Reklama

Rosyjska agresja wobec Ukrainy w 2017 roku [PROGNOZA]

2 stycznia 2017, 13:26

Zdecydowana większość ukraińskich ekspertów nie przewiduje rozpoczęcia otwartego konfliktu z Rosją w 2017 roku, co jednak nie znaczy, iż w ich ocenie Moskwa tego nie planuje. Chodzi po prostu o inne priorytety Kremla: wybory prezydenckie we Francji czy wybory parlamentarne w Niemczech są strategicznie ważniejsze, niż wojna konwencjonalna, która z pewnością byłaby bardziej kosztowna i mogłaby na nowo zjednoczyć państwa zachodnie - pisze Dr Adam Lelonek.

Znamy już dwie bardzo ważne analizy na rok 2017. Bloomberg prognozuje porozumienie europejskich elit z Moskwą i nowe porozumienie o podziale stref wpływów w Eurazji, czyli Jałtę 2.0. Agencja Stratfor z kolei mówi o wielkiej szansie dla Władimira Putina na rozegranie chaosu w obszarze euroatlantyckim, ale i przewiduje wzrost militaryzacji i działań ofensywnych Rosji w skali globalnej. Mimo szumnych deklaracji sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksandra Turczynowa, który oświadczył, że w 2016 r. Ukraina nie straciła nawet metra swojego terytorium i obiecuje, że następny rok na obszarze prowadzonej operacji antyterrorystycznej (ATO) będzie przełomowy, analityczne spojrzenie z Kijowa jest równie pesymistyczne.

Zdecydowana większość ukraińskich ekspertów nie przewiduje rozpoczęcia otwartego konfliktu z Rosją w 2017 roku, co jednak nie znaczy, iż w ich ocenie Rosja tego nie planuje. Chodzi po prostu o inne priorytety Kremla: wybory prezydenckie we Francji czy wybory parlamentarne w Niemczech są strategicznie ważniejsze, niż wojna konwencjonalna, która z pewnością byłaby bardziej kosztowna i mogłaby na nowo zjednoczyć państwa zachodnie. Warto jednak podkreślić, że wszyscy prognozują jednak zmienną dynamikę ograniczonych działań zbrojnych, głównie z wykorzystaniem tzw. „milicji” tzw. „republik ludowych” (a nie regularnych oddziałów rosyjskiej armii), ponieważ jest to skuteczne narzędzie dla destabilizowania sytuacji w Kijowie i potężna karta w negocjacjach z Zachodem. Na prawosławne Boże Narodzenie (tj. 7 styczeń) oczekiwane jest zwiększenie aktywności tzw. „separatystów”.

Znacznie tańszym i bezpieczniejszym rozwiązaniem dla Moskwy na rok 2017 jest dalsza destabilizacja społeczno-polityczna Ukrainy, zwłaszcza, jak dodają ukraińscy eksperci, przez agentów wpływu. Na liście tych ostatnich wymieniane są takie nazwiska jak: Rinat Achmetow, Wiktor Medwedczuk, Julia Tymoszenko, Nadija Sawczenko, Dmytro Jarosz, ale i szereg mniej znanych polityków, dziennikarzy czy organizacji pozarządowych finansowanych wprost lub nie wprost przez prorosyjskie grupy interesów, a zwłaszcza prorosyjkich oligarchów, do dzisiaj reprezentujących, chroniących i realizujących interesy Kremla na Ukrainie. Warto dodać, iż Ukrainian Institute for the Future za najbardziej prawdopodobny uznaje scenariusz, w którym następuje: zbliżenie Putina i Trumpa, rozpoczęcie trudnego dialogu o nowym podziale stref wpływów, jednocześnie zwiększenie presji na Ukrainę jeżeli chodzi o realizację porozumień mińskich, zmniejszenie wsparcia finansowego dla Kijowa ze strony Stanów Zjednoczonych, częściowe skasowanie sankcji wobec Federacji Rosyjskiej za konflikt na Donbasie, a ostatecznie i praktyczne uznanie aneksji Krymu. 

Działania Rosji przeciwko Ukrainie na poziomie międzynarodowym: 

- destabilizacja sytuacji wewnętrznej i polityki zagranicznej Litwy, Łotwy, Estonii, Polski, Białorusi, Słowacji, Mołdowy, Czech i Niemiec, głównie na odcinku ukraińskim, aby zakłócić proces wsparcia gospodarczego i politycznego dla Kijowa; szczególnie będą tu istotne kwestie historyczne, ale i sfera ambicjonalna danej nacji (obrażanie, prowokowanie, krytykowanie, wzmacnianie konfliktów pomiędzy różnymi siłami politycznymi, grupami etnicznymi czy społecznymi na tle wydarzeń bieżących i historycznych w państwach sąsiadujących z Ukrainą; ostatnio nawet strona rosyjska posunęła się do stwierdzenia, że język białoruski został wymyślony przez rosyjskie służby i jako państwo nigdy nie była ona i nie będzie samodzielna, podobnie jak Ukraina),

- ataki ekonomiczne, kampanie informacyjne i destabilizacja gospodarcza na odcinku wschodnim i zachodnim: na tym pierwszym chodzi o zakłócenie funkcjonowania tradycyjnych szlaków handlowych Ukrainy z państwami Wspólnoty Niepodległych Państw, a na drugim o blokowanie korzystnych decyzji czy dalszego postępu formalnej współpracy na poziomie UE, ale i poszczególnych państw, w tym poprzez wzmacnianie sił skrajnie prawicowych czy skrajnie lewicowych przeciwnych rozszerzeniu czy ogólnie istnieniu Unii Europejskiej w obecnym lub jakimkolwiek innym kształcie,

- ataki, dyskredytacja, uniemożliwianie wykorzystania obowiązków służbowych, kampanie informacyjne, protesty przeciwko pracy zagranicznych ekspertów na Ukrainie (szczególnie narażeni będą tutaj zawsze polscy eksperci),

- kontynuacja wojny informacyjnej i wojny psychologicznej przeciwko Ukrainie w państwach zachodnich z wykorzystaniem kremlowskich mediów propagandowych (zwłaszcza RT i Sputnik), ale i prorosyjskich polityków, celebrytów, autorytetów moralnych, dziennikarzy, ekspertów oraz ze wsparciem różnego rodzaju antyeuropejskich/prorosyjskich struktur organizacyjnych i politycznych dla budowania negatywnego wizerunku Ukrainy na świecie oraz do wzrostu międzynarodowej presji na Kijów, która zostanie wykorzystana przez prorosyjskie siły na Ukrainie do dalszej destabilizacji kraju,

- wykorzystanie kwestii mniejszości ukraińskiej za granicą a) na odcinku politycznym – różnego rodzaju ataki na diasporę ukraińską i jej struktury lub organizacje, b) ekonomicznym – wykorzystanie retoryki antyimigranckiej/ksenofobicznej,

- wykorzystanie sprzężeń zwrotnych i efektu kuli śniegowej w rosyjskich akcjach propagandowych – wzmacnianie przekazu o negatywnym podejściu do Kijowa czy braku woli politycznej w Europie do zbliżenia z Ukrainą (casus Holandii), sprzyjają wzmacnianiu prorosyjskich treści propagandowych na Ukrainie, ale i globalnie; uderzają one w prozachodnie aspiracje większości ukraińskiego społeczeństwa, ale i wzmacniają i legitymizują inne siły antyukraińskie w Europie,

- dalsze intensywne wspieranie finansowe i eksperckie przez Rosjan instytucji, organizacji i mediów ukraińskich, zajmujących się tematyką Międzymorza – zadaniem Kremla na tym odcinku jest popularyzacja przekonania, że Intermarum jest alternatywą dla integracji z NATO i Unią Europejską (w ten sposób wprowadzana jest na nowo narracja o tzw. „trzeciej drodze” dla Ukrainy – poza UE i poza sojuszem z Rosją). 

Poroszenko Szczyt
Fot. R. Surdacki / Defence24.pl

Działania Rosji przeciwko Ukrainie na poziomie wewnątrz-ukraińskim: 

- akcentowanie kryzysu politycznego, braku zaufania ukraińskiego społeczeństwa do władzy, problemów gospodarczych i finansowych, klęsk oraz powolnego tempa lub nieskuteczności reform przez wszystkie dostępne kanały dla rosyjskiej propagandy,

- eskalacja, nagłaśnianie i inspirowanie skandali politycznych, zwłaszcza powiązanych z obszarem działań antykorupcyjnych i bolesnych dla wielu grup społecznych reform politycznych, co ma służyć rozbudzaniu negatywnych emocji wobec władzy, konfliktów politycznych, a docelowo hamowania procesu reform, dyskredytacji ekspertów, polityków, dziennikarzy, działaczy społecznych lub NGO-sów i podważaniu wizerunku Ukrainy i jej kierownictwa,

- wykorzystanie kwestii dywersyfikacji energetycznej i reform całego sektora do budowania napięcia i sprzeciwu wobec rządu i reform jako takich (wzrost opłat za energię elektryczną i gaz w ramach dostosowywania się do zaleceń instytucji międzynarodowych), na czym bazować będą populiści oraz siły jawnie prorosyjskie, przede wszystkim główny spadkobierca Partii Regionów czyli Blok Opozycyjny,

- ataki finansowe, spekulacyjne (w tym na ukraińską walutę) – w koordynacji lub rękami ukraińskich oligarchów, a także prowokacje polityczno-gospodarcze (np. oskarżenia o nielegalne przywłaszczenie sobie rosyjskiego gazu, niespłacanie odsetek dla rosyjskich firm, szpiegostwo lub działalność dywersyjną),

- destabilizacja sytuacji zwłaszcza w granicznych obwodach (lwowski, zakarpacki, ale i odeski) – przede wszystkim przez budowę struktur lokalnych (partii, stowarzyszeń, organizacji, wspólnot) oficjalnie pod hasłami demokratyzacji i wzmacniania lokalnej samorządności, a w rzeczywistości jako przykrywka dla dążeń decentralizacyjnych, federalizacyjnych czy autonomicznych, aby wywierać wpływ na Kijów, utrudniać proces reform, ale i jako narzędzie do bezpośrednich ataków i operacji informacyjnych (m.in. do wzmacniania przekazu o Ukrainie, jako kraju rozdartym wewnętrznymi konfliktami, zdestabilizowanym, ale także do instrumentalnego rozgrywania kwestii mniejszości etnicznych: polskiej, węgierskiej, rumuńskiej czy rosyjskiej),

- inspirowanie, eskalacja i wzmacnianie podziałów na tle religijnym i wyznaniowym, zwłaszcza pomiędzy Cerkwią Patriarchatu Moskiewskiego a Ukraińskim Kościołem Prawosławnym Patriarchatu Kijowskiego, czy pomiędzy prawosławnymi a grekokatolikami, co w efekcie ma głębiej destabilizować państwo, przenosić konflikt czy napięcia w sferę wartości i światopoglądów, a to wszystko pod maską walki o „moralność” (co może być również szeroko wykorzystywane przeciwko politykom na szczeblu regionalnym i ogólnokrajowym),

Specnaz
Fot. mil.ru

- wykorzystanie struktur paramilitarnych oraz świata przestępczego (organizacji sportowych, struktur mafijnych, przemytników czy prorosyjskich organizacji kozackich) do działań dywersyjnych, kreacji chaosu, budowania poczucia zagrożenia w ukraińskim społeczeństwie; co więcej może to zostać także wykorzystane do eskalacji napięć na tle narodowościowym (ataki na mniejszości, zagranicznych turystów), ale i pozorować takie ataki ze strony sąsiadów na obywateli Ukrainy do zaostrzenia, utrudnienia lub wręcz uniemożliwienia dialogu politycznego z danym państwem (grupa podwyższonego ryzyka to Polacy, zwłaszcza z obwodu lwowskiego oraz Węgrzy w obwodzie zakarpackim),

- powrót do tematu dwujęzyczności Ukrainy, który zapewne połączony będzie z kwestią polityki Kijowa wobec okupowanych obecnie regionów obwodu ługańskiego i donieckiego oraz okupowanego Krymu (amnestia dla tzw. „milicji ludowej”, dofinansowanie ze strony państwa ukraińskiego, w tym na odbudowę infrastruktury czy obsługę lub rozliczenia jakichś rozliczeń, jak choćby z tytułu funkcjonowania ukraińskich kolei państwowych); cel to podsycanie konfliktów wewnętrznych i dalsza polaryzacja społeczeństwa ukraińskiego, wokół jednego z głównych tematów propagandowych Kremla, który zamierza wykorzystywać w swojej polityce zagranicznej i na użytek propagandy wewnętrznej, tj. ochrona mniejszości rosyjskiej i rosyjskojęzycznej poza granicami Federacji Rosyjskiej; na tym odcinku wysoce prawdopodobne jest wykorzystanie postaci znanych lub kontrowersyjnych, w tym także i wyrzuconej z partii Tymoszenko deputowanej Nadiji Sawczenko, która założyła swoją nową partię i już wprost oskarżana jest powszechnie o pracę dla Rosjan,

- budowanie nowego napięcia na odcinku ideologicznym – należy się spodziewać uaktywnienia się nowych sił skrajnie i ultraprawicowych, które nawoływać będą do: a) oczyszczenia władzy/państwa ze zdrajców, b) kolejnej rewolucji, c) przekazania większej autonomii regionom, d) współpracy z radykalistami z zagranicy, e) wycofania się z integracji z UE czy NATO, f) odbudowy arsenału atomowego Ukrainy,

