Reklama

USA vs. Korea Północna. Czas decyzji [ANALIZA]

9 sierpnia 2017, 17:02
Reklama

Chociaż na początku roku Stany Zjednoczone wysłały dodatkowe siły w rejon Półwyspu Koreańskiego, a media wieszczyły nieuchronność wojny z Pjongjangiem to ostatecznie kryzys ten zakończył się tak samo, jak każdy wcześniejszy – po eskalacji napięcia doszło do powrotu do stanu pierwotnego. Korea Północna nadal nic nie robi sobie z apeli oraz gróźb i niezmiennie przeprowadza testy kolejnych generacji rakiet. Innymi słowy – na Dalekim Wschodzie bez zmian. Przynajmniej na razie, bowiem zbliża się moment, w którym Korea Północna będzie w stanie zaatakować Stany Zjednoczone.

Patrząc na organizowane co jakiś czas defilady wojskowe w stolicy Korei Północnej Pjongjangu można byłoby odnieść mylne wrażenie, że armia tego państwa nie stanowi większego zagrożenia – przestarzałe czołgi, cudem latające odrzutowce. Należy jednak mieć na uwadze, że wzdłuż granicy z Koreą Południową północny sąsiad rozmieścił około sześciu tysięcy zestawów artyleryjskich, które mogą razić stołeczny Seul, w którym mieszka około 11 milionów osób. Na Koreę Południową spadłyby dziesiątki tysięcy pocisków i rakiet.

Każda z przeprowadzanych przez Amerykanów i Koreańczyków gier wojennych kończyła się ostateczną klęską Pjongjangu, ale za cenę setek tysięcy ofiar – o milionach uchodźców i miliardach dolarów strat nie wspominając. Sytuacja staje się jeszcze dramatyczniejsza, gdy weźmie się pod uwagę potencjał niekonwencjonalny Korei Południowej – broń chemiczną, biologiczną i nuklearną.

Dr Robert Czulda

4 lipca 2017 roku Korea Północna przeprowadziła pierwszy test międzykontynentalnej rakiety balistycznej, która wylądowała ostatecznie w Morzu Japońskim. Kilka tygodni później przeprowadzono podobny test. Pocisk ten już teraz może dolecieć do Alaski. W ciągu kilku kolejnych lat Korea Północna – jeśli nikt jej nie zatrzyma – będzie w stanie skutecznie razić cele na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. 

Według niektórych analiz, między innymi Union of Concerned Scientists, już obecne rakiety mogą dolecieć do zachodniego wybrzeża. To, co ulec może dalszej zmianie to napęd rakiety – obecna generacja posiada napęd na paliwo ciekłe, a ich przygotowanie do startu zająć może nawet godzinę. Ułatwia to ich wykrycie z powietrza lub z kosmosu i zniszczenie. Kolejna generacja rakiet będzie napędzana paliwem stałym, a ich wystrzelenie zajmuje kilka minut. Czasu na reakcję będzie dużo mniej.

Po drugie, na co zwracają uwagę Amerykanie, ciche przyzwolenie zgody na program jądrowy i rakietowy Pjongjangu sprawi, że technologie te z czasem zostaną sprzedane innym państwom, w tym na przykład Iranowi. Współpraca technologiczna pomiędzy Pjongjangiem a Teheranem rozwijana jest od lat.

M109 Korea
W ewentualnym konflikcie istotną rolę mogłaby odegrać artyleria. Fot. Capt. John DePinto/US Army.

Co gorsza dla zwolenników rozwiązań pokojowych, Korea Północna to nie Iran, który racjonalnie wybrał denuklearyzację w zamian za zniesienie sankcji i możliwość otwarcia. Korea Północna jakoś z sankcjami żyje i radzi sobie względnie dobrze – w 2016 roku wzrost PKB wyniósł około 4 procent. Dla Kim Dzong Una liczy się przetrwanie, a to jest – przykłady Libii Kadafiego i Iraku Husajna pokazały to dobitnie – możliwe, jeśli reżim ma polisę ubezpieczeniową w postaci własnej broni jądrowej. Sprawia ona, że posiadacz zyskuje status nietykalnego. Korea Północna to nie Iran, w którym do głosu – w wyniku wyborów – dojść mogą politycy umiarkowani.

Korea Północna nie ma wyborów, nie ma opozycji, przez co nie ma co liczyć na zmiany wewnętrzne. Kraj pozostaje w rękach jednej osoby – Kim Dzong Una. Nawet gdyby ten zechciał radykalnie zmienić politykę Korei Północnej to nie pozwoli mu na to wojsko – najwięksi beneficjenci obecnej sytuacji. W razie otwarcia kraju na świat, a także – z ich punktu widzenia nie niezwykle niekorzystnego – zjednoczenia – to oni stracą najwięcej. Gdzie bowiem zatrudnienie znajdą północnokoreańscy generałowie, gdy zabraknie armii tego kraju? Sytuację w Korei Północnej chcieliby zmienić zapewne jedynie niektórzy zwykli mieszkańcy, ale to nie oni decydują. 

Szukając opcji

Jedną z rozważanych ponoć ciągle opcji jest wojna („interwencja zbrojna”). Jej zwolennicy zwracają uwagę, że prowadzona od co najmniej dwudziestu lat dyplomatyczna polityka nieproliferacji nie przyniosła żadnych oczekiwanych rezultatów. Wręcz przeciwnie – lipcowe testy to jednoznaczny dowód na jej całkowite fiasko. Scenariusz wojny nie jest nowy – takie rozwiązanie prezydentowi George`owi W. Bushowi w 2006 roku podpowiadali między innymi Ash Carter, później sekretarz obrony w administracji prezydenta Baracka Obamy, jak i William Perry, sekretarz obrony u prezydenta Billa Clintona. 

W zależności od przyjętych założeń jej cele mogą się różnić – w skali ograniczonej może to być jedynie pokaz siły. W nieco większej skali jej celem mogłoby być zniszczenie nuklearnego potencjału kraju. Opcja interwencji na pełną skalę zakłada obalenie reżimu. Ostatni scenariusz z jednej strony byłby najlepszy, bowiem zakończyłyby problem „szaleńców” z Pjongjangu raz na zawsze, ale z drugiej najmniej pożądany, bowiem jest najtrudniejszy – pomni doświadczeń w Afganistanie, a szczególnie w Iraku, Amerykanie nie chcą „budować demokracji”, bowiem ciężar spadłby w dużym stopniu na nich.

Korea
USA jak i Korea Płd mają nowoczesne systemy rakietowe, ale Północ dysponuje bardzo dużą liczbą środków artyleryjskich zagrażających na przykład Seulowi i trudno oczekiwać, aby zostały one zneutralizowane w pierwszej fazie konfliktu. Według szacunków na stolicę Korei Płd. mogłoby spaść nawet ćwierć miliona pocisków w pierwszym dniu wojny. Fot. Photo by Sgt. Sinthia Rosario/US DoD.

Paradoksalnie do takiego scenariusza sceptycznie podchodzi Korea Południowa, która musiałaby wziąć na siebie gigantyczny ciężar polityczny, gospodarczy, a przede wszystkim humanitarny – po upadku reżimu Korei Północnej na granicy koreańskiej pojawiłyby się miliony uciekinierów, których Korea Południowa nie mogłaby do siebie wpuścić. Utrzymanie granicy i siłowe zatrzymywanie rodaków z północy byłoby niezwykle kosztowne polityczne, podczas gdy ich wpuszczenie byłoby samobójstwem prowadzącym do destabilizacji kraju.

Scenariusz wojenny i próba obalenia reżimu przyniosłyby także poważne reperkusje w relacjach amerykańsko-chińskich, a wbrew pozorom (i swym wcześniejszym zapowiedziom) Donald Trump nie jest chętny prowadzić do napięć na linii Waszyngton-Pekin. Chociaż prezydent stwierdził, że chce rozmawiać z Chinami na temat kwestii koreańskiej, ale jednocześnie jest gotowy na działania jednostronne, to Pentagon podkreśla – w tym generał John E. Hyten (dowódca US Strategic Command) podczas przesłuchania w Senacie – że kryzys ten musi być rozwiązany przy udziale Chin. Te jednak nie są zainteresowane tym, co leży w interesie Stanów Zjednoczonych. Trudno więc o porozumienie.

Jakiekolwiek przyzwolenie Pekinu wymagałoby od Amerykanów ustępstw w innych miejscach, chociażby dania wolnej ręki na Morzu Południowochińskim. To jednak wywołałoby niepokój i niezadowolenie amerykańskich sojuszników w tej części Azji. Dotyczy to także potencjalnie innej karty przetargowej – w zamian za zgodę na działanie zbrojne, Stany Zjednoczone oddałyby kuratelę nad Tajwanem Chinami. Innymi słowy, jakakolwiek operacja przeciwko Korei Północnej wymaga pod uwagę wzięcia szeregu czynników międzynarodowych i raczej ustępstw na geopolitycznej mapie świata.

Nie jest dużą przesadą stwierdzenie, że wybuch wojny w tamtym regionie mógłby mieć istotny wpływ na sytuację w Europie. Dość przypomnieć czerwiec 1950 roku, kiedy to wybuch wojny na Półwyspie Koreańskim zmusił Stany Zjednoczone do wycofania większości swych oddziałów z Europy Zachodniej, która z przerażeniem wówczas dostrzegła, że stoi naprzeciwko potędze Związku Sowieckiego. Współcześnie, gdyby do wojny doszło, Amerykanie musieliby zapewne przerzucić część sił z Europy, a przynajmniej utraciliby zdolność do wzmocnienia europejskiego teatru działań w razie konfliktu. Europa Środkowo-Wschodnia byłaby wówczas bardziej narażona na zakusy Rosji, która mogłaby próbować wykorzystać związanie Amerykanów wojną w Korei.

