Filipiny: możliwe napięcia z Chinami po masowym wydaleniu imigrantów

31 października 2020, 12:35
960px-100204-N-3879W-023
Fot. U.S. Navy, Lt. Anthony Waters - www.navy.mil

Filipiny wydaliły prawie 3 tys. Chińczyków, którzy naruszyli warunki pobytu. Decyzja postrzegana jest jako próba poprawy wizerunku służb imigracyjnych po skandalu, jaki wywoła informacja o przyjęciu przez nie od cudzoziemców ponad 800 mln dol. łapówek.

Sprawa masowego napływu nielegalnych pracowników z Chin budzi także obawy w kontekście politycznych napięć między rządami w Manili i Pekinie. Szef filipińskiego biura imigracji Jaime Morente ogłosił w mijającym tygodniu, że 2736 obywateli Chin, którzy naruszyli warunki pobytu otrzymało nakaz bezzwłocznego opuszczenia kraju.

Cudzoziemcy przedłażyli pobyt poza termin ważności swoich wiz turystycznych. Morente, protegowany prezydenta Filipin Rodrigo Duterte, jest świadkiem w śledztwie dotyczącym skandalu korupcyjnego, który wybuchł po ujawnieniu, że w ciągu trzech lat podlegający mu urzędnicy przyjęli od cudzoziemców, głównie Chińczyków, łapówki o łącznej wartości około 40 mld pesos (860 mln dol.). Miliony cudzoziemców mogły się znaleźć się na Filipinach nielegalnie ze względu na korupcję służb.

Podczas trwającego właśnie parlamentarnego śledztwa filipińscy senatorowie ustalili, że osoby chcące otrzymać przy przekraczaniu granicy wizy z pominięciem procedur wnosiły za to 200-dolarowe nieformalne opłaty. Oprócz urzędników imigracyjnych w skandal są zamieszane również biura podróży.

Kierująca komisją śledczą badającą tę sprawę senator Risa Hontiveros oceniła w poniedziałek, że efekcie swobodnego traktowania przepisów imigracyjnych do kraju osiedliło się 4 mln posiadaczy chińskich paszportów. Powołując się na dane biura imigracji dodała, że tylko 150 tys. formalnie aplikowało o lotniskową wizę. Pozostałe 3,8 mln musiało jej zdaniem zapłacić łapówki.

System wydawania krótkoterminowych wiz na lotniskach wprowadzono w 2017 roku, by ułatwić wjazd chińskim podróżnym. Z danych urzędu ds. turystyki wynika, że w 2019 roku kraj odwiedziło 1,7 mln Chińczyków, którzy łącznie wydali tam 2,3 mld dol. Szybki program wizowy wstrzymano w styczniu, po pierwszych oskarżeniach korupcyjnych. Przed senacką komisją śledczą stanęły osoby zamieszane w nieprawidłowości, z których co najmniej 20 ma usłyszeć prokuratorskie zarzuty. W mijającym tygodniu na pół roku zawieszono 45 urzędników imigracyjnych.

Skandal ma związek z rozwijającym się na Filipinach przemysłem hazardowym. Od 2016 roku, kiedy władze w Pekinie zabroniły działalności firm oferujących internetowy hazard, właściciele zajmujących się tym biznesów zaczęli masowo przenosić je na teren archipelagu. Odkąd rząd w Manili objął je systemem specjalnych licencji, są powszechnie znane jako POGO (Philippine Offshore Gaming Operators). Wielu z tych przedsiębiorstw zarzuca się jednak unikanie płacenia podatków i pranie brudnych pieniędzy, a część filipińskiej opozycji domaga się ich zamknięcia. Parlamentarzyści wskazują też, że łatwy dostęp do nielegalnie wydawanych wiz przez lata umożliwiał powiązany z POGO handel ludźmi i prostytucję.

Tymczasem administracja prezydenta Duterte broni systemu POGO przekonując, że kraj zyskuje na nim dzięki rzekomemu tworzeniu miejsc pracy oraz wyższym cenom nieruchomości. W ostatnich dniach filipińskie media donosiły także o masowym wykorzystywaniu przez Chińczyków możliwości uzyskania długoterminowych wiz dla emerytów. Warunkiem uzyskania takiego dokumentu jest jedynie ukończenie 35 lat i posiadanie odpowiedniej ilości gotówki.

W ubiegłą niedzielę felietonista gazety „Philippine Daily Inquirer” Randy David ostrzegł, że masowa chińska imigracja może doprowadzić do napięć rasowych. Jak ocenił, chińscy pracownicy często mówią tylko w swoim języku i nie integrują się z miejscowymi społecznościami. Pojawienie się na Filipinach w krótkim czasie tak dużej liczby Chińczyków porównał do sytuacji sprzed japońskiej inwazji w czasie II wojny światowej. Na kilka lat przed nią na teren azjatyckiego archipelagu wyemigrowały tysiące Japończyków – przypomniał.

W podobnym tonie wypowiedziała się na temat napływu chińskich pracowników senator Hontiveros - „To alarmujące, zwłaszcza w kontekście trwającej okupacji przez Chiny filipińskich terytoriów na Morzu Zachodniofilipińskim i destrukcji naszych zasobów morskich w tym rejonie” - powiedziała.

PAP - mini

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 9
Reklama
Eee tam
poniedziałek, 2 listopada 2020, 09:13

Nic nowego Chińczyków masowo wywalali w ostatnich dekadach już chyba z wszystkich krajów Azji południowej ostatnio nawet Kim w Korei Północnej się za nich zabrał. Za to do Polski się ich wpuszcza masowo z otwartymi szeroko ramionami no cóż jak to się kończy to Azja już przerabiała.

aniołek "świenty"
niedziela, 1 listopada 2020, 21:09

Tak duży napływ obcej narodowości to dobry grunt do utworzenia V kolumny. To również rozmiękczanie kultury narodu filipińskiego. To także obce i niekoniecznie pozytywnie zastawienie polityczne przywódców chińskiej społeczności. W sumie, to same problemy zafundowały sobie Filipiny.

Andrettoni
niedziela, 1 listopada 2020, 08:27

Filipiny, czyli ten kraj, gdzie ostatnio miał uderzyć tajfun i robili ewakuację, w ostatnim kwartale głodowała 1/3 ludności, a prezydent zapowiedział strzelanie do osób bez maseczek? Proponuję trochę naświetlać sytuację, bo wasze informacje rysują ten kraj jako wielkiego sojusznika USA i przeciwnika Chin. Filipiny to kraj biedny, skorumpowany i zacofany, który jest obciążeniem dla każdego sojusznika czy właściciela. Tymczasem zbliżający się tajfun wywołał panikę i ewakuację. Mamy więc 100 milionowy bardzo biedny kraj, który jest od Chin całkowicie uzależniony. Chińczycy tam są, ale jest ich mniej niż Ukraińców w Polsce, a wybudowali całą infrastrukturę energetyczną. Jest to kraj ciekawy tylko jako strategiczny punkt na mapie. Jednak jest to również gigantyczne obciążenie. Po pierwsze bieda, po drugie głód, po trzecie zagrożenie tajfunami i po czwarte gigantyczne zagrożenie z powodu podnoszenia się poziomu mórz (ocieplenie klimatu). Potencjalnie jest to 100 mln emigrantów. Oczywiście w obliczu głodu spór z Chinami o połowy jest kluczowy, ale to nie jest dobry sojusznik tylko studnia na wydatki.

Darek S.
niedziela, 1 listopada 2020, 02:21

Czyli Syberia Chińczykom to już za mało.

w
sobota, 31 października 2020, 20:07

Chińczycy w tamtym rejonie postrzegani sa jak Zydzi w naszych stronach (Lucjan Wolanowski-W krainie Nigdy-Nigdy)

kibic
sobota, 31 października 2020, 15:28

Chiny są duże, silne i w ostatnich latach przejawiają sporą skłonność do ekspansji na różnych polach. Filipiny są dość bliskim sąsiadem Chin i czują obawę. W okolicy jest wiele państw, które mają wiele podstaw do obaw przed Chinami. Nieco inaczej jest z Indiami. To jest kraj wielki, z dużym potencjałem i raczej czuje się rywalem chińskiego giganta.

cv
sobota, 31 października 2020, 14:52

Filipiny musiały sie opowiedzieć po któreś ze stron konfliktu Chiny-USA w Pekinie tak zostanie to odczytane

Marek1
sobota, 31 października 2020, 13:56

Normalka. Przed aneksją terenów zawsze sie je zasiedla maksymalnie dużą ilością własnej ludności. Taka duża i zdyscyplinowana diaspora to SKARB dla służb przygotowujących "słuszną" obronę własnej mniejszości na obcym terytorium.

Ech
niedziela, 1 listopada 2020, 14:25

"China Town" - chinskie dzielnice sa znane od setek lat w Azjii. A ostanio tez w Europie Zachdniej i USa. Moze stopniwo pojawia sie tez w Polsce. Ale nie maja na celu podboju. Chinczycy sa pracowici a mieszkaja czesto razem ze wzgedow kultrowych. Nie wojskowych.

Tweets Defence24