- ataki hakerskie na ukraińską infrastrukturę krytyczną oraz militarną, co miałoby na celu paraliż państwa, budowanie poczucia strachu oraz stanowiłoby idealny podkład pod zmianę władzy, zamieszki lub prowokacyjne próby paraliżu państwa drogą „rewolucyjną”, zapewne głównie rękami samych ukraińskich organizacji pozarządowych i patriotycznych,

- eskalacja konfliktu militarnego jest teoretycznie możliwa, ale najbardziej prawdopodobny scenariusz jest na chwilę obecną taki, iż byłoby to jedynie poprzez struktury wojskowe tzw. DRL i ŁRL; jednym z głównych sygnałów o przygotowanej nowej fazie konfliktu konwencjonalnego byłaby próba odbudowy lotnisk w okolicach Doniecka lub Ługańska lub próby tworzenia nowych pasów startowych w innych punktach, co jest jednak trudne do zrealizowania w sposób niepostrzeżony dla obserwatorów zagranicznych czy wojsk ukraińskich,

- kontynuacja operacji z obszaru wojny informacyjnej i psychologicznej przez rosyjskie media do ukraińskiego społeczeństwa, środowiska eksperckiego, dziennikarzy, naukowców, wojskowych i poszczególnych grup społecznych, zwłaszcza rosyjskojęzycznych – rosyjskie operacje informacyjne zostaną jeszcze bardziej ukierunkowane na podważanie wiarygodności przekazu ukraińskich mediów, polityków i ekspertów, można się spodziewać tworzenia kolejnych, nowych i większej koordynacji istniejących „mediów” do poszerzania i legitymizowania prorosyjskich treści, wzmocnienia działań z obszaru dezinformacji i prowokacji politycznych (np. ukraińskie wojska atakują ludność cywilną, zagrożenie faszyzmem, przepłacanie za europejski gaz, odwrócenie się Zachodu od Ukrainy, zdrada przez ukraińskich polityków własnego społeczeństwa, bliski rozpad państwa, atak Polski, Węgier lub Rumunii na terytorium Ukrainy, w tym nawet we wspólnej koordynacji działań, dramatyczna sytuacja Ukraińców/Rosjan na Ukrainie/w Donbasie/na froncie/w krajach sąsiadujących).

Podsumowanie

Zachodni eksperci wciąż zdają się w większości ignorować fakt, iż rosyjskie plany, w tym i kampanie wojskowe, są przygotowywane w długim okresie. Scenariusze na aneksję Krymu czy działania zbrojne w Donbasie były przygotowane na długo przed Rewolucją Godności, a demontaż ukraińskich struktur obronnych i infiltracja ukraińskich struktur państwowych przez rosyjskie służby prowadzona była latami. Obecna sytuacja i reakcje Zachodu były więc w takim czy innym stopniu wkalkulowane w długofalową strategię Kremla. Strategiczne planowanie na dziesięciolecia ułatwia bowiem autorytarny system Rosji. Pozytywnie wpływa on również na zaawansowaną koordynację i rosyjskich działania służb, co jest praktycznie niemożliwe w zachodnich systemach demokratycznych. Rozbudowana baza analityczna pozwala szybko reagować i dokonywać korekt do krótkoterminowych działań. 

W związku z tym, ukraińscy analitycy są niemal jednogłośni – Rosja nie boi się zachodnich sankcji, idzie na przeczekanie, co i w długim okresie i tak jest niższym kosztem niż otwarta wojna, a do tego zachowają zdobycze terytorialne, skutecznie zablokują dalszą integrację Ukrainy ze strukturami zachodnimi i mogą bezpośrednio wpływać na sytuację polityczną sąsiada. Jednocześnie są w stanie prowadzić wielopoziomowy dialog ze światem polityki i biznesu na poziomie globalnym i przygotowują sobie grunt na nowe okoliczności chaotycznego roku w USA i Europie. Z kolei na koniec wiosny szacowane jest ostateczne podjęcie decyzji w kwestii syryjskiej, co pozwoli Rosji na przerzucenie większych sił z powrotem na odcinek ukraiński. Jedynym czynnikiem, który mógłby to zmienić to wydarzenia na linii Moskwa-Pekin-Waszyngton i rozpoczęcie jakiegoś nowego etapu rywalizacji między nimi, co zmusiłoby Kreml do przekierowania swojego zainteresowania np. na obszar Bieguna Północnego lub Ocean Spokojny. 

Ukraina jest potrzebna Rosji geopolitycznie. Fakt, iż na chwilę obecną zdecydowana większość ekspertów nie przewiduje otwartej wojny na Ukrainie, nie oznacza, że zmieniły się rosyjskie cele. Rosyjscy eksperci od propagandy skutecznie wykorzystują słabości Zachodu oraz fakt tzw. „zmęczenia Ukrainą” w europejskich społeczeństwach. 

Przyszłość kwestii ukraińskiej w zdecydowanym stopniu zależeć będzie zwłaszcza od postawy sojuszników: USA i Niemiec. Na koniec bieżącego roku, nic nie wskazuje na bliskość tragedii, jednak większość ukraińskich fachowców (teoretyków i praktyków) wciąż jest przekonana, że wojna na pełną skalę jest jedynie kwestią czasu. Jeżeli Rosjanie uznają, że nie będą w stanie powstrzymać ukraińskiej drogi na Zachód, najprawdopodobniej podjęta zostanie decyzja o maksymalnym wyniszczeniu lub przejęciu zasobów ludnościowych, intelektualnych, technologicznych i naturalnych. Z punktu widzenia ukraińskiego, jeżeli zmaterializuje się scenariusz zbliżenia Trumpa i Putina, ten ostatni może zechcieć wykorzystać taką sytuację do „podniesienia stawki” i może doprowadzić do eskalacji konfliktu lub zwiększenia stanu posiadania na ukraińskiej ziemi.

dr Adam Lelonek

Defence24
Defence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 50
Geoffrey
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 15:37

Bardzo dobre opracowanie. Mam jedna uwagę: Należy pamiętać, że istnieje prosty sposób, żeby skompromitować każde antyrosyjskie działanie i antyrosyjskie środowisko: wystarczy publicznie podać informację, że to środowisko jest finansowane przez Rosję. Jest oczywiste, ze ze strony rosyjskiej takie kroki zostaną podjęte wobec KAŻDEGO antyrosyjskiego działania. Należy więc podchodzić do takich informacji bardzo ostrożnie. Zwłaszcza, że faktycznie wiele inicjatyw na Ukrainie jest finansowanych przez Moskwę. Moim zdaniem najbardziej wiarygodna jest analiza skutków, jakie przynosi konkretne działanie. Jeśli skutki są dla Moskwy negatywne, twierdzenie o finansowaniu danego działania przez Moskwę wydaje się nieuprawnione. Chodzi mi o dwa poruszone działania: Po pierwsze koncepcja Intermarum. Jeśli jest to działanie polegające na integracji krajów Europy Środkowej ( bez "zastępowania " nim UE i NATO, ale jako dodatkowa integracja) - to jest ono Rosji nie na rękę. Rosja jest zainteresowana maksymalnym podziałem i skłóceniem krajów europejskich. Drugi element to Prawy Sektor i osoba Dmytra Jarosza. Trudno przecenić rolę tej organizacji w Rewolucji Godności, a później w tworzeniu Korpusu Ochotniczego i obronie państwa ukraińskiego w najtrudniejszym momencie. Trudno też znaleźć działania PS, które byłyby niekorzystne dla ukraińskiego państwa ( nigdy nie weszli w otwarty konflikt z dowództwem SZ Ukrainy, nawet gdy decyzje tego dowództwa były fatalne i szkodliwe dla obronności Ukrainy). W oskarżeniach o inspirację rosyjską, szczególnie w tak dobrym i szczegółowym opracowaniu - trzeba zachować daleko idącą ostrożność.

Victor
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 22:03

Ciekawy artykuł, który należałoby polecić także polskim zwolennikom Międzymorza, które miałoby być ni obok ale zamiast UE i NATO. Według niektórych osób, sojusz Polski z Węgrami i paroma innymi małymi kraikami zastąpi więzi z Niemcami, Francją i resztą Europy Zachodniej. Takie myślenie może być bardzo, ale to bardzo wygodne dla Putina.

o co wam chodzi
środa, 4 stycznia 2017, 06:03

Ale przecież nasi wielcy sojusznicy z zachodu nie zrobili nic w kwestii ukrainy poza jęczeniem i czekaniem na decyzje stanów, które wraz z nową jałtą po 20 stycznia oddadzą ukraine rosjanom.

aqwa5
wtorek, 3 stycznia 2017, 02:06

Międzymorze nie jest projektem na dziś ale na jutro To, że dzisiaj nic by z tego projektu nie wyszło nie oznacza, że nie należy planować polityki odpowiedniej dla takiego rozwoju wypadków. Zawsze warto mieć kilka alternatyw na przyszłość.

b
wtorek, 3 stycznia 2017, 00:17

Na ten moment chodzi o wspolna polityke antyimigracyjna, niestety zobowiazalismy sie jako kraj do przyjecia ok 100 tys imigrantow a kraje starej Unii chca wprowadzic przymusowa relokacje skoro ok 60% imigrantow nie posiada zadnych dokumentow weryfikacja tych ludzi jest niemozliwa. Ale mozemy zalozyc, ze do nas maja trafic ci ktorzy tam nie znalezli pracy czy nie potrafili sie zaadoptowac lub sprawiali problemy. Osobny problem to otwarty szlak Balkanami ktorym stale naplywaja nowi imigranci a obowiazek ich zatrzymania I utrzymania jest spychany na Wegry, Bulgarie Rumunie czy Czechy, Slowacje i Polske i tu ta wspolpraca jest korzystna dla Nas a niekorzystna dla moskwy dozacej do destabilizacji tego regionu.

lo
wtorek, 3 stycznia 2017, 00:15

Idea międzymorza oparta na kontrze do UE czy Rosji jest absolutnie nieosiągalna! Idea międzymorza w ramach UE, NATO składająca się z Eur. Centralnej i chętnych Skandynawów + Ukrainy jest realna, ale tylko przy silnym wsparciu USA. W zasadzie My o niczym tu nie decydujemy co Rosja (czy pójdzie na układ z USA ws. Chin) i Niemcy (jak i co będą robić po wyjściu WB z UE) i jasna rzecz Chiny i USA. Jak USA dogada się z nimi (Rosja) i nie popsuje nic z Niemcami to Międzymorze upadnie. Jak będzie szło słabo to Międzymorze ma być straszakiem i na zachód czyli Niemcy i na wschód czyli Rosję. Niemców odcina się od rynków na wschodzie a wschód od zachodu. Zasadniczo odcina się też Niemcy i resztę zachodu Europy od Chin. Bez PL i Ukrainy tu nie wejdą Chiny z Jedwabnym Szlakiem, czyli też nie zarobi Rosja, która to jest największym (potencjalnie) parterem Chin do tego projektu bo przez nich idzie najdłuższa trasa. Dlatego sądzę, że USA będzie także na rękę długa wojna na Ukrainie i destabilizacja tego szlaku. Oby Ukraina walczyła (bez szans) dzielnie to wtedy ją USA opchną Rosji za poparcie a nie Bałtów czy PL. I wszystko to piszemy w czasach gdy nasi sąsiedzi od dawna nie byli w takich kłopotach a my "tak silni" i jednak z opcją na poprawę stosunków jak USA w Międzymorze wejdą i wesprą np: naszą energrtykę.

wolfgang
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 15:07

Rosja jest dużym zagrożeniem dla Europy. Izolacja jej byłaby mocno wskazana.

olo
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 14:58

Język rosyjski to mieszanka rusińskiego z mongolskim. Tylko Ukraińcy i Białorusini mówią językiem zbliżonym do rusińskiego.Oczywiście tylko jakiś % bo duża część Białorusinów i Ukraińców zostało przez komunistów zrusyfikowanych a 40 milionów obywateli FR pochodzenia ukraińskiego czy białoruskiego myśli że jest Rosjanami.

Realista33
środa, 4 stycznia 2017, 13:26

Boisz się Rosjan ?? Pytam serio

Adam M
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 15:44

To dosyć uproszczone twierdzenie - do języka rosyjskiego ( i współczesnego narodu rosyjskiego) weszło znacznie więcej języków i grup etnicznych ( Mordwa, Karelia Czud, Moszka itp, większość z nich więcej ma wspólnego z Finami niż z Mongolią), ale konkluzja się zgadza: Rosjanie mają znacznie mniej wspólnego ze Słowianami, niżby chcieli. A z Rusią Kijowską w szczególności.

illya
niedziela, 13 sierpnia 2017, 04:36

Przeczytałem prawie połowę poniższych komentarzy i jestem zażenowany Waszymi wypowiedziami, a zwłaszcza tych, którzy uważają się za wszystko wiedzących ekspertów - ja nim również nie jestem, każdy ma swój punkt widzenia, aczkolwiek nie można zapominać, że agresja Rosji wobec Ukrainy (aneksja Krymu, sytuacja w Donbasie) jest konfliktem na skalę światową, ponieważ de facto nadal nieoficjalnie toczy się zimna wojna (choć na mniejszą skalę) między Rosją, a NATO, a Ukraina jest jedynie kartą przetargową. Obecny rząd na Ukrainie, który przejął władzę na drodze rewolucji dąży do przyłączenia się do NATO, co wiąże się z dużym zagrożeniem dla Rosji, ponieważ NATO coraz bliżej podchodzi do granic Rosji, buduje wszędzie swoje bazy wojskowe, rozmieszcza swoje rakiety, które obejmują swoim zasięgiem terytorium Federacji Rosyjskiej (w Polsce już są, kolejnym krokiem dla NATO było umieszczenie swoich rakiet na Krymie i kontrola Czarnego Morza), a na taki scenariusz Rosja nie może sobie pozwolić, dlatego zajęła ona Krym, aby temu za wszelką cenę zapobiec wszystkimi możliwymi środkami - o tym otwarcie mówi, choć nie wprost prezydent Putin w wielu wywiadach, również zagranicznych. Oczywiście kolejnym i oficjalnym argumentem jest fakt geohistoryczny, że ludność zamieszkująca te tereny (w znacznej większości rosyjska) ma również prawo do własnej autonomii i to oni powinni decydować w jakim państwie chcą żyć czy budować własne, a nie politycy którzy w przeszłości niesłusznie przyznali część terytorium Rosji Ukrainie i nagle cała ludność zamieszkująca obecne tereny po rozpadzie ZSRR staje się obywatelami innego kraju (w dużym uproszczeniu), czy ktoś z was potrafi wyobrazić taką sytuację? Myślę, że w Polskiej historii można doszukać się podobnych analogii, których nie będę już przytaczać. Ponadto Rosja w przeciwieństwie do polityki Stanów Zjednoczonych nie umieszcza swoich rakiet we wszystkich możliwych punktach na ziemi, żeby mieć u swoich kolan cały świat. Osobiście jestem za tym aby Ukraina w przyszłości była w jak najlepszych stosunkach z Rosją, Unia Europejska i NATO tylko pogorszą obecną sytuację i historia z 1939-1945 może się powtórzyć, a kraje Europy centralnej w tym Polska i Ukraina staną się polem bitwy między Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Na koniec dodam, że jestem Ukraińcem rosyjskiej nacjonalności, mieszkającym w Polsce od 20 lat. Nie chcę być osądzony o żadną propagandę, separatyzm itp, jest to jedynie moja osobista opinia.

koper
środa, 13 września 2017, 01:42

zgadzam sie w 100%

b
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 14:46

Bardzo dobre opracowanie, polecam wszystkim ktorzy, wierza, ze z Rosja mozna zyc w partnerskich dobrosasiedzkich ukladach.

Ww
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 16:08

Świetny, przenikliwy na wskroś, tekst.

Nabucco first
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 14:45

"Rosja nie boi się zachodnich sankcji, idzie na przeczekanie, co i w długim okresie i tak jest niższym kosztem niż otwarta wojna, a do tego zachowają zdobycze terytorialne, skutecznie zablokują dalszą integrację Ukrainy ze strukturami zachodnimi i mogą bezpośrednio wpływać na sytuację polityczną sąsiada." - to tutaj jest opisane clou strategii Rosji wobec Ukrainy i to w tym miejscu jest podstawowy problem Zachodu. W chwili obecnej widać juz że najbliższe 2-3 lata prawdopodobnie będa miały ropę po $50-55 za baryłkę, a to nie wystarczy, żeby rzucić Rosję na kolana gospodarczo. Skoro Rosja nie padnie gospodarczo z powodu cen ropy i gazu to może się okazać, że "zdobycze zostaną", a sytuacja gospodarcza unormuje się po jakimś czasie. Byłby to niezwykle niebezpieczny precedens, gdyż okazałoby się, że siłowe przesuwanie granic w Europie może być OPŁACALNE. A skoro jest OPŁACALNE, to należy kontynuować, gdyż jest OPŁACALNE. Taka polityka stopniowych ustępstw jest niezwykle groźna. Tylko wytworzenie sytuacji w której agresja na Ukrainę stanie się NIEOPŁACALNA dla agresora, może powstrzymać agresora przed kolejnymi aktami agresji. Jak to zrobić? Moim zdaniem tylko trwały spadek udziału rosyjskich węglowodorów w europejskim imporcie do poziomu około 20% (dzisiaj około 33%) ma szansę realnie obniżyć opłacalność takich działań agresywnych w przyszłości. Ale do tego potrzebna jest przebudowa energetyki w skali całego kontynentu.

Logik007
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 16:32

Problem jest tylko jeden: co znaczy "opłacalne"? Agresja na Ukrainę była dla Rosji opłacalna tylko propagandowo i ze względu na ich dziwnie rozumianą dumę narodową. Ale żadnych realnych zysków z tego nie ma, tak samo jak inwazja na Afganistan nie była opłacalna dla USA ale konieczna ze względu na zagrożenie terrorystyczne. Okupacja Donbasu i Krymu to są tylko koszty dla Rosji zero zysków i z czasem będzie to coraz droższe, więc trudno mówić, że w dzisiejszych czasach jakaś agresja jest "opłacalna", to nie czasy Średniowiecza, że się z wypraw łupieżczych przywoziło łupy i branki.

Mochikanin
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 14:45

Na Kremlu mają haki na Trumpa, jeżeli zacznie działać w sprzeczności z interesem Rosjii nagle ukażą się nagrania szefów jego kampanii z FSB itp. Rosja podporządkowała sobie USA bez jednego wystrzału. Jeszcze 15 lat temu taka sytuacja była nie do pomyślenia. Trump znowu zrobi reset (jak Obama) co wzmocni Rosję finansowo (sankcje). Trump odda za darmo wpływy USA w europie wschodniej i na bliskim wschodzie i o tyle USA będą słabsze a Rosja silniejsza. W ewentualnym konflikcie USA China ( Rosji jest na rękę) Rosja poklepie Trumpa po plecach a w godzinie próby zdradzi tak samo jak to robiła setki razy w swojej historii. My wszyscy to wiemy ale Milioner z 5 th Avenue dopiero musi się tego nauczyć.

niki
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 23:10

Masz dowody na to że FSB ma grube rzeczy na Trumpa czy tylko tak bajdurzysz?

Polanski
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 17:18

Różnica jest tylko taka, że z ukazaniem się takich nagrań w sekundę robią impiczment i po Trampie przyjacielu Putina. Weź ty trochę pomyśl. Szantażować to trzeba umieć. Po czymś takim Rosja na wieki traci szanse na szantażowanie kogokolwiek bo kandydaci będą sprawdzani pod tym kątem do piątego pokolenia wstecz. Nikt z ruskim nie zamieni ani słowa w przyszłości. Taki to szantaż.

dropik
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 14:45

Separy są za słabe żeby przeprowadzić jakąś generalną ofensywę. Z takiego terytorium jest za mało rekrtuta. Z pomocą AR jest to jednak możliwe. Ten rok z pewnością będzie bardziej niespokojny . Za zeszły rok oficjalne straty ukrainskie to 220 poległych w boju i ok 250 z przyczyn poza bojowych W tym roku zapewne będzie znacznie więcej ofiar

Plush*
wtorek, 3 stycznia 2017, 14:00

Są z słabi ale to i tak bardzo poważna siła która może ulec zwiększeniu. Najemników w byłym ZSRR nie brakuje. Myślę że 2017 bezie kluczowy.

melasa
wtorek, 3 stycznia 2017, 09:36

historia pokazuje że siłowe zmagania przynoszą odwrotny efekt. Rosja w ten głupi sposób traci swoich sojuszników i terytoria. Kluczowa jest gospodarka na Ukrainie. Jeśli zacznie się poprawić się sytuacja gospodarcza to Ukraina zacznie wychodzić na prostą i będzie uniezależniać się od Rosji. Jeśli będzie się pogarszać to będzie się zbliżać do Rosji.

Afgan
wtorek, 3 stycznia 2017, 22:46

Zapominasz jednak, że działania zbrojne nie są korzystne dla obydwu stron konfliktu. Może i Rosja na tym traci, ale Ukraina traci na tym znacznie bardziej. Gospodarka zwalnia, wydatki na wojnę obciążają budżet i zmuszają do cięć wydatków socjalnych, niezadowolenie społeczne rośnie. To jest typowa wojna na wyczerpanie i wygra ten kto ma więcej rezerw finansowych. Gdyby ustała zachodnia pomoc ekonomiczna Ukraina padnie i to szybko.

Yuri z Lvova
środa, 4 stycznia 2017, 19:32

Rosja prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie w ciągu 25 lat. Przez ostatnie trzy lata wojna ma wygląd otwartej walki. Ukraina potrzebuje sojuszników, ale Ukraina już może radzić sobie sama. W ciągu ostatnich dwóch lat Ukraina przygotowala armię, która nie tylko ochroni stanu, ale może wypchnąć rosyjskich najemników z Ukrainy. Rosyjscy generałowie wiedzą o tym. Dlatego Rosja otwarcie boi się przyłączyć do wojny, ponieważ czeka na nią bardzo duże straty. Putin jest byłym pracownikiem KGB i będzie prowadzić wojnę hybrydowy, a Ukraina będzie musiała poczekać na odpowiedni moment, aby zwolnić swoje terytorium

Realista33
czwartek, 5 stycznia 2017, 12:24

Czytam i serio nie dowierzam..... Zatem proponuje rozwazyc teoretyczny scenariusz wejscia Rosji w obecny konflikt: 2 x po 80 szt T90 wjezdzaja na wschodnia ukraine i w ciagu 1 ( jednego ) dnia stoja w Kijowie. Tak... Niestety ale tak by to wygladalo. Mnie to nie bawi ani nie smuci, po prostu nie zaklinajmy rzeczywistosci. Dodam jeszcze ze aby pozamiatac te bataliony typu azow wystarczy para Su z bombami kasetowymi. I .... Bedzie wreszcie koniec przygnebiajacych wiesci z tzw "frontu"

raz2
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 17:55

Rosji wystarczy odciąć Ukrainę od M Czarnego do Naddniestrza co byłoby geograficznie i historycznie uzasadnione :) ________ może jednak UE i NATO powinno dokonać takiego "targu" z Rosją w zamian za nienaruszalność państw bałtyckich ??!!!

Plush*
wtorek, 3 stycznia 2017, 13:55

W zamian za nienaruszalność terytorialną Ukraina zrzekła się broni atomowej. Ile warte są świstki papieru to widzimy obecnie a my Polacy też o tym nie tak mało wiemy. Nie UE i NATO żadnych targów z Moskwą nie robią. Oby Ukraińców zachód nie przehandlował a w tym jest mistrzem.

dropik
wtorek, 3 stycznia 2017, 09:32

Niby jak historycznie i geograficznie byłoby to uzasadnione ? To nie prawda. W ten sposób można by powiedzieć, że Ukraina to jedynie cześć, która wchodziła w skład CK Austrii. Jednak nie zmienia to faktu, że na początku wieku 70-80% mieszkańców wschodnich obwodów Ukrainy zamieszkiwali Ukraińcy (Małorusini, w odróżnieniu od Wielkorusinów)., a mieszkali też na wchód od Rostowa

?
wtorek, 3 stycznia 2017, 01:17

nie byłoby uzasadnione ani geograficznie, ani historycznie. Chyba że bliskie Ci niedawne (w skali nowożytnej historii) imperialistyczne podboje które rozpoczął Piotr I /ulubiona postać Stalina i Putina/

Bilans
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 22:16

NATO powinno dokonać targu z Chinami i odciąć Rosję od Syberii. Ale zdaje się, że ta procedura już jest wdrażana.

ivo
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 19:33

kilkadziesiąt lat temu, przywódcy zachodni zrobili coś podobnego. pewien niespełniony malarz zażądał przyłączenia do Rzeszy Austrii, potem Czechosłowacji. zastanawiam się, czy takie metody podobałyby ci się, gdyby ktoś targował się częścią twojej ojczyzny, gdziekolwiek ona jest?

tak tylko...
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 17:51

Według mnie o losach Ukrainy (jak i Białorusi) w dłuższym okresie czasu (10-30 lat) zadecydują nie czołgi, czy propaganda, ale pieniądze, a konkretniej - oferta cywilizacyjna ich najbliższych sąsiadów, czyli Polski i Rosji. Nie ma takiej siły, aby zatrzymać na siłę ludzi w biedzie, naturalnym procesem jest dążenie do poprawy bytu i standardu życia. Ten proces już widać, ponad milion Ukraińców pracuje w Polsce, 25 tys studentów z Ukrainy uczy się w Polsce, większość z nich zostaje w u nas, dla nich jesteśmy rajem na Ziemi. Ten proces narasta lawinowo w ostatnich latach, to jest nic innego jak przejmowanie zasobów ludnościowych i intelektualnych. W tym wyścigu z Moskwą wygrywamy i będziemy wygrywać. Dlaczego? Wystarczy pojechać do Rosji, by zobaczyć tamtejsze wsie, miasta i miasteczka, a potem wrócić do Polski. To dwa różne światy, Rosja wygląda jak PRL z przed 50 lat, średnia pensja jest w Polsce dwukrotnie wyższa niż w Rosji, więc gdzie mają kierować się Ukraińcy i Białorusini (Białorusini jeszcze jakoś tam żyją, ale to tylko kwestia czasu kiedy ruszą na zachód, gospodarka Rosji ciągnie ich w dół)? Dlatego bardzo rozważnie trzeba wydatkować pieniądze, siły zbrojne to nasze zabezpieczenie przed Rosją, ale zwycięstwo możemy odnieść tylko przez inwestycje w infrastrukturę i gospodarkę.

Plush*
wtorek, 3 stycznia 2017, 09:20

Super. Ukraincy zajmuja miejsce 3 mln mlodych polakow ktorzy nie widzac perspekryw we wlasnym kraju udali sie na emigracje. Tak tak. Rusza ukraincy bialorusini i inni do nas. O to wam chodzilo intelogencjo oswiecona zachodniego edenu?

rob ercik
wtorek, 3 stycznia 2017, 00:52

to z tego szczescia z Polski wyjechalo 5 mil. ludzi? ukraincy nic nam nie maja do zaproponowania bo nie stworzono w Polsce zadnego nowego miejsca pracy, oni zajmuja miejsca po tych ktorzy wyjechali. A co do skali zarobkow to takie porownywanie nie ma zadnego sensu, bowiem nie jest wazne ile zarabiasz tylko ile ci zostaje na "koncu miesiaca"

mmartini72
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 23:04

Rosja najbardziej się boji naszej kultury, wytrwałości i intelektu brakuje nam jeszcze kapitału ale powoli to się zmienia. Brak u nas wolności gospodarczej takiej jak za Wilczka. Gdyby udało się powrócić do przepisów gospodrczych z 1988 r. bylibyśmy "Stanami Zjednoczonymi Europy Środkowej"

Weronika Januszkiewicz
piątek, 16 czerwca 2017, 03:39

Rosja nie ma tego co Ukraina. Rosja chce dostać węgiel i te inne rzeczy których oni nie mają a czemu bo ich nie stać..... Po prostu Rosja to nie normalny kraj.... i tyle Rosja nawet nie wie co rodziny tych mężczyzn których zabierają nie wiedza co czują.... W sumie z tego co słyszałam to Polska pomaga Ukrainie z tymi samolotami itd.... bo teraz dużo tych samolotów wraca z Ukrainy.... Ale nie dawno byłam na Ukrainie i mówiąc szczerze to na Ukrainie też jest dużo polaków dużo się teraz zmieniło robią nowe drogi.... ludzie sobie pomagają itd.... Rosja była na to przygotowana a Ukraina nie .... Tak mi ich szkoda ..... W sumie to bym im chciała pomóc ale ja jedyna nic nie zrobię fajnie by było jak by Polskie wojsko pomogło im tam pojechało bo na Ukrainie majtki kosztują 50 chryweń a kiedyś kosztowały 10 chryweń teraz zwykły nie duży słonecznik kosztuje 12/13 chryweń a kiedyś kosztował 7 chryweń ceny poszły w górę tragedia..... Zależy mi aby pomóc UKRAINIE z tą WOJNĄ ..... by POLSKIE WOJSKO pomogło.

Wojtek
wtorek, 3 stycznia 2017, 00:16

Moim zdaniem to jeden z lepszych tekstów jaki ostatnio ukazał się na d24.

piccollo
środa, 4 stycznia 2017, 00:03

Zgadzam się

wpotaczek
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 16:23

Jakie widzi Pan hipotetyczne, ale potencjalnie realne alternatywy, dla pesymistycznego scenariusza z ostatniego akapitu, w dłuższej perspektywie?

zdz
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 23:11

Rosjanie nie będą zajmować Ukrainy czołgami , im sie to nie opłaca . Okupacja tez nie . Przekonali sie o tym po zajęciu Krymu . Jestem przekonany że szykują pucz wojskowy który zwróci Ukrainę w kierunku Rosji . Jak dotąd to siłami cywilnych polityków to sie nie udało i w obecnej sytuacji nie ma perspektyw . Dopiero po siłowym acz "wewnętrznym" przewrocie wykreują odpowiednią cywilną władzę . Jak na razie usilnie pracują nad gospodarczym osłabieniem Ukrainy w związkach z Zachodem a potem jednorazowo zainwestują w "pomoc bratnią" dla stworzenia kontrastu . Rosjanie szybko sie uczą i przyjęli zasadę wykonywania czarnej roboty cudzymi rękami . "Zielone ludziki" na Krymie i w Donbasie są tego przykładem . Do tego eskalacja napływu imigrantów do Europy Zachodniej z Syrii i całego regionu . A i "Państwo Islamskie" może byc w dużym stopniu kontrolowane przez FSB . Przypomnijcie sobie jak eksportowano bojowników z Kaukazu . Ilu z nich to agenci FSB ? Jak na razie Rosja więcej zdziałała zakulisowymi przedsięwzięciami oraz stwarzając i eskalując zagrożenie a nie fizycznie działając (przynajmniej oficjalnie) oraz metodami politycznymi , wywiadowczymi i cybernetycznymi . Szczerze mówiąc są prekursorami w prowadzeniu wojny tego typu i osiągają w niej dość dużą skuteczność a Zachodowi trudno jest wypracować środki przeciwdziałania .Zachowują niezły stosunek osiągniętych efektów do poniesionych kosztów . Dlatego uważam że klasyczny konflikt militarny jest w tej chwili mało prawdopodobny . Rosjanie podejmą go dopiero gdy nie będzie innego wyjścia i to w sytuacji gdy nie będzie zagrożenia wojną totalną z NATO . Najpewniej nastąpi to w stosunku do państw bałtyckich . Dlatego obok inwestowania w fizyczne siły zbrojne powinnismy zadbać o słuzby które mogłyby podjąć równorzędna walkę na polu i niestety według reguł świeżo narzuconych nam przez Rosję . I potrzeba nam w tym wiecej finezji . Nam i reszcie państw Zachodu bo wciąż pozostajemy o krok do tyły .

dropik
wtorek, 3 stycznia 2017, 09:02

Zielone ludziki na Krymie i w Donbasie to nie były żadne siły wewnetrzne tylko regularne siły rosyjskie. Żaden wojskowy pucz nie zwróci Ukrainy w kierunku Rosji. Wojskowi są antyrosyjscy. A ta grupa ruskich szpiegów która została w ukrainskiej armii nie da rady. Rosja nie zaatakuje Bałtów. To bzdura - najpierw zajmie się Ukrainą i Białorusią. Oczywiście będzie straszy , ale zysk zbyt mały do zagrożenia wojną i innymi konsekwencjami. Białoruś i cześć Ukrainy (do Dniepru) to wystarczający kawałek do odbudowy imperium.

*.*
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 16:08

Ukraina nie jest potrzebna Rosji geopolitycznie. Gdyby tak było to wystarczyłyby działania polityczne do zachowania przyjaznych relacji. To terytorium Ukrainy jest potrzebne Rosji geopolitycznie, dlatego chcą by w Kijowie rządził moskiewski gubernator a nie samodzielny prezydent.

zdz
poniedziałek, 2 stycznia 2017, 22:56

Rosjanie nie będą zajmować Ukrainy czołgami , im sie to nie opłaca . Okupacja tez nie . Przekonali sie o tym po zajęciu Krymu . Jestem przekonany że szykują pucz wojskowy który zwróci Ukrainę w kierunku Rosji . Jak dotąd to siłami cywilnych polityków to sie nie udało i w obecnej sytuacji nie ma perspektyw . Dopiero po siłowym acz "wewnętrznym" przewrocie wykreują odpowiednią cywilną władzę . Jak na razie usilnie pracują nad gospodarczym osłabieniem Ukrainy w związkach z Zachodem a potem jednorazowo zainwestują w "pomoc bratnią" dla stworzenia kontrastu . Rosjanie szybko sie uczą i przyjęli zasadę wykonywania czarnej roboty cudzymi rękami . "Zielone ludziki" na Krymie i w Donbasie są tego przykładem . Do tego eskalacja napływu imigrantów do Europy Zachodniej z Syrii i całego regionu . A i "Państwo Islamskie" może byc w dużym stopniu kontrolowane przez FSB . Przypomnijcie sobie jak eksportowano bojowników z Kaukazu . Ilu z nich to agenci FSB ? Jak na razie Rosja więcej zdziałała zakulisowymi przedsięwzięciami oraz stwarzając i eskalując zagrożenie a nie fizycznie działając (przynajmniej oficjalnie) oraz metodami politycznymi , wywiadowczymi i cybernetycznymi . Szczerze mówiąc są prekursorami w prowadzeniu wojny tego typu i osiągają w niej dość dużą skuteczność a Zachodowi trudno jest wypracować środki przeciwdziałania .Zachowują niezły stosunek osiągniętych efektów do poniesionych kosztów . Dlatego uważam że klasyczny konflikt militarny jest w tej chwili mało prawdopodobny . Rosjanie podejmą go dopiero gdy nie będzie innego wyjścia i to w sytuacji gdy nie będzie zagrożenia wojną totalną z NATO . Najpewniej nastąpi to w stosunku do państw bałtyckich . Dlatego obok inwestowania w fizyczne siły zbrojne powinnismy zadbać o słuzby które mogłyby podjąć równorzędna walkę na polu i niestety według reguł świeżo narzuconych nam przez Rosję . I potrzeba nam w tym wiecej finezji . Nam i reszcie państw Zachodu bo wciąż pozostajemy o krok do tyły .

tym razem zaciekawiony
wtorek, 3 stycznia 2017, 20:48

Komentatorom o wyraźnie rusofobicznym nastawieniu proponuję najpierw cokolwiek dowiedzieć się o aktualnej sytuacji na Ukrainie, a dopiero później spróbować cokolwiek napisać. Zdecydowanie nie odwrotnie... Pozwolę sobie więc podać kilka istotnych faktów, które jak widać nie są niestety powszechnie znane: Według spisu powszechnego z 2001 roku etniczni Rosjanie stanowili ponad 17 % ludności Ukrainy. Natomiast język rosyjski określiło mianem swojego ojczystego prawie 30 % mieszkańców Ukrainy. Z badania przeprowadzonych przez Międzynarodowy Instytut Socjologii w Kijowie wynika, że w obwodzie donieckim ludność rosyjskojęzyczna stanowi - 93 % , a w obwodzie ługańskim - 89% ogółu mieszkańców. Obecne nacjonalistyczno-oligarchiczne władze Ukrainy prowadzą w Donbasie tzw. operację antyterrorystyczną (ATO), którą w rzeczywistości można zakwalifikować, jako - akcję pacyfikacyjną. Regularne jednostki armii ukraińskiej i tzw. bataliony ochotnicze prowadzą systematyczny ostrzał artyleryjski oraz rakietowy celów cywilnych w obwodach donieckim i ługańskim. Z wielu relacji z rejonu walk wynika, że ludność cywilna Donbasu uważa wojska ukraińskie (rządowe) za napastników, a separatystów (powstańców) za swoich obrońców. W sposób wręcz nagminny łamane są prze Kijów postanowienia porozumień mińskich, czego ostatnim przykładem jest atak przeprowadzony przez wojska ukraińskie na tzw. łuku swietłodarskim. To są niezaprzeczalne fakty, które usilnie próbuje się zastępować sloganami antyrosyjskiej propagandy...

Krzysztof Mróź
piątek, 3 marca 2017, 23:46

Zgadzam się

Bob
środa, 4 stycznia 2017, 09:00

Jedno pytanie, Czeczenia. To Rosja mogła bronić oficjalnie swojej integralności terytorialnej, a Ukraina nie może?

Afgan
wtorek, 3 stycznia 2017, 22:41

Używasz faktów, ale w sposób wybiórczy. Zapominasz, że działania zbrojne toczą się na terytorium Ukrainy a nie Rosji, a republiki ludowe Doniecka i Ługańska to nie są niepodległe państwa, a twory samozwańcze, wręcz organizacje terrorystyczne. Na przykład takie ISIS też kontroluje jakieś terytorium, ma nawet nieformalną stolicę w Al-Rakka, swoją gospodarkę, system sprawiedliwości i tak dalej, ale państwem nie jest. Poza tym, że ISIS jest o wiele bardziej brutalne to nic ich nie odróżnia formalnie od DRL i ŁRL. Siły ukraińskie walczą na swoim terytorium, a nie na terytorium Rosji, więc nie można obrony integralności terytorialnej nazywać agresją. A co gdyby Śląsk jednostronnie ogłosił (oczywiście teoretycznie) niepodległość? Czy Wojsko Polskie stojące na straży porządku konstytucyjnego broniąc integralności terytorialnej Polski też w tym przypadku było by agresorem, czy obrońcą obowiązującego porządku prawnego? Skoro ludność cywilna Donbasu uważa separatystów za swoich obrońców, to dlaczego tysiące mieszkańców Donbasu opuściły swoje domy i koczują w namiotowych i kontenerowych miasteczkach w okół Dniepropietrowska, Kramatorska, Mariupola, Słowiańska czy Charkowa? Zastanawiałeś się nad tym? Jak wytłumaczysz, że pospolita przestępczość (rozboje, kradzieże, porwania dla okupu a nawet na organy do transplantacji) wzrosła na obszarach kontrolowanych przez separów o 600-700 procent? O tych niewygodnych faktach już zapominasz? Wiesz że średnio kilkunastu a nawet kilkudziesięciu mieszkańców Donbasu dziennie znika bez śladu? Tym razem ja jestem zaciekawiony jak się do tego ustosunkujesz......................

tak tylko...
wtorek, 3 stycznia 2017, 22:12

http://www.cyberdefence24.pl/520573,litwini-przeciwko-rosyjskiej-propagandzie-wsparcie-msz

T.
wtorek, 3 stycznia 2017, 21:54

>>Z wielu relacji z rejonu walk wynika, że ludność cywilna Donbasu uważa wojska ukraińskie (rządowe) za napastników, a separatystów (powstańców) za swoich obrońców. >> Przed kim? Przed kim oni bronią, Ci obrońcy? Na logikę, jak mogą bronić skoro sami zaczęli?

Polanski
wtorek, 3 stycznia 2017, 21:40

Ależ wszyscy się z Tobą zgadzają. Problemem jest tylko wykorzystywanie przez Rosję tej sytuacji jeżeli jest to dla niej korzystne. A jak nie jest to co robi? Krzyczy na przykład w sprawie Kosowa. Tam 90% mieszkańców nie mówi po albańsku? Tam powstańców nie traktowała ludność jako obrońców? Widzisz na czy polega hipokryzja? I o to chodzi. A że my Polacy jesteśmy zaprawieni w bojach z Rosją to nas nikt nie nabierze na współczującą politykę rosyjską.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama