Reklama

Air Force One z rosyjskim rodowodem

7 sierpnia 2017, 15:44
air force one
Obecny Air Force One, bazujący na słynnym Boeingu 747. Fot. USAF

Amerykańskie siły powietrzne zawarły z koncernem Boeing umowę dotyczącą zakupu dwóch samolotów Boeing 747-8 mających służyć jako Air Force One - pisze Defense News. Cena nie jest znana, ale kontrakt ma zagwarantować istotne oszczędności, gdyż maszyny już powstały na zamówienie innego klienta, który nie może za nie zapłacić. Odbiorcą tym były rosyjskie linie lotnicze, które zbankrutowały. 

Wartość kontraktu pozostaje tajemnicą, natomiast w najbliższym czasie strona rządowa planuje opublikować ramowy plan finansowania programu modyfikacji B747-8 do standardu VC-25, czyli Air Force One. Transakcja ma zagwarantować wprowadzenie nowych maszyn do służby nie później niż w 2024 roku. – Zakup tych maszyn to znaczący krok w stronę zastąpienia starzejących się VC-25A – stwierdził gen. Duke Richardson, kierujący programem Presidential Airlift Recapitalization.

Z dokumentów budżetowych wynika, iż koszt programu wymiany samolotu prezydenckiego zaplanowany na lata budżetowe 2017-2022 wynosi 3,51 miliarda dolarów. W bieżącym roku fiskalnym przekierowano na ten cel 195 mln dolarów z budżetu Pentagonu.

Czytaj również: USA: Cięcia kosztów w lotnictwie wojskowym. F-35 i Air Force One

Cięcie kosztów programu modernizacji floty Air Force One jest możliwe przede wszystkim w fazie zakupu płatowca, który w standardowej wersji kosztuje niemal 390 mln dolarów. US Air Force skorzystały z okazji, którą było zerwanie kontraktu na dwa samoloty zmontowane w 2015 roku. Co ciekawe, prezydenckie Boeingi były pierwotnie przeznaczone dla linii lotniczych Transaero z siedzibą w Moskwie.

Ten rosyjski przewoźnik obsługiwał do lat 90-tych ubiegłego wieku połączenia w kraju oraz do Afryki, Azji, Europy i Ameryki Północnej, operując z moskiewskiego lotniska Domodiedowo. Linie posiadały głównie flotę maszyn Boeing 737, ale także Boeing 747, których były pierwszym użytkownikiem w Rosji. Samoloty zakupione ostatecznie przez amerykańskie siły powietrzne nigdy nie zostały dostarczone, gdyż Transaero Airlines ogłosiły upadłość w październiku 2015 roku w wyniku cofnięcia przez rosyjskie władze certyfikatu przewoźnika lotniczego.

Tak więc, amerykańscy prezydenci będą latać samolotami, których pierwotnym macierzystym portem lotniczym miała być Moskwa. Donald Trump, który bardzo ostro krytykował kosztowny program modernizacji floty Air Force One, nie będzie miał jednak okazji polecieć nowymi maszynami na bazie Boeinga 747-8, o ile nie zostanie wybrany na drugą kadencję, gdyż wejdą one do służby nie wcześniej niż w 2024 roku. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 8
M
poniedziałek, 7 sierpnia 2017, 17:50

W ustach niektórych komentatorów rosyjskie samoloty w najgorszym wypadku "nie ustępują konstrukcjom zachodnim", ale chyba Aerofłot jest nieco innego zdania, bo lata wyłącznie na konstrukcjach zachodnich.

ito
poniedziałek, 7 sierpnia 2017, 21:37

Niekoniecznie- może im się nie chcieć chrzanić z tworzeniem na całym świecie centrów obsługowych i wolą korzystać z istniejących- a te nietypowych wynalazków nie obsługują. Co z automatu ogranicza liczbę pozostających do wyboru typów maszyn.

m.
poniedziałek, 7 sierpnia 2017, 21:34

Nie do końca. Największe linie jak wspomniany Aerofłot oraz Rossija zamówiły i użytkują Sukhoia SuperJet 100. Co ciekawe, ta druga linia ma też kilka B747-400 i użytkuje je na trasach krajowych (ale wiadomow - Rosja). Aerofłot ma jeszcze we flocie Iły 96. A samego Sukhoia S100 użytkują już też linie zachodnie, np. CityJet, Brussels Airlines, Alitalia - byłem w szoku, jak go w zachodnich barwach zobaczyłem. Cena czyni cuda.

TomTom
poniedziałek, 7 sierpnia 2017, 21:01

Nie no, mają kilka sztuk Suchojów 100 i zamawiają Jaki 242. Ale fakt, że większość floty to konstrukcje zachodnie.

Maho
poniedziałek, 7 sierpnia 2017, 20:38

Od kiedy Tupolew, Suchoj i Ił są samolotami zachodnimi?

As
poniedziałek, 7 sierpnia 2017, 23:50

Strach kojarzyć fakty i mity.

sojer
poniedziałek, 7 sierpnia 2017, 22:54

Rozumiem ten krok dla celów oszczędności, ale go nie popieram. Prezydent USA powinien otrzymać nowy samolot, a w momencie dostarczenia minie prawie 10 lat od ich oblotu. Modyfikacje jakie wymaga USAF na mobilne centrum dowodzenia nad... "światem", wymagają głębokich zmian - praktycznie ponownej przebudowy samolotów. To systemy komunikacji, tankowania w locie, samoobrony, walki elektronicznej - modyfikacje znacznie droższe od samych samolotów. Moim zdaniem wartość samolotów to 20% kosztów programu, więc zaoszczędzą max 10%. Skoro potrzebują 7 lat na ich przebudowę to lepiej byłoby zlecić produkcję dwóch nowych egzemplarzy dopasowanych do potrzeb POTUS, a nie robić publiczną pomoc dla Boeinga. Problemem Boeinga jest to, że lada moment wygaszą produkcję 747-8, bo brak im zamówić, a już teraz kilka samolotów stoi i nie ma na nie chętnych. Te dwa samoloty dla USAF byłyby ostatnimi wyprodukowanymi 747, bo produkcja tak czy siak zakończy się około 2020. Co do kwestii prestizowych to nasze Gulfstremy też wyprodukowano jakieś dwa lata temu, Merkel ma Airbusy z Lufthansy, a prezydent Francji samolot z Air Caraibes, a te nie są nawet używane. Nasz 737 też będzie używany.

Nawigator
środa, 9 sierpnia 2017, 12:48

Merkel ma dwa Airbusy z Interflugu ex DDR

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama