Reklama

Wojna przyszłości. Ewolucja pola walki a współczesne konflikty [ANALIZA]

24 czerwca 2017, 10:57
Reklama

W ciągu ostatnich lat byliśmy świadkami lokalnych konfliktów zbrojnych, często łączących elementy konwencjonalnej i międzypaństwowej wojny, zbrojnej interwencji oraz walki z ugrupowaniami rebelianckimi/terrorystycznymi. Stworzyły one namiastkę obrazu charakteru przyszłej wojny, często pod ich kątem tworzone są programy modernizacyjne. Czy jednak doświadczenia dzisiejszych wojen pozwolą przewidywać uzbrojenie i zdolności, jakie będą potrzebne w przyszłości?

W ostatnich kilku latach byliśmy świadkami lokalnych konfliktów zbrojnych o różnej skali intensywności, interwencji sił międzynarodowych w celu przywrócenia stabilizacji, czy wręcz działań zapobiegawczo-odwetowych w rejonach, w których istniało duże prawdopodobieństwo rozwoju konfliktu, jego rozpoczęcia lub gdzie w bezprecedensowy sposób zaatakowano ludność cywilną, łamiąc międzynarodowe regulacje i ustalenia dotyczące jej praw do zapewnienia ochrony.

Te lokalne działania militarne stworzyły namiastkę obrazu współczesnego/przyszłego konfliktu zbrojnego, często leżały też u podstaw prób wypracowania analiz związanych z kierunkami dalszych zmian w zastosowanej taktyce i technice wojskowej. W kilkunastu krajach całego świata wiele programów modernizacyjnych różnej wielkości rozpatrywanych jest właśnie pod kątem tych konfliktów. Pojawia się pytanie, czy jest to właściwy kierunek, w pełni pokrywający się z wizją przyszłych wojen i konfliktów o różnej skali intensywności – wydaje się, że niekoniecznie. Co zatem jest godne uwagi, a co może być jedynie błędnym kierunkiem działań?

Wschodnia Ukraina

Obserwując konflikt na wschodzie Ukrainy najbardziej w oczy rzuca się masowe użycie klasycznego sprzętu wojsk lądowych. W ogóle sam sposób prowadzenia wojny jest typowy - klasyczny. Nie ma tam wyrafinowanej taktyki użycia lotnictwa bojowego, czy broni precyzyjnej, systemów rakietowych zwiększonego zasięgu lub wykorzystania, na większą skalę, systemów uzbrojenia zaliczanego do najnowszych generacji.

Dzieje się tak dla tego, że obie strony chcą lub muszą podporządkować się, z różnych, niekoniecznie militarnych powodów takiemu, a nie innemu sposobowi prowadzenia działań. Po stronie Ukrainy ma to miejsce przede wszystkim ze względu na posiadaną technikę bojową, wcześniejszą degradacje armii, słabą taktykę i niskie umiejętności walki (dopiero opanowywane w czasie przedłużającego się konfliktu) oraz świadomość własnych ograniczeń wobec potężnego sąsiada i nikłego rzeczywistego wsparcia na forum międzynarodowym.

Czytaj też: Lotnictwo i metody jego zwalczania. Wnioski z wojny w Donbasie [ANALIZA].

Rosja nie może bezpośrednio użyć swojego lotnictwa, broni precyzyjnej czy strategicznej. W konflikcie masowo używa sprzętu, który w dużych ilościach zalega magazyny(i ma go na wyposażenia strona ukraińska, natomiast na mniejszą skalę testuje nowe lub zmodernizowane wzory uzbrojenia (artyleria, BSP, systemy przeciwlotnicze krótkiego i średniego zasięgu, czy walki radioelektronicznej). Sam konflikt to dla Rosji nie tylko realizacja własnych planów politycznych, ale też znakomity poligon doświadczalny, pozwalający na wypracowanie nowych metod i sposobów walki.

Fot. Anton Holoborodko, Wikipedia, CC BY-SA 3.0

Jednym z ciekawszych etapów zmagań na Ukrainie było zajęcie Krymu. Odbyło się to w sposób nieoczekiwany i po raz kolejny potwierdziło, że zaskoczenie i zła ocena możliwości przeciwnika może mieć w konsekwencji bardzo niekorzystne skutki militarno-polityczne. Zaskoczenie to dotyczyły w równym stopniu Ukrainy, co Unii Europejskiej, jak i NATO.

Użycie konwencjonalnego i często nie najnowszego technicznie uzbrojenia spowodowało, że pewne metody walki, w których wykorzystywany jest starszy sprzęt bojowy, uważane obecnie za mało efektywne, odgrywają w tym konflikcie większe znaczenie. Należą do nich m.in. wykorzystywane tam przeciwpancerne systemy artyleryjskie, czy wyrzutnie artylerii rakietowej jak BM-21, ale i same działania taktyczne, jak uporczywa obrona obiektów o niewielkim znaczeniu militarnym, czy nietypowe wykorzystanie wozów bojowych. Są to elementy charakterystyczne dla tego konfliktu, mające przy tym często wielkie znaczenie propagandowe.

Syria i Irak

Wojna z tzw. Państwem Islamskim (ISIS, Daesh) odbywa się również za pomocą klasycznych systemów uzbrojenia, wykorzystywanych przez obie strony konfliktu. W przeciwieństwie do Ukrainy, w tym przypadku na szerszą skalę wykorzystywane jest lotnictwo (USA i ich sojuszników oraz Rosji), wspierające działania sił lądowych. Dużą rolę odgrywa też marynarka wojenna, będąca zarówno ważnym elementem sił uderzeniowych, jak i wsparcia elementów zabezpieczenia działań. Komponentem mającym spore znaczenie w skutecznym prowadzeniu walki są wojska specjalne, wykonujące operacje wsparcia na rzecz działań wojsk lądowych, naprowadzania lotnictwa, czy eliminowania ważnych celów i obiektów.

Rosjanie w ramach wsparcia reżimu Assada testują nowe rodzaje samolotów, okrętów, broni precyzyjnej dalekiego zasięgu, czy też możliwości związane z przerzutem wojsk na znaczne odległości oraz logistycznym zabezpieczeniem działań na obszarze położonym w pewnej odległości od własnego terytorium. Dla nich ten konflikt oprócz realizacji zamierzeń politycznych jest doskonałą okazją promocyjną rodzimej techniki wojskowej.

Stany Zjednoczone nie kwapią się, by wejść do Iraku po raz trzeci, robią więc wszystko, by zakończyć wojnę przysłowiowymi „cudzymi rękoma”. Operacje przeciwko Daesh ograniczają do w miarę bezpiecznego użycia lotnictwa (podobnie jak ich sojusznicy), czy pododdziałów lądowych wsparcia, pozostających bez bezpośredniego kontaktu z przeciwnikiem (z wyłączeniem działań i operacji wojsk specjalnych).

Bardzo charakterystyczne (również w kontekście przynależności do NATO i zajmowanej pozycji w sojuszu) są słabe taktycznie i ograniczone technicznie działania Turcji, której armia jest powszechnie uważana za jedną z lepiej wyposażonych i większych na świecie.

Czytaj też: Syria-Irak-Iran: konflikt tranzytowy. W tle amerykańska broń dla Kurdów [ANALIZA].

Jemen

Prowadzone przez koalicję państw arabskich (pod nieformalnym przywództwem Arabii Saudyjskiej) działania w Jemenie są obszarem łączącym klasyczny model walki z elementami wykorzystania broni precyzyjnej, nowoczesnych systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, działań wojsk specjalnych, czy sił morskich. Wydawać by się mogło, że nasycone nowoczesną techniką oddziały arabskie stosunkowo łatwo poradzą sobie ze słabiej uzbrojonym i mniej licznym przeciwnikiem. Jednak tak się nie dzieje i wyraźnie widać, że samo uzbrojenie nie wystarcza wobec braku umiejętności, słabej taktyki oraz nie do końca sprecyzowanych celów walki. Nowoczesna technika nie zawsze radzi sobie z również z wykryciem i obezwładnieniem niektórych (nawet starszych) systemów uzbrojenia, używanych przez drugą stronę konfliktu (systemy rakietowe różnego przeznaczenia, rozpoznania i przeciwdziałania), czy przeciwdziałaniem taktyce działań nieprzyjaciela, zorganizowanej specjalnie na potrzeby prowadzonych walk.

Czytaj też: Jemen wciąż w ogniu. "Zastępcza wojna" Arabii Saudyjskiej i Iranu.

Libia

Atak NATO skierowany w reżim Kadafiego był szybki i obarczony niskim ryzykiem strat, za to wysokimi kosztami ekonomicznymi, które ponieśli członkowie koalicji. Słabe i technicznie przestarzałe wojska libijskie szybko zniszczono, ale sama wojna domowa trwa do dziś i w zasadzie w kraju sytuacja jest jeszcze gorsza, niż miało to miejsce przed rozpoczęciem konfliktu.

Brytyjski Tornado GR4 atakuje libijski czołg. Fot. brytyjskie ministerstwo obrony

Z militarnego punktu widzenia, samo użycie precyzyjnych systemów uzbrojenia i lotnictwa nie zapewni osiągnięcia celów walki (chyba że celem miało być tylko wyeliminowanie Kadafiego) - konieczne jest wejście do działań lądowych sił stabilizacyjnych (podobne wnioski można już było wyciągnąć z wcześniejszej wojny w byłej Jugosławii). Koalicjanci po Iraku i Afganistanie wiedzieli, że taki scenariusz grozi ekonomicznym i politycznym krachem. Wstępna faza pokazała również bardzo słabe możliwości militarne państw europejskich, które bez realnego wsparcia ze strony USA na niewiele mogą sobie pozwolić.

Czytaj też: "Pełzająca migracja" z Afryki. Libia centrum kryzysu

Próba oceny przyszłych działań z taktyczno-technicznego punktu widzenia

Co, poza wymienionymi już spostrzeżeniami, można wywnioskować z tych konfliktów zbrojnych oraz wcześniejszych dużych operacji militarnych, takich jak chociażby w Iraku czy Afganistanie? Jakie zdolności i wymagania są obecnie rozwijane we wiodących armiach świata?

Pomimo zaawansowanych systemów rozpoznania, w tym satelitarnego, rozbudowanego systemu wywiadu i kontrwywiadu wojskowego oraz oparciu polityki na opiniach licznych ośrodków doradczych i eksperckich, zaskoczeniem dla wszystkich był sposób i szybkość zajęcia Krymu przez Rosjan (podobnie jak nagły wybuch wojny w Gruzji). Czynnik zaskoczenia jest obecnie tak samo ważny, jak ważny był kilkanaście lat temu. Równie ważne jest posiadanie odpowiednio wyposażonych i przygotowanych do tego typu operacji wojsk aeromobilnych, czy specjalnych, przeznaczonych do wykonywania specyficznych zadań, takich jak opanowanie ważnych węzłów komunikacyjnych, lotnisk, neutralizacja sztabów czy systemów dowodzenia i przekazywania danych oraz obezwładnianie innych obiektów mających znaczenie pod względem taktyczno-operacyjnym. Wojska te powinny mieć odpowiednie wyposażenie do wykonywania takich zadań i obecnie formacje aeromobilne posiadają na swoim stanie zarówno uzbrojenie wsparcia w postaci artylerii, jak i wozów bojowych o możliwościach niemal równych pojazdom wykorzystywanym w wojskach lądowych.

Fot. mil.ru

Natomiast wojska specjalne to nie tylko odpowiednio wyszkoleni ludzie i ich wyposażenie indywidualne, ale cała mozaika systemów wsparcia takich działań (samoloty, śmigłowce, BSP, pojazdy taktyczne, zaawansowane systemy przekazywania danych, łączności i dowodzenia) oraz logistycznego zabezpieczenia takich operacji (nawet w odległych zakątkach świata).

W tym miejscu należy też podkreślić, że szkolenie różnego rodzaju wojsk w specjalnej taktyce walki jest w niektórych obszarach ich działań przydatne, czy nawet pożądane. Nie zmieni to jednak faktu, że ani pod względem sposobu walki, ani stosowanego przez nie wyposażenia, czy samej metodyki działań, nigdy nie będą one zdolne do realizacji zadań na poziomie nawet porównywalnym do sił specjalnych. Sama taktyka wojsk specjalnych jest również stworzona do wykonywania dedykowanych im zadań, a nie do masowej konfrontacji na polu bitwy. 

Czytaj też: Powrót wielkich jednostek. Rosja formuje sztaby armii i korpusów [ANALIZA].

Warto zadać pytanie - jak szybka i skuteczna byłaby reakcja krajów wschodniej flanki NATO na taką zaskakującą i nagłą formę rozpoczęcia działań przez jedną-dwie dywizje aeromobilne z Rosji?

Zarówno państwa zachodnie, jak i Rosja czy Chiny w pierwszej kolejności stawiają na systemy uzbrojenia pozwalające na walkę z dystansu (różnego w zależności od przewidywanych celów starcia). Chodzi tu o broń precyzyjną, systemy artyleryjsko-rakietowe o zwiększonym zasięgu, bezzałogowce – lądowe, morskie i powietrzne, nowej generacji pociski manewrujące, czy chociażby powszechnie już stosowany - cyberatak. W wypadku wybranych krajów dochodzi do tego możliwość użycia broni atomowej. Oczywiście, to wszystko powiązane jest z całą gamą systemów przenoszenia ww. środków walki, a więc głównie lotnictwem bojowym, czy różnego rodzaju okrętami wojennymi.

Intensywność rozwoju klasycznej broni (czołgi, bwp, transportery opancerzone) nie jest z pozoru tak duża, jak mogłoby się to wydawać. Duży wpływ ma na to nie silna potrzeba posiadania takiego rodzaju sprzętu przez samo wojsko, ale przede wszystkim naciski polityczno-gospodarcze. Rozbudowany w poprzednich latach przemysł domaga się nowych zamówień, zwłaszcza gdy bazuje na produkcji tylko takich systemów walki (np. niemiecka firma KMW czy francuska Nexter). Niektóre kraje, jak Turcja, Chiny, czy nawet Korea Południowa natomiast zmuszone są do wprowadzania nowych wzorów czołgów czy bwp, by zastąpić nimi masowo wykorzystywane egzemplarze starszych generacji maszyn, obecnie już nieperspektywicznych na współczesnym polu walki. Ale i tam proces wymiany tego sprzętu nie jest szczególnie szybki w porównaniu z rozwojem marynarki wojennej, lotnictwa, czy chociażby systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.

Najnowszy rosyjski czołg T-14 „Armata”a za nim czołgi T-72B3. Fot. kremlin.ru

Tak naprawdę jedyną nowością w tym obszarze w ostatnich latach jest rosyjski czołg T-14 Armata (i wozy mu pochodne), ale jak na razie pozostanie on jeszcze długo badanym prototypem, a pierwsze zadanie jakie miał wykonać – pokaz możliwości i eskalację napięcia - z powodzeniem już wykonał.

Amerykanie próbują zredukować koszty utrzymania swoich klasycznych systemów wojsk lądowych poprzez dużą unifikację podstawowych platform bojowych oraz modernizację sprzętu (dzięki temu można spełnić postulaty zarówno armii, jak i przemysłu). Rosjanie modernizują głównie starszy sprzęt, a Francuzi i Brytyjczycy nadal redukują swój potencjał ciężki na rzecz średnich i lekkich platform.

Co prawda, Niemcy mozolnie odbudowują swój stan posiadania czołgów, ale nawet gdy zrealizują obecne plany, potencjał ich wojsk pancernych będzie jedynie pewnym procentem możliwości, jakimi dysponowali w czasach zimnej wojny. Nowy francusko-niemiecki czołg powstanie - być może - po 2030 roku, a do tego czasu obecne plany jego budowy ulegną całkowitemu przeobrażeniu. Korea Południowa odebrała na razie niewielką partie swoich najnowszych K2, a Japonia tylko ok. 20 T-10.

Czytaj też: Procedury i polityka hamują modernizację Bundeswehry [ANALIZA].

Czołg, czy nowoczesny bwp, to broń droga w pozyskaniu i utrzymaniu, a obecnie istnieje cała gama rożnych środków ich zwalczania (często dużo ekonomiczniejszych w eksploatacji). Bez uświadomienia sobie, że maszyny te (podobnie jak klasyczna artyleria, moździerze itp.) są elementem całego powiązanego systemu walki – uporczywe brnięcie w programy pozyskania takiego sprzętu bez ww. koncepcji z góry skazane są na porażkę pod względem ekonomicznym, a nawet taktyczno-technicznym.

Kraje takie jak USA, Rosja czy Chiny zdają sobie sprawę, że oprócz rozwijanej obecnie broni precyzyjnej i o zwiększonym zasięgu działania potrzebna jest zupełnie nowa technika militarna. Powoduje to, że równie dynamicznie co konwencjonalne systemy walki powstaje nowa broń wysokoenergetyczna (lasery i działa elektromagnetyczne czy elektrotermiczne) oraz różne roboty bojowe. Dochodzą do tego systemy hipersoniczne, nowej generacji śmigłowce czy samoloty i okręty bojowe.

Czytaj też: Lasery - broń przyszłości.

W tym miejscu trzeba postawić pytanie. Co, dla trzech głównych graczy militarnych na świecie, jest determinującym czynnikiem ukierunkowującym ich realne możliwości militarne?

Zdj F-35B-VTOL-On-Carrier
Według Pentagonu F-35 to program kosztowny, ale konieczny m.in. ze względu na zagrożenie jakie pojawiło się ze strony Chin– fot. US Navy

Dla USA wydaje się, że jest to niewątpliwie potężny przemysł, nowoczesne technologie i ściśle powiązana z nią ekonomia. W kraju tym olbrzymie znaczenie ma polityka prospołeczna, więc ochrona życia każdego obywatela (w tym walczącego żołnierza) jest tu w każdym aspekcie najważniejsza. Amerykanie w ostatnich latach odnieśli taktyczne sukcesy militarne (i gospodarcze), ale od kilkunastu lat przegrywają politycznie. Iran, Wietnam, Irak, Afganistan, Libia, Egipt, Korea Północna i wiele innych przykładów pokazuje krótkowzroczność i słabość polityki amerykańskiej.

Czytaj też: Mattis i Trump odbudują armię USA. Trzy etapy zwiększania budżetu [ANALIZA].

Rosja to, przede wszystkim, masa i ilość. Człowiek ma tu drugorzędne znaczenie, dodatkowo rożnie tam też znaczenie czynnika technologicznego. Kilkanaście lat temu Rosjanie ponieśli porażkę w Afganistanie. Za to całkiem niedawno zapisali na swoim koncie mało spektakularny, ale sukces militarny w Gruzji i bardzo duży sukces na Krymie. Rosja, przede wszystkim, powoli realizuje swoje cele polityczne, czy to się komuś (pod różnym kątem widzenia) podoba, czy nie.

Chiny obecnie w wyrafinowany sposób łączą aspekty działań gospodarczo-ekonomicznych (rozwijana technologia) z masowością użycia siły. Ten kraj systematycznie realizuje cele swoje polityki. Jeśli Chiny zdecydowałyby się na atak, to najprawdopodobniej byłby to krótkotrwały, zmasowany atak rakietowy dla zadania maksymalnych strat przeciwnikowi (knock-out blow), a następnie szybkie przejście do strategicznej, długotrwałej obrony.

Czytaj też: Wielka reforma chińskiej armii. "Gotowość do działań na całym świecie".

Taki scenariusz może zastosować również Rosja (ale i Korea Północna, czy Iran), a jest on nie do zaakceptowania przez USA i ich sojuszników, bo wymaga potężnych nakładów i czasu, a ten może różnie wpłynąć na końcowy wynik starcia.

Trzeba pamiętać, że nie należy lekceważyć żadnego przeciwnika, a rzeczywisty konflikt może niemile zrewidować nasze obecne przewidywania co do jego skuteczności.

Te czynniki w dużej mierze wpływają na obecne kierunki zmian w siłach zbrojnych tych państw oraz procesy ich dalszej modernizacji i unowocześnienia.

W USA zdano sobie sprawę, że redukcja głównych systemów walki, takich jak samoloty i okręty (a głównie zaawansowanych broni przez nie przenoszonych) nie może już dalej postępować. Kolejne ograniczenia w arsenale posiadania tych środków spowodują bowiem skokowe obniżenie możliwości militarnych USA oraz ich globalnej projekcji siły.

Jednak produkcja, a następnie utrzymanie tak dużej liczby systemów uzbrojenia, to również potężne nakłady. Uświadomiono wiec sobie, że oprócz wprowadzenia nowych rodzajów broni (o mniejszych kosztach eksploatacji), trzeba wypracować jeszcze inny sposób pozwalający na redukcję kosztów życia poszczególnych systemów walki, a przy tym utrzymujący ich możliwości na obecnym poziomie lub wręcz go podnoszący.

FCAS bezzałogowce Anglia Francja
Wizja francusko-brytyjskiego bezzałogowca FCAS. Fot. Safran

Odpowiedzią stała się automatyzacja, robotyzacja i wprowadzenie (na razie w niektórych obszarach) elementów sztucznej inteligencji.

Najnowsze okręty, czy samoloty projektuje się z uwzględnieniem wysokiej automatyzacji ich eksploatacji. Pozwala to na redukcję załóg, a przez to szeregu kosztów z tym związanych (płace, szkolenie, zakwaterowanie, wyposażenie, serwisowanie itp.). Proces samej automatyzacji jest rozwijany w kierunku bezosobowego nadzoru nad poszczególnymi systemami i urządzeniami, tak by człowiek podejmował tylko ostateczne decyzje. Taki sposób dotyczy też systemów dowodzenia, gdzie maszyna wypracowuje wszystkie niezbędne dane i podejmowane kroki, a człowiek jedynie zatwierdza lub odrzuca opracowany plan działania.

Kolejnym przedsięwzięciem jest masowe wprowadzenie całych rodzin różnych robotów do eksploatacji w wojsku. Na razie głównie w służbach logistycznych (przypomnijmy, że obecnie na jednego walczącego przypada do 6-8 żołnierzy ze służb zabezpieczenia). Intensywnie testuje się jednak takie maszyny w rolach rozpoznawczych i czysto bojowych (np. MQ-9 Reaper współdziałające z F-35A na Red Flag 17-1, czy chociażby rosyjski Vikhr).

Dalsze kierunki zmian to nadanie robotom autonomii (jak na razie w ograniczonym zakresie). Z czasem powinny one samodzielnie przystosowywać swoje działanie do zmian na polu walki, człowiekowi zostanie wówczas jedynie rolą ostatecznego decydenta. Do tego celu zmierza m.in. program autonomicznych rojów, którego celem jest zwiększenie możliwości bojowych oraz zmniejszenie kosztów eksploatacji, poprzez tworzenie różnorodnych zespołów BSP. Rozwijane są również takie programy jak futurystyczna koncepcja „hodowli” małych BSP, przeznaczonych do wykonywania konkretnych misji wojskowych, czy robotów, których wyposażenie oraz zastosowany system ruchu samodzielnie przystosowuje się do reakcji na konkretne zagrożenie. Wydawać by się mogło, że jest to czysta futurystka, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu taką futurystką był samochód, samolot, przenośny komputer, czy chociażby Internet.

Automatyzacja procesu eksploatacji ma natomiast zredukować koszty oraz usprawnić ten proces. Nowe systemy uzbrojenia będą miały jeszcze bardziej wydajniejsze systemy samodiagnostyki i samoregeneracji. Człowiek będzie tylko ogniwem decyzyjno-kontrolnym.

W celu uodpornienia nowych systemów uzbrojenia na różne formy ataku w postaci walki radioelektronicznej, czy cyberataku, dąży się do zwiększenia ich samodzielności działania oraz zminimalizowania uzależnienia od systemów ISR, łączy sieciowych, czy systemów pozycjonowania (głównie GPS).

Przyjmowana nowa strategiczna koncepcja bitwy powietrzno-morskiej (air-sea battle concept) polega na szybkim przejęciu inicjatyw poprzez uzyskanie przewagi w obszarach C4ISR i naprowadzania własnych systemów. Odpowiedzią na uderzenie przeciwnika jest własna, skuteczna obrona, ale i szybka reakcja, tak by jego systemy wyrzutni, czy innego uzbrojenia były niszczone prawie w tym samym czasie, gdy się bronimy przed skutkiem ataku. Gdy jedne systemy bronią nas przed uderzeniem powietrzno-rakietowym (lub innym), inne już obezwładniają siły przeciwnika, a nawet przechodzą do kontrataku.

I na koniec przypomnijmy o dynamicznym rozwoju programów związanych z zapewnieniem sieciocentryczności. W ścisłym powiązaniu z ww. systemami umożliwiają  one szybkie i dokładnie odzwierciedlenie pola bitwy w każdym wymiarze, co głównie zapewnić ma wyprzedzenie zamiarów potencjalnego przeciwnika lub chociaż poważne utrudnienie mu przeprowadzenia działań, a przez to utrzymywanie przewagi w skali taktycznej czy taktyczno-operacyjnej.

Podsumowanie

Konwencjonalne systemy uzbrojenia (jak czołgi, wozy bojowe, klasyczne systemy artyleryjskie, czy uzbrojenie indywidualne) są nadal ważnym elementem wyposażenia nowoczesnych armii, ale ich rola nie jest taka sama jak kilkanaście lat temu. Mają one duże znaczenie w konfliktach lokalnych lub o małej intensywności, natomiast w konflikcie globalnym będzie to broń trzeciej lub czwartej kategorii. O powodzeniu użycia takich systemów w dużej mierze zadecyduje wprowadzony stopień ich wzajemnego współdziałania/powiązania na polu walki, skuteczność użycia broni pierwszej i drugiej kategorii (a więc precyzyjnej, zwiększonego zasięgu, przeciwlotniczo-przeciwrakietowej, C-RAM, robotów bojowych, nowych generacji systemów uzbrojenia oraz ściśle powiązanych z nimi sił lotniczych i morskich).

Iskander manewrujący
Elementy systemu Iskander mogą być bardzo szybko przerzucone do Kaliningradu. Fot. mil.ru.

Masowość użycia różnych systemów rakietowych, okrętów i samolotów przez Rosję czy Chiny (ale w tym pierwszym przypadku też przez inne kraje uznawane za potencjalnych agresorów, jak Iran czy Korea Północna) oraz stopniowy wzrost technologiczny ich systemów uzbrojenia, czy nawet użycie broni atomowej, powoduje konieczność szukania nowych a zarazem skutecznych rozwiązań. Takimi rozwiązaniami są systemy broni nowej generacji, roboty bojowe, realizowane jest to również poprzez zmniejszenie kosztów, pełną automatyzację procesów pozyskiwania wszelkich informacji, wypracowywania decyzji oraz odpowiedzi na zagrożenia. Automatyzacji podlegać będą też same systemy walki, a przyszłość należeć będzie do systemów w pełni autonomicznych.

Dowodzący siłami USA w rejonie Azji i Pacyfiku prosi nie o nowe czołgi, czy transportery opancerzone. Potrzeba mu nowych okrętów podwodnych przenoszących broń precyzyjną, pocisków AGM-158 JASSM-ER, czy najnowszych pocisków LRASM i SM-6.

Oczywiście, takie potrzeby wymusza też rejon prowadzonych operacji, ale czy można się spodziewać, że mało prawdopodobny konflikt militarny w Europie to będzie starcie wyłącznie konwencjonalne? Raczej nie, bo obie strony do tego nie dążą, a ewentualne przetasowania mogą nastąpić chociażby w wyniku polityczno-gospodarczych uzgodnień.

Marek Dąbrowski

KomentarzeLiczba komentarzy: 11
Reklama
Anuluj
Adam B.
czwartek, 13 lipca 2017, 11:17

Naprawdę chciałem to przeczytać, ale silenie się autora na to aby brzmieć elokwętnie i poważnie, a jednocześnie nie używanie polskich znaków, pisownia w stylu "dla tego" i bezmyślne używanie zwrotów takich jak "przysłowiowymi cudzymi rękami". Sprawiły, że dla mnie jest mało wiarygodną osobą, bo jeśli ktoś przez kilkadziesiąt lat nie jest w stanie opanować swojego języka ojczystego lub używa go niedbale pisząc artykuł, nie szanuje czytelników.

Pluton
sobota, 1 lipca 2017, 03:36

Dawno nie czytałem tak tendencyjnego artykułu. "Dowodzący siłami USA w rejonie Azji i Pacyfiku prosi nie o nowe czołgi, czy transportery opancerzone." Pewnie dla tego, że to obszar wojny powietrzno-morskiej. W Europie w środowisku typowo lądowym czołgi, bwp, artyleria, nadal pozostają elementem decydującym. Laserami, dronami i pociskami hipersonicznymi nie zajmie się ani nie utrzyma terenu.

Berthold
czwartek, 29 czerwca 2017, 07:41

Brawo! Analiza na mocną tróję (z minusem). Nie prowadzi do żadnych odkrywczych wniosków. W nieltórych aspoektach jest za to zadziwiająco zachwowawcza i powierzchowna. Poza tym to mocnym elementem są ilustracje i tytuły rozdziałów.

od podstaw
czwartek, 29 czerwca 2017, 04:22

Kochani. Wojna to rzecz banalna i droga. Zbudujmy kraj bez nepotyzmu, kumoterstwa, misiewiczów, TKM oparty o nowe elity, wysoką kulturę i elity, o wartości. To jest prawdziwe wyzwanie. Zbudujmy kraj przyjazny ludziom,a nie hienom pazernym. Dziś kraj, w którym człowiek uczciwy, inteligentny, pracowity przegrywa z cwaniakiem to już przegrana wojna, ta najważniejsza.

kamyk
wtorek, 27 czerwca 2017, 02:15

Wojna to znaczy wojna totalna i ta będzie wojną nuklearną. Nam grożą konflikty regionalne. I te będą wybuchać co jakiś czas. Więc tytuł artykułu jest nie trafiony i mija się z celem.

Libijczyk
niedziela, 25 czerwca 2017, 19:58

"Słabe i technicznie przestarzałe wojska libijskie szybko zniszczono, ale sama wojna domowa trwa do dziś i w zasadzie w kraju sytuacja jest jeszcze gorsza, niż miało to miejsce przed rozpoczęciem konfliktu." - to jaka była sytuacja w Libii za Kadafiego "przed rozpoczęciem konfliktu". Jak twierdzi autor teraz jest jeszcze gorzej niż wtedy, czyli przed 2011 rokiem. A więc wtedy też było żle? - W kraju, który zapewniał swoim obywatelom najwyższy standard życia na kontynencie afrykańskim. Nie tylko obywatelom, bo i setkom tysięcy gastarbeiterów też. Poziom życia o którym większość Europejczyków mogła tylko pomarzyć. Należy tylko współczuć Libijczykom, którym zewnętrzne siły ( o zgrozo nie chodzi tu o Rosję ) rozwaliły kwitnący kraj. Syryjczykom zresztą też, chociaż tutaj rozwalanie jakby nie do końca się udało - o zgrozo dzięki interwencji rosyjskiej.

xin
niedziela, 25 czerwca 2017, 17:39

"Słabe i technicznie przestarzałe wojska libijskie szybko zniszczono, ale sama wojna domowa trwa do dziś i w zasadzie w kraju sytuacja jest jeszcze gorsza, niż miało to miejsce przed rozpoczęciem konfliktu." Ropa za kilkanaście centów a za pieniądze z jej eksportu: darmowa edukacja, opieka zdrowotna, dopłata połowy ceny na na zakup auta, nowożeńcy dostający 50 000 dolarów, becikowe 5 000 dolarów, największy na świecie projekt irygacyjny zasilający w wodę północ kraju z podziemnych rezerwuarów pod Saharą. No faktycznie bardzo źle mieli przed rozpoczęciem tego konfliktu. Można wręcz powiedzieć, że najgorzej na świecie..

Zaskoczony
niedziela, 25 czerwca 2017, 15:56

Nie bedzie wojny, df24 portal podzegaczy!!! Slowianie powinny zyc razem w zgodzie

Mi
sobota, 24 czerwca 2017, 22:20

"Nie ma tam wyrafinowanej taktyki użycia lotnictwa bojowego, czy broni precyzyjnej, systemów rakietowych zwiększonego zasięgu lub wykorzystania, na większą skalę, systemów uzbrojenia zaliczanego do najnowszych generacji." Pan raczy żartować? Skoordynowane ataki artyleryjskie lufowo-rakietowe naprowadzane przy użyciu dronów, ochraniane przez nowoczesne systemy obrony przeciwlotniczej to jest właśnie ewolucja na tych polach. Głupoty pan piszesz i tyle.

Hubert
sobota, 24 czerwca 2017, 20:51

Dzięki za artykuł. Co autor miał na myśli pisząc nietypowe wykorzystanie wozów bojowych na wschodzie Ukrainy?

asdd
sobota, 24 czerwca 2017, 13:27

przydługi wstęp do tematu, proszę o twarde fakty z pogranicza kontrwywiadu

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama