Reklama

Amerykański niszczyciel antyrakietowy wpływa na Morze Czarne

5 lutego 2017, 09:54
Fot. US Navy
Niszczyciel rakietowy typu Arleigh Burke USS „Porter” podczas przejścia przez cieśninę Bosfor 2 lutego 2017 r. Fot. US Navy
Niszczyciel brytyjski HMS „Diamond”. Fot. US Navy

Niszczyciel rakietowy typu Arleigh Burke USS „Porter” (DDG-78) przeszedł cieśniny tureckie i wszedł na Morze Czarne. Amerykański okręt jest częścią europejskiej tarczy antyrakietowej i na co dzień stacjonuje w hiszpańskiej bazie Rota.

Zgodnie z oficjalnym komunikatem niszczyciel USS „Porter” wszedł na Morze Czarne w celu poprawienia bezpieczeństwa i stabilności oraz zwiększenia zdolności do współdziałania z sojusznikami i partnerami w regionie podlegającym operacyjnie amerykańskiej VI Flocie. Amerykanie poinformowali również, że ich okręt miał wziąć również udział w manewrach morskich Sea Shield 2017, które rozpoczęły się 1 lutego br. i mają trwać do 10 lutego br.

Niszczyciel rakietowy typu Arleigh Burke USS „Porter” podczas przejścia przez cieśninę Bosfor 2 lutego 2017 r. Fot. US Navy

Są to ćwiczenia organizowane corocznie i w tym roku bierze w nich udział około 2800 żołnierzy, samoloty, okręty nawodne i podwodne z Bułgarii, Grecji, Hiszpanii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Turcji oraz Ukrainy. O ile same manewry nie wzbudziły zaniepokojenia ze strony Rosjan, o tyle pojawienie się na Morzu Czarnym, i to w dwa dni po rozpoczęciu ćwiczeń Sea Shield, amerykańskiego niszczyciela rakietowego mogło już zdenerwować władze na Kremlu.

W pierwszym przypadku minister obrony Federacji Rosyjskiej Siergiej Szojgu stwierdził jedynie, że Rosja będzie monitorowała manewry okrętów na Morzu Czarnym i że podejmie niezbędne działania w celu kontrolowania sytuacji. Wyraził przy tym nadzieję, że ćwiczenia nie będą stanowiły wyzwania wobec Rosji. Rosjanie zgodzili się więc z opinią organizatora manewrów, Rumunii, która stwierdziła, że manewry mają za cel jednie poprawić interoperacyjność i umiejętności uczestniczących w nich jednostek.

Strony rosyjskiej nie przekonały natomiast wyjaśnienia dowódcy okrętu, komandor Andrii Slough, że USS „Porter” „rutynowo operował na Morzu Czarnym w ciągu ostatnich kilku lat, co pokazuje nasze ciągłe zaangażowanie w bezpieczeństwo i stabilność w regionie. Nasze zbliżające się działania mają na celu wymianę informacji i doświadczeń, zwiększenie interoperacyjności a także zdolność do współpracy na rzecz pokoju i dobrobytu”.

Fot. US Navy

Tym bardziej, że na Zachodzie pojawiły się również inne komunikaty – m.in., że „Porter wszedł do Morza Czarnego w celu wykazania zaangażowania Stanów Zjednoczonych w obronę kolektywną sojuszników z NATO i partnerów z rejonu Morza Czarnego. Wszystkie wysiłki Departamentu Obrony w celu wspierania sojuszników z NATO w Europie Wschodniej są realizowane w ramach operacji Atlantic Resolve”.

Rosjanie doskonale również wiedzą, że okręt USS „Porter” jest jednym z czterech niszczycieli typu Arleigh Burke, które Amerykanie przerzucili do Europy w celu stworzenia „europejskiej” tarczy antyrakietowej (budowanej z NATO w ramach programu U.S. European Phased Adaptive Approach). Wszystkie te okręty są wyposażone w zmodernizowaną wersję okrętowego systemu walki AEGIS, który może wykrywać rakiety balistyczne i zwalczać je pociskami SM-3 Block IA.

Mają one również startujące pionowo rakiety manewrujące Tomahawk i na tyle silne uzbrojenie przeciwlotnicze, by samodzielnie się obronić przed atakami z powietrza (w tym stosując „pozahoryzontalne” pociski SM-6).

Oczywiście amerykańska marynarka wojenna zaznacza, że jej okręty działają na Morzu Czarnym zgodnie z prawem międzynarodowym – w tym zgodnie z Konwencją z Montreux regulującą prawo przejścia w cieśninach Bosfor i Dardanele. Ale Rosjanie doskonale wiedzą, że nie chodzi tu jedynie o działanie na rzecz umacniania pokoju, ale również o poznanie akwenu i wszelkich uwarunkowań mogących się przydać podczas ewentualnego konfliktu.

Niszczyciel brytyjski HMS „Diamond”. Fot. US Navy

Dlatego kiedy na Morze Czarne, 29 stycznia br., po raz pierwszy od zakończenia Zimnej Wojny, wszedł brytyjski niszczyciel przeciwlotniczy (HMS „Diamond”) rosyjska marynarka wojenna stwierdziła jedynie, że „Obecność Wielkiej Brytanii na Morzu Czarnym nie jest dla nas problemem. Siła jednego kutra rakietowego i dwóch samolotów lotnictwa morskiego Floty Czarnomorskiej pozwolą zneutralizować jeden z najnowocześniejszych okrętów brytyjskiej marynarki wojennej”.

Takiego komunikatu na temat pobytu amerykańskiego niszczyciela Rosjanie już nie wydali.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 13
Reklama
BIAŁY SZUM
poniedziałek, 6 lutego 2017, 10:19

no to zacznie się "muzyka WRE "...skanowanie ,namierzanie ,zagłuszanie ...manifestowanie . ......poker trwa

DDR
poniedziałek, 6 lutego 2017, 09:56

Po płynęli na MORZE CZARNE - by ratować twarz iż to potęga ? Ostatnie wiadomości temu przeczą , czasami tak bywa iż można kilkakrotnie mówić że MY to potęga i słabi w to uwierzą ? TRAMP - pomału ujawnia stan samej armii jak i gospodarki . Czy jeden jest w stanie coś z działać tym bardziej tak mocno uzbrojony - PODOBNO ? Stanu faktycznego nikt nigdy nie ujawni . Oby udało im się przeprowadzić te manewry do końca , by nie musieli być ciągnięci na holu jak ruskie łajby .

były_kanonier
poniedziałek, 6 lutego 2017, 09:34

Niewykluczone, że Rosjanie przetestują wobec "Portera" Su-34 z kompleksem WRE "Tarantuł".

Greg
niedziela, 5 lutego 2017, 17:42

Zumwalt co chwile się psuje może dlatego

Maczer
poniedziałek, 6 lutego 2017, 00:42

Zumwalt jeszcze nie ma pełnej gotowości operacyjnej, dlatego nie pływa na ćwiczenia. Poza tym, Kuzniecow i Piotr Wielki do sprawnych też nie należą, a jednak wolałbym być na Zumwalcie przeciwko obu Rosyjskim okrętom, mimo że jeden z nich to (o mało co) lotniskowiec.

Zex6
niedziela, 5 lutego 2017, 21:42

1 niszczyciel typu AEGIS ma większą siłę OPL niż cała flota czarnomorska. Ciekawe czy tym razem rosja zdecyduje się na prowokacyjne przeloty rosyjskich samolotów nad okrętem USA

były_kanonier
niedziela, 5 lutego 2017, 11:05

Dwa pytania. Dlaczego nie wysłali Zumwalta? I dlaczego mylą Morze Czarne z Zatoką Meksykańską? Każde wpłynięcie okrętu USNavy na jakiś gorący akwen to realna groźba wybuchu wojny. Tak było z USS "Maine" w Hawanie (prawie dokładnie)119 lat temu, tak było z USS "USS "Maddox" na wodach Zatoki Tonkińskiej 53 lata temu... A co będzie, jak ten USS „Porter” zatonie na starej tureckiej, niemieckiej, rosyjskiej albo radzieckiej minie?

Whiro
niedziela, 5 lutego 2017, 23:30

No ostatnio Rosjanie pomylili morze śródziemne z ochockim. Też mogło dojść do wojny. Oni to się dopiero tam wryli z lotniskowca i kilkoma innymi jednostkami. Podziwiaj NATO i zobacz jak oni potraktowali. Nikt tam im zatopieniem nie groził.

oskarm
niedziela, 5 lutego 2017, 17:22

Byly_kanonier Przypomnij mi dlaczego ten akwen jest goracy? Czy dlatego, ze Amerykanie najechali Ukraine, zajmujac jej Krym i Donbas czy kednak zrobili to Rosjanie?

uze
niedziela, 5 lutego 2017, 15:51

Wysłanie niszczyciela klasy AG to sygnał. Jednak na tyle wyważony, że rosyjska propaganda może go swoim obywatelom tak zaciemnić, że zrobią z tego okrętu nic nie znaczący punkcik na mapie. Wysłanie super nowoczesnego niszczyciela klasy Zumwalt spowodowałoby że nawet najbardziej upojony wódą komsomolec nie wierzyłby w to co mu media sprzedają w gazetach i w TV. Wtedy faktycznie byłby problem bo obywatele tego wielkiego kraju mogliby się poczuć zagrożeni, nie dlatego żeby ten niszczyciel mógł nagle zniszczyć ich kraj, ale dlatego, ze od niemalże stu lat straszą ich imperialistyczno-materialistyczną inwazją.

shercann
niedziela, 5 lutego 2017, 13:55

Myślę, że jednostki US Navy mogą wpływać wszędzie tam gdzie nie zabraniają im tego traktaty międzynarodowe. A nie jakieś widzimisię któregoś z krajów np. Rosji. Tym bardziej na ćwiczenia w ramach wspólnych manewrów krajów NATO.

Arlegh
niedziela, 5 lutego 2017, 20:14

W sytuacji w której jeden amerykański niszczyciel dysponuje większą siłą ognia niż rosyjskie siły na Krymie musi to budzić konsternację. Zdolność antybalistyczna a nawet antysatelitarna SM3, zdolność antybalistyczna, pozahoryzontalna zdolność do zwalczania celów naziemnych, rakiet a nawet okrętów za pomocą SM6 do tego systemy krótkiego zasięgu. Wszystko przetestowane w boju w przeciwieństwie do mitycznego S400

Wyluzuj
poniedziałek, 6 lutego 2017, 15:45

Normalnie gwiazda śmierci. Dzisiaj pojawił się tutaj artykuł o SM3 że pierwszy raz udało im się trafić w cel imitujący rakietę balistyczną a ty wyskakujesz z niszczeniem satelit.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama