Alarm atomowy w rejonie Murmańska?

27 lutego 2017, 14:00
Samolot WC-135 Constant Phoenix - fot. USAF

Z baz brytyjskich zostały wysłane w tym samym czasie w kierunku Norwegii i Morza Barentsa samoloty: rozpoznania skażeń nuklearnych WC-135 Constant Phoenix i rozpoznania radioelektronicznego RC-135W. Dziennikarze podejrzewają, że przyczyną tych operacji może być skażenie radioaktywne do jakiego prawdopodobnie doszło w rejonie rosyjskiej Arktyki.

Amerykański samolot WC-135 Constant Phoenix znalazł się na terenie Wielkiej Brytanii nie po raz pierwszy, jednak tym razem jego pojawienie się od razu powiązano z alarmującymi sygnałami o podwyższonym poziomie jodu-131 (promieniotwórczy radionuklid pochodzenia antropogenicznego 131I), jaki odnotowano w styczniu br. w rejonie Arktyki, a później w Europie. Podwyższony poziom jodu-131 (trzy-pięciokrotny) wykryto bowiem w siedmiu krajach: Czechach, Finlandii, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Norwegii i Polsce. Za każdym razem uznano, że nie jest to zanieczyszczenie mogące spowodować problemy zdrowotne.

Przykładowo na terenie Polski zarejestrowano śladowe ilości izotopu 131I w powietrzu w okresie między 9 a 16 stycznia br., jednak według Państwowej Agencji Atomistyki nie stanowiły one skażenia i nie powodowały zagrożenia. Informacje o zanieczyszczeniu przekazano jednak w europejskiej sieci ostrzegawczej „Grupa Pięciu” („Ring of Five”) i wtedy okazało się, że skażenie na polskim terytorium było dziesięciokrotnie wyższe niż w pozostałych krajach (sięgały one 5,92 µBq/m³ - Bq- bekerel - jednostka aktywności promieniotwórczej).

To właśnie prawdopodobnie z tego powodu, w celu sprawdzenia tych niepokojących sygnałów, w kierunku Morza Barentsa został wysłany 17 lutego br. samolot WC-135. Tego samego dnia i z tej samej bazy brytyjskich sił powietrznych RAF Mildenhall wystartował również samolot rozpoznawczy RC-135W.

Pośpiech Amerykanów był o tyle zrozumiały, że czas połowicznego rozpadu (T1/2) jodu-131 to „tylko” 8,04 dnia. Dodatkowo nie wiadomo gdzie doszło do skażenia. Ustaleniom tym nie sprzyjała nawet pogoda, która na szczęście dla Europy zmniejszyła szybkość przemieszczania się zanieczyszczeń, ale jednocześnie utrudniła inspektorom odszukanie miejsca, gdzie mogło dojść do wypadku.

Największym podejrzanym jest Rosja, a dokładniej, jej terytorium północno zachodnie. Wynika to m.in. z faktu, że pierwsze wykrycie zwiększonej obecności izotopu 131I miało miejsce w norweskiej stacji pobierania próbek powietrza w Svanhovd na Półwyspie Kolskim – tuż przy rosyjskiej granicy. Pomiary wskazują, że nieprawidłowości nie dotyczyły prawdopodobnie wypadku w elektrowni atomowej, ale w jakimś instytucie naukowym lub zakładach przemysłowych (np. stoczniach). Tym bardziej, że właśnie tego typu wypadki zostały odnotowane w Europie w ostatnich dziewięciu latach już trzykrotnie: w 2008 w Instytucie we Fleurs w Belgii roku, w 2011 roku w Instytucie Izotopów w Budapeszcie i w 2016 r. w Instytucie Technologii Energetycznych w Halden w Norwegii.

Pomimo uspakajających komunikatów agencji atomowych uruchomiono samolot WC-135, co od razu wzbudziło zaniepokojenie, że sytuacja wcale nie musi być taka bezpieczna. Constant Phoenix był bowiem wcześniej intensywnie wykorzystywany m.in. podczas katastrofy w elektrowni w Czarnobylu w 1986 r. i w elektrowni Fukushima w 2011 r.

Według Amerykanów samolot WC-135, poprzez pobieranie próbek powietrza na dużych obszarach i na dużych wysokościach, może dostarczyć ważnych danych, pozwalających zidentyfikować rodzaj anomalii. Przykładowo podczas prób jądrowych można dzięki temu określić, jaki rodzaj broni atomowej został użyty i pomóc w ocenie, jak duży był wybuch.

Ten wybuch jest jednak mało prawdopodobny, ponieważ nie odnotowały go żadne stacje sejsmiczne na świecie. Gdyby jednak rzeczywiście doszło do testu jakiegoś niewielkiego ładunku nuklearnego to byłby to diametralny zwrot w dotychczasowej polityce Kremla w tej dziedzinie.

Bardziej prawdopodobny od wybuchu jest jednak nieszczęśliwy wypadek w miejscu, gdzie w Rosji przechowuje się materiały jądrowe, w tym zużyte paliwo od reaktorów wykorzystywanych przez okręty podwodne i nawodne oraz lodołamacze. Należy dodatkowo pamiętać, że na bezpieczną utylizację nadal czeka ponad 150 kadłubów oraz sekcji reaktora rosyjskich atomowych jednostek pływających. Część z nich rdzewieje czekając na swoją kolej właśnie na Półwyspie Kolskim koło Murmańska.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 15
Reklama
chorąży
poniedziałek, 27 lutego 2017, 14:22

Światowe media podejrzewają Norwegów o awarię ich eksperymentalnego reaktora .... Czy jod uwalnia się po awarii militarnej instalacji ?!?! chyba nie...

lok
poniedziałek, 27 lutego 2017, 21:08

Nieprawda. Po pierwsze o awarię norweskiego reaktora nie trzeba nikogo podejrzewać, bo norweska agencja rządowa sama poinformowała o tym fakcie, jak to na ogół ma miejsce w cywilizowanych krajach. Po drugie zaś awaria ta miała miejsce w październiku 2016 roku, więc siłą rzeczy (skala awarii, kierunek emisji czy po prostu czas rozpadu jodu-131) nie może się wiązać z sytuacją opisaną w komentowanym artykule.

Urko
poniedziałek, 27 lutego 2017, 18:34

Jod-131 mógłby się uwolnić w czasie awarii czynnego reaktora, ale wtedy towarzyszyły by temu również inne i pewnie "ciekawsze" izotopy. Z powodu krótkiej żywotności, praktycznie nie występuje w zużytym paliwie. Więc jeśli skażenie nie było celowe, to w grę może wchodzić tylko awaria u jakiegoś producenta izotopów medycznych. W przemyśle I-131 też nie jest raczej używany właśnie z powodu trudności z jego używaniem. Tego specyfiku nie można przechowywać! W medycynie, chory któremu podaje się ten izotop dostaje specjalnie przygotowane kapsułki "kalibrowane" na zażycie konkretnego dnia o konkretnej godzinie.

tak pytam
wtorek, 28 lutego 2017, 13:39

Od kiedy to Norwegia ma stację pobierania próbek powietrza na Półwyspe Kolskim, który w całości należy do Rosji?

KAR
poniedziałek, 27 lutego 2017, 22:01

Od jakiegoś czasu mamy nad Polską fatalny stan powietrza. Niestety brak deczczu, który z wodą posłałby to świństwo na ziemię oraz brak silniejszych wiatrów spotęgowały zjawisko. Jak wyszedł człowiek z domu, to aż nozdrza blokowało! Tyle różnego cholerstwa w powietrzu. Mamy takie "położenie geopolityczne", że u nas kumulują się takie różne masy powietrza. Niekoniecznie przyjazne zdrowiu.

Witold
poniedziałek, 27 lutego 2017, 20:41

W okolicy Murmańska jest cmentarzysko okretów ZSRR . o skażeniu trąbią już z 5 lat.

por
poniedziałek, 27 lutego 2017, 19:28

Dlaczego nad Polską, poziom promieniowania był dziesięciokrotnie wyższy niż w sąsiednich krajach i dlaczego polskie służby o tym nie informowały?

Bunio
poniedziałek, 27 lutego 2017, 22:33

Nie ogólnie "promieniowania" tylko skażenia jodem 131, o stężeniu 6 µBq/m³. Dla porównania sam naturalny potas w twoim ciele ma aktywność ok 4 tys Bq/m3 (nie mikro!) czyli miliard razy więcej. Radon występujący w powietrzu to też kilka tys. Bq. Itd. To skażenie jodem było tak małe, że tylko niesłychanie czułość przyrządów pozwoliła je wykryć.

Urko
poniedziałek, 27 lutego 2017, 20:38

Teoretycznie z powodów sytuacji atmosferycznej, skażenie może się skumulować w określonym miejscu. Tyle, że jeśli źródło skażenia było punktowe, a emisja krótkotrwała, to i tak nie powinna ta wartość być większa, niż w miejscu gdzie dany izotop się uwolnił. Szczególnie, gdy mamy do czynienia z izotopem o stosunkowo krótkiej żywotności. A Jod-131 właśnie do takich należy. Z drugiej strony, trzeba pamiętać, że w momencie wykrycia skażenia, w miejscu jego uwolnienia może już być względnie czysto, więc ustalenie winowajcy będzie trudne.

PiotrEl
wtorek, 28 lutego 2017, 10:36

Skąd wina Rosji gdy największe skażenie jest w Polsce? Gdyby to było coś z reaktorów "posowieckich" to byłyby cały bukiet izotopów z dłuższym okresem rozpadu. A tak - środek wykorzystywany w medycynie powszechnie w Polsce też.

Bunio
wtorek, 28 lutego 2017, 12:25

Podobny poziom co w Polsce (tak czy siak - śladowy) występował w kilku innych krajach, tzn. Szwecji, Norwegii, Niemczech Czechach. Niższy bardziej na zachód. To by wskazywało na pochodzenie gdzieś na wschodzie. Ale podobnej skali "skażenia" odnotowuje się co jakiś czas i zwykle są to źródła medyczne. Ostatnio w Norwegii, wcześnije też chyba w Belgii i Budapeszcie. Skala tego "skażenia" jest taka, że dawka promieniowana pochodząca od jednego banana (potas) jest 6 tys. razy większa, niż jedna doba oddychania tym powietrzem - i to przy założeniu, że cały ten jod zostanie wyłapany i rozpadnie się w płucach. Generalnie burza w szlance wody.

igor_uk
wtorek, 28 lutego 2017, 09:24

wpiszcie w wyszukiwarkę okręt K-27, cmentarzysko Sewieromorsk i zobaczycie jak wyglada utylizacja starych okrętów atomowych przez rosję to wam da odpowiedź skąd się bierze zwiększona radioaktywność

do igor_ua
wtorek, 28 lutego 2017, 13:42

Lepiej zajmij się stanem reaktora atomowego w Czarnobylu na Ukrainie...

nbob
poniedziałek, 27 lutego 2017, 16:02

Popatrzmy na tą informację w momencie kiedy prorosyjski Trump zagaja o potrzebie zwiększenia arsenału nuklearnego.

Marek1
poniedziałek, 27 lutego 2017, 15:18

Moskwa tak się przyzwyczaiła, ze jej poradziecki śmietnik atomowy na Dalekiej Północy jest utylizowany za pieniądze Zachodu, że ładując od dekady setki mld. USD w zbrojenia nie przeznacza prawie żadnych kwot na neutralizację własnych śmieci. Wot, maładcy ...

Tweets Defence24