Reklama

Przełom w polskiej artylerii. Ekspert: Niezbędne uzupełnienie systemów dowodzenia i rozpoznania [WYWIAD]

22 sierpnia 2017, 12:56

Niewątpliwie artyleria jest obecnie najbardziej dynamicznie rozwijającym się rodzajem wojsk i nikt, kto uważnie obserwuje modernizację sił zbrojnych RP nie powinien mieć co do tego żadnych wątpliwości - mówi w rozmowie z Defence24.pl gen. bryg. rez. Jarosław Wierzcholski, były szef Wojsk Rakietowych i Artylerii WP, dyrektor programów artyleryjskich w latach 2010-2012. Generał zaznacza jednak, że konieczne jest uzupełnienie modułów ogniowych o określone elementy systemów dowodzenia i rozpoznania.

Gen. bryg. rez. Jarosław Wierzcholski, były szef Wojsk Rakietowych i Artylerii WP, dyrektor programów artyleryjskich w latach 2010-2012: Niewątpliwie artyleria jest obecnie najbardziej dynamicznie rozwijającym się rodzajem wojsk i nikt, kto uważnie obserwuje modernizację sił zbrojnych RP nie powinien mieć żadnych wątpliwości. Dostawy nowoczesnych haubic, moździerzy czy wyrzutni oczywiście powodują zwiększenie zdolności operacyjnych polskiej artylerii, były one podmiotem zmian zachodzących w oddziałach i pododdziałach artylerii. Dzisiaj kiedy pierwszy, niezwykle ważny etap modernizacji zwieńczony został stosownymi umowami na dostawy Krabów, Raków i Langust, niezbędne jest uzupełnianie zaprojektowanych z niezwykłą starannością przez oficerów zarządu WRiArt modułów ogniowych o elementy, z którymi nie nadążono w procesie pozyskiwania sprzętu.

Jak wiele jest tych elementów? 

To zależy od programu. Przykładowo, pierwotnie planowano uwzględnienie w dywizjonowych modułach ogniowych Regina obok dostarczonych już elementów (haubic, wozów dowódczych/dowódczo-sztabowych, amunicyjnych, remontu uzbrojenia i elektroniki czy wozu oficera łącznikowego – red.) także specjalistycznych pojazdów rozpoznawczych. 

Krab
Fot. Jerzy Reszczyński

Ostatecznie jednak – jeszcze na etapie podpisywania umowy na pierwszy moduł – wóz rozpoznawczy nie znalazł się w zestawie Regina, między innymi ze względu na trudności z wyborem odpowiedniej platformy kołowej 4x4. Niezależnie jednak od tego, każdy dywizjon artylerii, zwłaszcza z systemami dalekiego zasięgu, powinien posiadać dobrze rozwinięty komponent rozpoznawczy. Jego zadaniem jest zarówno analizowanie i wykorzystywanie danych ze źródeł (sensorów) zewnętrznych, ale też gromadzenie własnych informacji rozpoznawczych.

Dlatego moim zdaniem nie można mówić o pełnym ukompletowaniu dywizjonu, dopóki nie zostanie rozwiązana kwestia wozu rozpoznania. Dopiero wtedy uzyska on odpowiedni poziom zdolności bojowych.

W wypadku systemu moździerzy samobieżnych Rak, bazą dla wozu rozpoznawczego będzie KTO Rosomak, choć pierwotnie planowano użycie innego nośnika.

Na pewno w wypadku moździerzy samobieżnych opartych na podwoziu Rosomaka podjęcie decyzji o osadzeniu również wozu rozpoznania na bazie tego transportera było dużo łatwiejsze i nie pozbawione sensu. Pozwala to bowiem na osiągnięcie porównywalnej manewrowości, jak w wypadku środków ogniowych, oraz unifikację. Rozwiązania stosowane w innych armiach pokazują różne podejście do rozpoznania na szczeblu batalionu, moim faworytem jest tu niemiecki system oparty na wozach Fennek. Nie zmienia to faktu, że dywizjony z systemem Regina powinny dysponować własnymi wozami rozpoznania.

Czytaj też: Po SPO rosną szanse na sprzedaż Rosomaków na Słowację

Jak wspomniałem, w wypadku haubic na pojazdach gąsienicowych, należy dążyć do posiadania wysokomobilnego podwozia, aby poszczególne komponenty dywizjonu mogły utrzymywać ze sobą więź taktyczną.

Z problemem innej rangi borykają się dywizjony wyrzutni rakietowych WR-40 Langusta. Nadal nie ma tam docelowego systemu rozpoznania, dowodzenia oraz zabezpieczenia logistycznego. 

Dostawy wyrzutni zakończyły się już pewien czas temu.

Tak, ale nadal współpracują one z analogowym systemem dowodzenia, opartym na starych wozach WD-43, bazujących na konstrukcji sowieckiego samochodu UAZ. Pomimo, że wyrzutnie Langusta są wyposażone w układ kierowania ogniem Topaz, i są one w 100 proc. autonomiczne, to niestety dowódcy nadal zmuszeni są do kierowania ogniem w sposób tradycyjny. 

Langusta
Fot. chor. Rafał Mniedło

Pomimo zakończenia dostaw samych efektorów nadal nie mamy kilku elementów, które może nie są kluczowe, ale mają wpływ na czas i precyzję wykonania zadań ogniowych przez pododdziały artylerii rakietowej. Będąc szefem Wojsk Rakietowych i Artylerii zdecydowałem o połączeniu programów artyleryjskich Regina, Langusta, Homar czy Rak w jeden kompleksowy program między innymi po to, aby móc zunifikować wozy dowodzenia, rozpoznania oraz logistycznego zabezpieczenia w celu ułatwienia ich eksploatacji oraz możliwości przesuwania poszczególnych wozów np. z dywizjonu Langusta do dywizjonu Kryla czy nawet Kraba, kiedy w skomplikowanej sytuacji taktycznej zajdzie taka konieczność.

Niestety, kwestia pojazdów dowodzenia dla dywizjonów Langust nadal nie została rozwiązana. Dowódcy plutonów i dowódcy baterii powinni dysponować wozami klasy 4x4, ale nadal nie wybrano docelowej platformy, na jakiej powinien zostać osadzony taki wóz. Dysponujemy już natomiast podwoziami dla systemów dowodzenia na wyższych szczeblach – na przykład dowódcy i szefa sztabu dywizjonu.

Nowo wdrażane środki artyleryjskie powinny też dysponować amunicją precyzyjną.

Tak, i również tutaj istnieje możliwość zwiększenia zdolności systemów artyleryjskich Langusta. W lipcu zakończono z powodzeniem badania nowej, amunicji Feniks, pozwalającej na osiągnięcie zasięgu rzędu ponad 40 kilometrów. Jest to więcej, niż w wypadku porównywalnych rozwiązań dla kalibru 122 mm proponowanych przez większość oferentów na światowym rynku. 

Pomyślne zakończenie badań rakiety Feniks daje podstawę, aby móc opracować wariant kierowany wraz z systemem naprowadzania. Nad podobnymi systemami pracują, bądź już je wdrożyli między innymi Turcy, Izraelczycy i Rosjanie. Polski przemysł byłby w stanie je zrealizować w stosunkowo krótkim czasie, pod warunkiem transferu technologii systemu naprowadzania od partnerów zewnętrznych.

Nie można więc wykluczyć, że zawiąże się odpowiednia kooperacja. W jej wyniku mógłby powstać system precyzyjnego rażenia o zasięgu 40-50 km, z wykorzystaniem już istniejących wyrzutni. Podkreślam, że dojście do tego poziomu skuteczności konwencjonalnej amunicji 122 mm zajęło dosyć długi czas, teraz można wykorzystać efekty prac i dość szybko stworzyć na jej podstawie amunicję precyzyjną. Samo zastosowanie nawigacji inercyjnej mogłoby ograniczyć rozrzut do 50 m, a z użyciem systemu GPS można osiągnąć jeszcze lepsze efekty.

Gen. rez. Wierzcholski MSPO
Fot. Defence24.pl

Niedawno Inspektorat Uzbrojenia poinformował o rozpoczęciu dialogu technicznego na amunicję 155 mm naprowadzającą się na źródła promieniowania radiowego, przeznaczoną dla haubic Krab i w przyszłości Kryl. Jakie inne pociski kierowane mogły by zostać wprowadzone w tym kalibrze?

Po pierwsze, jest to amunicja przeciwpancerna, samonaprowadzająca się na wykryte cele, w szczególności pojazdy bojowe. W trakcie testów haubicy Krab w 2012 r. wykonano strzelanie pociskami SMArt 155 i BONUS. Te próby zostały przeprowadzone z powodzeniem i istnieje możliwość wykorzystania obu typów pocisków przez pododdziały Krabów.

Jednocześnie samodzielne opracowanie pocisków tej klasy byłoby trudne dla przemysłu. Natomiast decyzje o ewentualnym wdrożeniu jednego z określonych typów amunicji będą należały do MON i muszą zostać poprzedzone oceną potrzeb wykorzystania pocisków podobnej klasy w połączonym systemie rażenia.

Zobacz też: Kraby strzelają w Orzyszu [Defence24.pl TV]

A pociski naprowadzane laserowo?

Kolejny rodzaj amunicji precyzyjnej, to pociski kierowane wiązką lasera. Tutaj prowadzone są dość zaawansowane prace, realizowane przez polski przemysł z uwzględnieniem technologii pozyskanej od partnera ukraińskiego. Pociski te pozwalają na rażenie celów z bardzo dużą dokładnością, nawet poniżej metra. Doświadczenia z konfliktu w Afganistanie wskazują na potrzebę posiadania takich rozwiązań. 

Wyzwaniem przy pracach nad amunicją tej klasy – podobnie zresztą jak w wypadku systemów działających na podobnej zasadzie, jak SMArt czy Bonus – jest wprowadzenie pocisku do obszaru, w którym układ naprowadzania może rozpocząć namierzanie celu i kierowanie lotem. W przeciwieństwie do amunicji kierowanej INS/GPS, precyzyjne koordynaty pojedynczego obiektu nie są znane w momencie wystrzelenia, i przez długi okres pocisk porusza się lotem balistycznym, bez możliwości korygowania.

Krab strzelanie
Strzelanie haubicy Krab podczas testów. Zakłady Metalowe Dezamet dostarczają Wojsku Polskiemu pociski przeznaczone dla systemu artyleryjskiego tego typu, a w przyszłości - również dla haubic Kryl. Fot. Jerzy Reszczyński

Konieczne jest też wskazanie celu. 

Tak, podświetlenie przy użyciu lasera ma szczególne znaczenie i to właśnie dla pocisków 155 mm. O ile bowiem podobna amunicja przeznaczona dla moździerzy 120 mm, może być naprowadzana na przykład przy pomocy wskaźników laserowych na wozach rozpoznania, to użycie pocisków o zasięgu ponad 20-30 km wymaga już podjęcia działań przez grupy dalekiego rozpoznania (zdolnych do działania w ugrupowaniu przeciwnika), a tych na razie w Wojsku Polskim nie ma zbyt wiele. Oczywiście istnieją też inne możliwości, na przykład użycie bezzałogowców.

Należy też wspomnieć o amunicji naprowadzanej za pomocą INS/GPS, przeznaczonej do precyzyjnego rażenia celów stacjonarnych. Stany Zjednoczone wykorzystują tutaj dwa typy: budowany od podstaw Excalibur oraz zestawy PGK, przeznaczone do użycia z istniejącymi pociskami. Jak czytamy w dokumentach budżetowych Departamentu Obrony, te ostatnie pozyskiwane są w znacznie większych ilościach, bo za ich zakupem przemawia niższa cena i rachunek ekonomiczny. Amerykanie dążą też do zwiększania zakupów PGK, co obniża ich cenę.

Jednocześnie biorąc pod uwagę doświadczenia Stanów Zjednoczonych trudno oczekiwać, że w tej kategorii poszukiwane będą inne rozwiązania, niż te używane w US Army. 

Warto jednak pamiętać, że pociski kierowane laserowo, w przeciwieństwie do amunicji INS/GPS dają możliwość rażenia celów ruchomych. Pocisk artyleryjski kalibru 155 mm leci do celu nawet przez półtorej minuty. W tym okresie, jeżeli celem jest na przykład ruchomy punkt dowodzenia, może on zmienić stanowisko. A po wystrzeleniu pocisku kierowanego INS/GPS na razie nie ma możliwości korekty współrzędnych.

Czytaj też: Amerykańska artyleria powstrzyma Rosję? US Army ujawnia szczegóły wzmocnienia wschodniej flanki [ANALIZA]

W Wojsku Polskim do jednostek artylerii zaliczane są też pododdziały przeciwpancernych pocisków kierowanych. MON, zgodnie z wynikami Strategicznego Przeglądu Obronnego deklaruje, że będzie chciało zwiększyć nasycenie pociskami przeciwpancernymi, dalekiego i krótkiego zasięgu.

Moim zdaniem najkorzystniejszym rozwiązaniem byłoby użycie technologii i parku maszynowego - potencjału zbudowanego już w polskim przemyśle do produkcji przeciwpancernych pocisków kierowanych rodziny Spike. Mogłyby to być na przykład Spike-SR dla pododdziałów piechoty, czy Spike-ER dla śmigłowców. Możliwe są również inne rozwiązania np. ppk Pirat. Duża część przeznaczonych do produkcji tych pocisków maszyn oraz co ważniejsze technologii znajduje się już obecnie w kraju, a zakupy odbywały się znacznym wysiłkiem finansowym. 

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykorzystać ten potencjał. Niezbędnym warunkiem w tej sytuacji byłoby jednak pozyskanie brakujących technologii, tak aby uzyskać pełną niezależność od naszych partnerów. Przy zakupie pierwszej partii pocisków Spike kilka kluczowych jej elementów pozostało w Izraelu, przy nowym kontrakcie powinny one być "oczkiem w głowie" negocjatorów. 

Niedawno ujawniono też nowy pocisk Spike LR 2.

Wprowadzanie do już istniejącego sprzętu modyfikacji podnoszących ich zdolności bojowe powinno być regułą. Niezależnie od decyzji w sprawie nowych pocisków, system Spike-LR pozostanie w wojsku przez dłuższy czas, i należy zadbać o zwiększanie jego zdolności bojowych.

Wreszcie, kluczowe znaczenie dla Wojsk Rakietowych i Artylerii ma pozyskanie systemu dalekiego zasięgu Homar. W lipcu na podstawie rekomendacji PGZ do dalszego etapu programu skierowano ofertę Lockheed Martin, systemu HIMARS. Jak Pan ocenia ten wybór? 

System HIMARS ma duże możliwości bojowe i jest perspektywiczny, Amerykanie zamierzają go rozwijać. Ponadto, jest używany przez europejskie państwa sojusznicze, jak i przez same wojska lądowe Stanów Zjednoczonych, które w coraz większym stopniu obecne są na wschodniej flance. 

HIMARS Drawsko
Fot. Sgt. 1st Class Robert Jordan/NC National Guard

Wiadomo już oficjalnie, że między innymi wyrzutnie HIMARS znajdą się w zestawach wyposażenia Army Prepositioned Stock. Planowane jest wdrażanie przez Amerykanów kolejnych środków wzmocnienia obecności w Europie z ich udziałem, w tym celu będą realizowane dodatkowe zakupy wyrzutni.

Z tego powodu, jeżeli HIMARS zostanie ostatecznie zakupiony jako podstawa dla programu Homar, będzie to dobra decyzja. Chciałem jednak zwrócić uwagę, że ten system rakietowy będzie rozwijany w Stanach Zjednoczonych i również Polska, już na obecnym etapie, powinna zabezpieczyć możliwości uzyskania perspektywicznych wyrzutni i rakiet.

Resort obrony deklaruje, że program Homar jest priorytetem, natomiast HIMARS ma w przyszłości otrzymać nowe pociski LRPF.

Program Long-Range Precision Fires jest traktowany w Stanach Zjednoczonych jako priorytet. Polski rząd podpisując umowę na program Homar powinien zapewnić sobie dostęp do tego programu, powalczyć należałoby również o transfer technologii do przemysłu. Podobnie rzecz się ma jeżeli chodzi o pociski GMLRS o zwiększonym zasięgu, jak i nowy wariant wyrzutni HIMARS.

Wszystkie te programy są już ujęte w dokumentach budżetowych Departamentu Obrony, a więc będą realizowane przez US Army. Wartość projektu Homar jest liczona w miliardach złotych, i należy zadbać o dostęp do rozwiązań, przewidzianych do użycia w przyszłości. 

Wiemy z publicznie dostępnych informacji, że MON zabiega o przyspieszony dostęp do nowej technologii w programie Wisła, i zakup systemu rakietowego Homar powinien być prowadzony w podobny sposób. Oczywiście program LRPF jest na wstępnym etapie, ale jego docelowe wdrożenie powinno być koniecznym warunkiem dla Sił Zbrojnych RP.

Goździki
Fot. kpt. Tomasz Kisiel, kpr. Maciej Hering

W jaki sposób można podsumować najważniejsze potrzeby polskiej artylerii? 

Moim zdaniem najważniejszą kwestią, uwzględniając już realizowane programy, jest uzupełnienie systemu dowodzenia wyrzutni Langusta, tak aby uzyskały one pełną zdolność bojową. W dalszej kolejności należy pochylić się nad wozami rozpoznania dla modułów ogniowych moździerzy samobieżnych Rak, jak i systemu Regina, uzbrojonego w haubice samobieżne 155 mm.

Równolegle należy zająć się pozyskaniem amunicji nowej generacji (precyzyjnego rażenia), jak i nowych środków artyleryjskich. Mam tu na myśli przede wszystkim haubicę samobieżną Kryl. Niezbędne są szybkie decyzje, gdyż od ich podjęcia do osiągnięcia gotowości przez nowy sprzęt musi upłynąć kilka lat. Nie możemy pozwolić sobie na dalsze opóźnienia, gdyż większość jednostek artylerii lufowej nadal używa sprzętu posowieckiego. 

Dziękuję za rozmowę.  

KomentarzeLiczba komentarzy: 48
Harry
wtorek, 22 sierpnia 2017, 18:23

Nie poruszono kwestii LIWCA, radaru artyleryjskiego. Czy Wojska Artyleryjskie nie potrzebują namierzania strzelającego przeciwnika, by zadać ogień kontr bateryjny?

mi6
wtorek, 22 sierpnia 2017, 18:03

Tytuł taki, ze juz myślałem ze wreszcie umowę na Homara podpisali...

KrzysiekS
niedziela, 27 sierpnia 2017, 13:11

Bardzo mądra wypowiedź. (osobiście byłem za rozwiązaniem Izraelskim jeżeli chodzi o HOMARA) ale jeżeli wybraliśmy HIMARS to warunkiem niezbędnym umowy jest możliwość modernizacji sytemu oraz rozwoju własnego pocisków np. we współpracy z Izraelem. Bardzo dużo jest do zrobienia jeżeli chodzi o amunicję ale widać przynajmniej że ludzie w MON odpowiedzialni za te systemy mają chociaż świadomość zarówno potrzeb jak i kierunków. Szkoda że inne formacje np. MW kompletnie nie wiedzą w którą stronę mają iść to są decyzję na lata nie na 5 nawet 10 tylko na dłużej.

3miasto
wtorek, 22 sierpnia 2017, 17:28

Nic o artylerii morskiej? A trzeci NDR jest niezbędny

As
wtorek, 22 sierpnia 2017, 17:25

Jako laikowi wydaje mi się, że potencjalny agresor albo będzie ostrzeliwał nasze pozycje z obszarów, które leżą daleko poza obszarem dokąt sięgać będzie nasza artyleria, a jak wiemy strzela na poziomie lat 50tych ubiegłego wieku, albo już z terytorium Polski używając do własnej obrony zurbanizowanych terenów, aby uniemożliwić naszym ostrzał chowając się za ludność zywilną.

Tomek
wtorek, 22 sierpnia 2017, 17:12

Panie generale, GPS to nawet ja potrafię zakłócić. No dobra, ja nie. Ale Rosja to potrafi.

Piotr
wtorek, 22 sierpnia 2017, 19:17

Dlatego musi chodzić tez na Glonas

Wojciech
czwartek, 31 sierpnia 2017, 19:06

Ukraiński Dozor B by się nadał. Pojemny, opancerzony, można mu przypisać różne funkcje od zwiadu elektronicznego przez dowódcze po sanitarkę.

Rejtan
środa, 23 sierpnia 2017, 20:38

Dla Polski ciekawe są izraelskie próby amunicji 155 mm z podpociskiem antyradarowym ( w skrócie - zamiast głowicy bojowej 6-8 kg pocisk oddzielajacy się w końcowym etapie lotu ~ 30 km i przyspieszajacy do > Ma3,5, samonaprowadzajacy się na źródło promieniowania radarowego ) o zasięgu około 45-50 km. Razi cel bezpośrednio energią kinetyczną. czas lotu na 45 km to około 1 min , więc radar nie zdaży być wygaszony.

tak tylko na marginesie
czwartek, 24 sierpnia 2017, 10:38

@Rejtan Konflikt w Jugosławii. Zapoznaj się ze wspomnieniami Zoltana Dano, obejrzyj film. Też książka "Gorące niebo nad Bliskim Wschodem..." Dlaczego mówi się "tam" o 21 sekundzie, i porównaj to z osiągiem pocisków, które proponujesz zakupić w kontekście ".. około 1 minuty" .. Reasumując, fajna broń przeciw tym, którzy nie posłuchali instrukcji i nie wyjęli baterii ze swoich telefonów komórkowych, ewentualnie z uporem maniaka używają radiotelefonów klasy "prm 446"

krzysztof
piątek, 25 sierpnia 2017, 14:52

trzeba moim bardzo skromnym zdaniem zaiwestować w satelity rozpoznawcze - jeśli nikt nie oferuje takich samemu je zbudować - muszą obszar obserwacji mieć większy niż samo terytorium Polski ale obejmować pewien obszar poza granicami tak by ruchy wojsk za granicą też mogły śledzić - powinny jakiś algorytm przeszukiwania mieć taki by dowolny dowódca mógł dostać z nich dane z interesującego go terenu co krótki czas - 30s-1min - słowem satelita fotografuje w ustalonej kolejności teren - z ziemi nikt nie może tego wyłączyć bo wyłącznika brak, ziemia odbiera to zaszyfrowane w sztabie i obrazki są analizowane błyskawicznie pod katem wykrycia obiektów, ich ruchu i identyfikacji swój-obcy, błyskawicznie to dociera do dowódców w terenie - tu już artylerzyści śledza sobie te cele i likwidują jak tam sobie postanowią - ważne by czas od satelity do armatohaubicy był jak najkrótszy a to wymaga zautomatyzowania wielu rzeczy - będzie ciągły napływ dużej ilości danych, obrazowanie sytuacji na żywo a to da ogromną przewagę bo nie jest wielkim problemem zniszczyć przeciwnika gdy jego pozycja jest znana a wszystkie jego ruchy czytelne - zatem satelita widzacy wszystko - może w wieloma "oczami" nieruchomymi nawet by nie było straty czasu na przestawianie czegokolwiek a najlepiej kilka satelit w rozmaity sposób zabezpieczonych przed dezaktywacją przez przeciwnika - nie oszczędzać na tym a trochę to kosztować będzie

polak mały
środa, 6 września 2017, 13:41

No trochę cię poniosło z tymi satelitami. Może być problem z zapewnieniem nieprzerwanej transmisji danychw wysokiej rozdzielczości z satelity wiszącego nieruchomo nad ziemią. Są takie satelity, ale na wysokiej orbicie, a te, które są niżej, zwykle orbitują wokół ziemi, czyli dane można z nich mieć w cyklu 30-60min., no chyba, że mamy 2-3 takie, wtedy dane są co 10-15 min. To powinno w zupełności wystarczyć do określenia lokalizacji celów, które potem będą namierzane przez inne środki (np. AWACS, drony, czujniki emisji elektromagnetycznej)

KrzysiekS
niedziela, 27 sierpnia 2017, 16:59

KrzysiekS->krzysztof Z tego co czytałem trwają rozmowy z Izraelem i Włochami nie wiem czy z kimś jeszcze na temat zakupu satelitów wojskowych.

Bunio
niedziela, 27 sierpnia 2017, 00:07

"powinny jakiś algorytm przeszukiwania mieć taki by dowolny dowódca mógł dostać z nich dane z interesującego go terenu co krótki czas - 30s-1min" Fantastyczny pomysł. I pewnie jeszcze w dobrej rozdzielczości? A teraz zainteresuj się, czy to możliwe i dlaczego nie... bez naprawdę gigantycznej floty satelitów.

filip_71
sobota, 26 sierpnia 2017, 11:57

Dokładnie, bo bez tego wszystkie pozostałe inwestycje w siłę ognia mogą zostać w razie czego nie wykorzystane, tzn zmarnowane.

cywil
wtorek, 22 sierpnia 2017, 15:48

Źródłem aktualnych danych o odległych celach jest posiadanie precyzyjnych radarów analizujących tor lotu pocisków przeciwnika. Chyba lepszym niż wozy rozpoznania czy dowodzenia.

Dr
wtorek, 22 sierpnia 2017, 15:13

Ciekawy wywiad.

Marek
sobota, 26 sierpnia 2017, 15:41

Moim skromnym zdaniem musimy mieć czym i z czego strzelać w pierwszej kolejnosci

Aneta
sobota, 26 sierpnia 2017, 16:48

Każdy łańcuch jest tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo. Trzeba mieć czym strzelać, ale też wiedzieć kiedy, gdzie i do kogo. I mieć dobrze wyszkolonych fachowców od tego strzelania. I wsparcie różnych rodzajów wojsk oraz wywiadu, żeby nie okazało się ze czołgami walczysz z samolotami

racjus
wtorek, 22 sierpnia 2017, 14:29

Potrzebne są BSL. Wiadomo to od dłuższego czasu ale niestety nic w temacie się nie dzieje.

Marek1
wtorek, 22 sierpnia 2017, 14:21

No i CO z tego, że wszyscy wiemy CO jest najbardziej obecnie niezbędne dla zwiększenia możliwości bojowych pozyskiwanych powoli nowych syst. artyleryjskich ?? Wszelkie kwestie dot. amunicji precyzyjnej/ppanc są skutecznie blokowane lub przeciągane w nieskończoność przez MON. To samo dotyczy środków rozpoznania pozahoryzontalnego i cyfrowego syst. transmisji danych z jednostek rozpoznania do baterii, czyli kwestii absolutnie NIEZBĘDNYCH dla efektywności działania artylerii. Ekstremalnym przypadkiem tego typu b. szkodliwych zaniechań ze strony MON jest np. blokada modernizacji starego, analogowego syst. dowodzenia dla WR-40 Langusta, jak również zablokowanie dalszego zwiększania ilości(produkcji) tych wyrzutni.

dropik
środa, 23 sierpnia 2017, 09:43

WR-40 to grad na jelczu. różnica nie jest wielka. Sama wyrzutnia nie zmieniona i realnie nadaje się do ostrzału do 20-25 km. dalej rozrzut staje się zbyt wielki żeby skutecznie pokryć obszar. Pociski kierowane niestety są za drogie, żeby stanowiły podstawę amunicji. Najwiekszy problem to brak BSP i innych systemów rozpoznania.

maqq
wtorek, 22 sierpnia 2017, 21:31

>Polski przemysł byłby w stanie je zrealizować w stosunkowo krótkim czasie, pod warunkiem transferu technologii > systemu naprowadzania od partnerów zewnętrznych. Czyli wspaniały polski przemysł nadal nie potrafi niczego zrobić samodzielnie. Mówimy o rozwiązaniach sprzed 30 lat!

olo
wtorek, 22 sierpnia 2017, 14:18

Zabrakło zdania o satelitach wojskowych które monitorują cele na terytorium potencjalnego przeciwnik tak aby w razie czego lista celów była dostępna dla każdego rodzaju artylerii czy to lufowej czy rakietowej.

maqq
wtorek, 22 sierpnia 2017, 21:33

Z naszą wspaniałą artylerią wystarczą nam satelity podwieszone pod balonami.

WP1
wtorek, 22 sierpnia 2017, 14:07

Artyleria o maksymalnym zasięgu ostrzału 40 km,piękna ta nasza artyleria

AA
środa, 23 sierpnia 2017, 12:11

Do niszczenia (obezwładniania) czołgów służą: A. inne czołgi B. kierowane ppk C. uzupełniająco miny i wielkokalibrowe karabiny wyborowe W tej właśnie kolejności, a artyleria ma szereg innych zadań wśród, których NIE MA niszczenia czołgów, więc przestańcie roić, że ławę pancerną FR zatrzyma deszcz inteligentnych pocisków z Raków i Krabów.

NN
środa, 23 sierpnia 2017, 16:26

" artyleria ma szereg innych zadań wśród, których NIE MA niszczenia czołgów" No to cytujemy, za "Zadania artylerii we wsparciu ogniowym", autorstwa ppłk Narlocha: "Następną grupą są zadania wchodzące w zakres bliskiego ognia wspierającego [...] Do tej grupy można zaliczyć następujące zadania: [...] obezwładnienie [...] czołgów w punktach oporu i poza nimi" I żeby od razu wyjaśnić, czym jest obezwładnienie: "nadzieja matematyczna strat warunkujących obezwładnienie celu grupowego powinna wynosić od 10 do 30%"

kubuskow
środa, 23 sierpnia 2017, 16:13

do @ AA Tylko to co piszesz to podejście z początków WW2, a już pod jej koniec lotnictwo niszczyło masowo zgrupowania pancerne. My powinniśmy szykować się na wojnę przyszłości i nie wiem dlaczego założenia niszczenia drogich czołgów względnie tanią (przy cenie czołgu) inteligentną amunicją artyleryjską jest złym pomysłem?

ssebo
środa, 23 sierpnia 2017, 14:27

czołg może zniszczyć każdy pocisk zdolny spenetrować jego pancerz. jeśli kolumnę czołgów ostrzelasz artylerią to Twoim zdaniem nic im taki ostrzał nie zaszkodzi? inną sprawą jest podejście artylerii na jej zasięg do takiej kolumny i wcześniejsze jej dokładne wykrycie. Nieszablonowe podejście.

zniecierpliwiony
środa, 23 sierpnia 2017, 12:07

Jaki przełom ?! Może co najwyżej szansa na takowy ale i w to zaczynam już wątpić... Przełom to będzie wtedy kiedy którykolwiek program / system uda się RZECZYWIŚCIE wdrożyć tak naprawdę do końca ze wszystkimi istotnymi podsystemami - w tym właśnie rozpoznania, dowodzenia no i zaopatrzenia w nowoczesną amunicję. Na razie to jest kolejne gadanie o tym co MOŻE będzie (vide stwierdzenie wsamym artykule: "niezbędne są szybkie decyzje (...)". Nikt tego jeszcze nie zauważył, że jak dotąd to mamy głównie plany (a właściwie "wizje" bo do planów to im daleko), cząstkowe realizacje - wszelako takie żeby dłuuugo (trwale ?) czegoś naprawdę istotnego brakowało (vide f16 bez harm'ów, ndr bez rozpoznania pozahoryzontalnego, rosomaki bez spike'ów i licznych wersji pomocniczych, kraby i raki bez amunicji, czołgi z przestarzałą amunicją, spike w niewielkich ilościach i "na wszelki wypadek" bez licencji na produkcję ich kluczowych elementów) ? A jak już się opinia publiczna zniecierpliwi brakiem efektów to mamy "na uspokojenie" wysyp kolejnych, jeszcze wspanialszych planów .... Gorzej niż przed 39'...

Perton
wtorek, 19 września 2017, 02:32

Dokładnie tak, nawet ostatnio czytałem w mediach opinie o szefie min obiecuje i nic nie jest dowiezione do końca a jak są pytania o wyniki to w zamian jak z rękawa kolejne obietnice. No ale znów budżet zostanie przesunięty na kolejny rok i ta nadwyżka zapcha!y aktualna dziurę budżetową. Sukces goni sukces.

Wolf
wtorek, 22 sierpnia 2017, 13:45

Polska artyleria!! Ostatnie zdjecie jest najfajniejsze bo nawet cos wystrzelilo ale watpliwa sprawa aby trafilo w cel. Dobrze, ze sa wojska sojusznikow w Polsce bo tak to by byla tragedia.

ekspert
wtorek, 22 sierpnia 2017, 13:45

Systemy dowodzenia i wozy rozpoznawcze tak ale nie te które jeszcze przed dwoma laty były jedyne słuszne choć nie najlepsze bo wywodziły się spod W-wy

Zbulwersowany podatnik
wtorek, 22 sierpnia 2017, 13:44

1. Nic na temat ewentualnego pozyskania amunicji dalekosiężnej 155 (ok. 70km) i 120mm. 2. Nie ma też informacji czy będzie planowany zakup lub opracowanie pocisków 120mm naprowadzanych laserowo analogicznie do amunicji 155mm. 3. Nie ma informacji czy zmodernizujemy kolejne Grady (75 sztuk) do wersji Langusta/Langusta II. Mamy też RM70 (30 sztuk). 4. Udało się opracować Feniksa - super. A jaki typ głowicy będą posiadały?

Tadek
środa, 23 sierpnia 2017, 02:16

Nie bulwersuj się tak :) 1. Amunicja o tym zasięgu to chyba tylko volcano. Z tego co się orientuję nie kupuje tego nikt, nawet Włosi. Zbliżony zasięg mają excalibury. Amunicja dalekosiezna dla czołgów? Nikt tego nie produkuje. Powód oczywisty. 2. Amunicja naprowadzania laserowo dla leo? Nikt tego nie produkuje, jedynie ppk wystrzeliwane z lufy. 3. Bodajże w SPO było info o modernizacji gradow i rm 70. Czy będzie zrealizowana to inna sprawa. 4. Z tego co pamiętam w grę wchodziły dwie, odlamkowo-burzaca i kasetowa na bazie hesyta.

Harry
wtorek, 22 sierpnia 2017, 18:17

O FENIKSie czytam już ok 10 lat na portalach i w gazetach "wojskowych. Tempo pozyskania tych rakiet zabójcze! Klękajcie narody! Tak samo będzie się działo ze wszystkim co chcą pozyskiwać Wojska Artyleryjskie.

Konvi
wtorek, 22 sierpnia 2017, 18:03

A skąd te informacje ma posiadać oficer który aktualnie nie pełni służby i nie jest przy podejmowaniu decyzji? Wyraźnie jest napisane że szefem artylerii był w latach 2010-2012!

Bunio
wtorek, 22 sierpnia 2017, 16:14

Ale rozmówca niekoniecznie musi to wszystko wiedzieć. Od kilku lat jest poza strukturami MON, a za pracę dla MESKO w związku z Homarem, obecny minister "podziękował" mu tak, że nie mam wątpliwości, że pan generał obecnie jest w niełasce. Swoją drogą, trzygwiazdkowy generał, były dowódca wojsk rakietowych, za pracę dla MESKA jako kluczowy ekspert w kluczowym projekcie, w którym jego kompetencje były adekwatne w 100%, zainkasował w sumie coś około 300 tys brutto w niecałe 3 lata - czyli mniej, niż szeregowy programista. Według ministra to są jakoby oburzające kwoty, jeden z "szokujących przykładów marnotrawienia publicznych pieniędzy w spółkach zbrojeniowych". Bo? Generał jest znajomym Komorowskiego. Oczywiście, żadnych dalszych zarzutów już nie postawiono.

BBB
wtorek, 22 sierpnia 2017, 15:49

Nie sądzę, żeby grady/RM70 miały być modernizowane. Pewnie na ich miejsce wskoczą Homary.

jakub
wtorek, 22 sierpnia 2017, 19:03

Jaki jest sens strzelaniem z Kraba w poziomie ?

Rejtan
środa, 23 sierpnia 2017, 20:51

Ta pozycja jest obowiazkowa w próbach: największe obciążenie podwozia ( wektor siły 90 stopni/90 stopni ) oraz wieży ( położenie lufy względem podwozia/podłoża oraz wieży względem podwozia) . Takie testy wykonują wszystkie nowoczesne systemy artyleryskie, zarówno gąsienicowe jak i kołowe.

Artylerzysta
środa, 23 sierpnia 2017, 15:26

Nie w poziomie tylko "na wprost" a jaki jest sens? Odsyłam do instrukcji strzelania i kierowania ogniem.

Radi
wtorek, 22 sierpnia 2017, 23:59

Brak odpowiednio rozległego poligonu do prób z zadanym ładunkiem miotającym, by sprawdzić naprężenia .Dlatego strzelano w poziomie - to zdjęcie Kraba jest z prób . Na Ukrainie Goździki waliły do czołgów w poziomie w desperackiej obronie - efekt słaby - ale wieże czołgu zrywało ( to byly jednak sporadyczne przypadki)

xawer
wtorek, 22 sierpnia 2017, 23:25

Na przykład zwalczanie czołgów? Nie są one konstruowane jako broń przeciwpancerna ale nie zawsze da się uniknąć niespodziewanego spotkania:-) Już Rosjanie w czasie II WS skutecznie używali haubic ukrytych za wzgórzem do zwalczania czołgów ogniem bezpośrednim.

jurgen
środa, 23 sierpnia 2017, 15:47

a może na wozy rozpoznawcze do Krabów kupić po prostu Fennki - nawet kilka szt. - choćby po to, żeby sprawdzić, jak one są dokładnie zbudowane

gimbaza
wtorek, 22 sierpnia 2017, 18:51

Czy taka halbica strzelajaca w poziomie nie mogla by zastapic czolgow ?

xawer
wtorek, 22 sierpnia 2017, 23:30

Nie. Nie ta ruchliwość i szybkość reakcji. Brak stabilizacji armaty w ruchu. Nieodpowiednie przyrządy obserwacyjne i celownicze. Słaby pancerz itp.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama