Alternatywa dla NATO? W Estonii burza po słowach wicepremiera

26 listopada 2019, 15:31
20191115161656-9f104e1a-me
Fot. pildid.mil.ee

Rząd Estonii razem z innymi krajami bałtyckimi przygotowuje plan B, na wypadek gdyby NATO nie wywiązało się z gwarancji bezpieczeństwa – takie słowa wicepremiera i szefa MSW Estonii Marta Helme zacytował jeden z fińskich dzienników. Od tych słów zdystansowali się inny członkowie estońskiego rządu, a minister obrony nazwał je absurdem.

Po fali krytyki Helme już następnego dnia wycofał się ze słów o „planie B”. Cała sprawa uderza jednak w wiarygodność NATO, szczególnie po niedawnej deklaracji prezydenta Francji podważającej gwarancje sojusznicze organizacji.

Co więcej, mające podobny wydźwięk słowa padły z usta wicepremiera kraju, który należy do tych członków NATO, których bezpieczeństwo w największym stopniu zależy od sojuszników. Biorąc pod uwagę profil ideologiczny i polityczny partii EKRE, której liderem jest Helme, nie można wykluczać, że to była z jego strony świadoma prowokacja.

Mart Helme, lider eurosceptycznej, nacjonalistycznej i antyimigranckiej Konserwatywnej Partii Ludowej Estonii (EKRE), udzielił 19 listopada wywiadu fińskim dziennikarzom, z którego najważniejsze tezy pojawiły się w wydawanych w Finlandii gazetach. Według relacji dziennika „Turun Sanomat” Estonia – zdaniem Helme – nie może być już pewna, że NATO zagwarantuje jej w każdych okolicznościach integralność terytorialną i niepodległość. Było to nawiązanie do ostatnich głośnych słów Emmanuela Macrona o „śmierci mózgu” NATO. Z kolei dziennik „Iltalehti” napisał – też powołując się na Helme – że stanowisko estońskiego rządu na zbliżające się spotkanie liderów NATO, a także opracowanie planu B było omawiane 18 listopada podczas posiedzenia estońskiego gabinetu. Plan B dotyczyć ma nie tylko Estonii oraz pozostałych krajów bałtyckich – Litwy i Łotwy, ale także Finlandii. Jak Helme tłumaczył konieczność wypracowania planu obrony na wypadek braku pomocy ze strony NATO? Wyraził obawy o zachowanie głównych członków Sojuszu. Według niego USA zagrożenie widzą nie w Rosji, a w Chinach, Wielka Brytania po brexicie może ograniczyć swe zaangażowanie militarne w Europie, wreszcie „nikt nie wie jak bardzo odejście Merkel zmieni niemiecką politykę zagraniczną”. Helme powiedział, że w kwestii polityki bezpieczeństwa nie liczy też na gwarancje ze strony UE. Sęk w tym, że nie sprecyzował, co zawierać miałby „plan B”, w jaki sposób Estonia i sąsiedzi mieliby wzmacniać swe bezpieczeństwo bez uwzględnienia NATO.

Na słowa wicepremiera i lidera EKRE krytycznie zareagowali inni estońscy politycy. Premier Jüri Ratas (Keskerakond) powiedział, że nie ma potrzeby kwestionować członkostwa Estonii w NATO. Premier napisał na Facebooku, że estońskie plany A, B czy C mają na celu rozwój niezależnych zdolności obronnych, ale wszystko w ramach NATO. Szef MSZ Urmas Reinsalu (Isamaa) napisał, że nie widzi alternatywy dla NATO. Powiedział też, że muszą być podtrzymywane „specjalne relacje” Estonii z USA. Ostrzej reaguje opozycja. Lider socjaldemokratów Indrek Saar wysłał list do premiera z pytaniem, czy Ratas będzie dążył do dymisji Helme. Saar przypomniał, że kiedy w poprzednim rządzie minister z Partii Centrum Mikhail Korn zakwestionował członkostwo Estonii w NATO, został zdymisjonowany. Najmocniej zareagował minister obrony Jüri Luik (Isamaa). Oświadczył, że rząd nigdy nie omawiał planu B jako alternatywy dla NATO. – Takie historie to absurd. Jedynie podważają jedność NATO i osłabiają potencjał odstraszania – stwierdził Luik i przypomniał, że sojusznicy chronią estońską przestrzeń powietrzną, a w bazie Tapa stacjonują Brytyjczycy i Francuzi. Zwrócił uwagę, że w Estonii minister spraw wewnętrznych (obecnie Helme) nie jest zaangażowany w planowanie obrony wojskowej: „Ci zaangażowani wiedzą, że naszym kierunkiem jest wzmacnianie NATO, a nie sianie wątpliwości w sercach naszych wrogów i przyjaciół. Nie ma alternatywy dla NATO, i nie będzie takiej alternatywy”. – Wszystko co robimy bilateralnie z naszymi sojusznikami opiera się na naszym członkostwie w NATO. Naprawdę mamy wierzyć, że amerykański bombowiec strategiczny B-52 latałby nad Estonią gdybyśmy nie byli częścią zbiorowej obrony NATO? – pytał retorycznie Luik. Na słowa estońskiego wicepremiera zareagowało też ministerstwo obrony Finlandii. Sekretarz generalny Janne Kuusela oświadczył, że być może Estonia ma jakieś swoje plany, ale nikt w tej kwestii nie kontaktował się z rządem w Helsinkach, a Finlandia nie ma i nie pracuje nad żadnym „planem” wspólnie z krajami bałtyckimi.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 38
Reklama
Mateusz Miroś
środa, 27 listopada 2019, 21:54

Chyba nikt nie jest tak naiwny żeby myśleć że ktoś z zachodu będzie umierał za kraje bałtyckie. Są one nic nie warte. Co Estończycy liczą że zachodni chłopcy w rurkach ich obronią przed wojami z Rosji? Nawet nam prawdopodobnie nikt nie pomoże i w razie wojny trzeba będzie szybko kapitulować

bender
czwartek, 28 listopada 2019, 14:57

A swoją opinię opierasz na analizie strategii NATO po szczytach w Newport, Warszawie i Brukseli czy raczej po lekturze propagandzistów Sputnika? Uważaj, bo rosyjska przestrzeń medialna jest pełna bzdur nie mających żadnego oparcia w rzeczywistości.

Yugol
środa, 27 listopada 2019, 19:05

Przezorny zabezpieczony

say69mat
środa, 27 listopada 2019, 12:04

Po wypowiedzi Erdogana, myślenie o politycznej i militarnej alternatywie, która byłaby w stanie koordynować wysiłki wspólnoty w przypadku przesilenia politycznego i kryzysu militarnego w regionie akwenu M. Bałtyckiego. Jest inicjatywą - nie tyle słuszną - ile pożądaną, również z naszego - swojskiego - punktu widzenia.

bender
środa, 27 listopada 2019, 23:04

Po wypowiedzi i ostatnich czynach Erdogana czas na poważną rewizję miejsca Turcji w strukturach Zachodu. Nasze plany obronne i partnerzy w ich realizacji się nie zmieniają.

Qwer
środa, 27 listopada 2019, 08:24

Jeśli w tym sojuszu są Francja i Anglia należy mieć plan B

Fanklub Daviena
czwartek, 28 listopada 2019, 11:09

A z USA jest inaczej? W 1882 Korea podpisała sojusz o wzajemnej obronie z USA. W 1905 została napadnięta przez Japonię i wezwała USA na pomoc. Zgadnij co zrobiły USA?

Eugeniusz
środa, 27 listopada 2019, 08:10

Jeśli nie NATO, które defacto jest już tylko banerem reklamowym dla naiwnych to... No właśnie. To nic innego. Republiki bałtyckie zostały przyjęte do NATO jako wymówka dla ewentualnego konfliktu z Rosją. Przecież USA ich nie obroni bo niby jak? Rakietami? No a jeśli nie USA to który członek NATO ma jakąkolwiek (!) możliwość oddziaływania w tym rejonie? Ja za Estonię umierać nie chcę. Już kiedyś to przerabialiśmy na własnej skórze.

bender
środa, 27 listopada 2019, 23:06

Jak obronić państwa bałtyckie? To o tym pisano: https://www.defence24.pl/raport-jak-obronic-panstwa-baltyckie-kluczowa-rola-polski

arokey
środa, 27 listopada 2019, 16:47

To w Tallinie aresztowano "Orła".

Marek1
środa, 27 listopada 2019, 12:19

Taaa, już kiedyś ktoś NIE chciał umierać za Gdańsk, Warszawę itd. CO ostatecznie z tej tchórzliwej "niechęci" polityków wynikło wiemy doskonale ...

Extern
środa, 27 listopada 2019, 11:56

Może to zabrzmi trochę dziwnie, ale tylko Polska może obronić kraje Pribałtyki. Albo może inaczej, bez Polski nie da się obronić militarnie tych krajów. Rosjanom powinno bardzo zależeć abyśmy właśnie za Estonię nie chcieli umierać. Może się nawet okaże że przedstawią nam jakąś ofertę abyśmy się w bronienie ich nie bawili. I co ciekawe wcale to nie musi być jedynie groźba spalenia Warszawy, ale może też być jakaś motywacja pozytywna. Stara metoda kija i marchewki. Np. w 39tym od strony Niemiec nie było przecież tylko żądanie autostrady do Prus i przyłączenia do Niemiec Gdańska (który w sumie nasz też nie był) ale jednocześnie w zamian oferowali wybudowanie nam portu w Gdańsku i budowę linii kolejowej do niego. Oraz przebąkiwali coś o tym że jeśli przystąpimy do paktu przeciwko ZSRR to dostaniemy dostęp do morza czarnego.

Mateusz Miroś
środa, 27 listopada 2019, 21:58

I na taką propozycję Rosji powinniśmy zmienić sojusz i powiedzieć bierzcie kraje bałtyckie dajcie nam Wilno. Tak jak w czasie II wojny powinnismy iść ramie w ramię z Hitlerem. Co ocaliło by paradoksalnie wielu polskich żydów. Kiedy ci polityce zrozumieją że nie ważny jest honor tylko życie ludzi. Dziś Czesi, Węgrzy którzy wiedzieli co trzeba robić w czasie II wojny się z nas śmieją. Lepiej być z Putinem jeśli trzeba niż miałby zginąć choć jeden Polak

bender
czwartek, 28 listopada 2019, 14:46

Wszystko poplątałeś. Primo, Wilno było nasze i to obietnicą oddania miasta Litwinom Sowieci zniszczyli sojusz państw bałtyckich. Secundo, nie było opcji, żeby w ramach postępów III Rzeszy otoczona przez kraje zajęte przez Niemców II RP nie została zwasalizowana. Jest całkiem sporo niezłych opracowań na ten temat, poczytaj. Tertio w końcu, skąd ten upór, żebyśmy stanęli ramię w ramię razem z nieludzkim, zbrodniczym reżimem? Który wojnę przegrał. To samo dotyczy sojuszu z Putinem. Mamy się sprzymierzyć z kolosem na glinianych nogach, który zakłamuje historię, rzeczywistość i łamie wartości, na których oparta jest nasza cywilizacja? Last but not least, nigdy nie spotkałem Węgra, który szydziłby z postawy Polski podczas WWII. Za to plakaty "Poland First To Fight" w węgierskich domach widziałem.

real
środa, 27 listopada 2019, 01:12

Każdy kraj powinien mieć 'plan B' a nawet 'C'. Chodzi o dobro własnego narodu, a nie o górnolotne frazesy.

Rus mus
wtorek, 26 listopada 2019, 23:51

65% estończyków jedzie do Finlandii a rusofile powitaja wspaniałą armie czerwona

AMD
wtorek, 26 listopada 2019, 23:45

" Nie wierzę w informacje , które nie zostały zdementowane . "

Anty
wtorek, 26 listopada 2019, 22:24

Pogratulowac Panu Helme zdrowego rozsadku i prawidlowej oceny sytuacji. '39 pokazal co sa warte sojusze.

bender
środa, 27 listopada 2019, 22:59

Świetny przykład z 39., bo jak wyszli na wpuszczeniu Armii Czerwonej? Bałtowie w sojuszu mieli szansę na skuteczną obronę, ale Sowieci rozegrali ich koncertowo wyciągając pojedynczo jak raki z wrzątku. Teraz próbują podobnie.

nick
wtorek, 26 listopada 2019, 22:07

Plan B powinno mieć każde państwo należące do NATO.Nie należy jednak o tym głośno mówić ,bo to faktycznie powoduje zmniejszenie zaufania państw członkowskich do Sojuszu.Mam nadzieję ,że plan B posiada także Polska.Moim zdaniem należałoby zacząć od przywrócenia poboru powszechnego i poświęcaniu większej uwagi na szkolenie rezerw.

Extern
środa, 27 listopada 2019, 11:01

Wydaje się że naszym planem B na rozpad UE i NATO jest obecnie coraz ściślejsze przytulanie się do odległego wielkiego brata zza oceanu. To się oczywiście może udać o ile USA nie będzie musiało całe zająć się Azją i wycofać się z międzynarodowej gry w europie. Na ile realne jest takie wiszenie na słabnących Amerykanach trudno powiedzieć. Myślę że powinniśmy czujnie obserwować wynik zaczynającej się właśnie wojny handlowej USA vs Chiny i jak tylko zobaczymy oznaki że USA zaczyna to przegrywać to powinniśmy odwrócić wtedy szybko sojusze i albo znowu tulić się do Niemiec albo próbować coś klecić z tym Trójmorzem.

bender
środa, 27 listopada 2019, 22:52

Liczba ludności Bułgarii, Czech, Rumunii, Słowacji i Czech jest mniejsza od samych Niemiec. Ich potencjał ekonomiczny liczony w PKB jest bliżej naszego, niż niemieckiego. Może i zostaliby naszymi klientami, gdybyśmy potrafili siebie i ich obronić i jeszcze dać zarobić. Tak nie jest, więc liczenie na militarny sojusz środkowoeuropejskich mikrusów jest szaleństwem.

djgkdjfkgjdfkgjkdf
środa, 27 listopada 2019, 10:36

Plan B istnieje, nawet jeśli nie istnieje na papierze i nikt o nim nie myśli. Plan ten nazywa się sojusz z Rosją (obojętnie czy dobrowolny, czy wymuszony siłą). Polska i kraje bałtyckie w aktualnej sytuacji mogą mieć tylko dwa plany, sojusz z zachodem i sojusz z Rosją.

Piotr
wtorek, 26 listopada 2019, 21:56

Turcja ponoć blokuje obronę wschodniej flanki.

Fanklub Daviena
wtorek, 26 listopada 2019, 20:48

Plan B? Przecież to śmieszne. Jak by się niby mieli obronić przed Rosją bez NATO w dodatku mając dyskryminowanych Rosjan jako 1/3 ludności kraju... :)

Extern
środa, 27 listopada 2019, 10:24

Takie plany nie koniecznie muszą polegać na obronieniu się, można też się odpowiednio ustawić politycznie nie niszcząc w beznadziejnej walce organizmu własnego państwa. Przykładów z II Wojny aż nadto. Np. ze wszystkich państw europy środkowo wschodniej tylko Polska postanowiła bronić interesu państw oceanicznych zamiast swojego i przyjęła za nich pierwsze uderzenie. Inne państwa jak np. Węgry czy Rumunia ustawiły się z wiatrem, nie oddały autonomii, a potem przy najbliższej okazji zmienili niewygodny sojusz. I jakoś, nikt im złego słowa za to po wojnie nie powiedział.

hmmm
środa, 27 listopada 2019, 10:05

mogą poprosić chiny o zbudowanie bazy

Arczi
środa, 27 listopada 2019, 09:27

Zgodzę się z tym, byłem w Estonii, Rosyjski język słyszalny na każdym kroku, dużo rosyjskich flag wisi w oknach jak firanki :)

Fanklub Daviena
czwartek, 28 listopada 2019, 11:12

I przecież Rosja zbrojnie nie podpiła tych terenów: Finlandię i Bałtów sprzedała Rosji Szwecja w 1721 za 2,1 mln rubli złotem...

kaczka
wtorek, 26 listopada 2019, 20:06

prawda jest taka, że sojusze są na czas pokoju, podczas wojny są bezużyteczne - takie właśnie będzie NATO

Cross
wtorek, 26 listopada 2019, 19:31

Może redaktor Defence24 poda definicję nacjonalizmu i internacjonalizmu. Pod tą ostatnią można będzie podciągnąć wszystkie partie lewicowe i socjalistyczne działające w tzw. krajach demokratycznych.

hmmm
środa, 27 listopada 2019, 10:06

partie lewicowe są imperialistyczne, każda uważa, że lewica i demokracja powinny rządzić każdym krajem

BUBA
wtorek, 26 listopada 2019, 19:01

Tak rozumie sankcje.

Extern
wtorek, 26 listopada 2019, 17:51

Na logikę to powinni przynajmniej do świadomości dopuszczać taką możliwość. To że interesy poszczególnych członków NATO się coraz bardziej rozjeżdżają jest aż nadto widoczne. Teraz jeszcze prezydent Francji w oczy to wszystkim powiedział. Już nawet nie wiem czego więcej trzeba żeby się w końcu zacząć martwić. Aż strach pomyśleć że może tylko nasi decydenci w żaden sposób nie zastanawiają się nad tymi wszystkimi sygnałami ostrzegawczymi.

bender
środa, 27 listopada 2019, 22:26

No dobrze, dopuśćmy możliwość, że NATO zawiodło u Bałtów. Jaki powinni mieć więc plan awaryjny? Jakimi siłami mieliby dysponować, żeby obronić lub odzyskać taką Estonię? To przecież kompletne mrzonki, dla których jedyną realną alternatywa są rządy uległe Moskwie. Z daleka widać skąd pochodzi inspiracja dla takich pomysłów. Taniej i zdrowiej wyjdzie im zwiększanie swojego potencjału w ramach Sojuszu.

Marek
środa, 27 listopada 2019, 10:22

Słusznie zauważyłeś. Warto dodać, że burzę rozpętał mający w tym swoje interesy Macron. On nie kryje, że należałoby się dogadać z Rosją nie licząc się z interesami państw Środkowej Europy. Jednocześnie chciałby euro armii, żeby tanim dla swojego państwa kosztem, cudzymi rękami wyciągać francuskie kasztany z afrykańskiego ogniska. Generalnie rozsądek dyktuje, że plan "B" powinna mieć cała Środkowa Europa. Nawet jeśli uważamy, że państwo będące głównym filarem NATO jest w 100% wiarygodne. Bo chyba jeden Pan Bóg tylko może przewidzieć jak zachowa się reszta. A przynajmniej taki plan powinny mieć wszystkie państwa naszego regionu posiadające zbieżne interesy ze Skandynawami włącznie. Swoją drogą Francuzi są dobrzy. NATO w 66r. im się nie podobało już raz jak pamiętam. Ambicję mają, takie, że lepiej nie mówić. Tymczasem jak zaczęli w Libii to skończyli tak, że polecieli do Wuja Sama poprosić o pomoc.

Anty
środa, 27 listopada 2019, 00:47

Zastanawiaja sie, dlatego mocno inwestuja w Ameryke. Amerykanie to biznesmeni z nutka ideolo, moze nie zechca umierac z Gdansk, ale za milardy ktore u nich wydajemy plus Gdansk - to juz inaczej brzmi. Reszta wbije nam noz w plecy, ew wyrazi zaniepokojenie lub oburzenie.

Extern
środa, 27 listopada 2019, 14:06

Poleganie na Ameryce to jest niestety wielka niewiadoma. Można by co prawda zakładać że szczerze chcą pozostać w europie choćby przez taki punkt wejścia jak Polska skoro Niemcy ich coraz bardziej wyganiają. Ale z drugiej strony ważniejsze dla nich sprawy dzieją się teraz w Azji. A niestety Ameryka traci siły i może być już w sumie fizycznie niedługo nie zdolna do udzielenia nam znaczącej pomocy. Tym bardziej właśnie ze względu na to powinni nam Polonizować tą obronę Polski (analogicznie jak Wietnamizowali kiedyś wojnę w Wietnamie) bo taniej im będzie pomóc nam abyśmy sami stanęli militarnie na nogi i reprezentowali tu ich interesy niż trzymać u nas wojska. Niestety z jakiś sobie znanych względów nie robią tego, nawet choćby przez współpracę techniczną z naszym przemysłem co mnie dosyć mocno niepokoi.

Tweets Defence24