wiem skąd te pomysły? I jeszcze jedno pytanie. Czy widomym jest Panu kto powstrzymał atak na Ukrainę? Czy to przypadkiem nie były samozwańcze oddziały? Czyli lekka piechota jakim jest WOT. A więc co ich powstrzymało?

Olender
niedziela, 18 czerwca 2017, 17:40

Dochodzimy do sytuacji gdzie dobrze wyposażony przeciwnik w broń pplot praktycznie zamyka obszar powietrzny nad rejonem walki... Broń pplot dalekiego zasięgu w takiej ilości co Rosja to raczej nigdy mieć nie będziemy... więc inwestowanie w nią dla 2-3 baterii jest pozbawione sensu. Pozostaje nam punktowa obrano pplot gdzie możemy sami wyprodukować broń a kupić broń oślepiająca satelity. Przy dużym nasyceniu tego co możemy krajowym przemysłem wyprodukować to w pewnym sensie można ustawić przeciwnika w szachu. Jest ona dobra do pewnego pułapu a powyżej mamy samoloty ;) Krajom z UE i NATO łatwiej będzie wysłać samoloty do obrony przestrzeni powietrznej niż zwykłych żołnierzy, tak jak to ma miejsce w republikach nadbałtyckich a Syria jest tego ewidętnym przykładem.

dropik
poniedziałek, 19 czerwca 2017, 08:52

Ukraińskie lotnictwo przystępowało do walki w opłakanym stanie. Technicznie nie wiele różniło się od armii radzieckiej z 1989 i a w zasadzie było gorsze bo stan techniczny samolotów był słabszy. Wyszkolenie pilotów i umiejętności współpracy z oddziałami naziemnymi było słabe. Śródki ochrony przed oplot były żadne. to musiało się skończyć stratami.

Tweets Defence24