Amerykanie wychodzą z Iraku i Afganistanu: brak alternatywy i korzyści dla Iranu [OPINIA]

17 kwietnia 2021, 09:33
1280px-US_10th_Mountain_Division_soldiers_in_Afghanistan
Fot. Staff Sgt. Kyle Davis/U.S. Army
Reklama

Deklaracja amerykańskiego prezydenta o pełnym wycofaniu się z Afganistanu do 11 września br. jest konsekwencją kroków podjętych przez jego poprzednika. Nie ulega przy tym wątpliwości, że zajęcie Kabulu przez talibów po wycofaniu się USA i NATO to kwestia czasu. Jednocześnie finalizowany jest tzw. dialog strategiczny między USA i Irakiem dotyczący wycofania sił bojowych również z tego kraju. Zmieni to radykalnie sytuację w regionie.

Joe Biden zapowiedział, że do 11 września br. nastąpi pełne wycofanie się sił USA z Afganistanu. Data wybrana jest zapewne nieprzypadkowo i ma podkreślać, że celem tej wojny była likwidacja zagrożenia terrorystycznego. Niemniej spotkało się to od razu z ostrą reakcją samych talibów, którzy w wydanym przez siebie oświadczeniu uznali to za pogwałcenie porozumienia zawartego między nimi a USA 29 lutego 2020 r. w Dosze. Zgodnie z nim pełne wycofanie sił USA i sojuszniczych miało nastąpić w ciągu 14 miesięcy czyli do 1 maja br. i obejmować również cały personale niedyplomatyczny, w tym doradców wojskowych, szkoleniowców i prywatnych kontraktorów.

Do końca kadencji Trumpa zredukowano liczebność amerykańskich żołnierzy z 13 tys. do 2,5 tys., niemniej w Afganistanie pozostaje również 7 tys. żołnierzy innych państw sojuszniczych (głównie NATO, w tym Polski) prowadzących głównie misje szkoleniowe, a także ok. 18 tys. prywatnych kontraktorów. W deklaracji Bidena brak przy tym wzmianki na temat losu tych ostatnich. Natomiast siły innych państw również się wycofają przed upływem wyznaczonego przez USA terminu. Zapowiedź pełnego wycofania się spotkała się z krytyką wielu b. wojskowych w tym m.in. gen. Davida Petraeusa, a także liderów Republikanów m.in. Mitcha McConnella. Nastąpiła też wbrew rekomendacjom Pentagonu, który sugerował utrzymanie niewielkiego kontyngentu odpowiedzialnego za efektywność sił afgańskich oraz kwestie wywiadowcze.

Niemniej takie rozwiązanie oznaczałoby de facto zerwanie porozumienia z Dohy, a jego skuteczność byłaby wątpliwa. Warto pamiętać, że przez 20 lat wprowadzano różne strategie i żadna nie przyniosła pożądanego skutku. Dlatego wątpliwe by nagle po 20 latach znaleziono skuteczną metodę powstrzymania talibów i to przy użyciu radykalnie zredukowanych sił. Miałoby to natomiast dla Bidena koszt polityczny, gdyż prędzej czy później musiałby on odwrócić decyzję Trumpa o wycofywaniu się i ponownie wysłać do Afganistanu więcej sił, zwłaszcza, że talibowie wznowiliby ataki również na siły USA i koalicji.

Talibowie już i tak uznali kilkumiesięczną zwłokę w wycofaniu sił za naruszenie układu i w swym oświadczeniu podkreślili, że „Amerykanom nie można ufać” oraz że „mudżahedini podejmą niezbędne krok, a winę za to ponoszą USA a nie islamski emirat Afganistanu”. Może to (choć nie musi) oznaczać wznowienie ataków talibów na siły USA i koalicji w trakcie wycofywania. Amerykanie przy tym przestrzegli, że spotka się to z adekwatną odpowiedzią. Warto dodać, że sprawa pozostania choćby części kontraktorów może być dodatkowym czynnikiem, który skłoni alibów do wznowienia ataków, zwłaszcza, że wątpliwe jest by doprowadziły one do zmiany decyzji o wycofaniu, choć mogą wzmocnić głosy krytyki wobec Bidena.

Choć Biden podkreślił w swym wystąpieniu, że cel interwencji tj. wyrugowanie z Afganistanu terrorystów odpowiedzialnych za ataki na USA, w tym w szczególności na WTC, został osiągnięty, to trudno mówić o zwycięstwie. Co prawda talibowie w porozumieniu podpisanym w Dosze zobowiązali się do tego, że Afganistan nie stanie się bazą dla działań zagrażających bezpieczeństwu USA i ich sojuszników, ale można mieć głębokie wątpliwości związane z tymna ile będą oni gotowi dotrzymać słowa, zwłaszcza że już teraz ich otwarte oskarżenie wobec USA pogwałcenia układu stanowi pretekst, by tego nie robić. Amerykańskie dane wywiadowcze potwierdzają zresztą obecność Al Kaidy na terenach opanowanych przez talibów w kilkunastu prowincjach Afganistanu.

USA wciąż mają jednak inne karty w ręku tj. ciążące na talibach sankcje (kij) i zawartą w porozumieniu z Dohy obietnicę pomocy ekonomicznej (marchewka), przy czym fakt, iż dotychczas nie zniesiono sankcji również jest postrzegany przez talibów za naruszenie układu. Z perspektywy USA kwestia tego kto naruszył porozumienie z Dohy wygląda jednak inaczej, gdyż mówiło ono również o dialogu wewnątrzafgańskim. Warto bowiem pamiętać, że obecne władze Afganistanu nie były stroną tych negocjacji i początkowo zareagowały na nie dość negatywnie. Tyle, że talibowie już w 2020 r. wyraźnie pokazali, że żadnym dialogiem wewnątrzafgańskim nie są zainteresowani, a rząd Aszrafa Ghaniego nie jest dla nich partnerem do rozmów.

image
Fot. Departament Stanu USA

We wrześniu doszło wprawdzie do spotkania ale przyczyną był tylko opór władz afgańskich w realizacji punktu porozumienia (,którego-przypomnę-nie byli stroną) dot. wypuszczenia 5 tys. jeńców. Doszło do tego pod naciskiem USA w sytuacji, gdy talibowie po porozumieniu w Dosze zintensyfikowali swoje ataki na afgańskie siły rządowe i było oczywiste, że wypuszczeni bojownicy wrócą do walki. Biden miał pełną świadomość tego, że wszelka „warunkowość” wycofania daje niemal pewność tego, ze do niego po prostu nie dojdzie. Zawarte w porozumieniu z Dohy założenie „dialogu wewnątrzafgańskiego” i wypracowania jakieś formuły power sharing było nierealne, a z perspektywy politycznej walki w USA stało się pułapką zastawioną na Bidena.

To na niego bowiem spadnie krytyka, że decydując się na pełne wycofanie mimo braku postępów tegoż dialogu otworzył talibom drogę do pełnego przejęcia władzy w Afganistanie i powrotu do porządków sprzed 2001 r. Krytyka ta abstrahować będzie od faktu, że alternatywą dla Bidena było grzęznąć dalej w tej wojnie, która kosztowała biliardy dolarów i w której zginęło ponad 2 tys. żołnierzy USA, a także co najmniej 100 tys. Afgańczyków. talibowie nigdy bowiem nie zadeklarowali, że gotowi są zaakceptować wybory jako proces wyłaniania władz. Krytycy decyzji o wycofaniu maja rację ostrzegając przed tym, że talibowie przejmą pełnię władzy i wróci opresyjny porządek Talibanu, z Afganistanu wyleje się gigantyczna fala uchodźców, a ci którzy zostaną, a współpracowali z Amerykanami, poddani zostaną brutalnym represjom.

Nie ma też wątpliwości, że dla afgańskich kobiet znikną jakiekolwiek możliwości uczestnictwa w życiu społecznym, politycznym, czy też samorealizacji zawodowej (poza nielicznymi wyjątkami, które miały miejsce również przed 2001 r.). Tyle, że niewiele z tego wynika. Warto bowiem pamiętać, że poza elitami zdecydowana większość kobiet afgańskich i tak żyje w opresyjnym dla nich systemie społecznym, a mimo 20 lat okupacji Amerykanom nie udało się wprowadzić w Afganistanie nawet tolerancji dla innych niż islam religii i za apostazję grozi kara śmierci. Surowe kary grożą też za homoseksualizm i to mimo faktu, że w Afganistanie rozpowszechniona jest pedofilska praktyka bacze bazi (i w przeciwieństwie do homoseksualizmu jest to tolerowane).

W 2015 r. ujawniono, że amerykańscy żołnierze otrzymali instrukcje, by nie reagować na przypadki molestowania młodych chłopców przez członków afgańskich sił sojuszniczych w ramach tej tradycji. Demokracja afgańska jest całkowitą fikcją. W ostatnich wyborach prezydenckich brało udział raptem 18 % wyborców, a wyniki były przedmiotem wielomiesięcznego sporu między prezydentem Aszrafem Ghanim a reprezentującym północ Afganistanu Abdullahem Abdullahem. Tymczasem Ghani zachowuje się tak jakby miał silny mandat do sprawowania władzy i do niego należało stawianie warunków co do przyszłości Afganistanu, podczas gdy niemal pewne jest, że nie ma dla niego w nim fizycznie miejsca w przyszłościjeśli nie chce podzielić losu Nadżibullaha.

Talibowie w ciągu 2020 r. zwiększyli zakres swojej kontroli terytorialnej Afganistanu niemniej wciąż nie kontrolują żadnego większego miasta. Warto jednak pamiętać, że we wrześniu 2015 r. zajęli oni Kunduz i tylko dzięki intensywnym nalotom USA siłom rządowym udało się odzyskać kontrolę nad tym miastem. Amerykanie wciąż nie tracą przy tym nadziei, że uda się im doprowadzić do jakiejś formy „power sharing” i uniknąć powrotu Afganistanu do sytuacji ustrojowej sprzed 2001 r. Niedawno pojawił się pomysł przeniesienia negocjacji do Turcji, co dla Ankary (w przypadku skuteczności tych rozmów) byłoby szansą na podratowanie swojego od dawna nadwątlonego prestiżu. Ale talibowie już zapowiedzieli, że póki nie zostaną wycofane siły USA i koalicji z Afganistanu to nie przystąpią do żadnych negocjacji.

Tymczasem gdy to nastąpi zmieni się też rozkład sił w regionie. USA wciąż będzie miało wprawdzie karty w ręku w postaci kwestii zniesienia sankcji oraz obiecanej pomocy ekonomicznej, niemniej może to nie powstrzymać talibów przed siłowym przejęciem władzy. talibowie wiedzą, że USA najbardziej zależy nie na tym kto będzie rządził w Kabulu i jak zostaną rozwiązane kwestie ustrojowe w tym kraju ale to by Afganistan nie stał się znów bazą dla terrorystycznej aktywności o charakterze międzynarodowym, więc podejmując zbyt ostre kroki USA też ryzykowałyby poniesieniem kosztów. USA nie są jednak jedynym czynnikiem, który talibowie będą musieli brać pod uwagę, a ich wycofanie zwiększy znaczenie innych państw w afgańskiej rozgrywce, w tym Iranu.

image
Reklama

Pewną słabością talibów jest przy tym to, że nie mają oni charyzmatycznego lidera jakim był wcześniej mułła Omar. Wprawdzie rozłamowa grupa kierowana przez Muhammada Rasula czy też Państwo Islamskie, które pojawiło się w Afganistanie w 2015 r., odgrywają obecnie niewielką rolę, ale w Afganistanie roi się od lokalnych watażków i centralizacja władzy będzie dla talibów wyzwaniem. To oraz potrzeba wsparcia ekonomicznego może ich skłonićdo pewnych ustępstw tyle, że niekoniecznie partnerem będą tutaj USA. Tradycyjnie sojusznikiem talibów były przede wszystkim Pakistan oraz Arabia Saudyjska, ale od lat swoje wpływy w Afganistanie zwiększa Iran, a także Rosja, która od dawna   nie jest już postrzegana przez pryzmat wojny z lat 80-tych.

Tyle, że dla Rosji wycofanie się USA i sojuszników to akurat niezbyt dobra wiadomość gdyż rozwój ekstremizmu islamskiego oraz ewentualnie terroryzmu w Afganistanie stanowi ogromne zagrożenie dla jej „miękkiego podbrzusza” czyli środkowoazjatyckich republik b. ZSRR, a zważywszy na rosnącą islamizację Rosji i wzrastający odsetek migrantów z Tadżykistanu czy Uzbekistanu w Moskwie lub Petersburgu w konsekwencji dla bezpieczeństwa samej Rosji. Rosja mimo krytycznej retoryki była beneficjentkę ugrzęźnięcia USA w Afganistanie. Inaczej sytuacja wygląda z perspektywy Iranu, dla którego wycofanie się USA oznaczać będzie sukces, choć również w pewnym sensie wyzwanie.

Warto pamiętać, że relacje Iranu z Afganistanem pod rządami talibów były wrogie i radykalnie sunniccy talibowie, prześladujący afgańskich szyitów, stanowili wówczas również zagrożenie terrorystyczne dla Iranu. Obecnie sytuacja wygląda jednak inaczej i w styczniu b.r. delegacja talibów gościła w Teheranie. Iran ma również wpływ na wielu lokalnych dowódców i posądzany jest o finansowanie niektórych grup wewnątrz talibów, a jednocześnie z Teheranem związani są niektórzy afgańscy politycy, w tym pierwszy prezydent zainstalowany przez USA Hamid Karzai. Ponadto Iran dysponuje też oddziałami zbrojnymi afgańskich szyitów tj. zaprawioną w walkach w Syrii Liwa al Fatemijun.

Irańczycy również podkreślają, że przyszłe władze Afganistanu powinny być efektem wewnątrzafgańskiego porozumienia niemniej z całą pewnością wyobrażają sobie to inaczej niż USA. Kluczowe z perspektywy Iranu jest to, by Afganistan nie stanowił zagrożenia dla Iranu, a klienci Teheranu, w tym szyici, mieli udział we władzach. Otwartą jest jednak kwestią to na ile talibowie utrzymają swoją przyjazną wobec Iranu linię po wycofaniu się USA. Obecnie bowiem obie strony łączy przede wszystkim (o ile nie jedynie) wspólny wróg: Amerykanie. Perspektywa wycofania się USA z Afganistanu to nie jedyna zmiana geopolityczna na jaką zanosi się w regionie. USA planują bowiem wycofać się również z Iraku.

To spowoduje, że o ile obecnie Iran ma siły USA zarówno na terytorium swojego zachodniego sąsiada jak i wschodniego, to z obu tych krajów zostaną one niemal jednocześnie wycofane. Będzie to dla Teheranu najbardziej komfortowa sytuacja geopolityczna od czasów rewolucji w 1979 r. Wycofanie się Amerykanów z Iraku to również naturalna konsekwencja polityki poprzedniego prezydenta USA, w tym w szczególności jego decyzji o zabiciu w styczniu 2020 r. gen. Kasema Sulejmaniego oraz dowódcy polowego Haszed Szaabi Abu Mahdiego al Muhandisa i również w tym wypadku trudno mówić o sukcesie USA, choć sytuacja w Iraku jest diametralnie odmienna od tej w Afganistanie, a samo wycofanie się ma również inny charakter.

Nie będzie ono bowiem pełne, a jedynie odnosić się będzie do sił bojowych. Obecnie prowadzony jest dialog strategiczny między Waszyngtonem a Bagdadem, który ma określić formułę dalszej obecności misji szkoleniowej i wsparcia technicznego USA i koalicjantów (wśród których jest również Polska). Większość sił szyickich powiązanych z Iranem co do zasady nie sprzeciwia się utrzymaniu obecności w takiej formule. Warto przypomnieć, ze po wspomnianym zabójstwie Sulejmaniego oraz Abu Mahdiego, zintensyfikowały się w Iraku zarówno żądania wycofania się Amerykanów z tego kraju jak i ataki na bazy amerykańskie ze strony radykalnych milicji szyickich.

Groźba kroków odwetowych, w tym sankcji, uniemożliwiła podjęcie przez ówczesne władze Iraku formalnych kroków nakazujących USA opuszczenie tego kraju, niemniej intensyfikacja ataków na siły amerykańskie de facto sparaliżowała ich aktywność i w rezultacie doprowadziła do ewakuacji niemal wszystkich baz i koncentracji ich jedynie w kilku miejscach. Kolejnym krokiem była redukcja sił amerykańskich w Iraku o połowę (do 2500 ludzi) dokonana w styczniu 2021 r. tuż przed zakończeniem kadencji Trumpa. Towarzyszyło temu jednak zwiększenie sił innych państw NATO o 3500 żołnierzy.

Warto jednak podkreślić, że misja innych państw (z wyjątkiem Turcji, której obecność w Iraku ma zupełnie inny charakter) ma wyłącznie charakter szkoleniowy i wsparcia technicznego. Teoretycznie zakończenie misji bojowej USA w Iraku jest logiczne, gdyż związana ona była wyłącznie z pojawieniem się w tym kraju Państwa Islamskiego. Sytuacja wewnętrzna Iraku jest zupełnie inna niż Afganistanu i na tle tego drugiego Irak jawi się jak wzór stabilności. Państwo Islamskie dawno straciło zdolność do siłowego przejęcia władzy choćby nad częścią terytorium Iraku, nie mówiąc już o wkroczeniu do Bagdadu. Rząd iracki sprawuje efektywną kontrolę nad całym terytorium kraju, w tym nad Kurdystanem w granicach prawnych określonych w konstytucji.

image
Fot. Departament Stanu USA

Oczywiście realnie Irak jest krajem wciąż niestabilnym, targanym wieloma problemami wewnętrznymi i wyzwaniami dla bezpieczeństwa wewnętrznego, ale maja one zupełnie inny charakter niż w Afganistanie. Siły proirańskie nie kwestionują legalności obecnego rządu nawet jeśli postrzegają go jako ekspozyturę wpływów emiracko-amerykańskich. Wykluczone jest też siłowe przejmowanie władzy choć nacisk w postaci projekcji siły (zamachy terrorystyczne, porwania, zabójstwa) nie tylko wchodzi w grę ale może narastać.

Celem tych działań jest jednak zwiększenie politycznych wpływów w wyniku wyborów, które zaplanowane są na październik, a także zwiększenie znaczenia Haszed Szaabi jako oddzielnej formacji w systemie irackiego bezpieczeństwa, wreszcie zwiększenie wpływów irańskich w ramach rywalizacji z państwami sunnickimi i zachodnimi. Niewątpliwie wycofanie sił bojowych USA zwiększa możliwości Iranu w Iraku, niemniej od kształtu porozumienia strategicznego między Bagdadem a Waszyngtonem zależy na ile. Choć przedstawiciele kluczowych proirańskich grup zbrojnych takich jak Asaib Ahl al Haq wyrazili warunkową akceptację dla takiej formuły pozostania sił amerykańskich i koalicyjnych w Iraku.

Według różnych doniesień Irańczycy naciskają na szyickie milicje w Iraku by nie podejmowały działań, które mogą zaszkodzić nowemu porozumieniu w sprawie JCPOA to jednak w ostatnim czasie dochodziło do nowych ataków na amerykańskie bazy w Iraku. Jednym z możliwych wyjaśnień jest to, że po zabiciu Sulejmaniego i Abu Mahdiego kontrola nad ugrupowaniami proirańskimi uległa rozproszeniu i niesubordynacja niektórych grup jest odzwierciedleniem frakcyjnej rywalizacji w irańskim obozie władzy, a w szczególności próby torpedowania negocjacji w sprawie JCPOA przez twardogłowych.

Na uwagę zasługuje jednak również to, że ostatnie dwa ataki miały miejsce na bazę USA w Irbilu  15 lutego ostrzał okolic lotniska spowodował śmierć 2 osób, w tym amerykańskiego kontraktora. Kolejny atak w tym samym miejscu dokonany został w środę 14 kwietnia (tym razem bez ofiar), przy czym jednocześnie zaatakowano bazę turecką w Baszice (zabity został jeden żołnierz turecki). Należy przy tym pamiętać, że Kurdowie są zdecydowanie przeciwni wycofywaniu się USA z Iraku i jedną z opcji ograniczonego wycofania się jest koncentracja sił (również bojowych) w Kurdystanie. Zarówno dla Haszed Szaabi jak i dla Iranu istotna jest kontrola sąsiedniej prowincji Niniwy a Irbil stanowił w czasie wojny z ISIS bazę dla operacji powietrznych USA w Niniwie i Mosulu.

Dlatego Haszed Szaabi może dawać w te sposób sygnał, że oczekuje, że wycofanie przez USA sił bojowych będzie dotyczyć również Kurdystanu, a w przeciwnym razie staną się one celem ataków rakietowych. Jeżeli chodzi o Baszikę to jest to odrębna kwestia, gdyż Turcja nie ma żadnego mandatu dla swej militarnej obecności w Iraku. Dotąd jednak bliskie relacje irańsko-tureckie powodowały, że szyickie oddziały proirańskie nie atakowały Turków. Ostatnio jednak groźby interwencji tureckiej w Sindżarze zwiększyły napięcia między Haszed Szaabi a Turcją. Ponadto konfrontacja z Turcją będzie dodatkowym argumentem Haszed Szaabi dla jej obecności w północnym Iraku i koniecznością zwiększenia wyposażenia tej formacji w ciężki sprzęt bojowy.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 61
Reklama
Dalej patrzący
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 18:16

Amerykanie wyszli z Bliskiego Wschodu, wychodzą z Afryki, wyjdą z Iraku i Afganistanu. Pytanie - KIEDY wyjdą z Europy?Wg gen. Bena Hodgesa nastąpi to w latach 2028-33 - ale raczej bliżej pierwszej daty. Co wprost zakomunikował naszym elitom strategicznym podczas Warsaw Security Forum 2018. I na ten moment - PO WYJŚCIU sił USA - niecierpliwie czeka Kreml z Berlinem i Paryżem - dla ustanowienia konkurencyjnego supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. Dlatego nie ma sensu strategiczny sojusz z USA - i jakiekolwiek ustępstwa z tego tytułu. Sojusz taktyczny - czyli POMOSTOWY - do czasu uzyskania samodzielnej obrony Polski - to jak najbardziej. Ale interoperacyjność winna być w 90% rozwijana z państwami Flanki Europy - tymi z NATO - i tymi spoza NATO. W krytycznym okresie USA w Europie nie będzie - musimy liczyć na siebie i na sojusz regionalny. Ale - jak zwykle - ta OCZYWISTOŚĆ całkowicie umyka naszym sternikom zapatrzonym ślepo w "jedynie słuszny" i rzekomo "bezalternatywny" sojusz z USA. Za co płacimy nieproporcjonalnie dużą cenę - braku przygotowań własnych - i bierności politycznej na Wschodzie. I lokujemy zakupy u Wuja Sama - który nam sprzedaje sprzęt z kodami blokady, z czarnymi skrzynkami - ODBIERAJĄC nam suwerenność. A co gorsza - te pieniądze winny iść nasze programy B+R - i do naszych fabryk.

>JA<
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 16:13

Mówiłem że się zwijają. Wycofają wszystko co mają za ocean ale to wszystko. To kwestia czasu.

ck
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 08:59

USA szykują się do konfrontacji z Chinami w Azji. Widać to gołym okiem. Konfliktu pomiędzy "nowymi" Kartaginą i Rzymem nie da się uniknąć. Wystarczy poczytać sobie o ASEAN największej na świecie strefie wolnego handlu do której należą mn: Australia, Japonia czy Nowa Zelandia a więc sojusznicy USA.

zimny kubek
wtorek, 22 czerwca 2021, 21:28

Gra toczy się o dolara. To prawdziwa potęga USA. Dopóki jest na powierzchni jankesi będą się tylko szykować. Wszyscy o tym wiedzą i spowalniają udział juana. Kiedy zielony padnie to jankesi staną przed wyborem wojna albo bankructwo. Co wybiorą amerykanie każdy wie ponieważ na jednym znają się najlepiej. Nikt nie chce wojny i nikt nie chce dominacji Chin, dlatego świat szuka stanu równowagi tzw. nowej Jałty. My musimy się trzymać blisko Europy Zachodniej taj jak robiło to PO inaczej Rosja nas przejmie. Z Niemcami da się rozmawiać, z Ruskimi raczej nie. Sami, będąc wrogiem całej Europy nie damy rady.

Komentator
środa, 21 kwietnia 2021, 00:05

Ilu potencjalnych klientów mieszka w tej największej strefie wolnego handlu? Sam rynek wewnętrzny Chin jest przeszło dwukrotnie większy.

Jabadabadu
wtorek, 20 kwietnia 2021, 17:12

Największa na świecie strefa wolnego handlu to ta do której należą Chiny. Ta o której piszesz taką była jakieś 10 lat temu.

Ktos
niedziela, 18 kwietnia 2021, 18:46

Dla tych co kochają porównania i nawiązująs do ZSRR i Afganistanu. Wojna ZSRR z Afganistanem trwała 10 lat. W tym czasie zginęło 14453 żołnierzy. Wojna USA z Afganistanem trwała 20 lat w tym czasie zginęło 2419 żołnierzy USA. Czyli w polowe czasu Rosjanie stracili 6 razy tyle chłopa. To tak dla pokazania różnicy. Oczywiście ktos napisze ze USA wspierała Afgańczyków. Prawda tyle ze dosłano im wyrzutnie przeciwlotnicze. One tylu zabitych nie spowodowały. No i wierzymy ze obecnie talibowie nie mieli żadnego wsparcia przez 20 lat? Ciagle mieli amunicję? Skąd?

Komentator
środa, 21 kwietnia 2021, 00:17

Jak świat światem wojny wygrywali ci którzy osiągnęli w nich swoje polityczne cele. Celem USA była likwidacja Talibów kontrola kraju i ustanowienie posłusznego rządu w Kabulu. Celem Talibów, pozbycie się z kraju wojsk NATO. Talibowie nie zostali zlikwidowani, rząd w Kabulu czeka los Nadżibullacha a Amerykanie doszli do wniosku że na dalszą obecność w Afganistanie już ich po prostu nie stać. Pytanie, kto wygrał wojnę w Afganistanie? A teraz porównanie które tak uwielbiasz. Kilkadziesiąt lat temu ZSRR przegrał wojnę dzięki potężnemu Afgańczyków przez USA. Dzisiaj wojnę przegrał najpotężniejszy sojusz wojskowy z Talibami którzy o takim wsparciu jak czterdzieści lat temu mogli tylko pomarzyć.

Dokładny
wtorek, 20 kwietnia 2021, 07:35

oficjalnie 2452+1144 tzw sojusznicy

wert
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 18:55

podstawowa różnica to 1,5-2 mln zabitych Afgańczyków przez sowietów. Cywili. Tak się chwalił sowiecki generał: strzelają do nas z jakiegoś kiszłaku, ściągamy baterię Gradów, strzelamy my i kiszłak już nie strzela

poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 00:27

Oczywiście, że Amerykanie dostarczali mudżachedinom stingery i ppk w ilościach, których talibowie obecnie nie potrafią sobie nawet wyobrazić. Różnica w uzbrojeniu i wyposażeniu walczących w obu wojnach stron była całkowicie inna - nie było obecnie informacji o karawanach przechodzących codziennie z Pakistanu przez granicę. W wyszkoleniu również - nie było obecnie informacji o wielkich obozach szkoleniowych, magazynach, szpitalach, jakie w latach 80-tych Pakistańczycy i Amerykanie rozwinęli wzdłuż granicy. Ponadto po stronie ZSRR walczyła armia z poboru, słabiej wyszkolona i wyposażona od kontraktowej amerykańskiej. Obie wojny dzieliło ok. 20-25 lat. To epoka (albo raczej dwie) w zakresie rozpoznania i obserwacji (szczególnie nocnej), naprowadzania, łączności, wyposażenia osobistego, osłon balistycznych (zarówno ludzi jak i pojazdów), medycyny, ewakuacji medycznej. Nie można porównywać tylko zabitych, lecz sumę zabitych i rannych, gdyż zmienił się radykalnie stosunek zabitych do rannych (wielu ciężko rannych nie umarło, lecz przeżyło, często jako inwalidzi). Trzeba też dodać straty kontyngentów sojuszniczych i - przede wszystkim - "cywilnych" kontraktorów. No i trzeba pamiętać, że Amerykanie przekazali Afgańczykom odpowiedzialność za bezpieczeństwo w poszczególnych prowincjach w latach 2011-2013. Od tej pory oficjalnie pełnili tylko funkcje doradcze (obecnie jest ich ok. 3500) - tak więc "pełnoskalowa" wojna nie trwała 20 lat, tylko ok. 12.

bojarcz
niedziela, 18 kwietnia 2021, 21:49

Majac srodki ze sprzedazy opium moga kupic,gdzie chca i ile chca.

hmmmm
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 09:27

Powaznie? I kalachy tak na straganach sprzedaja? Nie sadzisz ze gdzies musza byc produkowane? Rozumiem ze czesc mozna zdobyc na wrogu itd... ale oni wojuja od dziesiecioleci i caigle maja amunicje.

gnago
wtorek, 20 kwietnia 2021, 21:18

Tak na targowiskach tam handlują bronią otwarcie

Pawel
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 02:18

Wsparcie USa to bylo cos. Bez tego dostali by od ZSRR

Tofik
niedziela, 18 kwietnia 2021, 17:53

USA porownuje siebie do Rzymu .Rzym napuszczał na siebie plemiona które stawały się zbyt potężne albo wrogie. Ciekawe czy USA spróbują użyć talibów przeciwko Chinom .Myśle ze będzie można to poznać wkrótce po pewnych działaniach i umyślnych zaniechaniach.Oczywiście takie działanie niesie za sobą ryzyko powtórnego wymknięcia się fanatyków spod kontroli albo co gorsze z punktu widzenia Ameryki zwycięstwa Chin w sojuszu z iranem(Chińczycy są potężniejsi technologicznie i liczebnie niż stare zssr i bardziej pragmatyczni(ideologia służy państwu a nie państwo ideologii)Co do bezwglednosci Pekinu to nie muszę tłumaczyć a Chińczycy poprą raczej swoich .

Prawdziwy Rosjanin
piątek, 23 kwietnia 2021, 03:35

Może zrobią zaplecze techniczne dla Ujgrów i marzenie USA to żeby Chiny też weszły do Afganistanu a reszta wiadomo

Już nie
niedziela, 18 kwietnia 2021, 20:22

Oni sami się rzuca na Chiny bez pomocy USA. O ujgurach wie już cały świat a w zaprzeczenia chińczyków nie wierzą już chyba nawet sami chinczycy.

Roman
niedziela, 18 kwietnia 2021, 16:30

Zgadzam się z opinią red. Repetowicza, że po niedługim czasie od wycofania się sił USA i NATO obecny reżim w Afganistanie spotka to co przydarzyło się Nadżibullachowi, po wycofaniu sowieckiej 40 Armii z Afganistanu. Wspomniałem o tym już wcześniej w wypowiedzi na forum D24 gdy 14 kwietnia br. pojawiła się informacja pt. Wojska USA opuszczą Afganistan.

Ruswiner
niedziela, 18 kwietnia 2021, 15:32

Kolejni przegrani po ZSRR, którzy uciekają z Afganistanu i będą rozpowiadać, że wychodzą jako zwycięzcy.

Ktos
niedziela, 18 kwietnia 2021, 19:38

A ile powinni tam siedzieć?

Urko
niedziela, 18 kwietnia 2021, 21:20

Tak jak obiecali, do wprowadzenia demokratycznego modelu władzy...

morus
niedziela, 18 kwietnia 2021, 15:14

To chłopaki wrócą z Afganistanu i polowa pojdzie na bruk. Aż strach myśleć.

Milutki
niedziela, 18 kwietnia 2021, 11:09

Wbrew temu co twierdzi autor władze Iraku nie kontrolują całego kraju, północna część w tym Sindżar zajmowana jest samowolnie przez PKK. Rząd Iraku zobowiązał się w 2020 roku do usunięcia tej organizacjiże swojego terytorium ale z powodu swojej słabości ociąga się. Turcja dbając o swoje bezpieczeństwo interweniowała w Iraku, wyręcza w ten sposób władze Iraku z ich obowiązku i przejmuje automatycznie mandat irackiej władzy. Stosunek Turcji do Iraku zawsze będzie inny niż pozostałych krajów NATO bo Turcji jest jedynym państwem Paktu który z Irakiem graniczy. Turcja nie ma nadwątlonego prestiżu aby go ratować, Turcja ma rosnący prestiż i sama pomoc w negocjacjach afgańskich bez względu na rezultat ten prestiż dalej podnosi. Turcja ma zły prestiż w oczach zwolenników północnosyryjskich komunistów i armeńskich okupantów Górskiego Karabachu, ale Turcja o ich miłość nie zabiega, chyba że oni sami wyleczą się ze swoich dotychczasowych miłości

środa, 5 maja 2021, 10:23

od kiedy agresor przejmuje mandat władzy przez zajęcie terytorium? III Rzesza też przejęła mandat w Sudetach a póżniej na Górnym Sląsku

Davien
niedziela, 18 kwietnia 2021, 13:56

Milutki, armia Iracka zaraz zacznie strzelac do tureckich najeżdżców więc znowu erdogan będzie miał problem:) A prestiz Turcji nie istnieje, sami go sobie zniszczyliscie i niszczycie dalej.

Milutki
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 16:13

Armia turecka już jest w Iraku i iracka armia jeżeli coś robi to kibicuje Turkom. Bojówki proirańskie są na razie zajęte strzelaniem do amerykanskiej armii której iracki parlament odebrał mandat stacjonowania w Iraku

wert
wtorek, 20 kwietnia 2021, 21:28

tak tak, nasi też kibicowali sowietom. Zwłaszcza w 1992

Milutki
czwartek, 22 kwietnia 2021, 09:33

To porównanie pasuje do amerykanów

CdM
niedziela, 18 kwietnia 2021, 10:43

Znajomość tematu, unikanie tanich uproszczeń, realizm - pan Witold błyszczy jak zawsze. Pana artykuły to gwarancja rzetelnej wiedzy.

12345
niedziela, 18 kwietnia 2021, 10:29

Wreszcie - koniec wojny w Afganistanie.

Muminek
niedziela, 18 kwietnia 2021, 10:20

Pomóc to można komuś kto tego chce ... a nie finansować, walczyć i ginąc za innych i ich państwo - podczas gdy oni siedzą i patrzą - ewentualnie uciekają przed wrogiem ...

abcm
niedziela, 18 kwietnia 2021, 00:07

Amerykanie koncentruja swa uwagę na pacyfiku to będzie blokada chin pozyskaja rosję co będzie dalej łatwo przewidzieć. Ameryka słabnie I czas się kończy.

poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 00:30

Co Amerykanie mają zamiar zrobić dla pozyskania Rosji?

Yugol
niedziela, 18 kwietnia 2021, 13:15

A może Rosja pokaże palec środkowy Ameryce

Monkey
sobota, 17 kwietnia 2021, 22:21

Dyplomatyczne głupoty głupotami, a każdy wie, że i tak skończy się to Wietnamem Południowym bis. Pytanie tylko, ile czasu zajmie talibom powrót do stanu z 1996 roku, czyli przejęcia pełni władzy.

Davien
niedziela, 18 kwietnia 2021, 10:14

Czyli znowu Rosja napadnie na Afganistan wg ciebie?

Monkey
niedziela, 18 kwietnia 2021, 14:09

@Davien: A kiedy to Rosja napadła na Afganistan po 1988 roku? Bo ja napisałem o 1996 roku. Przeczytałeś w ogóle mój post ze zrozumieniem?

Davien
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 10:11

Odnosiłem sie do twojego wpisu o Wietnamie Płd.

viper
sobota, 17 kwietnia 2021, 16:25

Uchodźcy i zwyczajni migranci ekonomiczni i tak przez lata wylewali się i wylewają z Afganistanu (stanowią np. większość w obozach w Grecji), wskazując prawdziwie (w pierwszym przypadku) lub nieprawdziwie (w drugim) na zagrożenie ze strony Talibanu i toczące się w wielu regionach walki czyli wojną domową, więc pytanie czy sytuacja pod tym względem ulegnie większej zmianie. Może być tak, że powiększy się grupa realnie wskazująca na pierwszą przyczynę, co zależy od rozwoju sytuacji wewnętrznej, lecz jednocześnie zmniejszy grupa powołująca się na drugą. Pierwsza będzie kwalifikować się do uznania za uchodźców, druga zaś do szybkiego odesłania do domu.

Gnom
sobota, 17 kwietnia 2021, 15:57

Z równie podkulonym ogonem jak sowieci. Ciekawe czy skończą jak sowieci z zachowaniem jedności kraju. Lepiej żeby nie.

ciekawy
niedziela, 18 kwietnia 2021, 00:29

Z podkulonym ogonem to uciekaliście z Afganistanu jako bankrut towarzyszu.

Gnom
niedziela, 18 kwietnia 2021, 19:39

Mnie tam nie było, Wojska Polskiego do wejścia z amerykanami także. Zatem, nie trafiłeś. Co nie zmienia faktu, że po ponad 20 latach ataków na Afganistan (sprawdź kiedy USA zaczęło ostrzeliwując Afganistan Tomahawk'ami) i prawie 20 latach obecności w Afganistanie USA musi oddać kraj nie osiągając żadnego z założonych celów. To raczej nie jest opis sukcesu, nie sądzisz?

Davien
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 10:13

USA zaatakowało Afganistan by pozbyc się baz al Kaidy i terroru talibów. Talibowie zostali obaleni, al kaida nie istnieje wiec osiagneli wszystkie swoje cele nie mordujac przy tym jak Rosja ponad 2mln cywili.

Komentator
środa, 21 kwietnia 2021, 00:25

I z tymi obalonymi Talibami USA negocjują już tylko jak mogą się bezpiecznie wycofać? Nie za słabo ich "obalili"?

Gnom
wtorek, 20 kwietnia 2021, 12:48

Ciekawa koncepcja widzenia świata przez filtry jednostronnej propagandy. W dawno minionych czasach zrobiłbyś zawrotna karierę, może nawet zostałbyś gensekiem. Ciekawe jest tez to, że potwierdzasz (pewnie mimowolnie), że USA najechało niepodległe (podobno) państwo dla realizacji swoich celów, pod pozorem istnienia tam baz z których dokonano ataku na USA. Czego do dziś dnia nie udowodniono, a owe "załogi" szkoliły się w USA. Niestety z powodu oporu społeczeństwa i stanu budżetu USA nie są w stanie utrzymać osadzonej przez siebie władzy i jednocześnie łożyć na wszystkie wywołane przez siebie wojenki. No faktycznie zrealizowali swoje cele. Za chwile podobnie zrealizują te cele w Iraku, a w końcu i w Syrii. No chyba, ze wcześniej Izraelowi uda się sprowokować Iran.

Fanklub Daviena i GB
niedziela, 18 kwietnia 2021, 11:19

Widziałeś jak wyglądały finanse USA przed napaścią na Irak i Afganistan (hint: 300 mld USD NADWYŻKI BUDŻETOWEJ rocznie) a jak wyglądają teraz? Kto jest bankrutem? :D

Ktos
niedziela, 18 kwietnia 2021, 19:43

No dobra USA jest bankrutem którego obywatele maja po dwa samochody, dom i latają za ocean na wakacje. Jak tam obywatele drugiego mocarstwa atomowego?

Sarmata
środa, 21 kwietnia 2021, 10:58

Obywatele USA nie mają wakacji,tam nawet pracownik nie ma płatnego urlopu ani płatnego zwolnienia lekarskiego,ponad 40% nie ma ubezpieczenia zdrowotnego a ci co mają to często tylko w teorii.

HeS
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 01:11

@Ktos:"No dobra USA jest bankrutem którego obywatele maja po dwa samochody, dom ... " Nie mają! Banki mają. Oni mieszkają w nie swoich domach i żyją na kredyt (krechę:). Do tego Ameryka słabnie a podstawa ich dobrobytu (US) jest pomału ale sukcesywnie wypierany z obrotu międzynarodowego (zastępowany w większości przez Euro).

viper
niedziela, 18 kwietnia 2021, 13:45

W Rosji o bankructwie państwa w 1998 r. już zapomniano? Przy taniej ropie scenariusz łatwo można powtórzyć. Wystarczy, że USA zablokują handel obligacji rosyjskimi na międzynarodowym rynku emisyjnym i wtórnym. :)

makler
niedziela, 18 kwietnia 2021, 20:42

Teraz obligacje kupują w zasadzie tylko banki centralne czyli w USA FED, w UE EBC w Rosji wszystkie obligacje kupi ewentualnie Rosyjski Bank Centralny. Takie głupie są teraz czasy, że liczą się tylko rezerwy walutowe i tych ruskie mają sporo. Cały czas więcej eksportują niż importują.

viper
wtorek, 20 kwietnia 2021, 13:29

Eksport da się zatrzymać lub ograniczyć, a tylko instalacje LNG oraz OZE zyskałyby w Europie na dalszej popularności. Bez dopływu dewiz wróbel wart byłby mniej niż gołąb na dachu.

Zdziwiony
sobota, 17 kwietnia 2021, 19:17

Dokładnie!

jerzys
sobota, 17 kwietnia 2021, 22:35

Smutna konstatacja ale prawdziwa.

Wasko
sobota, 17 kwietnia 2021, 15:23

Super artykuł.

Olender
sobota, 17 kwietnia 2021, 15:13

Problem z wycofania Amerykanów to będzie miała przede wszystkim Rosja i Chiny. Po zajęciu Kabulu na bank będę próbowali pójść w stronę Rosji i Chin... Chiny na pewno sobie poradzą ale w przypadku "republik" stowarzyszonych z Rosją to nawet przy pomocy Rosji będą miały duży problem. Akurat problemy Rosji w tym przypadku nie są dla nas do końca złą informacją bo nawet jeśli nie będzie walk to i tak podwyższenie gotowości bardzo drenuje finansowo ;)

Yugol
niedziela, 18 kwietnia 2021, 13:20

Chiny i Rosję nie cechuje zachłanność kapitalizmu i wspólnie poradzą sobie w przybrzeżnych regionach.

Olender
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 12:51

Z fundamentalizmem mało kto sobie pokojowo radzi ale to nie znaczy, że nie będą prowadzić interesów ;)

:)
sobota, 17 kwietnia 2021, 20:14

Porównywanie byłych republik radzieckich z Afganistanem jest delikatnie mówiąc nadużyciem.

Olender
poniedziałek, 19 kwietnia 2021, 12:53

Tak ale trzeba przyznać że wspólną płaszczyzną byłych republik i Afganistanu jest religia... głównie Islam, więc wpływ na ludność cywilną jest.

Tweets Defence24