Dr Robert Czulda

O ile w przypadku „budowania demokracji” w Iraku w 2003 roku Stany Zjednoczone mogły liczyć na „koalicję chętnych”, podobny scenariusz w odniesieniu do Korei Północnej spotka się ze sprzeciwem amerykańskich sojuszników, w tym Korei Południowej i Japonii – nie dlatego, że nie postrzegają Korei Północnej jako zagrożenia, ale dlatego, że wolą one – i trudno odmówić im logiki – zagrożenie znane niż nieznane, a więc niemożliwy do przewidzenia chaos po upadku dynastii Kimów. Po drugie, w razie amerykańskiego ataku konsekwencje bezpośrednie konsekwencje wojny poniosą nie Amerykanie, lecz obywatele Japonii i Korei Południowej. 

Amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa przedstawiła prezydentowi Trumpowi do rozważenia inne scenariusze. Jeden z nich zakłada rozmieszczenie na terytorium Korei Południowej broni jądrowej, którą wycofano z półwyspu 25 lat temu. Nie wyjaśniono, czy mowa o broni strategicznej, czy taktycznej. W przypadku tej pierwszej prócz gigantycznych kosztów politycznych, związanych z jej ewentualnym użyciem, pozostaje kwestia kiedy jej użyć? Jeśli w odpowiedzi na atak jądrowy Korei Północnej to scenariusz taki jest bardzo negatywny – oznacza bowiem, że wcześniej Pjongjang nuklearnie zniszczył Koreę Południową lub Japonię. W przypadku taktycznej broni jądrowej pojawia się chociażby przedstawiony poniżej problem z identyfikacją celów. 

Drugi scenariusz Narodowej Rady Bezpieczeństwa zakłada zamordowanie zarówno Kim Dzong Una jak i czołowych decydentów Korei Północnej. Nawet gdyby się to udało to kto przejmie władzę w kraju? Czy wówczas do Korei Północnej wejść mają wojska południowego sąsiada? Czy Korea Północna nie rozpocznie wówczas wojny i w chaosie decyzyjnym nie wystrzeli wszystkiego, co ma? A co jeśli reżim się wówczas załamie i kraj pogrąży się w największym na świecie kryzysie humanitarnym, w którym jedni Koreańczycy z północy będą umierać z głodu, a inni desperacko szturmować granicę? Scenariusz ten ma więcej pytań niż odpowiedzi. Nic dziwnego, że sekretarz stanu Rex Tillerson otwarcie opowiedział się przeciwko niemu. 

Na wszelki wypadek – szykowanie do wojny

Na przesłuchaniu generał Mark A. Milley (szef sztabu US Army) stwierdził, że wojsko uznaje, iż oficjalną polityką rządu Stanów Zjednoczonych jest uniemożliwienie Korei Północnej wejścia w posiadanie rakiet balistycznych o zasięgu międzykontynentalnym z głowicami nuklearnymi. Republikański senator Lindsey Graham powiedział niedawno, że prezydent Donald Trump stwierdził w rozmowie z nim, że Stany Zjednoczone zdecydują się na wojnę, jeśli Korea Północna będzie kontynuować swój program międzykontynentalnych rakiet balistycznych.

Z perspektywy amerykańskiej trudno nie zauważyć pewnej logiki – lepiej przeprowadzić atak teraz, gdy Korea Północna nie jest jeszcze w stanie poważnie zagrozić terytorium Stanów Zjednoczonych, niż za kilka lat, gdy Pjongjang taką zdolność zapewne posiądzie. Sekretarz obrony Jim Mattis stwierdził jednak, że taka wojna byłaby katastrofą.

THAAD
Fot. Missile Defence Agency

Jak zawsze problem tkwi w szczegółach. Podkreśla się, że Korea Północna jest zagadką – rozpoznanie satelitarne nie daje pełnych odpowiedzi na temat lokalizacji wszystkich stanowisk rakietowych i artyleryjskich, a wywiad osobowy – zarówno amerykański jak i południowokoreański – w Korei Północnej praktycznie nie istnieje. Część wyrzutni jest znana, ale co z tego, skoro znajdują się głęboko pod ziemią. W razie wybuchu wojny nie udałoby się sprawnie i szybko zniszczyć wszystkich niebezpiecznych wyrzutni, które w krótkim czasie mogłyby odpalić na wojska amerykańskie, Seul i Tokio, rakiety z głowicami chemicznymi lub biologicznymi. Jak uważa admirał James Stavridis (były dowódca sił Stanów Zjednoczonych w Europie oraz sił NATO), operacja powietrzna wymagałaby wykorzystania nawet czterech lotniskowych grup bojowych, a więc wszystkich, które obecnie operują poza granicami Stanów Zjednoczonych.

Przygotowania do ewentualnej wojny już jednak trwają. Prócz rozmieszczenia dodatkowych sił wojskowych mowa o wysłaniu do Korei Południowej kolejnych baterii systemu THAAD. To jednak w dużym stopniu półśrodki, bo przy tak dużej liczbie rakiet północnokoreańskich, a także tysięcy pocisków artyleryjskich, żaden parasol nie będzie skuteczny. Dotyczy to także wzmacnianej obrony przeciwrakietowej Korei Południowej, która na modernizację swych sił zbrojnych – w tym na nowe baterie PAC-3 oraz modernizację systemu -SAM (CHEOLMAE-2/CHEONGUNG) – planuje wydać w latach 2018 – 2022 około 210 miliardów dolarów.

Jednym z elementów modernizacji jest rozwijanie zdolności ofensywnych. Korea Południowa pozyskuje nowe rakiety ziemia-ziemia, rakiety manewrujące i naprowadzane laserowo bomby. Na liście znajdują się rakiety TAURUS KEPD-350K oraz ich rodzima wersja. Na mocy porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi maksymalna masa głowic bojowych rakiet Korei Południowych być może zostanie zwiększona powyżej obecnego limitu 500 kg. Rośnie także zasięg rakiet – w 2017 roku zaprezentowano Hyunmoo-2C o zasięgu 800 km.

Ma to być kluczowy element ofensywnych zdolności Korei Południowej, które w razie wojny mają zostać wykorzystane do zabicia Kim Dzong Una oraz zniszczenia systemu dowodzenia Korei Północnej. Trwają także prace nad wersją odpalaną z okrętów podwodnych. Prócz tego Korea Południowa od ubiegłego roku rozwija specjalną jednostkę wojskową Spartan 3000 do działania za liniami nieprzyjaciela.

Wygra zdrowy rozsądek?

 Słusznie zauważa się, że wojna byłaby końcem Korei Północnej, ale na wojnie celem jest nie tyle zniszczenie wroga co sprawienie, aby własna sytuacja końcowa była lepsza od tej wyjściowej. Stany Zjednoczone mają tego świadomość – dlatego też do scenariusza wojennego podchodzą bardzo sceptycznie, choć jednocześnie równie negatywnie podchodzą do rozwoju wydarzeń w wyniku jego odrzucenia – wejścia przez Koreę Północną w posiadanie rakiet balistycznych o zasięgu międzykontynentalnym z głowicami jądrowymi.

Świadomość, że wojna będzie końcem Korei Północnej zapewne panuje także w Pjongjangu, choć z drugiej strony czy możemy być tego pewni? Na czele państwa stoi osoba, która całe życie słyszy od wszystkich – w tym od generałów – że jest wybitną jednostką, która się nigdy nie myli. Czy w takim środowisku możliwe jest zachowanie rozsądku i trzeźwego osądu rzeczywistości?

Co zrozumiałe, wojna byłaby fatalnym scenariusze dla wszystkich, nie tylko dla Korei Północnej i Korei Południowej, ale bez przesady można stwierdzić, że dla większości świata. Nietrudno sobie wyobrazić atak rakietowy na Seul i Tokio, co wywołałoby kryzys gospodarczy w skali globalnej. Skoro więc wojna nie opłaca się nikomu to rozsądne wydaje się założenie, że do niej nie dojdzie. Życie pokazuje jednak, że racjonalność nie zawsze jest czynnikiem dominującym, a wojny czasem rozpoczynają się i są następnie prowadzone z pominięciem logiki.  

KomentarzeLiczba komentarzy: 10
Reklama
Anuluj
siekierka
sobota, 9 grudnia 2017, 13:29

Zawsze jest tak, ze lewacy są zagrożeniem a najgorszymi zbrodniarzami w historii byli lewacy:Lenin, Stalin, Hitler, Mao, "dynastia Kimów, ze o drobnicy w rodzaju Guevary wspomnę tylko półgębkiem. Zawsze też ustępstwa wobec lewaków doprowadzały do nieszczęść. Dziś mamy taką sytuację nas Półwyspie Koreańskim, jaką przewidział Mc Arthur. Wtedy jeszcze można było wygrać, bo Chiny były słabe. Dziś będzie duzo trudniej i bardziej niebezpiecznie. A wszystko przez lewaczących półgłówków i słabość, bądź prolewicowość elit zachodu. Przypominam, że Piłsudski proponował "zachodowi" uderzenie prewencyjne na Niemcy, gdy tylko zaczęły one odbudowywać swój potencjał militarny po dojściu A. Hitlera do władzy. Przypominam też, ze ten idiota i lewak Chamberlain po rozmowach z Hitlerem wrócił do Anglii ze słowami :"przywożę wam pokój". Zawsze lewacy spieprzą wszystko, a potem jest "krew pot i łzy". I morze krzywd, nędzy, cierpienia. A potem naprawa wszystkiego jak już nastanie pokój. Aż do następnego razu, spowodowanego kolejnym skretynieniem i zaczadzenia lewacką zarazą. Teraz też lewacy pomstują na Trumpa, jedynego polityka zdolnego i zdecydowanego powstrzymać tę gengrenę. Wbrew Putinowi i Chinom. Nota bene zarówno Chiny jak i Rosja wystawiają sobie niezłeświadectwo popierając Kima.

Czesc
sobota, 23 września 2017, 10:14

To wszystko jest bardziej skomplikowane. Atak na ten kraj jest bez sensu . Ludzie tam gloduja , nie maja prądu i internetu. Nie znam zamiarow ich wodza . Ale oglądamy tylko jakies filmiki ... Oni grożą wiecznie usa . No ok . Pewnie chodzi o sankcje itd. Dzis wszelkie spory sa wlasciwie ekonomiczne . Ludzie tam głodują , a karmi ich propaganda. Tam nie ma rządu , tam jest Kim. Nawet jesli ktos go bedzie atakowal to po nim bedzie kolejny KIM. A wszyscy wychowani sa w ten sam sposob. Więc czego sie spodziewacie? To jest sytuacja bez wyjscia. A Trump jest w okropnej sytuacji. Bo gdyby ich zaatakowal to rozwali seul... Bo seul jest 30km dalej. Jesli nie uzyje duzego kalibru to oni uzyja broni chemicznej i biologicznej. Gdyby Trump byl prezydentem 8 lat temu to bylo by juz po wszystkim . Teraz ? Ma 3 opcje 1. Rozwalic 2. Zostawic 3. Czekac az dojdzie tam do buntu lub zamachu. Ad 1 . rozwalanie odbije sie na calym regionie , zginie wielu ludzi , tak nie mozna , nie tym razem. Ad 2. Jak ich zostawi to za 10 lat beda zdolni do atakow nie tylko atomem ale i bronia chemiczna czy biologiczną. Bo wiadomo ze nad tym pracują. Maja jeden z najwiekszych aresenałow tskiej broni. Ad 3 jesli dojdzie tam do zamachu to nikt nie przewidzi intencji następnego wodza.

raz2
niedziela, 13 sierpnia 2017, 16:17

Może dawno już zapomniana metoda czyli międzynarodowy "przymusowy" rozbiór i rozbrojenie Korei Pn ?_________kuratela Rosji ,Chin,USA oraz azjatyckich członków ONZ . Status państwa Korei PN. utrzymywany na zasadzie dominium ONZ na okres min.25 lat !!!

mario
niedziela, 13 sierpnia 2017, 15:51

Myślę, ze Korea Pn. jest swego rodzaju narzędziem w polityce z USA. Bez Chin a także Rosji - KRLD nigdy by nie była w stanie rozwinąć takiego potencjału militarnego a szczególnie rakietowego. To oczywiste. Chiny mogły by temat załatwić szybko ale nie chcą. To one stanowią główną bazę - szeroko rozumianą dla Korei Pn. Przecięcie tej pępowiny mogło by być skuteczne .... ale na razie Chinom na tym nie zależy.

franek
niedziela, 13 sierpnia 2017, 01:19

ludzie ale wy głupoty piszecie, USA w jeden dzień pokona Koreę??? hahaha po 1 Korea się szykuje i zbroi do tej wojny od wielu lat, po 2 jakoś USA do tej pory nie pokonała talibów isis itd sto razy słabszych od korei, po 3 potęga USA już walczyła i z Koreą i Wietnamem i jakoś ich nie pokonały ani w jeden dzień ani w ogóle, a wtedy na boso sie koreańczycy bronili, po 4 tora bora to pikuś w porównaniu z Koreą, tysiące schronów itp, do tej wojny potrzeba miliona wojska atakującego by te tunele i góry zdobyć, gdyby tak łatwo było już dawno by ich zaatakowali, a nie jedno mocarstwo połamało zęby na terenie wroga, po 5 Koreańczycy są fanatycznie wychowani że mają razem umierać z Kimem i te kilka milionow żołnierzy to są kamikadze zdolni do wszystkiego, po 6 jeżeli Kim był w stanie zabić przyrodniego brata przy pomocy opłaconych agentek w innym kraju, tzn że ma możliwości ataków gdzie chce przy użyciu kamikadze np z bronią biologiczną, po 7 komandosi Koreańscy są szkoleni do takich akcji sabotażowych na tyłach wroga, a po 8 najcenniejsze ośrodki militarne mają przy granicy Chin i Rosji gdzie de facto są chronieni parasolem przeciwlotniczym np S-400 tych państw które wychwytują pociski 200 kilometrów od swych granic więc chcąc nie chcąc chronią kawałek Korei ztymi cennymi miejscami,więc ta wojna będzie niszczycielska dla każdego

regees
sobota, 12 sierpnia 2017, 12:43

Jedyny rozsądny atak, to atak niespodziewany, szybki i skoordynowany z całą mocą. W celu zniszczenia jak najwięcej w jednej chwili i wejścia armii. Ale skoro Korea Południowa zamierza wydać tyle miliardów tzn. że jeszcze nie są gotowi na taki atak i obronę. Pewnie jeszcze to potrwa parę lat.. Może też to trochę fikcja, ale dobrze by było przenieść stolicę dalej. Jedno jest pewne to Donald Trump będzie tym prezydentem, za którego będzie się działo..

regees
sobota, 12 sierpnia 2017, 12:22

Dziwię się, że nie przeniesiono stolicy gdzieś dalej od granicy? To powinno być dawno zrobione, a od granicy na kilkadziesiąt km nie powinno nic być

WSK-PZL SA
sobota, 12 sierpnia 2017, 12:22

To jest chyba sprawa wielce prestiżowa. Nie znam języka koreańskiego, ale podobno sama nazwa "Seul" oznacza ni mniej ni więcej, tylko "Stolicę". W czasie Wojny Koreańskiej w 1950 r., po zajęciu Seulu przez Koreańską Armię Ludową - władze komunistyczne natychmiast się tam przeniosły. Potem, w czasie kontrofensywy MacArthura, zwiewały. W konstytucji Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej przez prawie 20 lat po zakończeniu wojny było napisane, że stolicą KRLD (="jedynego prawowitego państwa koreańskiego") jest Seul, zaś Pjongjang pozostaje jedynie tymczasową siedzibą władz, do czasu upadku "marionetkowej kliki na Południu". Dopiero w latach 70. zapis ten zmieniono i Pjongjang wpisano jako stolicę na stałe. PS A dlaczego w czasie zimnej wojny alianci zachodni tak zaciekle, z takim nakładem sił bronili Berlina Zachodniego? Choć w przypadku wojny pełnoskalowej ta enklawa, całkowicie otoczona terytorium NRD, byłas nie do obrony?

Tom
piątek, 11 sierpnia 2017, 21:52

Lubie jak ludzie mowia o pelnej interwencji w NK. Ach widze ze Chiny po prostu pozwola US (i SK) tam wejsc. I SK nie bedzie zwazac ze bedzie z ziemia zrownana. 2 wojna w Koreji zakonczy sie tak samo jak 1 - granica przesunie sie 1km i 2m ludzi pojdzie do nieba a SK juz nie bedzie podskakiwac ze wyglada lepiej od NK bo bedzie wygladala tak samo.

Logik007
piątek, 11 sierpnia 2017, 21:52

A co niby Chiny miałyby zrobić? Najwyżej wyślą "wyrazy oburzenia". Przecież oni w całej swojej historii żadnej poważniejszej wojny nie prowadzili poza swoimi granicami a pozatym nawet jakby chcieli to nie bardzo mają czym walczyć. O tym, ze by nie chcieli to już inna sprawa bo wolą sprzedawać swoją tandetę do USA niż z kimkolwiek wojować. To jakby pisać, że Mołdawia zaatakuje Rosję w odwecie za atak na Gruzję :).

fefe
piątek, 11 sierpnia 2017, 12:02

Jeden telefon Xio Pinga czy jak mu tam do kima , i Kimowi puszczą zwieracze. Tylko Chiny coś mogą zdziałać

TRUTEŃ
piątek, 11 sierpnia 2017, 11:59

apropo Korei Północnej.....by zniszczyć ul należy zlikwidować "królową".i jej system kierowania/dowodzenia.. z infrastrukturą krytyczną i wojenną .....precyzyjny chirurgiczny zmasowany atak z zaskoczenia poprzedzający wykorzystanie zwiadu w różnych formach ...

topaz
piątek, 11 sierpnia 2017, 11:59

fajnie się gada sprzed ekranu komputerowej gierki, problem w tym że w tym kimowym skansenie możliwości wywiadu USA są zbliżone do 0....

nikt ważny
piątek, 11 sierpnia 2017, 11:59

Ludzie to nie pszczoły. W obliczu zagrożenia wcześniej czy później znajdują nową "królową", ba znajdują "nową królową" kiedy stara przestaje "królować" a zaczyna bajdurzyć.

calvus2
piątek, 11 sierpnia 2017, 10:26

Przewiduje interwencje Chin i obalenie Kima. Ustanowienie prochinskiej marionetki jest na reke wszystkim.

PD
piątek, 11 sierpnia 2017, 10:26

Przy tak dużym sąsiedzie jak chiny wątpię, żeby korea północna dzialała na własną rekę i samodzielnie. Obecna sytuacja nie jest na rękę tylko stronnikom USA, a jest na rękę chinom. Stany muszą się prosić chin o pomoc w rozwiązaniu sytuacji, bo interwencja militarna tak blisko terytorium chin miała by fatalne skutki dyplomatyczne (co najmniej)

Xenon
piątek, 11 sierpnia 2017, 10:26

Mylisz się - nie jest na rękę Chinom. Obecna sytuacja daje im znacznie więcej, niż marionetka.

KrisNY
piątek, 11 sierpnia 2017, 05:21

cztery okrety typu ohio kazdy z 24 rakietami trident

łowca_gimbazy
piątek, 11 sierpnia 2017, 05:21

i 20 milionów trupów strategu z play station....

pato
piątek, 11 sierpnia 2017, 00:27

Uważam, że Polska jako sojusznik USA powinna jak najszybciej zadeklarować wojskową pomoc w przypadku ewentualnego konfliktu z Koreą Płn.

pragmatyk
piątek, 11 sierpnia 2017, 00:27

Mogli byśmy wysłać tam 2-4 F-16 ale w zamian za jakieś gwarancje rekompensaty w razie ostrzelania/zestrzelenia

PiotrEl
piątek, 11 sierpnia 2017, 00:27

Zgłoś się na ochotnika... Swoją drogą wojsko K.P. to pod względem liczbności 4 siły zbrojne świata (większe niż Rosji) najliczebniejsze siły specjalne itd.... będziesz miał się na kim wykazać...

fdf
czwartek, 10 sierpnia 2017, 21:33

Obiecac Kimowi co obiecano Castro. Ze będzie sobie rządził ile chce ale bez rakiet i atomu.

d/.
czwartek, 10 sierpnia 2017, 21:33

Za pozwoleniem zdrowego rozsądku - w przypadku Kuby wszystko prawie o tych rakietach było wiadomym i można to było oglądać, kontrolować. KRLD oczywiście, że nie zaprzestanie ich produkcji, ale i dojdzie do 500-1000 głowic, jednocześnie oferując je w świat, także innym zaprzysięgłym wrogom Zachodu. Wwożąc po cichu do USA i Japonii w handlowych kontenerach, według oznaczeń należących do państw trzecich, o nic nie podejrzewanych itd Dla mnie jest to niemal pewne. Opowiem Wam bajkę - Algiera zamawia w Hiszpanii trzy konenery kafelków, dobrze płaci małej firmie transportowej za ten nośnik (wynajmuje go)... - i już kontenera o takich numerach nikt nie szuka. Zresztą... z czasów gdy pracowałem na kontenerowcu, pamiętam mówiono iż duża ilość, także polskich kontenerów, zaginiona, zawłaszczona, hasa sobie gdzieś po affrykańskich drogach czy składowiskach... bo polski armator zawczasu tego nie dopilnował. Tak było kiedyś, ale teraz zapewne też bywa.

Takeha
czwartek, 10 sierpnia 2017, 16:34

Nikt się (na razie) do wojny nie szykuje (może KRLD..). Poza przerzuceniem THAADów próżno by szukać jakiś większych przemieszczeń sił USA. Dodatkowe lotniskowce nie płyną, nie przerzuca się dodatkowych jednostek z USA do Korei. Jeśliby wojna wybuchła to na skutek bezpośredniego ataku KRLD na USA lub sojusznika. Tu zresztą trafna uwaga autora że nikt nie ma bladego pojęcia jaki miałby byc cel owej wojny, bo nikt nie chce aby KRLD zniknęło. Podejrzewam że kolejną reakcją i podbiciem stawki będzie zestrzelenie północnokoreańskiej rakiety i czekania na reakcje Kima.

DSA
czwartek, 10 sierpnia 2017, 16:34

choćby przebazowanie B1-B na Guam. To one mają przeprowadzić ewentualny atak za pomocą kilkudziesięciu JASSM. Nie wiadomo ile okrętów podwodnych zostało skierowanych w ten rejon aby w razie potrzeby wesprzeć atak za pomocą Tomahawków. Lotniskowce raczej zostaną usunięte w bezpieczne miejsce z uwagi na zagrożenie ze strony koreańskich okrętów podwodnych (USS R.Regan stoi w Yokohamie, innego lotniskowca w rejonie nie ma).

SZARIK
czwartek, 10 sierpnia 2017, 15:28

Mieszkańcy Seulu są zakładnikami Kim Dzon Una . Gdyby USA podjęły jakąkolwiek akcję wojskową przeciwko reaktorom atomowym czy wyrzutniom rakiet w Korei Północnej to artyleria ukryta w górach przy granicy między państwami koreańskimi ostrzelałaby Seul zabijając setki tysięcy jego mieszkańców. Jedynym rozwiązaniem tej sytuacji jest ewakuacja mieszkańców Seulu wgłąb kraju i skuteczna, militarna rozprawa z reżimem Kim Dzon Una. Każde inne rozwiązanie jest złe i odwleka w czasie to co należy zrobić jak najszybciej , zanim obłąkany dyktator z północy nie zbuduje lepszych rakiet.

WSK-PZL SA
czwartek, 10 sierpnia 2017, 15:28

Ja myślę, że armia Republiki Korei oraz wywiad zajmują się tym problemem od wielu lat. Myślę, że zgromadzone na północ od DMZ środki ogniowe są od niemal zawsze na celownikach Południa. Myślę, że bardzo wiele baterii armat i rakiet na północ od DMZ - z chwilą otwarcia ognia wyda na siebie wyrok śmierci. Myślę, że część seulczyków schroni się bezpiecznie pod ziemią (kto podróżował seulskim metrem i widział wszechobecne szklane budki ze środkami ochronnymi - wie o co chodzi), część zaś uda się szybko i sprawnie wywieść poza zasięg armat Północy. Oczywiście, jakieś straty w Seulu będą. Całkiem ich uniknąć po prostu się nie da. Oczywiście, żadne drony czy pociski sterowane satelitarnie nie rozprawią się absolutnie ze wszystkim co strzela. Dowodzi tego choćby historia polowań na ruchome wyrzutnie pocisków SCUD podczas pierwszej Wojny w Zatoce (1991): alianci poświęcili wielkie wysiłki ich niszczeniu i faktycznie, każdego dnia niszczyli wiele. Ale zawsze jakaś wyrzutnia ocalała i zdołała wystrzelić coś w kierunku Arabii Saudyjskiej.

Gość
czwartek, 10 sierpnia 2017, 15:25

Wojny nie będzie... Będzie zjednoczenie półwyspu Koreańskiego :)

asd
czwartek, 10 sierpnia 2017, 15:25

życzę im tego. Tylko spójrz na to z geopolityki: - Komu na tym zależy? Korei Południowej no i USA. Rosji, Chinom na nie, zapewne. Japonia być może neutralna do tego. Połączenie tych dwóch państw oznacza powstanie silnego, regionalnego mocarstwa. Ponad 80 mln. mieszkańców, technologia Korei Pd., pracowitość. To nie podoba się wielu współczesnym decydentom. Korea Pd. poza tym bardzo wspiera politykę prorodzinną, co daje efekty.

wiesiek
czwartek, 10 sierpnia 2017, 12:42

Amerykanie nie tolerują krajów, które mogłyby się ODGRYŹĆ w przypadku ataku na nie. Innym, nawet sojuszniczym, nakładają kaganiec na parametry systemów przenoszenia, bądź wręcz zakazują posiadania tychże. Nie sądzę, by Korea czy Iran, pierwsze zaatakowały bronią atomową jakikolwiek kraj. Ale, eskalowanie napięcia przez zachodnie media, to marketingowy zabieg wspaniale działający na kontrakty zbrojeniowe. W tym kontekście, kreowanie kolejnych wrogów, ma głęboki sens.

baz
czwartek, 10 sierpnia 2017, 12:20

Ameryka nie ma w tej chwili przeciwnika . Korea to mikrus który ciągnie za noge i szczeka.Jeśli mają może z 5 rakiet z ładunkami które wystrzelą -to Jankesi strącą je zaraz po starcie , a póżniej nastąpi uderzenie na punkty dowodzenia i stacje radarowe.I po 24 godz. będzie koniec wojny. Tyle w temacie

asd
czwartek, 10 sierpnia 2017, 12:20

a Seul? Co z milionami mieszkańców tej metropolii? W ciągu kilku godzin na to miasto może spaść kilka mln. pocisków.

ech
czwartek, 10 sierpnia 2017, 11:16

Jak jest w Korei Płn? Jest film na jutubie "Dzieci złego państwa". Jest polski lektor.

NoWars
czwartek, 10 sierpnia 2017, 11:16

Jest tez film na jutubie "The Happiest People on Earth", komu mamy wiezyc ? Zachod nigdy nie wybaczyl Korea Pln jej zaangazowanie w wojnach antykolonialnych w Afryce ( razem z Kuba). Wielu ludzi zapomina historie Korei i role Kim dynasti po wyzwoleniu. Chodzi mi oto ze na ziemi sa kraje, gdzie demokracjia wcale nie musi byc najlepszym rozwiazaniem, spojzmy na Chiny, komunizm mial pozytywny wplyw dla ludnosci. to samo Korea Pln z Kim. Zostawmy ten kraj w spokoju i zamiast opresji zagwarantujmy im egzystencjie i zacznijmy rozmawiac z nimi, i handlowac, jest bogata w surowce. W przeciwnym razie katastrofa ludzka bylaby nieunikniona.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama