Dżihadyści i rasiści, czyli rosyjska beczka prochu [ANALIZA]

12 kwietnia 2017, 17:50
Putin - Petersburg
Prezydent Rosji składa hołd ofiarom zamachu w Petersburgu. Fot. kremlin.ru
Reklama

Russia Today bombarduje swych widzów informacjami o licznych incydentach w Europie z udziałem migrantów, zwłaszcza muzułmańskich. Celem jest przedstawienie Europy jako ogarniętej chaosem spowodowanym konfliktami na tle religijnym i cywilizacyjnym. Ale sama Rosja ma w tym zakresie znacznie większe problemy - pisze dla Defence24.pl Witold Repetowicz.

Rosja chciałaby prezentować się jako miejsce, w którym harmonijnie współistnieją różne grupy etniczne i religijne. Chodzi tu zwłaszcza o muzułmanów zamieszkujących 89 podmiotów Federacji Rosyjskiej i dominujących w kilku z nich (głównie na Kaukazie, ale również w Tatarstanie). Obraz ten niewiele jednak ma wspólnego z rzeczywistością. Jego utrzymywaniu paradoksalnie pomaga jednak jednostronnie negatywne spojrzenie na rosyjskie władze, zgodnie z którym wszelkie rasistowskie i dżihadystyczne incydenty terrorystyczne i bandyckie są wyreżyserowane przez rosyjskie służby, a islamscy ekstremiści są w istocie ofiarami reżimu putinowskiego. Można jednak powątpiewać czy rosyjskie służby specjalne rzeczywiście w pełni kontrolują sytuację. Ponadto rosyjskie władze tolerując masowy werbunek muzułmańskich gastarbeiterów do walki w szeregach dzihadystów w Syrii i Iraku popełniły błędy, które mogą je bardzo drogo kosztować. O ile nie przerzucą tego kosztu na Europę, a w pierwszej kolejności – Polskę.

Po zamachu w Petersburgu, który miał miejsce 3 kwietnia, pojawiło się wiele głosów sugerujących, iż była to prowokacja rosyjskich służb specjalnych, związana z ostatnimi protestami antykorupcyjnymi w Rosji. Jedyną przesłanką na rzecz takiej tezy jest historia zamachów z 1999 r. Warto jednak pamiętać, że wówczas zmiotło to z "kremlowskiego tronu" Jelcyna i było preludium do potężnej operacji militarnej. Do tłumienia demonstracji rosyjskim władzom nie potrzeba zamachów terrorystycznych.

O manipulacji władzy miały też rzekomo świadczyć szybkie pojawianie się kolejnych podejrzanych, w każdym wypadku imigrantów lub/i muzułmanów. Jednak informacje te pochodziły nie ze źródeł oficjalnych, lecz z takich mediów jak lokalny portal petersburski fontanka.ru czy prywatna telewizja REN i były bezkrytycznie podchwytywane przez światowe, w tym polskie, środki masowego przekazu. Ta karuzela podejrzanych, a zwłaszcza pierwszy podejrzany o charakterystycznym muzułmańskim wyglądzie i stroju, świadczyła o głęboko zakorzenionym w społeczeństwie rosyjskim uprzedzeniu antyislamskim i rasizmie. Warto dodać, że władze rosyjskie bardzo nerwowo zareagowały na jedną sugestię pojawiającą się po tym zamachu w prasie amerykańskiej tj. iż był to odwet za aktywność rosyjską w Syrii.

Władze rosyjskie mają świadomość, że relacje między etnicznymi Rosjanami a muzułmańską mniejszością oraz migrantami to beczka prochu, której wybuch może mieć nie tylko poważne konsekwencje wewnętrzne ale i zrujnować rosyjską politykę zagraniczną tj. ekspansywne plany na Bliskim Wschodzie. Rosyjscy muzułmanie to w 97 proc. sunnici, natomiast Rosja w Syrii wspiera alawicki reżim, a najbliższym jej sojusznikiem jest obecnie Iran. Jednakże Rosja nie zamierza zamykać sobie drzwi do ewentualnych układów z krajami sunnickimi i chce budować bazę wojskową na pograniczu dwóch arabskich krajów sunnickich: Libii i Egiptu. Faktem jednak jest to, że - abstrahując od obiektywnej oceny interwencji rosyjskiej w Syrii - propaganda sunnicko-arabska i turecka nakręciła potężne nastroje antyrosyjskie w sunnickiej części świata islamu. W Turcji znalazło to swój wyraz w zamachu na ambasadora Andrieja Karłowa w grudniu ub.r. Wybuch potężnego konfliktu z sunnickimi mieszkańcami Federacji Rosyjskiej zapewne pogłębiłby te nastroje.

Tymczasem ani dżihadystyczne zamachy terrorystyczne, ani też zamieszki antyimigranckie i antymuzułmańskie po incydentach z udziałem nie-etnicznych Rosjan nie są w kraju żadną nowością. W grudniu 2015 r. na ulicy Pokrowka w Moskwie wybuchła bomba zabijając 5 osób. W 2013 r. doszło do 3 zamachów w Wołgogradzie, w których łącznie zginęło 41 osób, natomiast w styczniu 2011 r. 37 osób zginęło a 130 zostało rannych w zamachu na podmoskiewskim lotnisku Domodiedowo (w tym ostatnim wypadku media rosyjskie pomijały początkowo informację o tym, że sprawca pochodził z Kaukazu; było to związane z obawą przed zamieszkami). Liczne zamachy mają ciągle miejsce na Kaukazie, w szczególności w Dagestanie. Ponadto, od czasu rozpoczęcia interwencji w Syrii Rosja straciła dwa samoloty pasażerskie. W październiku 2015 r. rozbił się Metrojet 9268 z 224 osobami na pokładzie (wszyscy zginęli). Do ataku szybko przyznało się Państwo Islamskie, ale Rosjanie uznali ten fakt dopiero po trzech tygodniach. Nigdy natomiast nie przyznali, iż przyczyną drugiej katastrofy tj. rozbicia się w grudniu 2016 r. samolotu wojskowego z chórem Aleksandrowa na pokładzie, mógł być zamach terrorystyczny.

Zamieszki na tle antyimigranckim i antymuzułmańskim wybuchały już w Rosji wielokrotnie. Największe miały chyba miejsce w 2010 r. w Moskwie, po zabójstwie dwóch etnicznych Rosjan przez Kabardyjczyka (migranta wewnętrznego tj. między podmiotami federacji). Siłą napędową zajść byli kibice Spartaka Moskwa, którzy w liczbie 7 tys. (choć Rossija24 podawała liczbę 50 tys.) zebrali się na Placu Maneżowym. W odwecie zabito też imigranta z Kirgizji. To z kolei wywołało kontrakcję imigrantów wewnętrznych z Kaukazu, którzy kilka dni później zorganizowali swój protest, o równie burzliwym przebiegu. W jego trakcie aresztowano 1000 osób, z czego ponad 100 było uzbrojonych. Choć ten ostatni akord tych zamieszek mógł być częściowo kontrolowany przez rosyjskie służby, to pierwotne rozruchy kibiców były spontaniczne i nie świadczyły najlepiej o zdolności reagowania przez rosyjskie służby. Burzliwe protesty wybuchły też w moskiewskiej dzielnicy Zachodnie Biriuljowo w październiku 2013 r. po zabójstwie etnicznego Rosjanina, tym razem przez azerskiego imigranta.

Wspomniane zajścia były współorganizowane przez jedno z licznych, rosyjskich ugrupowań o charakterze nacjonalistyczno-antyimigranckim i antyislamskim tj. ruch „Russkije” Aleksandra Biełowa. Organizacja ta, podobnie jak inne tego typu, nie odgrywa większej roli politycznej, co jednak dotyczy w zasadzie wszystkich sił politycznych negatywnie nastawionych do Kremla. W ramach koncesjonowanej opozycji rolę nacjonalistów odgrywa partia Żyrynowskiego, natomiast niekoncesjonowane i znacznie bardziej radykalne (nie werbalnie ale czynnie) organizacje są delegalizowane. Pierwszą organizacją Biełowa był Ruch Przeciw Nielegalnej Imigracji założony w 2002 r. i zdelegalizowany w 2011 r., z którym współpracował również czołowy opozycjonista antykremlowski Aleksiej Nawalny. Delegalizacja nastąpiła po wspomnianych wcześniej zamieszkach na Placu Maneżowym, co również potwierdza, iż ruchy te nie tylko nie są sterowane przez władzę ale również są dla niej niewygodne. W tym samym czasie zdelegalizowano też dwie inne organizacje nacjonalistyczne: Sojusz Słowiański i Rosyjski Sojusz Ogólnonarodowy. Następcą Ruchu Przeciw Nielegalnej Imigracji był ruch „Russkije”, który również został zdelegalizowany (w 2015 r.). W sierpniu 2016 r. Biełow został skazany na 7,5 lat kolonii karnej, a represje spadły też na pozostałych liderów „Russkich”.

Rozruchy na tle antyimigranckim na mniejszą skalę odbywały się również wcześniej, po podobnych incydentach (na przykład w mieście Kondopoga w Karelii we wrześniu 2006 r.). Na porządku dziennym są również protesty przeciwko budowie meczetów, wspierane przez duchowieństwo prawosławne, na terenach nie zamieszkanych przez „etnicznych muzułmanów”. Społeczność muzułmańską w Rosji można bowiem podzielić na etniczną, zamieszkującą tradycyjnie muzułmańskie (w całości lub części) podmioty federacji, w szczególności na Kaukazie i Tatarstan (Republiki Adygei, Baszkirii, Dagestanu, Inguszetii, Kabardo-Bałkarii, Karaczajo-Czerkiesii, Czeczenii oraz Tatarstanu, jak również okupowany Krym) oraz muzułmańskich migrantów. Jeżeli chodzi o tych drugich, to są to zarówno imigranci zewnętrzni tj. pochodzący z b. republik środkowoazjatyckich, jak i imigranci wewnętrzni, czyli pochodzący z innych podmiotów federacji (głównie Kaukazu). W raporcie Ośrodka Studiów Wschodnich „Nacjonalizm w Rosji – uśpione zagrożenie?” z 2012 r. Katarzyna Chawryło oceniała, że w samej Moskwie mieszkało 2 mln muzułmańskich imigrantów, na których przypadało zaledwie 5 legalnych meczetów (tyle samo jest w aglomeracji warszawskiej). Jednakże plany budowy nowego meczetu w moskiewskiej dzielnicy Kuźminki zostały zablokowane przez mieszkańców.

Zgodnie z badaniami opinii publicznej, 60 proc. Rosjan ma negatywny stosunek do mieszkańców Kaukazu Północnego, a 56 proc. do muzułmańskich, środkowoazjatyckich b. republik ZSRR (badania ośrodka FOM przytaczane w ww. raporcie OSW). Rozwinięciem tego stosunku do Kaukazu Płn. znajdującego się w granicach Federacji Rosyjskiej są coraz częstsze głosy wzywające do pozbycia się Czeczenii, Inguszetii i Dagestanu ze składu Federacji Rosyjskiej, przy czym są to głosy podnoszące się z pozycji nacjonalistycznych na różnych forach społecznościowych (np. vkontakte). Jest to zatem całkowite odwrócenie sytuacji z lat 90-tych, gdy stłumienie niepodległościowych aspiracji Czeczenii odbywało się w imię wielkorosyjskiego imperializmu. Wówczas jednak w republikach tych mieszkała dość liczna mniejszość rosyjska – np. w Czeczenii i Inguszetii odsetek ten spadł z 23 proc. do 1-1,5 proc. Etniczni Rosjanie uważają też, że republiki kaukaskie wykorzystują etnicznie rosyjskie podmioty federacji.

Jest też druga strona medalu – rosnący ekstremizm po stronie muzułmańskiej. Oficjalne raporty na temat islamu w Rosji przedstawiają wyidealizowany obraz niemający wiele wspólnego z rzeczywistością. Zgodnie z nim muzułmanie stanowią obecnie (wg spisu z 2010 r.) 14,5 mln czyli 10 proc. ludności Federacji Rosyjskiej (w rzeczywistości, łącznie z gastarbeiterami jest ich ok. 20 mln) - 97 proc. z nich stanowią sunnici, a 3 proc. (Azerowie) szyici. Sunnici należą do dwóch umiarkowanych szkół prawa islamskiego – hanafitów (65 proc.) i szafiitów (35 proc.). Zarejestrowanych jest też 114 szkół islamskich i 6 tys. medres przy meczetach. Życiem rosyjskiej ummy kieruje Rada Muftich Rosji oraz Centralny Duchowny Zarząd Muzułmanów Rosji. Podobnie jest w innych częściach obszaru postsowieckiego.

Władze Rosji chciałyby dostosować rzeczywistość do tych suchych faktów ale niestety prezentuje się ona inaczej. Przede wszystkim oficjalne życie muzułmańskie stanowi zaledwie część całego obrazu w tym zakresie i antyislamskie nastroje w Moskwie czy Petersburgu sprzyjają rozwijaniu się podziemnego życia islamskiego, czyli przede wszystkim powstawaniu licznych, nielegalnych meczetów. Te zaś zaczęły być wykorzystywane przez werbowników Państwa Islamskiego czy Al Kaidy.

Stosunek władz rosyjskich i służb specjalnych do akcji werbunkowych w Rosji i na terenie obszaru postradzieckiego był wypadkową kilku czynników i stał się przedmiotem mylnych interpretacji. Dwa podstawowe czynniki determinujące tę politykę to założenie, że pozbywanie się radykalnych muzułmanów, czyli potencjalnych terrorystów, z terytorium Rosji, będzie korzystne dla bezpieczeństwa tego kraju. Ludzie ci po prostu wyjadą i znikną. Drugie założenie, odnoszące się zresztą bardziej do postsowieckich republik środkowoazjatyckich, polegało na tym, że zagrożenie ekstremizmem islamskim (zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne) będzie służyć jako pretekst do obecności rosyjskich wojsk na terenie niektórych z tych republik (np. Tadżykistanu) jak i stygmatyzowania tamtejszej opozycji jako ekstremistów islamskich. Najlepszym przykładem jest tu zdelegalizowana Partia Islamskiego Odrodzenia Tadżykistanu, której ekstremizm budzi wątpliwości (choć pewne elementy radykalizmu islamskiego mogły być tam zaobserwowane), a która stanowiła realne zagrożenie dla władz tego kraju. Była to też jedyna partia islamistyczna na obszarze b. ZSRR, które działała legalnie i brała udział w wyborach.

Powyższe czynniki powodowały znaczną tolerancję ze stron władz Rosji, a także niektórych postsowieckich republik środkowoazjatyckich, wobec akcji werbunkowych prowadzonych na ich terenie. Niektórzy mylnie interpretowali to jako rzekomy dowód na to, że Państwo Islamskie jest projektem rosyjskich służb specjalnych. Tymczasem próby infiltracji Państwa Islamskiego przez służby rosyjskie skończyły się egzekucjami wysłanych tam agentów. Wg raportu OSW (autorstwa Macieja Falkowskiego i Józefa Langa „Homo dżihadicus – islam na obszarze b. ZSRR a fenomen postsowieckich bojowników w Syrii i Iraku", wrzesień 2015) z byłego obszaru ZSRR do Syrii i Iraku wyjechało ok. 4000 osób, choć prawdopodobnie liczba ta jest większa. Przykładowo, w raporcie tym podawana jest liczba 300 Tadżyków, podczas gdy tadżyccy eksperci (proszący o anonimowość), z którymi rozmawiałem w styczniu 2016 r. podawali liczbę 700 osób. OSW podaje też, że liczba Uzbeków w Syrii i Iraku może sięgać 3000, natomiast obywateli rosyjskich – 2000 (w tym ok. 1000 Czeczenów – w tym czeczeńscy uchodźcy przebywający w Europie). Wg ww. tadżyckich ekspertów 90 proc. tadżyckich członków Państwa Islamskiego zostało zwerbowanych nie w Tadżykistanie, ale w Moskwie, Petersburgu i innych centrach rosyjskich skupiających środkowoazjatyckich gastarbeiterów. Służby specjalne Tadżykistanu nie przeciwdziałają procesom radykalizacji obywateli Tadżykistanu poza terytorium tego kraju, ograniczając się do kontroli ewentualnych powrotów i zewnętrznych objawów działalności na terenie republiki i zaniedbując również kontrolę radykalizacji w sieciach społecznościowych. Natomiast służby rosyjskie na swoim terenie, przynajmniej do 2016 r., niewiele uwagi przywiązywały radykalizacji środkowoazjatyckich gastarbeiterów oraz ich wyjazdom "na dżihad" - zakładając, że osoby te po prostu nie wrócą.

Na krótką metę założenia te wydają się słuszne, jednak na dłuższą metę budzą wątpliwości. Podstawowym błędem jest tu idea, że radykalny islam może być strategicznym narzędziem w globalnej konfrontacji, przy czym takim narzędziem, które można kontrolować i nim sterować. Zachód popełnił ten błąd w czasie zimnej wojny, czego efektem było powstanie ruchu Talibów, Al Kaida i w konsekwencji wojna z islamskim terroryzmem. Rosjanie, a także władze republik środkowoazjatyckich, pozwalając na działalność werbunkową na swoim terytorium nie wzięli pod uwagę tego, że nie wszyscy zradykalizowani w ten sposób muzułmanie (w szczególności gastarbeiterzy) wyjadą na dżihad zagranicę. Jednym z głównych czynników determinujących radykalizację islamską środkowoazjatyckich gastarbeiterów jest przy tym rosyjski rasizm. Raport OSW poddaje również w wątpliwość realność powrotów tych zwerbowanych w Rosji terrorystów. W 2015 r. brzmiało to dość logicznie, zważywszy na dużą śmiertelność środkowoazjatyckich członków Państwa Islamskiego (np. 300 z 700 zwerbowanych Tadżyków miało zginąć wg stanu ze stycznia 2016 r.), co z kolei wynikało z niskiej ich pozycji w tamtejszej hierarchii. Również operacje Państwa Islamskiego na terenie Federacji Rosyjskiej wydawały się mało prawdopodobne ze względu na to, że Rosja nie brała udziału w konfrontacji z nim.

Interwencja Rosji w Syrii, która rozpoczęła się we wrześniu 2015 r., zmieniła jednak ten stan rzeczy. Faktem jest, że celem rosyjskich bombardowań nie jest w pierwszej kolejności Państwo Islamskie (choć wbrew obiegowej opinii częściowo również) ale tzw. „umiarkowani rebelianci” czyli ugrupowania dżihadystyczne, powiązane z Al Kaidą. Tymczasem w ugrupowaniach tych walczą również osoby zwerbowane na terenie Federacji Rosyjskiej i mające łączność z siatkami dżihadystów w Rosji i w środkowej Azji. Wyraźne osłabienie Państwa Islamskiego (a w mniejszym stopniu również innych dzihadystów) skłoniło również do przyjęcia nowej taktyki opartej na powrotach zagranicznych członków (celem jest wykazanie żywotności organizacji i dalsza radykalizację muzułmanów na miejscu). Obecnie więc, powroty do Rosji są znacznie bardziej prawdopodobne i może to skłonić rosyjskie służby specjalne do wypychania tych powracających terrorystów na Zachód (szczegółowy opis tego potencjalnego scenariusza znajdzie się w kolejnej analizie).

Radykalizacja muzułmanów etnicznych na terenie Federacji Rosyjskiej (a także w innych republikach b. ZSRR) zaczęła się 20 lat temu w związku z wojną czeczeńską (zwłaszcza drugą) oraz wojną domową w Tadżykistanie. Wtedy na Kaukazie pojawił się wahabizm, który szybko zaczął zdobywać sobie popularność. Na całym obszarze ZSRR zaczęła działać też ekstremistyczna organizacja Hizbut Tahrir, a w Uzbekistanie powstał salaficki Islamski Ruch Uzbekistanu, który obecnie jest częścią Państwa Islamskiego.

Wprawdzie władze Rosji, a także republik środkowazjatyckich, stłumiły próby politycznej czy militarnej aktywności islamskich radykałów ale nie były w stanie doprowadzić do ich całkowitej anihilacji. W wymiarze ideologicznym tendencje te stają się natomiast coraz bardziej popularne, stanowiąc również rosnący potencjał dla aktywności terrorystycznej. W Czeczenii wciąż funkcjonuje, choć osłabiony, powiązany z Al Kaidą Emirat Kaukaski, a także rozłamowa grupa, która związała się z Państwem Islamskim. Kadyrow kontroluje wprawdzie sytuację, ale tylko w oparciu o represje a nie poparcie społeczeństwa, które podlega stałej radykalizacji religijnej. To zresztą powoduje, że Kadyrow raz po raz sugeruje wprowadzenie w Czeczenii prawa szariatu, próbując w ten sposób pozyskać sobie zradykalizowaną religijnie ludność.

Radykalizacja religijna nie dotyczy jednak tylko Kaukazu. W Tatarstanie rosną w siłę antyrosyjsko nastawione radykalne ruchy nacjonalistyczne. W 2012 r. lokalni ekstremiści islamscy zamordowali oficjalnego muftiego Valiulla Jakupowa i ciężko ranili innego prokremlowskiego muftiego – Ildusa Faizowa. Rosjanie nie byli chętni do nagłaśniania tych incydentów, a gdy w 2010 r. Centrum Badań Euroazjatyckich Uniwersytetu w Kazaniu przygotowało raport na temat rosnących tendencji fundamentalizmu islamskiego w Tatarstanie władze natychmiast zwolniły autora raportu, po czym zamknęły centrum. Obraz harmonii międzyreligijnej w Federacji Rosyjskiej został zagrożony, a to nie jest na rękę władzom.

Rosnąca liczba kaukaskich i środkowoazjatyckich gastarbeiterów oraz ich religijna radykalizacja, a także wzrost nacjonalistycznych tendencji etnicznych Rosjan jako reakcja do tych zamiatanych pod dywan problemów, to ogromne wyzwanie dla władz Rosji i jej służb specjalnych. Dodatkowym wrogiem są tu negatywne dla etnicznych Rosjan tendencje demograficzne, a także rosnąca aktywność terrorystycznych organizacji islamskich. Rosji grozi wewnętrzna konfrontacja z islamem, i to znacznie bardziej niż Europie. By zapobiec takiemu scenariuszowi rosyjskie służby specjalne mogą rozpocząć wypychanie problemu do Europy (szerzej na ten temat w drugiej części analizy). 

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 11
Reklama
dsd
sobota, 15 kwietnia 2017, 16:12

Warto porównać francuskie próby pacyfikacji Algierii. Wykazały one, że nawet mniejszość potrafi sterroryzować większość. Oczywiście trzeba mieć odpowiednio brutalne siły bezpieczeństwa, ale tych Rosji nie brakuje.

Velasco
środa, 12 kwietnia 2017, 23:00

Obecnie Rosja jest dla nas trudnym sasiadem ale jezeli w przyszlosci sasiadem bedzie muzulmanska Rosja to mamy calkowicie przerabane..

Piotr
piątek, 14 kwietnia 2017, 11:52

Velesco nie martw się - kiepsko to będzie dopiero gdy z jednaj strony będzie muzułmańska Rosja a z drugiej muzułmańskie Niemcy. Taki scenariusz wydaje się jednak w 100% nierealny ani na wschodzie ani na zachodzie.

Drzewica
czwartek, 13 kwietnia 2017, 00:38

Naszym sąsiadem musi być chrześcijańska Ukraina, a za nią chcielibyśmy mieć też prawosławną Rosję, bez części azjatyckiej głównie muzułmańskiej. Taki rozpad Rosji byłby korzystny nie tylko dla nas, również dla utrzymania pokoju jako że upadłyby imperialistyczne ciągoty ludzi pokroju Putina.

Kazik
środa, 12 kwietnia 2017, 21:46

Rosja ma jednak jedną przewagę nad Europą i USA: jej służby specjalne mogą stosować podczas przesłuchań techniki nie mniej okrutne niż terroryści i nikt im z tego powodu złego słowa nie powie. Po prostu tacy ludzie znikają bez śladu. I raczej nie trafiają do żadnych więzień czy obozów.

SMUTNE USA
czwartek, 13 kwietnia 2017, 08:12

mówisz a Guantanamo i innych tajnych więzieniach stworzonych przez USA ? Poza tym administracja USA ten problem rozwiązała inaczej, zamiast wojska wynajęto firmy ochroniarskie (Iraj) które tych reguł nie musiały stosować i kto miał zniknąć albo dostać tortury to je dostał.

realista
czwartek, 13 kwietnia 2017, 09:51

Rosja sama wsiadła na tą sunnicką beczkę prochu i jeszcze dostawiła lont.

yaro
środa, 12 kwietnia 2017, 21:03

Dziwna zbieżność następuje. Dziś wizyta Tillersona w Moskwie i dosyć ostre wystąpienie Putina w temacie łamania praw przez NATO innych państw, a tu dostajemy tekst jak to Rosja podjudza. Ostatnie wydarzenia w Syrii wskazują na zaniechanie standardów jakie kiedyś obowiązywały, dziś nie mając praktycznie żadnego dowodu strzela się rakietami do suwerennego państwa. O tym mówił dziś Putin, czyli o Iraku… Afganistanie, Linii, Syrii. Mówił, że destabilizacja tych państw doprowadziła do takiego radykalizmu Islamu i trudno się z nim nie zgodzić.

cynik
czwartek, 13 kwietnia 2017, 11:12

Racja. Nie można strzelać rakietami do suwerennego państwa. Takie sprawy należy dokonywać poprzez desant piechoty morskiej na półwysep albo inwazję lądową po tym jak zawiodą zielone ludziki. Ewentualnie tak jak wcześniej ostrzeliwać kilka tygodni wioski Gruzji artylerią z Osetii Pd i czekać aż atakowani w końcu zareagują dając pretekst do inwazji.

Davien
czwartek, 13 kwietnia 2017, 08:11

Putin ma częściowo racje. Radykalizacja islamu nastapiła po ataku ZSRR na Afganistan i tym co oni tam wyprawiali więc wpadka na całego.

Arek.Konski
czwartek, 13 kwietnia 2017, 07:57

"Imigracja wewnętrzna"... trochę to dla mnie dziwnie brzmi. Czy mówimy o niej również, gdy jakiś Tex wyprowadza się do NY? ;o)

Tweets Defence24