Reklama

Renesans „Kryla”?

1 lutego 2017, 15:45
Reklama

Huta Stalowa Wola przyśpiesza prace nad haubicą kalibru 155 mm „Kryl” na podwoziu kołowym. Polskie Siły Zbrojne deklarują, że po wprowadzeniu na uzbrojenie „Kraba”, „Kryl” będzie następnym systemem artyleryjskim, który pozwoli w pełni zastąpić „Goździki” i następnie „Dany”. Producent deklaruje, że gotowość produkcyjna może zostać osiągnięta już w 2018, ale aby tak się stało, niezbędne jest doprecyzowanie wymagań i przeprowadzenie szeregu procedur formalnych.

Przez ostatnich kilkanaście miesięcy głównym aktorem tej części sceny polskiego przemysłu zbrojeniowego, która wiąże się z modernizacją Wojsk Rakietowych i Artylerii, był, po samobieżnym moździerzu „Rak”, zakontraktowanym 28 kwietnia 2016 r. w liczbie 8 kompanijnych modułów ogniowych, system „Regina” z jej centralnym elementem, haubicą „Krab”. Kulminacją zainteresowania nią był wart blisko 4,7 miliarda złotych grudniowy kontrakt na cztery kolejne DMO. W cieniu tych programów, mających dostarczyć WRiA 64 moździerze 120 mm (do 2019 r.) i kolejnych 96 haubic „Krab” (do 2024 r.), pozostawał, niezasłużenie, inny artyleryjski skorupiak z Huty Stalowa Wola, „Kryl” – lżejszy od swego gąsienicowego krewniaka system oparty o wzór izraelskiej haubicy ATMOS 2000 oraz 3-osiowe, specjalnie do tego celu skonstruowane, podwozie „Jelcz”.

Prototyp tego działa, stanowiącego nową jakość w ofercie polskiego przemysłu zbrojeniowego, miał premierę wówczas, kiedy ważyła się przyszłość jego cięższego, gąsienicowego kuzyna. Nie znaczy to, że po rozwiązaniu problemów z podwoziem, a następnie zakontraktowaniu gąsienicowego „Kraba”, kołowy „Kryl” przestał być dla wojska ważny. Brakowało jednak jasnego określenia stanowiska, a nawet można było odnieść wrażenie, że Zarząd WRiA oraz IU nie mówiły w tej sprawie jednym głosem.

To, że program samobieżnej haubicy 155 mm na podwoziu kołowym ponownie zaczyna znajdować się w polu widzenia wojskowych, potwierdza szef MON Antoni Macierewicz.

W połowie lipca 2014 r. zaprezentowane oficjalnie nowe, bardzo udane podwozie Jelcz z rodziny 663, pierwsze, projektowane od podstaw z przeznaczeniem dla wyspecjalizowanego pojazdu bojowego dla wojska. Fot. Jerzy Reszczyński.

„Wojsko już wznowiło zainteresowanie tym projektem. Będzie go realizowało” – Antoni Macierewicz 18 listopada 2016 r., w czasie konferencji prasowej kończącej wizytę w Hucie Stalowa Wola.

Deklaracja ta padła w kilkanaście dni po tym, jak szef MON złożył podpis pod nowym, zaktualizowanym PMT, z którego program kołowej haubicy 155 mm został formalnie wykreślony. Pierwotny PMT na lata 2013-2022 w ogóle „Kryla” nie uwzględniał. Pojawił się on tam dopiero w trakcie aktualizacji i zakładał, że praca rozwojowa „Kryl”, rozpoczęta umową pomiędzy NCBiR a HSW SA z 28 grudnia 2011 r., doprowadzi do zbudowania prototypu w 2014 r. (co zostało spełnione) i do zakończenia pracy rozwojowej do 27 grudnia 2015 r. Rok 2015 przeznaczono na badania zakładowe, ale na lata 2016 i 2017 nie zapisano żadnych wobec „Kryla” konkretnych działań. Wokół programu nastąpiła niezrozumiana cisza, dające pole domysłom i spekulacjom.

We wstępnej fazie prac nad tym programem zakładano początkowo, że celem pracy będzie pozyskanie dla brygad wyposażonych w „Rosomaki” 4 dywizjonowych modułów ogniowych po 24 działa w każdym. Ale kiedy w 2012 r. pojawił się zapis w PMT o nowym terminie zakończenia pracy rozwojowej, ustalonym na ostatni kwartał 2018 r., zdefiniowany został plan pozyskania, poczynając od 2019 r., już 7 DMO „Kryl” liczących łącznie 168 haubic, dedykowanych również brygadom wyposażonym w BWP. To oznacza ewolucję założenia, że „Goździki” zastąpione będą przez „Kraby”, natomiast „Kryle” zajmą miejsce „Dan”.

Połowa sierpnia 2014 r. – podwozie „Jelcz” zostało zintegrowane z ramą pośrednią oraz systemem działa ATMOS 2000, aby w postaci prototypu „Kryla” zadebiutować na MSPO.Fot. Jerzy Reszczyński.

Takie ustalenia obowiązywały aż do momentu zatwierdzenia październikowych zmian w PMT, które najpierw program z PMT usunęły, aby po kilkunastu dniach sam szef resortu obrony oświadczył, że „Kryl” realizowany będzie. Kończący w grudniu swą misję na stanowisku szefa Inspektoratu Uzbrojenia gen. bryg. Adam Duda powiedział dla Defence24pl: – Jeśli minister obrony tak powiedział, to znaczy, że tak będzie. Rozpoczynający swą misję na stanowisku szefa WRiA gen. bryg. Sławomir Owczarek: – Pożądana jest taka zdolność, abyśmy mieli taki środek ogniowy, na kołach, aby wszedł on w lukę w wyposażeniu brygad ogólnowojskowych kołowych. Zastąpiłby on częściowo haubice „Goździk” oraz w dalszej perspektywie, „Dany”. Generał przyznaje, iż znane są mu założenia, aby „Kryl” został pozyskany po roku 2022: – Jako szef wojsk rakietowych i artylerii chciałbym jak najwcześniej, ale nie zależy to ode mnie...

Do niedawna stanowisko Zamawiającego wobec „Kryla” było trudne do jednoznacznego określenia. Wykonawca programu skoncentrowany był na finalizacji przygotowań do fazy produkcyjnej „Raka” a później „Reginy”, ale też oczekiwał potwierdzenia sygnałów z MON o tym, że powraca zainteresowanie wojska kołową haubicą 155 mm o zasięgu i skuteczności ognia odpowiadającym ciężkiemu gąsienicowemu „Krabowi”. Deklaracja ministra ON, spójna ze stanowiskiem artylerzystów, daje podstawę do nadziei, że wreszcie zlikwidowane zostanie trudne do zrozumienia „zacięcie” w trakcie przechodzenia pracy rozwojowej z NCBiR do MON.

Program „Kryla” nie był bowiem do tej pory procedowany w oparciu o Inspektorat Uzbrojenia oraz jednoznacznie i oficjalnie sformułowane wymagania, autoryzowane przez MON i zgodne z decyzją nr 72. Można powiedzieć, że w pewien sposób funkcjonuje podobnie jak człowiek nie mający dokumentu aktu urodzenia. Przy dobrej woli obu stron, czyli wojska oraz lidera programu, uporządkowanie tych formalnych niedostatków możliwe jest w czasie nie dłuższym niż kilka miesięcy.

Po pierwszej fazie badań „Kryl”, co łatwo zauważyć, otrzymał m.in. inną osłonę komory silnika i zderzak oraz udoskonalone lusterka odporniejsze na podmuch po wystrzale, a w ramach „doskonalenia wyglądu handlowego” otrzyma także zmienione zespoły przednich świateł. Fot. Jerzy Reszczyński.

Trwają intensywne prace przy opracowaniu stosownej dokumentacji. Jej aktualizacja, uzupełnienie (OZP) i przedłożenie w IU, to kwestia kilku miesięcy. Na razie sytuacja przedstawia się w taki sposób: od ponad 2 lat wóz jeździ, strzela, wykonuje wszystkie zadania, ale formalnie nie może przejść badań wojskowych, z uwagi na kwestie proceduralne. Bez zatwierdzonych ZTT prowadzenie kosztownych badań jest ryzykowne dla producenta. MON może wyników tych badań nie uznać, stojąc na stanowisku, iż nie ma dla nich formalnych podstaw. Utrudnia to również otwarcie dla „Kryla” rynków zagranicznych, które już pytają o ten rodzaj uzbrojenia.

HSW ma już, uzgodnioną z artylerzystami, ofertę kompletnych DMO „Kryl”, tak dla pułków artylerii jak i dla brygad ogólnowojskowych. W zamyśle ZWRiA ma to być modelowy wzorzec struktury modułów ogniowych zarówno dla przyszłego „Homara”, jak i dla „Langusty”, zawierający także kompleksowy komponent rozpoznawczy, systemy zabezpieczenia technicznego, medycznego itp.

Droga do „Kryla”, zbudowanego w sierpniu 2014 r. i po raz pierwszy zaprezentowanego we wrześniu na MSPO 2014, nie była usłana różami. Wstępem do niej była prezentacja na MSPO 2008 przez firmę Nexter Systems sh „Caesar” jako oferty współpracy dla polskiego przemysłu zbrojeniowego w procesie uzyskania nowego typu uzbrojenia artyleryjskiego. Naturalnym adresatem tej oferty była HSW, która w tym samym czasie rozpoczynała prace nad systemem wieżowym moździerza automatycznego „Rak” i – wznawianym po 4 latach zawieszenia – programem haubicy „Krab”, który wyewoluował w znacznie bardziej ambitny program dywizjonowego modułu ogniowego „Regina” z „Krabem” jako środkiem ogniowym.

HSW, która już wówczas wchodziła we współpracę z Nexter Systems przy pozyskiwaniu luf dla „Krabów” pierwszego, 8-działowego modułu ogniowego, podjęła rozmowy z francuskim partnerem. Jednocześnie otworzyła się na ofertę konkurencji z izraelskiego Elbitu, oferującego dostęp do technologii sh ATMOS 2000 z lufą o długości 52 kalibrów.

Kryl
Rozmieszczenie członków załogi „Kryla” w czasie wykonywania zadania ogniowego.Fot. Jerzy Reszczyński.

We wstępnej fazie analiz odrzucono koncepcję pozyskania tego typu środka ogniowego w oparciu inne konstrukcje. „Zuzana 2” odpadła, ponieważ oferowała, podobnie jak „Dana”, autonomiczny, zamknięty system wieżowy, uznawany – co jest tezą do pewnego stopnia kontrowersyjną – za typowy dla haubic gąsienicowych. Zaletą tej opcji była automatyzacja procesu ładowania, wadą – znaczna masa konstrukcji. System FH-77 BW L52 „Archer”, oferowany przez BAE Systems, uznany został za ofertę dosyć kosztowną, porównywalną cenowo z pozyskaniem haubicy gąsienicowej o podobnych osiągach. Oceniono, że masa wyrobu (30 ton), zasięg ognia i układ konstrukcyjny z zamkniętym, zautomatyzowanym układem ładowania amunicji, nie odpowiadają oczekiwaniom Sił Zbrojnych RP. Nadto oceniono, iż w realnych warunkach bojowych, wobec braku „kanału manualnego”, istnieje zagrożenie niewykonania zadania ogniowego w przypadku awarii skomplikowanego automatu ładowania. Późniejsze losy systemu (rezygnacja Norwegii z wcześniej potwierdzonego zakupu 24 dział) potwierdziły trafność tych analiz. Na placu boju pozostały dwie konstrukcje, „Caesar” i ATMOS 2000.

Analizy porównawcze obydwu stojących na równie wysokim poziomie, choć różniących się technicznie dział, wypadły na korzyść konstrukcji izraelskiej. Uznano, że zawiera nie tylko szereg korzystniejszych rozwiązań (np. zamek klinowy zamiast śrubowego), ale też posiada lepsze parametry decydujące o walorach bojowych, np. szerszy zakres pracy mechanizmu sterowania działem.

O ile francuskie działo zapewniało możliwość ostrzału w zakresie 0,6-67,5 stopnia w elewacji oraz po 15 stopni w azymucie, licząc od osi podłużnej nośnika, o tyle działo izraelskie oferowało w elewacji zakres pracy działa od -2 do +70 stopni, a w azymucie – po 25 stopni. To ma duże znaczenie w sytuacji, kiedy konieczne jest przeniesienie ognia na cel o innych koordynatach; nie jest wtedy konieczna zmiana pozycji działa na stanowisku ogniowym bądź zmiana tego stanowiska. Wyższą ocenę uzyskały też izraelskie rozwiązania dotyczące rozwiązania kwestii przenoszenia obciążeń dynamicznych po wystrzale z działa na podłoże (korzystniejsze usytuowanie łożyska zespołu wahadłowego). Potwierdziły to już badania artyleryjskie: pociski strzelane z „Kryla” przy identycznych ustawieniach padały dokładnie w ten sam punkt.

Obydwa działa nie oferowały pełnej automatyzacji procesu ładowania amunicji, w odróżnieniu od wyeliminowanych wcześniej konstrukcji „Zuzana 2” i „Archer”.

Wojsko oczekuje od HSW, że ostatecznie przedłoży propozycję „bardziej zautomatyzowanego” działa. HSW i WB Electronics już przygotowały rozwiązania pozwalające usprawnić proces ładowania, szczególnie przy niskim kącie podniesienia lufy „Kryla”. Jest to praktycznie bezkosztowa alternatywa dla dostępnego i możliwego do zastosowanie mechanizmu ładowania, wzorowanego na haubicy ATMOS 2000. Fot. Jerzy Reszczyński.

Wbrew spotykanym czasem opiniom, tzw. automat ładowania wcale nie jest rozwiązaniem powszechnym we współcześnie produkowanych haubicach dużych kalibrów, a już tym bardziej – w systemach kołowych. Wyjątkami są rozwiązania słowackie: „Dana” i „Zuzana” oraz nie do końca znana szerszej opinii publicznej „Eva”. Automatem ładowania dysponują praktycznie tylko rosyjska gąsienicowa 2S19 „Msta-S” i najnowsza 2S35 „Koalicja-SW” oraz prawdopodobnie kołowa serbska NORA B-52 z zamkniętym systemem wieżowym. Zarówno „Krab” i AS90, jak i T-155 „Firtina” oraz K9 „Thunder”, a nawet PzH2000, wyposażone są w system półautomatyki, będący praktycznie systemem mechanizacji procesu ładowania, a nie jego automatyzacją.

O wyborze oferty „Elbitu” przesądziły ostatecznie kryteria biznesowe. Izraelczycy także, w odróżnieniu od francuskich konkurentów, nie naciskali na przyjęcie ich oferty w całości, łącznie z podwoziem. Strona polska od początku stawiała jasno, że nośnik działa zostanie opracowany w kraju, co nieco niepokojąco przypominało drogę postępowania z licencją wieży AS90 i losami podwozia „Kraba”. Elbit wykazał znacznie większą elastyczność w negocjowaniu warunków współpracy przemysłowej. Dzięki temu stało się możliwe ustalenie korzystnych dla strony polskiej rozwiązań.

Kiedy negocjowano umowę, jeszcze nie było pewności czy uda się zrealizować ambitny plan modernizacji i rozbudowy lufowni w stalowowolskiej spółce tak, aby miała ona zdolność produkowania również luf 155 mm o długości 52 kalibrów. Obecnie to od HSW zależy, czy będzie chcieć przejąć produkcję kompletnego działa, czy tylko jego zespołu wahadłowego, czy też będzie produkować część tego zespołu, zawierającego lufę i zamek.

W opancerzonej kabinie za siedzeniami kierowcy oraz dowódcy działa znajdują się miejsca dla celowniczego i dwóch ładowniczych (ładunków i pocisków) oraz miejsce dla bloku radiostacji. Docelowo możliwe jest zwiększenie załogi do 6 osób. Fot. Jerzy Reszczyński.

Portfel zamówień produkcyjnych HSW związanych z produkcją artyleryjską zwiększa się, toteż może okazać się, że dopełnienie go lufami do „Kryla” będzie wymagać, być może, większego wysiłku organizacyjnego oraz, być może, także inwestycyjnego. Jak wiadomo, do 2019 r. potrwa produkcja 8 modułów kompanijnych moździerzy „Rak”, już nabiera tempa produkcja sprzętu dla kolejnych 4 DMO „Krabów”, która potrwa do roku 2024, od 2019 lub 2020 r. powinna ruszyć produkcja systemów wieżowych ZSSW-30, zaś w roku 2020 lub 2021 – seryjna produkcja nowego BWP, jeśli realizowany obecnie program „Borsuk” nie zanotuje poślizgu. Początek 2017 r. jest startem obróbki mechanicznej w tej części lufowni, która będzie odpowiadać za lufy największych kalibrów, i zarazem czasem potwierdzania założeń odnoszących się do wydajności zamontowanych w niej systemów technologicznych. Polskiej produkcji lufy mają otrzymać już „Kraby” z drugiego DMO. Dotychczas, przypomnijmy, choć systemy wieżowe „Krabów” łącznie z podzespołami działa powstawały w HSW, to jednak obrobione mechanicznie przewody lufowe importowano, z Nexter Systems, a następnie z Rheinmetall.

Nie wiadomo, kiedy i ile wojsko będzie chciało zakupić „Raków” w wariancie gąsienicowym M120G, co wiązać się będzie z kontynuacją po 2019 r. produkcji luf moździerzowych 120 mm. Nie jest jasne, czy w ramach polonizacji procesu modernizacji czołgów „Leopard” polskie MON nie postawi na wykonywanie w kraju również kompletnych luf do tego czołgu. Pozyskanie licencji na nie pozostaje na razie sprawą otwartą. Nie są na razie znane plany MON w dziedzinie sprzętu dla tworzonych brygad WOT, dla których HSW oferuje możliwość dostaw moździerzy klasycznych M98 i M120 oraz, we współpracy z Nexter Systems, nowej lekkiej haubicy 105 mm LG1 Mk III, do której obecnie HSW produkuje niektóre elementy. Niewiadomą jest też skala zaangażowania HSW w produkcję armat KDA35 dla systemów artylerii okrętowej i przeciwlotniczej oraz wyrzutni rakiet i innych komponentów systemów rakietowych, planowanych w programach „Homar” i „Wisła”.

Każdy z tych programów stanowić będzie istotnie dociążenie potencjału produkcyjnego HSW SA, w szczególności – jej lufowni, jednej z zaledwie trzech w Europie. Mimo to gotowość do uruchomienia seryjnej  produkcji „Kryla”, a więc będącego już po badaniach kwalifikacyjnych, HSW będzie w stanie zgłosić nawet już na początku roku 2018.

Wszystkie ta rachuby i spekulacje odnoszące się do fazy produkcyjnej „Kryla” wyglądają w pewnym sensie na przysłowiowe dzielenie skóry na niedźwiedziu, jeśli zważyć na kilka zasadniczych spraw, które wymagają uporządkowania na obecnym etapie prac nad programem.

Kryl
Miejsce pracy kierowcy „Kryla” jest równie wysoko oceniane, jak funkcjonowanie układu napędowego, przeniesienia mocy i zawieszenia. Fot. Jerzy Reszczyński.

U podstaw powstania „Kryla” w takiej a nie innej konfiguracji legło założenie fundamentalne, jakim był wymóg aeromobilności tego środka ogniowego, i to przy wskazanym przez wojsko środku transportu, jakim jest C-130 „Hercules”. Najprawdopodobniej wymóg ten sformułowano pod presją doświadczeń z misji zagranicznych, w trakcie których swą olbrzymią przydatność udowodniły „Dany”, dostarczane do Afganistanu tradycyjnymi środkami transportu. Uznano, że ich potencjalny następca musi być zdolny do przerzutu drogą powietrzną. Wskazywano, że takie warunki spełnia „Caesar”, co nie jest jednak do końca zweryfikowane. Pojawiają się nieoficjalne spekulacje, iż na czas transportu tym samolotem demontowany jest lemiesz stabilizujący oraz magazyny amunicji, przewożone innym samolotem. Potwierdzają to obserwacje załóg polskich C-130, które były świadkami rozładunku w Afganistanie francuskich haubic… Niemniej – postawiono wymóg transportu za pomocą „Herculesa”. Oznaczało to konieczność zachowania granicznych parametrów dwojakiego rodzaju: masowych (udźwig C-130 definiowany jest na 20 ton) oraz geometrycznych (wymiarowych).

Już na starcie prac stworzyło to szereg ograniczeń dla konstruktorów, przypominających w pewnym sensie uwarunkowania, z jakimi spotyka się zespół konstruktorów opracowujących nowy pływający BWP „Borsuk”. Godzenie wzajemnie wykluczających się wymagań wymusza albo kompromisy, albo stosowanie niestandardowych rozwiązań. Dla „Kryla” oznaczało to wymóg utrzymania masy do transportu nie wyższej niż 19 ton, przy jednoczesnym spełnieniu wymagań odnoszących się do poziomu ochrony balistycznej kabiny.

Jedyną drogą do celu było zaprojektowanie od podstaw nowego podwozia, przy uwzględnieniu faktu, iż zabudowa, czyli działo z ramą pośrednią, musi mieć masę wynikającą z jego konstrukcyjnych właściwości. Elbit i tak dokonał na potrzeby strony polskiej „odchudzenia” konstrukcji działa i ramy o ok. 500 kg, do 9,5 tony. Podwozie zatem, aby utrzymać się w granicy masy również 9,5 tony, musiało zawierać szereg niestandardowych rozwiązań, wykorzystujących m.in. nowatorskie technologie materiałowe, zapewniające najniższą możliwą masę przy wymaganej wytrzymałości mechanicznej. W przypadku samobieżnego działa na podwoziu kołowym musiano uwzględnić ekstremalnie wysokie obciążenia dynamiczne występujące przy strzelaniu pełnym ładunkiem.

Efektem prac konstruktorów było – zaprezentowane oficjalnie 17 lipca 2014 r. – nowe podwozie Jelcz 663.28 (32) z silnikiem MTU 6R106TD o mocy 326 KM z mechaniczną (z możliwością zastosowania pełnego automatu) skrzynią biegów (9+1) ZF. Po raz pierwszy Jelcz konstruował pojazd od początku do końca planowany do konkretnego wojskowego zastosowania. W projektowaniu uczestniczyły m.in. WAT, Politechnika Wrocławska oraz Elbit.

Kryl kierownica
Przed miejscem zajmowanym w czasie jazdy przez dowódcę zabudowane są komputer dowódcy, terminal systemu nawigacji oraz terminal systemu łączności FONET. Fot. Jerzy Reszczyński.

Po raz pierwszy w konstrukcjach samochodów Jelcz blok silnika wysunięto przed oś przednią. Pozwoliło to z jednej strony uzyskać lepszy rozkład mas i dociążyć oś kierowaną, a z drugiej – obniżyć kabinę. Dla oszczędności masy osłonę silnika wykonano z tworzyw sztucznych, co okazało się ślepą uliczką. Wprawdzie uzyskano efekt oczekiwanej przez Gestora zmniejszenia masy całego zestawu, ale – jak wykazały badania trakcyjne w trakcie prób zakładowych – ceną było pogorszenie właściwości jezdnych w terenie i gorsza kierowalność kół przednich, zatem należało przednią oś dociążyć.

Problemy trakcyjne zostały rozwiązane, pojazd uzyskiwał już wszystkie wymagane osiągi zarówno z załadowanymi magazynami amunicji (jednostka ognia wynosi 18 kompletów, ale konstrukcja i zapas wytrzymałości oraz mocy układu napędowego umożliwiają jej zwiększenie), jak i po wystrzelaniu jej.

„Kryl” przemieszcza się po drogach utwardzonych z prędkością 90 km/godz., co odpowiada parametrom pojazdów stanowiących wyposażenie brygad zmechanizowanych, wykorzystujących KTO „Rosomak”. A z takimi ugrupowaniami ten system artylerii ma współdziałać. W terenie jego prędkość użyteczna jest wystarczająca, aby poruszać się razem w ugrupowaniu, zasięg wynosi 500 km (docelowo – 640 km) przy dwóch pełnych zbiornikach. Haubica może poruszać się po terenie o nachyleniu (wzdłużne i boczne) do 20 stopni, pokonywać wzniesienia do 30 stopni,  rowy, progi oraz brody nawet do 1,2 m. Podwozie posiada system centralnego pompowania kół, gwarantujący mobilność w przypadku przestrzelenia opon, a także pozwalający w pewnym zakresie regulować prześwit pojazdu, wynoszący nie mniej niż 0,38 m. Dla 5-osobowej (docelowo przewiduje się możliwość zwiększenia obsługi do 6 osób) załogi skonstruowano opancerzoną kabinę, którą można jeszcze dopancerzyć poprzez nałożenie zewnętrznych paneli. Kabina, wyposażona w system filtrowentylacji oraz klimatyzacji, oddzielona jest od przedziału silnikowego szczelną przegrodą, posiada właz ewakuacyjny w stropie.

Zapas wytrzymałości konstrukcji podwozia oraz zapas mocy napędu pozwalają na zwiększenie, z obecnych 18 kompletów, zapasu amunicji przewożonej przez „Kryla” i gotowej do natychmiastowego użycia. Fot. Jerzy Reszczyński.

W operacyjnych wymaganiach wstępnych do pracy rozwojowej nie sformułowano wymagań w zakresie systemów ochrony biernej (np. czujniki ostrzegające przed opromieniowaniem laserowym OBRA, wyrzutnie granatów dymnych) oraz nie zdefiniowano oczekiwanych zabezpieczeń w zakresie ochrony przeciwminowej. Trudno się dziwić, gdyż jest mało prawdopodobne użycie środka o takim zasięgu ogniowym w terenie nie rozpoznanym inżynieryjnie i położonym w obszarze bezpośredniej styczności wojsk. „Krylowi” postawiono wymóg holowania przyczepy o maksymalnym uciągu maksymalnym do 2000 kg. Przy maksymalnej masie całkowitej armatohaubica może bez przeszkód korzystać z dróg publicznych, mostów i wiaduktów. Maksymalna dopuszczalna szerokość pojazdu bez ramion lusterek to 2,44 m, maksymalna wysokość (niższa niż w przypadku np. „Caesara”) to 3,44 m, a długość całkowita – 10,3 metra.

Próby załadunku do makiety kabiny C-130 powiodły się, choć nie bez pewnych problemów. Kiedy już ten warunek został spełniony, wojsko… złagodziło swe stanowisko w sprawie aeromobilności. Nie zrezygnowano wprawdzie z niej całkowicie, ale zniknął budzący wątpliwości od początku (podobnie, jak np. w wypadku amerykańskich KTO „Stryker”) warunek powiązania jej z konkretnym typem samolotu transportowego, C-130, który byłby w stanie „Kryla” przewozić, ale kosztem drastycznego ograniczenia zasięgu lotu. Mimo to „Kryla” można „wozić” C-130 przy spełnieniu kilku warunków.

Całe wyposażenie związane z SKO oraz łącznością i dowodzeniem jest, z założenia, w pełni kompatybilne ze stosowanym w innych systemach użytkowanych bądź planowanych do wprowadzenia do użycia w WRiA. Wiadomym jest, iż bazują one na – uznawanych za jedne z najbardziej zaawansowanych w świecie – rozwiązaniach będących efektem wieloletniej i efektywnej współpracy HSW z WB Electronics. Dzięki temu – co z satysfakcją podkreślają zarówno artylerzyści jak i konstruktorzy – w przypadku konieczności awaryjnego powierzenia obsługi „Kryla” załodze „Kraba”, proces ten odbędzie się płynnie, wręcz intuicyjnie. Jest to zasługą m.in. oprogramowania „Topaza”, stosowanego we wszystkich środkach artyleryjskich Sił Zbrojnych RP.

Na wyposażenie elektroniczno-informatyczne „Kryla” składa się m.in. system łączności FONET i cyfrowa radiostacja, radar prędkości wylotowej MVRS 700 SCD,  system nawigacji satelitarno-bezwładnościowej TALIN 5000 z hodometrem, komputery balistyczne i części artyleryjskiej. Automatyzację kierowania ogniem i dowodzenia podniesiono na bardzo wysoki poziom. Dane z ośrodka dowodzenia mogą być odbierane i przetwarzane bez zwłoki nawet wówczas, gdy załoga znajduje się na zewnątrz, na pozycjach bojowych. Skraca to czas obiegu najważniejszych informacji o zadaniu ogniowym. W przypadku uszkodzenia systemu zautomatyzowanego naprowadzania działa na cel celowniczy ma do dyspozycji instrumenty pozwalające na dokonywanie tych operacji w trybie manualnym.

W czasie wykonywania zadania ogniowego cała załoga „Kryla” znajduje się poza pojazdem, na ściśle określonych pozycjach, na których nie wszyscy jej członkowie mają z sobą kontakt wzrokowy i nie znajdują się w polu widzenia dowódcy. Dlatego załoga ma pomiędzy sobą kontakt radiowy za pośrednictwem zestawów nagłownych. Zajmowanie miejsc w kabinie i opuszczanie ich odbywa się bardzo sprawnie. Także czas opuszczenia stanowiska ogniowego nie przekracza kilkudziesięciu sekund od oddania ostatniego wystrzału. W kontekście wymagań dotyczących czasu potrzebnego na zmianę stanowiska ogniowego pewne kontrowersje budzi sygnalizowane przez wojsko, wyposażenie „Kryla” w agregat pomocniczy APU. Dla szybkości reakcji ważne jest, aby silnik główny pojazdu był czynny w czasie wykonywania zadania ogniowego, aby umożliwić jak najszybszy odskok, więc APU wydaje się niekoniecznym dublowaniem systemu zapewnienia energii. Zastosowanie APU o odpowiedniej mocy raczej mija się z celem z uwagi na brak miejsca, dodatkową masę i dodatkowy koszt, dające w efekcie nieznaczne tylko zmniejszenie konsumpcji paliwa w porównaniu z silnikiem głównym oraz nieznaczne zmniejszenie widma na termowizji,

„Kryl”, analogicznie jak „Krab”, może posługiwać się każdą amunicją zgodną z memorandum JBMoU, i tymi samymi ładunkami miotającymi. Z logistycznego punktu widzenia ma to dla wojska znaczenie kapitalne, choć nie zawsze doceniane. Na razie nie są znane wymagania MON w zakresie posługiwania się przez tę haubicę amunicją precyzyjną (klasy APR), ale można spekulować, iż wymóg ten jest oczywistym, nawet jeśli oficjalnie jeszcze nie został sformułowany.

Zasięg ognia „Kryla” zawiera się pomiędzy 5 a 40 km. Szybkostrzelność 6 strzałów na minutę osiągana była w trakcie badań przez fabryczną obsługę HSW, może być zwiększona przez wyszkoloną załogę artylerzystów. Przy ogniu podtrzymanym wynosi ona 2 strzały na minutę. Naturalnie, oprogramowanie przewiduje wykonywanie strzelań w systemie MRSI (Multiple Rounds Simultaneous Impact). „Kryl” przeszedł pomyślnie badania poprawności funkcjonowania systemów w niskich temperaturach.

W różnych dyskusjach dotyczących „Kryla” bardzo często jako najważniejszy argument przeciwko tej konstrukcji wymieniany jest brak automatu ładowania. Warunek „doprojektowania automatu” pojawia się czasami w wypowiedziach wojskowych. Urasta przez to do rangi wręcz mitycznej, mającej jakoby decydujące znaczenie dla wartości bojowej i przydatności „Kryla” bądź jej braku.

Wcześniej wspomniano, że jest to rozwiązanie rzadko spotykane, i obecne tylko w niewielu konstrukcjach. One są od początku projektowane tak, aby proces automatyzacji ładowania amunicji zapewnić. Jednym z jego najważniejszych warunków jest konstrukcyjne połączenie samego mechanizmu wprowadzania pocisku i ładunku miotającego do komory zamkowej z magazynem amunicji i magazynem ładunków miotających oraz podajnikiem zapłonników.

Wiąże się z tym m.in. ograniczenie liczby ładunków możliwych do natychmiastowego użycia. Nad wszystkim musi czuwać system komputerowy, którego zadaniem musi być m.in. „gospodarowanie” modułowymi ładunkami miotającymi w taki sposób, aby liczbę modułów ładunku dobierać bez ingerencji obsługi działa zależnie od wypracowanych danych do strzelania, zasięgu, wyliczonej balistycznie trajektorii lotu pocisku itd. To jest oczywiście wykonalne, ale pod warunkiem, że od tego rozpoczyna się projektowanie działa.

Czy do „Kryla”, bazującego na ATMOS 2000, można taki system „dorobić”? Przedstawiciele Huty Stalowa Wola jednoznacznie podkreślają, że odpowiedź musi być jedna: bez przebudowy całej części artyleryjskiej jest to niemożliwe. Kompletna zmiana konstrukcji działa musiałaby mieć swe konsekwencje w przeprojektowaniu podwozia, aby uwzględnić np. nieuniknioną zmianę rozkładu mas oraz geometrii zespołu wahadłowego. Dla całego programu oznacza to praktycznie fundamentalne przenicowanie, zaś końcowe rezultaty prowadzonych w tym kierunku prac byłyby dalece niepewne. O tym można byłoby przekonać się po latach oraz poniesieniu znacznych kosztów –  nawet w przypadku wyboru opcji zakupu licencji na gotowe działo o takich charakterystykach, takie jak np. „Eva”, będąca dopiero w fazie badań.

Sprawa staje się jaśniejsza, kiedy doprecyzuje się definicję „automatu ładowania”, przez który jednak najczęściej rozumie się zmechanizowany i odciążający ładowniczych system dosyłania, choć taki „automat” i tak nie wyręcza ładowniczych w procesie dostarczenia elementów amunicji z magazynów do mechanizmu. W przypadku „Kryla” możliwe jest zastosowanie takiego rozwiązania. Pozostaje tylko pytanie: jaki w tym sens, i jaki będzie koszt takiego rozwiązania? Firma Elbit ma gotową konstrukcję mechanizmu dosyłania. Bazuje ona na rozwiązaniach znanych z holowanej haubicy ATHOS 2000. Działanie układu polega na podniesieniu amunicji na wysokość zamka i wyosiowaniu korytka ładowniczego z zamkiem. Wtedy następuje, w trybie dwutaktowym, dosłanie amunicji do zamka. Najpierw ładowany i dosyłany jest pocisk, następnie – ładunek miotający. Ponieważ jednak w tym rozwiązaniu nie występuje klasyczne korytko ładownicze, to w przypadku awarii bądź bojowego uszkodzenia układu ładowniczy będzie musiał załadować pocisk bezpośrednio do zamka, a następnie dosłać z pomocą ręcznego dosyłacza.

Rozwiązanie systemu mechanicznego dosyłania w haubicy „Caesar”, choć konstrukcyjnie odmienne (pocisk kładziony jest na korytku znajdującym się po lewej stronie zamka poniżej nasady, po czym ramię podnosi się na wysokość zamka, osiuje się z nasadą i dosyła pocisk), posiada podobne wady, i również nie wpływa na zwiększenie szybkostrzelności. Również w tym rozwiązaniu w przypadku awarii (uszkodzenia) układu ładującego wykonanie zadania ogniowego staje się trudne, jako że (w nim również nie występuje klasyczne korytko ładownicze) ładowniczy będzie musiał załadować pocisk bezpośrednio do zamka i dosłać go manualnie. Masa pocisku, jak wiadomo, to ok. 50 kg, więc manewrowanie taką masą bez możliwości podparcia jej korytkiem jest w warunkach bojowych trudne i niebezpieczne, zwłaszcza przy intensywnym ogniu. Konieczne w tej sytuacji jest zwiększenie zespołu ładowniczych, co sens całego „automatu” niweluje.

Za sprawą niedopracowanych na czas procedur „Kryl”, który od ponad dwóch lat jeździ i strzela, nie może formalnie trafić do badań wojskowych. Trwają intensywne prace przy opracowaniu stosownej dokumentacji. Pozwala to ufać, iż zapewnienia o gotowości do produkcji seryjnej w 2018 r. zostaną spełnione. Fot. Jerzy Reszczyński.

W jednym i drugim przypadku celem takiego rozwiązania jest głównie odciążenie załogi oraz poprawa komfortu jej pracy. Ale, jak wspominamy, odbywa się to zarówno kosztem zwiększenia potencjalnego ryzyka awarii lub uszkodzenia, oraz znacznym kosztem finansowym. Dla producenta jest to bez większego znaczenia, ale dla zamawiającego, czyli płacącego, w tym przypadku MON – już nie. Przedstawiciele HSW wskazują, że obecne rozwiązanie wydaje się mieć zasadnicze zalety: jest niezawodne, ekonomiczne i odporne na błędy.

Gen. bryg. Sławomir Owczarek nie kryje, że Zarząd WRiA oczekuje od oferującej „Kryla” Huty Stalowa Wola „większego zautomatyzowania” konstrukcji. Oczekiwanie takie można łatwo zrozumieć, jeśli obserwuje się prowadzenie ognia przy niskim kącie podniesienia lufy, kiedy komora zamka znajduje się w najwyższej pozycji w stosunku do podestu obsługowego na lemieszu.

W HSW i w WB Electronics przygotowano ciekawą odpowiedź na to oczekiwanie. W czasie dosłownie kilku tygodni, jak nas zapewniono, możliwe jest takie zmodyfikowanie SKO i oprogramowania „Topaza”, aby proces ładowania amunicji w „Krylu” usprawnić. To rozwiązanie odbywa się wyłącznie w obrębie „softu” systemu kierowania ogniem, ma charakter odwracalny, nie wpłynie na obecną konstrukcję i konfigurację działa, nie zmieni warunków jego obsługi i konserwacji, nie spowoduje wzrostu kosztów związanych z rozbudową i komplikacją układu. W przypadku awarii obecnego rozwiązania układ porusza się wraz z działem, które ma sterowanie zapasowe, zaś awaria obecnie stosowanego dosyłacza hydraulicznego nie uniemożliwia obsługi działa, gdyż nadal pozostaje korytko, które znacznie ułatwia ręczne dosłanie pocisku. Na razie kwestia akceptacji tego rozwiązania przez wojsko jest otwarta.

Postępem prac nad programem i perspektywą wprowadzenia „Kryla” na uzbrojenie polskiej armii mocno zainteresowany jest izraelski partner HSW. Deklaruje swe zaangażowanie w pozyskiwanie zagranicznych odbiorców na ten system uzbrojenia. Zainteresowanie nim już jest duże, nie tyko w krajach europejskich. Zarówno HSW jak i Elbit w przyjęciu „Kryla” na uzbrojenie Sił Zbrojnych RP widzą ważny argument w działaniach eksportowych.

Dotychczas na program „Kryl” NCBiR wyłożyło nieco ponad 28 mln. zł, do których HSW dołożyła własne środki finansowe.

Jerzy Reszczyński  

Defence24
Defence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 34
Reklama
Anuluj
adam
piątek, 3 marca 2017, 08:23

Sprawa jest prosta - HSW wie, że ministerstwem kieruje idiota, który łyknie dowolne brednie i dlatego Kryl wraca. Kupi się polskie haubice robione przez polskich robotników w polskich fabrykach. Dla OT oczywiście.

wieloletni_czytelnik_Wyborczej_81
poniedziałek, 13 lutego 2017, 11:30

Śmiech. Może lepiej drewniane klocki jak LEGO wytwarzać. To nie czeski film.

maciej
niedziela, 12 lutego 2017, 17:56

filc jest trendy :D

Akula
piątek, 10 lutego 2017, 11:44

Czy przypadkiem nie tak powinien wyglądać nasz Kryl? http://defence-blog.com/army/thailand-unveils-new-155-mm-truck-mounted-howitzer.html

niCk
niedziela, 5 lutego 2017, 13:41

No może coś nie tak myślę w związku z obsługą , na schemacie jest 6 osobowa, a w kabinie 5 miejsc. 1-na osoba dostanie rower do przemieszczania czy na oklep?

Clash
niedziela, 5 lutego 2017, 08:01

Ot taki Miś na miare naszych możliwości. My tym misiem otwieramy oczy niedowiarkom i to nie jest nasze ostatnie słowo.....

kasa
sobota, 4 lutego 2017, 16:44

Dzwonię z Stalowej Woli Krab będzie miał przód jak bmw,tył jak ferrari no i lakier zielony metalik.

Clash
sobota, 4 lutego 2017, 11:26

Czy to jest praca dyplomowa chłopaków z technikum samochodowego?

derek
piątek, 3 lutego 2017, 21:59

jestem cywilem,dla mnie wszystkie pozostałe w Polsce zakłady od 10 lat powinni pracować 24 godz ,broni wszelkiej jej brak, ci polscy ,,politycy,, są dziećmi,nie budują ale rujnują,nie powołują a wypędzają rezerwy do angoli i Szwabi, a tu w domu miecza,kuszy,topora mieć nie można bo co? bo by z wiejskiej już dawno kamień na kamieniu nie został za brak obrony Ojczyzny. .

Realista33
piątek, 3 lutego 2017, 20:45

Nasze zapotrzebowanie to minimum 200 szt Kryla, ustawilbym je pod granica Berlina i dzien i noc przez tydzień dziękowałbym Niemcom za Warszawę 1939-1945

Emeryt z Intelligence
czwartek, 2 lutego 2017, 21:32

Miałem zamiar zabrać glos ale widzę że Rosjanie opanowali temat. Oni mają taki sprzęt ,że przyjeżdżają na front, żołnierze wychodzą do schronu wódkę pić, armata sama strzela, i po strzelaniu wszyscy wracają do domów. A u nas co? Przód brzydszy niż w lamborghini, zamiast witraży w oknach zwykłe szkło. załoga będzie się wstydziła wyjeżdżać tym na miasto. W środku filc i zwykła ławka. Załoga po wyjściu ginie od ognia kontbateryjnego. Jak żyć, Pani Premier, jak żyć??

ktwrs
czwartek, 2 lutego 2017, 16:02

Rzadko który artykuł / sprzęt wojskowy zbiera tyle negatywnych komentarzy, które do tego są merytorycznie uzasadnione.

Jakub
czwartek, 2 lutego 2017, 16:01

"od ponad 2 lat wóz jeździ, strzela, wykonuje wszystkie zadania, ale formalnie nie może przejść badań wojskowych, z uwagi na kwestie proceduralne." I nic dziwnego. Kto by to chciał kupić ? Brzydki, przestarzały, błędny koncepcyjnie i konstrukcyjnie, nieergonomiczny, niebezpieczny dla obsługi.

Dtmbg
czwartek, 2 lutego 2017, 15:32

Ja myślę, że szanująca się fabryka nie przyznałaby się to produkcji tego czegoś.

Motorhead
czwartek, 2 lutego 2017, 15:21

Uwaga merytoryczna do treści artykułu - centralny system pompowania kół nie służy do zachowania mobilności po przestrzeleniu opon, do tego służą wkładki runflat produkowane np przez firmę Hutchinson albo Tyron. CPK służy do zwiększenia mobilności na sypkim lub grząskim podłożu, gdzie regulacja ciśnienia polepszy rozłożenie masy w przeliczeniu na powierzchnię opon oraz współczynnik VCI. Pompowanie przedziurawionych kół to wymysł, który co jakiś czas pojawia się w mediach ale z rzeczywistością nie ma nic wspólnego.

Laik
czwartek, 2 lutego 2017, 15:09

Dlaczego jak Amerykanie coś skonstruują, to abstrahując od tego czy to dobrze działa, cze nie, to zawsze za..ebiście wygląda, a to..to nawet nie wiem jak to opisać

Jp
czwartek, 2 lutego 2017, 09:26

Czy odpowiednie służby interesują się dziwną "blokadą" w niektórych wydziałach MON?

gts
czwartek, 2 lutego 2017, 08:40

Z tresci artykulu i komentarzy a takze informacji o produkcjach zagranicznych mozna uznac ze kilka kryli mozna w takiej wersji kupic... do misji w ramach zobowiazan NATO i ONZ. Co do reszty wdyja sie byc sluszne ze odxhodzimy od wymogu ponizej 20t i tranaportu Herculesem. To ma sluzyc u nas, a w zwiazku z tym prawdopodbnie bedzie trzeba to jednak przebudowac. Jak w Nexter podwozi 8x8, kabina z podwojnymi drzwiami i niestety automat ladowania mimo iz wojsku wydaje sie zbedny. Prawda jest taka, ze w instlacji automatu nie chodzi i to co koze zrobic na cwiczeniach krotkotrwalego ognia, ale o ile skutencznije jsst w stanie zastapic zolnierzy przy dlugotrwalym strzelaniu i skrajnych warunkach i pogodowych i byci np w rejonie walke gdzie mozna znalezc sie pod ostrzlalem - dlatego rozwiazania ktore opisujecie w rosyjkiej Koalicji maja gleboki sens. W koncu chyba maja doswiadczenia z Gruzji, Syrii, czy Ukrainy. Wiedza o co chodzi. Kryl piekny nie jest, to nowsze nadwozie jakos ratuje sytuacje, Nexter jest troche przekombinowany ale sprawia ze potencjalny kupiec nastawia sie na nowoczesnosc i chyba to dostaje. Wzornictwo przemyslowe jest to temat calkowicie pomijany na polskich uczelniach w zwiazku z tym nie posiadamy niczego co ktos chcialby kupic. Nie mamy techniki a nawet tego co produkujemy nie umiemy zaprezentowac w atrakcyjnej formie zeby sie chociaz ktos dal nabrac. Dla mnie kwintesencja wygladu tego typu ciezarowek z wysunietym dziobem to np MRP Couguar, konstrukcje Streita, a nawet niektore rosyjskie rozwiazania. Tu nie chodzi o wiele, a o jakies zgranie plaszczyzn i linii tak zeby nie wygladaly jak dziergane dlutem w garazu u szwagra. W ostatecznosci mozna przeciez "zapatrzyc sie" na amerykanskiego Macka czy Kenwortha i tyle... no ale to kwestia gustu. Wazniejsze sa jednak parametry a te w sytuacji rezygnacji z tranpsprtu C-130 sprawiaja ze nalezaloby zajac sie Krylem od poczatku Postwic na kabine 4 drzwiowa w systemie przecwiminowym V, haubice wypsoazyc w bardziej zautomatyzowane ladowanie a nawet jak w Koalicji autonomicznosc haubicy w czasie strzelania. I na te parametry nalezy patrzec, co oznacza porzucenie Kryla w takiej formie. Nasi generalowie maja w sobie maniere szafowania zyciem zolnierzy i wdupiemienie ich potrzeb i oczekiwan i to powinno sie zmienic. Nie posiadamy zagonow zbednych soldatow jak Rosja czy Chiny ktorych mozemy nawet milionami zrzucac z samolotow jako rakiety kamikadze wiec trzeba isc w strone ochrony zaolog pojazdow wszelakich od tych Pilic, Rosmakow przez BWP i Czolgi czy Haubice konczac nie wiem na czym. W pole mozemy watawic 30 tys zolnierzy i na to patrzmy.

zbychC
czwartek, 2 lutego 2017, 05:37

Komputer balistyczny, pulpit radaru i łączności wyglądają jak montowane w przypadkowych miejscach w kabinie z lat siedemdziesiątych. Nie dało się umieścić okablowania tak by nie sterczało we wszystkich kierunkach? A jeszcze lepiej, przed kierowcą i dowódcą tylko pulpity operatorskie z wyświetlaczami i manipulatorami, a reszta elektroniki z tyłu kabiny w jakiejś wnęce czy szafce.

zbychC
czwartek, 2 lutego 2017, 05:37

Komputer balistyczny, pulpit radaru i łączności wyglądają jak montowane w przypadkowych miejscach w kabinie z lat siedemdziesiątych. Nie dało się umieścić okablowania tak by nie sterczało we wszystkich kierunkach? A jeszcze lepiej, przed kierowcą i dowódcą tylko pulpity operatorskie z wyświetlaczami i manipulatorami, a reszta elektroniki z tyłu kabiny w jakiejś wnęce czy szafce.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama