Reklama

Okrętowa armata przemycana z Ukrainy do Polski. Realne zagrożenie?

6 kwietnia 2017, 18:07

Polskie służby graniczne przechwyciły na przejściu w Dorohusku przemycane z Ukrainy części do wielolufowej armaty okrętowej kalibru 30 mm AK-630. Z uwagi na to, że sprawa dotyczy przemytu broni dochodzenie prowadzi Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Sprawa z pozoru wygląda bardzo poważnie, ponieważ 31 marca br. dwie Ukrainki próbowały rzeczywiście przewieźć chłodzony zestaw lufowy wraz z zamkiem do sowieckiej armaty okrętowej AK-630, ukryte w środku metalowego cylindra. Do przemytu wykorzystano samochód dostawczy na ukraińskich tablicach rejestracyjnych, który zgodnie ze zgłoszeniem miał przewozić elementy hydrauliczne. Z komunikatu rzecznika prasowego Ministra Koordynatora Służb Specjalnych przekazanego PAP wynika, że:

Służby zatrzymały dwie obywatelki Ukrainy podróżujące samochodem. Po ujawnieniu na granicy próby wwiezienia broni do akcji wkroczyła ABW, która zabezpieczyła działo. Agencja wraz z Policją i Służbą Celną przeprowadziła także przeszukania w miejscu, do którego miało ono zostać przewiezione. Przeszukano również kolejny lokal. W wyniku tych czynności zabezpieczono 1300 paczek papierosów bez akcyzy oraz zatrzymano kolejne dwie osoby.

Zestaw artyleryjski AK-630 na okręcie rakietowym typu Orkan ORP „Grom”. Z lewej armata sześciolufowa, z prawej system celowniczy „Kołonka” – fot. M.Dura

W sumie zatrzymano czworo obywateli Ukrainy, z których jeden na stałe mieszka w Polsce. Na wniosek prokuratury Sąd wobec wszystkich zastosował środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu. Zatrzymanym postawiono zarzuty popełnienia czynów opisanych w art. 263 ust. 2 Kodeksu Karnego, w związku z art. 33 ust. 1 „Ustawy o obrocie z zagranicą towarami, technologiami i usługami o znaczeniu strategicznym dla bezpieczeństwa państwa, a także dla utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa”. Zatrzymani nie przyznają się do próby przemytu sprzętu wojskowego, zasłaniając się nieświadomością co do rzeczywistego przeznaczenia przewożonego towaru.”

Sprawie nadano więc duży priorytet uznając, że mamy tu do czynienia ze świadomym przemytem niebezpiecznego uzbrojenia bez odpowiedniej koncesji. Rzeczywista wartość bojowa przewożonych elementów jest jednak praktycznie żadna, choć oczywiście sam fakt próby przemytu elementu tak skomplikowanego systemu uzbrojenia świadczy o zagrożeniu. AK-630 to typowa armata okrętowa montowana na stałe w pokładzie w bezzałogowej wieżyczce zdalnie sterowanej za pomocą radiolokacyjnego systemu kierowania ogniem (najczęściej MR-123) lub ręcznie - z wykorzystaniem kolumienki celowniczej (najczęściej typu Kołonka).

Nie ma więc możliwości strzelania tylko „po lufie”, a więc prowadzenia ognia bezpośrednio przez strzelca jak np. w przypadku wielolufowych karabinów maszynowych M134 Mingun (kalibru 7,62 mm). Nie da się też zainstalować armaty AK-630 na samochodach terenowych, a więc wykorzystywać tego działka w taki sposób, jaki stosują terroryści i bojownicy różnych ugrupowań na Bliskim Wschodzie i północnej Afryce.

I nie chodzi tu tylko o wagę (cały zestaw artyleryjski wraz z magazynkiem może ważyć nawet 3800 kg), ale o jego skomplikowanie i „wieloelementowość”. Dodatkowo bardzo trudne jest wizowanie systemu celowniczego znajdującego się w zupełnie innym miejscu niż armata. A przecież w ten sposób może drastycznie spaść celność zestawu.

System celowniczy „Kołonka” na okręcie ORP „Grom” – fot. M.Dura

Tymczasem należy pamiętać, że mamy tu do czynienia z systemem artyleryjskim kalibru 30 mm o bardzo dużej szybkostrzelności dzięki wykorzystaniu sześciu luf (4000-5000 strzałów na minutę). Dlatego system ten bardzo dobrze sprawdza się do zwalczania celów powietrznych (tworząc przed nimi swoistą „chmurę” pocisków), jak również w odniesieniu do celów nawodnych.

Armata AK-630 na okręcie rakietowym ORP „Piorun” – fot. M.Dura

Przypomnijmy, że to właśnie z armaty AK-630 polskiego okrętu rakietowego ORP „Górnik” został pomyłkowo ostrzelany 15 czerwca 1987 r. zachodnioniemiecki okręt „Neckar” (A-66), który w okolicach Obwodu Kaliningradzkiego obserwował ćwiczenia rakietowe i artyleryjskie Układu Warszawskiego. System radiolokacyjny MR-123 kierując prowadzeniem ognia do lecącej nisko nad wodą rakiety przeciwokrętowej nagle „przerzucił” się na większy cel, jakim była niemiecka jednostka pływająca. Pomimo natychmiastowego przerwania ognia aż osiem pocisków trafiło w „Neckara”. Na szczęście rannych zostało tylko dwóch niemieckich marynarzy, ale straty wyceniono na ponad pół miliona marek. Przykładowo wieża artyleryjska trafiona tylko jednym, polskim pociskiem musiała być później zdjęta i już nigdy nie została zamontowana z powrotem.

Wieża armaty zachodnioniemieckiego okrętu „Neckar” (A-66) trafiona w 1987 r. pociskiem działka AK-630 polskiego okrętu rakietowego ORP „Górnik” – fot. Wikipedia

Dlatego można przypuszczać z dużym prawdopodobieństwem, że elementy armaty AK-630 były przemycane przez obywateli ukraińskich nie jako element lądowego systemu bojowego, ale raczej jako eksponat dla kolekcjonera lub muzeum, lub części zamienne potrzebne do przeprowadzenia naprawy lub modernizacji systemu artyleryjskiego na remontowanym okręcie. Takie armaty są używane przez państwa, wykorzystujące sprzęt konstrukcji sowieckiej/rosyjskiej, w tym Marynarkę Wojenną RP na okrętach typu Orkan.

KomentarzeLiczba komentarzy: 34
gd
piątek, 7 kwietnia 2017, 10:04

mlozee ktos w Mon zamówił na czesci zamienne

KrzysiekS
sobota, 8 kwietnia 2017, 10:36

Według mnie któryś z pasjonatów militari na zachodzie postanowił uruchomić pozyskaną gdzieś armatę tego typu co zwiększyło by jej cenę więc zamówił część tam gdzie to było dostępne za grosze.

Zenon
czwartek, 6 kwietnia 2017, 21:01

Bardzo dobry artykuł.

Gall Anonim
piątek, 7 kwietnia 2017, 09:33

Osobiście nagłośnianie takich przypadków jako jakieś wielkie zagrożenie uważam za śmieszne. Niestety żyjemy w takim kraju, gdzie można "trafić do pudła" za posiadanie nawet tak niegroźnego przedmiotu jak kompletnie pordzewiała lufa od karabinu wygrzebana na którymś z pobojowisk I wojny światowej.

smegal
piątek, 7 kwietnia 2017, 09:31

1.Przejąć sprzęt, 2. Przekazać do WAT, 3. Przeanalizować technologię, 4. Wyciągnąć wnioski 5. Na bazie tego cudeńka opracować własny lepszy zestaw. 6. Wdrożyć do produkcji

analityk
piątek, 7 kwietnia 2017, 11:45

Przeciez mamy takie na naszych okretach wiec nie trzeba nic analizowac potajemnie

LL
piątek, 7 kwietnia 2017, 11:39

Mamy tego pełno na okrętach, nie umiesz czytać? Po co niby nam by to miało być?

BBB
piątek, 7 kwietnia 2017, 11:32

MW RP posiada takie sprawne i działające systemy. Było w nawet w artykule.

trw
sobota, 8 kwietnia 2017, 05:53

Widzę niezłą manię spiskową... Proponuję ostudzić umysły i przeanalizować, na którym z okrętów ten system nie jest obecnie sprawny i wymaga części zamiennych. Utrzymanie postradzieckiego uzbrojenia od ponad 20 lat wiąże się z kuriozalnymi operacjami. Tak było nawet od początku eksploatacji MiGów-29. Co do zdarzenia z 1987. Niemiecki okręt "obserwował" ćwiczenia - ciekawe z jakiej odległości, skoro dosięgły go pociski z armaty 30 mm.

ito
niedziela, 9 kwietnia 2017, 09:25

W latach 80-tych floty na Bałtyku obserwowały się bardzo uważnie i każdy ćwiczący okręt każdej ze stron miał liczne, międzynarodowe towarzystwo. Ponieważ nikomu nie zależało na konflikcie nikt z tego nie robił problemu również kiedy dochodziło do naruszeń wód terytorialnych- choć trzeba przyznać, że wszyscy bez szemrania stosowali się do zaleceń państw odpowiedzialnych (które z kolei nie przeganiały dla przeganiania tylko akceptowały fakt, że za chwilę również będą obserwatorami)- porównasz to z sytuacją dzisiejszą, kiedy kraje podobno pokojowo nastawione awanturują się o każdy przelot nad wodami międzynarodowymi? W przywołanym przypadku strzelania zostały natychmiast przerwane, strona polska niemal siłą usiłowała wetknąć Niemcom wszelką możliwą pomoc, a Niemcy zarzekali się, że absolutnie nic się nie stało i w ogóle nie ma sprawy, bo ich tu właściwie nie było. Na szczęście nikt nie zginął, bo wtedy byłoby trudniej. Co do Twojej teorii na temat przemytu- piękna, choć trochę bez sensu- ale nasze czynniki oficjalne z sensowności działań nie słyną...

Willgraf
czwartek, 6 kwietnia 2017, 19:36

będzie jak znalazł dla Gawrona:) ale chciałbym się podzielić info związanego ze zdjęciem przy artykule, Pamiętam jak w trakcie tego zajścia poderwała się Para dyżurna na ostro MIG-23 z Rędzikowa i pogrzała nad Bałtyk:) było ostro...a w radio Niemcy płakali ,że ich biedny okręt dostał:)

Wiesiek
czwartek, 6 kwietnia 2017, 19:35

Może HSW za grosze to sprowadza , ostatnio był pokaz dla prezydenta Rosomaka 6x6 właśnie z tą armatą

miki
niedziela, 23 lipca 2017, 11:30

Tym dzialkiem można Rosomaki otwierać jak puszki sardynek. O tym nikt nie mówi. Te działko zamontowane na odpowiednim nośniku to bardzo groźna broń dla wszelkich wozów bojowych.

stiopa
piątek, 7 kwietnia 2017, 16:58

Numer na zająca. A w czasie zamieszania wjechało kilka tirów fajek.

turpin
piątek, 7 kwietnia 2017, 19:22

Tak, tak, w takim przypadku wszyscy celnicy i funkcjonariusze SG zbiegaja sie do kupy, otaczaja trefny pojazd, a granica zostaje chwilowo otwarta i kazdy kto chce, przejezdza raz-dwa. No swietnies, to stioa, wykombinowal.

box
piątek, 7 kwietnia 2017, 13:23

Cała ta sprawa wygląda dziwnie. Może chodziło o dokonanie jakiejś prowokacji na terenie Polski która by można zrzucić na ukraine? Dwa dlaczego wybrano akurat rodzaj broni który jest na wyposażeniu naszej armii? Inna opcja - może chodziło po prostu o to żeby znowu zwalić winę na Ukraińców żeby podgrzać atmosferę i pogorszyć nastroje względem tego kraju w Polsce. Bo jaki jest sens przemycać takie działo? I to jeszcze z lewymi papierosami? To trochę tak jak by ktoś chciał żebyśmy je znaleźli i połączyli to z Ukraina

tagore
czwartek, 6 kwietnia 2017, 18:34

Bzdury , komputer ,dobry warsztat i mamy ciekawy sprzęt. Pozostałe części mogły już wjechać do kraju.

jerry
piątek, 7 kwietnia 2017, 10:21

Zgadzam się z kolegą. 3 miliony pewnej nacji , uzbrojenie i nasza OT ma duży problem

Kava
czwartek, 6 kwietnia 2017, 20:25

Nawet dysponując ekspertami do uzbrojenia i zaawansowaną techniką potrzebujesz później taką broń przystrzelić a tego w europie po cichu już raczej nie zrobisz. Poza tym jakie zalety miałby taki system w przeciwieństwie do ppzr czy nawet zwykłych zu23-2 które zdecydowanie łatwiej załatwić i obsłużyć?

elf syberyjski czy co
piątek, 7 kwietnia 2017, 00:10

Ja to raczej widzę tak, że w częściach takie coś do Polski potem instaluje się cały system w kontenerze lub na naczepie tira i w razie za 10min "W" podjeżdża ciężarówka i wali np. w Redzikowo albo inne radary albo lotnisko z F16, albo inną wrażliwą infrastrukturę. Są animacje jak ruscy podjeżdżają dwoma tirami kilka km od lotniska wroga a potem otwierają naczepy i walą z działek ile wlezie. Ciekawe ile takiego sprzętu jeździ po europie albo stoi w kontenerach? Rosjanie pokazali także kiedyś rakiety zainstalowane/ukryte na kontenerach morskich pływające na statkach transportowych. Pytanie czy ktoś z naszych pomyślał aby po Rosji jeździły nasze?

xczy
piątek, 7 kwietnia 2017, 17:32

Albo inaczej: instalują takie uzbrojenie na kradzionym dostawczaku, lufa wycelowana w tył, podjeżdżają pod market, centrum handlowe, albo gdzieś, gdzie jest duża grupa ludzi, a następnie zdalnie odpalają działko (z amunicją odłamkową). Po czym ISIS ogłasza że to ich odpowiedź dla anty-islamskiej polski. Dlaczego takie działko. a nie inne, prostsze i mniejsze? Może dla efektu psychologicznego, a przy tym pokazaniu, że oni mogą przemycić nawet tak duże działa. Osoby powiązane z tym przemytem powinny zostać sprawdzone, czy aby nie miały kontaktu z członkami radykalnego islamu, oraz służby powinny sprawdzić czy nie był planowany jakiś akt terrorystyczny.

CB
piątek, 7 kwietnia 2017, 01:37

Ano właśnie: animacje. I to raczej nie przy wykorzystaniu takich armat, bo one naprawdę do użycia mobilnego się nie nadają. Już szybciej można zakładać, że podczas kolejnego remontu, to by się znalazło na którymś z okrętów.

czb
poniedziałek, 22 maja 2017, 18:05

Hmm.. czyżby ktoś szykował okręt piracki...?

JK
piątek, 7 kwietnia 2017, 23:05

I znów dozbrojenie "Ślązaka" i oddanie do służby, odwlecze się w czasie.

Zbulwersowany podatnik
piątek, 7 kwietnia 2017, 11:31

Dziwna sprawa, po co ktoś miał przemycać taką armatę? Przecież na dachu domu nikt jej nie zamontuje.

Qba
piątek, 7 kwietnia 2017, 14:13

Na części zamienne dla Orkana

grzesiek
czwartek, 6 kwietnia 2017, 22:18

dziwnie ta cała sprawa wygląda

Ametyst
piątek, 7 kwietnia 2017, 14:51

To był test czy się uda przemycić taki sprzęt do Polski jak by się udało przeszło by coś znacznie nowocześniejszego,to są przygotowania do czegoś większego w niedalekiej przyszłości

Max Mad
czwartek, 6 kwietnia 2017, 21:57

Darowanemu koniowi... po zakończeniu postępowania MW powinna przejąć co zarekwirowano i części zamienne jak znalazł.

X
czwartek, 6 kwietnia 2017, 21:53

A dlaczego nie przemycali do przyszłościowego systemu 23mm, he?

dd
piątek, 7 kwietnia 2017, 14:31

Kto jest odpowiedzialny za ten stan rzeczy ???

Pepe
piątek, 7 kwietnia 2017, 17:46

San Marino

Bretan
piątek, 7 kwietnia 2017, 15:29

Człowiek.

Pepe
piątek, 7 kwietnia 2017, 18:03

Według mnie to mógł być etap przygotowań do jakiegoś okropnego zamachu. Scenariusz takiego zamachu jest dobrze spopularyzowany przez hollywoodzkie kino akcji. Nie potrzeba żadnego tam brakującego radarowego systemu celowniczego. Jedynie działko i amunicja, spory a nieruchomy cel w odległości powiedzmy kilometra i już. Jakiś stadion, pływalnia, widownia, skocznia, na której trwają jakieś zawody, sala koncertowa, trybuna itd. Itp. Po każdym zamachu przeprowadzonym w nowy sposób wszyscy rozdziawiają buzie i dochodzą do wniosku 'na to bym nie wpadł'. Przypomnijmy sobie 11.09.2001, wtedy w głosach niektórych ekspertów w studio tv słychać było nawet coś w rodzaju zawodowego podziwu dla zamachowców. Uważam, że sprawa jest bardzo poważna i mamy sporo szczęścia. Gdybym był na przykład Najlepszym Prezydentem od Czasów Paleolitu, przejąłbym się tym znaleziskiem. Nie tylko a propos skoczni.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama