Reklama

90-lecie chińskich sił zbrojnych. Armia potężna jak nigdy [ANALIZA]

30 lipca 2017, 13:40
Fot. kremlin.ru/wikipedia, CC BY 4.0
Jedna z ilustracji w muzeum Mao w Chinach, fot. Robert Czulda
Myśliwiec wielozadaniowy Chengdu J-20. Fot. Wikipedia/CC3.0
Gen. US Marines, Peter Pace witany w chińskiej bazie wojskowej Shenyang. Fot. US Department of Defense / defense.gov
Wyrzutnia pocisków balistycznych DF-16. Fot. IceUnshattered - Wikipedia / CC BY-SA 4.0
Amerykańska delegacja podczas wizyty w mauzoleum w Nankinie. Fot. US Department of Defense / defense.gov
Czołg ZTZ-99A, fot. Tyg728, Wikipedia, CC BY-SA 4.0
Fot. Wikipedia
Start chińskiej rakiety balistycznej JL-2

W dniu 1 sierpnia Pekin będzie hucznie obchodził dziewięćdziesiątą rocznicę utworzenia tak zwanej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ChALW), która zaczynała jako grupa niedoświadczonych partyzantów, a obecnie jest jedną z najpotężniejszych sił na świecie. Co ważne, szczególnie z perspektywy chińskich sąsiadów, to jednocześnie struktura dynamicznie modernizująca swój sprzęt oraz coraz wyraźniej rozpychająca się w regionie, będąca narastającym wyzwaniem nie tylko dla państw takich jak Wietnam czy Japonia, ale w coraz większym stopniu także dla Stanów Zjednoczonych.

Okrągła rocznica to zawsze dobra okazja, by przypomnieć sobie początek. W przypadku Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej ten wiąże się z tak zwanym powstaniem w Nanchangu, kiedy to komuniści zbrojnie zaatakowali swych niegdysiejszych sojuszników, to jest siły Kuomintangu pod wodzą zwiększającego wówczas swoją pozycję Czang Kaj-szeka. W dniu 1 sierpnia 1927 roku siły komunistyczne (około 20 tysięcy żołnierzy) dokonały szturmu, zajęły miasto, ale bardzo szybko się z niego wycofały. Chociaż operacja nie przyniosła trwałych sukcesów – ani taktycznych, ani strategicznych - była punktem przełomowym w działaniu komunistów, którzy z upływem kolejnych lat zyskiwali na sile militarnej i politycznej. Jak bowiem stwierdził Mao Ze-dong „siła polityczna wyrasta z lufy karabinu”.

ChALW była zaangażowana w wojnę przeciwko Japonii w latach 1937-1945 (to właśnie wraz z jej końcem przyjęto obecną nazwę). Wraz z ostatecznym pokonaniem Kuomintangu w 1949 roku i ustanowieniem Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL), ChALW stała się oficjalnym orężem Pekinu, które było wielokrotnie angażowane – między innymi w wojnę na Półwyspie Koreańskim (1950 – 1953), z Indiami (1962) oraz z dawnym sojusznikiem, który wcześniej wysyłaj broń, amunicję oraz instruktorów – ze Związkiem Sowieckim (1969). ChALW odegrała kluczową rolę w strategii „jednych Chin”, a więc łączenia wszystkich ziem dawnych Chin pod władzą Pekinu – w 1950 roku chińskie wojska wkroczyły do Tybetu. ChALW ma na swym koncie także wojnę z Wietnamem (1979), która przerodziła się w trwające od lat zbrojne starcia o niskiej intensywności.

Nowa jakość ChALW

Chińskie siły zbrojne były mocno upolitycznione w czasach rządów Mao Ze-donga. Była to armia ludowa na modłę sowiecką. Twórca ChRL oraz jeden z ojców-założycieli ChALW, zmarł w 1976 roku. W krótkim czasie władzę przejął Deng Xiao-ping, który przyjął kurs pragmatyczny – zachowania systemu komunistycznego przy jednoczesnym kontrolowanym otwarciu na świat. Wtedy też rozpoczęto pierwszą duża modernizację techniczną i zmiany strukturalne – zideologizowana armia ludowa zaczęła być przekształcana w siły zbrojne oparte na zawodowych kadrach oficerskich. Rozpoczęto też przekształcanie ChALW z sił stricte lądowych, w których ilość przeradza się w jakość, w siły mobilne, zdolne do projekcji siły poza granicami kraju.

Jedna z ilustracji w muzeum Mao w Chinach, fot. Robert Czulda

W ramach tej strategii do 1987 roku ograniczono rozmiar ChALW o ponad milion żołnierzy, a do 1987 roku o kolejne pół miliona. Kolejne reformy zmniejszyły łączny rozmiar o następne 200 tysięcy w 2003 roku i o 300 tysięcy w 2015 roku. Zaczęto także wycofywać przestarzały sprzęt, a także dokładnie śledzono każdy współczesny konflikt zbrojny. Płynące z nich wnioski wykorzystano do modernizacji i transformacji ChALW, które obecnie mają około dwóch milionów żołnierzy w pięciu rodzajach sił zbrojnych. ChALW nadal niezmiennie podlega politycznemu kierownictwu Komunistycznej Partii Chin, które do kontroli wykorzystuje między innymi Centralny Komitet Wojskowy. Na jego czele stoją cywile. Strukturze tej bezpośrednio podlega sztab generalny.

Czytaj też: Chińsko-rosyjskie manewry pod okiem NATO. Okręty w Gdyni [Defence24.pl TV]

Czołg ZTZ-99A, fot. Tyg728, Wikipedia, CC BY-SA 4.0

Wojska lądowe przechodzą gruntowną modernizację i transformację. ChALW coraz szybciej usuwa pozostałości organizacyjne z lat pięćdziesiątych, kiedy to chińskie wojsko było wzorowane na sowieckim. Dotyczy to chociażby zwiększania samodzielności brygadowych grup bojowych oraz grup zadaniowych. W kwietniu 2017 roku oficjalnie ogłoszono nowe zmiany – na mocy reformy ogłoszonej w 2015 roku – rozformowano pięć z osiemnastu korpusów armijnych. Pozostałe zostaną zrestrukturyzowane – zmieniono także ich tradycyjne nazwy, co ma zapoczątkować gruntowne zmiany i wyzbycie się starych, zbędnych zależności. W połowie lipca 2017 roku ogłoszono, że dzięki dalszej transformacji wojska lądowe zostaną zmniejszone. Docelowy stan kadrowy ma wynieść nieco poniżej miliona żołnierzy, co będzie najmniejszym wynikiem w ich historii. Jednocześnie prowadzona jest modernizacja techniczna i wprowadzanie nowych konstrukcji do służby. W czerwcu 2017 roku ogłoszono przeprowadzenie testów nowego czołgu lekkiego, a także nowego transportera piechoty o wysokiej mobilności (4x4).

Siły powietrzne odgrywają niebagatelną rolę w koncepcji wojny tak obronnej, jak i w działaniach ofensywnych. Pekin doskonale wie, że jakakolwiek wojna na Pacyfiku będzie wymagać zarówno kontroli akwenu, jak i dominacji w powietrzu. Obecna reforma ChALW zakłada, że rozmiar tego rodzaju sił zbrojnych nie ulegnie zmianie. Jeżeli chodzi o modernizację techniczną, jednym z najważniejszych programów modernizacyjnych jest wielozadaniowy myśliwiec piątej generacji J-20. W marcu 2017 roku chińskie media poinformowały o wejściu do służby w jednostkach liniowych pierwszej partii samolotów (mowa o sześciu lub dwunastu), najprawdopodobniej z produkcji przedseryjnej, o bliżej nieznanych silnikach (media spekulują, że samoloty mają rosyjskie AL-31, bowiem chińskie WS-15 nadal borykają się z problemami technicznymi).

Myśliwiec wielozadaniowy Chengdu J-20. Fot. Wikipedia/CC3.0

Pekin prowadzi prace również nad odrzutowcami stealth J-31/FC-31 (lot drugiego prototypu odbył się w grudniu 2016 roku). Część z tych samolotów będzie rozmieszczona na sztucznych wyspach, które od kilku lat Chińczycy budują na Morzu Południowochińskim. Chiny prowadzą także prace nad nowymi bombowcami strategicznymi H-20 (zasięg co najmniej 8 tysięcy kilometrów bez dodatkowego tankowania, w służbie według planów od 2025 roku do zastąpienia H-6K, będących kopią Tu-16).

Również marynarka wojenna przeszła w ostatnich latach bardzo głęboką metamorfozę. Ten rodzaj sił zbrojnych na obecnie priorytet. Aż do lat dziewięćdziesiątych podlegała ona wojskom lądowym, a jej rola była marginalna – okręty o przede wszystkim rodowodzie zimnowojennym miały za zadanie ochronę strefy przybrzeżnej. Obecnie ChALW staje się siłą w pełni oceaniczną. Jednym z najważniejszych celów marynarki wojennej ChALW jest zabezpieczenie wszystkich szlaków morskich i handlowych, nie tylko „jeziora Pekin”, jak Morze Południowochińskie w ostrzegawczym tonie swego czasu nazwał premier Japonii Shinzo Abe.

Flota wspiera chińską strategię, znaną jako „sznur pereł”, a której celem jest utworzenie sieci baz wojskowych od Afryki (w tym baza w Dżibuti, gdzie pierwsze siły morskie dotarły w lipcu 2017 roku) aż do Chin. Prowadzi to do wzrostu niepokojów między innymi na linii Chiny-Indie. Liczba chińskich okrętów podwodnych w pobliżu indyjskich wód rośnie, co wymusza na Indiach – potwierdza to miejscowa prasa – wysyłanie w rejon ich obecności większych sił zwalczania okrętów podwodnych.

Czytaj też: Chiny w Dżibuti: nowe rozdanie w geopolitycznej rozgrywce

Według „South China Morning Post” – a więc dziennika z Hong Kongu – Chiny zwiększają rozmiar swych sił piechoty morskiej z około 20 tysięcy żołnierzy do 100 tysięcy (sześć brygad, każda z pułkiem pancernym i dwoma batalionami desantowymi wyposażonymi w pływające wozy bojowe ZDB05 oraz lekkie czołgi ZLT05). Część z tych nowo tworzonych oddziałów Chiny najprawdopodobniej rozmieszczą poza granicami kraju, w tym w Pakistanie i Dżibuti.

Jednocześnie pojawiają się informacje, że desantowe dywizje piechoty zmechanizowanej zwiększają swój stan z 30 tysięcy żołnierzy do 60 tysięcy. Pozwoli to Chinom nie tylko sprawniej przeprowadzać takie operacje, jak ciągle brany pod uwagę w geostrategicznych kalkulacjach szturm na Tajwan, ale również zabezpieczać inne obszary. Przyczynić się do tego może chociażby największa na siebie latająca amfibia Jiaolong AG600, który zademonstrowano w marcu 2017 roku. Grupa osiemdziesięciu chińskich marines została już rozmieszczona we wspomnianej bazie w Dżibuti.

Gen. US Marines, Peter Pace witany w chińskiej bazie wojskowej Shenyang. Fot. US Department of Defense / defense.gov

Chińska marynarka wojenna modernizuje się szybciej niż jakakolwiek inna flota na świecie. W lipcu 2017 roku ChALW oficjalnie wprowadziła do służby szósty niszczyciel Typ 052D (7,5 tysiąca ton), który stanowi rozwinięcie wersji podstawowej (Typ 052). Zasadniczą różnicą jest nowocześniejsze wyposażenie pokładowe oraz zastosowanie wyrzutni pionowego odpalania (VLS) – dwóch o pojemności 32 rakiet każda (w tym rakiet woda-powietrze dalekiego zasięgu HHQ-9A i torpedy). Kilkanaście dni wcześniej dwie fregaty (kolejno 24. i 25) Typ 054A (4 tysiące ton) zostały wprowadzone do służby (jedna wyrzutnia VLS dla 32 rakiet, w tym HHQ-16 klasy woda-powietrze i torpedy).

Dzień wcześniej zwodowano natomiast pierwszy z niszczycieli Typ 055, które zostaną uzbrojone w aż 128 pionowo wystrzeliwanych rakiet (w dwóch wyrzutniach – na dziobie i rufie). Część z nich stanowić będą rakiety przeciwokrętowe YJ-100 dalekiego zasięgu. Ma to być największy okręt wojenny chińskiej marynarki wojennej (180 metrów długości i do 12 tysięcy to wyporności). Głównym zadaniem tych jednostek ma być osłona grup lotniskowych i desantowych. Dzień wcześniej zwodowano trzynasty niszczyciel Typ 052D, a kilka dni wcześniej piąty okręt-dok Typ 071 (210 metrów długości, ponad 20 tysięcy ton wyporności). W tym roku ruszyć ma nowy ośrodek budowy okrętów podwodnych, zlokalizowany na brzegu Morza Żółtego. Fabryka ma być odpowiedzialna między innymi za budowę nowych okrętów podwodnych Typ 095.

Fot. Wikipedia

Istotnym elementem rozwoju morskiego potencjału Chin, co ma dać zdolność do projekcji sił z dala od swych granic, jest budowa lotniskowców. Tak jak i w wielu innych elementach Chiny także w tym przyjęły sprawdzoną taktykę – najpierw oparto się na technologiach obcych, które skopiowano bądź rozwinięto. Na ich bazie opracowano własne rozwiązania, które pozwalają chińskiej zbrojeniówce oferować coraz większą gamę uzbrojenia.

Tak uczyniono w przypadku będącego obecnie w służbie lotniskowca „Liaoning” (Typ 001) – wprowadzono go do służby w 2012 roku. Stanowi on zmodernizowany okręt „Ryga”, zwodowany w 1988 roku w Związku Sowieckim (później nazwany „Wariag”) i przekazany chińskiej marynarce wojennej w 2005 roku. Nie jest przypadkiem, że Chiny zakupiły również trzy inne okręty klasy lotniskowca, by je później przestudiować – australijski HMAS „Melbourne” oraz dwa rosyjskie, to jest „Mińsk” i „Kijów”.

W kwietniu 2017 roku Chiny zwodowały swój drugi lotniskowiec. (Typ 001A) To pierwszy lotniskowiec w całości zbudowany przez chińskich inżynierów (choć nadal na bazie sowieckiej konstrukcji). Obecnie trwają prace nad nowymi jednostkami, w tym nad Typem 002 (początek prac zadeklarowano w lutym 2016 roku) oraz Typ 003 o wyporności 110 tysięcy ton. Mają to być w pełni chińskie konstrukcje.

Siły strategiczne (rakietowe) również są przez ChALW modernizowane. Amerykanów szczególnie niepokoją chińskie prace nad siłami termojądrowymi o zasięgu międzykontynentalnym. Według Waszyngtonu w ciągu najbliższych lat Pekin wprowadzi do służby nowsze kołowe wyrzutnie rakiet balistycznych o oznaczeniu DF-41, z których każda ma po pięć głowic termojądrowych. Podobnie jak obecnie wykorzystywane DF-31A są w stanie razić cele w Stanach Zjednoczonych. To także do pięciu nowych okrętów podwodnych Typu 094 z 12 wielogłowicowymi rakietami termojądrowymi JL2. Obecna reforma ChALW przewiduje, że rozmiar tego rodzaju sił zbrojnych zostanie powiększony.

Czytaj też: Nowy chiński niszczyciel. Skok generacyjny floty Państwa Środka

ChALW przykładają bardzo dużą rolę do wykorzystywania nowoczesnych technologii, w tym bezzałogowych statków latających (według prognoz razem do tysiąca średnich i dużych w nadchodzących latach), łączności i rozpoznania (C4ISR), a także systemów satelitarnych. Ten element działań ChALW to również szeroko zakrojone działania w cyber-przestrzeni, na które składa się już nie tylko szpiegostwo gospodarcze, ale także operacje ofensywne. W strukturach ChALW służy kilkadziesiąt tysięcy informatyków, odpowiedzialnych za zadania teleinformatyczne. By skoordynować i zwiększyć efektywność „militarnych działań niekinietycznych”, w ramach ChALW powołano w grudniu 2015 roku Siły Wsparcia Strategicznego.

DF-16
Wyrzutnia pocisków balistycznych DF-16, fot. IceUnshattered/Wikipedia, CC BY-SA 4.0

ChALW prowadzi od połowy lat sześćdziesiątych prace nad technologiami antysatelitarnymi (ASAT), które Pekin uznaje za efektywną broń asymetryczną w razie wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Chińczycy atak tego typu przeprowadziliby z wykorzystaniem sieci teleinformatycznej (paraliż naziemnych stacji i satelitów) lub z wykorzystaniem rakiet wystrzeliwanych z Ziemi. Tak właśnie uczyniono w 2007 roku, kiedy to uszkodzony satelita meteorologiczny FY-1C został strącony rakietą balistyczną na pułapie około 865 kilometrów. Do tej operacji wykorzystano zmodyfikowany pocisk DF-21, będący dwustopniową, jednogłowicową rakietą balistyczną średniego zasięgu, wyposażoną w nawigację inercyjną oraz aktywny radar w fazie końcowej lotu (ta sama rakieta nazywana jest „zabójcą lotniskowców”).

Od tego czasu Chiny przeprowadziły szereg prób antysatelitarnych. Jedna z nich, wówczas najprawdopodobniej silnika startowego nowej rakiety, odbyła się pod osłoną tajności w 2013 roku. Pekin testował również pozaatmosferyczną rakietę Dong Neng-3. Stany Zjednoczone uważają, że Dong Neng-3 najprawdopodobniej została zaprojektowana do niszczenia satelitów. Tak jak i wcześniejsze pociski, także i ona niszczy cele z wykorzystaniem energii kinetycznej. Dong Neng-3 może najprawdopodobniej atakować obiekty na granicy orbity geosynchronicznej (około 30 tysięcy kilometrów nad Ziemią), co daje Chinom wyraźną przewagę nad Stanami Zjednoczonymi, nie mającymi takiej zdolności.

Gdzie chińskie interesy, tam i żołnierze

Chociaż Mao Ze-dong nie żyje to pozostaje żywy w myśli Pekinu. Wspomniane na wstępie stwierdzenie, iż „siła polityczna wyrasta z lufy karabinu” jest ciągle aktualne. Tam, gdzie Chiny mają interesy polityczne i gospodarcze, tam obecna musi być ChALW. Celem trwającej obecnie transformacji ChALW jest nie tylko utworzenie siły zdolnej do stawienia czoła nieprzyjacielowi w wojnie obronnej, ale także mogącej szybko i sprawnie prowadzić działania poza granicami swojego kraju zarówno w operacjach wojennych jak i stabilizacyjnych. Co do tego drugiego elementu, również obecnie rozwijanego, to ChALW w coraz większym stopniu angażuje się we wspieranie działań dyplomatycznych. Przykładowo, od 2008 roku wysłano 26 morskich grup zadaniowych, w tym przeszło 70 okrętów do operacji patrolowych i antypirackich w rejon Rogu Afryki.

Amerykańska delegacja podczas wizyty w mauzoleum w Nankinie. Fot. US Department of Defense / defense.gov

Elementem przemyślanej i długofalowej strategii chińskiej jest wspieranie misji humanitarnych. Nie jest przecież przypadkiem, że aż ¾ wszystkich chińskich misjonarzy stacjonuje w Afryce, głównie w ramach misji MINUSMA (Mali, 395 żołnierzy), MONUSCO (Demokratyczna Republika Konga, 218 żołnierzy), UNAMID (Darfur, 225 żołnierzy + cztery śmigłowce Mi-171) and UNMISS (Sudan Południowy, ponad tysiąc żołnierzy). Chińscy żołnierze znajdują się obecnie również na misji UNIFIL (Liberia 410 żołnierzy). Łącznie Pekin na ma misjach nieco ponad 2,5 tysiąca żołnierzy. Pojawianie się chińskich okrętów na wodach Morza Śródziemnego i Morza Bałtyckiego również nie jest przypadkiem, lecz stanowi istotny element wspierania przez ChALW długofalowej strategii komunistycznego reżimu w Pekinie.

Czytaj też: Pekin: Wraz z USA dążymy do denuklearyzacji Płw. Koreańskiego

By sprostać rosnącym aspiracjom politycznym Pekinu, a także by zapewnić ChALW odpowiednie siły i środki, ChRL wydaje coraz więcej na zbrojenia – według oficjalnych danych roczny budżet wojskowy to około 153 miliardów dolarów. Chociaż to nadal dużo mniej niż wydatki Stanów Zjednoczonych (około 583 miliardów dolarów) to pomijając różne koszty w obu krajach (zakup sprzętu, pensje itp.) należy brać pod uwagę długofalowe trendy – Amerykanie wydają i będą wydawać coraz mniej, a Chińczycy coraz więcej. O skali chińskiego rozmachu świadczy fakt, że w 2017 roku wzrost wydatków na wojsko wyniósł według oficjalnych danych około 7 procent, co jest... najgorszym wynikiem od lat.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 36
Reklama
Józef
niedziela, 20 stycznia 2019, 00:39

To tylko mały fragment rzeczywistości .Potężne Chiny to interes Polski

wwwww
poniedziałek, 31 lipca 2017, 02:45

nie całego świata, tylko głównie z Europy.

pawel
poniedziałek, 31 lipca 2017, 15:59

Na swiecie istnije 7 cywilizacji (Zachodnia, Rosyjska, Latynoska - te 3 sa chrzesjanskie- dalej Islamska, Afrykanska, Hinduska, Chinska ) Te 7 cywilizacji mogly by zyc ze soba wzgodzie. Puki co glownym atakujacym jest cywilzacja Zachodnia (Usa, Kanada, UE, Australia). Jesli idzie o rade bezpieczestwa ONZ powinna ona zaawierac pzredstawiciela kazdej z 7 cywilizacji. Dzieki rozmowom moglo by nie byc wojen. Puki co wladza w radzie bezpieczstwa ONZ spolczwa glownie w rekach cywizacji Zachdniej. Ekonomicznie zachod znaczy coraz mniej. Napiecia beda powstawac dopuki nie zrozumimy ze swat sie zmienia. Myslenie strarymi schmatami na nowe czasy zawsze powaduje tragedje.

pawel
niedziela, 30 lipca 2017, 22:28

Chiny nie maja tradycji podbijania swiata - tak jak Zachod ma (podbicie Afryki, Syberii, Australi, Chin -np powstanie bokserow, Indii (wielka brytania)Arabow, i obu ameryk ) Chiny nie maja takich tradycji. Dlatego oskarzanie ich o imperiaizm nie jest sluszne. Oni nie prowokuja. Raczej USa sie panoszy na calym globie.

smutny
środa, 13 marca 2019, 22:02

Nic nie jest wieczne

Jaxa
poniedziałek, 31 lipca 2017, 08:03

Chiny nie mają tradycji podbijania świata...Litości. Chiny to ciągła walka o władzę. Od czasów które znamy czyli dynastii Shang czyli ok 1600 lat p.n.e. to jedno wielkie połykanie obszarów ościennych od Gobi aż po Wietnam i Koreę. To centralizowanie i rozpady na mniejsze państewka. Aż do dynastii Han (która jest początkiem tego co określamy cesarstwem w Chinach) to jedno wielkie pole bitwy. W okresie tej dynastii "tradycyjnie nieagresywne Chiny" poza walkami z sąsiednimi państwami zajęły północną i środkową Koreę, prowincję Gansu i najechali Turkiestan. W ten sposób "objęły w opiekę" sporą część Jedwabnego Szlaku. Wewnątrz cesarstwa wykańczano każdą ludność która gnębiona próbowała stawić opór całe narody eksterminowano i przesiedlano. w 72 n.e. "nieagresywni Chińczycy" najechali kolejne kraje na zachodzie. Obszary Tarymu i Xiongnu. Powstania uciskanej ludności w końcu wykończyły tę sympatyczną dynastię i rozbicie Chin. Czemu jest tak istotna? Bo struktura społeczna i polityczna przetrwała w Chinach do 1911 roku a mentalnie do dzisiaj. Od VI do VIII wieku znowu Chiny pomału się centralizują i znowu zaczynają wyprawy. Za czasów dynastii Tang zjednoczyli ziemie rozbitego cesarstwa oraz podbili kolejne. Zajęli ziemie po Bajkałem i Jenisejem. Rozbili wschodnich Turków i zajęli ich ziemi nad jeziorem Bałchasz, kontrolowali ziemie Afganistanu, zhołdowali Kambodżę i Czampę i dzięki mariażom umocnili swoją pozycję w Tybecie. Oczywiście "tradycyjnie nieagresywni" prowadzili wewnątrz politykę ucisku i niewolnictwa. Taka polityka mogła doprowadzić tylko do upadku, co tez się stało. Kolejne rozbicie i wojny w późniejszych wiekach niestety zbiegły się ze wzrostem znaczenia plemion koczowniczych. W XIII wieku potomkowie Dżyngis Chana podbili najpierw północne a potem południowe kraje byłego imperium. Mongołowie czyli Cesartwo Yuan trwało do połowy XIV wieku gdy Chińczycy po kolejnym powstaniu przejęli władzę w Pekinie. Dynastia Ming żeby poprawić sobie humor podbiła dawne ziemie Han i Tang. To czas wielkich wypraw w Europie. Za czasów dynastii Mingów Chinami zaczynają interesować się Europejczycy którzy zajęli już Makau i Tajwan. Ostatnią dynastią byli Quingowie którzy po kolejnym spektakularnym upadku imperium Mingów zasiedli na tronie w połowie XVII wieku. Dynastia mandżurska "tradycyjnie nieagresywnych" zajęła poza ziemiami cesarstwa dodatkowo tereny nad Amurem. Zajęła Tajwan i całą Mongolię. Ta sympatyczna dynastia zajęła potem cały Tybet, dolinę Tarymu i ziemie nad Syr- i Amu-darią. Zhołdowali Nepal, Bhutan, Birmę, Laos, Wietnam i Laos oraz oczywiście Koreę. Władali do 1911 roku. W tym czasie do gry weszli już kolonialni Europejczycy i Japonia a wewnętrzny upadek kolejnego cesarstwa był już tylko kwestią czasu. Najnowsze dzieje Chin to próba zbudowania republiki żeby zapobiec rozpadowi kraju albo przekształceniu go w kolejny kraj komunistyczny po rewolucji w Rosji. Co się jednak stało po agresji Japonii i przegranej wojnie. Komuniści Chińscy pod wodzą Mao nie uznali wyższości ZSRR, Stalina i jego wersji komuny i zwyczajem przodków wymyślili własną. Oczywiście lepszą. Była tak dobra że wkrótce Moskwa biła się o swoje ziemie które "tradycyjnie nieagresywni" uznali za historycznie swoje i warte kolejnej agresji. Potem inne kraje jak Indie poznały się na czerwonej wersji "tradycyjnie nieagresywnych" Chin. Mao był tak pewien że jego wizja komuny jest genialna że chciał nie tylko rządzić światowym ruchem komunistycznym ale wspierał czynnie rozwój tego ruchu. Stąd pomoc dla komuny w Afryce, Wietnamie, Korei i konflikt z Tajwanem który jakoś nie był zachwycony wizjami Mao maszerujących przez świat dywizji chińskich poprzedzanych atakami bomb atomowych. Żeby nie było tak różowo Wietnam (też komunistyczny i bratni) musiał wzorem komunistycznej Rosji bić się o swoje tereny z komuną chińską. Potem wizjonerowi z Pekinu się zmarło a Deng jego następca postawił na "reformy". Oczywiście reformy w wersji komuny czyli zarabiajcie ale o wolności możecie zapomnieć. Dodatkowo z przyczyny kompletnej głupoty Anglików komuna w Pekinie bez jednego strzału dostała z powrotem jedno z najbogatszych miast w regionie i ważny punkt strategiczny czyli Hongkong. Wkrótce potem Makau. Ideologia komuny w Pekinie została zabetonowana oraz zyskała nowy napęd pod wpływem niebywałego wzrostu gospodarczego. Ci "tradycyjnie nieagresywni" własnie pacyfistycznie budują sztuczne wyspy dla celów militarnych. Tylko ślepy nie zauważa nowej wojskowej bazy w Dżibuti oraz przejmowania dostępu do głębokomorskich portów od cieśniny Malakka na wschodzie do Zatoki Adeńskiej na zachodzie czyli słynnego Sznura Pereł. W Afryce monopolizują kolejne biedne kraje i ich gospodarki. Ostatnim sympatycznym pomysłem jest nowy Jedwabny Szlak w ramach oczywiście pacyfistycznego pomysłu chińskich komunistów czyli "Jeden pas i jedna droga" przewodniczącego Xi Jinpinga, który tak gorąco powitały nasze władze i nad którym z zachwytem piał minister Morawiecki. Jeśli ktoś uważa Chiny za "tradycyjnie nieagresywne" to znaczy że kompletnie nie zna tematu. Chiny to tradycyjny agresor który gdy tylko ma możliwość weźmie podstępem, gospodarczo lub zbrojnie co tylko wpadnie mu w oko. Obecna wersja czyli Czerwone Chiny ma dodatkowo broń atomową i tylko dlatego że pieniądzem zdobywają na razie więcej niż zdołali pepeszami te bomby nie lecą nam na głowy. Ale każdy kto kupuje chińskie produkty lub wprowadza chiński kapitał do kraju jest bardzo krótkowzroczny.

nadzieja
wtorek, 4 czerwca 2019, 10:54

Najlepsze co może się Polsce zdarzyć to silne Chiny dzielące się z USA władzą na świecie - wtedy Rosja staje się zbędna jako podmiot polityki światowej. Chiny prą od wschodu USA od zachodu i mamy granicę polsko-chińską na Uralu. Obraz nieco uproszczony ale zdecydowanie lepszy niż konflikt USA-ChRL

peerelowiec
niedziela, 25 marca 2018, 12:23

Niestety , masz 100 procent racji

Kordian
poniedziałek, 26 lutego 2018, 13:36

Niestety to wszystko prawda, bardzo dobra ocena problemu, kłopot w tym, że jesteśmy chińskimi produktami zalani, zachłanni \"przedsiębiorcy\" produkują w chinach, żeby zmaksymalizować zyski, szkodząc tym samym tak naprawdę sobie.

Mikołaj
poniedziałek, 31 lipca 2017, 03:32

Stąd niepokój Wietnamu, Japonii, Australii, Nowej Zelandii... stad, że Chiny nie są agresywne. Tylko spierają się np. z Wietnamem o jakieś wysepki, morza...

mobilis in mobili
poniedziałek, 31 lipca 2017, 23:33

Chińscy żołnierze są odważni,karni,odporni na trudy.Wyposażeni w nowoczesny sprzęt będą trudnym przeciwnikiem nawet dla Amerykanów...Ale...słabość ChAL-W może kryć się w systemie dowodzenia w kompetencjach i mentalności wyższej kadry oficerskiej.W latach 60 i 70 tych XX wieku kluczem do awansów były poglądy polityczne i lojalność wobec partii a nie umiejętności czysto wojskowe.Ogromną władzę mieli oficerowie polityczni nie mający pojęcia o wojowaniu na polu bitwy ale doskonale obeznani w walce ideologicznej i indoktrynacjii.W efekcie ChAL-W stała się bokserem o wielkich mięśniach i pustej głowie.Wyszło to boleśnie podczas wojny z Wietnamem w 1979...Ta porażka otrzeżwiła chińskich decydentów-wprowadzono szereg zmian ograniczających rolę ideologii na rzecz pragmatyzmu i profesjonalizacjii.Jednak autorytarna,sztywna struktura systemu dowodzenia pozostała.Do tego doszły inne sprawy.ChAl-W miała prawo do prowadzenia własnej działalności gospodarczej co miało obniżyć koszty utrzymania jej ogromnego potencjału.W praktyce wojskowe farmy i fabryki korzystające z niemal darmowej siły roboczej żołnierzy były doskonałym źródłem dochodów dla skorumpowanej kadry dowódczej.O awansach decydowały tym razem powiązania biznesowo-rodzinne oraz umiejętności menadżerskie.Zamiast ćwiczyć wojsko robiło podkoszulki i buty a zyski z tego szły nie na modernizację tylko do kieszeni generałów-oligarchów. Niedawno wprowadzono zakaz takich praktyk.Kilku najbardziej pazernych "złotych generalów" strtaciło stanowiska a także głowy.Nie wiadomo jednak jak w praktyce wygląda ta "dekomercjalizacja" bo rak korupcjii i nepotyzmu przeżera zarówno aparat partyjny jak i wojskowy. Do tego dochodzi typowa dla reżimów autorytarnych sztywna i hierachiczna struktura systemu dowodzenia.Niżej postawieni oficerowie ślepo słuchają rozkazów płynących z góry bojąc się wykazać własną inicjatywą.Konfucjański system "głowy rodziny" świetnie do tego pasuje ale na nowoczesnym,sieciocentrycznym polu walki takie myślenie jest zabójcze! Błyskawczna świadomość sytuacyjna na zmieniającym się dynamicznie TDW nic nie da jeśli nie można jej wykorzystać.Sprytny Dawid zawsze pokona tępego Goliata-mięśniaka (o ile ma stosowne uzbrojenie oczywiście)...Posiadanie nowoczesnej broni nie musi oznaczać umiejętności prowadzenia nowoczenej wojny nawet jeśli potrafi się tę broń samemu zbudować. Partia nie będzie popierała u wojskowych samodzielności myślenia bo to może źle się skończyć.Ambicje i rządza władzy u generałów dorowadziła do upadku zarówno dynastię Ming jak i liberalne reformy Sun-Yat-Sena. O tym trzeba pamiętać oceniając dzisiejszy potencjał i możliwości ChAL-W.

Tom
środa, 2 sierpnia 2017, 22:43

Problem w tym ze Chinczycy doskonale o tym wszystkim sami wiedza i mocno pracuja nad tym by to zmienic. Czasami im sie to udaje czasami nie. Z ta korupcja w Chinach to jest tak ze jest glownie w ramach rodziny.

Cztelnik
wtorek, 1 sierpnia 2017, 02:47

Trafny komentarz

artm
poniedziałek, 31 lipca 2017, 21:32

Takie kraje jak Japonia, Wietnam, Mongolia, Tajwan przy odpowiednim wsparciu z łatwością są w stanie poradzić sobie militarnie z Chińczykami - mają w tym wprawę i umieją z nimi walczyć.Chińska armia tylko ilościowo i wyglądem robi wrażenie, tak naprawdę jest zupełnie nie obyta z warunkami wojennymi, to bardziej policja niż armia

Harry
niedziela, 30 lipca 2017, 18:41

Chiny nie wyprzedawały swoich zakładów pracy obcemu kapitałowi licząc na KNOW-HOW i nie bawiły się w dialogi techniczne, listy intencyjne i podobne bzdury. Stąd efekt ich siły. To dopiero początek. Najpóźniej za 2-3 dekady "dogonią" USA w sferze militarnej a być może i przewyższą.

werte
poniedziałek, 31 lipca 2017, 13:09

Nie wyprzedawały bo nie miały czego wyprzedawać. To kapitał zachodni zbudował nowoczesna zakłady w Chinach. I zaczął kręcić sznur na swoje szyje.

Salomon
niedziela, 30 lipca 2017, 23:22

My też nie wyprzedawaliśmy :) My po prostu nabraliśmy kredytów, których nie byliśmy w stanie spłacić. Więc przyszli wierzyciele i sobie odebrali w naturze.

Bartek
niedziela, 30 lipca 2017, 18:01

Chiny niestety chcą podważyć istniejący system międzynarodowy. Wiadomo, że zbroją się żeby pokazać, że są wielkim mocarstwem i do ewentualnej wojny z USA. Pytanie tylko czy Amerykanie mają dość sił by odeprzeć ewentualny atak. Mówi się, że jeszcze tak, ale gdyby doszło do ewentualnego konfliktu to i tak będą mieli poważne problemy, bo w niektórych aspektach Chiny wypadają lepiej. Jacek Bartosiak w swojej książce "Pacyfik i Eurazja. O Wojnie" pisze, że Stany Zjednoczone mają przede wszystkim przewagę jeśli chodzi o łodzie podwodne. I to chyba fakt skoro Chiny dążą do jeszcze większej modernizacji swoich sił w tym zakresie.

DSA
niedziela, 30 lipca 2017, 23:15

litości - okręty a nie łodzie podwodne. Chiny wypadają lepiej w kilku aspektach np: wspomniana w artykule rakiety przeciw satelitom cy pociski hipersoniczne które wprowadzą do linii jako pierwsza armia świata. Ale generalnie USA nadal ma przewagę. Chiny nie będą atakować - to raczej USA musi zaatakować aby pokonać challengera zanim stanie się zbyt silny. Tyle że to już teraz jest raczej niewykonalne bo na swoim teatrze Chiny są w stanie odeprzeć Amerykański atak.

Marek
niedziela, 30 lipca 2017, 21:13

łodzie podwodne? 11 lotniskowców do 2 chin i to jeszcze radzieckiej konstrukcji. Myśliwiec 5 generacji, więcej regionalnych sojuszy, własny przemysł i myśl techniczna, a nie zrzynanie wszystkiego od innych. Plus to że gospodarka USA jest realna, anie oparta o niski kurs jena i głodowe pensje. Ta, Chiny rządzą.

Mosad
niedziela, 30 lipca 2017, 19:52

Tylko nie zapominaj że Chińczycy są silni u siebie, na swoim podwórku. Ataku nie muszą odpierać, bo jak coś to oni będą atakować a nie Chiny.

Marek
poniedziałek, 31 lipca 2017, 11:24

Sprowadźmy produkcje z powrotem do Europy z Chin

Karol
poniedziałek, 31 lipca 2017, 15:37

A kto za to zapłaci, ty?

edi
niedziela, 30 lipca 2017, 15:22

Chiny mają jeden problem jest tam za dużo ludzi i to różnych narodowości o czym mało kto wie nazywając wszystkich Chińczykami.

jan88
poniedziałek, 31 lipca 2017, 00:53

90% społeczeństwa to Chińczycy Han -- co mnie obchodzą jakieś pomniejsze grupki nawet jeśli są kilku milionowe to przy 1200 mln Chińczyków Han to pikuś

Opp
niedziela, 30 lipca 2017, 20:28

Pod tym względem amerykanie mają jeszcze gorzej :)

Mosad
niedziela, 30 lipca 2017, 19:49

W USA też jest dużo narodowości, Singapur to samo, jak widać są to kraje sukcesu.

gts
niedziela, 30 lipca 2017, 19:49

Nietylko narodowosci, ale rowniez wyznan i przekonan. Tygiel kulturalno etniczny trzymany za mordy przez dyktature partii. Na razie idzie im swietnie, zwlaszcza kopiowanie i zalewanie swiata tanizna. Prawda jest taka, ze i Chiny musza kiedys zwolnic, bo nie da sie wiecznie jechac na taniej sile roboczej i taniosci ogolnej. Moga stac sie druga Japonia i Korea Pld, ale nie jest to przesadzone. Kryzysy w historii swiata dopadaja kazdego, predzej czy pozniej. Nikt nie powiedzial, ze wszystko bedzie szlo gladko, ladnie i pieknie. W unii tez bylo ladnie i pieknie 10 lat temu, tymczasem za 5-10 lat moze sie okazac ze nie ma juz gospodarki bo socjalisci z imigrantami zrobili z UE kolejna Syrie... Jednosc kraju i paetyjny zamordyzm utrzyma Chiny na wznoszacej, ale duzo bedzie zalezalo od tego jak w ogole bedzie wygladala sytuacja na swiecie. Nie mniej jednak, ich galop technologiczny powinien zmusic innych do spiecia posladkow.

Skos
poniedziałek, 31 lipca 2017, 11:11

Wielkim nieobecnym w tej analizie i postach jest Rosja. Cały czas mowa jest o przeciwstawianiu sobie Chin i USA. Tymczasem już teraz następuje chińska cicha kolonizacja wielkich, słabo zaludnionych obszarów FR, co w pewnym momencie będzie potencjalnym paliwem konfliktu. Wzrastająca potęga Chin powoduje ich oddziaływanie na sąsiednie państwa, które są przez Rosję uważane za jej strefę wpływów

gts
poniedziałek, 31 lipca 2017, 14:12

Wszyscy wiemy co dzieje sie na Syberii dlatego nie piszemy o tym. Syberia wlasciwie juz jest dla Rosji stracona, bo postep w jakim rosna tam firmy i osiedlaja sie Chinczycy jest praktycznie geometryczny... Jesli Rosja mysli w ogole o tym zeby nie zostac zjedzona przez Chiny ze szkoda dla calego swiata (Chiny z surowcami syberyjskimi, bylyby praktycznie nie do zatrzymania). Jesli oni sa w stanie budowac wyspy z betonu a potem rozszerzac sobie wody terytorialne to dlaczego nie moga tego zrobic na calym swiecie. Kto im zabroni? Rosja i Chiny to jak wybro miedzy Dzuma i Cholera. Chinczykow nie znamy ze strony, prowadzenia wojny totalnej, ale Rosjan tak. Kontflikt moze byc solidny, ale wcale nie musi do niego dojsc, o co pewnie mocno zabiega Kreml szukajac przyjazni czy jakiegos partnerstwa. Tyle ze to taka przyjzan slabnacego starego niedzwiedzia z Tygrysem wkraczajacym w wiek zdobywania swojej pozycji. Nie deprecjonuje sily Rosji, ale okreslanie jej jako Gornej Wolty tyle ze z rakietami ma sens zwlaszcza z punktu widzenia gospodarczego i ludnosciowego. O ile militarnie sa grozni glownie przez glowice atomowe i nieprzewidywalnosc wladcow o tyle w kazdym innym wskazniku leza na lopatkach. Glaskanie Tygrysa nie starczy na dlugo przy takim skokowym wzroscie jakosci chinskiej armii. To raczej od Chon bedzie zalezalo w ktora strone skieruja swoje zainteresowanie niz od Rosji. Kremlowi pozostaje stawanie na glowie, zeby obracac leb Tygrysa w kierunku odwrotnym od Niedzwiedzia... Polecam komentarz pana Jaxa ponizej, ktory pokazuje ze to rzeczywiscie na dzis dzien jest "Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok".

JKK
wtorek, 1 sierpnia 2017, 09:34

Chiny to kolos na solidnych naukowych nogach, jeśli jeszcze uda im się kupowac naukowcow, to beda wkrótce centrum świata jak to potwierdziła szefowa MFW. Obok obudzą się Indie, a my będzie karmić amerykańskich panow.

Marek
wtorek, 1 sierpnia 2017, 14:09

Zapytam z ciekawości, Wolisz karmić chińskich panów? Bo jeśli zdobędą dominację, karmić będzie cały świat. Obojętnie czy będzie tego chciał, czy nie.

Luke
wtorek, 1 sierpnia 2017, 05:43

Wojna jest znowu coraz blizej I Polska musi zanespieszyc swojo przyszlosc na tej scenie politycznej i na tym swiecie. Polska jest stwozona do obrony I malego natarcia do 200km i to musimy umiec wykozystac.

ech
poniedziałek, 31 lipca 2017, 08:31

Przy takim omówieniu bardzo mi brakuje jednego aspektu. Dotyczy to nie tylko chińskiej armii. Co z morale żołnierzy? Jak są zmotywowani do potencjalnej walki ? Chciałbym przeczytać artykuł o armii rosyjskiej , francuskiej czy niemieckiej poruszający te aspekty.

CB
poniedziałek, 31 lipca 2017, 15:21

Ciężko powiedzieć, jak to by się miało w przypadku prawdziwej walki, ale chińscy żołnierze są od dziecka przygotowywani i indoktrynowani do walki z zachodnim imperializmem, wrogami ludowej ojczyzny itp. itd. Dokładnie tak samo, jak było w ZSRR, na Kubie czy jest w Korei Północnej. Oczywiście panuje też wszechobecny kult jednostki. Zwiedzałem nie tak dawno kilka chińskich okrętów wojennych i tam na każdym korytarzu, w każdej zejściówce i dosłownie w każdym wolnym miejscu wiszą portrety Mao i innych "wodzów rewolucji", tablice z dokonaniami republiki ludowej, tabele i wykresy ze wzrostami gospodarczymi, ogromne zdjęcia przedstawiające morską potęgę Chin itp. itd. Propaganda pełną gębą. Ale na ile to jest skuteczne i jakie panują naprawdę nastroje w armii?

no i tyle
wtorek, 1 sierpnia 2017, 16:00

Generalnie autor pominą kwestie gospodarcze. Chiny już tak ze dwa lata temu prześcignęły USA w wysokości PKB przeliczonego parytetem siły nabywczej. A tak naprawdę to wcześniej, bo Chiny swój PKB zaniżają, a USA zawyżają. Jeszcze Chiny pozostają w tyle pod względem poziomu technologii, ale to kwestia 10 lat gdy dogonią zachód, mocno nad tematem pracują. Co będzie później gdy staną się 1 światowym imperium ja nie nie wiem. Coś będzie. Faktem jest że nic im bardziej nie pomogło jak zamach z 11 września i sławna wojna z terroryzmem. USA się w tę wojnę uwikłały, a Chiny spokojnie budowały imperium. Od 1988 roku PKB Chin wzrósł 11 razy. Rosji pozostał na poziomie zbliżonym do schyłkowego ZSRR, Polski podwoił się i coś tam jeszcze ze 20 % więcej. Zachód też tak dryfuje powolutku. No więc nowe mocarstwo już jest.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama