Górski Karabach: ofensywa Turcji z Rosją w tle, Zachód pozostaje bierny [OPINIA]

30 września 2020, 10:50
T72B3 azer
Azerski czołg T-72B3 podczas "biathlonu czołgowego" w 2016 roku (zdjęcie ilustracyjne). Fot. Vitaly V. Kuzmin/Wikimedia Commons/CC BY SA 4.0.

Wojna o Górski Karabach bardzo różni się od innych konfliktów w obszarze postradzieckim i dlatego należy unikać prostych analogii, zwłaszcza w odniesieniu do sytuacji w Donbasie i aneksji Krymu. W szczególności rola Rosji nie jest tu tak jednoznaczna. Problemem jest też znacznie bardziej pasywna rola Europy i USA. Tymczasem najnowsza eskalacja może zostać włączona do systemu międzynarodowych „targów” turecko-rosyjskich. W zależności od rozwoju sytuacji Rosja może też albo na tej eskalacji skorzystać albo stracić.

Panturkizm i rola Turcji

Istotą wojny o Górski Karabach jest zderzenie prawa do samostanowienia ludności Górskiego Karabachu z azerbejdżańskim nacjonalizmem i związaną z nim panturecką ideologią, która jest jednak też kluczem do opanowania przez Turcję szlaków handlowych na Południowym Kaukazie, w basenie Morza Kaspijskiego i w Azji Środkowej. Na taką motywację strony azersko-tureckiej wskazują wyraźnie wypowiedzi przywódców obu tych państw, jak również fakt tak silnego zaangażowania się Turcji w ten konflikt. Panturkizm nie jest przy tym marginalną ideologią, lecz bardzo ważnym czynnikiem wpływającym od zarania Republiki Tureckiej na jej politykę zagraniczną. Po I wojnie światowej panturkizm determinował współpracę azerbejdżańskiej partii Musawat z tureckim Komitetem Jedności i Postępu (odpowiedzialnym za ludobójstwo Ormian w 1915 r.), których wspólnym celem była likwidacja armeńskiej państwowości i połączenie Azerbejdżanu z Turcją (lub przynajmniej uzyskanie wspólnej granicy).

Gdy to drugie okazało się niemożliwe Turcja postanowiła dogadać się z Sowietami by kontrolowany przez nich Azerbejdżan graniczył z Turcją i obejmował ziemie południowej Armenii (Nachiczewań, Zangezor, Górski Karabach). Powiodło się to tylko połowicznie, lecz dążenie Turcji do uzyskania połączenia z Morzem Kaspijskim i znajdującymi się po drugiej stronie tego akwenu tureckojęzycznymi republikami jest stałym elementem panturkizmu, a w ramach ekspansjonistycznej polityki Erdogana te tendencje się nasiliły.

Elementem pantureckiego ekspansjonizmu Turcji nie jest tylko wsparcie dla Azerbejdżanu i jego roszczeń wobec Górskiego Karabachu. Obejmuje on również współpracę w ramach Rady Turkijskiej powstałej w 2009 r., w skład której oprócz Turcji i Azerbejdżanu wchodzi też Kazachstan, Kirgizja i Uzbekistan. Warto przy tym wspomnieć, że mimo, iż dwóch członków tej organizacji tj. Kazachstan i Kirgizja są jednocześnie członkami Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, to 28 września wydała ona oświadczenie wspierające Azerbejdżan w tej najnowszej, zainicjowanej przez Baku, odsłonie karabachskiego konfliktu.

Nie ulega przy tym wątpliwości, że obecna eskalacja rozpoczęta została przez Azerbejdżan i w dodatku nie była ona spontaniczna, zainicjowana incydentem, lecz planowana przez wiele tygodni. To powoduje, że nacisk na deeskalację powinien być kierowany do Turcji i Azerbejdżanu.  Warto też dodać, że rozpoczęcie wojny ma odwrócić uwagę społeczeństw Turcji i Azerbejdżanu od problemów wewnętrznych i niepowodzeń w polityce zagranicznej. W przypadku Turcji jest to pogarszająca się sytuacja ekonomiczna, spadek wartości waluty, a także zrobienie kroku w tył w sporze toczącym się we wschodniej części Morza Śródziemnego i w północnej Afryce. By nie musieć się z tego tłumaczyć przed swoim elektoratem Erdogan postanowił skierować uwagę tureckiej opinii publicznej w kierunku jednego z dyżurnych wrogów tj. Ormian.

Interesy Rosji w konflikcie

Mylne jest traktowanie konfliktu w Górskim Karabachu jako rosyjsko-tureckiej wojny zastępczej, choć oczywiście występuje tu również rywalizacja tych dwóch krajów. Rosja oczywiście nie jest zainteresowana zbytnim wzmocnieniem się Turcji na Południowym Kaukazie. Unicestwienie armeńskiej państwowości i realizacja pantureckiego projektu spowodowałaby utratę wpływów przez nią nie tylko w tym rejonie ale i co najmniej ograniczenie ich w Azji Środkowej. Z punktu widzenia Rosji kontrola Południowego Kaukazu to nie tylko utrzymanie jej imperialnych wpływów w obszarze postradzieckim ale też blokowanie kaspijskiego szlaku tranzytowego. Obecność w Armenii pozwala przy tym Rosji szachować Gruzję od południa.

Niemniej brak jest symetrii między relacją Turcja-Azerbejdżan oraz Rosja-Armenia. O ile Turcja nie utrzymuje w ogóle stosunków dyplomatycznych z Armenią, a granica między obydwoma państwami jest zamknięta, to Rosja ma bardzo dobre relacje z Azerbejdżanem i do niedawna była głównym dostawcą broni do tego kraju. W 1994 r. to Rosja doprowadziła do zawieszenia broni, gdy siły Armenii całkowicie rozbiły obronę azerską i mogły zająć znacznie więcej terenów, a nawet wkroczyć do Baku. Problem w tym, że jednoznaczne rozstrzygnięcie sporu azersko-armeńskiego nie jest na rękę Moskwie, gdyż nie mogłaby ona już wówczas odgrywać roli mediatora. Silna i niezagrożona Armenia miałaby znacznie większe pole manewru w polityce zagranicznej. To właśnie stałe zagrożenie ze strony Turcji i Azerbejdżanu jest powodem (i to jedynym) zgody Armenii na obecność rosyjskiej bazy w Gyumri.

W tym kontekście okresowe eskalacje w karabachskim konflikcie są Rosji na rękę, gdyż przypominają Armenii, że jej bezpieczeństwo zależy od Rosji i że ani Europa ani USA nie udzielą jej wsparcia. Rosja przy tym nie zamierza bynajmniej interweniować militarnie po stronie Armenii, a jedynie może wywierać nacisk na Azerbejdżan (i ewentualnie Turcję) by doprowadzić do ponownej deeskalacji. Dotąd ta taktyka działała, a zważywszy na to, że po armeńskiej rewolucji w 2018 r. Armenia zaczęła wykazywać chęć dywersyfikowania swojej współpracy zagranicznej i zintensyfikowania relacji z Europą, to takie „przypomnienie” ze strony Rosji wydawałoby się logiczne i korzystne z jej punktu widzenia. Rosja doskonale też zdaje sobie sprawę, że po doświadczeniach z 2016 r. w Armenii, a zwłaszcza w Górskim Karabachu, narasta sceptycyzm a nawet niechęć do niej. Rosja nie potrzebuje jednak by Ormianie ją kochali, ważne by ją potrzebowali.

Pozytywny i negatywny scenariusz dla Rosji

Kluczem do zrozumienia pozytywnego dla Rosji scenariusza jest komunikat służby prasowej parlamentu Azerbejdżanu wydany po spotkaniu Siergieja Ławrowa z przewodniczącą azerskiego parlamentu Sahibą Gafarową (kilka dni przed azerbejdżańskim atakiem), w którym stwierdzono, iż Ławrow poparł propozycję zwrócenia Azerbejdżanowi wszystkich terenów nie należących przed 1991 do Górskiego Karabachu, a obecnie przez niego kontrolowanych (w tym tych, które zapewniają połączenie między Górskim Karabachem a Armenią), przywrócenia łączności miedzy Azerbejdżanem i Górskim Karabachem oraz wprowadzenia do tego regionu rosyjskich „sił pokojowych”.

Takie rozwiązanie oczywiście byłoby względnie korzystne dla Azerbejdżanu, bo pozwoliłoby na ogłoszenie zwycięstwa czyli przywrócenia kontroli nad Górskim Karabachem, nawet jeśli ta kontrola byłaby czysto formalna i całkowicie zależna od Rosjan. Z punktu widzenia Rosji byłaby to natomiast sytuacja idealna. Armenia straciłaby bowiem bezpośrednie połączenie z Górskim Karabachem i łączność między nimi zależna byłaby tylko od Rosji. Całkowicie uzależniłoby to więc Armenię od Rosji, bo bezpieczeństwo Górskiego Karabachu oparte byłoby wyłącznie na rosyjskich „mirotworcach”. Turcja mogłaby to również wykorzystać propagandowo, niemniej w rzeczywistości to Rosja zyskałaby dodatkowy argument w „targach” z Turcją, które dziś obejmują już Libię i Syrię.

Oczywiście takie rozwiązanie byłoby katastrofą dla Ormian. Aby ziścił się ten pozytywny dla Rosji scenariusz muszą zostać spełnione dwa warunki, po pierwsze armeńska obrona w Karabachu musi się załamać, po drugie nie mogą zostać spełnione warunki, w których Rosja zmuszona byłaby udzielić bezpośredniej pomocy militarnej Armenii. Jeśli chodzi o pierwszą kwestię to ewentualne załamanie się armeńskiej obrony nie oznacza jeszcze bynajmniej zajęcia Stepanakertu przez Azerów. Rosja może interweniować we właściwym momencie i dysponuje narzędziami mogącymi skłonić w takim wypadku Azerbejdżan i Turcję do wstrzymania dalszej ofensywy. Fakt, że Rosji zależy na porażce Armenii w Górskim Karabachu nie zmienia też to, że Moskwa może dostarczać broń Armenii, musi bowiem podtrzymać iluzję, że wspiera Ormian. Tyle, że ten scenariusz wcale nie jest pewny, bo póki co nic nie wskazuje by załamanie armeńskiej obrony było bliskie.

Jeśli chodzi o drugi aspekt to zależy on od tego czy wojna przeniesie się na teren Armenii czy ograniczy się do Karabachu. We wtorek 29 września doszło przy tym do ataku Azerbejdżanu przy użyciu tureckiego drona na autobus w rejonie Wardenis w Armenii. Stało się to podstawą wniosku Armenii o zwołanie posiedzenia Organizacji Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego. O konieczności zwołania takiego posiedzenia mówił też rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow. Tyle, że to jeszcze nie przesądza, że organizacja ta udzieli Armenii militarnego wsparcia (do czego układ zobowiązuje członków). Można się bowiem spodziewać, że co najmniej dwa kraje tj. Kirgizja i Kazachstan, jako członkowie Rady Turkijskiej, będą sprzeciwiać się jakiemukolwiek wsparciu Armenii, jeśli nie „zwróci” ona Górskiego Karabachu Azerbejdżanowi. Z całą pewnością chętnym do poparcia Armenii nie będzie też Aleksandr Łukaszenka, którego z Ilhamem Alijewem łączą zażyłe stosunki.

Taki stan rzeczy może ułatwić Rosji próbę narzucenia Armenii „kompromisu”, czyli wspomnianego wcześniej pozytywnego dla Rosji i Azerbejdżanu scenariusza. Ponadto członkowie Organizacji Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego mogą utrzymywać, że ataki takie jak w Wardenis są incydentami nie zagrażającymi integralności terytorialnej Armenii i z którymi może ona sama sobie poradzić. Warto przy tym dodać, że atak w rejonie Wardenis, choć politycznie ryzykowny, był taktycznie uzasadniony dla Azerbejdżanu. Przez ten region przechodzi bowiem jedna z dwóch dróg (i to ta nowsza, a więc lepsza) łączących Górski Karabach z Armenią.

Zaangażowanie Europy i USA

Bezpośrednie zaangażowanie militarne Rosji w Armenii jest więc bardzo mało prawdopodobne, a kwestią otwartą jest tylko to, na ile może to być kompromitujące dla Rosji (jako nie wywiązującej się z sojuszniczych zobowiązań). Wiele zależy tu również od postawy innych państw, w tym w szczególności Europy i USA. Jeśli zachowają one postawę pasywną, ograniczając się do ogólnikowych wezwań do deeskalacji, to Armenia pozostanie skazana na wsparcie i związany z nim dyktat Rosji, chyba, że zdoła samodzielnie odeprzeć atak Azerbejdżanu. Udział Turcji w tej wojnie zmniejsza jednak prawdopodobieństwo takiej skutecznej obrony. Rozwiązaniem byłby nacisk na Turcję oraz Azerbejdżan, również przy użyciu sankcji, ale można mieć duże wątpliwości czy Europa lub USA się na to zdecydują. Dużą rolę może tu jednak odegrać silna diaspora ormiańska.

Prawdopodobieństwo silniejszego wsparcia Zachodu dla Armenii jest niewielkie również ze względu na import azerskiego gazu i ropy. Ponadto dość popularna jest narracja, że wspieranie Armenii jest wspieraniem interesów Rosji w jej wojnie proxy z państwem NATO, czyli Turcją. Jest to oczywiście fałszywa teza, ale Rosja może podgrzać tą antyarmeńską narrację wysyłając do Armenii wagnerowców. Nie będzie ją to nic kosztowało w relacjach z Turcją czy Azerbejdżanem natomiast zwiększy prawdopodobieństwo izolacji Armenii. To czy sama Armenia i Górski Karabach zaakceptują taką „pomoc” będzie natomiast zależało od ich sytuacji na froncie.  Nie sposób też nie wspomnieć o Iranie, który graniczy zarówno z Armenią jak i Górskim Karabachem. Już pierwszego dnia starć pojawiły się informacje o przypadkowym trafieniu pocisków na terytorium Iranu. Armenia tradycyjnie mogła dotąd liczyć na przychylną neutralność ze strony Iranu, jednakże wykluczone jest raczej by Iran zgodził się na jakikolwiek tranzyt uzbrojenia przez swoje terytorium (zarówno wobec Armenii jak i Azerbejdżanu), co komplikuje ewentualne dostawy uzbrojenia do Armenii, gdyż Gruzja również się na to nie zgadza. Nie wykluczone jednak, że Iran będzie chciał odegrać aktywniejszą rolę jako mediator, przy czym z perspektywy Ormian niepokojące może być to, że Turcja starała się w ostatnim czasie zacieśnić współpracę militarną z Iranem.

Groźba dalszej eskalacji oraz aktywny udział Turcji

O ile nie wystąpi silna presja międzynarodowa to obecna eskalacja może trwać długo i ulegać coraz większej intensyfikacji. Niepokojący jest udział syryjskich dżihadystów sprowadzonych jako tureccy najemnicy, choć póki co wiele wskazuje na to, że ich przygotowanie do walk na tym terenie jest zerowe i odgrywają rolę „mięsa armatniego”. Najemnicy ci dotychczas mieli do czynienia z zupełnie innym przeciwnikiem, nie dysponującym takim uzbrojeniem jakie ma Armenia i korzystali z osłony w postaci intensywnego bombardowania tureckiego. W tym wypadku jest inaczej, niemniej jeszcze bardziej niepokojące są sygnały o bezpośrednim zaangażowaniu Turcji w konflikt. Nie ulega przy tym wątpliwości, że przy okazji odbywających się na przełomie lipca i sierpnia wspólnych azersko-tureckich manewrów (a także później) Turcja przerzuciła do Azerbejdżanu sprzęt wojskowy, w tym drony Bayraktar. Prawdopodobnie w działaniach zbrojnych biorą udział też tureccy doradcy wojskowi. Niemniej szczególnie niepokojąca jest informacja podana przez Armenię o zestrzeleniu armeńskiego samolotu Su-25 nad rejonem Wardenis przez turecki F-16, w wyniku czego miał zginąć armeński pilot. Zaangażowanie Turcji w działania zbrojne po stronie Azerbejdżanu wyklucza jej rolę jako mediatora, tymczasem Turcja obok USA, Francji i Rosji jest członkiem Mińskiej Grupy OBWE, której celem jest pokojowe uregulowanie konfliktu.

Udział Turcji w działaniach zbrojnych powinien spotkać się z negatywną reakcją NATO, jednak można mieć wątpliwości czy rzeczywiście tak się stanie. To może natomiast przyczynić się do dalszej eskalacji. Armenia już zapowiedziała, że zamierza wykorzystać rakiety dalekiego zasięgu w związku z użyciem przez przeciwnika ciężkich miotaczy ognia TOS-1, a także artyleryjskich wyrzutni rakietowych Smiercz (nawiasem mówiąc w obu przypadkach produkcji rosyjskiej). Pojawiły się również sugestie ataku sił armeńskich na dysponujący mniejszymi siłami Nachiczewań, co znów byłoby testem dla Turcji.

Górski Karabach to nie Krym i Donbas

Czasem pojawiają się porównania wojny o Górski Karabach do sytuacji na Ukrainie. Jest to całkowicie nieuprawnione. Wbrew rosyjskiej narracji ani ludność Krymu ani obwodów donieckiego i ługańskiego nie była prześladowana. Wręcz przeciwnie, ludność rosyjskojęzyczna bez problemu mogła posługiwać się językiem rosyjskim, gdyż w samym Kijowie jego użycie było powszechne. Przez ponad 20 lat tereny te były częścią Ukrainy i odbywało się to w warunkach pokojowych, a secesja nigdy by nie nastąpiła bez ingerencji „zielonych ludzików”, czyli inspiracji i wsparcia zewnętrznego. Kwestią dyskusyjną jest też to na ile ludność rosyjskojęzyczna na tych terenach to Rosjanie, a na ile po prostu rosyjskojęzyczni Ukraińcy.

W przypadku Górskiego Karabachu jest zupełnie inaczej. Spór wybuchł w okresie radzieckim, ok. 1987 r., gdy nikt jeszcze nie przewidywał rozpadu ZSRR, a Moskwa nie miała żadnego powodu by podsycać nastroje „separatystyczne” wśród Ormian. Wręcz przeciwnie, jeszcze w 1991 r. radzieckie wojsko i OMON przeprowadziły operację „Kalco” (pierścień), w ramach której siłą wysiedlono mieszkańców ormiańskich wsi w północnej części Górskiego Karabachu. Trudno było zresztą wówczas mówić o „separatyzmie” gdyż chodziło o zmianę wewnętrznych granic administracyjnych ZSRR poprzez odłączenie obwodu autonomicznego od jednej republiki związkowej i przyłączenie do innej, wciąż w ramach tego samego państwa. Warto też dodać, że ormiańska ludność Górskiego Karabachu była prześladowana jeszcze w okresie sowieckim przez władze Azerbejdżańskiej SRR, a po ogłoszeniu niepodległości Azerowie dopuszczali się pogromów (m.in. w Maraga 10.04.1992 r.).

Powyższe uwagi nie mają wskazywać kto ma racje w sporze o Górski Karabach, ale pokazać niedopuszczalność prostych porównań z sytuacją na Ukrainie. Ludność Górskiego Karabachu nigdy nie żyła w warunkach pokojowych jako część niepodległego Azerbejdżanu i raczej nie wydaje się to możliwe również w przyszłości (a w przypadku Ukrainy pokojowa reintegracja jest realna). Nie ma też wątpliwości, że jest to ludność ormiańska. Przede wszystkim jednak to nie Rosja zainspirowała secesję Górskiego Karabachu, a na jego terenie nie ma rosyjskich „mirotworców”, bo nie zgodzili się na to sami Ormianie.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 96
Reklama
rober
poniedziałek, 5 października 2020, 14:56

Ktoś kto neguje prawo Ormian do tej ziemi niech sobie poczyta: Traktat w Sèvres – traktat pokojowy podpisany 10 sierpnia 1920 r. pomiędzy Imperium Osmańskim, sojusznikiem Państw Centralnych w trakcie I wojny światowej, a państwami Ententy po klęsce Imperium Osmańskiego w wojnie. ZWŁASZCZA MAPKA - Które tereny sa Ormiańskie!

Hektor
wtorek, 6 października 2020, 11:18

Nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje właściwą godzinę. Więc polecam; weż zegarka proszę usiąść przeciwko i obserwuj na cała dobę!!! Nigdy nie doszło do traktatu Sevres! Został tylko w papierach jako projekt Ameryki, Anglii itd..!! Republika Turecka nie podpisała takiego traktatu. Jak nic nie możesz zrobić zamiast kłamać Googluj człowieku!!!!, nie uznała, odrzuciła więc wymyślasz!!Czemu oszukujesz i zmylisz ludzi!! Republika Turecka podpisała traktat w Lozannie-1923r.

Bogdan
poniedziałek, 5 października 2020, 19:51

Traktat w Sèvres?? ale to nieudany traktat i zastosowanie niemożliwe!

Niuniu
poniedziałek, 5 października 2020, 02:27

Właśnie Pieskow publicznie zaczął mówić o warunkach na jakich w strefie konfliktu Rosja może rozmieścić siły pokojowe. To potwierdza tezę autora. ale pojawia się już pierwszy zgrzyt. Paszynian na to odpowiedział, że kwestia sił pokojowych w Górnym Karabachu musi być uzgadniana w formacie "mińskim". Czyli z udziałem USA i Francji. Co sugeruje, że siły pokojowe z perspektywy Armeni powinny składać się nie tylko z rosyjskich wojsk ale również z francuskich i amerykańskich. Jeśli taka opcja jest realna to oznacza klęske rosyjsko tureckiej koncepcji opisanej w artykule. Niestety wydaje się, że przed wyborami w USA amerykanie nie są w stanie przeforsować takiej wersji a francuzi już uwikłani w misje wojskowe w Afryce sami nic nie osiągną. zresztą na obecność francuskich wojsk na 100% nie zgodzi się Turcja a więc i Azerbejdżan. Na korzyść Armeni przemawia za to front na którym ewidentnie słabną walki i na którym ewidentnie atak azersko-turecki utyka w walkach pozycyjnych. Może jednak Armenia jakimś cudem wygra kolejne starcie o Karabach?

Niuniu
sobota, 3 października 2020, 02:40

Pierwsza realna bezstronna analiza. I niestety jeśli walki potrwają dłużej to Armenia przegra albo stanie na granicy przegranej. Bohaterstwo Ormian nie jest w stanie przeciwstawić się współczesnym środkom walki na wyniszczenie. Za kilkanaście dni zacznie brakować pocisków do dział i wyrzutni grad a metodyczny ostrzał rakietowo armatni wspierany atakami tureckich bezpilotowców zniszczy czołgi, armaty, stanowiska obronny powietrznej Ormian których nie będą mogli odtworzyć (brak dróg dostaw z zagranicy). Z jednym się nie zgodzę - atak azersko-turecki nie był przygotowywany od kilku tygodni. To było szykowane od lat. Możliwe, że właśnie dla tego Baku podpisało niezwykle korzystną dla Rosji konwencję o morzu Kaspijskim. Konwencję która gwarantuje Rosji bezwzględną militarną kontrolę tego obszaru. Za uzyskaną kontrolę nad morzem Kaspijskim Moskwa mogła zgodzić się na rozegranie Armenii i Górskiego Karabachu zgodnie z opisem powyższego artykułu. Pozostaje pytanie, czy Erdogana nie poniesie ambicja i czy mając militarne zwycięstwo w zasięgu ręki jednak po nie nie sięgnie zajmując Karabach olewając domniemany układ z Rosją. Nie będzie to jednak oznaczać klęski Rosji. Wręcz odwrotnie - może to być droga do jeszcze większego sukcesu. Rosja nadal potrzebna Armenii nawet bardziej niż dziś. Jednocześnie wzrośnie alienacja Turcji w świecie zachodnim co też paradoksalnie bardziej ją uzależni od Moskwy. A chyba "wyjęcie" Turcji z NATO i wciągnięcie jej do rosyjskiej strefy wpływów może być dla Moskwy większym sukcesem niż dla USA/UE było "zdobycie" Ukrainy. W tym samym czasie w Waszyngtonie dwóch sklerotyków stojących u kresu świadomego życia walczy zajadle o przywództwo nad "Wolnym Światem".

ziew
niedziela, 4 października 2020, 22:54

Twoja analiza nadaje się do kosza. Iran od samego początku pozwala na transporty Rosyjskiej broni dla Armenii. Są z tego zdjęcia, swoją drogą wykonane przez Azerskiego agenta, który poszedł siedzieć w związku z rozruchami które panturkiści próbowali rozpętać w Tabrizie i Ardabilu, w Iranie.

rED
piątek, 2 października 2020, 10:21

W momencie utraty Górskiego Karabachu Armenia przestanie potrzebować Rosji.

yaro
piątek, 2 października 2020, 07:57

Tymczasem Rosja gra na pełne uzależnienie od siebie Armenii oferując Turcji bliską współpracę w ramach zażegnania konfliktu o Karabach. Możemy się więc spodziewać wspólnej kontroli wojskowej Rosji i Turcji nad Karabachem, a to oznacza całkowitą kontrolę Rosji nad egzystencją Armenii. Bez Karabachu Ormianie nie będą w stanie przetrwać ewentualnego konfliktu z Azerbejdżanem, czy Turcją. Karabach dawał im możliwość pewnej niezależności, bez niego będą musieli liczyć na łaskę Moskwy. Dokładnie ten sam model Putin zastosował wobec Assada w Syrii w pełni go uzależniając od siebie i w Libii, gdzie w dosadny sposób pokazano Haftarowi żeby nie starał się być zbyt niezależnym wycofując oddziały Wagnera spod Trypolisu i doprowadzać do upadku całej ofensywy LNA.

Fanklub Daviena
wtorek, 6 października 2020, 14:51

I USA sroce spod ogona nie wypadły i też chcą sprzedać Ormian: "Still, the recent flareup provides an opportunity to work to restore cooperation with Ankara to safeguard the common interest in the security of the South Caucasus as a transit corridor" co się przekłada na "Jednak niedawne zaognienie dostarcza okazji do podjęcia działań na rzecz przywrócenia współpracy z Ankarą w celu ochrony wspólnego interesu bezpieczeństwa w postaci Kaukazu Południowego jako korytarza tranzytowego" - Svante E. Cornell, dyrektor American Foreign Policy Council’s Central Asia-Caucasus Institute. :)

B72
piątek, 2 października 2020, 05:11

Wywiad spóźniony bo np. rosyjska pomoc wojskowa juz trafia do Armenii za pośrednictwem Iranu .

Rober
czwartek, 1 października 2020, 21:06

Rosja i Turcja to kraje które niszczą Europe wyznające teorie panst XIX wieku. Armenia powiną dostać wsparcie od państw niwelujących imperializm turecki Grecji, Cypru, Macedonii i zwłaszcza Francji. Co by Turcja nie zaklinała a Rosja oszukiwała historie te tereny od tysięcy lat były i są Ormiańskie!

Fanklub Daviena
środa, 7 października 2020, 10:20

A jaka jest, "znafo", alternatywa do teorii państw XIXw? NWO? To ja już wolę XIXw państwa... :)

Milutki
czwartek, 1 października 2020, 22:22

Tak samo one były azerbejdżańskie jako Azerbejdżaniebsa narodem kaukaskim i potomkami m.in dawnuch tamtejszych mieszkańców

B72
piątek, 2 października 2020, 05:12

To Turcja powinna przestac istniec bo na swoim terytorium jest ludnoscia naplywowa .

ziew
niedziela, 4 października 2020, 22:56

Brednie, Turcy to ludzie o pomylonej tożsamości. Są to miejscowi autochtoni, bez azjatyckiej domieszki właściwych Turków, którzy przyjęli język i wiarę najeźdźców. Jest to prawdą tak w Anatolii, jak i w Azerbejdżanie.

Rober
piątek, 2 października 2020, 00:40

Tak samo jak Turcja do dziś okupuje dawne ziemie greckiego Bizancjum z Konstantynopolem na czele, tylko dzieki głupocie i słabości W. Brytanii i Francji po I Wojnie Światowej

Pax roaman
wtorek, 6 października 2020, 11:29

No tak..Bizantyjczycy tak kochali Ormian, że w czasie Bizantyjskiego, Ormianie mieli całkowity zakaz bycia w Konstantynapolu!! Nigdy nie dopuszczali ich do miasta!! czekawie, że czemu??? Może powiesz nam...

Rober
piątek, 2 października 2020, 00:38

Kolego, Tak jak Turcja do dziś okupuje dawne ziemie greckie, greckiego Bizancjum z Konstantynopolem na czele i tylko dzieki głupocie i słabości W. Brytanii i Francji po I wojnie Światowej

Hektor
wtorek, 6 października 2020, 22:40

A kolonialiści greccy nie okupowali i skolonizowali ziemie Troji, frygii, lidii..To jest pierwsza wojna między zachodem a wschodem. Trojanie walczyli przeciwko grekom żeby obronić swoje ziemie a ludy anatolijskie wysyłali pomoc do Troji (iliada). trzeba znać historię chociaż wystarczy trochę przeczytać żeby mieć pojęcia!! Aha skąd masz tą nazwę bo nie gdzie nie ma takiego miejsca czy miasta!!

rober
środa, 7 października 2020, 12:32

w TWOJEJ ZAKŁAMANEJ TURECKIEJ NIE W EUROPEJSKIEJ BYŁO..JEST I BEDZIE

Antyk
czwartek, 1 października 2020, 17:34

Wszystkie sojusze są mniej warte niż papier na którym zostały spisane.

wert
czwartek, 1 października 2020, 18:58

pleciesz ogólniki. Decydują interesy. I Wojna wybuchła bo WSZYSTKIE umowy zostały dotrzymane. Interesy zostały prawidłowo odczytane i zapisane i tu masz klucz czy układ jest wiarygodny czy nie

Fanklub Daviena
środa, 7 października 2020, 10:28

Bredzisz w każdym temacie, a wiec i historii. Z najgłośniejszych traktatów, które nie zostały dotrzymane w IWŚ to np. USA złamały umowy z Europą o neutralności USA. Bez gorliwych zapewnień USA, że zachowają życzliwą neutralność względem Niemiec i bez politycznego popierania postulatów Niemiec "w sprawnie niesprawiedliwego kolonialnego podziału świata", nie doszłoby ani do IWŚ ani do IIWŚ. Francja i Anglia oszukały Rosję, z którą zawarły traktat o udziale w IWŚ po stronie Francji i Anglii, a nie po stronie sojuszniczych Prus i Austro-Węgier w zamian za oddanie Turcji we władanie Rosji. Gdyby Rosja stanęła w IWŚ po stronie Niemiec, to wojna toczyłaby się z dala od Rosji, która jak USA bogaciłaby się na dostawach żywności dla walczących Niemiec i Austrowęgier i nie doszłoby do bolszewickiej rewolucji a Francja z Wielką Brytanią przegrałyby wojnę. Za to gdy przyszło do wywiązania się przez Wielką Brytanię i Francję z umów i do oddania Rosji Turcji, to Zachód wspomógł i sfinansował bolszewików, obalił carat i powiedział Rosji, że umowę zawarł z carem a nie bolszewikami, więc Turcji nie odda... :)

Sms
piątek, 2 października 2020, 19:13

Tylko dlatego, że tamtej wojny chcieli wszyscy. Pierwsza Wojna Światowa była konfliktem (na początku oczywiście), na który czekali wszyscy z utęsknieniem. Łącznie z nami. Wiec kiedy nadarzyła sie okazja to wszyscy ruszyli.

wert
piątek, 2 października 2020, 21:37

Hegemon brytyjski chciał wojny? To nowość. Jakieś dowody?

Bendix
środa, 7 października 2020, 13:55

Oczywiście że brytyjski. Nawet ją wywołał. Chodziło o pokonanie rosnącej gospodarczo potęgi Niemiec rękami Francuzów i Rosjan. Przeczytaj sobie książkę: "Jak nakręcić bombę"

ziew
poniedziałek, 5 października 2020, 18:12

Każdy hegemon w obliczu rosnącej potęgi rywali dąży do wojny, mój drogi, mądry inaczej kolego

Dowcipniś
czwartek, 1 października 2020, 15:28

A ja bym się chciał dowiedzieć co na temat tego konfliktu mówi Radio Erewań :-)

Bursztyn
czwartek, 1 października 2020, 11:20

Nie ma tła nie ma Rosji Ruski zdeklasowany i wyparty przez Turków Teraz to mu Iran pozostał Ciekawa czy Armenia przyjmie broń od Szyitów?

Artois@
czwartek, 1 października 2020, 11:17

Rosja jest takim samym dostawcą uzbrojenia dla Armenii jak i dla Azerbejdżanu. W tym drugim przypadku dochodzi Izrael!!! Czego autor nie napisał. Nacjonalizm Ormian jest taki sam jak Azerów. Zachód nie ingerował w ten spór, przynajmniej w znaczący sposób wiec dlaczego miałby ingerować teraz. NATO nie jest sojuszem politycznym więc dlaczego miałoby ingerować w politykę turecką, wystarczą ograniczenia Waszyngtonu (F-35 i ale z pewnością nie tylko). Ormianie zajęli również część Azerbejdżanu, która nigdy nie była częścią Karabachu i wypędzili ludność muzułmańską. Informacja o najemnikach nigdzie nie została potwierdzona!!! Nikt nie porównuje wojny na Ukrainie z wojną o Karabach. Wątek niepotrzebny i jałowy. Gdzie Rzym a gdzie Krym chciałoby się powiedzieć. Rosja jest gwarantem istnienia Armenii nie od wczoraj i nie musi "iść dalej" bo i tak kontroluje politykę Erewania, który nigdy, w przeciwieństwie do Gruzji, nie aspirował do "zachodu". I tak dalej.... Jak zwykle dużo słów i wyobrażeń autora o świecie o którym stara się coś wiedzieć ale nie przyjmuje roli obiektywnego obserwatora-dziennikarza

wtorek, 6 października 2020, 08:47

Spójrz na historie i uwarunkowania geograficzne. Jeśli Armenia przegra to państwa muzułmański

Czech
czwartek, 1 października 2020, 14:26

To artykul bardzo do rzeczy. Wszystkie jego watki. Azerski i ormianski nacjonalizm i narracja nie jest taki sam. Ciagle ktos porownuje inne konflikty zamrozone z tym z Karabachu. NATO jest jak najbardziej sojusz polityczny. Itp., itp.

Rightguy
piątek, 2 października 2020, 17:18

Nato z definicji jest układem wojskowym!

ziew
niedziela, 4 października 2020, 22:57

Jedyne operacje wojskowe NATO to wojny najeźdźcze w interesie USA, bez wyjątku mające miejsce daleko poza "północnym Atlantykiem"

ccc
poniedziałek, 5 października 2020, 19:48

bez komentarza, szkoda słów

ziew
wtorek, 6 października 2020, 14:48

Dobry wybór, wielu na tej stronie spróbowałoby bezczelnej odpowiedzi i jedynie się osmieszyło

Bursztyn
czwartek, 1 października 2020, 11:03

Ruski wykopany z baku? Niespodzianka TURCJA dobrze chroni 2 rurociągi do morza czarnego przez Gruzję

codybancks
czwartek, 1 października 2020, 09:45

Karabach to tam jest ropa i gaz , i chcą się uniezależnić od ruskich !!! Wot cała tajemnica Karabachu !!!

lolas
czwartek, 1 października 2020, 08:37

Najemnicy z Syrii zostali zrekrutowani na 3 miesiące przez „organizację zewnętrzną”. Ich żołd wynosi 1800 dolarów miesięcznie. Informacje u swoich lokalnych źródeł potwierdza agencja AsiaNews, a także Obserwatorium ds. praw człowieka w Syrii. Ponadto wkrótce do już obecnych w regionie 4 tys. najemników dołączą kolejni dżihadyści. Islamscy bojownicy deklarują, że ich celem jest „walka z chrześcijańskimi krzyżowcami”, zaś poparcie Azerbejdżanu stanowi część „dżihadu, czyli świętej wojny muzułmanów przeciwko chrześcijanom”. Zdaniem katolickiej pisarki ormiańskiej Antonii Arslan takie działania wpisują się w neo-otomańską politykę prezydenta Turcji, który dostrzegł możliwość rozszerzenia wpływów na Azerbejdżan z powodu kulturowych i etnicznych związków obu państw. Z kolei w obliczu konfliktu Armenia została pozostawiona sama sobie przez społeczność międzynarodową. „Chciałabym usłyszeć mocny głos Europy, ale kto jest gotowy umrzeć za Górski Karabach? Nikt nie chciał umierać za Gdańsk w 1939 roku, tym bardziej nie zechce za nas” – stwierdziła. Jak dodała, Armenia liczy na pomoc Unii Europejskiej, ale może się też okazać, że państwu pozostanie jako sojusznik jedynie Rosja. Ponadto – jak zauważa Arslan – obecny konflikt spowodowany jest słabą reakcją świata na „wojnę czterodniową” z roku 2016, gdy wspierany przez Turcję Azerbejdżan korzystał z bojowników ISIS w dokonywaniu zbrodni przeciw Ormianom. Tymczasem premier Armenii Nikol Pashinian ostrzega, że destabilizacja Kaukazu może zagrozić pokojowi na całym świecie. „Źródła Asia News donoszą, że do Azerbejdżanu przybył znany syryjski terrorysta Abu Amsha, dowódca brygady Sulejmana Shaha, który wsławił się okrucieństwami w czasie walk w Libii. Jego ludzie uważani są za najbardziej okrutnych zabójców wśród najemników, których charakteryzuje również szczególna nienawiść do chrześcijan, czyli według nich niewiernych” – informuje Radio Watykańskie

B-system
piątek, 2 października 2020, 05:19

gdyby Armenia zachowała sie inaczej wobec Gruzji podczas konfliktu z Rosją to reakcja swiata zachodu bylaby inna ...

Fanklub Daviena
środa, 7 października 2020, 10:38

Gdyby Armenia zamiast robić antyrosyjską "kolorową rewolucję" i podpisywać traktaty z NATO, USA i UE i okupować na ich zlecenie Kosowo czy Irak czy popierać ukraińską państwową cerkiew przeciw rosyjskiej czy dawać rosyjskie uzbrojenie do przebadania NATO i zamiast zamykać rynek na towary rosyjskie i otwierać na towary UE i USA trzymała z Rosją, jak Asad czy Osetia czy Krym, to w Górskim Karabachu byłoby tyle nowoczesnych ppk, Igieł, karabinów snajperskich i dronów i takie wsparcie wywiadowcze Rosji, że Azerbejdżan nigdy nie odważyłby się na atak... Teraz Ormianie niech idą prosić o pomoc swoich nowych panów jak odwrócili się plecami do Rosji. Ale ich nowi panowie z za Wielkiej Wody mówią, że ten konflikt to świetna okazja, by naprawić stosunki z Turcją w zamian za sprzedanie im Ormian... :)

brednie
czwartek, 1 października 2020, 13:24

Co miało Imperium Otomańskie wspólnego z dżihadem to wiesz chyba tylko ty a jak nie wiesz to dopytaj na Sawuszkina

mobilny
czwartek, 1 października 2020, 08:14

To o czym pisałem. Wielcy walczą rękoma maluczkich.... Nie dajmy się w tę grę wkręcić....

rED
czwartek, 1 października 2020, 08:07

Jeśli Rosja nie chce udzielić wsparcia Armenii to idealna sytuacja dla Iranu. Czyżby okazja pukała do drzwi?

czwartek, 1 października 2020, 08:06

50 mln złoty kosztuje mq9 reaper czyli 50 takich za boingi ucieczkowe dla rządu 30 za trumny72 i 70 za Leo 0 Polin czyli 150 reaperow X4 rakiety hellfire tj.600 celów w teorii + po 2 bomby x150 tj 300 celów ...czyli 900 celów mogą zaatakowac. Ruskm rakiet nie starczy by to zestrzelić...150 reaperow potrzebuje 450 operatorów + obsługa niech będzie kolejnych450 + 48 f16 i 32 F35 mamy rewelacyjną broń 'obronna' no ale to powoduje redukcję 'potrzebnych' i ograniczenie kosztów 'personalnych' nie mówiąc o związkach zawodowych a tak 700 celów i 3 samoloty typu quick gov evac będą...spoko w 39 było to samo...kupiliśmy statki(okręt walczy...tamte uciekły z wyjątkiem gryfa )wodne, podwodne zamiast boforsow plot i ppanc. Azerbejdżan pokazał ile jest warta polinska armija (za bardzo od ormiańskiej się nie różni wojsko polinu) na nasze szczęście Rosja nie ma jeszcze potrzeby zrzucenia deeskalacyjnej atomówki na Polin

najezyn
czwartek, 1 października 2020, 18:27

Zamiast bezzałogowca za 50 mln z 4 rakietami (dobrymi, fakt, ale też po jakieś 100 tys. zł najtaniej) plus bombami, kupujemy sobie za te 50 mln 500 sztuk latającej amunicji Warmate. Przebicie nie to, operatorów trzeba by więcej, ale to jednak większy potencjalny kłopot dla zaatakowanego. Więc nie jest tak, że całkiem nie myśli się o dronach. Walczyć tym trzeba z mniejszego dystansu, ale skoro się broni, nie atakuje, to w sumie nie przeszkadza, bo chodzi generalnie o to, by wróg nie przeszedł tamtędy, gdzie stoją obrońcy.

123
czwartek, 1 października 2020, 14:49

nic takiego sie nie stanie bo gdyz poniewaz dzialania MON sa takie, a nie inne. Smierdzi mi to obca agentura pilnujaca aby PL przypadkiem sie nie dozbroila...

geo
czwartek, 1 października 2020, 07:59

Tym razem to nie Rosja się "rozpycha" na mapie ale Turcja. Po wojażach w Syrii, Libii i na M.Śródziemnym (ogólnie niezbyt udanych) próbuje szczęścia na kierunku M. Kaspijskie. Dla pytających dlaczego? Ano, dlatego że jest tam ropa i słabe państewka do ogranie w grę "sojusze".

[sic!]
czwartek, 1 października 2020, 03:54

Przecież odbywa się transport uzbrojenia dla Armenii przez irańskie terytorium.

Andrettoni
środa, 30 września 2020, 23:53

To pokazuje, że świat nie będzie "dwubiegunowy", Chiny kontra USA, tylko wielobiegunowy. Turcja ma własne interesy, które czasem są zbieżne, a czasem rozbieżne z naszymi. To samo dotyczy Rosji. Polska ma interesy zbieżne z Rosją, gdyby oddzielał nas gruby, nieprzenikalny mur. Jeden z aspektów konfliktu to starcie chrześcijan z muzułmanami. Erdogan postrzega siebie jako forpocztę islamu. Mamy 2020 rok, a dalej trwają wojny religijne - Talibowie, ISIS, Iran, a teraz Turcja. Mieliśmy wojnę kapitalizmu z komunizmem, która była "ostateczna", a są kraje dla których, to religia jest kluczowa. Warto zauważyć, że w skład krajów tureckojęzycznych jako obserwator wchodzą Węgry. Rada Współpracy Państw Języków Tureckich ma wspólny kanał telewizyjny, a mówimy o Kazachstanie, Azerbejdżanie, Kirgistanie, Uzbekistanie. Świat nie kończy się na NATO. Różne kraje tworzą własne organizacje i strefy wpływów. W przypadku Turcji strefa jest znaczna, a sporą diasporę maja też w Niemczech. Zaraz nazwiecie mnie rusofilem, ale historia lubi się powtarzać i może nie stoczymy wojny z Rosją, tylko "Drugą Bitwę pod Wiedniem". Śmieszne? 10 lat temu może tak, teraz już nie całkiem, a co będzie za kolejne 10 lat? Oczywiście nie można też wykluczyć scenariusza eskalacji, w której konflikt rosyjsko-turecki wciąga NATO do wojny i walczymy z Rosją otwarcie. Po prostu scenariusze mogą być rożne.

gres
czwartek, 1 października 2020, 13:06

Jeżeli już, to byłaby 3 odsiecz wiedeńska. Zasadność udziału polskich wojsk w tych dwóch pierwszych były mocno dyskusyjne. W przypadku pierwszej i drugiej nie byliśmy z Rosją w "jednej drużynie" Rosja nie biła się w tym samym czasie z Turcją. Natomiast krótko przed jedną i drugą biła się z Polską.

Fanuel
czwartek, 1 października 2020, 22:55

Otóż to.

Andrettoni
czwartek, 1 października 2020, 21:49

Mówię tylko o tym, że polityka jest zmienna i nie jest jednowymiarowa. Przykład Turcja-Grecja i brak reakcji ze strony Niemiec. Pani Merkel zależ na głosach 2 mln Turków. Kraj, który przewodniczy UE i zero reakcji... Przecież to nie ja o tym decyduję, tylko obserwuję co się dzieje. Grecy zaciągają się do oddziałów Armeńskich by walczyć z Turkami. Armenia jest w sojuszu z Rosją. Wszystko dlatego, że Niemcy nie powiedziały twardo o obronie obecnych granic UE. Jak Turcja zaatakuje Grecję i Rosja pomoże Grecji w ramach "wspierania prawosławia", to kogo powinna wspierać Polska? Agresora? Rosja może być jednocześnie wrogiem na naszej granicy i sojusznikiem w innym rejonie świata. Nie wymagam miłości, tylko logiki i pragmatyzmu. Nie mamy starcia dwóch stron, tylko chaos wzajemnych oddziaływań.

Davien
czwartek, 8 października 2020, 18:17

Andrettoni jak Turcja zaatakuje Grecję to NATO wystapi o stronie akurat grecji i tyle bedą widzieli Turcję. Aha, jak niby Rosja pomogłaby Grecji jak Bosfor będzie zamkniety.

spoko
czwartek, 1 października 2020, 04:08

Andrettoni A ty wiesz kto tak pod tym Wiediem walczyl ile bylo czyich wojsk itp?

Andrettoni
czwartek, 1 października 2020, 21:54

Nie wiem - nikt tego nie wie, są tylko szacunki historyków. Można wybrać, które komu bardziej odpowiadają. Zresztą to nie była jedna bitwa i główna nie odbyła się pod Wiedniem. Jednak to nie jest dyskusja o przebiegu wojny. Po prostu zwracam uwagę na zmienność polityki i powrót anachronizmów. Wojna muzułmanów z chrześcijanami w XXI wieku? 20 lat temu uznałbym to za żart.

tagore
środa, 30 września 2020, 23:24

Idealny sposób na zdyskredytowanie "zachodu" w regionie,a wystarczyło by wywalić wojska okupacyjne z Cypru by sprowadzić rdogana do parteru.

Milutki
czwartek, 1 października 2020, 09:11

Nie trzeba wyzwalać okupantów z Cypru, Turcja już to zrobiła w 1974 roku, obroniła wtedy Cypr przed okupacją

Gnom
czwartek, 1 października 2020, 07:47

Brawo, pomysł świetny, ale daj przykład i kjako pierwszy zgłoś sie do korpusu ekspedycyjnego.

czwartek, 8 października 2020, 18:18

A ty będziesz wtedy walczył w wojskach Erdogana.

Art
środa, 30 września 2020, 23:12

Wydaje mi się że jest to wojna biznesowa bardziej, te małe kraje kupują broń w Turcji i Rosji. A Turcja i Rosja ma w tym korzysc, nie ważne że do siebie strzelają, ważne że to napędza im rynek zbrojeniowy.

mobilny
czwartek, 1 października 2020, 09:52

No brawo ty. Podpowiem tylko że każdy tak robi nawet USA

czwartek, 1 października 2020, 08:09

A była jakaś nie biznesowa? Aaa USA zaatakowało Irak i Afganistan z najemnikami polinu by poszerzyć prawa ludzi do BTLG i wolności,bezinteresownie...my napewno ,paliwko po 5 zł mamy zamiast po 3 za rozszerzenie 'wartości' zachodu na bliskim wschodzie

*Niezależny obserwator*
środa, 30 września 2020, 21:41

Moim zdaniem nie można tak oddzielać wojny A-A od globalnych starć. To jest element całej układanki. To są ruchy graczy na "terenie" Rosji. USA na Białorusi a Turcja w Armenii. W tej grze każdy może uderzać w każdego. Każdy szuka słabych punktów i momentów u pozostałych graczy żeby ich osłabić.

Artur
środa, 30 września 2020, 20:34

Armenio trzymaj się dzielnie!!!

czwartek, 1 października 2020, 08:12

Wino i dywany z Armenii a ropa z baku za wysłanie im po plutonie polinskich jenerałów i po pułku dekownikow i kompani wsparcia w postaci monu i iu

Milutki
środa, 30 września 2020, 22:40

Tak, dzielnie wycofaj się z tego co ukradłaś, do przyznania się do błędu też trzeba odwagi

Marek
czwartek, 1 października 2020, 08:18

Bo jak tego nie zrobisz, to będziemy mordować jak mordowaliśmy wcześniej w Maradze?

tagore
środa, 30 września 2020, 23:27

Historia dla funków jest "elastycznym" materiałem. Dumni z podboju i rzezi najeźcy biednymi ofiarami.

mobilny
czwartek, 1 października 2020, 09:53

Ale to akurat prawda

Milutki
czwartek, 1 października 2020, 09:13

Ormianie są agresorami a Azerbejdżanie ofiarami. Wiem że trudno przełknąć prawdę

ok
środa, 30 września 2020, 19:21

Dzięki. Dobry artykuł

Dalej patrzący
środa, 30 września 2020, 19:19

Turcja rozpaliła kolejny po Syrii i Libii konflikt zastępczy z Rosją. Łamiąc krucha równowagę i mediację, jaką wypracował Kreml. Tuż przedtem Turcja zdeeskalowała taktycznie z Grecją i Cyprem na Morzu Śródziemnym, robiąc sobie wolne pole - jeżeli Kreml zdecyduje o wejściu na wyższy stopień eskalacji - Turcja zapewne też odpowie eskalacją. Jakby nie było - teraz Turcy eskalują i zamrażają konflikt - w strefie uznawanej przez Kreml za "swoją". Gra idzie też o gazociągi - ale i o Nowy Jedwabny Szlak i pozycję Turcji jako łącznika z Europą. W lipcu Armenia z poduszczenia Kremla ostrzelała koło azerskiego miasta Tovuz ropo i gazociągi transportujące z Morza Kaspijskiego węglowodory przez Gruzję do Turcji. Czyli rurociągi, dzięki którym Turcja nie musi odbierać gazu ani ropy od Rosji - a Ankara wstrzymała odbiory bodajże od lutego. Ostrzał rurociągów był "czerwonym alarmem" dla Ankary - która postanowiła wejść i ustanowić swoje porządki - czyli zabezpieczając przesyły strategiczne węglowodorów - ale i alternatywne trasy Nowego Jedwabnego Szlaku przez Morze Kaspijskie-Kaukaz-Morze Czarne - które są przedmiotem gry Rosji i Turcji ze względu na grę o sumie zerowej "bycia tym ważniejszym" w tej kwestii dla Chin. Zresztą - podobnie do Syrii Rosjanie wkroczyli, by zabezpieczyć interesy Gazpromu - czyli ze względu na rurociągi przesyłowe. I tak samo w Libii - by zablokować konkurencyjny [niekontrolowany] przesył weglowodorów. W każdym przypadku Rosja ma na pieńku z Turcją.

Milutki
czwartek, 1 października 2020, 09:22

Turcja nie wywołała konfliktu, to Armenia wywołała konflikt napadając na Górny Karabach . Obecnke to Azerbejdżan walczy z Armenią a nie Turcja, Azerbejdżan to samodzielny kraj który z Turcją łączą stosunki partnerskie a nie wasalne i Azerbejdżan podejmuje decyzje samodzielnie a nie z zewnętrznego przymusu

rober
piątek, 2 października 2020, 08:37

Jak można napaść na samego siebie - Człowieku weź książkę od historii i się dokształć . Zacznij od cesarstwa Bizantyjskiego i spr. czy byli na tych terenach Ormianie . Sprawdź kogo mordowali Turcy w trakcie I wojny światowej - spr. historie ZSRR i ulatania granic przez Stalina na Kaukazie !!! Potem sie wypowiadaj !

wert
czwartek, 1 października 2020, 17:47

w Polsce nikt w to nie wierzy

Milutki
czwartek, 1 października 2020, 22:24

Takie są fakty, tu nie potrzeba wiary

wert
środa, 7 października 2020, 10:54

Fakt niczym dziennik rasp lub pewna tele.

wert
środa, 30 września 2020, 23:03

nie ma sumy zerowej. chinczycy głupi nie są i tworzą kilka korytarzy począwszy od morskiego przez Ocean Lodowaty na północy. I w Syrii, i Libii chodzi o złoża. Złoża syberyjskie wyczerpują się, są coraz trudniej dostępne a na pustyni jest luzik, co najwyżej kilku wagnerowców pagibnie

Maciej
środa, 30 września 2020, 18:00

Super artykuł.

jg
środa, 30 września 2020, 16:28

bardzo interesujący opis sytuacji, dziękuje.

Biela
środa, 30 września 2020, 14:06

My się zajmijmy Bialorusia .A ruskie niech się przekomarzaja z Turkami .Widać nie są tak chętni jak z Ukr....

cv
środa, 30 września 2020, 14:00

Jeśli Polska nie rozbuduje własnego potencjału i będzie polegać na amerykańskich mirotworcach skończy jak Armenia.

wert
czwartek, 1 października 2020, 09:10

To buduj atomowe odstraszanie. Zafunduj ludziom Koree Płn czy Iran chciejco

Liukang Kowalski
środa, 30 września 2020, 23:12

Dokladnie tak!

Stary Grzyb
środa, 30 września 2020, 13:56

Krótko mówiąc, sytuacja jest klarowna: "bracia Rosjanie", umiejętnie (jak na razie) wykorzystując Turków i Azerów, usiłują doprowadzić do całkowitego podporządkowania (niekoniecznie w formie formalnego wchłonięcia) Armenii; los mieszkańców Górnego Karabachu, czyli Ormian, jest Rosji całkowicie obojętny. Prawidłowy jest t timing rosyjskiej operacji, gdyż USA wchodzą w finalną fazę kampanii prezydenckiej, zaś Europa Zachodnia może czynić wstręty krajom nieakceptującym tezy, że "pederastia przyszłością świata", ale nic więcej (brak sił i środków, a przede wszystkim - woli). Przy okazji, żadne "podważenie wiarygodności sojuszniczej Rosji" nie nastąpi, gdyż wiarygodność ta jest z definicji zerowa, zaś "sojusz" z Rosją polega na całkowitym podporządkowaniu i bezpośredniej okupacji w przypadku podmiotów słabszych od Rosji, a na próbie oszustwa trybem ciągłym w przypadku podmiotów równorzędnych czy przynajmniej względnie równorzędnych. I tyle.

wert
czwartek, 1 października 2020, 09:12

Polityka sowiecka jest zero jedynkowa. Tam miejsca na kompromis nie ma, już tusek próbował, skończyło się dyktatem gazowym i nie tylko

Pitek1
środa, 30 września 2020, 13:47

Życzę powodzenia Ormianom.

Arek
środa, 30 września 2020, 13:46

Teksty Pana Repetowicza czyta się z przyjemnością, choć nie ze wszystkimi opiniami w tym artykule się zgadzam, to jest to bez wątpienia obiektywne źródło informacji w przeciwieństwie do większości artykułów jakie można przeczytać na ten temat w polskojęzycznych mediach. Mówiąc o postawie Łukaszenki warto pamiętać, że Alijew jest dla niego ważny, ale w Armenii ma swoje prywatne kasyna.

Prosimy
środa, 30 września 2020, 13:46

Jakby Autor mógł nam tą skomplikowaną geopolitykę przeliczyć na jakieś realne dolary lub euro nawet plus minus to by bardzo pomogło bo tak słyszymy o rzekomych wielkich korzyściach politycznych i gospodarczych takich czy innych przebiegów granic ale póki co widzimy same straty w sprzęcie i ludziach i nic więcej. Dziękujemy

wert
środa, 30 września 2020, 13:38

Wielbicielom sojuszu z chinami jako przeciwwagi sowietów: chiny milczały gdy sowieci zabierali ukraincom Krym, Donbas. Chiny milczą gdy sowieci powoli anektują Białoruś mimo swoich sporych inwestycji i wypierania ich przez sowietów. Chiny dają wolną rękę erdoganowi w robieniu "porządków" na Bliskim Wschodzie i tak samo dadzą wolną rękę sowietom w Polsce

*Niezależny obserwator*
środa, 30 września 2020, 21:30

Bo Chińczyków nie obchodzi kto rządzi w danym obszarze. Jak by Warszawę kontrolowali Rosjanie to będą rozmawiać z Rosjanami, jak Niemcy to będą rozmawiać z Niemcami. Bo jaka to dla nich różnica? Na ich miejscu też by to nas nie obchodziło.

wert
czwartek, 1 października 2020, 09:27

Dokładnie, tyle że sporo mrzonkowiczów nie myślii

Bursztyn
środa, 30 września 2020, 13:37

Ruski chochol totalnie zaskoczony interwencja Turcji po stronie BAKU No ale chronią przecież 2 rurociągów do morza czarnego a stamtąd do Turcji Zupełnie omijając Rosję że sfery swojego IMPORTU ZA CO BAKU JEST SUPER WDZIĘCZNE BO TO DLUGI TRWAŁY KLIENT

beb
środa, 30 września 2020, 21:21

I po co piszesz takie rzeczy...Jak Rosja może być zaskoczona ,że Turcja wspiera Azerbejdzan...Skoro zbliżenie rosyjsko-tureckie nastąpiło po próbie spisku w Turcji przeciwko Erdoganowi o czym ponoć Rosjanie informowali i dowiedzieli się zanim Erdogan obudził się ze snu...

spoko
czwartek, 1 października 2020, 04:19

Prawda jest taka ze polozenie Turcji jest bardzo \strategiczne \ Wystarczy przypomiec sobie jak Turcja lawieowala podczas 2 WW

Tweets Defence24