Drony atakują w Jemenie. Nowe zagrożenie na polu walki [KOMENTARZ]

14 stycznia 2019, 15:57
Ababil IDF
Fot. IDF/flickr.

Po ataku przeprowadzonym z użyciem bojowego bezzałogowca śmierć poniósł między innymi szef jemeńskiego wywiadu wojskowego. Współpracujący z Iranem rebelianci Huti grożą natomiast przeprowadzeniem kolejnych, bardziej skoordynowanych i zakrojonych na szeroką skalę uderzeń.

W ubiegłym tygodniu w Jemenie doszło do ataku z użyciem bezzałogowca podczas parady wojskowej. W jego wyniku zginęło co najmniej sześciu żołnierzy, a kilkanaście osób zostało rannych. Dron zdetonował nad trybuną, z której defiladę przyjmowali wysocy rangą dowódcy sił rządowych. 

Kilka dni po zdarzeniu zmarł szef wywiadu wojskowego, generał Mohammed Saleh Tamah. Z kolei jak donosi agencja Reuters, rebelianci Huti już zapowiedzieli przeprowadzenie kolejnych ataków z użyciem bezzałogowców. Wskazują, że są one produkowane lokalnie, i wkrótce uderzenia będą wykonywane w wielu miejscach jednocześnie.

W ataku prawdopodobnie został wykorzystany dron bazujący na systemie Ababil-T produkcji irańskiej, jego lokalna nazwa używana w Jemenie to Qatef lub Qasef. Podobne bezzałogowce już wcześniej były wykorzystywane na tamtym teatrze działań, między innymi do ataków na stacje radiolokacyjne zestawów obrony powietrznej Patriot. 

Bezzałogowce tego typu mogą przenosić ładunek o masie do ok. 45 kg, na odległość do 150 km. Choć – jak zauważa ekspert Foreign Policy Research Institute Aaron Stein – taki system jest oparty na dość prostej technologii, w pewnym stopniu stosowanej wcześniej do budowy celów latających, to i tak stanowi znaczne zagrożenie.

Komentarz:

Na uwagę zasługuje przede wszystkim dobór celu oraz odpowiednia koordynacja ataku przez Hutich. Jeżeli zostaną spełnione zapowiedzi o masowym wykorzystaniu dronów tego typu do jednoczesnych ataków, zagrożenie z ich strony jeszcze się zwiększy. W zasadzie już przebieg incydentu z 10 stycznia wskazuje, że mamy do czynienia z nową jakością zagrożeń.

Zaatakowano bowiem w sposób skuteczny miejsce uznawane za bezpieczne, skoro prowadzono tam paradę wojskową. Uderzenie realizowało ugrupowanie zbrojne, a nie regularna armia (choć z ruchem Huti bardzo blisko współpracuje Iran, włącznie z dostawami technologii rakietowych, jak i samych rakiet balistycznych czy przeciwokrętowych).

Podobne bezzałogowce mogą więc stanowić zagrożenie dla celów nawet w głębi własnego terytorium, co wymaga podejmowania środków przeciwdziałania. To ostatnie jest jednak o tyle trudne, że systemy antydronowe czy przeciwlotnicze powinny osłaniać dużą liczbę obiektów, i to w ciągłym reżimie bojowym, bo trudno jest wcześniej ostrzec o ataku małego, niskolecącego bezzałogowca.

Jest to więc bardzo poważne zagrożenie. Wymaga kompleksowej odpowiedzi, zarówno pod względem technicznym (stosowanie systemów zwalczania BSP, odpowiednia modernizacja systemów plot.), ale też organizacyjnym czy taktycznym. Nie ulega również wątpliwości, że – w odpowiednich warunkach – podobne bezzałogowce mogą być tanim i skutecznym środkiem walki nawet z przeważającym przeciwnikiem, o ile ten nie zneutralizuje ich na przykład poprzez masowe i skuteczne zastosowanie środków walki elektronicznej.

KomentarzeLiczba komentarzy: 5
ataki
czwartek, 17 stycznia 2019, 16:25

podobne wynalazki się produkowało za czasów ogólniaka :P przy znacznie mniejszym budżecie

Fanklub Daviena
wtorek, 15 stycznia 2019, 16:37

To teraz się przekonamy "jak Patriot lepiej chronią przed atakiem roju dronów niż kacapskie Pancyry". Rosjanie nie podarują ataków dronami na swoją bazę i jak wiadomo, nie wierzą w zachodnie wyjaśnienia, że te drony atakujące rosyjskie bazy zbudowali i oprogramowali majsterkowicze. :)

tt53
wtorek, 15 stycznia 2019, 10:31

proponuję zaplanować do końca 2025 kilka dialogów technicznych na ten temat

mobilis in mobili
wtorek, 15 stycznia 2019, 02:40

Cóż,zabawa z dronami dopiero się zaczyna...Ten sprzęt zastosowany w Jemenie był bardzo prymitywny ale za jakieś 50 lat...Wyobraźmy sobie miniaturowe drony-entomoptery wielkości dużego motyla (takiego jak np.występujący w Polsce furczak gołąbek/ Macroglossum stellatarum) posiadające kilkugodzinną autonomię i stosowny zasięg.Na jego wyposażeniu może być zarówno mała kamerka jak też mikrostrzykawka z trucizną czy jednorazowy pistolet typu "strzelający długopis".Takie małe paskudztwo będzie stanowić zagrożenie dla prywatności i życia nie tylko polityków,wojskowych czy celebrytów ale zwyczajnych obywateli a zbudować je będzie mógł zdolny modelarz-amator nie posiadający ogromnych środków techniczno-finansowych.Jak się obronić? Istniejące dziś systemy obronne WRE czy MAPADS to młot parowy na komara.Konieczne będzie zbudowanie systemu zwalczania w rodzaju podobnych obiektów jak drapieżne osy polujące na inne owady.Takie aparaty powinny działać grupowo i sieciocentrycznie korzystając z AI opartej na algorytmach samouczenia i rozpoznawania zagrożeń jak układ odpornościowy w żywym organiźmie.Polityk na trybunie otoczony brzęczącą chmurą mechanicznych "ochroniarzy" będzie bez wątpienia prezentował ciekawy widok! Zamożni obywatele też sobie coś takiego zafundują a co do reszty...pozostaje moskitiera i packa na muchy.Witajcie w świetlanej przyszłości...W Chinach pracują nad dronem imitującym jeszcze nie owada ale średniej wielkości pospolitego ptaka (gołębia) do celów inwigilacyjno-policyjnych.Amerykanie (DARPA) kombinują z żywymi owadami zdalnie sterowanymi za pomocą elektronicznych implantów...oj będzie ciekawie.

Naiwny
poniedziałek, 14 stycznia 2019, 20:12

Może warto przypomnieć podobne wydarzenie - zamach na Prezydenta Wenezueli Maduro też w trakcie przyjmowania defilady. Tamten okazał się nieskuteczny - tzn Prezydent Maduro nie odnisł obrażeń ale sam atak nastąpił. Również regularnie bezpilotowce podejmują próby ataku rosyjskiej bazy lotniczej w Syrii. Należy spodziewać się wzrostu ilości tego typu ataków w różnych rejonach świata w tym w Państwach UE. To bardzo niebezpieczne zjawisko któremu obecnie nie bardzo wiadomo jak skutecznie przeciwdziałać.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama