Anakonda: Most w Toruniu zdobyty. Przeprawa Amerykanów i Niemców [RELACJA]

9 czerwca 2016, 14:59
Wymiana znaków rozpoznawczych z pierwszym pojazdem sojuszniczej kolumny – fot. M.Dura
Polscy spadochroniarze czekają na kolumnę pojazdów ze znakiem rozpoznawczym - fot. M.Dura
W kolumnie nadciągającej od Chełmna były również niemieckie kołowe pojazdy wojskowe – fot. M.Dura
Najciężej uzbrojony pojazd sojuszniczej kolumny – samobieżny system artyleryjski kalibru 105 mm M1128 MGS (Mobile Gun System) – fot. M.Dura
Całe ćwiczenie obserwowało wielu mieszkańców Torunia stojąc na nabrzeżu wiślanym i dachach budynków – fot. M.Dura
Za pomoc w zorganizowaniu manewrów Prezydentowi Torunia Michałowi Zaleskiemu osobiście podziękowali na moście: dowódca Wojsk Lądowych USA w Europie generał broni Frederic Hodges i Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych generał broni Mirosław Różański – fot. M.Dura
Atakujący amerykańscy spadochroniarze nie byli wyposażeni w laserowe czujniki trafień i symulatory strzelania – fot. M.Dura
Lekki pojazd taktyczny wykorzystany w trakcie zdobywania mostu – fot. M.Dura
„Tajemnicza” i nie sprawdzona przez atakujących sanitarka, blokująca jeden pas ruchu przy wjeździe na most – fot. M.Dura
Zdobycie mostu przy wsparciu amerykańskiego pojazdu – fot. M.Dura
Sposób prowadzenia ataku przez polskich spadochroniarzy na północną stronę mostu – fot. M.Dura
Kilku spadochroniarzy uderzyło od tyłu na obrońców – fot. M.Dura
Spadochroniarze atakowali również wzdłuż brzegu, chociaż nie kryli przy tym swojej obecności – fot. M.Dura
Tylko jeden pojazd Humvee obrońców po stronie północnej mostu miał na uzbrojeniu przeciwpancerny pocisk kierowany – for. M.Dura
Obrońcy mostu z sił „Czerwonych” nie mieli praktycznie żadnego ukrycia – for. M.Dura
Obrona mostu na północnej stronie opierała się jedynie na kilku pojazdach Humvee i kilkunastu żołnierzach z 18. Batalionu Powietrznodesantowego z Bielska-Białej – for. M.Dura
Atakujący i broniący się spadochroniarze byli wyposażeni w laserowe czujniki trafień i symulatory strzelania – fot. M.Dura
Wymiana znaków rozpoznawczych z pierwszym pojazdem sojuszniczej kolumny – fot. M.Dura
Polscy spadochroniarze czekają na kolumnę pojazdów ze znakiem rozpoznawczym - fot. M.Dura
W kolumnie nadciągającej od Chełmna były również niemieckie kołowe pojazdy wojskowe – fot. M.Dura
Najciężej uzbrojony pojazd sojuszniczej kolumny – samobieżny system artyleryjski kalibru 105 mm M1128 MGS (Mobile Gun System) – fot. M.Dura
Całe ćwiczenie obserwowało wielu mieszkańców Torunia stojąc na nabrzeżu wiślanym i dachach budynków – fot. M.Dura
Za pomoc w zorganizowaniu manewrów Prezydentowi Torunia Michałowi Zaleskiemu osobiście podziękowali na moście: dowódca Wojsk Lądowych USA w Europie generał broni Frederic Hodges i Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych generał broni Mirosław Różański – fot. M.Dura
Atakujący amerykańscy spadochroniarze nie byli wyposażeni w laserowe czujniki trafień i symulatory strzelania – fot. M.Dura
Lekki pojazd taktyczny wykorzystany w trakcie zdobywania mostu – fot. M.Dura
„Tajemnicza” i nie sprawdzona przez atakujących sanitarka, blokująca jeden pas ruchu przy wjeździe na most – fot. M.Dura
Zdobycie mostu przy wsparciu amerykańskiego pojazdu – fot. M.Dura
Sposób prowadzenia ataku przez polskich spadochroniarzy na północną stronę mostu – fot. M.Dura
Kilku spadochroniarzy uderzyło od tyłu na obrońców – fot. M.Dura
Spadochroniarze atakowali również wzdłuż brzegu, chociaż nie kryli przy tym swojej obecności – fot. M.Dura
Tylko jeden pojazd obrońców po stronie północnej mostu miał na uzbrojeniu przeciwpancerny pocisk kierowany – for. M.Dura
Obrońcy mostu z sił „Czerwonych” nie mieli praktycznie żadnego ukrycia – for. M.Dura
Obrona mostu na północnej stronie opierała się jedynie na kilku pojazdach Humvee i kilkunastu żołnierzach z 18. Batalionu Powietrznodesantowego z Bielska-Białej – for. M.Dura
Atakujący i broniący się spadochroniarze byli wyposażeni w laserowe czujniki trafień i symulatory strzelania – fot. M.Dura

W ramach pierwszej części ćwiczenia wojsk powietrznodesantowych Swift Response-16 doszło do spektakularnej operacji odbicia przez spadochroniarzy mostu drogowego na Wiśle w Toruniu. Dzięki temu, w kilkanaście minut później mogła przez rzekę przejechać kolumna sojuszniczych pojazdów opancerzonych.

Zgodnie z zapowiedzią desant przeprowadzony 7 czerwca br. na podtoruńskim zrzutowisku „Kijewo” był tylko początkiem działań dla amerykańskich, brytyjskich i polskich spadochroniarzy. Zaraz po wylądowaniu rozpoczęli oni zajmowanie wyznaczonych obiektów, mając między innymi za zadanie zabezpieczyć przemarsz kolumny pancernej, jaka przebijała się spod Świecia na południe Polski.

W kolumnie nadciągającej od Chełmna były również niemieckie kołowe pojazdy wojskowe – fot. M.Dura

Główne zadanie operacji polegało na przejęciu 8 czerwca br. rano mostu drogowego im. gen. Elżbiety Zawackiej w Toruniu (o długości 540 metrów i szerokości 24 m) oraz utrzymaniu go do czasu nadejścia kolumny kilkudziesięciu pojazdów wojsk sojuszniczych. Tak więc podobnie jak we wrześniu 1944 r. pod Arnhem, polscy, brytyjscy i amerykańscy spadochroniarze walczyli o odbicie mostu. W trakcie ćwiczeń jednak odsiecz składała się z amerykańskich i niemieckich kołowych pojazdów opancerzonych oraz dotarła na czas. 

Przebieg operacji zdobycia toruńskiego mostu

Zajęcie mostu rozpoczęło się nalotem przeprowadzonym przez dwa polskie samoloty F-16. Później działania prowadziły połączone siły Amerykanów, Brytyjczyków i Polaków. Największe walki trwały na południowej stronie mostu, gdzie „Czerwoni” („nieprzyjaciele” których podgrywali żołnierze z 18. Batalionu Powietrznodesantowego z Bielska-Białej) utworzyli kilka stanowisk ogniowych, opartych o pojazdy Humvee. Obrzeża przeprawy zdobyli Amerykanie i Brytyjczycy. Samo uderzenie na most przeprowadziły trzy kompanie z 16. batalionu powietrznodesantowego z Krakowa, wsparte bezpośrednio przez amerykańskich spadochroniarzy.

Atakujący i broniący się spadochroniarze byli wyposażeni w laserowe czujniki trafień i symulatory strzelania – fot. M.Dura

Jedna kompania zajęła przyczółek na północnym brzegu Wisły, wysadzona na brzeg z szybkich łodzi motorowych. Żołnierze przemieszczali się później pod mostem i wzdłuż brzegu atakując posterunki „Czerwonych” z boków i od tyłu.

Spadochroniarze atakowali również wzdłuż brzegu, chociaż nie kryli przy tym swojej obecności – fot. M.Dura

Kilku spadochroniarzy uderzyło od tyłu na obrońców – fot. M.Dura

Dwie pozostałe kompanie uderzyły od przodu, co było bardzo trudne biorąc pod uwagę konstrukcję przeprawy i brak odpowiednich kryjówek na przeprowadzenie ataku.

Obrońcy mostu z sił „Czerwonych” nie mieli praktycznie żadnego ukrycia – for. M.Dura

Sposób prowadzenia ataku przez polskich spadochroniarzy na północną stronę mostu – fot. M.Dura

Ostatecznie most zdobyto po ponad godzinnej „walce”, dzięki czemu oczyszczono drogę dla nadciągających z północy około siedemdziesięciu pojazdów wojsk lądowych. We wczesnych godzinach rannych kolumna ta przekroczyła Wisłę w okolicach Chełmna korzystając z doraźnie przygotowanej przeprawy mostowej, przygotowaną dla niej przez wielonarodowy batalion inżynieryjny złożony z Amerykanów, Holendrów, Niemców i Polaków (rejon przeprawy zabezpieczali m.in. żołnierze z Bułgarii i Macedonii). Niemieckie i amerykańskie transportery opancerzone z 2. Regimentu Kawalerii Strykerów oraz kompanii rozpoznawczej 12 Brygady Pancernej Bundeswehry potrzebowały później około dwóch godzin na dotarcie do Torunia. Niemiecka jednostka nie jest wydzielona do ćwiczeń Anakonda, ale bierze udział w Marszu Dragonów (operacji Dragoon Ride), czyli przerzucie drogowym pododdziałów 2 Pułku Kawalerii do państw bałtyckich, w celu wzięcia udziału w ćwiczeniach. W ramach tych działań wzięła jednak udział w epizodzie Anakondy.

ciężki pojazd
Najciężej uzbrojony pojazd sojuszniczej kolumny – samobieżny system artyleryjski kalibru 105 mm M1128 MGS (Mobile Gun System) – fot. M.Dura

Polscy spadochroniarze czekają na kolumnę pojazdów ze znakiem rozpoznawczym - fot. M.Dura

Wymiana znaków rozpoznawczych z pierwszym pojazdem sojuszniczej kolumny – fot. M.Dura

Przy wjeździe pierwszego transportera na most gen. Elżbiety Zawackiej doszło jeszcze do wymiany znaków rozpoznawczych z polskimi spadochroniarzami, a następnie trzy kolumny sojuszniczych pojazdów kołowych, poprzedzone samochodami Żandarmerii Wojskowej, przekroczyły Wisłę i odjechały w kierunku południowym.

Pokaz czy ćwiczenie?

O ile desantowanie na zrzutowisku „Kijewo” odbywało się w pełnych realiach, o tyle odbijanie mostu było bardziej pokazem niż ćwiczeniem. Po pierwsze, nie zorganizowano żadnej poważniejszej obrony mostu. Jedyną „barierą” dla nadchodzących polskich spadochroniarzy po północnej stronie było kilka „kozłów” z drutem kolczastym oraz pięć pojazdów Humvee sił „Czerwonych”, z których tylko jeden był uzbrojony w przeciwpancerny pocisk kierowany. Obronę z tej strony Wisły prowadziło kilkunastu żołnierzy, którzy poza Humvee nie mieli praktycznie żadnego ukrycia.

Obrona mostu na północnej stronie opierała się jedynie na kilku pojazdach Humvee i kilkunastu żołnierzach z 18. Batalionu Powietrznodesantowego z Bielska-Białej – for. M.Dura

A przecież most w Toruniu jest idealnym miejscem do obrony, z bardzo dobrym widokiem na drogę i bez jakichkolwiek elementów, które mogłyby dać ukrycie atakującym spadochroniarzom. Tymczasem w siłach „Czerwonych” nie było prawdopodobnie snajperów (brak było widocznych „strat” wśród atakujących), moździerzy, granatników przeciwpancernych (poza jednym wspomnianym PPK), a karabiny maszynowe znajdowały się jedynie na pojazdach Humvee.

Tylko jeden pojazd Humvee obrońców po stronie północnej mostu miał na uzbrojeniu przeciwpancerny pocisk kierowany – for. M.Dura

Organizatorzy planowali w miarę realną konfrontację wyposażając żołnierzy broniących i atakujących w szkoleniowe zestawy laserowe do symulacji strzelań i trafień. Systemu tego nie dostali jednak Amerykanie atakujący północną stronę z polskimi spadochroniarzami.

Atakujący amerykańscy spadochroniarze nie byli wyposażeni w laserowe czujniki trafień i symulatory strzelania – fot. M.Dura

Nie wiadomo również jaką rolę pełnił amerykański lekki pojazd taktyczny, który powoli poruszał się za atakującą linią żołnierzy. Amerykańscy spadochroniarze mieli na twarzy kamuflaż, a więc nie byli obserwatorami. Specyficzna była również sama forma ataku, prowadzona między innymi środkiem drogi przez polskich spadochroniarzy ustawionych w tyralierę.

Zdobycie mostu przy wsparciu amerykańskiego pojazdu – fot. M.Dura

Lekki pojazd taktyczny wykorzystany w trakcie zdobywania mostu – fot. M.Dura

Obserwatorów „raziła” sanitarka, która z niewiadomych przyczyn stała pod wiaduktem przy wjeździe na most, blokując nadciągającej kolumnie pojazdów sojuszniczych jeden z dwóch pasów ruchu. Co więcej, nikt z atakujących żołnierzy po zajęciu całej przeprawy nie sprawdził co jest w środku, chociaż istniało prawdopodobieństwo, że „Czerwoni” wyładowali ją materiałami wybuchowymi chcąc jej użyć do zawalenia całego przęsła na przejeżdżające transportery.

„Tajemnicza” i nie sprawdzona przez atakujących sanitarka, blokująca jeden pas ruchu przy wjeździe na most – fot. M.Dura

Takiego zatrzymania i sprawdzenia dokonano w odniesieniu do ciężarówki, która nie wiadomo dlaczego nagle znalazła się na moście tuż przed przyjazdem sojuszniczej kolumny.

Ćwiczenie nie tylko dla wojska

Epizod zdobywania mostu był bardzo ważny nie tylko ze względu na wojsko, ale również środowisko cywilne. Przede wszystkim był to pierwszy od bardzo dawna przypadek, gdy w czasie manewrów zajęto duży i ciągle wykorzystywany obiekt cywilny. Żołnierze nie ćwiczyli wiec na poligonie, ale w mieście. Wiązało się to z dużym utrudnieniem dla mieszkańców, ponieważ przejazd przez Wisłę został wyłączony z ruchu od 8.30 do około 13.00.

Za pomoc w zorganizowaniu manewrów Prezydentowi Torunia Michałowi Zaleskiemu osobiście podziękowali na moście: dowódca Wojsk Lądowych USA w Europie generał broni Frederic Hodges i Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych generał broni Mirosław Różański – fot. M.Dura

Docenili to kierujący ćwiczeniami – w tym przede wszystkim generał broni Frederic Benjamin Hodges – kierownik ćwiczenia ds. koalicyjnych i dowódca Wojsk Lądowych USA w Europie (USAREUR) oraz generał broni Mirosław Różański – zastępca kierownika ćwiczenia do działań taktycznych i ogniowych i Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, którzy po zakończeniu epizodu na moście osobiście podziękowali za pomoc prezydentowi miasta Torunia Michałowi Zaleskiemu. Docenili zaangażowanie Policji, Straży Miejskiej i Straży Pożarnej, które bardzo dobrze zabezpieczyły teren, zapobiegając wypadkom i pomagając w sprawnym przeprowadzeniu manewrów. Prezydent Zaleski kurtuazyjnie stwierdził, że nie był to aż taki problem i że zaprasza ponownie.

Same manewry były również bardzo dobrą lekcją dla Amerykanów. Po działaniach na terenach Afganistanu i Iraku nagle pojawili się w kraju, gdzie mieszkańcy traktują ich jak swoich. Ćwiczenia obserwowały tłumy mieszkańców, z którymi Amerykanie chętni się witali i robili sobie zdjęcia. Ludzie licznie obserwowali manewry, a pojazdy wojskowe witane były oklaskami.

Całe ćwiczenie obserwowało wielu mieszkańców Torunia stojąc na nabrzeżu wiślanym i dachach budynków – fot. M.Dura

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 24
Reklama
Obywatel
piątek, 10 czerwca 2016, 09:53

Ech... ta tyraliera z Polaków. Później będą się nabijać, że sojusznicy będą walczyć do ostatniego Polaka. Najtańsza krew. Jak autor słusznie zauważył był to raczej szoł.

alik
piątek, 10 czerwca 2016, 09:52

Skoro to są ćwiczenia przeciw "zielonym ludzikom" to trudno, aby takie "ludziki" posiadały ciężki sprzęt. Kilka terenówek, trochę ppanc, samochód (sanitarka) wyładowana materiałem wybuchowym i więcej nic. Chociaż rozmieszczenie obrońców powinno być bardziej ambitne.

pezet
piątek, 10 czerwca 2016, 15:38

Co się czepiacie? Sanitarka zabezpieczała po prostu teren ćwiczenia. Czego oczekujecie? Żeby się na serio tam pozabijali?

dad
środa, 15 czerwca 2016, 15:02

Sanitarki się czepili bęcwały. Ona zabezpiecza imprezę. Jest dla ćwiczących przezroczysta tak jak rozjemcy.

Arnhem
czwartek, 9 czerwca 2016, 20:23

Wojska niemieckie mogły podgrywać przeciwnika, który zajął most i jest zdobywany przez koalicję aliantów USA i Wlk Brytani plus nasza brygada powietrzno desantowa, podobieństwo do Arnhem

WIT OLDMAN
czwartek, 9 czerwca 2016, 23:37

11-12 czerwca w Bydgoszczy odbedzie sie inscenizacja walk w Arnhem, warto zobaczyc, bo widowisko lepsze od tego czegos w Toruniu.

PiotrEl
czwartek, 9 czerwca 2016, 20:21

Władzimir Rezun (Wiktor Suworow) nie na takie ćwiczenia Armii Radzieckiej znalazł piękne określenie "pokazucha". No ale tam Panie pusty pociąg w ?godzinę? po nowo zbudowanym moście przez chyba szerszą rzekę przejechał, a to tutaj nie jest nawet śmieszne. Żenada.

SZEPTUN
piątek, 10 czerwca 2016, 02:39

HIPOKRYZJA .magików ludzkich emocji ..cóż rzec... JAK MAWIAŁ KLASYK ..... umysł ludzki chwyta się kierunkowości odwrotnej delektując się wizjami lepszego pociesza się harmonią w dysharmonii zwaną iluzją. ubraną w teatr ...więc niektórym wystarczy fatamorgana, by stwierdzić, że doszli do źródła

rabarbarus
piątek, 10 czerwca 2016, 02:23

Znaczy się ćwiczenie realizowano w stary, dobry sposób, znany z czasów słusznie minionych. Udajemy, że coś robimy, a w gruncie rzeczy się bawimy. Symulatory laserowe z rozdzielnika (czy te nasze nie pasują na M4, tylko na Beryle?), szturm tyralierą (było "hurrraaaa!"?), brak realizmu... ehhh... I takie to ćwiczenia...

ccc
czwartek, 9 czerwca 2016, 19:21

Mieszkam w Toruniu i widziałem to "coś". Napiszę w ten sposób w latach 80-tych XX w. będąc w harcerstwie uskuteczniałem poważniejsze podchody. To co się działo na moście im. Gen. Zawadzkiej to jakaś kpina !

Szyk Cech
czwartek, 9 czerwca 2016, 18:34

Mam nie jasne wrażenie, że w razie czego to obrona Polski wyglądała by jak obrona owego toruńskiego mostu...

panzerfaust39
czwartek, 9 czerwca 2016, 18:15

Przeprawa Amerykanów i Niemców czytaj Amerykanie ćwiczyli atak a Niemcy ewakuacje i transport pomocy humanitarnej w rejon konfliktu jak woda koce etc Niemcy powinni jeszcze poćwiczyć z rozmówkami niemiecko/rosyjskimi jak jest "Poddaje się" "Nie strzelać" i coś o unijnych prawach człowieka

Pielgrzym
piątek, 10 czerwca 2016, 00:18

A swoją drogą to ciekawe, czy był opcja aby broniący się, bronili się tak skutecznie, że atak zakończyłby się niepowodzeniem? Jeśli tak, to dlaczego mieli oni takie braki w ludziach i sprzęcie jak wymienione w tekście i przez przedmówców? A jeśli nie, jeśli to tylko wyreżyserowane przedstawienie, to po co to w ogóle było robione? Na co to? Przecież nawet jako propaganda to jest słabe, jak wspomniał PiotrEl. A gdy cała obronność jest podporządkowana propagandzie to to jest przerażające.

pozorant
czwartek, 9 czerwca 2016, 17:52

Bardzo celny opis tych szczegółów tych "manewrów", a bardziej widowiska dla gawiedzi w stylu grup rekonstrukcyjnych, szczególnie "zdobywania" mostu "bronionego" przez garstkę pozorantów czy rekonstruktorów. Przy takich "manewrach" wszystko idzie jak z płatka, a prawdziwa rzeczywistość po prostu dusi się ze śmiechu.

ja
czwartek, 9 czerwca 2016, 17:49

Zdecydowanie była to pokazówka dla gawiedzi. Ani obrońcy nie organizowaliby obrony mostu w tak idiotyczny sposób, ani atakujący nie przypuściliby frontalnego ataku piechoty, środkiem mostu, bez żadnej osłony. Prawdę mówiąc wątpię czy przypuściliby jakikolwiek atak na sam most. Sensowniej byłoby chyba opanować go z dwóch stron spychając obrońców na most i izolując ich od reszty sił.

tak tylko...
czwartek, 9 czerwca 2016, 18:05

Powiem więcej. W rzeczywistości tego mostu już by nie było :) Należy jednak spojrzeć na to z punktu widzenia typowego mieszkańca, popieram takie widowisko, trochę teatru dla publiczności nie zaszkodzi...

gość11
czwartek, 9 czerwca 2016, 23:39

ja tam się nie znam ale po co zdobywać mosty? można przerzucić do walki 10 tysięcy wojska samolotami i helikopterami . most można potem budować ale może przeciwnik go zniszczyć rakietami z daleka! ale co ja tam wiem? czy most można w tych czasach chronić jak są rakiety kierowane co go zniszczą z dwustu kilometrów?

zxxc
piątek, 10 czerwca 2016, 12:10

PR który jednak jest potrzebny. Nie tylko społeczeństwu polskiemu.

Cynik
piątek, 10 czerwca 2016, 12:05

Chodziło o pokazanie ludziom, że wojsko czuwa. Przecież po to postawiono te trybuny do oglądania.

Mariaczi
czwartek, 9 czerwca 2016, 22:41

Relacja z pokazu (bo na pewno nie były to żadne manewry) bardzo ciekawa. Nie zgodzę się tylko z autorem, że "Dzięki temu, w kilkanaście minut później mogła przez rzekę przejechać kolumna...". Most został "odbity" około 11, a kolumna przejechała dopiero po godzinie. Na oko było widać w tym sporo chaosu i na pewno nie taki był pierwotny plan. Desant pod Toruniem bardzo ciekawy, ale "zdobywanie mostu" to był czysty teatr.

ok79
czwartek, 9 czerwca 2016, 22:37

Jestem z Torunia i mówię wam to była ŻENADA... w 5 min cały most zdobyty a separatyści zneutralizowani potem przejechała kolumna bohaterów amerykanów haha reszty domyślcie się sami. Zresztą są gdzieś w necie filmiki jeden po drugim jak to się toczyło-ta akcja i nawet nie zdążycie mrugnąć a most już odbity haha tragedia

123
czwartek, 9 czerwca 2016, 15:51

No i w tym scenariuszu powinna pojawić sie OT - 1-2 kompanie które "bronią" mostu

bp
czwartek, 9 czerwca 2016, 15:45

A my mieszkańcy Torunia też podziękujemy prezydentowi miasta za paraliż. Takiej propagandy to do wieków nie było. Jeszcze trochę a autochtoni od Nato dostaną paciorki i lusterka.

tak tylko...
czwartek, 9 czerwca 2016, 15:24

Myślę, że publiczność miała większą frajdę, niż widzowie oglądający "O jeden most za daleko" :) Nie da się ukryć, że te manewry to całkiem udane przedstawienie PR-owskie.

Tweets Defence24